Tag: Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego

  • Nowy „Miś”

    Nowy „Miś”

    Przypięty, wyróżniony twitt Ministra Czarnka (stan z dnia 5 marca 2022, godz. 21:00, twitt z 4 marca

    Rozumiem, że tekst ostatniego ćwierka ministra Czarnka miał się zmieścić na zdjęciu z misiem, zatem musiał być to bardzo krótki akapit.

    Idzie to tak, wczytajmy się proszę, spijajmy ten miód: „Chcę zapewnić dzieci w całej Polsce, jesteśmy bezpieczni, możemy śmiało chodzić do polskich szkół, jest to zorganizowane bardzo dobrze. Jednocześnie jesteśmy członkami najpotężniejszego w dziejach świata sojuszu NATO i nic nam nie grozi.”

    Podmiot mówi do dzieci, zatem musi się do nich zniżyć. Prześwietny gest wielkiego pedagoga! Zapewnia, daje bezpieczeństwo, utożsamia się z maluczkimi, wręcza misia, porządek w Polsce panuje… a jednocześnie moc — ta najpotężniejsza — jest z nami!!! Chwała ministrowi, chwała bohaterom! Przecież to minister Czarnek załatwił to NATO, nie?

    Tylko że pierwsze zdanie wielokrotnie złożone jakby trochę niegramatycznie… „jest to zorganizowane bardzo dobrze” może się odnosić do 1) zapewniania ministra; 2) śmiałego chodzenia do szkół, polskich, a jakże, narodowych; 3) bycia bezpiecznymi…. „To powiedziane jest bardzo dobrze…”, niczym siedmio- czy ośmiolatek byłby może powiedział… ale na Twitterze są takie dzieci?

    Nie ma dzieci na Twitterze? Ale minister mówi do dzieci Twittera… uspokaja je, te zagubione, zaniepokojone dzieci Twittera.

    Szkoda, że nie pisze do tych aktywnych uczestników dyskursu społecznego, jak zorganizować szkoły z nowymi uczniami z Ukrainy. Szkoda, że nie podaje się do dymisji.

    Gdyby któryś student napisał w pracy pisemnej taką konstrukcję… byłby musiał mocno się postarać, żebym poprawił mu ocenę.

    Minister może wszystko… kto bogatemu zabroni…

    Minister ma klawe życie!

  • Patriotyczne wychowanie a kompetencje przyszłości

    Patriotyczne wychowanie a kompetencje przyszłości

    Odbyło się posiedzenie podkomisji jakości kształcenia Komisji Edukacji i Nauki Sejmu. Patriotyczne wychowanie a kompetencje przyszłości

    Drabina edukacji

    6 lutego 2021 r. (piątek) o g. 10.00. odbyło się w Sejmie RP posiedzenie Podkomisji stałej do spraw jakości kształcenia i wychowania Komisji Edukacji i Nauki. Posiedzenie prowadzone było hybrydowo, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej umożliwiających porozumiewanie się na odległość.

    W porządku dziennym były tylko 2 punkty:

    Porządek dzienny:

    I. Rozpatrzenie Informacji Ministra Edukacji i Nauki na temat kształtowania postaw patriotycznych i obywatelskich w podstawach programowych, ze szczególnym uwzględnieniem nauczania historii i wiedzy o społeczeństwie.

    II. Rozpatrzenie Informacji Ministra Edukacji i Nauki na temat działań w zakresie rozwoju kompetencji uczniów.

    W posiedzeniu uczestniczyli nie tylko posłowie Katarzyna Lubnauer (bardzo aktywna przewodnicząca komisji), Piotr Borys, Barbara Nowacka i Krystyna Szumilas, ale także strona obywatelsko-ekspercka:

    Marek Gumkowski, Otwarta Rzeczpospolita – Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii, 

    Finka Heynemann, Grupa Ponton,

    Iga Kazimierczyk, Fundacja Przestrzeń dla Edukacji,

    Antonina Lewandowska, Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, federa@astra.org.pl

    Mirosław Michalski, Stowarzyszenie KOD,

    Alicja Pacewicz, Fundacja Szkoła z Klasą,

    Elżbieta Piotrowska-Albin, Fundacja Edukacji Prawnej „Iustitia”,

    Magdalena Plewowska-Semik, Fundacja im. Bronisława Geremka,

    Elżbieta Czyż, Helsińska Fundacja Praw Człowieka,

    Jarosław Płuciennik, Uniwersytet Łódzki,

    Róża Rzeplińska, Stowarzyszenie 61

    Piotr Szafraniec, Stowarzyszenie KOD,

    Jędrzej Witkowski, Centrum Edukacji Obywatelskiej,

    Mateusz Wojcieszak, Fundacja Pole Dialogu,

    Damian Wutke, Otwarta Rzeczpospolita – Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii.

    Kilka słów należy poświęcić kuriozalnym elementów przesłanych wcześniej informacji:

    Na przykład jako innowacyjne są przedstawiane takie projekty:

    „W 2020 w r. uzupełniono projekt edukacyjny Ministra Edukacji Narodowej „Godność, wolność, niepodległość” na lata 2018-2020 o zadanie związane z dziedzictwem kulturowym Jana Pawła II.

    Pomnik Jana Pawła II

    Na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej, w ramach uzupełnienia projektu edukacyjnego Ministra Edukacji Narodowej „Godność, wolność, niepodległość” na lata 2018-2020, Ośrodek Rozwoju Edukacji opracował i zaimplementował na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej dodatkowy moduł gry edukacyjnej “Godność, wolność i niepodległość” pn. ”Dziedzictwo kulturowe Jana Pawła II”, powstały w związku z 100. rocznicą urodzin Jana Pawła II. Istotą gry są zawarte w niej misje powstałe w oparciu o biografię Wielkiego Polaka Jana Pawła II. Konstrukcja gry, podobnie jak w pierwszym module, podzielona jest na trzy etapy edukacyjne i składa się z 18 misji 1) Klasy I-III Szkoły podstawowej, misje:

    − “Dziedziństwo Karola”

    − “Szkolne lata Karola”

    − “Rodzinne spotkania”

    − “Zainteresowania Jana Pawła II”

    − Habemus Papam”

    − “Polska Jana Pawła II”

    2) Klasy IV -VIII Szkoły podstawowej, misje:

    − “Karol Wojtyła -aktor i orator”

    − “Droga Karola Wojtyły z Wadowic do Watykanu”

    − “Miasta Papieża Jana Pawła “

    − “ Pontyfikat Jana Pawła II”

    − “ Papież świadkiem historii”

    − “Papież w anegdocie”

    3) Szkoły ponadpodstawowe, misje:

    − “Papież a Polacy pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny do 1989 r”

    − “Papież a Polacy pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny po 1989 r”

    − “Przyjaźnie Jana Pawła II. Wizyty w Watykanie i Castel Gandolfo”

    − “Duchowe filary polskiego Kościoła w XX w.”

