Blog

  • Rozmowy o gazach i twórczym pisaniu

    Rozmowy o gazach i twórczym pisaniu

    E.B. White o talencie Updike’a: Refleksje i humor

    Skomentuj list do Johna Updike’a z 1962 roku:

    „Wolałbym przeczytać twoją nienapisaną powieść niż napisaną przez kogokolwiek innego. Ciągle próbuję odkryć, co (jaka tajemnicza rzecz) podnosi pisanie do poziomu, na którym zachodzi spalanie, i myślę, że po prostu w pisaniu musi nastąpić ucieczka gazów lub oparów z centrum — Gazu Rdzenia, to znaczy. I nawet to wyjaśnienie jest niewiarygodne, ponieważ Bóg wie, że z Hemingwaya zawsze uciekał gaz, ale często przypominało mi to pierdzenie starego konia. Ta zagadka nie zostanie rozwiązana w pośpiechu. (E.B. White, List do Johna Updike, 12 stycznia 1962)” (znalezione w New York Times, dzisiaj 18.01.25)

    List, który zawiera takie refleksje, jak te skierowane do Johna Updike’a, ujawnia niezwykłą zdolność autora do literackiego introspekcyjnego humoru, a jednocześnie do głębokiego poszukiwania esencji pisania. E.B. White, znany przede wszystkim jako autor „Straganów Charlotty” i felietonista „The New Yorker”, w swoim liście z 1962 roku wyraził nie tylko podziw dla twórczości Updike’a, ale również próbował uchwycić to, co sprawia, że literatura osiąga wyższy, niemal mistyczny poziom.

    Kluczowe punkty refleksji:
    Mistyczny kult talentu Updike’a
    Zdanie „Wolałbym przeczytać twoją nienapisaną powieść niż napisaną przez kogokolwiek innego” podkreśla niemal religijną wiarę w wyjątkowość talentu literackiego Updike’a. To nie tylko pochwała, ale i subtelny żart deprecjonujący przeciętność innych autorów. Kult Updike’a, któremu daleko było od religijnych uniesień.

    W wywiadach Updike otwarcie przyznawał, że jego podejście do religii jest bardziej estetyczne niż doktrynalne. Interesowała go symbolika, rytuały i to, w jaki sposób wiara odzwierciedla się w literaturze. W eseju „The Future of Faith” pisał:

    „Religia, jak literatura, jest próbą nadania sensu naszemu doświadczeniu, uznania istnienia tajemnicy i celebracji tego, co przekracza nasze zrozumienie.”

    Warto więc podkreślić, że choć tematyka religijna jest obecna w jego pracach, to często stanowi ona raczej narzędzie analizy kondycji człowieka niż wyraz osobistego zaangażowania religijnego. Updike’a można nazwać badaczem religijności, ale niekoniecznie jej wyznawcą.
    „Gaz Rdzenia” – tajemnica procesu twórczego
    White porównuje inspirację i proces pisania do wybuchowego procesu, w którym musi nastąpić „ucieczka gazów z centrum”. To obrazowe, a zarazem nietypowe i ryzykowne, metaforyczne ujęcie pokazuje, że prawdziwie wartościowa literatura pochodzi z jakiegoś wewnętrznego, organicznego źródła, które wymyka się pełnej kontroli autora. Platońskie pojęcie „boskiego szału” można zestawić z ideami takich autorów, jak E.B. White w jego liście do Updike’a czy Hemingway, który pisał o konieczności pisania „jednego prawdziwego zdania”. Obaj autorzy, podobnie jak Platon, uznają, że inspiracja ma źródło w czymś irracjonalnym, ale jednocześnie unikalnym dla każdego twórcy.
    Ironiczne odniesienie do Hemingwaya
    Porównanie „gazu” Hemingwaya do „pierdzenia starego konia” dodaje humoru, ale i stanowi krytykę. White zdaje się sugerować, że nawet wielcy literaci czasami zawodzą w dostarczaniu tej esencji, która podnosi literaturę na wyższy poziom.
    Nierozwiązana zagadka literatury
    White podkreśla, że natura tej tajemnicy – co sprawia, że literatura „spala się” na wyższym poziomie – pozostaje nieuchwytna i z pewnością nie zostanie odkryta w pośpiechu. White próbuje zdefiniować moment, w którym pisanie osiąga poziom „spalania”. O tej tajemniczej energii wspominał również Franz Kafka: „Pisanie to forma modlitwy.” Słowa Kafki sugerują, że proces pisania jest nie tylko twórczy, ale także duchowy, co koresponduje z metafizycznym tonem refleksji White’a.
    Kontekst i odniesienia
    John Updike, którego White tak bardzo podziwia, był znany ze swojego niezwykłego daru opisywania codzienności w sposób poetycki. Jego powieści, takie jak „Król Królik” czy „Pary”, eksplorowały tematy życia amerykańskiej klasy średniej. Z kolei Hemingway, z jego oszczędnym stylem behawiorystycznym, był często uważany za ikonę amerykańskiego modernizmu. W tym liście White zestawia ich style w sposób ironiczny, ale jednocześnie pełen uznania.

    Zachęta do dyskusji
    Co sądzisz, Czytelniku, o tej wymianie zdań?

    Czy zgadzasz się z White’em, że proces twórczy to coś organicznego i nieuchwytnego?
    Jakie cechy literatury podnoszą ją do poziomu „spalania”?
    Czy zgadzasz się z krytyką Hemingwaya, czy raczej uważasz jego styl za przejaw mistrzostwa?

