Odbyło się posiedzenie podkomisji jakości kształcenia Komisji Edukacji i Nauki Sejmu. Patriotyczne wychowanie a kompetencje przyszłości
Drabina edukacji
6 lutego 2021 r. (piątek) o g. 10.00. odbyło się w Sejmie RP posiedzenie Podkomisji stałej do spraw jakości kształcenia i wychowania Komisji Edukacji i Nauki. Posiedzenie prowadzone było hybrydowo, z wykorzystaniem środków komunikacji elektronicznej umożliwiających porozumiewanie się na odległość.
W porządku dziennym były tylko 2 punkty:
Porządek dzienny:
I. Rozpatrzenie Informacji Ministra Edukacji i Nauki na temat kształtowania postaw patriotycznych i obywatelskich w podstawach programowych, ze szczególnym uwzględnieniem nauczania historii i wiedzy o społeczeństwie.
II. Rozpatrzenie Informacji Ministra Edukacji i Nauki na temat działań w zakresie rozwoju kompetencji uczniów.
W posiedzeniu uczestniczyli nie tylko posłowie Katarzyna Lubnauer (bardzo aktywna przewodnicząca komisji), Piotr Borys, Barbara Nowacka i Krystyna Szumilas, ale także strona obywatelsko-ekspercka:
Marek Gumkowski, Otwarta Rzeczpospolita – Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii,
Finka Heynemann, Grupa Ponton,
Iga Kazimierczyk, Fundacja Przestrzeń dla Edukacji,
Antonina Lewandowska, Federacja na Rzecz Kobiet i Planowania Rodziny, federa@astra.org.pl
Mirosław Michalski, Stowarzyszenie KOD,
Alicja Pacewicz, Fundacja Szkoła z Klasą,
Elżbieta Piotrowska-Albin, Fundacja Edukacji Prawnej „Iustitia”,
Magdalena Plewowska-Semik, Fundacja im. Bronisława Geremka,
Elżbieta Czyż, Helsińska Fundacja Praw Człowieka,
Jarosław Płuciennik, Uniwersytet Łódzki,
Róża Rzeplińska, Stowarzyszenie 61
Piotr Szafraniec, Stowarzyszenie KOD,
Jędrzej Witkowski, Centrum Edukacji Obywatelskiej,
Mateusz Wojcieszak, Fundacja Pole Dialogu,
Damian Wutke, Otwarta Rzeczpospolita – Stowarzyszenie przeciw Antysemityzmowi i Ksenofobii.
Kilka słów należy poświęcić kuriozalnym elementów przesłanych wcześniej informacji:
Na przykład jako innowacyjne są przedstawiane takie projekty:
„W 2020 w r. uzupełniono projekt edukacyjny Ministra Edukacji Narodowej „Godność, wolność, niepodległość” na lata 2018-2020 o zadanie związane z dziedzictwem kulturowym Jana Pawła II.
Pomnik Jana Pawła II
Na zlecenie Ministerstwa Edukacji Narodowej, w ramach uzupełnienia projektu edukacyjnego Ministra Edukacji Narodowej „Godność, wolność, niepodległość” na lata 2018-2020, Ośrodek Rozwoju Edukacji opracował i zaimplementował na Zintegrowanej Platformie Edukacyjnej dodatkowy moduł gry edukacyjnej “Godność, wolność i niepodległość” pn. ”Dziedzictwo kulturowe Jana Pawła II”, powstały w związku z 100. rocznicą urodzin Jana Pawła II. Istotą gry są zawarte w niej misje powstałe w oparciu o biografię Wielkiego Polaka Jana Pawła II. Konstrukcja gry, podobnie jak w pierwszym module, podzielona jest na trzy etapy edukacyjne i składa się z 18 misji 1) Klasy I-III Szkoły podstawowej, misje:
− “Dziedziństwo Karola”
− “Szkolne lata Karola”
− “Rodzinne spotkania”
− “Zainteresowania Jana Pawła II”
− Habemus Papam”
− “Polska Jana Pawła II”
2) Klasy IV -VIII Szkoły podstawowej, misje:
− “Karol Wojtyła -aktor i orator”
− “Droga Karola Wojtyły z Wadowic do Watykanu”
− “Miasta Papieża Jana Pawła “
− “ Pontyfikat Jana Pawła II”
− “ Papież świadkiem historii”
− “Papież w anegdocie”
3) Szkoły ponadpodstawowe, misje:
− “Papież a Polacy pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny do 1989 r”
− “Papież a Polacy pielgrzymki Jana Pawła II do Ojczyzny po 1989 r”
− “Przyjaźnie Jana Pawła II. Wizyty w Watykanie i Castel Gandolfo”
− “Duchowe filary polskiego Kościoła w XX w.”
− “Papież a młodzi – Światowe Dni Młodzieży”
− “Biblioteka Jana Pawła II. Spotkanie z twórczością Papieża.”
W drugim dokumencie kuriozalne jest na przykład zawężanie innowacyjności do informatyki:
„Zmiany, które zapewniły uznanie Polski przez edukacyjne środowisko międzynarodowe za lidera w zakresie innowacyjnego podejścia do nauczania są szczególnie widoczne w przypadku informatyki. Od roku szkolnego 2017/2018:
• nauka szeroko rozumianego programowania jest obowiązkowa od klasy I szkoły podstawowej;
• zwiększona została liczba godzin informatyki (o 70 godzin w całym okresie kształcenia);
• zajęcia informatyki, realizowane w szkołach wg nowych programów nauczania, służą rozwijaniu myślenia komputacyjnego* (ang. computational thinking), czyli przygotowaniu uczniów do rozwiązywania problemów z różnych dziedzin życia/gospodarki/nauki przy świadomym i bezpiecznym wykorzystaniu metod i narzędzi, w jakie wyposaża informatyka;
• w myśl nowej podstawy programowej informatyka ma być przedmiotem pomocnym wszystkim przedmiotom i całej szkole w kształtowaniu umiejętności rozumowania, analizowania i rozwiazywaniu problemów.”