    − “Papież a młodzi – Światowe Dni Młodzieży”

    − “Biblioteka Jana Pawła II. Spotkanie z twórczością Papieża.”

    W drugim dokumencie kuriozalne jest na przykład zawężanie innowacyjności do informatyki:

    „Zmiany, które zapewniły uznanie Polski przez edukacyjne środowisko międzynarodowe za lidera w zakresie innowacyjnego podejścia do nauczania są szczególnie widoczne w przypadku informatyki. Od roku szkolnego 2017/2018:

    • nauka szeroko rozumianego programowania jest obowiązkowa od klasy I szkoły podstawowej;

    • zwiększona została liczba godzin informatyki (o 70 godzin w całym okresie kształcenia);

    • zajęcia informatyki, realizowane w szkołach wg nowych programów nauczania, służą rozwijaniu myślenia komputacyjnego* (ang. computational thinking), czyli przygotowaniu uczniów do rozwiązywania problemów z różnych dziedzin życia/gospodarki/nauki przy świadomym i bezpiecznym wykorzystaniu metod i narzędzi, w jakie wyposaża informatyka;

    • w myśl nowej podstawy programowej informatyka ma być przedmiotem pomocnym wszystkim przedmiotom i całej szkole w kształtowaniu umiejętności rozumowania, analizowania i rozwiazywaniu problemów.”

    Kreatywność i krytyczne myślenie to trudne pojęcia

    To są tylko przykłady dwóch cytatów, ale takich kwiatków jest więcej. Uderza w tym wszystkim brak całościowej wizji, w której wychowanie patriotyczne i historyczne łączyłyby się z jednej strony z kompetencjami społecznymi ważnymi dla współczesności, europejskiej i światowej, jak i brak wizji integrującej, jak te kluczowe kompetencje mają się do kompetencji ważnych dla szkolnictwa wyższego. A przecież złączono niedawno ministerstwo Edukacji i Nauki i coś z tego wynikać powinno. Innymi słowy: w jaki sposób rocznicowe akademie oraz wycieczki patriotyczne na kresy mają kształtować kluczowe kompetencje przyszłości potrzebne na uczelniach wyższych? Chodziłoby o takie kompetencje jak kreatywne myślenie, krytycyzm jako podstawa postawy obywatelskiej, umiejętność kooperacji w grupie wielokulturowej, przyjmowania w grupie różnych funkcji.

    W odpowiedzi ministerstwo zawęziło ponownie krytyczne myślenie do kontekstu korzystania z informacji na informatyce. Zagadnienia tak istotne dla współczesności jak fake newsy czy post-prawda zostały zmarginalizowane do zagadnień informatycznych, jak korzystać z przeszukiwania w internecie.

    A co z historią? Z WOŚP? Z językiem polskim? Czy tam to można mówić: „Słowacki wielkim poetą był?”, a „Dmowski i Piłsudski byli wielkimi postaciami historycznymi” i nic więcej?

    Koncepcja krytycznego myślenia – bardzo skomplikowana

    Umiejętność pracy w grupie, różnych grupach, nowych grupach była kiedyś wspierana przez gimnazja, przez które także wspierano mobilność nie tylko przestrzenną, ale także mobilność społeczną, z awansem społecznym. Eksperci społeczni wskazywali na braki w projektach ministerialnych elementów wychowania obywatelskiego, nauki tolerancji, empatii, pracy w grupie w różnych rolach społecznych. Dużą troską napawały braki ministerialnej refleksji nad wykluczeniem społecznym (także cyfrowym), agresją czy nierównością.

    Praca zespołowa też jest trudna

    Spośród ekspertów społecznych z Łodzi głos zabierali Jarosław Płuciennik i Mirek Michalski.

    Jarosław Płuciennik i Mirosław Michalski

    Autorzy podczas posiedzenia komisji – zrzuty ekranu
  • Awans ministra Czarnka, studiów pornograficznych i TKM

    Awans ministra Czarnka, studiów pornograficznych i TKM

    Awans ministra Czarnka, studiów pornograficznych i TKM

    Kariera i jej symbol — drabina

    Daleki jestem od choroby, którą niegdyś nazwano punktozą. Zawsze starałem się publikować w miarę dobrze i w miarę często, ale tak, żeby jakość nie ucierpiała w gonitwie za ilością. I zawsze też uważałem, iż ocena jakościowa powinna uzupełniać wszelką ocenę ilościową. Oczywiście ewaluacja nauki musi mieć miejsca, nikt nie zamierza z tym dyskutować.

    Już minister Gowin wprowadził bardzo niesprawiedliwe dla polskich naukowców metody mierzenia — ewaluacji — dorobku naukowego. Tak jak i ewaluacji poszczególnym uniwersytetów. Bezduszne algorytmy, które powodują zwiększenie widoczności dorobku tych, którzy już są widoczni, mają od momentu wprowadzenia tzw. Ustawy 2.0 decydować o losie polskiej nauki. Wydawało mi się kilka lat temu, że nic gorszego od tzw. Konstytucji dla Nauki nie może nas spotkać.  Tak, tak, w nazewnictwie i dbałości o PR ministerstwo Gowina było zawsze znakomite, z jednym wyjątkiem; kiedy wymyśliło projekt konkursu pt. Inicjatywa Doskonałości Uniwersytet Badawczy, w skrócie IDUB (nie tylko wyczulone filologicznie ucho może wyłowić ten brak subtelności nazewniczej).