  • Szwedzki kanon kulturowy: historia, kontrowersje i przyszłość

    Szwedzki kanon kulturowy: historia, kontrowersje i przyszłość

    Narodowy kanon kulturowy w Szwecji: Co to oznacza dla społeczeństwa?

    Złota korona na moście Skeppsholmen (szw. Skeppsholmsbron), z niebieskim morzem i historycznymi budynkami Sztokholmu w tle, Szwecja (lic. Depositphotos)

    Szwedzki rząd we współpracy z partiami porozumienia Tidö intensywnie pracuje nad stworzeniem narodowego kanonu kulturowego. Ta ambitna inicjatywa ma za zadanie nie tylko wyłonić dzieła sztuki, które kształtują tożsamość narodową, ale również włączyć elementy takie jak polityka, religia, kultura prawna i ekonomiczna. Projekt przewiduje, że ostateczna wersja kanonu zostanie przekazana Ministerstwu Kultury do 31 sierpnia 2025 roku.

    Narodowy kanon kulturowy to zestaw dzieł, wartości i idei, które odzwierciedlają historyczną i współczesną tożsamość kulturową danego kraju. Czy nie jest fascynujące, jak jeden zbiór dzieł może definiować narodowe dziedzictwo? W przypadku Szwecji projekt ten ma na celu wzmocnienie poczucia wspólnoty narodowej oraz lepsze zrozumienie kluczowych aspektów kultury przez przyszłe pokolenia. Przewodniczący komitetu ds. kanonu, Lars Trägårdh, zaznaczył w rozmowie z radiem „Kulturnytt” (Sveriges Radio), że proces ten będzie oparty na wnikliwej analizie różnych dziedzin kultury i życia społecznego. Czy nie warto zadać pytania, jakie wartości powinny być uznane za kluczowe w takim kanonie?

    Struktura kanonu zakłada podział na dwie główne kategorie: sztukę i społeczeństwo. W ramach pierwszej kategorii wyodrębniono pięć dziedzin: sztuki wizualne, sztuki sceniczne, literaturę, muzykę i film. Obrazy Carla Larssona czy Hilmy af Klint to tylko przykłady dzieł, które mogłyby znaleźć się w kanonie wizualnym. W dziedzinie sztuk scenicznych ważną rolę odgrywają sztuki Augusta Strindberga, ale również współczesne formy teatralne. Literatura, od klasycznych powieści Selmy Lagerlöf po dzieła Astrid Lindgren, stanowi nieodłączny element tożsamości narodowej. Muzyka, od tradycyjnych pieśni, przez kompozycje Hugo Alfvéna, aż po globalne sukcesy ABBY, także zasługuje na uwagę. Wreszcie film, reprezentowany przez klasyki Ingmara Bergmana, ale również dzieła współczesnych reżyserów, takich jak Ruben Östlund, mógłby stanowić ważny filar kanonu. W każdej z tych dziedzin trzech ekspertów wybierze najważniejsze dzieła, które będą reprezentować dziedzictwo artystyczne Szwecji. Dadzą radę?

    Druga kategoria obejmuje elementy społeczne, takie jak kultura prawna, ekonomiczna, polityczna i religijna. Eksperci mają zbadać, w jaki sposób szwedzkie tradycje prawne czy etos społeczny wpływają na relacje obywateli z państwem. Model ekonomiczny Szwecji, demokratyczne wartości czy religijna różnorodność również mogą znaleźć swoje miejsce w kanonie. Pięć do siedmiu ekspertów zostanie zaangażowanych, aby zapewnić różnorodność perspektyw. Czy te aspekty społeczne mogą być równie istotne, jak dzieła sztuki? Jestem głęboko przekonany, że tak, ale czy wszyscy zgodzą się co do szczegółów?

    Warto również zastanowić się nad rolą dzieł współczesnych. Choć ostateczna lista dzieł nie jest jeszcze znana, możemy przypuszczać, że znajdą się w niej takie ikoniczne pozycje jak obrazy Carla Larssona, powieści Selmy Lagerlöf („Cudowna podróż”), kompozycje ABBY czy filmy Ingmara Bergmana. Jednak równie ważne mogą być współczesne dzieła, takie jak literatura Jonasa Hassena Khemiriego czy filmy Rubena Östlunda. Jakie dzieła wybralibyśmy, aby reprezentowały współczesną Szwecję? Czy twórczość Tove Jansson, autorki Muminków, powinna znaleźć się w tym kanonie? Muminki, choć stworzone przez Finkę piszącą po szwedzku, reprezentują wartości uniwersalne, takie jak tolerancja, bliskość z naturą i różnorodność. Jednocześnie ich fińsko-szwedzka tożsamość budzi pytanie, czy należy je uznać za część wyłącznie szwedzkiego dziedzictwa. Włączenie Jansson do kanonu mogłoby stać się okazją do dyskusji na temat transgranicznego charakteru kultury i uznawania twórców o podwójnej tożsamości.

    Inspiracją dla projektu szwedzkiego kanonu może być amerykańska koncepcja kulturowej alfabetyzacji, promowana przez E.D. Hirscha. W swojej książce „Cultural Literacy: What Every American Needs to Know” (1987) Hirsch podkreślał znaczenie wspólnej bazy wiedzy dla funkcjonowania społeczeństwa. Według niego, wspólny zasób wiedzy umożliwia skuteczne uczestnictwo obywateli w życiu społecznym, a edukacja oparta na kanonie pozwala włączać mniejszości do głównego nurtu kultury. Czy podobne podejście mogłoby znaleźć zastosowanie w budowie kanonu szwedzkiego?

