Blog

  • Analiza Troski Ostatecznej i jej znaczenia kulturowego

    Analiza Troski Ostatecznej i jej znaczenia kulturowego

    go2025e: „Troska ostateczna” Paula Tillicha jako pojęcie formalne i wynikająca z niego teoria kultury, w: Fenomen troski, pod red. A. Grzegorczyk, S. Softy, E. Baum, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań, 81-97.

  • Moja nowa publikacja

    Moja nowa publikacja

    J. Płuciennik, Immersja, afordancje i jakości metafizyczne Ingardena. W: Roczniki Humanistyczne T. LXXIII, 2025, z. 1 specjalny, 25-50.

    Przy okazji tej publikacji byłem w Lublinie na Jubileuszu prof. Andrzeja Tyszczyka, wybitnego fenomenologa i literaturoznawcy. Księgą pamiątkową był — signum temporis — numer specjalny Roczników Humanistycznych, w którym miałem właśnie tą publikacją swój wkład, w którym traktuję dokonania Jubilata jako punkt wyjścia. Jak widać na zdjęciach jubilat był wzruszony, były wspomnienia, anegdoty i piosenki. Śmiechu było dużo, ale też powaga. Coś się zamyka. Jak widać, Jubilat dostał nowy rower z napisami dedykacyjnymi, bo jest zapalonym cyklistą…

    Tutaj tekst artykułu

  • Pierwsza opera w języku saamskim w Sztokholmie. „Jordens hjärta” i mit żyjącej ziemi

    Pierwsza opera w języku saamskim w Sztokholmie. „Jordens hjärta” i mit żyjącej ziemi

    Z cyklu: Obserwatorium Nordyckie

    Na scenie Królewskiej Opery w Sztokholmie debiutuje pierwsza w historii opera w języku saamskim. „Jordens hjärta / Eatneme váibmu” to nie tylko wydarzenie artystyczne, lecz także symboliczny zwrot w relacjach Szwecji z rdzenną kulturą Sápmi. Spektakl wprowadza publiczność w świat mitu „serca ziemi” – opowieści o żywej, czującej naturze i zagubionym rytmie współczesnego człowieka.

    Zdjęcie tria twórczyń (reżyserki Elle Márjá Eiry, kompozytorki Britty Byström i librecistki Rawdny Carity Eiry) we wnętrzu Kungliga Operan – pierwsze zdjęcie to cytat z Svenska Dagbladet z 15.11.2025. Pozostałe zdjęcia autorek z serwisu YouTube Opery w Sztokholmie. Jedno zdjęcie z inscenizacji za Sveriges Radio. Zdjęcie serca ziemi na lic. Depositphotos

    Nowy język na najważniejszej scenie Szwecji

    „Jordens hjärta / Eatneme váibmu” to pierwsza opera w Europie śpiewana w języku saamskim na dużej scenie operowej. Reżyseruje Elle Márjá Eira, libretto napisała Rawdna Carita Eira, a muzykę skomponowała Britta Byström. Twórczynie podkreślają, że chcą otworzyć dla publiczności „nowy wszechświat”, czerpiąc z mitologii Saamów i ich nielinearnego sposobu opowiadania historii.

    W cieniu historii: Saamowie i Szwecja

    Premiera opery ma wymiar polityczny i historyczny. Przez dziesięciolecia państwo szwedzkie prowadziło wobec Saamów politykę paternalistyczną i asymilacyjną. Program „lapp ska vara lapp” ograniczał edukację i mobilność Saamów; badania rasowe i ingerencja w tradycyjny tryb życia pozostawiły długotrwałe rany. Do dziś trwają spory o ziemię, prawa do wypasu reniferów i eksploatację zasobów naturalnych w Sápmi. W tym kontekście obecność języka i mitologii saamskiej na najważniejszej scenie kraju ma charakter restytucji kulturowej – gest odzyskiwania przestrzeni.

    Mit „serca ziemi”: kultura natury, która żyje

    W sercu opery znajduje się mit „Eatneme váibmu” – „serca ziemi”. W światopoglądzie saamskim natura jest żywa: ma własną wolę, pamięć i rytm. Ziemia, zwierzęta, wody i wiatry tworzą sieć relacji, w której człowiek jest tylko jednym z elementów, a nie panem kosmosu. To animistyczne rozumienie świata – głęboko zakorzenione w kulcie natury – wyraża przekonanie, że życie jest możliwe tylko dzięki harmonii z otaczającym nas światem.

    W operowej narracji współczesność oznacza oddalenie człowieka od natury, a więc także od jej „bicia”. Twórczynie pokazują, jak zanik kontaktu z ziemią prowadzi do rozpadu relacji, utraty intuicji i duchowego zakorzenienia. Opowieść splata realizm z magią, przywołując saamskie kosmogonie, które – w przeciwieństwie do zachodnich narracji – odmierzają czas cyklem natury, nie linią fabularną.

    „Jordens hjärta” czerpie także z tradycji saamskich sag i mitów o stworzeniu, które w kulturze Sápmi pełnią funkcję zarówno kosmologii, jak i pamięci zbiorowej. Twórczynie sięgają do XIX-wiecznego eposu „Solens söner” autorstwa Andersa Fjellnera, w którym świat rodzi się ze światła, ruchu i relacji między istotami zamieszkującymi naturę. W saamskich opowieściach kreacja nie jest jednorazowym aktem, lecz procesem dynamicznym: świat powstaje, zapada się, odnawia i krąży – jak oddech. Opera wpisuje się w tę tradycję, łącząc elementy sagi, mitu i współczesnej narracji teatralnej. To nie linearna historia, lecz kosmogoniczny rytm, w którym człowiek musi znaleźć swoje miejsce, zanim utraci je na zawsze.

    Warto dodać, że warstwę muzyczną opery przenika tradycja joiku – charakterystycznej dla Saamów techniki wokalnej, która nie opisuje, lecz przywołuje osoby, miejsca i zjawiska. Joik jest formą pamięci i obecności: śpiewem, który nie tyle mówi o kimś lub czymś, ile pozwala temu bytowi pojawić się tu i teraz. Włączenie joiku do opery tworzy most między światem klasycznej europejskiej muzyki a saamską praktyką duchową, dodając spektaklowi warstwę, której nie da się oddzielić od tożsamości i historii Sápmi.

    Ciało, rytm i kosmos

    Aktorzy i śpiewacy pracują intensywnie z ruchem; tekst pojawia się dopiero później, jako warstwa przekładalna na język szwedzki. Wizualnie spektakl łączy światło z mrokiem, dobro ze złem, harmonię z chaosem – tak jak saamskie opowieści, w których świat podziemny, świat ludzi i świat kosmosu nakładają się na siebie.

