Blog

  • Moominimalism: Exploring Tove Jansson’s Art

    Moominimalism: Exploring Tove Jansson’s Art

    We wtorek, 8 kwietnia, w godzinach 11:30–13:00, w strefie coworkingowej Biblioteki UŁ, odbyło się wyjątkowe spotkanie z Björnem Sundmarkiem, profesorem literatury angielskiej na Uniwersytecie w Malmö w Szwecji (także członek sieci uniwersytetów europejskich UNIC) . Po wykładzie profesor Sundmark miał okazję zwiedzić Muzeum Kinematografii i jego wystawę „Pałac pełen bajek”

    💬 Tematem wykładu był Muminimalizm: Tove Jansson i sztuka miniatur.
    „Kraina Muminków Tove Jansson jest duża. Są tam głębokie morza, wysokie góry i bezkresne lasy. To miejsce doniosłych katastrof i długich podróży. Ale wymiary Krainy Muminków są również względne, a pozorna wspaniałość otoczenia wynika z niewielkich rozmiarów większości zamieszkujących ją stworzeń, takich jak Mała Mi i „małe stworzenie” Sniff.
    W czasie spotkania Björn Sundmark przeanalizował i omówił kilka przykładów sztuki miniatur Jansson, lub „muminimalizmu”, aby użyć neologizmu związanego z Jansson. Głównym celem wykładu było jednak pokazanie, że upodobanie Jansson do tego, co małe, drobne i dekoracyjne, nie polega jedynie na tworzeniu kontrastu, nawet jeśli to również, ale zasadniczo na budowaniu świata na małą skalę.”

    Wykład odbył się w języku angielskim.

    ✨ Wydarzenie jest częścią międzynarodowego projektu „Moomins as a Cultural Phenomenon” kierowanego przez prof. Jarosława Płuciennika z Uniwersytetu Łódzkiego przy współpracy docent Pirjo Suvilehto z Uniwersytetu Oulu (Finlandia) w ramach sieci UNIC. Zapis wykładu na YouTube i innych podcastach. Polska Fika.

    Podcast na Spotify TUTAJ

    On Tuesday, April 8th, from 11:30 AM to 1:00 PM, a special lecture by Professor Björn Sundmark took place in the coworking space of the University of Łódź Library. Sundmark is a Professor of English Literature at Malmö University in Sweden.

    💬 Lecture Topic: Moominimalism: Tove Jansson and the Art of the Miniature

    „Tove Jansson’s Moominland is large. There are deep seas, high mountains, and endless forests. It is a place of momentous catastrophes and long journeys. But Moominland’s dimensions are also relative, and the apparent grandeur of the setting is constituted on the diminutive size of most of the creatures that inhabit it, such as Little My and the “little creature” Sniff.
    In this presentation I will analyse and discuss a few of these examples of Jansson’s art of the miniature, or “muminalism” to use a Jansson-related neologism. The main aim, however, is to show that Jansson’s predilection for the small, the diminutive, and the decorative is not merely about creating contrast, even if it is that too, but essentially about small-scale world-building.”

    ✨ This event is part of the international project “Moomins as a Cultural Phenomenon” led by Professor Jarosław Płuciennik.

  • Gaming with Science: recenzja książki Emanuela Kulczyckiego z 2023 r.

    Gaming with Science: recenzja książki Emanuela Kulczyckiego z 2023 r.

    Oto moja nowa publikacja, była gotowa w 2023 roku. Ale cykl publikacyjny trwa niestety…

    J. Płuciennik, A. Zatora, Gaming with Science? Review: Kulczycki, E. (2023). Evaluation Game. How Publication Metrics Shape Scholarly Communication. Cambridge: Cambridge University Press, viii+228 pp. w: Perspektywy Kultury nr 48, 2025/1, ss. 371-378, DOI: 10.35765/pk.2025.4801.22.

    Plik znajdziesz tutaj

  • Finowie przeszczęśliwi. Co to ma wspólnego z Muminkami?

    Finowie przeszczęśliwi. Co to ma wspólnego z Muminkami?

    Podcast na temat World Happiness Report

    Podcast na Spotify tutaj

  • 85-lecie końca fińskiej „zimowej wojny”: Muminki w kontekście historycznym

    85-lecie końca fińskiej „zimowej wojny”: Muminki w kontekście historycznym

    Muminki i 13 marca?
    Jaki jest związek?
    Muminek z medalem…

    Video tutaj:

    Z cyklu: Obserwatorium nordyckie

    Filmik i podcast na Spotify

    Okopy na linii Mannerhaima (lic. Depositphotos)