    Totalna wyprzedaż…

    Okazuje się jednak, że rządy ministra Czarnka są „piekielnie gorsze” (nie „o niebo lepsze”). Uznaniowość zaczęła się już pod koniec rządów Gowina, kiedy Ustawa szumnie nazywana Konstytucją miała kilkaset poprawek wrzucanych w Sejmie na ostatnim etapie legislacji. Jak można się domyślać, bubel gonił bubel, a na dodatek, większość zapisów ustawy zależała i zależy od niegotowych jeszcze w chwili uchwalania Ustawy Rozporządzeń. Z chwilą ukazania się Rozporządzenia, któremu towarzyszyła „Lista czasopism punktowanych” jako załącznik, wybuchła burza w środowisku naukowym, bo nie było w niej widać ani dbałości o jakość, ani logiki.

    Minister Czarnek wziął się więc do roboty: TKM (dla ludzi nie pamiątających historii: to był kiedyś skrót wymyślony przez Jarosława Kaczyńskiego, doktora nauk prawnych na określenie negatywnych zjawisk zauważalnych w gronie swoich członków PiS, chyba wtedy jeszcze Porozumienia Centrum braci Kaczyńskich: zjawisko pazerności i lekceważenia wszelkich standardów widoczne w powiedzeniu „Teraz k…. my”). Otóż nie dziwi, że minister Czarnek zadbał o swoją macierzystą uczelnię KUL i awansował sporo czasopism z tej uczelni. W jednym nawet mam swoją publikację, jest to istniejący od 1988 r. Ethos. Kwartalnik Instytutu Jana Pawła II KUL, który awansował z 20 punktów do 70 (gratuluję kolegom redaktorom, ale Studia Norwidiana awansowały jeszcze lepiej z 20 do 100 punktów…). W tym samym czasie międzynarodowe czasopismo, którego jestem redaktorem „The Problems of Literary Genres” ma nadal 20 punktów, mimo że wielokrotnie protestowaliśmy przeciwko poniżeniu jednego z nielicznych międzynarodowych czasopism literaturoznawczych we Wschodniej Europie istniejących nieprzerwanie od 1958 r., (jego założycielką była słynna na cały świat Stefania Skwarczyńska), na jego wzór powołuje się czasopismo „Genre”, które obecnie na liście ma 100 punktów.

    Jednak zostawiając partykularyzmy (pal licho!), oto jak wygląda wedle wyliczeń mojego kolegi awans i dynamika kariery naukowej samego ministra Czarnka. Skromny dorobek ministra Czarnka wedle nowej punktacji jest już znacznie mniej skromny, dynamika jest znacząca, minister awansuje w punktacji z 170 do 370 (sic!) punktów!!!

    2020

    1 )       Glosa do uchwały składu połączonych Izb: Cywilnej, Karnej oraz Pracy i Ubezpieczeń Społecznych Sądu Najwyższego z dnia 23 stycznia 2020 r., sygn. akt BSA I-4101-1/20

    [w:] PRZEGLĄD SEJMOWY

    Było 70 punktów — jest 100

    2) Spór kompetencyjny pomiędzy Sądem Najwyższym a Prezydentem RP i Sejmem RP – sygn. Kpt 1/20

    [w:] TEKA Komisji Prawniczej PAN Oddział w Lublinie

    Było 40 punktów — jest 100

    2018

    1) Reforma wymiaru sprawiedliwości a bezpieczeństwo prawne

    [w:] TEKA Komisji Prawniczej PAN Oddział w Lublinie

    Było 40 punktów — jest 100

    2) Prawo naturalne w Europie – fundament czy zapomniana rzeczywistość?

    [w:] Biuletyn Stowarzyszenia Absolwentów i Przyjaciół Wydziału Prawa Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego

    Było 20 punktów — jest 70

    Czyli razem: po staremu 170

    Po nowemu razem: 370

    Takie kuriozum jak awans czasopisma ojca Rydzyka „Fides et Ratio” z 20 na 70, to drobiazg.

    Sam uważam także, iż należy dbać o czasami niszowe zainteresowania naukowe, bo za takie uważam studia pornograficzne (Porn Studies), które awansowały z 70 do 100 punktów (tutaj także dziękuję swojemu koledze za zwrócenie uwagi na ten fakt, choć jak się okazuje, ten awans nastąpił już w grudniu 2019 r). Choć spotkało się to z czasami komicznymi komentarzami na portalach społecznościowych. Znaczenie społeczne studiów nad pornografią uważam za fundamentalne z punktu widzenia Nauk o kulturze i religii, jednak znaczenie czasopism Rydzyka i innych awansowanych przez Ministra — już znacznie mniej. Dlatego nie dziwią mnie reakcje środowiska, które zamieniają się już w memy, na przykład:

    Ewaluacja nauki — ewakuacja nauki

    Ewaluacja — s…acja

    Ale za najlepsze, bo niezwykle jednak dowcipne uznałem taki mem:

    Ewaluacja nauki czy ejakulacja nieuka — wszystko mi jedno, nie chce mi się….

    Fontanna (to nie jest fajka…)

    Oby taka reakcja nie była reakcją powszechną. Bo punktoza nie ma sensu, ale absurdy wyrównywania szans, zwłaszcza dla swoich i siebie samego — to już jest gruba nieprzyzwoitość. Kropka. Anty-etos i nieprzyzwoitość. Dwie kropki…

    PS. 12 lutego 2021 skrócony tekst ukazał się w Gazecie Wyborczej

    Teraz, k…, my. Awans ministra Przemysława Czarnka i studiów pornograficznych

    PS.2 wczoraj ukazał się także tekst oświadczenia KEN

    Ps. 3. poprawiłem literówkę oraz dodałem informację o awansie „Porn Studies” już w grudniu 2019 r.