Kreatywność i krytyczne myślenie to trudne pojęcia
To są tylko przykłady dwóch cytatów, ale takich kwiatków jest więcej. Uderza w tym wszystkim brak całościowej wizji, w której wychowanie patriotyczne i historyczne łączyłyby się z jednej strony z kompetencjami społecznymi ważnymi dla współczesności, europejskiej i światowej, jak i brak wizji integrującej, jak te kluczowe kompetencje mają się do kompetencji ważnych dla szkolnictwa wyższego. A przecież złączono niedawno ministerstwo Edukacji i Nauki i coś z tego wynikać powinno. Innymi słowy: w jaki sposób rocznicowe akademie oraz wycieczki patriotyczne na kresy mają kształtować kluczowe kompetencje przyszłości potrzebne na uczelniach wyższych? Chodziłoby o takie kompetencje jak kreatywne myślenie, krytycyzm jako podstawa postawy obywatelskiej, umiejętność kooperacji w grupie wielokulturowej, przyjmowania w grupie różnych funkcji.
W odpowiedzi ministerstwo zawęziło ponownie krytyczne myślenie do kontekstu korzystania z informacji na informatyce. Zagadnienia tak istotne dla współczesności jak fake newsy czy post-prawda zostały zmarginalizowane do zagadnień informatycznych, jak korzystać z przeszukiwania w internecie.
A co z historią? Z WOŚP? Z językiem polskim? Czy tam to można mówić: „Słowacki wielkim poetą był?”, a „Dmowski i Piłsudski byli wielkimi postaciami historycznymi” i nic więcej?
Koncepcja krytycznego myślenia – bardzo skomplikowana
Umiejętność pracy w grupie, różnych grupach, nowych grupach była kiedyś wspierana przez gimnazja, przez które także wspierano mobilność nie tylko przestrzenną, ale także mobilność społeczną, z awansem społecznym. Eksperci społeczni wskazywali na braki w projektach ministerialnych elementów wychowania obywatelskiego, nauki tolerancji, empatii, pracy w grupie w różnych rolach społecznych. Dużą troską napawały braki ministerialnej refleksji nad wykluczeniem społecznym (także cyfrowym), agresją czy nierównością.
Praca zespołowa też jest trudna
Spośród ekspertów społecznych z Łodzi głos zabierali Jarosław Płuciennik i Mirek Michalski.
Jarosław Płuciennik i Mirosław Michalski
Autorzy podczas posiedzenia komisji – zrzuty ekranu
Drogowskaz życia i prawdy… (fot. lic. Depositphotos)
1 listopada 2020 Minister Czarnek wypowiedział się dla Polskiego Radia 24, tuby propagandowej rządu. Tym razem podkreślał spuściznę „Jana Pawła II pod kątem dorobku filozoficznego. – Jeśli słyszę dziś, że w wielu polskich uczelniach odmawia się prawa doktorantom do cytowania św. Jana Pawła II, a także św. Tomasza z Akwinu, mówiąc, że to nie byli naukowcy, to jest niestety zgnilizna naszego systemu szkolnictwa wyższego, z którą będziemy musieli kończyć, poprzez wprowadzanie również do kanonu lektur dzieł Jana Pawła II, zwłaszcza w tych starszych rocznikach – mówił Przemysław Czarnek.” (źródło: Radio Zet)
Jest to jakieś pomieszanie z poplątaniem. O jakim kanonie lektur my mówimy? Najpierw w pierwszym zdaniu odwołuje się nas do sytuacji na uczelniach (których, gdzie?), a potem zapowiada wprowadzenie do kanonu lektur „starszych roczników”, dzieł filozoficznych Jana Pawła II. Jakby najpierw chodziło o uczelnie, a potem o szkoły średnie? Podobnej hucpy jeszcze w Polsce nie było.
Co muszę wiedzieć? (lic. Depositphotos)
Na uczelniach nie ma żadnego kanonu. Nawet literaturoznawcy narodowych filologii mają z tym problem. „Kanon is dead”.
Natomiast w Polsce na wszystkich poziomach edukacji obowiązuje Polska Rama Kwalifikacji (PRK), który jest podstawowym układem odniesienia dla kwalifikacji nadawanych w Polsce. Na stronach ministerstwa można przeczytać, Panie Ministrze, ze „W PRK jest 8 poziomów. Każdy jest opisywany za pomocą ogólnych charakterystyk zakresu i stopnia skomplikowania wiedzy, umiejętności i kompetencji społecznych, wymaganych od osób posiadających kwalifikacje danego poziomu. W PRK uwzględniono charakterystyki typowe dla kwalifikacji nadawanych w kształceniu ogólnym, zawodowym oraz w szkolnictwie wyższym.”
Międzynarodowe ramy kwalifikacji w zglobalizowanym świecie (lic. Depositphotos)
No więc ja mam pytanie zasadnicze: jakież to kwalifikacje mają być wzmocnione przez zmianę podstawy programowej polegającej na wprowadzeniu dorobku Jana Pawła II? O które efekty kształcenia idzie?
Może o kompetencje cyfrowe w nowym zglobalizowanym świecie, który czasami wymaga rozróżniania prawdy od fake-newsa? Może chodzi o zaangażowanie obywatelskie i krytycyzm, jakże potrzebne w życiu społecznym, w którym mnóstwo krętactwa, oszustwa, cynizmu i nihilizmu? I oszustwa!
