Tag: COVID-19

  • Czarny łabędź i marzenie o zdyscyplinowanym społeczeństwie… albo filozofia kultury zarazy

    Kiedy myślimy o zarazie i kulturze, przychodzi często na myśl Dżuma Alberta Camus, bo jest świetną alegorią wielu stanów egzystencjalnych i społecznych. Tak się jakoś złożyło, iż kiedy całkiem niedawno rekonstruowałem humanizm renesansowy dla studentów kulturoznawstwa, musiałem sięgnąć do innego dzieła inspirowanego zarazą, Dekameronu Giovanniego Boccaccia. To tam właśnie 10 różnych ludzi, uciekinierów z Florencji, przez 10 długich dni opowiada sobie sprośne historie, by przeczekać kwarantannę. Oni chcą przeczekać szalejącą dżumę i opowiadają historie, które były antykościelne, perwersyjne i przepełnione seksem. Czternastowieczne dzieło ma szczególne znaczenie w narodzinach nowoczesnej literatury, między innymi dlatego, że zapowiada bardziej demokratyczny czas praw jednostek (zob. godność człowieka w Akademii Florenckiej) w czasach zarazy, kiedy te prawa są gwałcone. „Każdy może opowiadać”, „każdy ma swoją narrację”. Dekadencja średniowiecza jest w tym utworze napisanym już po włosku, w języku ludu, ewidentna.

    Inne dziełko o zarazie, nowela „Śmierć w Wenecji” Tomasza Manna, także jest swoistym arcydziełem gatunku. Nowela ta miała różne odczytania, choć zazwyczaj kontekst dekadentyzmu i rozliczenia z nim był przywoływany. Aż nazbyt widoczne podteksty homoseksualne i pedofilskie także miały wiele komentarzy. Przyczynił się do tego także Luchino Visconti, który zekranizował nowelę w 1971, dając swoją poetycką wersję dekadencji świata sprzed I wojny światowej. Visconti zresztą lubował się w odchodzących światach, jak o tym świadczy także ekranizacja „Lamparta” Lampedusy.

    Zauważalne z dzisiejszej perspektywy jest także i to, że Wenecja i Włosi próbują ukryć informacje o rozprzestrzenianiu się zarazy (ze wschodu), w tym przypadku cholery, przed turystami z całego świata. Business musi się kręcić jak zwykle.

    W sieci krąży już rozbudowany dyskurs na temat filozofii kultury kwarantanny. Oczywiście początki tego dyskursu sięgają tezy Michela Foucaulta, który uważał w „Nadzorować i karać”, że kwarantanna jest marzeniem o zdyscyplinowanym społeczeństwie, marzeniem władzy.

    Nawiązując do tego faktu, Georgio Agamben popełnił straszną pomyłkę, pisząc 26 lutego 2020 r. artykuł „Wynalazek epidemii”, w którym wypowiedział błędny ewidentnie osąd na temat COVID-19, że to jest trochę inna grypa i że nie ma sensu się przejmować samą zarazą, tylko raczej władzą, która wykorzysta ją, aby zdusić demokratyczne społeczeństwa.

    W dyskusji biorą udział M. Foucault, G. Agamben, J.L. Nancy, R. Esposito, S. Benvenuto, D. Dwivedi, S. Mohan, R. Ronchi, M. de Carolis, (W „Svenska Dagbladet” pisał o tym także Erik Wallrup 29 marca 2020), zaś ślady jej ponownie udostępnił European Journal of Psychoanalysis. Na temat zarazy wypowiedział się także filozof kultury Sławoj Żiżek.

    Poprosiłem dzisiaj studentów ze swojego przedmiotu Cultural Literacy in Business, z którymi omawiałem problem Outliers Dawida Gladwella, aby odnieśli się do teorii czarnego łabędzia. Większość głosowała za tym, że COVID-19 jest dla większości ludzi takim czarnym łabędziem, którego większość się nie spodziewała, a którego wpływ będzie kolosalny, choć np. specjaliści-epidemiolodzy mogli od dawna rzecz zapowiadać, nie znając jedynie dokładnej daty wybuchu. Moi studenci byli bardzo przenikliwi, niektórzy twierdzili, że trzeba było wsłuchiwać się w głosy ekspertów.

