„Stop bzdurom” i „Świat Nauki…. Po raz pierwszy od 175 lat Scientific American popiera jednego z kandydatów na prezydenta USA. Decyzja bezprecedensowa.
Zrzut ekranu z wydania internetowego Scientific American, 16.09.2020
Od dziesięcioleciu już czytuję „Scientific American” oraz jego córkę, magazyn „Mind” w oryginale amerykańskim, głównie ze względu na potrzebę ćwiczeń językowych. W Polsce ten amerykański miesięcznik popularnonaukowy wydawany jest po polsku jako „Świat Nauki”, zresztą wersji językowych na całym świecie jest sporo, nakłady SA idą w miliony. Wielu cenionych, czy nawet sławnych naukowców (np. Albert Einstein) pisywało w nim. Od pewnego czasu zarządza nim ta sama firma, która wydaje prestiżowe Nature. Ukazuje się od 175 lat. Dzisiaj dowiedziałem się, że „Świat Nauki”, czyli „SA” powiedział „Stop bzdurom” i popiera Joe Bidena w wyborach prezydenckich USA na jesieni tego roku. (w magazynie październikowym Scientific American z 15.09.2020 r. pt. „From Fear to Hope” [od strachu do nadziei] w Scientific American 323, 4, 12-13 (październik 2020)
Naukowcy w laboratorium (lic. Depositphotos)UNIVERSAL CITY, CA – MARCH 2006: Donald Trump ze Shrekiem w tle (lic. Depositphotos)
Decyzja niebywała od prawie dwóch stuleci istnienia pisma. Co się stało? Czyżby upolityczniona redakcja? A może jednak coś innego?
Ja sam jestem humanistą. Zarzut upolitycznienia humanistyki zdarza się często, bo przecież tematyka humanistyczno-społeczna jest szczególnie doniosła społecznie, zatem także czasami — doniosła politycznie.
W dzieciństwie jako czytelnik powieści science-fiction, między innymi Stanisława Lema, byłem jednak zawsze otwarty na nowinki z nauk przyrodniczych, nazywanych „twardą nauką”, czy po angielsku po prostu nauką (science). Był nawet moment w 8 klasie podstawówki, w której bibliotekarka z osiedlowej biblioteki powiedziała mi, że przeczytałem już wszystko z półki z działu popularyzatorskiej nauki (głównie książki z tzw. Serii +/- nieskończoność) i dlatego ona mi załatwi możliwość wypożyczania w Bibliotece Pedagogicznej. Od tej pory uzyskałem dostęp do nauczycielskiej biblioteki, czego w domu nie miałem. Wtedy nie było w Polsce także stacji telewizyjnych takich jak Discovery, czy National Geografic.
Kopia Konstytucji Stanów Zjednoczonych, wytworze kultury Oświecenia
Do dzisiaj specjalistą w nauk przyrodniczych nie jestem, jednak interesują mnie nowinki i odkrycia tak po prostu, gdyż kultura nauk przyrodniczych wyrasta z tego samego pnia kultury oświecenia, z której wywodzi się np. dyskurs praw człowieka czy równości i tolerancji.
Dlaczego o tym piszę? Bo redakcja Scientific American od wczoraj bardzo sążniście się tłumaczy z poparcia Joe Bidena. Twierdzą, że nie jest im lekko i czują się zmuszeni. Dlaczego?
Bo „dowody i nauka pokazują, że Donald Trump poważnie zaszkodził USA i ich mieszkańcom – ponieważ odrzuca dowody i naukę.”
Znana jest Trumpowa nieudolna i nieuczciwa polityka względem pandemii COVID-19 (prawie 200 tyś. zgonów z tego powodu w całych USA). Trump znany jest także z ataków na ochronę środowiska, opiekę medyczną oraz naukowców i publiczne agencje naukowe. Jest znanym antymaseczkowcem (co chyba łatwo mu przychodzi jako zwolennikowi maczyzmu w czystej postaci, klasyczny maczo kondomów i maseczek nie zakłada). Przez Trumpowe lekceważenie prostych i bardziej złożonych metod kontroli „Stany musiały ponownie się zamknąć, co wiązało się z ogromnymi kosztami gospodarczymi. Około 31 procent pracowników zostało zwolnionych po raz drugi w następstwie gigantycznej fali” (ponad 30 milionów ludzi). „Na każdym etapie Trump odrzucał niewątpliwą lekcję, że kontrolowanie choroby, a nie jej bagatelizowanie, jest drogą do gospodarczego ponownego otwarcia i ożywienia.”