Pomijam już to, że Jan Paweł II nie ma dzisiaj najlepszej prasy ze względu na skandale pedofilskie w Kościele Rzymsko-Katolickim na całym świecie. I pomijam, choć jest to niebagatelne, że w szkołach już prawie wyłącznie katecheza Kościoła Rzymsko-Katolickiego, na której można omawiać dzieła Jana Pawła II. No ale co? Że poziom tych katechez jest powszechnie uznawany za skandalicznie niski? Że młodzież, jak jest starsza, to ucieka od nich gdzie pieprz rośnie?
Czy zatem idzie tutaj o to, żeby zaszumieć w głowach „autorytetem papieża-Polaka”, machnąć sztandarem, żeby było wiadomo, że Bóg z nami…
Bóg na monecie, na pieniądzach (fot. lic. Depositphotos)
Czy aby na pewno?
Brak jakichkolwiek argumentów merytorycznych za kolejną zmianą podstaw programowych i jednoczesny brak odniesienia się do sytuacji pandemii, nauczania zdalnego, które wymagałyby interwencyjnego pomagania nauczycielom w sztuce redukcji lektur i zmiany programu (zdalnie nie sposób wszystkiego opracować tak samo jak analogowo), to jest kolejna kompromitacja tego ministra-politruka.
Wprowadzić sztandar Jana Pawła II, bo tak…
Bo kończymy ze świeckim państwem? Bo mamy gdzieś Konstytucję?
Mieliśmy już przykład takiej ciemnackiej retoryki w propagandzie wyborczej skierowanej do antyszczepionkowców podczas kampanii prezydenckiej kandydata Andrzeja Dudy: „Ja się nie szczepię, bo nie…”
Czy oprócz powszechnej „Czarnkowej” retoryki grożenia karami, ten minister ma jakieś pojęcie o edukacji? Bo edukacja, w której kara jest podstawą została dawno już skompromitowana… A tutaj jeszcze Czarnek chce „edukować-karać” swoich partnerów z uczelni? Pedagogika wstydu w odniesieniu do uczelni? Stawianie do kąta?
Pedagogika karania i pedagogika wstydu ministra Czarnka jest anachroniczna (lic. Depositphotos)
Skandal za skandalem. Czarnek musi natychmiast odejść!
PS. Artykuł został dziś opublikowany w Gazecie Wyborczej tutaj.
W swoim czasie było bardzo o nim głośno za sprawą słynnego kursu Sandela pt. Sprawiedliwość. (W Polsce wyszła też jego książka o takim tytule: Sprawiedliwość: jak postępować słusznie? Warszawa 2020). Autor święcił prawdziwe triumfy nie tylko z powodu „gwiazdorskich” umiejętności wykładowych, ale też dlatego, że jego wykłady stały się pierwszym kursem uniwersyteckim dostępnym swobodnie w internecie i telewizji. Kurs obejrzało miliony ludzi z całego świata. Wcześniej Sandel stał się znany jako krytyk innego słynnego filozofa Johna Rawls, który w „Teorii sprawiedliwości” położył podwaliny pod współczesną teorię liberalną i zwłaszcza ideę bezstronności. Sandel poddał krytyce tę teorię w 1982 r. W swojej pierwszej książce Liberalism and the Limits of Justice.
W swoje właśnie zapowiedzianej książce „The Tyranny of Merit” Sandel odpowiada na nurtujące wielu intelektualistów pytanie: skąd się wziął wzrost popularności populistów na całym świecie. Jego główna teza brzmi, że swoisty odwet popularności (ang. backlash) populistów wziął się z chęci rewolty przeciwko tyranii idei związanych z mniemanymi indywidualnymi zasługami. Nie sposób tutaj streszczać całej tej koncepcji, ale cała tradycja indywidualizmu zachodniego musiałaby stanowić kontekst dla tej koncepcji rewolty: wszystkie te opowieści o amerykańskim śnie, od pucybuta do milionera mają w kontekście także wypowiedzi np. Transcendentalistów na temat polegania na sobie jako najważniejszej cnocie, do której powinien dorastać każdy człowiek. Jeżeli polegamy na sobie, to wszystkie nasze sukcesy biorą się z naszego własnego wysiłku.
I w tym miejscu mamy bardzo ciekawą koncepcję edukacyjną, bo wedle Sandela właśnie edukacja stanowi podstawową kwestię: przez dekady rosło w społeczeństwie amerykańskim przeświadczenie, że Ci co osiągali sukces, czynili to dzięki indywidualnym zasługom, zwycięzcy są po prostu lepsi, zaś przegrani są dlatego przegrani, że sami są sobie winni.
Na wszystkie bolączki współczesnego świata powierzchownie myślący demokraci mówią: wszystkiemu winien jest brak edukacji. Edukacja, edukacja, edukacja.
Ale sęk w tym, że system elitarny, który funkcjonuje w Stanach Zjednoczonych, oparty na rywalizacji zasług, ale także olbrzymich pieniędzy, jest samopowielający się: bogaci stają się bogatsi, biedni, nadal są biedni.
I tutaj pojawia się pomysł: losowanie.
Kulki losowe (lic. Depositphotos)
„Harvard i Stanford University otrzymują każdego roku około 40000 chętnych aplikantów na 2000 miejsc na studiach. Chociaż profesor Sandel przyznał, że niektórzy z tych kandydatów będą musieli zostać wyeliminowani, uważa jednak, że „większość może poradzić sobie całkiem przyzwoicie”. Zamiast poświęcać olbrzymie wysiłki na wyłonienie najlepszej grupy, dzięki uporczywie nieprecyzyjnej nauki [„kryteriów”], najlepsze uniwersytety powinny po prostu losować kandydatów spośród puli wykwalifikowanych kandydatów. Wprowadzenie elementu przypadku, jak to ujmuje w swojej książce, powinno pomóc „ukarać pychę zasługi”.