    Premiera „Jordens hjärta” jest więc nie tylko nowością artystyczną, ale także wydarzeniem symbolicznym. Wprowadza do szwedzkiej kultury głos, który przez wieki był marginalizowany – i pozwala publiczności usłyszeć bicie serca ziemi, którego echo niegdyś współtworzyło rytm życia na Północy.

    PS. Warto dodać, że w najnowszych badaniach nad kulturą Saamów coraz wyraźniej widać, jak silnie zakorzeniona jest ich tożsamość mimo wielowiekowych prób asymilacji. Saamowie – żyjący dziś na pograniczu Norwegii, Szwecji, Finlandii i Rosji – tworzą niezwykle dynamiczną kulturę, która rozwija się równolegle w wielu obszarach: od literatury, muzyki i sztuki, przez teatr i film, aż po media i szkolnictwo. Szczególną rolę odgrywa tu język północnosaamski, będący nie tylko narzędziem komunikacji, lecz także pełnoprawną lingua franca całego Sápmi. To właśnie w tym języku funkcjonują największe instytucje kultury, w tym teatry i uniwersytet saamski w Kautokeino, a także znacząca część współczesnej twórczości artystycznej.

    PS. 2 Jak pokazuje przegląd badań, również w Polsce rośnie zainteresowanie Saamami, choć dominują opracowania socjologiczne, kulturoznawcze i pedagogiczne. Lingwistyka saamska pozostaje u nas wciąż słabo reprezentowana, niewystarczająco opisana i fragmentaryczna. Tym bardziej ważne wydaje się zwracanie uwagi na ich języki, szczególnie w kontekście złożonej sytuacji wielojęzyczności i rewitalizacji. Wpis o operze saamskiej idealnie wpisuje się w ten szerszy obraz – kulturę, która dzięki własnym instytucjom, mediom i sztuce nie tylko przetrwała, ale dziś znajduje nowe formy ekspresji, nierzadko przekraczające narodowe i językowe granice. Zob. Stefańczyk, Wiesław Tomasz. Etnolekty czy języki? Rzecz o Saamach (Lapończykach) i ich recepcji w Polsce. „Socjolingwistyka” 37 (2023): 369–381. DOI: 10.17651/SOCJOLING.37.20.  

  • Knäckebröd i kulturowy kanon. O rozszerzaniu pola szwedzkości

    Knäckebröd i kulturowy kanon. O rozszerzaniu pola szwedzkości

    Obserwatorium Nordyckie: Szwecja

    2 września pisałem, że w świeżo ogłoszonym szwedzkim kanonie znalazła się Pippi, a zabrakło Abby; że obecny jest „latający Jakub” (Flygande Jakob), a nie ma kwaśnego śledzia, klopsików ani – last but not least – fiki jako instytucji społecznej. Dziś wracam do tematu, bo felieton Christiana Dauna w Svenska Dagbladet, poświęcony pominięciu  knäckebröd (rodzaj kruchego pieczywa, u nas znane jako produkt firmy Wasa), znakomicie ogniskuje cały spór: kanon nie tylko włącza, ale i wyklucza, tworząc symboliczne hierarchie smaków, dźwięków i praktyk codzienności.

    Zgadzam się z felietonistą Daunem: chrupkie pieczywo to nie „ubogi kuzyn” gastronomii, lecz metafora szwedzkiej historii. Od chłopskiego pożywienia odpornego na kryzysy po współczesny minimalizm – knäckebröd jest nośnikiem wartości, które Szwecja lubi opowiadać o sobie: samowystarczalności, równości, pragmatyzmu. I może właśnie dlatego go nie widać – jest zbyt powszechne, by trafić do gablot. Tymczasem to właśnie takie „niewidzialne” praktyki spajają wspólnotę silniej niż najbardziej reprezentacyjne symbole.

    Kiedy pytałem „Szwedzki kanon – most czy mur?”, miałem na myśli dokładnie ten problem. Przewodniczący komitetu, prof. Lars Trägårdh, przedstawiał ideę „wspólnego rdzenia”, ale procesowi towarzyszyły napięcia: rezygnacja Marlen Eskander, dyskusja o nierównowadze płci w gronie ekspertów, chłodne wypowiedzi o grupach peryferyjnych, a nad tym wszystkim cień ideologicznych patronatów. W efekcie powstała lista, która łatwo promuje narracje eksportowalne (Pippi, allemansrätten, nawet kulinarny pastisz lat 70., jak Flygande Jakob), a z oporem przyjmuje mocne markery codzienności: fikę jako rytuał równości, köttbullar jako emblemat domowości, surströmming jako pamięć peryferii i tego, co wręcz niechciane, bo „nieładnie pachnące”… . Knäckebröd wpisuje się w tę samą lukę – łączy, ale rzadko bywa uhonorowane.

    Felieton Dauna przypomina też, że kanon nigdy nie jest neutralny. Historia fortuny Carla Lundströma i jej przepływów na rzecz skrajnej szwedzkiej prawicy pokazuje, jak przedmioty codzienności mogą zostać zawłaszczone przez ideologie. Ale są i kontr-narracje, które mnie przekonują mocniej: integracja przez smak i rzemiosło. Opowieść o Emadzie Bayoumy (Pyramidbageriet) czy metafora Ali al-Abdallaha – „Szwecja jak knäckebröd: twarda z wierzchu, zdrowa w środku” – to przykłady, w których kuchnia staje się językiem wspólnoty, a nie linią podziału. To właśnie taki materiał powinien budować kanon.

    Patrząc szerzej, nordycki kontekst podsuwa rozwiązania. Dania przeszła przez „twardą” kanonizację (2006) i dziś ją rewiduje m.in. pod kątem równości; Finlandia eksperymentuje z „kanonem emocjonalnym” (tunnekanoni), który przenosi akcent z listy dzieł na wspólne doświadczenia. Szwecja długo unikała kanonu, by nie wykluczać; gdy wreszcie go wprowadziła, wyszła na jaw podstawowa sprzeczność: czy lista będzie mostem między grupami, czy murem oddzielającym „reprezentacyjność” od życia?

    Moja odpowiedź jest prosta: kanon nie może być tylko gablotą. Musi być stołem. Jeśli w spisie mieści się Flygande Jakob, to logicznym dopełnieniem są: – fika jako instytucja społeczna (pauza równości i relacji), – köttbullar (klopsiki mięsne) jako pamięć kuchni domowej, – surströmming (kiszony śledź) jako pamięć peryferii i regionów, – Abba jako emocjonalny alfabet wspólnoty, – i wreszcie knäckebröd – chleb, który wszystko spina: kryzys i dobrobyt, chłopską spiżarnię i królewski stół, lokalność i globalny obieg.