    Śmierć w Wenecji jest studium dekadentyzmu i wyłaniającego się nacjonalizmu. Ze wspomnianych przeze mnie dwóch kamieni milowych gatunku noweli: „Dekomeronu” i „Śmierci w Wenecji” Manna można łatwo wnioskować, godząc się z filozofami polemizującymi z Agambenem w tym względzie, że żyjemy w czasie przełomu. Tylko zakłamani, chciwi ludzie mogą twierdzić, że business musi kręcić się jak zwykle i że musimy iści na wybory 10 maja.

    Terrible plague doctor. Medieval Europe. Halloween.

    PS. ks Bp Paweł Hause przypomniał także w tym kontekście „Mszę za miasto Arras” Andrzeja Szczypiorskiego. Mój wpis nie miał być przeglądem wątków literackich związanych z zarazą, ale link do monologu ze spektaktu z 2015 roku się przyda:

  • Gdy wirus uderza niesprawiedliwie…

    Gdy wirus uderza niesprawiedliwie…

    Mój szwedzki przyjaciel ks. Sven Hillert napisał i opublikował wiersz, który postanowiłem przetłumaczyć na polski:

    Gdy wirus uderza niesprawiedliwie
    jak to zwykło robić cierpienie.
    Kiedy choroba wywołuje kryzys społeczny
    niektórzy czują się gorzej, a inni umierają.

    Kiedy ktoś boi się choroby,
    inny — samotności.
    Jeden traci przyszłość
    drugi swoją płynność.

    Dlatego chciałbym przekazać ci słowa-znaki sukcesu
    o sile dla umysłu i ciała,
    o polach anielskich na niebiańskiej ziemi
    i pomocy, by przedłużyć Twoją nadzieję.

    Sven Hillert, 24.03.20 Gävle

    Oryginał po szwedzku:

    När viruset drabbar orättvist
    som lidande ofta gör.
    När sjukdomen skapar samhällskris
    och några blir sämre och dör.

    När någon är rädd för sjukdomen,
    en annan för ensamhet.
    Den ene förlorar framtiden
    den andre sin likviditet.

    Då ville jag ge dig välgångsord
    om styrka till själ och kropp,
    om änglamarker på himlajord
    och hjälp att bevara ditt hopp.

  • Wiedzoodporni, pandemia i cynizm

    Wiedzoodporni, pandemia i cynizm

    Wiedzoodporni, pandemia i cynizm

    Pisałem już na tym blogu akademickiem o zjawisku wiedzoodporności, która wywołuje schizofrenię społeczną i głupie zachowania. Ostatnio słynny już z pogardy na nauki i wiedzodporny Donald Trump ogłasza, że już niedługo USA znów staną się otwarte. Wiedzoodporność niestety w Polsce jest także zjawiskiem zauważalnym zwłaszcza dziś.

    Pandemia COVID-19 wyzwala skrajne zjawiska: z jednej strony widać wyraźnie tendencję samoizolacji społecznej, nawet na ulicy czy w lesie ludzie unikają raczej zbiorowisk czy nawet rozmowy z sobą. Z drugiej strony, webinaria online, zdalne uczenie się i portale społecznościowe oraz telefonowanie do siebie – jesteśmy w tej naszej izolacji bardziej ze sobą…

    Z jednej strony, mamy wyraźny wysyp fake-newsów na temat koronawirusa, spiskowych teorii, lekceważenia „paniki”, „histerii”, z drugiej zaś rośnie w cenie popularyzacja wiedzy medycznej, genetycznej i epidemiologicznej, coraz większy głód jakościowego dziennikarstwa, opartego na rzetelnej, eksperckiej wiedzy.