Bowiem „świat „zwycięzców i przegranych” to także świat „pychy i upokorzenia”.” Jeżeli pozwolić na upokarzanie, to nie ma się co dziwić, że populiści w stylu Donalda Trumpa wygrywają.
Myślę, że te konstatacje są także ważne w innych częściach świata, gdzie wprowadza się także elitarne systemy (zob. Reforma Gowina w Polsce z tzw. Uczelniami badawczymi).
Komentarz Matthew Reisza z Times Higher Education jest dość zachęcający: „To prowokacyjny pomysł, ale jak poważnie profesor Sandel chciał, żebyśmy go potraktowali?”
Sandel miał odpowiedzieć: „Nie uważam tego za czysto nonszalancką sugestię” – odpowiedział.”
Ponoć w latach 60tych Stanford chciał podobną „loterię zakwalifikowanych” wprowadzić, jednak tamtejszy prorektor czy dziekan się sprzeciwił. „W międzyczasie profesor Sandel chciałby pilnej „debaty na temat tego, jak obecna polityka przyjęć na uniwersytety wzmacnia szersze społeczne nastawienie do wygrywania i przegrywania”. Ciekawe. Może warte zastanowienia u nas? To znaczy należałoby odejść od konkursu świadectw na rzecz losowania… Przynajmniej w części… może udałoby się wyrównać szanse tych, co zawsze na straconych pozycjach ze względu na pochodzenie? Ja wiem, że to pachnie „punktami za pochodzenie”, jednak „losowość” ogranicza te skojarzenia. Warte przemyślenia/
Polska ma szansę, czy ją wykorzysta? Edukacja powinna być priorytetem, świat pandemii w erze zacieśnionej globalizacji nie zniknie, będzie wracał co jakiś czas…
Zaczyna Mihai swoją refleksję od podziwu godnej szybkości, z jaką uniwersytety odnalazły siebie w erze „zooomowych wykładów”. Zauważa również jednak, iż przecież czaty i najlepsze nawet prezentacje nie wyczerpują potencjału edukacji online. To wymaga wysiłku i nakładów. Najprościej byłoby połączyć siły.
Ciekawe i słuszne jest spostrzeżenie, że uniwersytety są zachęcane do współpracy w skali międzynarodowej, ale głównie jeśli idzie o sprawy badań naukowych, edukacja pozostaje sferą konkurencji, zwłaszcza w wymiarze międzynarodowym, ale i lokalnym.
Autorka wskazuje na jedną szczególną, lokalną i regionalną inicjatywę o nazwie Virtual University of Bavaria (VUB). Alexandra Mihai podkreśla trwałość tej instytucji (istnieje od dwóch dekad), o czym według niej decyduje kilka czynników:
Alexandra Mihai wg jej strony uniwersyteckiej
„Po pierwsze, współpraca jest opcją domyślną: aby uzyskać finansowanie i wsparcie, każda propozycja kursu musi pochodzić od zespołu co najmniej dwóch profesorów z różnych uniwersytetów. Po drugie, doskonalenie jakości odgrywa ważną rolę: sieć zapewnia liczne możliwości rozwoju zawodowego w zakresie uczenia się opartego na technologii, a kursy są oceniane przez zespół ekspertów zewnętrznych. Na koniec nauka online jest integralną częścią strategii instytucjonalnej dla wszystkich uczestniczących uniwersytetów, realizowanej przy wsparciu finansowym VHB.”
Efektem takiem kooperacji jest wytworzenie wysokiej kultury uczenia się online i zrównoważony rozwój wszystkich instytucji. Autorka wskazuje na bawarską instytucję jako na wzorzec dobrych praktyk dla instytucji zrzeszonych w European University Association. Dotychczas przede wszystkim to zrzeszenie interesowało się współpraca bilateralną w obszarze nauki, ale trzeba także zapytać, dlaczego nie edukacji? Współpraca i edukacja pasują do siebie!
Uniwersytet Łódzki odnalazł się w rzeczywistości cyfrowej znakomicie. Właśnie ukończyłem pierwsze magisterium, którego ostatnie akordy wypadły właśnie na czas pandemii. Poprawiałem pracę magisterską nanosząc swoje poprawki a następnie udostępniając ekran z nimi magistrantce. Świetnie sprawdziło się wydarzenie o nazwie Egzamin magisterski na Teamsach. Wcześniej APD bardzo dobrze się sprawdziło. No i Elektroniczny Obieg Dokumentów sprawił, że protokół został podpisany błyskawicznie przez całą komisję. No i jesteśmy w nowej rzeczywistości.
Mgr Oliwia Olczyk podczas egzaminu magisterskiego w tle miała odniesienie do strajku klimatycznego, napis po szwedzku Strejk för klimatet nawiązujący do Grety Thunberg. O jej obronie tutaj
Cieszę się także, iż kandydat na Rektora Uniwersytetu Łódzkiego prof. Sławomir Cieślak podczas dyskusji programowej odbytej na Teamsach ponad dwa tygodnie temu wskazywał na fakt podstawowy warunkujący wiele spraw w polskim świecie akademickim: nowa ustawa o nauce i szkolnictwie wyższym wymaga od nas współpracy naukowej przede wszystkim międzynarodowej, natomiast świat nauki w Polsce oraz świat edukacyjny to wedle tej Ustawy ostra konkurencja, na poziomie zarówno lokalnym, jak i globalnym.