Podobnie jak liderzy w niedemokratycznych już państwach, takich jak Polska, „Trump wielokrotnie okłamywał opinię publiczną na temat śmiertelnego zagrożenia chorobą, mówiąc, że nie jest to poważny problem i „to jest jak grypa””, a na pewno wiedział, bo świadczą o tym dokumenty, że jest bardziej śmiertelna i wysoce zaraźliwa.
Trump jest także antynaukowy, jeśli idzie o finansowanie państwowej służby zdrowia w Stanach, ale także w tym, że zaproponował miliardowe cięcia dla National Institutes of Health, National Science Foundation i Centers for Disease Control and Prevention. Wycofał USA z członkostwa w Światowej Organizacji Zdrowia (WHO).
Illustration of the World Health Organization flag (lic. Depositphotos)
Lista przewin Trumpa jest dłuższa, nie sposób ich wręcz tutaj wszystkich przytoczyć, ale to, że „zastąpił naukowców w radach doradczych agencji przedstawicielami branży.” No i przyłączył się do negacjonistów klimatycznych: twierdzi, że żadna katastrofa klimatyczna nie istnieje i wycofał USA z międzynarodowych porozumień, łagodzących zmiany klimaty.
Odwrotnie Joe Biden, który poszukuje wiedzy fachowej i przekształcił ją w solidne propozycje polityczne. Wspierać chce swoje działania nauką i ekspertyzami. Redakcja uzasadnienie poparcia Bidena kończy wyrazistym apelem: „Czas wyprowadzić Trumpa i wybrać Bidena, który ma doświadczenie w śledzeniu danych i kierowaniu się nauką.” Innymi słowy, Biden nie wspiera ciemnoty i pragnie zatamować „bzdury”. Można tylko przyklasnąć: „Stop bzdurom!”
Popieram Scientific American nie dlatego, że jakoś bardzo chciałbym ingerować w tamtejsze wybory, jak chciałby tego pewnie Władimir Putin. Nie! Popieram SA, bo dla mnie także ta kultura tzw. ojców założycieli (founding fathers) USA jest kulturą Oświecenia. I demokracji. I tolerancji…
Benjamin Franklin, jeden z ojców założycieli USA obecny faktycznie na banknocie 100 dolarowym, też nosiłby maskę, bo był naukowcem (lic. Depositphotos)
PS. Greta Thunberg, szwedzka aktywistka, cytuje w Twicie SA, nawołując do poparcia Bidena, miko że zazwyczaj stroni od partyjności… 10.10.2020
Nowe słowo w Polsce i w angielszczyźnie: plandemia i skamdemia
Według Słownika Języka Polskiego
pandemia to
1. «epidemia obejmująca swym zasięgiem bardzo duże obszary», inaczej: „nazwa epidemii o szczególnie dużych rozmiarach, obejmującej kraje, a nawet kontynenty.”
Z greckiego pandemia oznacza „cały lud”, jak podaje „Słownik wyrazów obcych”, pochodzi to słowo od od ‚pandemos’ „powszechny, należący do całego ludu”.
I to użycie spotykamy najczęściej, ale jest też drugie:
2. «idealny sojusz wszystkich narodów, żyjących w pokoju i wzajemnej zgodzie»
To jest zaskakujące użycie, niemal paradoksalne, bo jest też trzecie, bardzo od tego drugiego inne skojarzenie:
3. pandemonium: piekło, kompletne zamieszanie, chaos, anarchia, sądny dzień, istny koniec świata, ogłuszający zgiełk, tumult.
Jeden z przydomków Afrodyty to Pandemos jako opiekunki kobiet upadłych, oznaczała także nierządnicę. W „Raju utraconym” Johna Miltona „pandemonium” to stolica piekieł występująca na końcu Księgi I Raju utraconego (1667). Architektem Pandemonium był Mulciber. Demony zbudowały go w około godzinę, ale znacznie przewyższał wszystkie ludzkie pałace i siedziby. Był złoty.
Upadły anioł, symbol pandemonium (lic. Depositphotos)
Na stronach „Tajemnice świata” jednak pandemia widziana jest jako fałszywa pandemia, i nazywana jest czasem w sieci „plandemią”: CZARNE CHMURY NAD SIECIĄ 5G PRZYKRYTE FAŁSZYWĄ „PANDEMIĄ” KORONAWIRUSA https://www.tajemnice-swiata.pl/falszywa-pandemia/
Podobne teorie spotkać można na różnym forach blogerów youtubowych.