    Projekt wzbudza zarówno zainteresowanie, jak i kontrowersje. Krytycy obawiają się, że wybór dzieł może być politycznie motywowany i wykluczający. Zwolennicy podkreślają, że kanon może służyć jako narzędzie edukacyjne, promujące szwedzką kulturę w kraju i za granicą. Czy możliwe jest stworzenie kanonu, który połączy różne perspektywy, unikając uproszczeń i wykluczeń?

    Stworzenie narodowego kanonu kulturowego może przynieść wiele korzyści. Może wzmocnić poczucie tożsamości narodowej, ułatwić edukację i integrację, a także promować Szwecję jako kraj o bogatym dziedzictwie kulturowym na arenie międzynarodowej. Jednocześnie rodzi pytania o jego potencjalny wpływ społeczny i polityczny. Czy narodowy kanon kulturowy okaże się narzędziem integracji, czy raczej polem do debaty – pozostaje pytaniem otwartym.

    Już Członek Akademii Szwedzkiej, Per Wästberg, wyraził krytykę wobec planów stworzenia szwedzkiego kanonu kulturowego. W liście otwartym opublikowanym w dzienniku “Expressen” podkreślił, że kanon literacki powinien kształtować się naturalnie poprzez czytelnictwo, pozostając żywym i zmiennym, a nie być narzucany odgórnie. 

  • Nowy herb Danii: Geopolityczne implikacje zmiany

    Nowy herb Danii: Geopolityczne implikacje zmiany

    Z cyklu: Obserwatorium nordyckie

    Zdjęcie strony internetowej Królestwa Danii (fot. JP 05.01.25) z wizerunkiem aktualnego herbu Danii

    Jak donoszą TVN24 oraz Svenska Dagbladet doszło do zmiany herbu Królestwa Danii i jest ono interpretowane różnie w różnych częściach Północy.

    Niedawna decyzja króla Frederika X o zmianie herbu Królestwa Danii odbiła się szerokim echem w mediach, zarówno w Skandynawii, jak i poza nią. Najważniejszą nowością jest wyeksponowanie Grenlandii i Wysp Owczych oraz usunięcie historycznych trzech koron, obecnych w herbie od ponad 600 lat. Oficjalne stanowisko dworu królewskiego wskazuje, że nowe godło ma odzwierciedlać „współczesną wspólnotę królestwa”, uwzględniając zarówno historię, jak i tradycje heraldyczne.

    Co symbolizuje herb królewski?

    Herby królewskie, zwłaszcza w monarchiach konstytucyjnych, pełnią nie tylko funkcję dekoracyjną, ale także komunikacyjną. Jak zauważa historyk Lars Hovbakke Sørensen, duńska decyzja to nie tylko gest heraldyczny, ale również polityczny. W rozmowie z norweską gazetą Aftenposten podkreśla on, że zmiana jest silnym sygnałem wobec międzynarodowych aspiracji – zwłaszcza w kontekście zainteresowania Grenlandią przez Donalda Trumpa, a także Chin i Rosji.

    Trump, jeszcze w 2019 roku, zasugerował możliwość zakupu Grenlandii, co duńska premierka Mette Frederiksen nazwała „absurdalnym pomysłem”. Po swojej listopadowej reelekcji w 2024 roku, były prezydent USA powrócił do tego tematu, określając kontrolę nad Grenlandią jako „absolutną konieczność” dla bezpieczeństwa USA.

    Perspektywa heraldyczna i opinie ekspertów

    Zmiana w herbie obejmuje również odświeżenie wizerunków dwóch tzw. „dzikich ludzi” – postaci, które symbolizują siłę natury i ochronę. Kåre Seeberg Sidselrud, ekspert heraldyki z Norwegii, zaznacza, że nowy układ elementów herbu to prawdopodobnie próba wzmocnienia jedności między Danią, Grenlandią i Wyspami Owczymi, a nie tylko odpowiedź na międzynarodową politykę.

    Jednakże, reakcje w krajach skandynawskich na zmiany różnią się. W Szwecji uwagę przykuwa usunięcie trzech koron, które przez wieki stanowiły element sporu o heraldyczną dominację między Danią a Szwecją. W Danii natomiast debata skupia się na symbolice nowego herbu oraz jego znaczeniu dla relacji między centralną Danią a autonomicznymi regionami.

    Publiczne reakcje i sąsiedzkie komentarze

    Nowe godło podzieliło opinię publiczną. W Danii część komentatorów widzi w nim gest wzmacniający autonomiczne regiony, podczas gdy inni krytykują rezygnację z historycznych elementów. W Grenlandii i na Wyspach Owczych zmiana spotkała się z umiarkowanym optymizmem, szczególnie w kontekście większego uznania ich znaczenia.

    W sąsiedniej Norwegii i Szwecji analiza skupia się na kontekście geopolitycznym. Eksperci zastanawiają się, czy Dania próbuje zaznaczyć swoje terytorialne roszczenia w Arktyce wobec rosnącej konkurencji międzynarodowej.

    Linki dla zainteresowanych

    Nowy herb Królestwa Danii jest dowodem na to, jak nawet na pozór drobne zmiany mogą wzbudzić poważne pytania o historię, tożsamość i przyszłość państwa. Symboliczne gesty, takie jak ten, stają się punktem wyjścia do szerszych refleksji na temat współczesnych wyzwań geopolitycznych i relacji międzynarodowych.