    Zakończenie wojny zimowej

    Zimowa wojna (fiń. Talvisota) zakończyła się 85 lat temu, 13 marca 1940 roku podpisaniem traktatu moskiewskiego, kończącego konflikt między Związkiem Radzieckim a Finlandią, który trwał od 30 listopada 1939 roku. W wyniku porozumienia Finlandia została zmuszona do oddania ZSRR około 11% swojego terytorium, w tym większej części Karelii wraz z miastem Viipuri (Wyborg), obszaru wokół jeziora Ładoga oraz części Półwyspu Kalastajansaarento nad Morzem Barentsa. Pomimo utraty tych ziem Finlandia zachowała niepodległość, co było jej strategicznym sukcesem wobec przytłaczającej przewagi militarnej ZSRR. Wojna pochłonęła około 25 tys. fińskich żołnierzy, a kolejne 43 tys. odniosło rany, natomiast po stronie radzieckiej straty były znacznie wyższe – oficjalnie podawano 126 tys. zabitych, choć rzeczywista liczba mogła być większa. W wyniku agresji na Finlandię ZSRR został wyrzucony z Ligi Narodów (14 grudnia 1939 roku), a Finlandia zyskała międzynarodowy szacunek za skuteczny opór wobec znacznie silniejszego przeciwnika. Mimo że formalnie kraj zachował neutralność, już w 1941 roku dołączył do wojny po stronie Niemiec przeciwko ZSRR, rozpoczynając wojnę kontynuacyjną (1941–1944). Zimowa wojna stała się symbolem fińskiego hartu ducha i umiejętności obronnych, a postać marszałka Carla Gustafa Mannerheima do dziś pozostaje ikoną narodowej jedności i oporu.

    Tove Jansson i wojenne inspiracje Muminków

    A zatem jaki jest związek z Muminkami?

    Tove Jansson, autorka opowieści o Muminkach mocno przeżywała osobiście zarówno wojnę zimową, jak i wojnę kontynuacyjną. Jej ojciec i jeden z braci walczyli w tych wojnach. Helsinki były bombardowane. Ale przede wszystkim, uchodźcy z Karelii pojawiali się w całej Finlandii. Dla moich fińskich przyjaciół okładka pierwszej opowieści o Muminkach: Małe trolle i wielka powódź z 1945 r. przywodzi na myśl właśnie tych uchodźców: małe postaci zagubione w wielkim lesie… O genezie wojennej Muminków, o ich pocieszającej funkcji dla samej autorki pisze ona sama we wstępie o polskiego wydania książeczki.

    Medal Muminka – ślad wojennych przeżyć?

    Jest jednak jeszcze przynajmniej jeden ślad wojennych przeżyć w drugiej w kolejności opowieści: Komecie w Dolinie Muminków.

    „–Mamusiu — odezwała się jakaś drobinką leśna, pokazując na Muminka. — Tam stoi generał.” Cała rodzina podeszła, żeby podziwiać jego medal.” (122)

    Istnieją interpretacje jednoznacznie wskazujące, że ten medal na piersi Muminka jest odpryskiem kultu generała Mannerheima. Zimowa wojna stała się symbolem fińskiego hartu ducha i umiejętności obronnych, a postać marszałka Carla Gustafa Mannerheima do dziś pozostaje w Finlandii symbolem narodowej jedności i oporu.

    Oczywiście, w baśni o małych trollach ten medal to znaleziony gdzieś w zakamarkach sklepu medal zrobiony z gwiazdy na choinkę. Ale Muminek dostał ten medal od Migotki za dzielność uwolnienia jej z macek trującego krzaka, który zamienia się magicznie jakby w ośmiornicę.

    Muminek kontra Angostura – metafora wojny?

    „Kawałek dalej spotkał Migotka, który, blady ze strachu, krzyczał:

    • Jakiś okropny krzak zjada moją siostrę!

    I wcale się nie mylił.

    Trujący krzak z niebezpiecznego gatunku zwanego Angostura złapał Pannę Migotkę za ogon i wolno ciągnął ją ku sobie, omotując gałęziami podobnymi do macek. A ona, fioletowa z przerażenia, krzyczała tak okropnie, jak jeszcze nigdy dotąd nie krzyczała żadna Panna Migotka.