Od II połowy kwietnia 2020 coraz więcej ludzi szuka w sieci Internet wyjaśnienia, co znaczy słowo „plandemia” albo angielskie „plandemic”. Wcześniej oba wyrażenia nie istniały.
Strona The Economist, ilustracja do artykułu o pandemii, zrzut ekranu JP
Pisze się o plan- i skamdemii, bo zwolennicy spiskowych teorii przejmują rząd dusz nad tymi, którym z jakichś powodów nie podoba(ło) się totalne zamknięcie całego niemal świata w okresie od marca do końca maja 2020 r. Jak pisze redakcja międzynarodowa The Economist, poglądy tych protestujących są często śmieszne; ale konsekwencje bywają poważne”.
Zamknięcie (ang. lockdown) stało się poważnym problemem dla całych społeczeństw. Nie ma co z tym dyskutować. W wielu miejscach na świecie stosowano metody na pograniczu prawa, bądź całkiem bezprawne. Przypomnę, jakoś o tym się zapomina, że w Polsce jedne z najdrastyczniejszych ograniczeń wolności obywatelskich (takie jak domowe kwarantanny niemal całego społeczeństwa, zakaz wchodzenia do lasów, zakaz przemieszczania się) wprowadzono z pogwałceniem Konstytucji RP, która wymagałaby w takich sytuacjach wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, konkretnie klęski żywiołowej. Bezprawne były wybory w maju, które się odbyła, a jednak nie odbyły… Dlatego nie dziwi ani trochę opór niektórych obywateli. Choć motywacja tego oporu bywa, niestety, dziwna. I groźna.
Po wprowadzeniu złagodzenia restrykcji, objawił się opór także na ulicach.
Jednak faktycznie zaskakuje treść tych protestów na całym świecie: w Rzymie, w brytyjskich miastach, w tym w Edynburgu i Sheffield, w Australii, w tym w Melbourne. Także dziesiątki tysięcy Niemców w Berlinie. W Polsce przeciwko zamknięciu gospodarki protestowali w swoim czasie przedsiębiorcy. Jak wskazuje the Economist w protestach nie ma jednolitości, można powiedzieć, to istne pandemonium: „antyszczepionkowcy”, aktywiści anty-5G protestujący przeciwko inwigilacyjnemu, policyjnemu państwu, antymaseczkowcy, ale także skrajna prawica z flagą dawnego imperium niemieckiego sprzed 1918 r.
Zgromadzenia naruszały prawo przeciwko zgromadzeniom, bo było na nich np. w Londynie ponad 30 osób.
Temu wszystkiemu towarzyszy przekonanie, że wirus „„nie jest chorobą zakaźną o dużych konsekwencjach”, ale został wykorzystany w „operacji psychologicznej” mającej na celu zamknięcie gospodarki w interesie wielkich korporacji, takich jak firmy farmaceutyczne i telekomunikacyjne. I w tym kontekście pojawia się właśnie nowe słowo: „plandemiczna epidemia”, pandemia to jest realny i niebezpieczny, ale umyślny spisek niektórych złych ludzi lub rządów, mających na celu zarobienie ogromnych pieniędzy albo narzucenie lub rozszerzenie dyktatury. (Taka opcja będzie też prawdopodobnie w Polsce.)
To, że niektórzy celebryci i naukowcy przewidywali wystąpienie pandemii (m.in. cytowany przeze mnie Nassim NicholasTaleb, autor bestselerowego „Czarnego łabędzia”), powoduje, że postrzega się ich jako wiedzących więcej, a nawet jako inspiratorów całego zamieszania. Spotkało to Billa Gatesa, współzałożyciela firmy Microsoft i czołowego filantropa. „Według ankiety przeprowadzonej przez YouGov i Yahoo News, ponad jedna czwarta Amerykanów i 44% Republikanów uważa, że Gates chce użyć szczepionki Covid-19 do wszczepienia mikroczipów pod skórę ludzi. Przemówienie, które wygłosił w 2015 roku, w którym argumentował, że „jeśli cokolwiek zabije ponad 10 milionów ludzi w ciągu następnych kilku dziesięcioleci, prawdopodobnie będzie to wysoce zaraźliwy wirus, a nie wojna”, było oglądane na YouTube ponad 30 milionów razy. Dla wielu jest to dowód winy.”