  • Ławnik

    Ławnik

    Wygenerowany sztucznie obraz ilustrujący treść i nastrój filmu Eastwooda

    Po „Dwunastu gniewnych ludziach” Sidneya Lumeta temat ławników wydawał się artystycznie zamknięty w doskonałości niczym w diamencie. Pisałem o tym tutaj. Myślałem, że już nigdy nie wrócę do tematu systemu sprawiedliwości w Stanach Zjednoczonych, ale ostatnio Clint Eastwood, 94-letni aktor i reżyser, nakręcił prawdopodobnie swój ostatni film pt. Przysięgły nr 2.

    Film jest nadzwyczaj dobry, prawdopodobnie też dlatego, że reżyser i scenarzysta podkreślają swój krytyczny stosunek do systemu sprawiedliwości oraz do celebrytów (takich jak prokuratorka w tym filmie). Eastwood podejmuje temat winy i moralnych wyborów z perspektywy przysięgłego, który odkrywa, że może być sprawcą przestępstwa, które ocenia. To nie tylko dramat sądowy, ale przede wszystkim opowieść o niejednoznaczności życia, subtelnej grze psychologicznych motywów, niepewności sądu i losu. Bohater do końca nie będzie miał pewności, jak się przedstawia prawda.

    Przysięgły nr 2 zachwyca również doskonałymi kreacjami aktorskimi. Nicholas Hoult jako Justin Kemp, uwikłany w wewnętrzny konflikt, dostarcza — choćby subtelnymi zmianami — także światłocieniami — na twarzy — jednego z najlepszych występów w swojej karierze, a Toni Collette w roli prokurator Faith Killebrew nadaje historii głębi i intensywności. Eastwood, mimo wieku, pozostaje reżyserem niezwykle uważnym na detale i mistrzem w budowaniu napięcia.

    Jeśli ten film rzeczywiście zamyka jego imponującą karierę, to stanowi jej godne zwieńczenie – dzieło, które, choć osadzone w konkretnej rzeczywistości, zadaje pytania uniwersalne. To kino, które zachęca do refleksji nad sprawiedliwością i kondycją ludzkiej natury. Jest wiele punktów widzenia, wiele opowieści, dużo przygodności i mało drogowskazów.

    Niemniej, nadal chyba dobrze oceniany jest międzyludzki dialog. Nie tylko między 12 ławnikami, ale także między prokuratorem, sędzią i głównym bohaterem.

  • Ustąpienie ze Szwedzkiej Akademii z fotela nr 18

    Ustąpienie ze Szwedzkiej Akademii z fotela nr 18

    Z cyklu: Obserwatorium nordyckie

    Tia Forsstrom w 2011 r. (Źródło Wikipedia commons)

    Tua Forsström (ur. w 1947 w Porvoo) fińska poetka i pisarka tworząca w języku szwedzkim, ogłosiła swoje odejście z Akademii Szwedzkiej po pięciu latach pełnienia funkcji członkini na miejscu nr 18. Decyzję tę motywuje zmęczeniem i spadkiem energii, podkreślając, że nie stoi za nią żadna dramatyczna przyczyna. Forsström została wybrana do Akademii w lutym 2019 roku jako następczyni Katariny Frostenson. Jej ostatnim oficjalnym wystąpieniem była doroczna uroczysta sesja Akademii w Sali Giełdy w Sztokholmie.

    Tua Forsström urodziła się w 1947 roku w Porvoo w Finlandii. Studiowała teorię literatury, filozofię i psychologię społeczną na Uniwersytecie Helsińskim, uzyskując tytuł licencjata nauk humanistycznych w 1972 roku. Pracowała jako redaktorka w wydawnictwie Söderström & Co w latach 1972–1992, a następnie poświęciła się pisarstwu. W latach 1999–2004 pełniła funkcję profesora sztuki przyznaną przez Fińską Radę Sztuki. Jest uznawana za jedną z czołowych poetek nordyckich, a jej twórczość była wielokrotnie nagradzana, m.in. Nagrodą Literacką Rady Nordyckiej w 1998 roku za tomik “Efter att ha tillbringat en natt bland hästar”.

    Podczas swojej kadencji w Akademii Szwedzkiej Forsström szczególnie ceniła przyznanie Literackiej Nagrody Nobla Jonowi Fosse w 2023 roku, którego twórczość śledziła przez całe dorosłe życie. Mats Malm, stały sekretarz Akademii, podkreślił, że jej perspektywa i doświadczenia, zwłaszcza w kontekście literatury szwedzkojęzycznej w Finlandii, były niezwykle cenne dla instytucji.

    Źródła: Dagens Nyheter i Wikipedia

  • Polska na drodze do potęgi w Europie. Z cyklu Obserwatorium nordyckie

    Polska na drodze do potęgi w Europie. Z cyklu Obserwatorium nordyckie

    Ilustracja obszaru Morza Bałtyckiego... Balticum

    Z przyjemnością odnotowuję wzrost znaczenia Polski i jej wizerunku w Szwecji. Polska w górę! Brawo!

    Po dzisiejszej prasówce Dagens Nyheter i Svenska Dagbladet uznałem, że nigdy Polska nie miała jeszcze takiej pozycji w kontekstach Nordyckich.