    • Idę! Idę! – zawołał Muminek.
    • Weź to ze sobą na wszelki wypadek – powiedział Włóczykij, dając mu swój scyzoryk (z korkociągiem i śrubokrętem). – I postaraj się doprowadzić ten krzak do złości. Angostury bardzo łatwo się obrażają.
    • Jesteś wstrętną ośmiornicą! – krzyknął Muminek.
      Ale Angostura nie zareagowała.
    • Wyglądasz jak stara szczotka! – ubliżał jej dalej Muminek. – Ty podstępny bandyto! Ty ohydna postrzępiona miotło!
      Wtedy Angostura zwróciła na niego wszystkie swe zielone oczy i puściła Pannę Migotkę. A potem wysunęła jedno ze swych licznych, zielonych ramion i zacisnęła je na pyszczku Muminka.
    • Nie daj się! – zawołał Włóczykij.
    • Ty obrzydliwy potworze! – wrzasnął Muminek i – ciach-mach – odciął Angosturze jedno z ramion. Widzowie przyjęli to gorącymi oklaskami.
      Zachęcony Muminek skakał to tu, to tam, machał gniewnie ogonkiem i raz po raz atakował Angosturę, wciąż wymyślając nowe obelgi.
    • Czego ty nie umiesz! – zachwycił się Ryjek. Ile brzydkich słów!
      Walka stawała się coraz bardziej zacięta. Angostura drżała z podniecenia, a Muminek miał pyszczek całkiem czerwony ze złości i wysiłku.
      W końcu widać już było tylko kotłowaninę splątanych ramion, ogonka i nóg.
      Panna Migotka w pewnym momencie chwyciła duży kamień i rzuciła go na trujący krzak. Ale, niestety, zupełnie nie umiała celować i kamień trafił Muminka w brzuch.
      ” O rety! – zawołała. – Zabiłam go!
    • Typowe babskie zachowanie – rzekł Ryjek.
      Lecz Muminek, bardziej żywy niż kiedykolwiek, kontynuował swą triumfalną walkę, aż w końcu z Angostury został tylko pień (z kilkoma najkrótszymi ramionami, które Muminek darował. Wtedy zwycięzca złożył scyzoryk i powiedział.
    • No tak. Załatwione.
    • Ach, Jaki ty Jesteś odważny! – szepnęła Panna Migotka. 95-97

    Oczywiście nie można tutaj jednoznacznie widzieć w Angosturze Rosji Radzieckiej, zaś w Muminku Mannerheima. Poetyka tej opowieści Tove Jansson jest poetyką jakby szczególnego snu na jawie, co rusz przerywanego powrotem do rzeczywistości, jakąś kąśliwą uwagą a to Małej Mi, a to Ryjka, a to Tatusia Muminka. Pełny wielogłos.

    Walka z Angosturą przypomina konflikt, w którym mniejszy, ale zdeterminowany przeciwnik, mierzy się z potężnym i pozornie niepokonanym wrogiem. Ostatecznie Muminek, przy wsparciu przyjaciół, pokonuje Angosturę – czy to alegoria fińskiego hartu ducha?

    Refleksja na 85. rocznicę zakończenia wojny zimowej

    W 85. rocznicę podpisania pokoju po wojnie zimowej i w jubileuszowym 80. roku Muminków warto spojrzeć na twórczość Tove Jansson także przez pryzmat historii Finlandii. Jej baśnie, choć osadzone w fantastycznym świecie, niosą echa wojennych doświadczeń, od utraty domu po bohaterstwo i hart ducha.

    Dziś, wspominając tamte wydarzenia, można powiedzieć, że wśród bohaterów Finlandii znalazł się też Muminek – udekorowany przez Migotkę medalem z choinkowej gwiazdy.

  • Manifest technooptymistyczny i historia nowoczesności

    Manifest technooptymistyczny i historia nowoczesności

    Wizja futurystyczna przyszłości (lic. Depositphotos)

    Podcast z komentarzami poniżej

    Na Spotify

    Podcast na YouTube

    Prowadzę wykłady z kulturowej historii nowoczesności na wielu kierunkach humanistycznych Uniwersytetu Łódzkiego i innych uczelni. Kluczowym zagadnieniem, które omawiam podczas tych zajęć, jest interpretacja Zygmunta Baumana przedstawiona w „Nowoczesności i Zagładzie”. Bauman argumentuje, że problem Holokaustu nie dotyczy wyłącznie nazistowskich Niemiec, ale jest wyzwaniem całej cywilizacji – naszej cywilizacji. Nowoczesność, która nabrała tempa w XVIII wieku podczas Oświecenia, stała się nie tylko siłą postępu, lecz także mechanizmem, który umożliwił masową eksterminację.

    Wydawało się, że ludzkość wyciągnęła wnioski z historii, ale obawiam się, że jest inaczej. Historia nie powtarza się dosłownie, ale pewne schematy pojawiają się w nowych kontekstach, napędzane tymi samymi ludzkimi motywacjami i dążeniami.

    Chciałbym zastrzec, że w poniższych uwagach nie potępiam Oświecenia i jego spuścizny w całości. Przeciwnie – to właśnie z tej epoki wywodzi się bliski demokratom humanizm, prawa człowieka, sfera publiczna, rządy prawa oraz to, co można nazwać nowoczesną komunikacją demokratyczną. O nauce i nowoczesnych uniwersytetach nawet nie wspominam. Wielokrotnie przywoływałem wartościowe, choć nieco jednostronne, książki Stevena Pinkera na temat dobrodziejstw cywilizacji oświeceniowej. Osiągnięcia te są zagrożone przez koncentrację kapitału i technologii, co może podważyć demokrację. Tak jak bywały te wartości zagrożone w latach 30-tych i 40-tych w Europie… także na „skrwawionych ziemiach” Europy Środkowo-Wschodniej.