    Czytam na przykład, że w USA fakt powszechnego braku ubezpieczenia społecznego oraz zjawisko nielegalnych imigrantów, może być interpretowane jako potencjalnie szkodliwe dla pożądanych i społecznie korzystnych postaw wobec epidemii. Ludzie nieubezpieczeni wykazują niechęć do samoizolacji i poddawania się testom. Jeśli nie zalegalizuje się imigrantów, to na pewno nie będą oni chcieli poddać się kwarantannie. (Wstępniak odredakcyjny w najnowszym The Economist) To może być wyraźny problem dla już znanego z antynaukowości rządu Trumpa, ale jednocześnie formalnie odpowiedzialnego za walkę z epidemią.

    W Polsce można przypomnieć na przykład: antynaukową kampanię wielu parlamentarzystów, którzy wpuszczali do Sejmu antyszczepionkowców, pseudonaukowe pouczenia marszałka Karczewskiego oraz antynaukową obronę tzw. Wolności głoszenia poglądów w niedawnej inicjatywie ustawodawczej ministra Gowina (inicjatywa we współpracy z Ordo Iuris). Wszystkie te zjawiska pomagają innym wiedzoodpornym w polityce. Niby ogłoszono stan epidemii, wszyscy zmobilizowani, ale jednak pozwala się pracować hipermarketom budowlanym i gromadzić tam licznie „remontowiczom”. Niby wiadomo, że w innych krajach epidemia trwa i trwała kilka miesięcy, i że wszystkie większe zgromadzenia są skrajnie szkodliwe dla całości społeczeństwa, jednak pozwala się na otwarte kościoły i agresywnie prze do wyborów prezydenckich 10 maja. Zgromadzenia są zakazane, zwykłe rodziny Polaków zmuszane są (słusznie) ograniczać liczbę żałobników na pogrzebach, ale uroczystości smoleńskie mają się odbyć? Business as usual? Świat się wali, potrzeba mocnego wsparcia dla milionów przyszłych bezrobotnych i bankrutów, służby zdrowia w zapaści, ale dajemy ludziom sygnał: wybory muszą się odbyć jak planowano. I prezydent Duda ściska kolejną rękę podczas kampanii wyborczej… I dziękuje, i dziękuje za wspaniałą walkę z pandemią…

    The Economist pisze: jednak pandemia także stawia lekarzy, naukowców i ekspertów od polityki ponownie w centrum rządzenia. Najlepiej to widać w Singapurze, gdzie było i jest niespodziewanie mało zachorowań. Politycy i eksperci Działali tam wcześniej przy pomocy efektywnej administracji nauczeni epidemią SARS z 2003 r. Przesłanie ich rząd miał jasne i wierzono mu, bo bazował na opiniach naukowców.

    Czy Jarosław Kaczyński, dr prawa, może być polskim największym epidemiologiem, jak w swoim czasie Stalin, największym językoznawcą? A może pragnie zostać pilotem? Ja też we wczesnym dzieciństwie chciałem być astronomem. Ale dziś jestem już dojrzały…

  • Uniwersytet spolegliwy w czasie kwarantanny

    Uniwersytet spolegliwy w czasie kwarantanny

    Uniwersytet spolegliwy w czasie kwarantanny

    „Świat stanął na głowie”, „to jest koniec świata takiego, jaki znamy”, „giełdy pikują do poziomów z czasów kryzysu finansowego w 2008”, „musimy przejść przez kwarantannę konsumpcji” — to jest garść „pokruszonych obrazów” różnych dyskursów, które nas dzisiaj otaczają. Wszyscy mamy już chyba świadomość, że to co przeżywamy jako ludzkość w skali globalnej w wyniku zaistnienia pandemii COVID-19 pozostaje bez precedensu. Starsi ode mnie oraz ludzie w moim wieku próbują tę zmianę ogarnąć poprzez analogię do wprowadzenia stanu wojennego w 1981 r. przez generała Jaruzelskiego. Bo zamknięte granice, puste ulice, loty zawieszone, utrudnienia w przemieszczaniu się, ale też anegdotyczne braki w zaopatrzeniu, albo strach przed nimi np. osławionego papieru toaletowego. Zmiana jest realna i dotyka nas na co dzień. Chciałem wczoraj kupić coś w aptece, stałem razem z innymi czterema osobami przed wejściem do niej, każde z nas pozostawało w odległości metra od siebie, była stosunkowo mała kolejka, ale rozciągnięta. Dziwny świat.