    Z okazji pobytu polskiego premiera Donalda Tuska w Szwecji na szczycie państw nordyckich ukazał się ciekawy materiał z tytułem: „Szwecja ma wiele do nauczenia się od Polski. Polska jest na dobrej drodze, by stać się kolejną potęgą Europy. Powinniśmy uczyć się od polskich sukcesów w dziedzinach takich jak wzrost gospodarczy, rynek pracy i polityka mieszkaniowa” – piszą Rutger Brattström i Alexandra Ivanov Hökmark z think tanku Timbro.

    Według autorów tego artykułu opublikowanego w poczytnym Svenska Dagbladet, Polska wyróżnia się w Europie dynamicznym wzrostem gospodarczym, elastycznym rynkiem pracy, niskimi kosztami budowy mieszkań i inwestycjami w obronność. Jest także liderem w przyjmowaniu migrantów i rozwija energetykę jądrową. Autorzy podkreślają, że sukcesy Polski wynikają z wolnorynkowego podejścia, niskiego opodatkowania i odpowiedzialnej polityki. Proponują, aby Szwecja uczyła się od Polski, która łączy dobrobyt gospodarczy z humanitarnym zaangażowaniem i stabilnością.
    Ponadto inwestycje militarne i strategiczne partnerstwa (np. z USA) wzmacniają pozycję Polski, elastyczne regulacje sprzyjają niskiej stopie bezrobocia i integracji imigrantów.
    Autorzy stosują argumentację opartą na danych statystycznych i przykładach konkretnych polityk. Ton jest afirmatywny i skoncentrowany na pozytywnych aspektach polskiej polityki.

    Polska, która jeszcze 30 lat temu odzyskała swoją niepodległość, wyrosła na kraj świadomie korzystający z siły gospodarki rynkowej i odpowiedzialny za swoje losy oraz za przyszłość Europy. Szwecja ma wiele do nauczenia się od Polski.

    Chyba jeszcze nigdy Polska nie miała takiego dobrego wizerunku w Szwecji.

    Tym bardziej, że Dagens Nyheter szczegółowo informuje, że podczas szczytu nordyckiego na Harpsund w Szwecji, liderzy sześciu krajów – Polski, Szwecji, Danii, Finlandii, Estonii oraz przedstawiciel Litwy – zgodzili się na dalsze zwiększanie wsparcia dla Ukrainy i budżetów obronnych swoich państw. Gospodarz spotkania, premier Szwecji Ulf Kristersson, podkreślił, że obecna sytuacja międzynarodowa wymaga znacznych inwestycji w obronność, przewyższających dotychczasowy cel NATO wynoszący 2% PKB.

    Kraje zobowiązały się zwiększyć dostawy amunicji oraz wspierać rozwój ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego. Uznano, że rosyjska agresja destabilizuje region euroatlantycki i wymaga stanowczego wsparcia demokracji w Europie Wschodniej.

    Polska przeznacza na obronność najwyższy procent PKB w regionie (4,12%), a Szwecja planuje zwiększenie swojego udziału do 2,6%. Liderzy uznali, że przyszłe wymagania NATO mogą wynosić nawet 3% PKB, aby sprostać nowym wyzwaniom strategicznym.

    Premier Polski Donald Tusk zaproponował wspólne patrole morskie dla krajów nordycko-bałtyckich, wzorowane na patrolach powietrznych NATO. Propozycja spotkała się z zainteresowaniem, choć wymaga konsultacji w szerszym kontekście NATO.
    Dyskutowano także o niedawnych uszkodzeniach kabli komunikacyjnych na Bałtyku, które mogą być wynikiem sabotażu.

    Podjęte działania mają nie tylko wzmocnić bezpieczeństwo regionalne, ale także odpowiedzieć na rosnące zagrożenie ze strony Rosji. Kraje nordycko-bałtyckie i Polska są jednymi z największych wsparć dla Ukrainy, co podkreśla ich rolę w budowaniu stabilności w Europie.

    Europa musi wziąć większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo i wspólnie działać w obliczu rosnących napięć geopolitycznych. Szczyt w Harpsund jest ważnym krokiem w tej strategii.

    Podczas tego szczytu Premier Polski Donald Tusk zaproponował stworzenie wspólnej straży morskiej dla krajów basenu Morza Bałtyckiego w odpowiedzi na ostatnie przypadki sabotażu na dnie morskim. Propozycja zyskała poparcie premiera Szwecji Ulfa Kristerssona.

    Tusk wskazał, że współpraca tego typu mogłaby nawiązywać do już istniejących patroli powietrznych NATO w regionie Bałtyku. Podkreślił, że inicjatywa ta jest szczególnie istotna dla państw odczuwających wspólne zagrożenie ze strony Rosji.

    Kristersson, komentując propozycję na konferencji prasowej podczas nordycko-bałtyckiego szczytu na Harpsund, uznał pomysł za logiczny. Zauważył, że sytuacja na i pod powierzchnią Morza Bałtyckiego wymaga dalszych, szczegółowych dyskusji w duchu współpracy.

    Wspólna straż morska mogłaby wzmocnić bezpieczeństwo regionu w obliczu rosnących napięć geopolitycznych.

    Jeszcze nigdy Polska nie miała tak dobrej prasy w Szwecji. Serce roście patrząc na te czasy…

    Może warto spojrzeć na siebie samych oczami innych?