    Tylko taki kanon – rozumiany jako żywy układ wartości i praktyk, nie zbiór eksponatów – może realnie łączyć. Dlatego podtrzymuję to, co napisałem 2 września: bez Abby, fiki i kuchennych emblematów codzienności komitet buduje estetyczną fasadę zamiast wspólnego domu. A przykład knäckebrödu pokazuje, jak łatwo przeoczyć to, co najważniejsze – bo leży na każdym szwedzkim stole. Także na tzw. szwedzkim bufecie… (szw. smörgåsbord).

  • Obserwatorium Nordyckie w Łodzi: Ragnarok Teatru Chorea

    Obserwatorium Nordyckie w Łodzi: Ragnarok Teatru Chorea

    Postapokaliptyczna sceneria (lic. Depositphotos)

    Tym razem Obserwatorium Nordyckie przeniosło się do Łodzi. Skusił mnie tytuł – Ragnarok – obiecujący spotkanie z nordycką mitologią, wielką bitwą bogów i końcem świata, który jest zarazem nowym początkiem. Wchodząc do Fabryki Sztuki, miałem więc w pamięci obrazy Odyna, Thora i Fenrira.

    Rozczarowanie przyszło szybko – spektakl tylko tytułem nawiązuje wprost do nordyckich motywów. Ale to rozczarowanie okazało się zaczarowaniem. Zamiast patetycznej sagi zobaczyłem patchworkową opowieść o współczesności – rozbitą, poszarpaną, składającą się z fragmentów, jak nasz świat bombardowany przeskokami i rozproszeniem mediów społecznościowych.

    Kreacje aktorskie wciągały. Szczególnie mocne były momenty autokomentarza, kiedy walka o uwagę widza stawała się integralnym elementem spektaklu. Muzyka i śpiewy Chorei – jak zwykle – robiły ogromne wrażenie. „Stabat Mater” w ich wykonaniu brzmiało genialnie, przeszywająco.

    Najbardziej poruszająca była jednak storytellingowa część – opowieść Tomasza Rodowicza o wyprawie do Laponii. To historia prawdziwa, z czasów Gardzienic, pełna zimowego trudu, zachwytu nad zorzą polarną oraz kulturą Sami i prostego odkrycia, czym jest dom. Ten motyw – domu i ognia – powracał przez cały spektakl, splatając się z innymi głosami i obrazami.

    Chorea – w charakterystycznym dla siebie stylu – stworzyła widowisko medytacyjne. Ten „teatr uważności”, rozwijany w duchu poszukiwań Grotowskiego, tutaj zyskał współczesną postać: rozedrgany taniec, nagłe kontrasty muzyczne, fragmentaryczne obrazy i chwile ciszy. Wszystko w stanie „głębokiego bardo”.

    Ale była też scena, która poruszyła mnie zupełnie prywatnie. Aktorzy rozdawali widzom kanapki. Kiedyś w teatrze alternatywnym miało to funkcję niemalże komunii – gestu wspólnoty, dzielenia się chlebem, symbolicznego włączenia publiczności w rytuał. Tym razem jedna z kanapek trafiła do mojego wiecznie głodnego nastolatka. Byłem wdzięczny za to bardzo prozaiczne nakarmienie, ale jeszcze bardziej za to, że syn – po krótkiej drzemce na początku – nagle się ożywił. Wyszedł z teatru pobudzony i pełen komentarzy. Jeśli teatr potrafi rozbudzić ciekawość nastolatka, to znaczy, że jego misja się powiodła. I to wcale nie dzięki tej kanapce, raczej fragmentaryczna rozedrgana poetyka wpisuje się lepiej w sposób odczuwania nowych pokoleń.

    Na koniec spektaklu pojawił się jeszcze jeden znaczący ton: zmechanizowane formy gry aktorskiej, przypominające tryby wielkiego zegara czy konwulsyjne automaty, zdawały się zapowiadać świat zdominowany już nie tylko przez rytuały i konwencje, ale także przez sztuczną inteligencję – algorytmy i automatyzację, które przejmują rolę przewodników naszych zbiorowych narracji.

    Można odnieść wrażenie, że Chorea, być może nie do końca świadomie, zarysowuje wizję nowego Ragnaroku. W tej wersji nie walczą ze sobą bogowie Asgardu i Jotunheimu, ale siły technologii i wyobraźni. Zamiast Odyna i Thora mamy sieci neuronowe, automatyzację i cyfrowe rytuały, które próbują nadać kształt światu po katastrofie. Sztuczna inteligencja staje się jednocześnie narzędziem zagłady i początkiem czegoś innego – nowego rodzaju wspólnoty, być może symbiotycznej, być może wrogiej człowiekowi.

    Łódzki Ragnarok to więc nie mitologia, lecz przypowieść. I to taka, która rezonuje z naszymi czasami: pyta o możliwość odrodzenia, o sens wspólnoty, o naturę domu, ale także o to, kto lub co będzie uczestnikiem „nowego początku”. Bogowie dawno umarli, a ich miejsce zajmują technologie.

    Misją Obserwatorium Nordyckiego – i jego sensem – jest obserwowanie wątków nordyckich we współczesnej kulturze. Tym razem znalazły się one w łódzkiej Fabryce Sztuki, gdzie Ragnarök nie dotyczył końca świata bogów, lecz początku świata maszyn i ludzi.

    Być może nasz Ragnarök już trwa – na ekranach, w sieciach i w algorytmach, które codziennie współtworzą nasze życie.

    Teatr Chorea
    Ragnarok
    reżyseria, choreografia: Adrian Bartczak
    scenografia, kostiumy: Marta „El Bruzda” Góźdź
    muzyka: Tomasz Krzyżanowski
    reżyseria światła: Tomasz Krukowski
    konsultacje choreograficzne: Annabelle Bonnéry 
    obsada: Janusz Adam Biedrzycki, Maja Caban, Joanna Chmielecka, Michał Jóźwik, Małgorzata Lipczyńska, Anna Maszewska, Tomasz Rodowicz
    premiera: 23.04.2022

  • Pink Floyd Wish You Were Here – pięćdziesiąt lat później

    Pink Floyd Wish You Were Here – pięćdziesiąt lat później

    Pięćdziesiąt lat temu Pink Floyd nagrali album, który stał się symbolem utraty i tęsknoty, a jednocześnie jednym z najpiękniejszych dzieł rocka progresywnego. Wish You Were Here to hołd dla Syda Barretta, opowieść o nieobecności i album koncepcyjny w najczystszym sensie tego słowa. Dziś, w epoce streamingu i fragmentarycznego słuchania, jego spójność i głębia brzmią jak przypomnienie, że muzyka może być także opowieścią całościową – przeżywaną od pierwszej do ostatniej minuty.

    Zewnętrzna okładka płyty Pink Floyd „Wish you were here” robiła nieziemskie wrażenie, ale jednocześnie epatowała swoistym mistycyzmem, potwierdzanym przez ilustrację wewnątrz (patrz poniżej)

    Rock, który potrafił płakać

    Dwanaście września 1975 roku ukazał się album Wish You Were Here – płyta, która na trwałe wpisała się w historię muzyki popularnej. Niklas Schiöler w swoim felietonie w Svenska Dagbladet przypomniał, że mimo reputacji zespołu jako zbyt pretensjonalnego, Pink Floyd potrafił uchwycić kruchość i melancholię, czyniąc z nich materiał dla sztuki rockowej (Schiöler 2025).