    Od wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA widać wyraźnie, że do władzy doszli również miliarderzy z Doliny Krzemowej – technologiczni giganci, których kariery często przypominają klasyczne opowieści o amerykańskim śnie: od garażowego startupu do globalnej korporacji. Nie zdawałem sobie sprawy, jak głębokie są związki między Trumpem a światem technologii, dopóki nie przeczytałem opowieści Marca Andreessena i jego manifestu.

    Marc Andreessen (ur. 1971) to jeden z najbardziej wpływowych informatyków z wykształcenia, którzy stali się przedsiębiorcami i inwestorami w Dolinie Krzemowej. Był współtwórcą Mosaic, pierwszej popularnej przeglądarki internetowej, która otworzyła drogę do masowego dostępu do internetu. Następnie współzałożył Netscape – firmę, która miała kluczowe znaczenie dla rozwoju sieci WWW w latach 90.

    Po sukcesach w branży oprogramowania Andreessen zaangażował się w inwestycje venture capital. W 2009 roku założył Andreessen Horowitz (a16z) – jeden z najbardziej wpływowych funduszy technologicznych, który wspierał rozwój takich firm jak Facebook, Twitter, Airbnb czy Coinbase.

    W 2023 roku Andreessen opublikował „Manifest Technooptymistyczny”, w którym przedstawił swoją wizję społeczeństwa opartego na nieograniczonym postępie technologicznym. Jego manifest sprzeciwia się pesymistycznemu podejściu do nowych technologii oraz regulacjom, które mogą ograniczać rozwój sztucznej inteligencji i innych innowacji.

    Manifest głosi, że technologia jest nie tylko siłą napędową cywilizacyjnego postępu, ale wręcz moralnym obowiązkiem ludzkości. Autorzy dokumentu uznają obawy przed negatywnymi skutkami technologii za irracjonalne i hamujące rozwój. W ich ujęciu innowacje technologiczne prowadzą do poprawy jakości życia, wydłużenia ludzkiego życia i rozwiązania globalnych problemów, takich jak zmiany klimatyczne czy ubóstwo.

    Głównymi założeniami manifestu jest kilka sloganów. Technologia jako siła dobra – od wynalezienia koła po sztuczną inteligencję, innowacje zawsze sprzyjały rozwojowi społeczeństwa; sprzeciw wobec regulacji i pesymizmu – autorzy manifestu krytykują biurokratyczne ograniczenia jako czynnik hamujący rozwój; postęp wymaga odwagi – innowacje są możliwe tylko dzięki podejmowaniu ryzyka i przełamywaniu barier; technologia jako klucz do rozwiązania globalnych problemów – restrykcje nie przyniosą lepszego świata, ale innowacje mogą to zrobić; moralność postępu – rozwój technologii to etyczny obowiązek, prowadzący do większej wolności i lepszych warunków życia.

    Manifest Andreessena Horowitza wpisuje się w charakterystyczną narrację o historii nowoczesności, którą można określić mianem technologicznego progresywizmu. Jego autorzy postrzegają rozwój cywilizacyjny jako proces nieprzerwanego wzrostu, napędzanego przez innowacje technologiczne, które nieustannie poprawiają jakość życia i zwiększają ludzką autonomię. Manifest przełożył się na bardzo praktyczne wspieranie kampanii wyborczej Donalda Trumpa.

    Postęp niewątpliwie może być korzystny – jako ludzkość żyjemy coraz dłużej i w coraz lepszych warunkach. Jednak musimy również pamiętać o kosztach tego postępu. Planeta daje nam już teraz wyraźne sygnały, że te koszty są zbyt wysokie.

    Anne Applebaum w swojej książce Koncern Autokracja. Dyktatorzy, którzy chcą rządzić światem(2024) (zob. moja recenzja w Rzeczpospolitej 09.09.2024) analizuje współczesne autokracje jako złożone sieci kleptokratyczne, które współpracują zarówno wewnętrznie, jak i z innymi reżimami autokratycznymi oraz demokracjami. Autorka wprowadza pojęcie „Koncernu Autokracji”  które odnosi się do współczesnych reżimów autokratycznych działających jak korporacje, dążące do zachowania osobistego bogactwa i władzy. Applebaum zauważa, że autokracje wykorzystują globalizację na swoją korzyść, rozprzestrzeniając nieliberalne idee na demokratyczny świat, co podważa przekonanie o nieuchronności rozwoju demokracji. Książka jest przestrogą przed rosnącym wpływem autokratów oraz wezwaniem do współpracy demokratów na całym świecie, aby chronić i rozwijać wartości demokratyczne.