    Jednocześnie wiadomo, że ta zmiana nie będzie krótka. Może to początek zmiany. Niewiele wiadomo, ale na pewno świat nie będzie taki jak zwykle.

    Uniwersytet zawsze był odpowiedzialną wspólnotą uczonych i studentów. Łacińskie Universitas to społeczność długiego trwania w zmieniającym się świecie. Na Uniwersytecie Łódzkim trwa niby normalnie proces wyborczy, wybrani zostali na niektórych wydziałach elektorzy, na innych ten proces ciągle trwa. Procedury zgłaszania przeszły już w sferę cyfrową, papierowe zgłoszenia muszą poczekać. Ogłaszają się kolejni kandydaci. Formalnie przedłużono kalendarium wyborcze o dwa tygodnie. Miał ten proces skończyć się pod koniec maja, teraz może w połowie czerwca?

    Jednocześnie Uniwersytet Łódzki jak większość uczelni w Polsce i na świecie przechodzi przyśpieszony kurs nowoczesnych metod kształcenia (się) na odległość. Za chwilę połączę się po raz kolejny z jedną z moich grup studenckich i poprowadzę webinarium w sieci w formie wideokonferencji. To nie będzie starożytny sympozjon, nie będziemy mieć przerwy kawowej, a jeśli, to każdy z nas w swoich miejscach zamieszkania zaparzy sobie kawę sam. Sympozjon musi ustąpić tańszej i jedynej możliwie formie spotkania wirtualnego. Jeden z moich magistrantów łączył się na wczorajszym „webinarium-seminarium magisterskim” z akademika i słychać było w tle budzącego się kolegę.

    Stoimy w obliczu niesłychanych wyzwań. „Kwarantanna konsumpcji”, którą teraz w skali globalnej przechodzimy ma swoje dobre strony nie tylko dlatego, że nasz „ślad węglowy”, rozmiar zniszczenia naszego otoczenia naturalnego, jest nieco ograniczony: np. Chiny przestając produkować w dotychczasowej skali w wyniku epidemii, przestały także się i nas truć. Kiedy nie latamy po świecie ślad CO2 jest też mniejszy. Kiedy nie jeździmy do pracy, energii zużywamy mniej.

    Zmieniamy jednak także naszą mentalność.

    A którzy czekali błyskawic i gromów,

    Są zawiedzeni.

    A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,

    Nie wierzą, że staje się już.

    Dopóki słońce i księżyc są w górze,

    Dopóki trzmiel nawiedza różę,

    Dopóki dzieci różowe się rodzą,

    Nikt nie wierzy, że staje się już.

    Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,

    Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,

    Powiada przewiązując pomidory:

    Innego końca świata nie będzie,

    Innego końca świata nie będzie.

    Pisał dawno temu Noblista Czesław Miłosz. Ale tam u niego pojawiają się normalne sceny z życia codziennego. Dzisiaj widzimy sceny niecodzienne. „Świat staje na głowie”.

    To jest koniec świata, jaki znamy. Uniwersytet musi na pewno odpowiadać na nowe wyzwania, na przykład przemyśleć swoje metody  kształcenia na nowo. E-learning jest od dawna przecież, ale skala nowego zjawiska, masowość różnych jego form stwarzają nową jakość. Jednocześnie pojawiają się nowe problemy lokalne, polskie i światowe zarazem. Trzeba będzie np. zastanowić się, jak rozwiązać problemy części naszych studentów np. z Ukrainy, którzy także pracują w Łodzi oraz w Polsce, i którzy nie mogą teraz normalnie funkcjonować. Społeczność lokalna, polska i łódzka, bazuje także na pracownikach, którzy niedługo będą w absolutnym kryzysie przeżycia, bo stan wyjątkowy, który właśnie przechodzimy uderza w tych, którzy zatrudniani byli na niedobrych zasadach.