    „Pink Floyd må ha rykte om sig som pretentiösa […] men det 50-årsjubilerande albumet ’Wish you were here’ är tvärtom en säreget känslig gestaltning av utsatthet och förlust.”

    Konceptualna opowieść o nieobecności

    Jednym z najmocniejszych symboli płyty jest historia nieoczekiwanego pojawienia się Syda Barretta w studiu podczas nagrań. Zmienił się tak bardzo, że koledzy początkowo go nie poznali. Barrett, dawny lider grupy, już wtedy był cieniem samego siebie – a przecież to właśnie on stał się inspiracją do 26-minutowej suity „Shine On You Crazy Diamond”. Album jest więc zarazem hołdem i elegią, konceptualnym dziełem o braku i tęsknocie, o sztuce i szaleństwie.

    Okładka autorstwa Hipgnosis – dwóch mężczyzn podających sobie dłonie, z których jeden płonie – uzupełniała ten przekaz. Wizualna metafora alienacji i niebezpiecznych kompromisów stała się równie ikoniczna jak sama muzyka.

    Legendarne zdjęcie z okładki albumu „Wish you were here” Pink Floydów z 1975 r.

    Poetyka i brzmienie

    Teksty, zbudowane na kontrastach, łączą prostotę z głębią.

    „So, so you think you can tell / Heaven from Hell? / Blue skies from pain?”

    Ta liryka doskonale współgra z gitarą Davida Gilmoura, który – jak pisał Schiöler – grał nie po to, by popisywać się techniką, ale by poruszać:

    „Kan man spela så att lyssnaren gråter, inte bara blir imponerad?” [Czy można grać tak, żeby słuchacz zapłakał, a nie tylko był pod wrażeniem?]

    Pink Floyd od początku odwoływał się do bluesa – wystarczy przypomnieć, że sama nazwa zespołu pochodzi od bluesmanów Pinka Andersona i Floyda Councila. Ale ich muzyka była czymś więcej: bluesową podstawę przepuszczali przez filtr progresywnej, wręcz symfonicznej wyobraźni. W zestawieniu z rodzącym się punkiem mogła wydawać się barokowa, lecz – jak mawiał Gilmour –

    „Sometimes less is just less.”

    Albumy koncepcyjne a streaming

    Wish You Were Here było naturalną kontynuacją The Dark Side of the Moon – jeszcze bardziej introspektywną i osobistą. W latach 70. album koncepcyjny był jednym z najważniejszych formatów: spójne dzieło, którego nie dało się rozdzielić na pojedyncze utwory. Dziś, w epoce streamingu, kiedy dominują playlisty i selektywne słuchanie, takie albumy stały się rzadkością. Wish You Were Here pozostaje więc świadectwem epoki, gdy muzyka popularna była także sztuką opowiadania całościowych historii.

    Osobista pamięć

    Ja sam odbierałem ten album jako kontynuację magicznego The Dark Side of the Moon. Muzyka była melancholijna, bluesowa, a jednak zbyt złożona, by sprowadzać ją do prostoty. To była grupa intelektualna – czego doświadczałem jeszcze dekady później, między 2008 a 2012 rokiem, siadając czasem w pubie Anchor w Cambridge, gdzie Pink Floyd grywali w swoich początkach.

    Dziedzictwo i rozdwojenie

    Pięćdziesiąt lat później Wish You Were Here przypomina, że rock mógł być jednocześnie poetycki i filozoficzny. Niestety, losy jego twórców rozeszły się nie tylko muzycznie: Roger Waters dziś angażuje się politycznie w sposób, który wielu rozczarowuje – otwarcie wspierając Rosję. Tym bardziej cieszy, że David Gilmour zachował jaśniejszy ogląd świata.

  • Alumni – tajna broń uniwersytetu?

    Alumni – tajna broń uniwersytetu?

    Sala wykładowa (lic. Depositphotos)

    W refleksjach nad ideą uniwersytetu zwykle skupiamy się na jego wewnętrznych funkcjach: dydaktyce, badaniach, produkcji i obiegu wiedzy. Rzadziej natomiast dostrzegamy, że o sile uczelni decydują także aktorzy stojący nieco z boku – absolwenci. To oni tworzą unikatowe sieci społeczne, które w niektórych systemach akademickich urastają do rangi strategicznej „tajnej broni”.

    Na łamach Svenska Dagbladet Johan Östling, historyk wiedzy z Uniwersytetu w Lund, przywołał ostatnio przykład Harvardu. Uniwersytet ten dysponuje co roku nie tylko ogromnym kapitałem finansowym (ponad 53 miliardy dolarów), lecz także potężną siecią absolwencką. Harvard Alumni Association zrzesza obecnie ponad 420 tysięcy absolwentów – to liczba obejmująca wszystkich żyjących wychowanków uczelni na przestrzeni wielu dekad. Oczywiście nie wszyscy są równie aktywni: część angażuje się mocno w darowizny, mentoring i działania wizerunkowe, inni uczestniczą jedynie w spotkaniach rocznicowych, a wielu pozostaje bierna, po prostu widnieją „na liście”. Mimo to skala tej wspólnoty jest imponująca i stanowi o sile instytucji. Alumni działają jak globalna sieć prestiżu i wpływu – ambasadorzy, którzy przyciągają kolejnych studentów, wzmacniają wizerunek uniwersytetu i oddziałują na życie polityczne oraz kulturowe.

    W Europie tradycja alumni sięga Cambridge i Oksfordu, ale przez długi czas miała głównie charakter towarzyski, klubowy, pozbawiony strategicznego wymiaru. Przełomowe w tym kontekście są badania Pii Widén z Uniwersytetu w Helsinkach. W swojej obszernej rozprawie doktorskiej Developers and Advocators – Strategic Alumni Engagement at Cambridge, Uppsala, Harvard, Helsinki, and Penn State Universities, 1840–2018 (2025) analizuje ona, jak różne uniwersytety angażowały absolwentów przez ostatnie dwa stulecia. Jej porównania pokazują, że alumni mogą być zarówno źródłem finansowego wsparcia, jak i kapitału symbolicznego oraz kulturowego. Mogą działać jako rzecznicy uczelni, wzmacniając jej głos w przestrzeni publicznej.

    Pytanie, które wyłania się z tych badań, brzmi: w jakim stopniu europejskie uniwersytety powinny pójść śladem amerykańskim? Alumni to z pewnością ogromny potencjał. Ale też ryzyko: jeśli ich wpływ stanie się zbyt dominujący, priorytety uczelni mogą zacząć przesuwać się w stronę interesów donatorów i sieci, kosztem autonomii akademickiej.