    Kilka dni temu pożegnaliśmy Mariana Turskiego, który przypominał nam o XI przykazaniu: „Nie bądź obojętny”. To jest właśnie ten moment – nie możemy być obojętni. Za nowymi technologiami mogą stać ludzie dobrej woli, ale również całe orkiestry makiawelicznych szaleńców (szaleńców niekoniecznie medycznych, ale strategicznych, z wyboru,  takich jak Nixon czy Trump), którzy dla zysku będą gotowi poświęcać innych. Jeśli nie wprost eksterminować. Najpierw na scenie będą pokazywać wywodząca się z horrorów piłę mechaniczną.

    Zgadzam się z Hararim, który w Nexusie argumentuje, że sztuczna inteligencja nie może podejmować decyzji zamiast człowieka, zamiast demokratycznie wybranych parlamentów. Obawiam się, że działania Elona Muska, które w USA są już uznawane za nielegalne, to dopiero początek nowej rzeczywistości. W świecie, gdzie liczy się wyłącznie kapitał i technologia, przesiedlenia ludzi w Gazie czy porwania dzieci ukraińskich mogą stać się jedynie „kosztem operacyjnym”. Tymczasem prawdziwym problemem pozostają surowce, nieruchomości i interesy gigantów technologicznych, którzy chcą czerpać zyski z nowej rzeczywistości bez żadnych ograniczeń.

  • “Dziewczyna z igłą” – nordycki sukces, który ma wielu ojców

    “Dziewczyna z igłą” – nordycki sukces, który ma wielu ojców

    Zdjęcie na licencji CC. Flickr autor Martyna Niecko

    Obserwatorium Nordyckie donosi: sukces ma wielu ojców…

    Wielkie filmy mają to do siebie, że każdy chce je trochę “przywłaszczyć”. Tak jest też w przypadku Flickan med nålen (Dziewczyna z igłą) w reżyserii Magnusa von Horna, filmu, którego premierę w Szwecji przyjęto z nieskrywanym entuzjazmem. Szwedzka prasa, na przykład dzisiejsza Svenska Dagbladet, zwraca uwagę na stylistyczne nawiązania do Bergmana (na przykład „Persona” 1966, czy „ Milczenie” 1963 i inne…) i klasycznego skandynawskiego kina, natomiast Duńczycy z dumą podkreślają kopenhaskie korzenie tej mrocznej historii inspirowanej prawdziwymi wydarzeniami stamtąd. No i duńskość reżysera. Z kolei w Polsce film budzi zainteresowanie z innego powodu – von Horn studiował w Łodzi, a część zdjęć do filmu powstała właśnie tam. Tudzież w Zgierzu, Wrocławiu i wielu innych polskich miejscach. Literaturoznawcy polscy pewnie będą pytać o Nałkowską czy Twardocha. Słowem: sukces ma wielu ojców, co tylko dobrze wróży tej produkcji. Svenska Dagbladet dało filmowi 5/5.

    Poetycki horror w duchu Bergmana i… polskiego kina

    Jak podkreśla szwedzki recenzent Jon Asp, duński reżyser von Horn wciąga widza w świat zdominowany przez chłód, mrok i napięcie, a jego czarno-białe zdjęcia oddają duszną atmosferę początku XX wieku w sposób przypominający zarówno gotyckie horrory, jak i skandynawskie klasyki. W recenzji Svenska Dagbladet zwraca się uwagę na Bergmanowskie napięcie budowane poprzez długie, surowe ujęcia i twarze bohaterów, które mówią więcej niż same dialogi.

    To, co dla polskiego widza może być szczególnie ciekawe, to fakt, że film swoją poetyką nawiązuje także do najlepszych osiągnięć polskiego kina. Czarno-biała stylistyka, przypominająca Idę czy Zimną wojnę, sprawia, że film ma niezwykle wyrazisty, niemal malarski charakter. Von Horn – który ukończył łódzką Szkołę Filmową i doskonale zna język polskiego kina – zdaje się czerpać z tej samej estetyki: surowość, minimalistyczne kadry, a jednocześnie intensywna emocjonalność bohaterów sprawiają, że Flickan med nålen jest jednocześnie piękne i niepokojące.

    Skandynawska historia, uniwersalna groza

    Historia opowiedziana przez von Horna bazuje na prawdziwych wydarzeniach – w latach 20. XX wieku Dagmar Overbye prowadziła w Kopenhadze dom, w którym przyjmowała niechciane dzieci, ale zamiast zapewniać im opiekę, mordowała je. To przerażająca, a jednocześnie hipnotyzująca opowieść, w której reżyser mistrzowsko łączy realizm z elementami filmowego horroru.