Cieszę się, że kandydat na Rektora zauważa ten fakt i zapowiada wzmacnianie kooperacji. Musimy wszyscy myśleć w świecie zagrożeń cywilizacyjnych, w świecie kryzysów pandemicznych, katastrofy klimatycznej, kryzysów ekonomicznych o strategiach zapewniających zwielokrotniony zysk w zrównoważonym rozwoju w kooperacji z innymi. Edukacja jest świetnym poletkiem doświadczalnych. Ten fakt wydają się także rozumieć proponowani prorektorzy kandydata.
team zespołowa ma wielki sens, tak samo jak budowanie mostów…
Jak donosi Times Higher Education w osobie redaktora Johna Morgana, polscy naukowcy zaniepokojeni są wpływami na nowe prawo ultrakatolickiej grupy Ordo Iuris, która teraz interesuje się regulacjami w prawie dotyczącym „wolności słowa” na uczelniach. Zmiany wedle naukowców w Polsce zapewnią swobodę wypowiedzi w przestrzeni publicznej na uniwersytetach radykalnym antyaborcjonistom, czy zaprzeczającym katastrofie klimatycznej. Mogę to potwierdzić, takie obawy znam z bezpośredniej komunikacji, z oświadczenia Komitetu Kryzysowego Humanistyki Polskiej i z rozlicznej korespondencji, jak również z publikacji listu otwartego Przemysława Pietrzaka czy blogów Jana Hartmana.
Inspirator nowelizacji, fundacja Ordo Iuris, dumny jest także ze swojego niesławnego projektu, który w swoim czasie przepadł w zdominowanym przez PiS parlamencie, o całkowitym zakazie aborcji i karaniu zgwałconych matek.
Przypomnę, że wedle ministerstwa: „W projekcie noweli Konstytucji dla Nauki wprowadzono sformułowanie „wolność wyrażania poglądów”. W związku z tym art. 3 ust. 1 ustawy po zmianach brzmi: „Podstawą systemu szkolnictwa wyższego i nauki jest wolność nauczania, wyrażania poglądów, twórczości artystycznej, badań naukowych i ogłaszania ich wyników oraz autonomia uczelni”.”
Jarosław Płuciennik osobiście zadał na posiedzeniu Komisji EMiN pytanie ministrowi dotyczące planowanych zmian w Ustawie w art. 3. Pisałem o tym w poprzedniej publikacji w GW.
Pytania brzmiały: Czy uczelnie i instytucje naukowe mają teraz zajmować się poglądami, czyli opiniami poszczególnych osób? W wolności poglądów nie ma nic złego, nie może być nic złego, art. 54 Konstytucji RP z 1997 r. gwarantuje wolność głoszenia poglądów Art. 54. „Zasada wolności poglądów. 1. Każdemu zapewnia się wolność wyrażania swoich poglądów oraz pozyskiwania i rozpowszechniania informacji. 2. Cenzura prewencyjna środków społecznego przekazu oraz koncesjonowanie prasy są zakazane. Ustawa może wprowadzić obowiązek uprzedniego uzyskania koncesji na prowadzenie stacji radiowej lub telewizyjnej.”
Zatem jakie jest uzasadnienie wprowadzenia tych ostatnio proponowanych przez Jarosława Gowina zapisów, skoro wolność poglądów jest gwarantowana konstytucyjnie? Dlaczego minister upolitycznia debaty akademickie?
W trakcie dyskusji poseł, którego nazwiska nie pamiętam, zadał pytanie Ministrowi, czy definicja małżeństwa będzie odwoływać się do innych niż genetyczne ustaleń dotyczących płci. Świadczyło to wymownie o próbie upolitycznienia tej sprawy.
Przypomniałem zatem, że ministerstwo powinno mieć świadomość, iż istnieją różne nauki poza uwielbianą przez Ministra bibliometrią (mierzącą wpływ i znaczenie publikacji naukowych wskaźnikami ilościowymi) oraz genetyką, że socjologia, kulturoznawstwo, czyli nauki o kulturze i religii, jak chce ministerstwo, to także równoprawne nauki, w których akurat płeć jest konstruktem kulturowym. Istnieją różne metodologie i różne wspólnoty eksperckie w wielości nauk.
Dlaczego zatem taka zmiana w prawie? Jakie jest uzasadnienie.
O co zatem idzie w zmianie zaproponowanej przez ministerstwo?
Odpowiedź ministra była bardzo arogancka: na argument o upolitycznieniu, zarzucił upolitycznianie mnie samego w tej kwestii. Rolą ministerstwa jest umożliwienie ścierania się poglądów, zaś przywołane przeze mnie jakoby „gender studies” to jak strzał kulą w płot (mówiłem o kulturowej konstrukcji płci, nie o gender studies, choć i one przecież są dziedziną wiedzy). Przy okazji Minister Gowin odniósł się do podobnych obaw wyrażonych przez posłankę Barbarę Nowacką (pytała o antyszczepionkowców i płaskoziemców i ich prawo do głoszenia poglądów na uczelniach): wg Jarosława Gowina nowelizacja jest niezbędna. Nie można zabronić głoszenia poglądów.
Według stronniczego streszczenia „debaty” w PAP nasza wymiana wyglądała tak: „Obecny na posiedzeniu komisji prof. Jarosław Płuciennik z Uniwersytetu Łódzkiego zgłosił obawę, że projekt ma na celu upolitycznienie sytuacji na uczelniach i że może on doprowadzić do sytuacji, iż trzeba będzie się tam liczyć z poglądami nienaukowymi. Komentując jego wypowiedź, Jarosław Gowin powiedział: „zachęcam do lektury przepisów w kontekście całej ustawy. Oraz bardzo bym apelował do przedstawicieli świata naukowego, by to oni nie upolityczniali uczelni, bo takie tony w wypowiedzi pana profesora zabrzmiały” – powiedział.”
Muszę skorygować, że ja właśnie pytałem o uzasadnienie w świetle istnienia w naszym prawie odpowiednich i wystarczających regulacji. Cytowałam także Konstytucję.