    Idea uniwersytetu w XXI wieku musi więc objąć także tę sferę – globalną wspólnotę absolwentów. Prawdziwe wyzwanie polega nie na tym, by kopiować amerykański model, lecz na tym, by znaleźć równowagę: jak wykorzystać energię i lojalność alumnów w taki sposób, aby wspierali oni misję uniwersytetu, a nie ją ograniczali.

    Absolwenci podczas ceremonii (lic. Depositphotos)
  • Finlandia 1944 – Ukraina 2025?

    Finlandia 1944 – Ukraina 2025?

    Z cyklu: Obserwatorium nordyckie

    W Dagens Nyheter Anna-Lena Laurén przypomina dzisiaj dramatyczne okoliczności zawarcia przez Finlandię rozejmu z ZSRR w 1944 roku i zestawia je z obecną sytuacją Ukrainy.

    Po „wojnie kontynuacyjnej” Finlandia znalazła się w sytuacji bez wyjścia: musiała zerwać sojusz z Niemcami, oddać 12% swojego terytorium (w tym Karelię i Wyborg), zapłacić gigantyczne reparacje, przyjąć setki tysięcy uchodźców i żyć pod kontrolą sowieckiej komisji w Helsinkach. Był to – jak pisał ówczesny ambasador Gripenberg – „drakoński wyrok”, który wielu uznawało za polityczne samobójstwo. A jednak Finlandia przetrwała, umiejętnie lawirując między Moskwą a Zachodem, aż stopniowo zakotwiczyła się w świecie demokracji i dobrobytu, a dziś jest członkiem UE i NATO.

    Prezydent Finlandii Alexander Stubb, którego ojciec jako dziecko musiał opuścić rodzinny dom w Karelii, używa tej historii jako punktu odniesienia: „W 1944 roku znaleźliśmy rozwiązanie. Jestem pewien, że w 2025 roku Ukraina również znajdzie drogę do sprawiedliwego pokoju”.

    Różnica jest jednak zasadnicza: Finlandia była wtedy osamotniona, podczas gdy Ukraina ma za sobą niemal całą Europę i USA. Laurén przypomina, że w 1944 roku nawet Szwecja – najbliższy sąsiad – apelowała do Finów o kapitulację i powściągliwość, a Churchill wprost stwierdzał, że warunki muszą odpowiadać Stalinowi.

    Ale ta historia ma dla mnie także osobisty i kulturowy wymiar. Kiedy Tove Jansson w latach 50. pracowała nad malowidłem ołtarzowym w kościele w Teuvie, w tej miejscowości mieszkali uchodźcy z Karelii. Przywieźli ze sobą dzwon z opuszczonego kościoła w swojej ojczyźnie — symbol ciągłości mimo wygnania. Zapomina się dziś, że para Muminków idących przez ciemny las na okładce pierwszej książki Jansson z 1945 roku mogła Finom przypominać właśnie o uchodźcach z Karelii, o doświadczeniu utraty domu i konieczności zaczynania od nowa.

    Artykuł Laurén kończy się przesłaniem: droga do pokoju będzie bolesna, ale nawet w sytuacji pozornie beznadziejnej możliwe jest przetrwanie i odbudowa. To nadzieja, którą Finlandia – i jej literatura – mogą podarować dziś Ukrainie.

  • Kanonizacja kultury w Szwecji? Pippi jednak rządzi — choć w dziwnym czasami kontekście „latającego Jakuba”

    Kanonizacja kultury w Szwecji? Pippi jednak rządzi — choć w dziwnym czasami kontekście „latającego Jakuba”

    Pippi jest, ale nie ma Abby. Jest „latający Jakub”, (zob. przepis na końcu tego tekstu) ale nie ma słynnego kwaszonego śledzia czy słynnych szwedzkich klopsików mięsnych, albo last but not least — fiki jako instytucji społecznej związanej z jedzeniem i piciem.

    Prof. Lars Trägårdh (historyk) — przewodniczący rządowego Komitetu ds. Kanonu Kulturowego („Kommittén En kulturkanon för Sverige”) za Sveriges Television

    Szwedzki kanon kultury — most czy mur?
    Jest! Po dwóch latach intensywnych prac specjalny komitet w Szwecji zaprezentował dziś na Uniwersytecie w Uppsali swój kulturowy kanon (w historycznej sali Muzeum tego Uniwersytetu). To lista 100 artefaktów — dzieł, symboli i zjawisk — które, zdaniem władz, każdy Szwed powinien znać, by zrozumieć i umocnić swoją tożsamość. Na liście znalazły się kultowe pozycje, takie jak „Pippi Långstrump” czy „Utvandrarna”, poezja Bellmana, a także elementy codziennego życia — popularne danie „Flygande Jacob” czy powszechne prawo dostępu każdego do natury, czyli allemansrätten.
    Na pierwszy rzut oka, to ambitny projekt mający na celu stworzenie wspólnej kulturowej przestrzeni. Jednak w szwedzkim kontekście jego ogłoszenie wywołało burzę, a debata o tym, co tak naprawdę jest esencją szwedzkiej tożsamości, wciąż trwa.

    Komentatorzy wyrażają często zdziwienie pod tytułem „czego tutaj brakuje”. Ale nie tylko.

    Kontrowersje i oskarżenia
    Choć intencje wydają się słuszne, proces tworzenia kanonu spotkał się z ogromną krytyką. Już sama rezygnacja jednej z członkiń komitetu, Marlen Eskander, była sygnałem, że coś jest nie tak. Zarzuciła ona projektowi subiektywność i brak równowagi. (Na 12 dodatkowych ekspertów komitetu ds kanonu 8 to mężczyźni, co na standardy Szwecji jest dużą dysproporcją) Również zewnętrzne instytucje, w tym prestiżowa Szwedzka Akademia oraz partia Socjaldemokraci, krytykują listę za brak inkluzywności i pomijanie perspektyw mniejszości narodowych. Co więcej, wypowiedzi przewodniczącego komitetu, historyka Larsa Trägårdha, na temat „braku przywilejów dla tornedalingów czy fanów bandy” zostały odebrane jako lekceważenie specyfiki niektórych grup, a nawet sprzeczność z zasadami dialogu.
    Wiele pytań wzbudziły też powiązania komitetu z konserwatywną Ax:son Johnson-stiftelse. Krytycy twierdzą, że ideologiczna motywacja projektu jest zbyt silna, a sam kanon to jedynie „potemkinowska fasada”, mająca odwrócić uwagę od realnych problemów sektora kultury, takich jak cięcia w budżecie czy ograniczanie wsparcia dla instytucji. Malarz Carl Johan De Geer dosadnie określił projekt jako „idiotyczny”, twierdząc, że kultury nie da się sprowadzić do sztywnej listy.