  • Apel do Prezesa Rady Ministrów w sprawie ministra edukacji i nauki

    Apel do Prezesa Rady Ministrów w sprawie ministra edukacji i nauki

    Symbol ruchu w dół… (lic. Depositphotos)

    Donosi Gazeta Wyborcza

    Pan

                                                                                              Mateusz Morawiecki

                                                                                              Prezes Rady Ministrów

           Szanowny Panie Premierze,

    • w związku z bezprzykładnym, demonstrowanym zaledwie w ciągu dwóch tygodni od objęcia urzędu Ministra Edukacji i Nauki lekceważeniem przez pana Przemysława Czarnka prawa, w szczególności Ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym i nauce, gwarantującej wolność nauczania oraz autonomii społeczności akademickiej;
    • w związku z zapowiedziami ideologizacji procesu nauczania i kształcenia na wszystkich szczeblach;
    • w związku z gorszącymi wypowiedziami pana Czarnka, podważającymi istotę demokracji i tolerancji oraz szerzącymi nienawiść do różnych grup społecznych, a prawa człowieka określającymi mianem „idiotyzmów”;
    • w związku z bezpodstawnym obarczaniem rektorów wyższych uczelni, dyrektorów i nauczycieli szkół wszystkich szczebli odpowiedzialnością za masowy udział uczniów i studentów w protestach ulicznych wywołanych orzeczeniem Trybunału Konstytucyjnego;
    • w związku z próbami zastraszania nauczycieli solidaryzujących się z tymi protestami;
    • w związku z wyrażonym wprost zamiarem uzależnienia przyznawania uczelniom środków finansowych na inwestycje i badania od kryteriów politycznych, a nie merytorycznych;
    • w związku z tym, że nie powinno nigdy dojść do powołania na stanowisko Ministra Edukacji i Nauki człowieka, który nie ma pojęcia o właściwych zadaniach powierzonego mu urzędu

     – zwracamy się do Pana Premiera ze stanowczym apelem o natychmiastowe odwołanie pana Przemysława Czarnka z funkcji Ministra Edukacji i Nauki.

           Solidaryzujemy się ze stanowiskiem Prezydium Konferencji Rektorów Akademickich Szkół Polskich z dnia 30 października 2020 roku w sprawie aktualnej sytuacji społecznej oraz wyrażoną tam diagnozą przyczyn obecnego protestu, w przeciwieństwie do KRASP nie widzimy jednak, niestety, możliwości porozumienia i współpracy z urzędującym obecnie ministrem. W tak krótkim czasie sprawy zaszły tak daleko, że pan Czarnek musi odejść. Popieramy postulaty sformułowane przez Obywatelską Radę Pedagogiczną oraz solidaryzujemy się z nauczycielami szkół podstawowych i średnich.

                                                                           Komitet Nauk o Kulturze

                                                                           Polskiej Akademii Nauk                      

    Warszawa, 4 listopada 2020

    Apel popierają:

    Polskie Towarzystwo Kulturoznawcze

    Polskie Towarzystwo Ludoznawcze

    Polskie Towarzystwo Badań nad Filmem i Mediami

    Polskie Towarzystwo Badań Teatralnych

    Baltimore Peabody open public library (lic. Depositphotos)
  • Kaganiec dla nauki 2.0

    Kaganiec dla nauki 2.0

    Publikacja 13.02, update: 14.02.20 Prestiżowy tygodnik brytyjski specjalizujący się w szkolnictwie wyższym i nauce Times Higher Education opublikował dzisiaj obszerną relację na temat ostatnich planów nowelizacji prawa o szkolnictwie wyższym, które ogłosił minister Jarosław Gowin 30 stycznia 2020 r. Tak się złożyło, iż tego samego dnia w polskim Sejmie odbyło się posiedzenie Komisji Edukacji, Nauki i Młodzieży z udziałem ministra Gowina.

    Jak donosi Times Higher Education  w osobie redaktora Johna Morgana, polscy naukowcy zaniepokojeni są wpływami na nowe prawo ultrakatolickiej grupy Ordo Iuris, która teraz interesuje się regulacjami w prawie dotyczącym „wolności słowa” na uczelniach. Zmiany wedle naukowców w Polsce zapewnią swobodę wypowiedzi w przestrzeni publicznej na uniwersytetach radykalnym antyaborcjonistom, czy zaprzeczającym katastrofie klimatycznej. Mogę to potwierdzić, takie obawy znam z bezpośredniej komunikacji, z oświadczenia Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej i z rozlicznej korespondencji, jak również z publikacji listu otwartego Przemysława Pietrzaka czy blogów Jana Hartmana.

    Inspirator nowelizacji, fundacja Ordo Iuris, dumny jest także ze swojego niesławnego projektu, który w swoim czasie przepadł w zdominowanym przez PiS parlamencie, o całkowitym zakazie aborcji i karaniu zgwałconych matek.

    Przypomnę, że wedle ministerstwa: „W projekcie noweli Konstytucji dla Nauki wprowadzono sformułowanie „wolność wyrażania poglądów”. W związku z tym art. 3 ust. 1 ustawy po zmianach brzmi: „Podstawą systemu szkolnictwa wyższego i nauki jest wolność nauczania, wyrażania poglądów, twórczości artystycznej, badań naukowych i ogłaszania ich wyników oraz autonomia uczelni”.”

    Jarosław Płuciennik osobiście zadał na posiedzeniu Komisji EMiN pytanie ministrowi dotyczące planowanych zmian w Ustawie w art. 3. Pisałem o tym w poprzedniej publikacji w GW.

    Pytania brzmiały: Czy uczelnie i instytucje naukowe mają teraz zajmować się poglądami, czyli opiniami poszczególnych osób? W wolności poglądów nie ma nic złego, nie może być nic złego, art. 54 Konstytucji RP z 1997 r. gwarantuje wolność głoszenia poglądów Art. 54. „Zasada wolności poglądów. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.”

    Zatem jakie jest uzasadnienie wprowadzenia tych ostatnio proponowanych przez Jarosława Gowina zapisów, skoro wolność poglądów jest gwarantowana konstytucyjnie? Dlaczego minister upolitycznia debaty akademickie?

    W trakcie dyskusji poseł, którego nazwiska nie pamiętam, zadał pytanie Ministrowi, czy definicja małżeństwa będzie odwoływać się do innych niż genetyczne ustaleń dotyczących płci. Świadczyło to wymownie o próbie upolitycznienia tej sprawy.