Symbol spisku ponadpaństwa Q (lic. Depositphotos)
Również dziwaczna teoria spiskowa wspierająca Donalda Trumpa „QAnon”, jest przywoływana w tym kontekście. Zgodnie z nią prezydent Donald Trump prowadzi tajną wojnę z elitą czczących diabła pedofilów. (Kiedyś naczelną burdelmamą pedofilów miała być Hillary Clinton, która w kampanii wyborczej była oskarżana o prowadzenie pizzerii pod przykrywką).
Bardzo charakterystyczne, że o Polsce ta legendarna postać Q, która jest źródłem różnych spiskowych teorii, wypowiedziała się chyba tylko raz, jak podaje Wikipedia: „Według Q Narodowy Bank Polski jest rzekomo kontrolowany przez rodzinę Rotschildów, która w świetle całej teorii konspiracyjnej propagowanej przez Q stanowi jeden z kilku głównych rodów sterujących organizacją przestępczą z którą walczy administracja Donalda Trumpa.” Nic dziwnego, że tutaj, w kraju takim jak Polska, mamy antyżydowski spisek w tle.
The Economist wskazuje na niebezpieczeństwo takich marginalnych, ale głośnych grup: „mogą być wykorzystywane przez inne siły polityczne, ” (skrajna prawica), żywią się innymi podziałami „wojny kulturowej”, „pozostawiając społeczeństwo bardziej podzielone w czasie, gdy wspólne zagrożenie mogło je połączyć. Noszenie maski powinno być środkiem ostrożności dla zdrowia publicznego, a nie polityczną odznaką.”
Po trzecie, kompromitują często właściwy krytycyzm względem państwa, wykorzystującego „kryzysy”, „wstrząsy” dla własnych celów i własnej agendy.
„Ks. Dominik Chmielewski jest twórcą i duchowym przywódcą istniejącej od kilku lat formacji Wojowników Maryi, w której mogą działać wyłącznie mężczyźni. Jej członkowie mówią o sobie, że są armią Boga.”
Zatem nowe słowa czasami są niewinne, ale mogą być także niebezpieczne, tak jak skrajnie niebezpieczni są antyszczepionkowcy, choć płaskoziemcy już mniej, bo ich teorie nie wpływają tak bardzo na praktykę społeczną, jak antyszczepionkowców. Jednak w powszechnym pandemonium wywołanym pandemią, te radykalne grupy stają się bardzo widoczne, zaś hasła coraz głośniejsze. Dlatego uważajmy na słowa.
Jarosław Płuciennik
PS. Artykuł zmieniony nieco ukazał się 11 września 2020 w Tygodniku Łódź, Gazety Wyborczej, w wydaniu papierowym.
PS2. Artykuł ukazał się także na stronach internetowych Gazety Wyborczej 12 września. W dniu, w którym w Warszawie odbyła się manifestacja antymaseczkowców.
Rozmowa z mgrem Markiem Molendą, koordynatorem e-learningu na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego na temat doraźnych środków w zdalnym nauczaniu i metodyki pracy ze studentami. Prowadzi prof. Jarosław Płuciennik.
Pandemia rządzi…, a czy ma rządzić „nowy komunizm”? Wokół najnowszej książki Sławoja Žižka
Rosja, Moskwa – 26 marca 2019: Slavoj Zizek, grawerowany portret wektorowy z konturami atramentu. Słoweński filozof i socjolog, jest profesorem w Instytucie Socjologii i Filozofii Uniwersytetu w Lublanie. Portret na licencji Depositophotos.