    Jak to wygląda w innych krajach?
    Szwedzki kanon nie jest pierwszym tego typu projektem w regionie. Warto przyjrzeć się, jak podeszli do tego inni.

    Dania stworzyła swój kanon w 2006 roku. Był on jednak znacznie bardziej ograniczony, koncentrując się głównie na liście 14 pisarzy (z czego tylko jedna była kobietą!). Co ciekawe, w tym roku rząd duński zapowiedział jego aktualizację, aby poprawić równowagę płciową, co pokazuje, że społeczne oczekiwania się zmieniają.

    Holandia poszła w zupełnie innym kierunku. Ich kanon, zmieniony w 2020 roku po głośnych debatach na temat kolonialnej historii i migracji, jest znacznie bardziej inkluzywny i otwarty na krytyczną refleksję. To bardziej holistyczne podejście, które stara się nie tylko pokazać historyczne osiągnięcia, ale też zmierzyć się z trudnymi aspektami narodowej tożsamości.

    Podsumowanie
    Szwecja dołącza do grona krajów z oficjalnym kanonem kultury, ale robi to w atmosferze pełnej napięcia i kontrowersji. Podczas gdy Duńczycy skupili się na liście literackiej, a Holendrzy na otwartym i inkluzywnym podejściu kulturowym, Szwedzi postawili na symboliczny zbiór, który, choć ma łączyć, na razie głównie dzieli.
    Czy szwedzki kanon stanie się rzeczywistym punktem odniesienia dla edukacji i tożsamości? Czy będzie postrzegany jako most, który zbliży do siebie różnych Szwedów, czy raczej jako mur, który oddzieli od siebie tych o różnych poglądach i dziedzictwach? Odpowiedź na to pytanie przyniesie czas i reakcja samych Szwedów — tych, którzy tę kulturę tworzą i tych, którzy będą z niej korzystać.
    Jak myślicie, czy w Polsce taki projekt byłby możliwy do zrealizowania bez podobnych kontrowersji?

    Historią sporów o kanon na świecie jest długa. Głównym motorem sporów o kanon kulturowy w USA, zwanych też „wojnami kulturowymi” z lat 80. i 90. XX wieku, była postać i praca E.D. Hirscha. Jego książka „Cultural Literacy: What Every American Needs to Know” z 1987 r. wywołała ogólnonarodową debatę na temat edukacji i tożsamości.
    E.D. Hirsch i jego argumentacja
    Hirsch, profesor literatury, argumentował, że spadek wyników w czytaniu i ogólnej wiedzy wśród amerykańskiej młodzieży wynika z braku wspólnego, podstawowego zestawu wiedzy kulturowej. Uważał, że aby w pełni rozumieć teksty i efektywnie funkcjonować w społeczeństwie, ludzie muszą znać pewien wspólny kanon, składający się z ok. 5000 terminów, pojęć i nazwisk.
    Jego teza była prosta: czytanie to nie tylko techniczna umiejętność, ale także proces, który wymaga wiedzy kontekstowej. Bez niej, nawet proste zdania mogą być niezrozumiałe. Hirsch twierdził, że tradycyjny pluralizm w amerykańskiej edukacji, który zrezygnował z jednolitego, opartego na treściach programu nauczania, osłabił spójność kulturową i utrudnił uczniom, zwłaszcza tym z mniej uprzywilejowanych środowisk, osiągnięcie „kulturowej kompetencji”.
    Główne punkty krytyki i kontrowersje
    Książka Hirscha wywołała natychmiastową i ostrą reakcję. Krytyka skupiła się na kilku kluczowych obszarach:

    Brak inkluzywności: Największy zarzut dotyczył tego, że proponowany przez Hirscha kanon był silnie zorientowany na kulturę eurocentryczną i „białych, martwych mężczyzn” (ang. dead white men). Krytycy, w tym zwolennicy ruchów multikulturowych, twierdzili, że taka lista ignoruje wkład mniejszości narodowych, kobiet i innych marginalizowanych grup, co jest sprzeczne z ideałami różnorodności w pluralistycznym społeczeństwie amerykańskim.

    Redukcjonizm: Projekt Hirscha był oskarżany o sprowadzanie kultury do prostej, encyklopedycznej listy faktów do zapamiętania. Wielu uważało, że kultura jest dynamicznym, żywym zjawiskiem, a nie statycznym zbiorem terminów.

    Ideologiczne podłoże: Choć sam Hirsch uważał się za liberała, jego praca została szybko przejęta przez konserwatystów, którzy widzieli w niej oręż do walki z pluralizmem i „wrogim” ich zdaniem, multikulturalizmem w szkołach. To spolaryzowało debatę, przekształcając ją z dyskusji o edukacji w otwartą wojnę polityczną.
    Kontekst „wojen kulturowych”
    Spory wokół Hirscha idealnie wpisały się w szerszy kontekst „wojen kulturowych” w USA, które charakteryzowały się głębokimi podziałami ideologicznymi. Debaty na uniwersytetach, takie jak spór o kurs „kultury zachodniej” na Uniwersytecie Stanforda, koncentrowały się na pytaniu: czy uniwersytety powinny uczyć uniwersalnych wartości i tradycji zachodniej, czy też powinny w równym stopniu uwzględniać perspektywy i osiągnięcia kultur niezachodnich oraz mniejszości?
    Propozycja Hirscha, mająca na celu stworzenie jednolitego fundamentu dla narodu, stała się zatem punktem zapalnym w sporze o to, jak zdefiniować tożsamość amerykańską w obliczu zmieniającej się demografii i postulatów ruchów społecznych. Chodziło o to, czy USA są „tyglem” (ang. melting pot), w którym różne kultury stapiają się w jedną, czy „mozaiką” (ang. salad bowl), w której zachowują swoją odrębność, tworząc razem spójną całość.

    Pełna lista Kanonu za Sveriges Radio.