    Przypomniałem zatem, że ministerstwo powinno mieć świadomość, iż istnieją różne nauki poza uwielbianą przez Ministra bibliometrią (mierzącą wpływ i znaczenie publikacji naukowych wskaźnikami ilościowymi) oraz genetyką, że socjologia, kulturoznawstwo, czyli nauki o kulturze i religii, jak chce ministerstwo, to także równoprawne nauki, w których akurat płeć jest konstruktem kulturowym. Istnieją różne metodologie i różne wspólnoty eksperckie w wielości nauk.

    Dlaczego zatem taka zmiana w prawie? Jakie jest uzasadnienie.

    O co zatem idzie w zmianie zaproponowanej przez ministerstwo?

    Odpowiedź ministra była bardzo arogancka: na argument o upolitycznieniu, zarzucił upolitycznianie mnie samego w tej kwestii. Rolą ministerstwa jest umożliwienie ścierania się poglądów, zaś przywołane przeze mnie jakoby „gender studies” to jak strzał kulą w płot (mówiłem o kulturowej konstrukcji płci, nie o gender studies, choć i one przecież są dziedziną wiedzy). Przy okazji Minister Gowin odniósł się do podobnych obaw wyrażonych przez posłankę Barbarę Nowacką (pytała o antyszczepionkowców i płaskoziemców i ich prawo do głoszenia poglądów na uczelniach): wg Jarosława Gowina nowelizacja jest niezbędna. Nie można zabronić głoszenia poglądów.

    Według stronniczego streszczenia „debaty” w PAP nasza wymiana wyglądała tak: „Obecny na posiedzeniu komisji prof. Jarosław Płuciennik z Uniwersytetu Łódzkiego zgłosił obawę, że projekt ma na celu upolitycznienie sytuacji na uczelniach i że może on doprowadzić do sytuacji, iż trzeba będzie się tam liczyć z poglądami nienaukowymi. Komentując jego wypowiedź, Jarosław Gowin powiedział: „zachęcam do lektury przepisów w kontekście całej ustawy. Oraz bardzo bym apelował do przedstawicieli świata naukowego, by to oni nie upolityczniali uczelni, bo takie tony w wypowiedzi pana profesora zabrzmiały” – powiedział.”

    Muszę skorygować, że ja właśnie pytałem o uzasadnienie w świetle istnienia w naszym prawie odpowiednich i wystarczających regulacji. Cytowałam także Konstytucję.

    Mogę jedynie wnioskować zatem, że wedle ministra Gowina eliminowanie z przestrzeni akademickiej poglądów np. homofobicznych (a to jest w istocie casus skandalu z dr. Ewą Budzyńską, prof. z UŚ) to jest „powrót do czasów słusznie minionych.” Warto może przypomnieć, że ustawa umożliwiająca prześladowanie homoseksualistów i innych osób z grupy LGBTQ+ jest otwarcie popierana przez reżim Putina, który podpisał specjalną ustawę w 2013 r., mającą „chronić przed gejowską propagandą”. Nie sposób też nie pamiętać, że homoseksualiści ginęli także w Auschwitz, zaś w PRL byli prześladowani i rejestrowani przez tajną policję. Na marginesie, polecam zarówno Timothy Snydera Drogi do niewolności jak i klip na YouTube Hoziera, który odwołuje się do sytuacji homoseksualistów Rosji Putina.

    Zatem stawiam pytanie: czy ministerstwo ulegając wpływom radykalnych i sekciarskich grup nacisku próbuje blokować standardy europejskie, jeśli idzie o regulacje mowy nienawiści i zasady tolerancji? Zastopować stosowanie europejskich standardów dotyczących uznania różnorodności ludzkiej oraz tolerancji dla różnych wyznań, ras oraz orientacji? Czy ministerstwo pragnie w tej sposób zamknąć możliwą krytykę przez naukowców mowy nienawiści? Czy nowelizacja Ustawy ma być ustanowieniem w uczelniach tzw. stref wolnych od LGBT?

    Trzeba bić brawo, jeśli pragnie Pan minister przejść do historii jako ten, który wprowadza getto ławkowe dla osób LGBTQ+, proszę to otwarcie powiedzieć, Panie Ministrze. Ale potem proszę nie udawać europejczyka i nie prosić o unijne pieniądze wsparcia na projekty naukowe.

    We wspomnianym materiale w Times Higher Education mgr Łukasz Bernaciński, członek Ordo Iuris, uczestnik studiów doktoranckich na Uniwersytecie Łódzkim, powiedział, że organizacja opublikowała w styczniu raport opisujący kluczowe „naruszenia” wolności słowa na polskich uczelniach w ostatnich latach. Ordo Iuris, dodawała, „sporządził projekt ustawy”, który przedstawił ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego Jarosławowi Gowinowi. Szukałem tego raportu w sieci i nie znalazłem. A może on pozostaje jedynie do użytku ministra? No bo projekt do użytku ministra został przekazany. Ale raport? Gdzie ten rzetelnie brzmiący w uszach „raport”? Proszę go upublicznić! [aktualizacja 17.02.2020, okazuje się, że faktycznie zestawienie na stronach Ordo Iuris można znaleźć tutaj, ale obejmuje ono luźne zestawienie dwudziestu siedmiu wydarzeń od 2008 r., których nie można uważać, za naruszenie wolności akademickiej, gdyż są to w swojej przeważającej większości np. odwołane wykłady na nienaukowe tematy, wcześniej zapowiadane jako współorganizowane przez jakiś instytut bądź wydział, albo odwołanie drastycznej wystawy propagandowej antyaborcjonistów].

    „Projekt spotkał się z dużym zainteresowaniem, dlatego ministerstwo postanowiło rozpocząć prace nad zmianą prawa” – kontynuował wedle THE Bernaciński. „Obecnie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opracowało projekt ustawy oparty na projekcie przedłożonym przez Instytut Ordo Iuris.”