Po pobieżnej lekturze dawno dawno temu jego „Wzniosłego obiektu ideologii” (tłumaczenie z 2001 r.) Sławoj Žižek nie wywoływał u mnie jakichś zachwytów, może dlatego, że jego koncepcja wzniosłości nie zgadzała się z moją, a wtedy akurat byłem z tym na bieżąco. Dlatego przegapiłem kilka jego ostatnich dokonań (jak np. „Żądanie niemożliwego”, czy „Rok niebezpiecznych marzeń” z 2014) i dlatego nie podzielałem zachwytów nad nim czytanych od czasu do czasu w Guardianie czy New Yorkerze. Nie przeczytałem też jeszcze jego „Living in the End Times”, jestem w trakcie tej lektury. Ale kupiłem jego ostatnią książkę z marca 2020 roku pt. „Pandemia! Covid-19 trzęsie światem”, bo ciekaw byłem poglądów na obecną pandemię kogoś, kto przedstawiany jest jako filozof i krytyk kultury. Co prawda, ten filozof wywołuje skrajne emocje od zachwytu („najbardziej niebezpieczny myśliciel świata”) po daleko posunięty sceptycyzm (zob. artykuły o jego antysemityzmie, czy autoplagiatowaniu). Jednak, jako że pandemia jest ewidentnie wielką zmianą stanu świata, a ja wykładam także filozofię kultury, to sięgnąłem po tę książkę sloweńskiego pisarza. Nie zawiodłem się, jest ona, mimo że powstawała (była pisana i tłumaczona, redagowana i drukowana) w jakimś błyskawicznym, szatańskim tempie, jest dobrze napisana, choć faktycznie raczej eseistyczna, nie jako dysertacja czy analiza. Jest to esej składający się z kilku mniejszych esejów.
Ludzie chodzący po ulicy w maskach w trakcie epidemii (fot. lic. Depositphotos)
Žižek skończył pisanie wtedy, kiedy właściwie została dopiero ogłoszona pandemia, pod koniec marca 2020. Widać, że bardzo dużo dawnych przemyśleń zostało przez autora zrekonfigurowanych i włączonych w nowe pandemiczne konteksty. Sam autor wielokrotnie wskazywał, że najwięcej uczy się od swoich przeciwników konserwatystów, dlatego atakują go zarówno z lewa, jak i z prawa i pewnie dlatego zaczyna przekornie od nawiązania do chrześcijaństwa we wstępie zatytułowanym aluzyjnie „Noli me tangere” [łac. Nie dotykaj mnie z J 20:17]. Ciekawie brzmi jego interpretacja symbolicznej obecności Chrystusa w miłości między ludźmi w odniesieniu do sytuacji w pandemii, kiedy obowiązuje społeczne dystansowanie się od siebie wzajemne. Sama interpretacja tego fragmentu jest znana od czasów pisania Maurice’a Zundela, ale ta reinterpretacja pandemiczna jest ciekawa. Pisałem na początku pandemii o nowym rozumieniu altruizmu: trzeba być dalej od ludzi, żeby być z nimi blisko. Realna bliskość i miłość musi zostać zastąpiona symboliczną bliskością i miłością. To ciekawe u zadeklarowanego ateisty, choć przecież nie jest tutaj jakiś bardzo oryginalny, już Alain Badiou odwoływał się do św. Pawła i jego uniwersalizmu jako najważniejszego przesłania chrześcijańskiego. [Badiou, Alain. Święty Paweł: Ustanowienie uniwersalizmu, Kraków 2007]. Ale sprawdziłem, że już w 2010 w apokaliptycznie pobrzmiewającej książce „Życie w czasach ostatecznych” nie tylko robi symboliczne odniesienie do czterech jeźdźców apokalipsy, ale uwzniośla swoją lewicową misję poprzez odniesienie do Listu do Efezjan św. Pawła (Efezjan 6:12). Pisze on tam: „Niniejsza książka jest więc księgą walki, zgodną ze zdumiewająco trafną definicją Pawła: „Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami [kosmokratorami] tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich” [przekł. Biblii Warszawskiej]. Albo jak można przetłumaczyć na dzisiejszy język: „Nasza walka nie toczy się przeciwko faktycznie skorumpowanym jednostkom, ale przeciwko rządzącym po prostu, przeciwko ich autorytetowi, przeciwko globalnemu porządkowi i ideologicznej mistyfikacji, która go podtrzymuje”.
Przekonuje mnie taka interpretacja chrześcijaństwa, które nigdy nie powinno iść w sojuszu z tronem, czyli władzami tego świata. Przekonuje mnie to, bo w dzisiejszej Polsce widać wyraźnie jak wiele złego może uczynić sojusz ołtarza i tronu. Jednak nie do końca rozumiem wizję pozytywną alternatywy, w postaci nowego komunizmu.