    Dlatego nie możemy udawać, że „wszystko jest po staremu”. Mamy niby kalendarium wyborcze na Uniwersytecie, mamy już niektóre ciała (np. Komisje Wyborcze, niektórych elektorów), mamy kandydatów, ale przecież nie możemy powiedzieć, że „business as usual”. Przecież jako kandydat na rektora nie mogę spotykać się z ludźmi na wydziałach, nie możemy debatować, nie możemy się wzajemnie przekonywać. Już nic nie będzie jak zwykle, jak dawniej. Nie wiemy jeszcze, jak to będzie, ale musimy o tym rozmawiać.

    Nowoczesny uniwersytet to taki, który rozwiązuje problemy otoczenia społecznego, lokalnego i globalnego. Jeśli zostaną przeprowadzone teraz wybory, to czy kandydaci będą mieli szansę o tym porozmawiać? O nowej sytuacji uczelni i edukacji w nowym w świecie, w świecie „kwarantanny konsumpcji” i „w świecie w ogniu”, jak pisze osobowość roku 2019 tygodnika TIME, Greta Thunberg. Musimy o tym rozmawiać.

    Dlatego apeluję do władz Uniwersytetu Łódzkiego, które dotychczas świetnie prowadziły naszą społeczność w zmieniającym się ciągle świecie: zorganizujmy debatę w formie wideokonfencji  kandydatów na stanowisko rektora, debatę o nowych wyzwaniach nowego świata po kryzysie, którego początek właśnie widzimy.

    Nasz pierwszy Rektor prof. Tadeusz Kotarbiński propagował pojęcie „człowieka spolegliwego”. Mam wrażenie, iż właśnie przyszedł czas, abyśmy się stali spolegliwi, odpowiedzialni za siebie i innych jako uniwersytet. W świecie anglojęzycznym przyzwoitość jest nazywana słowem „integrity”. Takie pojęcie obrazowe jest najbliższe pojęciu człowieka spolegliwego. Powinniśmy okazać się przyzwoici i spolegliwi dla społeczeństwa, w którym żyjemy, nie możemy teraz udawać, że wszystko jak zwykle. Kiedy mamy codziennych bohaterów w postaci pielęgniarek i lekarzy walczących z niewidzialną złowrogą siłą, musimy okazać także odwagę bycia spolegliwym.

    Wybory na rektora? Tak, ale kiedy i na jakich warunkach… Rozmawiajmy.

    Łódź, 18 marca 2020

    Oświadczenie o wycofaniu się z kandydowania na urząd rektora Uniwersytetu Łódzkiego

  • Koronawirus a uniwersytety

    Koronawirus a uniwersytety

    Wczorajszy (3.03.2020) dzień był dla mnie dramatyczny: dowiedziałem się, że reszta tygodnia będzie dla mnie radykalnie inna niż planowałem. Główną wiadomością był ogłoszony i wydany przez JM Rektora Uniwersytetu Łódzkiego zakaz — ważny do odwołania — wszelkich wyjazdów służbowych pracowników i studentów. Miałem właśnie w planach lot w czwartek do Frankfurtu na wielkie międzynarodowe zgromadzenie delegatów z 19 krajów, głównie europejskich. Powrót planowałem w niedzielę.

    Lot odwołałem. Wcześniej wybrałem lot zamiast pociągu ze względu na czas. Ale analizowałem też połączenia pociągiem.

    Potem rano w środę na zebraniu mojego zespołu projektowego mój kolega Marek ogłosił swoją gotowość zwiększenia wspomagania kryzysowego kursami online. Na wypadek, gdyby sytuacja miała się pogorszyć, więcej zajęć mogłoby się odbywać w trybie e-learningu, albo w trybie wspomagania e-learningiem.