    Szwedzka prasa podkreśla, że von Horn, mimo wyraźnych inspiracji Bergmanem, zbudował własny, unikalny świat, w którym groza nie jest podana wprost, ale sączy się stopniowo – w sposób, który trudno wyrzucić z pamięci. W finale recenzji Svenska Dagbladet czytamy, że reżyser “tworzy uniwersum, od którego nie sposób się oderwać”. To właśnie ta zdolność do budowania intensywnej atmosfery sprawia, że film już teraz budzi zachwyt w różnych krajach.

    Czy Dziewczyna z igłą będzie kolejnym skandynawskim hitem, który podbije międzynarodowe festiwale? Wiele na to wskazuje. Nordycki horror o zbrodni sprzed stu lat, który łączy Bergmanowską psychologię, polską filmową poetykę i gotycką grozę, to kino, które warto zobaczyć.

    „Dziewczyna z igłą”. Gutek Film 2024. Reżyseria: Magnus von Horn. Scenariusz: Magnus von Horn, Line Langebek. Zdjęcia: Michał Dymek. Montaż: Agnieszka Glińska. Scenografia: Jagna Dobesz. Kostiumy: Małgorzata Fudala. Muzyka: Frederikke Hoffmeier. Występują: Vic Carmen Sonne, Trine Dyrholm, Besir Zeciri, Joachim Fjelstrup, Tessa Hoder.

    Ps. Tekst zmieniony i zredagowany ukazał się 25.02.25 jako Łódzko-skandynawski hit filmowy: Ten sukces ma wielu ojców

  • Biblioteki w schronach! Helsinki w Warszawie?

    Biblioteki w schronach! Helsinki w Warszawie?

    Fińska lekcja szacunku dla edukacji i bezpieczeństwa

    Obserwatorium Nordyckie musi skomentować wczorajszą, wtorkową (18.02.25) wizytę prezydenta Trzaskowskiego w Helsinkach.

    Jeśli wolisz posłuchać tego artykułu, tutaj

    W krótkiej recenzji książki łódzkiego socjologa z UŁ Wojciecha Woźniaka „Helsinki w Warszawie? O książce «Państwo, które działa»”, która ukazała się w „Kulturze Liberalnej” Nr 734 (5/2023) 6 lutego 2023, Tomasz Sawczuk wskazuje, opisując wspomnianą książkę, jak fińskie instytucje publiczne stały się wzorem skutecznego zarządzania państwem. Stały się, choć niekoniecznie były takie od zawsze. Pośród licznych wątków poruszanych przez Woźniaka, autora recenzowanej książki, jeden element recenzent Sawczuk wybija na plan pierwszy: Finlandia zawdzięcza swój sukces wysokiemu zaufaniu do instytucji, kulturze politycznej opartej na konsensusie oraz priorytetowemu traktowaniu edukacji i wiedzy. Przykładem jest nowoczesna biblioteka Oodi w Helsinkach, będąca symbolem powszechnego dostępu do kultury i edukacji (niedaleko jest parlament i inne najważniejsze instytucje w kraju).

    Okładka książki Woźniaka. Książka tutaj

    W kontekście tej wizji warto spojrzeć na wizytę Rafała Trzaskowskiego w Helsinkach 18 lutego 2025 roku, kiedy prezydent Warszawy zwiedzał fińskie schrony – nie tylko jako element systemu obrony cywilnej, ale także przestrzenie edukacyjne i społeczne. W tych miejscach znajdują się biblioteki, kawiarnie i czytelnie, które na co dzień służą mieszkańcom, a w razie zagrożenia pełnią funkcję ochronną. Trzaskowski podkreślił, że całość jest zarządzana przez samorząd, co może być inspiracją dla Warszawy.

    Fińskie podejście pokazuje, że szacunek dla edukacji i bezpieczeństwa może iść w parze. W Finlandii przestrzeń publiczna nie jest tylko funkcjonalna – jest też miejscem rozwijania wiedzy i więzi społecznych. Przeniesienie tego modelu do Warszawy mogłoby nie tylko zwiększyć odporność miasta na kryzysy, ale także podnieść jakość życia mieszkańców poprzez integrację infrastruktury miejskiej z kulturą i edukacją. Helsinki uczą, że bezpieczeństwo to nie tylko mury i bunkry, ale też inwestycja w wiedzę, kulturę i wspólnotę.

    Warto podkreślić, że Finlandia nie zawsze była państwem do naśladowania. Co oznacza, że wszystko przed nami, „biblioteki i kawiarnie w schronach” to może być także nasza przyszłość. Jednym z wzorców świetnych miejskich przestrzeni może być łódzkie EC1, w którym — w dawnej elektrociepłowni — znajduje się dziś wiele centrów nauki i kultury. Żyjemy w świecie niepokoju i kryzysu. Dlatego połączenie w przestrzeniach publicznych nieufności (względem zewnętrznych zagrożeń) z olbrzymim zaufaniem społecznym ucieleśnionym w idei kawiarni (spotkanie, dyskusja, racjonalność przy kawie) czy bibliotek (spotkanie idei, dysputa) oraz zaufaniem do państwa, które dba o życie obywatelskie, to jest połączenie niezwykle obiecujące. A jeśli do tego dodać by ideę powszechnego zaangażowania Finów w obronę cywilną, to ten projekt zasługuje na poparcie ze wszech miar. Obserwatorium Nordyckie kibicuje Helsinkom w Warszawie!