    Członek Ordo Iuris powiedział też reporterowi THE, Johnowi Morganowi, że kontrowersje na Śląsku miały „bezpośredni wpływ” na zainteresowanie Ordo Iurisa tą kwestią. Powiedział kłamliwie, że studenci byli „oburzeni chrześcijańską koncepcją rodziny, nauczaną w oparciu o naukowe podstawy i badania”. Przecież w tych protestach i oburzeniu chodziło o coś innego: „Studenci postawili wykładowczyni kilka zarzutów: poglądy homofobiczne, dyskryminacja wyznaniowa, wypowiedzi krytyczne wobec wyborów życiowych kobiet dotyczących m.in. przerywania ciąży oraz przekazanie informacji niezgodnych ze współczesną wiedzą naukową.” (tutaj opis całej sprawy)

    Ministerstwo wypiera się wpływu na nowe prawo fanatyków. Wedle THE: „Rzecznik ministerstwa powiedział, że Ordo Iuris „nie uczestniczył w przygotowaniu projektu”, ale był „jedną z wielu organizacji i instytucji… zaproszonych do udziału w fazie otwartych konsultacji publicznych”.

    Pytam zatem publicznie, czy mogę prosić listę tych innych organizacji i instytucji publicznych zaproszonych — podkreślam tę datę — przed 30 stycznia 2020 — do udziału w konsultacjach publicznych? Czy może ta lista jest tak tajna, jak była do niedawna lista poparcia nowych członków neo-KRS?

    W artykule w THE powiedziałem redaktorowi Johnowi Morganowi, że członkowie projektowanego przez nowelizację komitetu przy ministrze byliby „jak sędziowie dyscyplinarni, którzy wprowadzą duży nacisk na naukowców, którzy będą się bać radzenia sobie z wieloma problemami, ponieważ będą bali się utraty pracy ”, i dodałem także „Jest to filozofia, którą można opisać dwoma słowami: dyscyplina i karanie”. Faktycznie obawiam się, że proponowane prawo jest sposobem „dopuszczenia wyrażania poglądów w środowisku akademickim”, potencjalnie zapewniając platformę na uniwersytetach dla tych w Kościele katolickim, którzy walczą o całkowity zakaz aborcji lub zaprzeczają zmianom klimatu.

    Jak wskazuje analiza projekt nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym wprowadza również wątpliwy i niebezpieczny system monitorowania swoiście rozumianej wolności wyrażania opinii. Ministerstwo chce utworzyć komisję specjalną: Komisję Wolności w Szkolnictwie Wyższym i Systemie Nauki. Komitet będzie się składał z 9 osób, z których 4 zostanie ogłoszone przez ministra. Resztę członków powołuje Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Parlament Studentów Rzeczypospolitej Polskiej oraz Krajowa Reprezentacja Doktorantów. Pytanie brzmi, czy taka instytucja jest potrzebna? Polska Konstytucja zapewnia wystarczające gwarancje wolności wyrażania opinii (podobnie jak w przypadku innych swobód konstytucyjnych). Mamy prawo do rzetelnego i publicznego wysłuchania każdej sprawy przed właściwym, bezstronnym i niezależnym sądem (art. 45). Zgodnie z wolnością wypowiedzi w Polsce mamy ochronę zapewnianą przez prawo cywilne (ochrona dóbr osobistych) i kodeks karny (przestępstwa zniewagi i zniesławienia). Konstytucja i ustawy gwarantują prawo do odwołania się od orzeczeń i decyzji wydanych w I instancji, a każdy ma prawo zwrócić się do Rzecznika Praw Obywatelskich o pomoc w ochronie jego wolności lub praw naruszonych przez organy władzy publicznej. Ta ochrona jest wystarczająca i odpowiednia, a wspomniane środki tworzą spójny system. Powołanie nowych komisji przez prawodawcę musi budzić wątpliwości co do jego zamiarów. Istotą wolności, w tym wolności wyrażania opinii, jej autonomii, jest jak najszerszy zakres swobów, a nie kontrola ze strony państwa. Nie ma potrzeby tworzenia takich organów jak Komisja Wolności w Szkolnictwie Wyższym i Systemie Nauki.

    Komisja ds. Nauki obradowała 2,5 godziny, przy czym większość czasu zajęły wypowiedzi ministra i wiceministrów. Mieliśmy doprawdy bardzo mało czasu, żeby zaprezentować swoje pytania w odpowiedni, racjonalny i uzasadniony sposób. Taka Komisja powinna obradować kilkanaście godzin przy udziale wielu, wielu innych podmiotów. Nie powinna stanowić listka figowego dla Ministra, który pragnie ulegać wpływowi fanatycznej organizacji społecznej (to nawet nie stowarzyszenie, tylko Fundacja założona przez inną fundację, mająca Piotra Skargę jako patrona, ale nazwą alternatywną jest dumnie brzmiący Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris). Taka debata nie jest debatą, jest ceremonialnym utrwalaniem hegemonii ministerstwa nad nauką w Polsce. Ministerstwo Nauki wprowadza kaganiec dla nauki (przypominam, że nauką w Polsce nazywa się także nauki humanistyczne i społeczne) nazywając te swoje działania troską o wolność słowa (w istocie opinii). Szkoda, że nie wynikają one z troski o wolność badań naukowych. I troski o studentów.

    PS. Nowomowa obecnego ministra jest przygnębiająca: ustawa, w której w ostatnim momencie wprowadzono kilkaset poprawek (w lipcu 2018 r.), nazywa się Konstytucją dla Nauki. Ustawa, która realizuje wizję sprzed 20 lat, to Ustawa 2.0. No i wszechobecna DOSKONAŁOŚĆ, które to słowo jest szczytem nowomowy w Public Relations. O tym także już powstały artykuły naukowe. (Włoskowicz, Wojciech. „NOWOMOWA PSEUDOMETANAUKOWA? O JĘZYKU POLSKIEJ POLITYKI NAUKOWEJ”. Poradnik Językowy, t. 10, nr 769, 2019, s. 35–47, doi:10.33896/PorJ.2019.10.3.)

    PS.2. Właśnie trwa przerwa międzysemestralna na mojej uczelni. Na Komisji Nauki w polskim Sejmie byłem obecny jako zainteresowany nauką obywatel. Społecznie. Prywatnie, choć politycznie, bo interesują mnie sprawy publiczne.