    Ps. To jest galeria zdjęć z Rapport w Sveriges Television: dwóch premierów formalnie i nieformalnie

  • Słownik na dziś: kakistokracja

    Słownik na dziś: kakistokracja

    Karykatura na licencji z Depositphotos

    W ostatnich latach polityczne turbulencje w różnych częściach świata – od Stanów Zjednoczonych po Polskę – sprawiły, że dawne, nieco zapomniane pojęcia znów nabrały aktualności. Jednym z nich jest “kakistokracja”, czyli rządy najgorszych, najmniej kompetentnych, najbardziej nieetycznych jednostek. Pojęcie to, używane od XIX wieku przez autorów takich jak Thomas Love Peacock czy James Russell Lowell, pierwotnie stanowiło przeciwieństwo arystokracji – rządów “najlepszych”, tych o najwyższym statusie społecznym. Dziś jednak bardziej sensowne i przydatne jest porównanie kakistokracji do merytokracji, czyli rządów opartych na kompetencjach i kwalifikacjach.

    Po wyborach Trumpa w 2016 roku (co “The Economist” niedawno przypomniał, opisując słowa, które stały się przydatne w politycznych analizach ostatniej dekady), pojęcie kakistokracji zyskało nowy wymiar. Trump, choć nie jedyny, stał się symbolem polityki, która zdaniem wielu komentatorów nagradzała niekompetencję i promowała jednostki kierujące się własnym interesem, a nie dobrem publicznym. Słowo to przywrócono do dyskusji o polityce jako reakcję na obawy związane z erozją instytucji demokratycznych i nagradzaniem najgorszych, nie najlepszych.

    Współcześnie, w świecie, w którym kultura zarządzania wciąż podkreśla znaczenie kompetencji i doświadczenia – hasła kluczowe dla merytokracji – kakistokracja staje się swoistym memento. Przypomina o tym, jak łatwo polityka może wpaść w ręce tych, którzy – zamiast umiejętności i wiedzy – reprezentują arogancję, brak moralnych skrupułów, a nawet pogardę dla wartości wspólnego dobra. Kakistokracja to ustrój, w którym władza bardziej przypomina festiwal cynizmu niż odpowiedzialne zarządzanie zasobami i troskę o obywateli. Tym samym stanowi zagrożenie dla całych społeczeństw, które tracą na politycznych decyzjach podejmowanych bez wizji, etyki i wiedzy.

    Co ciekawe, w ostatnich latach termin kakistokracja przyjął się w licznych publicystycznych analizach także poza Stanami Zjednoczonymi. Od Polski po Brazylię, od Turcji po Wielką Brytanię – komentatorzy polityczni wracają do tego słowa, by oddać gorycz wobec świata, w którym ignorancja i egoizm mogą stać się wiodącymi cnotami władzy.

    W obliczu tych zagrożeń, warto zadać pytanie, czy istnieje sposób na powstrzymanie rozwoju kakistokracji. Odpowiedzią mogłoby być wzmocnienie mechanizmów promujących merytokrację, czyli system, w którym najważniejsze stanowiska obejmują osoby kierujące się kompetencją, odpowiedzialnością i moralnością. Kluczowa jest jednak świadomość obywatelska, zdolność do rozpoznawania wartościowych liderów i odrzucenia pokus retoryki, która zbyt często ignoruje kompetencję na rzecz haseł łatwych do akceptacji, ale w rzeczywistości szkodliwych.

    Pojęcie “kakistokracji” to więc jedno z tych słów, które w nowych czasach stało się niepokojąco przydatne. Być może słowem tym – jako symbolem ryzyka – warto ostrzegać przed systemami, które nagradzają najgorszych, nie najlepszych.

  • Redakcje, bezstronność i sprawy publiczne

    Redakcje, bezstronność i sprawy publiczne

    31 października 2024 The Economist wyjaśnił swoje stanowisko popierania Kamali Harris w wyborach USA

    W artykule The Economist odnosi się do swojej decyzji o poparciu Kamali Harris jako kandydatki Partii Demokratycznej na prezydenta USA. W przeciwieństwie do innych dużych amerykańskich gazet, jak Los Angeles Times i Washington Post, które postanowiły nie udzielać żadnych rekomendacji, The Economist podkreśla, że popieranie kandydatów nie stoi w sprzeczności z ich niezależnością dziennikarską, ale jest jej przykładem.

    Redakcja wyjaśnia, że ich podejście do dziennikarstwa opiera się na niezależności i bezstronności. Twierdzą, że ich praca polega na zapewnianiu rzetelnych, sprawdzonych faktów oraz dogłębnych analiz problemów globalnych. Opinie, które wyrażają, nie polegają na promowaniu polityków, ale na ocenianiu polityki i proponowaniu rozwiązań.

    The Economist zaznacza, że struktura ich organizacji gwarantuje wolność od wpływów komercyjnych, a decyzje redakcyjne nie są poddawane kontroli ze strony właścicieli czy zarządu. Wartości, które kierują ich pracą, to szacunek dla idei liberalnych oraz przekonanie, że każda idea powinna być poddawana krytycznej ocenie. Redakcja argumentuje, że ich linia redakcyjna wynika z intensywnych wewnętrznych debat i każdy, od stażysty po doświadczonych redaktorów, może wyrazić swoje zdanie.

    The Economist podkreśla, że nie narzuca czytelnikom, co mają myśleć, ale uważa, że w czasach pełnych podziałów i niepewności, spowodowanych m.in. przez wojnę, populizm i zmiany klimatyczne, potrzebne są jasno sformułowane, oparte na faktach opinie, które pomagają lepiej zrozumieć świat. Nawet jeśli ktoś się z nimi nie zgadza, cenią siłę argumentów opartych na prawdzie.