    Autor w Bibliotece Uniwersyteckiej w Helsinkach w 2012 r.

  • Kultura Szwecji: Bullerbyn jako Symbol

    Kultura Szwecji: Bullerbyn jako Symbol

    Z cyklu: Obserwatorium nordyckie

    Przykro się czyta, przykro się słucha, przykro mi się to pisze. Współczesna kultura coraz częściej sięga po dawne symbole, by ukazać pęknięcia i zmiany w społeczeństwie. Simon Superti w swojej piosence zaangażowanej „Bullerbyn är död” („Bullerbyn jest martwe”) uderza w sam środek nostalgicznej wizji Szwecji jako harmonijnego, bezpiecznego miejsca. Ta idylliczna wizja bierze się z literatury dla dzieci autorstwa Astrid Lindgren. Po tragicznych wydarzeniach w Örebro kilka dni temu, podczas których w strzelaninie w szkole dla dorosłych zginęło 11 osób, utwór Superti, znanego szwedzkiego artysty z włoskimi korzeniami, stał się najczęściej odtwarzaną piosenką w Szwecji, wpisując się w społeczną atmosferę niepokoju i refleksji nad kondycją kraju Svea.

    Jeśli wolisz słuchać, refleksja audio tutaj:

    Dalsza część tekstu poniżej pod podcastem na YouTube

    Bullerbyn jako mit
    „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren to symbol skandynawskiej czy może szwedzkiej arkadii – wiejskiej idylli, w której świat dzieciństwa toczy się w atmosferze przyjaźni, bezpieczeństwa i prostych radości. Ta wizja, szczególnie mocno zakorzeniona w szwedzkiej (ale i zagranicznej) wyobraźni, stała się swego rodzaju mitem narodowym. Choć były już filmy ironicznie odwołujące się do mitu arkadii w Szwecji, np. Dom aniołów z 1992 Colina Nutleya. Jednak to właśnie Dzieci z Bullerbyn z 1947 r. i cała seria jej następnych „odcinków” stały się swoistym symbolem. Das Bullerbü-Syndrom, znane zwłaszcza w Niemczech, odnosi się do idealizowanej wizji Szwecji jako kraju porządku, spokoju i szczęścia.

    Superti w swoim utworze dokonuje przewrotnego gestu – dokonuje swoistego zamknięcia mitu. Fragment tekst piosenki, który brzmi: „Możesz powiedzieć Astrid Lindgren, że Bullerbyn jest martwe” rezonuje z aktualnym poczuciem utraty. Podobnie jak identycznie konstrukcyjnie: „Czy ktoś może przekazać Olofowi Palme,/Że bezpieczna Szwecja to już tylko wspomnienie”. Okładka singla (zob. na YouTube) również nawiązuje do ilustracji Ilon Wikland, lecz zamiast ciepłych domków widzimy ruiny i ogień – to już nie kraina beztroski, lecz obraz upadku. Te ilustracje pochodziły od estońsko-szwedzkiej artystki i ilustratorki, najbardziej znanej właśnie ze współpracy z Astrid Lindgren, dla której zilustrowała wiele klasycznych książek dla dzieci, także „Dzieci z Bullerbyn”.

    Dlaczego „Bullerbyn umarło”?

    Jacob Lundström w swoim komentarzu dla „Dagens Nyheter” zwraca uwagę, że choć idea Bullerbyn była zawsze pewną fantazją, dziś jej śmierć nabiera wyjątkowej siły retorycznej. Współczesna Szwecja zmaga się z nowymi wyzwaniami – rosnącymi nierównościami, przemocą i kryzysem tożsamości. „Dźwięk przemocy to jedyne, co słyszymy” – śpiewa Superti, podkreślając kontrast między dawnym mitem a rzeczywistością.

    To nie pierwsza dekonstrukcja Bullerbyn. Już w latach 70. Janne Halldoff w swoim filmie „Stenansiktet” pokazał Szwecję jako kraj, w którym ideały dzieciństwa konfrontują się z brutalnością życia miejskiego. Podobne nastroje pobrzmiewały w muzyce Teda Gärdestada. Jednak dziś ten motyw powraca z nową mocą – w czasach, gdy rzeczywistość coraz mniej przypomina literackie Bullerbyn. Ja jeszcze pamiętam Szwecję bezpieczną, choć już w 1994 czy 1996 wielu mówiło się i pisało o gangach motocyklowych. Jednak tamta Szwecja, którą pamietam nijak nie ma się do tej Szwecji dzisiaj.