    14 lutego 2020

    Jarosław Płuciennik (prof. nauk humanistycznych, kulturoznawca, literaturoznawca, kognitywista, historyk idei)

    Anna Rakowska-Trela (dr hab. nauk prawnych, konstytucjonalistka)

    Zmieniona wersja tego wpisu została opublikowana w Gazecie Wyborczej 14.02.2020 r. TUTAJ

    Zdjęcie własne rzeźby w Sejmie na Wiejskiej… (fot. Jarosław Płuciennik)
  • Kochamy ojczyznę i język ojczysty, Panie Ministrze?

    Właśnie przedwczoraj 14 września 2019 r. ukazał się kolejny artykuł w Times Higher Education na temat negatywnych zmian społecznych przymusu publikacji w języku angielskim, tym współczesnym lingua franca.

    David Matthews pisze, że zdaniem eksperta, nomen omen, bibliometrii, który monitorował to przejście w Norwegii, uczeni z nauk humanistycznych i społecznych w Europie kontynentalnej ryzykują utratę znaczenia społecznego, jeśli nadal będą się przestawiać na angielski jako główny język publikacji profesjonalnej.

    Utrata znaczenia humanistyki i nauk społecznych w społeczeństwie to także degeneracja dla kultur narodowych i niwelacja spraw lokalnych na rzecz spraw obchodzących wyłącznie anglojęzycznych naukowców. No bo żeby napisać z sensem po angielsku, angielskie muszą być także materiały egzemplifikujące oraz konteksty eksplikacji.

    Zgodnie z badaniami przedstawionymi uczestnikom konferencji przez profesora Sivertsena, w Norwegii odsetek artykułów humanistycznych opublikowanych w języku norweskim spadł z około 65 procent w 2005 r. Do mniej niż 40 procent do 2014 r. W naukach społecznych z 55 do 30 procent.

    Warto wskazać, że wyniki badań dotyczą społeczeństwa skandynawskiego, które świetnie rozumie angielski i bardzo dobrze się nim posługuje. Ale rzecz w materiale badawczym i kontekstach eksplikacji – społeczeństwo przestaje rozumieć akademików, bo piszą o obcych im problemach i zagadnieniach.

    Żeby zatrzymać dryfowanie w kierunku wyłącznego używania języka angielskiego. Profesor Sivertsen, wskazał na samorganizację środowisk naukowych np. Na Helsińską Inicjatywę na Rzecz Wielojęzyczności w Komunikacji Naukowej, kampanię mającą na celu utrzymanie publikowania w języku lokalnym.

    Sam posługuję się w mowie i piśmie zarówno polskim, jak i angielskim i szwedzkim. Gorzej znam kilka innych języków. Ale wiem, że język ojczysty to żywa tkanka, którą trzeba chronić. Nie izolować, nie niszczyć ksenofobią i nacjonalizmami, ale język musi być rozwijany przez żywych ludzi, tych najbardziej wrażliwych i wykształconych także, aby Ci mniej wykształceni stawali się lepsi i bogatsi. Nauki społeczne i humanistyka to nie laboratoria i badania pod mikroskopem, tutaj olbrzymią rolę odgrywają czynniki kulturowe. Ja kocham język polski, a Pan Panie Ministrze Gowin?

  • Przejęcie władzy. Tylko przez kogo?

    Construction work demolishing high rise flats (źródło Depositphotos)

    Komentarz na temat najnowszej publikacji w THE o zmianach w szkolnictwie wyższym w Polsce

    David Matthews opublikował kilka dni temu analizę pt. Reformy szkolnictwa wyższego w Polsce: przejęcie władzy czy konieczna korekta? Publikacja ujrzała światło dzienne 15 sierpnia 2019 w prestiżowym brytyjskim tygodniku specjalistycznym poświęconym szkolnictwu wyższemu Times Higher Education. Obszerna i pogłębiona analiza, starająca się cytować zarówno zwolenników, jak i krytyków zmian w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce, jest wynikiem autentycznych rozmów przeprowadzonych przez Davida Matthewsa m. in. po publikacji w kwietniu niepochlebnej opinii na temat tzw. Reformy Gowina.

    Warto podkreślić, że Matthews stara się być bezstronny, a mimo to ostateczny wniosek z jego pogłębionej dziennikarskiej roboty jest pesymistyczny. Ostatecznie autor artykułu widzi groźbę sporej ideologizacji obszaru nauki i edukacji wyższej w Polsce.

    Początkowo obraz nie wygląda źle, bo Matthews rozpoczyna od porównania sytuacji na Węgrzech z sytuacją w Polsce. Na tle oficjalnych węgierskich zakazów prowadzenia badań nad płcią (gender), zmuszenia środkowoeuropejskiego uniwersytetu George’a Sorosa do przeniesienia się do Wiednia i ręcznych mianowań rektorów Polska ma się jeszcze dobrze. Co więcej, autor porównuje swoje wrażenia z wizyty w Budapeszcie w 2017 r. do tych z Warszawy z lata 2019 i wychodzi mu, że atmosfera w Polsce jest jeszcze atmosferą wolności, bo naukowcy, z którymi rozmawiał nie rozglądają się niepewnie, kiedy się ich pyta o oceny i są zadowoleni, że dziennikarz rejestruje ich uwagi. Zupełnie inaczej było w Budapeszcie.

    Warto także zobaczyć, że THE jako tygodnik związany z coroczną publikacją rankingów uczelni świata wyraźnie preferuje mierzalne dane i parametryzację funkcjonującą w świecie brytyjsko-amerykańskim. Stąd np. widać ślad nadziei w tekście Dawida Matthews, kiedy zapytuje retorycznie, czy reforma Gowina „stara się jedynie wzmocnić pozycję polskich rektorów w skuteczniejszym zarządzaniu ich instytucjami i narzucić tak potrzebną dawkę ambicji i merytokracji słabnącemu systemowi szkolnictwa wyższego”, który przecież lokuje się na arenie międzynarodowej znacznie poniżej swoich możliwości. Na poparcie tego przytaczane są twarde wyniki, których używa także polskie ministerstwo, uzasadniając podjęcie reform: „z 4257 grantów początkowych przyznawanych młodym naukowcom przez prestiżową Europejską Radę ds. Badań Naukowych od 2007 r. akademicy z Polski zdobyli tylko 22. A spośród 2899 grantów zaawansowanych przyznawanych starszym naukowcom od 2008 r. Polska zdobyła tylko cztery.” Dwa najwyżej ocenione polskie uniwersytety w światowym rankingu uniwersytetów THE mieszczą się w przedziale 601–800.