Mogę jedynie wnioskować zatem, że wedle ministra Gowina eliminowanie z przestrzeni akademickiej poglądów np. homofobicznych (a to jest w istocie casus skandalu z dr. Ewą Budzyńską, prof. z UŚ) to jest „powrót do czasów słusznie minionych.” Warto może przypomnieć, że ustawa umożliwiająca prześladowanie homoseksualistów i innych osób z grupy LGBTQ+ jest otwarcie popierana przez reżim Putina, który podpisał specjalną ustawę w 2013 r., mającą „chronić przed gejowską propagandą”. Nie sposób też nie pamiętać, że homoseksualiści ginęli także w Auschwitz, zaś w PRL byli prześladowani i rejestrowani przez tajną policję. Na marginesie, polecam zarówno Timothy Snydera Drogi do niewolności jak i klip na YouTube Hoziera, który odwołuje się do sytuacji homoseksualistów Rosji Putina.
Zatem stawiam pytanie: czy ministerstwo ulegając wpływom radykalnych i sekciarskich grup nacisku próbuje blokować standardy europejskie, jeśli idzie o regulacje mowy nienawiści i zasady tolerancji? Zastopować stosowanie europejskich standardów dotyczących uznania różnorodności ludzkiej oraz tolerancji dla różnych wyznań, ras oraz orientacji? Czy ministerstwo pragnie w tej sposób zamknąć możliwą krytykę przez naukowców mowy nienawiści? Czy nowelizacja Ustawy ma być ustanowieniem w uczelniach tzw. stref wolnych od LGBT?
Trzeba bić brawo, jeśli pragnie Pan minister przejść do historii jako ten, który wprowadza getto ławkowe dla osób LGBTQ+, proszę to otwarcie powiedzieć, Panie Ministrze. Ale potem proszę nie udawać europejczyka i nie prosić o unijne pieniądze wsparcia na projekty naukowe.
We wspomnianym materiale w Times Higher Education mgr Łukasz Bernaciński, członek Ordo Iuris, uczestnik studiów doktoranckich na Uniwersytecie Łódzkim, powiedział, że organizacja opublikowała w styczniu raport opisujący kluczowe „naruszenia” wolności słowa na polskich uczelniach w ostatnich latach. Ordo Iuris, dodawała, „sporządził projekt ustawy”, który przedstawił ministrowi nauki i szkolnictwa wyższego Jarosławowi Gowinowi. Szukałem tego raportu w sieci i nie znalazłem. A może on pozostaje jedynie do użytku ministra? No bo projekt do użytku ministra został przekazany. Ale raport? Gdzie ten rzetelnie brzmiący w uszach „raport”? Proszę go upublicznić! [aktualizacja 17.02.2020, okazuje się, że faktycznie zestawienie na stronach Ordo Iuris można znaleźć tutaj, ale obejmuje ono luźne zestawienie dwudziestu siedmiu wydarzeń od 2008 r., których nie można uważać, za naruszenie wolności akademickiej, gdyż są to w swojej przeważającej większości np. odwołane wykłady na nienaukowe tematy, wcześniej zapowiadane jako współorganizowane przez jakiś instytut bądź wydział, albo odwołanie drastycznej wystawy propagandowej antyaborcjonistów].
„Projekt spotkał się z dużym zainteresowaniem, dlatego ministerstwo postanowiło rozpocząć prace nad zmianą prawa” – kontynuował wedle THE Bernaciński. „Obecnie Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego opracowało projekt ustawy oparty na projekcie przedłożonym przez Instytut Ordo Iuris.”
Członek Ordo Iuris powiedział też reporterowi THE, Johnowi Morganowi, że kontrowersje na Śląsku miały „bezpośredni wpływ” na zainteresowanie Ordo Iurisa tą kwestią. Powiedział kłamliwie, że studenci byli „oburzeni chrześcijańską koncepcją rodziny, nauczaną w oparciu o naukowe podstawy i badania”. Przecież w tych protestach i oburzeniu chodziło o coś innego: „Studenci postawili wykładowczyni kilka zarzutów: poglądy homofobiczne, dyskryminacja wyznaniowa, wypowiedzi krytyczne wobec wyborów życiowych kobiet dotyczących m.in. przerywania ciąży oraz przekazanie informacji niezgodnych ze współczesną wiedzą naukową.” (tutaj opis całej sprawy)
Ministerstwo wypiera się wpływu na nowe prawo fanatyków. Wedle THE: „Rzecznik ministerstwa powiedział, że Ordo Iuris „nie uczestniczył w przygotowaniu projektu”, ale był „jedną z wielu organizacji i instytucji… zaproszonych do udziału w fazie otwartych konsultacji publicznych”.
Pytam zatem publicznie, czy mogę prosić listę tych innych organizacji i instytucji publicznych zaproszonych — podkreślam tę datę — przed 30 stycznia 2020 — do udziału w konsultacjach publicznych? Czy może ta lista jest tak tajna, jak była do niedawna lista poparcia nowych członków neo-KRS?
W artykule w THE powiedziałem redaktorowi Johnowi Morganowi, że członkowie projektowanego przez nowelizację komitetu przy ministrze byliby „jak sędziowie dyscyplinarni, którzy wprowadzą duży nacisk na naukowców, którzy będą się bać radzenia sobie z wieloma problemami, ponieważ będą bali się utraty pracy ”, i dodałem także „Jest to filozofia, którą można opisać dwoma słowami: dyscyplina i karanie”. Faktycznie obawiam się, że proponowane prawo jest sposobem „dopuszczenia wyrażania poglądów w środowisku akademickim”, potencjalnie zapewniając platformę na uniwersytetach dla tych w Kościele katolickim, którzy walczą o całkowity zakaz aborcji lub zaprzeczają zmianom klimatu.