    Symbol Bullerbyn – nostalgia czy rozrachunek?

    Bullerbyn w dzisiejszej kulturze nie jest już tylko literackim wspomnieniem, lecz punktem odniesienia w dyskusji o kondycji społeczeństwa. Może symbolizować zarówno utracone poczucie bezpieczeństwa, jak i krytykę utopijnych narracji o narodowej tożsamości.

    Superti nie tylko śpiewa o śmierci Bullerbyn – on ją inscenizuje. A my, słuchając jego słów, możemy zastanowić się, czy to faktycznie koniec pewnej epoki, czy jedynie moment przejściowy w nowej opowieści o Szwecji. Ważne też, że w jednym z ostatnich wersów nawiązuje do hymnu Szwecji „de gamla, de fria” (nasi przodkowie, Ci wolni ludzie).

    Oto pełne tłumaczenie piosenki „Bullerbyn är död” Simona Superti na język polski. Tłumaczenie automatyczne poprawione przeze mnie:

    Bullerbyn nie żyje

    Na czarnym chodniku przed moimi drzwiami,
    Gdzie latarnia błyska się za każdym razem, gdy zapada zmrok.
    Tam dzieci przestały się bawić, bo chciały być jak my.
    Możesz przekazać Matce Szwecji, że teraz rozbrzmiewa echo strzałów.

    Przy nieskazitelnej fasadzie, w secesyjnej dzielnicy,
    Tam lampy świecą rzędem, gdy tylko słońce zajdzie.
    A gdy miasto wybucha, udają, że nie słyszą.
    Możesz przekazać Astrid Lindgren, że Bullerbyn nie żyje.

    Rom pom pom (pom pom)
    Rozbrzmiewa od strzałów.
    Rom pom pom (pom pom)
    Bullerbyn nie żyje.
    Dźwięk przemocy to jedyne, co słyszymy.
    Rom pom pom (pom pom)
    Bullerbyn nie żyje.

    Chcę żyć, chcę umrzeć na Północy.
    Chcę żyć, chcę umrzeć na Północy.
    Chcę żyć, chcę umrzeć na Północy.
    Chcę żyć, chcę umrzeć na Północy.

    Z jedną nogą w grobie,
    Drugą na cienkim lodzie.
    Żadne lampy już nie świecą,
    To miniony czas.
    Pozostali ci, którzy mają,
    I ci, którzy nie dostali.
    Czy ktoś może przekazać Olofowi Palme,
    Że bezpieczna Szwecja to już tylko wspomnienie.

    Opieramy się na wspomnieniach z dawnych, wielkich dni,
    To stare zasługi, nikt tu już nie mieszka.
    Ty stary, ty wolny, tylu próbowało.
    Przepraszamy cię, Anno Lindh,
    Bullerbyn nie żyje.

    Rom pom pom (pom pom)
    Rozbrzmiewa od strzałów.
    Rom pom pom (pom pom)
    Bullerbyn nie żyje.
    Dźwięk przemocy to jedyne, co słyszymy.
    Rom pom pom (pom pom)
    Bullerbyn nie żyje.

    Według dostępnych źródeł można dowiedzieć się, że Simon Superti urodził się 12 grudnia 1987 roku w Uppsali w Szwecji. Jest szwedzkim artystą i producentem muzycznym o włoskich korzeniach (choć akcent ma wyraźnie nieszwedzki, może jest to szczególna stylizacja rapera). Dorastał w dzielnicy Salabacke w Uppsali, gdzie już w wieku czterech lat zaczął pisać teksty i opowiadania razem ze swoją babcią. Jako najmłodszy z rodzeństwa obserwował starszego brata grającego w zespole, co zainspirowało go do podjęcia własnej kariery muzycznej. W 2000 roku napisał swoje pierwsze teksty rapowe, koncentrując się odtąd na muzyce hip-hopowej i dążąc do zostania artystą. Jako producent, znany pod pseudonimem Prodotto di Superti, współpracował z takimi artystami jak ODZ, Dani M, Z.E i Adel. W 2019 roku zdobył nagrodę Grammy w kategorii „Producent Roku”. 2024 roku Superti był jednym z uczestników piętnastej edycji programu rozrywkowego TV4 „Så mycket bättre”. Jego twórczość charakteryzuje się emocjonalnym przekazem i autentycznością, co czyni go jednym z najbardziej interesujących i charyzmatycznych muzyków w Szwecji.

    Ps. Zmieniona wersja artykułu ukazała się w Bullerbyn nie żyje. Koniec epoki, czy moment przejściowy?

  • Mikronarracje — wywiad z dr Elizą Matusiak

    Mikronarracje — wywiad z dr Elizą Matusiak

    Dr Eliza Matusiak, Uniwersytet Łódzki