    Oto polska wersja listy szwedzkiego kanonu kultury

    Szwedzki kanon kultury
    Literatura, proza:

    • „Det går an” (Da się) autorstwa Carla Jonasa Love Almqvista.
    • „Giftas (Äktenskapshistorier 1–2)” (Ożenek / Historie małżeńskie) autorstwa Augusta Strindberga.
    • „Gösta Berlings saga” autorstwa Selmy Lagerlöf.
    • „Muittalus sámid birra. En bok om lapparnas liv” (Książka o życiu Lapończyków) autorstwa Johana Turi.
    • „Kallocain” autorstwa Karin Boye.
    • „Pippi Långstrump” (Pippi Pończoszanka) autorstwa Astrid Lindgren.
    • „Utvandrarna” (Emigranci) autorstwa Vilhelma Moberga.
    • „Katitzi” autorstwa Katariny Taikon.
    • „Den vedervärdige mannen från Säffle” (Obrzydliwy człowiek z Säffle) autorstwa Maj Sjöwall i Pera Wahlöö.
      Literatura, wiersze – zebrane w antologii:
    • „Skulle jag sörja, då vore jag tokot” (Gdybym się smucił, byłbym głupcem) z „Helicons blomster” autorstwa Lasse Lucidora.
    • „Drick ur ditt glas, se Döden på dig väntar” (Wypij ze swego kielicha, spójrz, Śmierć na ciebie czeka), Fredmans epistel nr 30 z „Fredmans epistlar” autorstwa Carla Michaela Bellmana.
    • „Några ord till min k. dotter, ifall jag hade någon, 1–33” (Kilka słów do mojej drogiej córki, gdybym jakąś miał) z „Skaldeförsök” autorstwa Anny Marii Lenngren.
    • „Vän! I förödelsens stund” (Przyjacielu! W chwili zguby) autorstwa Erika Johana Stagneliusa.
    • „Triumf att finnas till” (Triumf istnienia) z „Septemberlyran” autorstwa Edith Södergran.
    • „Det är vackrast när det skymmer” (Najpiękniej jest, gdy się ściemnia) z „Kaos” autorstwa Pera Lagerkvista.
    • „Stjärnorna kvittar det lika” (Gwiazdom to wszystko jedno) z „En döddansares visor” autorstwa Nilsa Ferlina.
    • „Eufori” (Euforia) z „Färjesång” autorstwa Gunnara Ekelöfa.
    • „Den halvfärdiga himlen” (Niedokończone niebo) z „Den halvfärdiga himlen” autorstwa Tomasa Tranströmera.
    • „Äktenskapsfrågan I–II” (Kwestia małżeństwa) z „Husfrid” autorstwa Sonji Åkesson.
      Sztuka wizualna i wzornictwo:
    • Malowidła wapienne w kościele w Härkeberga autorstwa Albertusa Pictora.
    • Zamek Gripsholm z państwową kolekcją portretów.
    • Autoportret z alegoriami autorstwa Davida Klöckera Ehrenstrahla.
    • Pałac Królewski w Sztokholmie autorstwa Nicodemusa Tessina Młodszego i Carla Hårlemana.
    • „Nordisk sommarkväll” (Nordycki letni wieczór) autorstwa Richarda Berga.
    • Lilla Hyttnäs, Sundborn, domostwo Karin i Carla Larssonów.
    • „Målningarna till templet” (Obrazy do świątyni) autorstwa Hilmy af Klint.
    • „Tomtebobarnen” (Dzieci elfów) autorstwa Elsy Beskow.
    • Sztokholmski Ratusz autorstwa Ragnara Östberga.
    • „Sitting… Six months later. Version A” autorstwa Öyvinda Fahlströma.
      Muzyka:
    • „Drottningholmsmusiken” (Muzyka z Drottningholm) autorstwa Johana Helmicha Romana.
    • „Sjung med oss mamma” (Mamo, śpiewaj z nami), zeszyt pierwszy, autorstwa Alice Tegnér.
    • „Midsommarvaka, svensk rapsodi nr 1 för stor orkester, op 19” (Wigilijna noc Świętojańska, rapsodia szwedzka nr 1 na orkiestrę, op. 19) autorstwa Hugo Alfvéna.
    • Trzy nagrania z ludowym skrzypkiem Hjortem Andersem Olssonem.
    • „Flyttningssång” (Pieśń o przeprowadzce) i „Till kåtan och hemmet” (Do szałasu i domu) autorstwa Larsa Sikku, Fridy Johansson.
    • „Calle Schewens vals” (Walc Callego Schewena) i „Möte i monsunen” (Spotkanie w monsunie) autorstwa Everta Taube.
    • „Förklädd gud, op 24” (Bóg przebrany, op. 24) autorstwa Larsa-Erika Larssona.
    • „Aniara” autorstwa Karla-Birgera Blomdahla.
    • „Jazz på svenska” (Jazz po szwedzku) autorstwa Jana Johanssona.
    • Symfonia nr 7 autorstwa Allana Petterssona.
      Film i sztuki sceniczne:
    • Teatr Pałacowy w Drottningholm autorstwa Carla Fredrika Adelcrantza.
    • „Lejonets unge” (Lwiątko) w Teatrze w Sundsvall autorstwa Fridy Stéenhoff.
    • „Ett drömspel” (Gra snów) autorstwa Augusta Strindberga.
    • „Körkarlen” (Woźnica) autorstwa Victora Sjöströma.
    • „Gullregn” (Złoty deszcz) z kupletem „Den ökända hästen från Troja” (Niechlubny koń z Troi) autorstwa Karla-Gerharda.
    • „Fröken Julie” (Panna Julia) autorstwa Birgit Cullberg.
    • „Det sjunde inseglet” (Siódma pieczęć) autorstwa Ingmara Bergmana.
    • „Dom kallar oss mods” (Nazywają nas modami) autorstwa Stefana Jarla i Jana Lindqvista.
    • „Fars lille påg” (Tatuśkowe małe chłopię) autorstwa Franza Arnolda, Ernsta Bacha i Nilsa Poppe.
    • „Medeas barn” (Dzieci Medei) w teatrze Unga Klara, autorzy: Suzanne Osten i Per Lysander.
      Nauka i literatura faktu:
    • „Heliga Birgittas uppenbarelser” (Objawienia świętej Brygidy) autorstwa świętej Brygidy Szwedzkiej.
    • „Historia o narodach północnych” autorstwa Olausa Magnusa.
    • „Christinas självbiografi” (Autobiografia Krystyny) autorstwa królowej Krystyny.
    • „Lappländsk resa” (Podróż do Laponii) autorstwa Carla von Linné.
    • „Drömbok” (Księga snów) autorstwa Emanuela Swedenborga.
    • „Fädernas gudasaga” (Saga bogów ojców) autorstwa Viktora Rydberga.
    • „Svenska folkets underbara öden” (Wspaniałe losy narodu szwedzkiego) autorstwa Carla Grimberga.
    • „Barnets århundrade” (Stulecie dziecka) autorstwa Ellen Key.
    • „Kris i befolkningsfrågan” (Kryzys demograficzny) autorstwa Alvy i Gunnara Myrdala.
    • „Vägmärken” (Drogowskazy) autorstwa Daga Hammarskjölda.
      Prawo i sprawiedliwość:
    • „Magnus Erikssons landslag” (Prawo ziemskie Magnusa Erikssona) autorstwa króla Magnusa Erikssona.
    • Prawo z 1734 r. (1734 års lag).
    • Ustawa o wolności prasy z 1766 r. (1766 års tryckfrihetsförordning).
    • Zasada jawności (Offentlighetsprincipen).
    • Forma rządu z 1809 r. (1809 års regeringsform).
    • Kodeks procedury sądowej (Rättegångsbalken).
    • Konwencja Europejska (Europakonventionen).
    • Kodeks karny (Brottsbalken).
    • Forma rządu z 1974 r. (1974 års regeringsform).
    • Allemansrätten (Prawo do korzystania z natury).
      Religia:
    • Kościół w Husaby.
    • Klasztor w Vadstenie, święta Brygida.
    • „Horologium Mirabile Lundense” (Cudowny zegar z Lund), prawdopodobnie autorstwa Nicolausa Lilienvelda i innych.
    • Malmöpsalmboken (Księga psalmów z Malmö) autorstwa Christierna Pedersena.
    • Biblia Gustawa Wazy (Gustav Vasas bibel), szwedzkie tłumaczenie prawdopodobnie autorstwa Olausa Petri, Laurentiusa Andreae, Laurentiusa Petri i innych.
    • Konwentikelplakatet (zakaz zgromadzeń religijnych poza kościołem).
    • Synagoga w Marstrandzie.
    • „O store Gud” (O, wielki Boże) autorstwa Carla Boberga.
    • Decyzja Zgromadzenia Kościoła Szwedzkiego o otwarciu posługi kapłańskiej dla mężczyzn i kobiet.
    • „Nattvardsgästerna” (Goście Wieczerzy Pańskiej) autorstwa Ingmara Bergmana.
      Gospodarka:
    • Kopalnia miedzi w Falun (Falu koppargruva).
    • Bank Riksbanken (bank państwowy).
    • Storskiftet (wielka reforma gruntowa).
    • Ustawa o wolności handlu (Näringsfrihetsförordningen) autorstwa Johana Augusta Gripenstedta.
    • Krajobraz przemysłowy w Norrköping, autorzy m.in. Carl Theodor Malm i Theodor Glosemeyer.
    • Elektrownia Harsprånget na rzece Lule älv.
    • Reforma emerytur powszechnych (Folkpensionsreformen).
    • Układ z Saltsjöbaden (Saltsjöbadsavtalet), porozumienie między związkami zawodowymi a pracodawcami.
    • IKEA w Älmhult, Ingvar Kamprad.
    • Podatek od małżeństw (Särbeskattningen av makar).
      Wynalazki:
    • Maszyna powietrzna i ognista (Luft- och eldmaskin) autorstwa Mårtena Triewalda.
    • „Systema naturae” autorstwa Carla von Linné.
    • Komisja ds. Tabel (Tabellkommissionen) autorstwa Pehra Wargentina.
    • Piec kaflowy (Kakelugnen) autorstwa Fredrika Wrede i Carla Johana Cronstedta.
    • Rzecznik Sprawiedliwości (Justitieombudsmannen), pomysł Hansa Järty i stanu chłopskiego.
    • Kanał Göta (Göta kanal) autorstwa Baltzara von Platen.
    • Nagroda Nobla autorstwa Alfreda Nobla.
    • Łożysko kulkowe sferyczne autorstwa Svena Wingquista.
    • Samolot Viggen, Saab.
    • Urlop ojcowski (Pappaledigheten).
      Sfera publiczna:
    • Gustavianum w Uppsali, autorzy: Gustaw II Adolf i Olof Rudbäck Starszy.
    • Forma rządu z 1634 r. autorstwa Axela Oxenstierny.
    • Kodycyl Lapoński (Lappkodicillen), porozumienie między państwem szwedzkim i norweskim.
    • Słownik Szwedzkiej Akademii (Svenska Akademiens ordbok), Gustaw III.
    • „Czytanka dla szkoły powszechnej” (Läsebok för folkskolan) autorstwa wydawnictwa Norstedts i Fredrika Ferdinanda Carlssona.
    • Budynek Riksdagu (parlamentu) autorstwa Helgo Zettervalla i Arona Johanssona.
    • Brunnsviks folkhögskola (szkoła ludowa) autorstwa Karla-Erika Forsslunda.
    • Bieg narciarski Vasaloppet, Anders Pers i IFK Mora.
    • Mowa o domostwie ludowym (Folkhemstal) autorstwa Pera Albina Hanssona.
    • Dom Radiowy (Radiohuset) autorstwa Erika Ahnborg i Sune Lindströma.