    The Economist podkreśla, że niezależność ich dziennikarstwa jest chroniona przez strukturę własnościową organizacji. Wydawnictwo The Economist nie ma większościowego właściciela – największy akcjonariusz posiada jedynie 43,4% udziałów, co oznacza, że decyzje redakcyjne nie są kontrolowane przez jednego dominującego inwestora. Dodatkowo, żadne poparcia czy rekomendacje redakcyjne nie są nigdy poddawane przeglądowi przez przewodniczącego lub zarząd. Taka struktura zapewnia, że treści publikowane w The Economist są niezależne od wpływów komercyjnych i pozostają obiektywne.

    The Economist zachowuje bezstronność podobnie jak Scientific American. W październiku 2024 roku Scientific American po raz drugi w swojej 179-letniej historii udzielił poparcia kandydatce na prezydenta USA, Kamali Harris. Wcześniej, w 2020 roku, magazyn poparł Joe Bidena, co było ich pierwszym takim krokiem. Decyzja ta wynikała z przekonania redakcji, że polityka Harris lepiej wspiera naukę, zdrowie publiczne i ochronę środowiska w porównaniu z jej przeciwnikiem, Donaldem Trumpem. Redakcja argumentowała, że ich obowiązkiem jest opowiedzenie się po stronie polityki opartej na dowodach naukowych, zwłaszcza w obliczu wyzwań takich jak zmiany klimatyczne i pandemia COVID-19.

  • Recenzja nowej książki Harariego Nexus

    Recenzja nowej książki Harariego Nexus

    Właśnie ukazała się moja recenzja nowej książki Harariego.

    Yuval Noah Harari, Nexus: A Brief History of Information Networks from the Stone Age to AI, Vintage/Penguin Random House, Londyn–Nowy Jork 2024, ss. 495 w: Zagadnienia Rodzajów Literackich, LXVII, 2024, z. 2

    recenzja tutaj

  • Storytelling a lingwistyczna analiza na przykładzie debaty Harris/Trump. Bryk dla studentów

    Storytelling a lingwistyczna analiza na przykładzie debaty Harris/Trump. Bryk dla studentów

    Storytelling to niezwykle istotna umiejętność w dzisiejszym świecie komunikacji. Sztuka opowiadania historii ma na celu nie tylko przekazywanie informacji, ale również angażowanie emocji i przekonywanie odbiorców. Dobry storytelling działa na wielu poziomach – łączy postaci, konflikty, zwroty akcji i zakończenia w spójną, logiczną całość, która łatwo rezonuje z widownią. Jest on powszechnie stosowany w literaturze, filmie, reklamie, a nawet w marketingu cyfrowym. Jego głównym celem jest stworzenie historii, która przyciągnie uwagę, wywoła emocjonalną reakcję oraz pozostanie w pamięci odbiorcy na długo po zakończeniu. Ważne jest, aby dostrzegać czasami całości długiego trwania. Np. debata wyborcza może trwać 90 minut, ale strategie komunikacyjne poszczególnych uczestników debaty widać w całości ich wystąpień.

    Każda opowieść składa się z kilku podstawowych elementów: postaci, które niosą fabułę i z którymi odbiorcy mogą się identyfikować; konfliktu, który jest rdzeniem każdej historii, napędzającym akcję i utrzymującym zainteresowanie widza; punktów zwrotnych, które stanowią momenty przełomowe w historii, budując napięcie i prowadząc do rozwiązania, oraz zakończenia, które pozostawia odbiorcę z poczuciem satysfakcji lub refleksji. Niezależnie od tego, czy tworzysz scenariusz filmowy, planujesz kampanię reklamową, czy piszesz powieść, storytelling pozostaje kluczem do skutecznej komunikacji, niezależnie od medium. Kiedyś jakiś polityk powiedział, że nieważne jak się zaczyna, ale jak się kończy. Ech, to tylko częściowa prawda. W storytellingu jak w każdym tekście artystycznym najczulsze elementy tekstu to zarówno początek, jak i koniec. Zatem ważne jest, jak się zaczyna (np. uściskiem dłoni interlokutora), ale też jak się kończy (np. zdecydowanym tonem).

    Narracja transmedialna, czyli transmedia storytelling, to zaawansowana forma storytellingu, która rozciąga historię na wiele platform medialnych. Kluczowe jest to, że każda z tych platform oferuje coś unikalnego – nie są to jedynie powtórzenia tego samego wątku, ale jego rozwinięcia i nowe konteksty, które uzupełniają główną narrację. Historia może być opowiedziana częściowo w filmie, kontynuowana w książce, a rozszerzona przez grę wideo czy komiks. Każda platforma wnosi nowe elementy do świata opowieści, co pozwala odbiorcom na jeszcze głębsze zaangażowanie. Transmedia storytelling zachęca widza do aktywnej interakcji z narracją – może on zgłębiać różne wątki, odkrywać nowe postacie i eksplorować świat opowieści na różne sposoby. Doskonałym przykładem narracji transmedialnej jest uniwersum „Gwiezdnych wojen”. Historia zaczęła się od filmów, ale z czasem rozwinęła się o dodatkowe wątki opowiadane w książkach, komiksach, grach wideo czy serialach telewizyjnych, tudzież zabawkach dołączanych do Happy Meala w McDonalds. Każde z tych mediów dodaje nowe informacje, wprowadza postacie i rozwija uniwersum, które dzięki temu staje się bogatsze i bardziej złożone.