Jak wskazuje analiza projekt nowelizacji ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym wprowadza również wątpliwy i niebezpieczny system monitorowania swoiście rozumianej wolności wyrażania opinii. Ministerstwo chce utworzyć komisję specjalną: Komisję Wolności w Szkolnictwie Wyższym i Systemie Nauki. Komitet będzie się składał z 9 osób, z których 4 zostanie ogłoszone przez ministra. Resztę członków powołuje Rada Główna Nauki i Szkolnictwa Wyższego, Parlament Studentów Rzeczypospolitej Polskiej oraz Krajowa Reprezentacja Doktorantów. Pytanie brzmi, czy taka instytucja jest potrzebna? Polska Konstytucja zapewnia wystarczające gwarancje wolności wyrażania opinii (podobnie jak w przypadku innych swobód konstytucyjnych). Mamy prawo do rzetelnego i publicznego wysłuchania każdej sprawy przed właściwym, bezstronnym i niezależnym sądem (art. 45). Zgodnie z wolnością wypowiedzi w Polsce mamy ochronę zapewnianą przez prawo cywilne (ochrona dóbr osobistych) i kodeks karny (przestępstwa zniewagi i zniesławienia). Konstytucja i ustawy gwarantują prawo do odwołania się od orzeczeń i decyzji wydanych w I instancji, a każdy ma prawo zwrócić się do Rzecznika Praw Obywatelskich o pomoc w ochronie jego wolności lub praw naruszonych przez organy władzy publicznej. Ta ochrona jest wystarczająca i odpowiednia, a wspomniane środki tworzą spójny system. Powołanie nowych komisji przez prawodawcę musi budzić wątpliwości co do jego zamiarów. Istotą wolności, w tym wolności wyrażania opinii, jej autonomii, jest jak najszerszy zakres swobów, a nie kontrola ze strony państwa. Nie ma potrzeby tworzenia takich organów jak Komisja Wolności w Szkolnictwie Wyższym i Systemie Nauki.
Komisja ds. Nauki obradowała 2,5 godziny, przy czym większość czasu zajęły wypowiedzi ministra i wiceministrów. Mieliśmy doprawdy bardzo mało czasu, żeby zaprezentować swoje pytania w odpowiedni, racjonalny i uzasadniony sposób. Taka Komisja powinna obradować kilkanaście godzin przy udziale wielu, wielu innych podmiotów. Nie powinna stanowić listka figowego dla Ministra, który pragnie ulegać wpływowi fanatycznej organizacji społecznej (to nawet nie stowarzyszenie, tylko Fundacja założona przez inną fundację, mająca Piotra Skargę jako patrona, ale nazwą alternatywną jest dumnie brzmiący Instytut Kultury Prawnej Ordo Iuris). Taka debata nie jest debatą, jest ceremonialnym utrwalaniem hegemonii ministerstwa nad nauką w Polsce. Ministerstwo Nauki wprowadza kaganiec dla nauki (przypominam, że nauką w Polsce nazywa się także nauki humanistyczne i społeczne) nazywając te swoje działania troską o wolność słowa (w istocie opinii). Szkoda, że nie wynikają one z troski o wolność badań naukowych. I troski o studentów.
PS. Nowomowa obecnego ministra jest przygnębiająca: ustawa, w której w ostatnim momencie wprowadzono kilkaset poprawek (w lipcu 2018 r.), nazywa się Konstytucją dla Nauki. Ustawa, która realizuje wizję sprzed 20 lat, to Ustawa 2.0. No i wszechobecna DOSKONAŁOŚĆ, które to słowo jest szczytem nowomowy w Public Relations. O tym także już powstały artykuły naukowe. (Włoskowicz, Wojciech. „NOWOMOWA PSEUDOMETANAUKOWA? O JĘZYKU POLSKIEJ POLITYKI NAUKOWEJ”. Poradnik Językowy, t. 10, nr 769, 2019, s. 35–47, doi:10.33896/PorJ.2019.10.3.)
PS.2. Właśnie trwa przerwa międzysemestralna na mojej uczelni. Na Komisji Nauki w polskim Sejmie byłem obecny jako zainteresowany nauką obywatel. Społecznie. Prywatnie, choć politycznie, bo interesują mnie sprawy publiczne.
14 lutego 2020
Jarosław Płuciennik (prof. nauk humanistycznych, kulturoznawca, literaturoznawca, kognitywista, historyk idei)
Anna Rakowska-Trela (dr hab. nauk prawnych, konstytucjonalistka)
Mem o opowieściach dla wnuków o udziale w wojnach memowych w 2014, 2015 i 2016 roku
Ministerstwa nie powinny wspierać farm trolli i wojen memów
Nie chcę spłaszczać bardzo głębokiego i niezwykle wielowątkowego, oddającego świetnie złożoność współczesnego świata, wykładu noblowskiego Olgi Tokarczuk. Ale jeden wątek bardzo mnie poruszył. A właściwie dwa.
Nie dziwi narratologiczny punkt widzenia u opowiadaczki, powieściopisarki i psycholożki. Nie dziwi koncepcja „czułego narratora”, czyli dawniejszej duszy jako nadziei dla skażonego, okaleczonego świata. Jednak w wielu miejscach refleksja naszej Noblistki wykracza poza literaturę i jest narratologiczno-kulturoznawcza:
„Świat jest tkaniną, którą przędziemy codziennie na wielkich krosnach informacji, dyskusji, filmów, książek, plotek, anegdot. Dziś zasięg pracy tych krosien jest ogromny – za sprawą internetu prawie każdy może brać udział w tym procesie, odpowiedzialnie i nieodpowiedzialnie, z miłością i nienawiścią, ku dobru i ku złu, dla życia i dla śmierci. Kiedy zmienia się ta opowieść – zmienia się świat. W tym sensie świat jest stworzony ze słów.”