    Ps. Oto klasyczny przepis na Flygande Jakob oraz jego wersja wegetariańska – tak, by każdy mógł spróbować tego szwedzkiego klasyka z lat 70.

    🇸🇪 Flygande Jakob – przepis klasyczny

    📝 Składniki (na 4 porcje):

    500 g ugotowanego lub pieczonego kurczaka (np. z udek lub piersi, pokrojony na kawałki) 140 g boczku (pokrojony w paski lub kostkę) 2 banany (dojrzałe, ale nie przejrzałe, pokrojone w plasterki) 2 dl (200 ml) śmietany 36% 3 łyżki ketchupu 1 szczypta chili w proszku lub sos chili (opcjonalnie) 1 garść prażonych solonych orzeszków ziemnych Ryż do podania (np. jaśminowy lub basmati)

    🔪 Sposób przygotowania:

    Rozgrzej piekarnik do 225°C. Podsmaż boczek na patelni, aż będzie chrupiący. Odstaw na ręcznik papierowy. W naczyniu do zapiekania ułóż warstwami: kurczaka, plasterki banana, chrupiący boczek. W osobnej misce wymieszaj śmietanę z ketchupem i chili (jeśli używasz). Polej sosem zawartość naczynia. Posyp orzeszkami ziemnymi (można też dodać dopiero po zapieczeniu, jeśli chcesz, by były bardziej chrupiące). Zapiekaj przez około 20 minut – aż sos się zrumieni i zacznie bulgotać. Podawaj z ugotowanym ryżem.

    🌱 Flygande Jakob – wersja wegetariańska

    📝 Składniki (na 4 porcje):

    500 g wegetariańskiego “kurczaka” (np. z soi, grochu lub tofu wędzone) 2 banany (pokrojone w plasterki) 1 mała cebula (opcjonalnie) 2 dl śmietany roślinnej (np. owsiana, sojowa) 3 łyżki ketchupu 1 szczypta chili (opcjonalnie) 140 g wegańskiego “bekonu” lub podsmażonej wędzonej papryki z cebulą 1 garść prażonych orzeszków ziemnych (sprawdź, czy nie zawierają miodu) Ryż do podania

    🔪 Sposób przygotowania:

    Podsmaż cebulę i wegański “bekon” lub zamiennik boczku – np. paski wędzonego tofu z papryką wędzoną. W naczyniu do zapiekania ułóż warstwami: “kurczaka” roślinnego, banany, podsmażoną cebulę i tofu/bekon. Wymieszaj śmietanę roślinną z ketchupem i chili. Zalej wszystko sosem, posyp orzeszkami (lub dodaj je po zapieczeniu). Piecz w 225°C przez 20 minut. Podawaj z ryżem.