    Dla studentów kursu Storytelling warto przyjrzeć się nie tylko fikcyjnym narracjom, ale również rzeczywistym przykładom komunikacji, jak np. polityczne debaty. Lingwistyczna analiza Marka Libermana (lingwista z Linguistic Data Consortium, University of Pennsylvania, Philadelphia, USA), opublikowana na łamach „The Economist” 11 września 2024r. (An alternative look at the Trump-Harris debate, in five charts), ukazuje, jak język i ton wypowiedzi mogą kształtować wizerunek polityka w oczach publiczności. Liberman przeanalizował debatę między Kamalą Harris a Donaldem Trumpem, pokazując różnice w ich stylach komunikacyjnych. Wyniki te można odnieść również do zasad storytellingu. Trump mówił szybciej (198 słów na minutę) i dłużej niż Harris, co mogło sugerować próbę dominacji i chęć zapanowania nad debatą. Harris mówiła wolniej (160 słów na minutę), ale używała więcej unikalnych słów, co pozwalało jej na bardziej precyzyjne formułowanie wypowiedzi. Harris używała bardziej zróżnicowanego języka – potrzebowała 4000 słów, aby osiągnąć 1000 unikalnych wyrazów, podczas gdy Trump potrzebował aż 6000 na 1000 unikalnych wyrazów. Bogatszy język może być postrzegany jako bardziej elokwentny, precyzyjny i przemyślany, co w storytellingu często przekłada się na wiarygodność postaci. Jednak samo to nie musi przekładać się na sukces komunikacyjny. Jeśli idzie o tempo mówienia, to szybsze tempo mówienia może być interpretowane jako przejaw pewności siebie lub chęci dominacji w debacie. Co więcej, Trump jest znany z tego, że potrafi, mówiąc niejako bardziej potocznie, mniej precyzyjnie, czasami mętnie, przykuwać długo uwagę, mimo „kręcenia się w kółko”, „wracania do tego, co już było”. Sugeruje to, że Harris była bardziej precyzyjna i świadoma w doborze języka, co mogło wpływać na jej postrzeganą elokwencję i skuteczność komunikacyjną. Jednak samo to nie musi przekładać się na większą wiarygodność, bo Trump powtarzając frazy: „oni jedzą koty, oni jedzą naszych milusińskich…” wbija się odbiorcy w pamięć, choćby było to nawet groteskowe.

    Warto też zwrócić uwagę na wybór słów, ponieważ Trump częściej używał zaimka „oni”, co sugeruje strategię „my kontra oni” – klasyczny sposób budowania konfliktu w narracji, który potrafi angażować emocje odbiorców. Harris natomiast stawiała na słowa takie jak „Ameryka” i „praca”, które budowały bardziej inkluzywny, pozytywny przekaz. Analiza tonacji ujawnia, że tonacja głosu kandydatów miała znaczenie w odbiorze emocjonalnym. Trump w miarę trwania debaty wykazywał większą zmienność tonacji, szczególnie podczas poruszania kontrowersyjnych tematów (atak na Kapitol) oraz pod koniec debaty. Harris natomiast zakończyła debatę w sposób opanowany, co mogło sugerować pewność siebie i kontrolę nad sytuacją. Harris zaczęła pewnie i zakończyła jak prokurator mowę oskarżycielską.

    Analiza Libermana pokazuje, że każda forma komunikacji – nawet polityczna debata – ma swoje zasady narracyjne. Od budowy zdań, przez tempo mówienia, po tonację głosu – wszystkie te elementy kształtują percepcję i emocje odbiorców. W storytellingu kluczowe jest zrozumienie, że każda decyzja językowa ma swoje konsekwencje dla odbioru opowieści. To właśnie te subtelne aspekty sprawiają, że historie mają moc oddziaływania i wpływu na ludzi. W polityce, podobnie jak w storytellingu, chodzi o wywoływanie emocji, przekonywanie do swoich racji i budowanie relacji z odbiorcami. Każdy z kandydatów zastosował odmienną strategię językową, co wpłynęło na ich postrzeganie przez opinię publiczną.

    Dla studentów Storytellingu, kluczowe jest zrozumienie, że niezależnie od medium – czy to debata, książka, film, czy kampania reklamowa – fundamenty opowiadania historii pozostają niezmienne. Kluczem do sukcesu jest świadome kreowanie narracji, która angażuje odbiorcę, niezależnie od platformy, na której jest prezentowana. Storytelling to sztuka, która rozwija się na różnych poziomach i przez różne media. Wykorzystanie transmedia storytellingu pozwala na stworzenie złożonych, wielowarstwowych historii, które angażują odbiorcę na wielu poziomach. Lingwistyczna analiza debaty politycznej również pokazuje, jak wybór słów i sposób mówienia wpływają na odbiór komunikatu.

    Ale też transmedialność ujawniła się natychmiast w tym, że krótko po debacie Taylor Swift umieściła wpis na Instagramie ilustrowany swoim wystudiowanym portretem z pięknym kotem i podpisem „Bezdzietna kociara”. Wpis był jednoznacznym opowiedzeniem się za Kamalą Harris, ale jednocześnie jest ciągiem dalszym fatalnie odebranej teorii spiskowej Trumpa na temat imigrantów zjadających koty i psy amerykańskich właścicieli. Tak to właśnie jesteśmy zanurzeni po uszy w transmedialnych opowieściach.

    PS. 14 września 2024 zmieniona wersja tego wpisu ukazała się w Gazeta Wyborcza