    Sytuacja wokół kryzysy pandemicznego jest dynamiczna, coraz więcej głosów na świecie także o wielkich skutkach w gospodarce.
    Nie ulega wątpliwości, że kryzys wokół wirusa COVID-19 dotknie także uczelni na całym świecie. Właśnie dzisiaj ukazała się mikroanaliza autorstwa Ellie Bothwell i Anna McKie
    w Times Higher Education pt. Być może uniwersytety „będą musiały się pozamykać”, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Podtytuł: Konferencje i wymiany studenckie obcięte w miarę rozprzestrzeniania się Covid-19

    Oczywista jest sytuacja w takich krajach jak Włochy, zwłaszcza na Północy, gdzie już pozamykano tamtejsze uniwersytety na razie na dwa tygodnie do 8 marca, bo w tamtych okolicach epidemia jest szczególnie widoczna. Autorki analizy argumentują jednak za ekspertami, że zachodnie uniwersytety powinny być przygotowane na możliwość zamknięcia kampusów w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się nowego koronawirusa, trzeba zacząć planować awaryjnie. Dane liczbowe są bezwzględne: 88 000 osób w ponad 60 krajach zostało zarażonych koronawirusem, podczas gdy ogólna liczba ofiar śmiertelnych z powodu epidemii Covid-19 przekroczyła 3000.

    We Włoszech wiele uczelni już przeszło na nauczanie online. Pracownicy ciagle przychodzą do pracy, studenci mogą także ich odwiedzać.

    Amerykańscy eksperci z Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom stwierdzają, że instytucje szkolnictwa wyższego powinny rozważyć odroczenie lub anulowanie wymiany zagranicznej studentów ze względu na rozprzestrzenianie się choroby. Uważam ten fakt za wysoce niepokojący i mające wielkie konsekwencje dla modeli kultury i polityki kulturalnej w różnych krajach.

    Eksperci z Wielkiej Brytanii wypowiadają się w podobnym tonie, zwłaszcza Ci specjalizujący się w epidemiologii statystycznej.

    Rządy apelują raczej o rozwagę i indywidualizowanie podejścia. THE cytuje Mike’a Barera, profesora mikrobiologii klinicznej na Uniwersytecie w Leicester, który testuje specjalne inteligentne maski na twarz i on powiedział: „jeśli instytucje potrafią dobrze zarządzać zachowaniem, mogą potencjalnie uniknąć zamknięcia”.

    Jednak potencjalne zamknięcie na jakiś czas uczelni to tylko jeden, bezpośredni efekt pandemii. Innym, znacznie groźniejszym efektem będzie znaczący wpływ na rekrutację na następny rok akademicki. Już w połowie lutego w Australii część uczelni zauważyła, że za bardzo się uzależniła od chińskich studentów i teraz, w obliczu pandemii, zapewne uderzy to uzależnienie szczególnie mocno. „Wiele szkół pozostaje zamkniętych w Chinach, gdzie wybuchła epidemia, a ośrodki testowania języka i wydawania wiz – klucz do wniosków na uniwersytety zachodnie – są również zamknięte.” Pisze THE.

    Great Wall sunset over mountains in Beijing, China.

    Zatem: świat jest nieprzewidywalny także, jeśli idzie o model uniwersytetu. Nie ulegając panice, musimy cały czas myśleć perspektywicznie: z jednej strony, uczelnie bez umiędzynarodowienia są niewyobrażalne, wymiana studentów i pracowników to jest kluczowy aspekt fukcjonowania republiki uczonych, dlatego nie można rezygnować z tradycyjnego stacjonarnego, a nawet rezydencjalnego modelu uczenia się na kampusach; z drugiej strony zaś, ciągle trzeba rozwijać infrastrukturę i potencjał kadrowy, jeśli idzie e-learning i cyfrowe zasoby edukacyjne. Nie możemy przespać wielkiej zmiany w dzisiejszym zglobalizowanym i ucyfrowionym świecie.

    Update 11.03.2020: od dzisiaj, środy 11 marca 2020 Uniwersytet Łódzki odwołuje wszystkie swoje zajęcia. Wcześniej Rektor odwołał większe zgromadzenia.

    Update 11.03.2020 od dzisiaj, Ministerstwo zamknęło wszystkie szkoły wyższe na dwa tygodnie.