    Autor pomija fakt, że szkolnictwo wyższe w Polsce wykonało wielki wysiłek wielu zmian od 1989 roku i że od tego czasu z punktu widzenia tych właśnie wskaźników dokonał się i tak skok jakościowy. Co więcej, dziennikarz brytyjski wyraźnie zauważa, śledząc to, co powiedziała mu przy kawiarnianym stoliku prof. Monika Kostera, „że polskie uniwersytety tradycyjnie cieszyły się pewnym stopniem samorządu akademickiego od dawna wygaszonym w Europie Zachodniej.” Co więcej wydaje się, że Dawid Matthews ubolewa wraz ze swoją interlokutorką, że reformy Gowina zakończyły potencjalnie „chwalebne” eksperymenty w „demokracji kolegialnej”, zaś zmiany nie poparte większymi nakładami finansowymi nie przyczynią się do poprawy sytuacji. Autor cytuje także moją opinię o upadku mniejszych i młodszych uczelni w Polsce, które stracą uprawnienia i zostaną zdegradowane. Jest to szczególnie groźne na prowincji.

    Najbardziej chyba istotne jest to, że autor dał także szansę obszernego wypowiedzenia się ministrowi Jarosławowi Gowinowi, „architektowi polskiego wstrząsu”, „wytwornemu, srebrnowłosemu filozofowi z eklektycznym CV”. Minister ucieszył się, że THE pragnie z nim rozmawiać i uzasadnia swoje reformy porównaniem uczelni polskich z Uniwersytetem Cambridge, bo rozmawiał z Sir Leszkiem Borysiewiczem, byłym kanclerzem Uniwersytetu Cambridge, synem polskich uchodźców wojennych i wyszło mu, że kanclerze w systemie brytyjskim mogą znacznie więcej niż polscy Rektorzy.

    Nie mogę zauważyć, że w takim zestawieniu Cambridge vs. cała Polska, zawsze będziemy wyglądać fatalnie. Nie tylko system brytyjski i polski są nieporównywalne, ale uczelnie masowe takie jak w Polsce nigdy nie będą uczelniami rezydencjalnymi, tak jak koledżowe Cambridge. Nie mogę też nie wspomnieć, że moje zdziwienie budzi także minister nauki, który rozmawia po angielsku z dziennikarzem THE w obecności kilku tłumaczy. (Sic!)

    Autor analizy cytuje zarówno dra hab. Emmanuela Kulczyckiego, przedstawianego jako zwolennika i głównego doradcę ministerstwa, jak i doktorantkę Monikę Helak biorącą udział w czerwcowych protestach okupacyjnych 2018 r., inspirowanych m.in. przez KKHP. Stara się naprawdę sięgać na prawo i lewo, żeby zbalansować obraz.

    Minister Gowin sam siebie w rozmowach ukazuje jako „tradycyjnego, kochającego wolność i pluralistycznego konserwatystę”. Wydaje się zadowolony, kiedy przeciwnicy zarzucają mu bycie neoliberalnym, ale to wszystko z tego, że „nie podoba mu się państwo”. Uważa, że „państwo powinno być ograniczone i dać jak najwięcej miejsca jednostkom, rodzinie i społeczności”. Jednak sam autor artykułu zauważa, iż publiczna zapowiedź przez Gowina „repolonizacji” polskich mediów po wygranych przez PiS wyborach w październiku nie wydaje się z ducha liberalnego. I jego dziedzictwo, niezależnie od tego, czy zachowa swoje stanowisko ministra po wyborach, jest oceniane przez autora negatywnie.

    „Pod jego reformami teologia została wyniesiona z podsekcji nauk humanistycznych do jednej z ośmiu ogólnych dyscyplin, stawiając ją na równi z dziedzinami takimi jak ekonomia i nauki przyrodnicze. Daje to teologom wielką moc w eksperckich radach doradczych, które decydują na przykład, które czasopisma lub instytucje oficjalnie uznają.”

    Nawet dr hab. Emmanuel Kulczycki, jeden z wielkich agentów zmian, jest sceptyczny, jeśli idzie o ten punkt programu Gowina.

    Artykuł kończy się pesymistyczną wizją ideologizacji polskiej nauki i szkolnictwa wyższego: „Polskie uniwersytety mogły jak dotąd wymknąć się spod kontroli państwa, ale wpływ kościoła może być trudniejszy do uniknięcia.”

    Zasadniczo zatem należy odnotować, że ocena zmian wypada negatywnie. Autor analizy sympatyzuje z intencjami zmian, ale wykonanie ocenia fatalnie. Co więcej, jeśli miałbym wskazać najsłabszy punkt w jego analizie, to trzeba byłoby zauważyć, iż nie uwzględnia on w większym stopniu tej rosnącej na polskich uczelniach świadomości demokratycznych procedur. Co w kontekście ograniczania demokracji w innych obszarach ma duże znaczenie. Za mało jest także o tych ideach w najnowszej nauce o zarządzaniu, które wskazują na rolę kreatywności i krytycznego myślenia w małych zespołach.

    Odpowiadając na zadane przez autora artykułu pytanie, czy zmiany na uczelniach w Polsce to jest przejęcie władzy, czy też konieczna korekta, trzeba odpowiedzieć, że wnioski nasuwają się same: to jest przejęcie władzy, ale nie przez państwo, tylko przez ideologię dominującą dziś w Polsce. Co więcej, należałoby zaprosić autora, aby uważnie śledził sytuację w Polsce, bo tak, jak nie wszystko widać latem 2019 r. przed wyborami, tak pewne skutki reformy zaczną się pojawiać dopiero za kilkanaście miesięcy. Matthews np. nie mógł jeszcze odnieść się do sytuacji stworzonej przez nową listę czasopism, w których naukowcy polscy powinni publikować, choć wcześniej znaną już listę wydawnictw ocenił krytycznie.

    Redaktorze David Matthews, pozostańmy w kontakcie.

    plate with a flag of the European Union, copy space