Porażką utopijnych wizji epoki druku, charakteryzowanej przez wspaniałą ideę „Pansofii” Jana Amosa Komensky’ego, protestanckiego lesznianina stała się kakofonia hejterska i wojny memów charakterystyczne dla zjawisk związanych z aferą Cambridge Analitica. Tokarczuk wspomina ten skandal w kontekstach bardzo kulturoznawczych.
„Możliwe jest jednak, że powieść i literatura w ogóle stają się na naszych oczach czymś zgoła marginalnym wobec innych sposobów narracji. Że waga obrazu i nowych form bezpośredniego przekazywania doświadczenia – kina, fotografii, virtual reality i augmented reality – stanie się poważną alternatywą dla tradycyjnego czytania. Czytanie jest dość skomplikowanym psychologicznym procesem percepcji.”
Olga Tokarczuk swoją nadzieję lokuje w czułym narratorze.
„Kryzys klimatyczny i polityczny, w którym dzisiaj próbujemy się odnaleźć i któremu pragniemy się przeciwstawić, ratując świat, nie wziął się znikąd. Często zapominamy, że nie jest to jakieś fatum i zrządzenie losu, ale rezultat bardzo konkretnych posunięć i decyzji ekonomicznych, społecznych i światopoglądowych (w tym religijnych). Chciwość, brak szacunku do natury, egoizm, brak wyobraźni, niekończące się współzawodnictwo, brak odpowiedzialności sprowadziły świat do statusu przedmiotu, który można ciąć na kawałki, używać i niszczyć.
Dlatego wierzę, że muszę opowiadać tak, jakby świat był żywą, nieustannie stawającą się na naszych oczach jednością, a my jego – jednocześnie małą i potężną – częścią.”
Na pewno nie służą tej całości farmy hejterskie i wspomniane przez Tokarczuk wcześniej fake-newsy.
„Czułość jest spontaniczna i bezinteresowna, wykracza daleko poza empatyczne współodczuwanie. Jest raczej świadomym, choć może trochę melancholijnym współdzieleniem losu. Czułość jest głębokim przejęciem się drugim bytem, jego kruchością, niepowtarzalnością, jego nieodpornością na cierpienie i działanie czasu.
Czułość dostrzega między nami więzi, podobieństwa i tożsamości. Jest tym trybem patrzenia, które ukazuje świat jako żywy, żyjący, powiązany ze sobą, współpracujący i od siebie współzależny.”
Wydaje mi się, że powinniśmy zgodzić się z tym nawoływaniem. Choćby wydawało się to utopijne dziś. Algorytmy Twittera i Facebooka oraz innych platform społecznościowych nie mogą decydować o losach świata, a wspomniany przez Tokarczuk „efekt motyla” może być jednak przestrogą. Charakterystyczne dla afery z Cambridge Analitica było posłużenie się przez zleceniodawców tej firmy pozyskanymi danymi, aby sterować wojnami memowymi i ściśle adresowanymi reklamami politycznymi.
„Wojny memowe” to wyrażenie często odnoszące się do rywalizacji online, w której przeciwne frakcje wykorzystują internetowe memy do walki ze sobą. W 2006 r. powstał bezpłatny magazyn „Memewar” jako wielodyscyplinarne czasopismo publikujące prace wielogatunkowe, w tym poezję, prozę, sztukę, fotografię, eseje i komiksy. Nazwa została oparta na połączeniu „pamiętnika”, zapisu historii i „wojny memów”, rozumianych jako zderzenie pomysłów. Najbardziej przerażające jest to, że rządy i armie inwestują całkiem poważne pieniądze w „wojny memów”. (Donovan, Joan. „Drafted unto the Meme Wars”. MIT Technology Review, t. 122, nr 6, grudzień 2019, s. 48–51.) Trzeba zgodzić się z autorką artykułu w ostatnim „MIT TR”, że „Lepiej byłoby, gdyby rządy, politycy, poważne instytucje zamiast angażować się w wojny memowe, wzmacniały te instytucje, które tworzą i rozpowszechniają rzetelne informacje: media, akademię, oraz bezstronne agencje rządowe”. (tłum. moje JP, s. 51) Autorka ta szczegółowo opisuje inicjatywy rządowe wykorzystujące prymitywne i niby niewinnie żartobliwe „wojny memów”.
Dlatego twierdzę po wysłuchaniu w wielkim skupieniu wykładu Olgi Tokarczuk, że rządy powinny wspierać „czułego narratora” oraz narratorów uważnych, wystudiowanych. Oznacza to ni mniej ni więcej, tylko wsparcie dla idei uniwersytetu i wielkiej roli humanistyki w społeczeństwie. Rządy nie powinny marnować publicznych pieniędzy na propagandę rządową i militarną, na farmy hejterskie i wojny memów. Powinny dbać o to, żeby widzieć więcej, czuć więcej i myśleć więcej, nieschematycznie. To mogą zapewnić zarówno literatura, jak i uniwersytety z prawdziwego zdarzenia. Nie zapewnią tego przedsiębiorstwa do produkcji punktów. Dziś brzmi to fantastycznie, ale musimy żądać niemożliwego, bo wydaje się, że doszliśmy do katastroficznej ściany.
PS. Miłośników Olgi Tokarczuk z Łodzi i okolic zapraszam we wtorek 10 grudnia o godz. 19:00, w dniu odbierania przez nią Nagrody Nobla, do Teatru Nowego im. Dejmka. Będziemy tam uczestniczyć w performatywnej lekturze utworów noblistki.