Moskwa – Rosja, 25 lutego 2018 r., Młody człowiek z głośnikiem w tłumie protestujących w marszu pamięci Borysa Niemcowa (fot. lic. Depositphotos)
Zanim jednak do tego przejdę zauważę, iż Žižek już w marcu sprawnie zarysowuje konieczność uznania wartości wolności słowa, zwłaszcza w kontekście słynnej sprawy Li Wenlianga, który został najpierw uwięziony przez władze chińskie za przecieki dotyczący COVID-19, a potem mimo że Chińczycy przeprosili, to już nic to nie dało, bo słynny doktor zmarł na COVID-19 właśnie. Uniwersalna ważność wolności słowa powoduje, że warto czytać takich ludzi jak Žižek, potwierdzają to także intelektualiści podpisani pod deklaracją o wolności słowa w kontekście ruchu zaprzeczającego przeszłości.
Pojęcie kryzysu wolności słowa i cenzury w wyrażaniu idei, wizualna metafora nacisku politycznej poprawności w celu powstrzymania swobodnej rozmowy lub ograniczenia komunikacji. (fot. lic. Depositphotos)
W tym kontekście naprawdę bardzo ciekawie brzmi także obserwacja Žižka dotycząca programu w telewizji rosyjskiej poświęconego spiskowym teoriom: strategia tych telewizyjnych programów jest taka, żeby wykazać, że dana spiskowa teoria to „coś szalonego, nie może to być prawda, ale w sumie, kto wie…” (21) Zasadniczo krytykuje się tutaj spiskowe teorie, ale nie jest to krytyka totalna, zawsze pozostaje to zmrużenie oka… Ostatnio także w Polsce zaaranżowano taki scenariusz: poseł Konfederacji wręcza publicznie posłowi Jarosławowi Kaczyńskiemu książkę pt. Fałszywa epidemia. Krytyka naukowców i lekarzy autorstwa wielu „wybitnych” naukowców i lekarzy (choć epidemiologów tam jakby najmniej) ukazała się pod red. i ze wstępem dra Mariusza Błochowiaka, redaktora i wydawcy Miesięcznika Egzorcysta (bardzo autorytatywnego…). Zdjęcie posła Kaczyńskiego obiegło Polskę jak długa i szeroka „Kaczyński czyta „Fałszywą epidemię””. Następnie dla inteligentnych podano, że wiceminister stwierdził, że JK wcale nie wierzy w spiskowe teorie dziejów, ale czytać przecież może… No a „światły” minister Błaszczak książki nie przyjął. Taki przekaz wielopoziomowy jest charakterystyczny zarówno dla „Shreka” jak i dla cynicznych populistów. Žižek słusznie stwierdza, że pandemia to nie kara, nie ma ona głębszego znaczenia, ale daje nam impuls, że musimy przemyśleć takie kwestie jak globalizacja, rynek kapitalistyczny, przemijalność bogactwa, przed którymi przestrzegał Žižek już w swojej apokaliptycznej książce z 2010.
Trzy mądre albo mistyczne małpy, tutaj szympans Simia troglodytes (20 lat) — bardzo złożony japoński i chiński, także buddyjski i konfucjański symbol, współcześnie odnoszący się czasami do zmowy milczenia tajnych służb i spisków (fot. lic. Depositphotos)
Bardzo ciekawy jest Žižkowy podział na trzy rodzaje pracowników, których wyrazista inność zostało podkreślona przez pandemię i lockdown: jedna kategoria to pracownik linii produkcyjnej składającej iPhone’a np. w Szanghaju, druga kategoria (już nie klasa) to pracownicy sektora opieki, od których wymaga się nie tylko pracy sensu stricto, jak przy taśmie produkcyjnej, ale wymaga się także wysiłku okazywania empatii, żeby być ciągle miłym, uprzejmym, empatycznym. Ci najwięcej chyba ucierpieli na lockdownie. Trzecia grupa to samozatrudniający się pracownicy kreatywni, od których wymaga się zaangażowania np. całej kreatywności swojej w reklamowanie np. produktu, do którego człowiek nie może się jakoś przekonać. Wedle Žižka nie możemy traktować wątpliwego przesłania pandemii (bo żadnego przesłania nie ma), jako „wyluzuj”, bo „Arbeit macht frei” to ciągle właściwe motto, chociaż brutalnie nadużyte przez nazistów.” No i „kiedy pracownik służby zdrowia pada z nóg po pracy w nadgodzinach to jego zmęczenie jest zmęczeniem wartościowym”. (34)
Brama obozu Auschwitz Birkenau z napisem Arbeit Macht Frei, „praca czyni wolnym”, hasło ukute przez filologa niemieckiego w XIX stało się symbolem Weimarskiej republiki i tzw. robót publicznych jako środka likwidacji bezrobocia (fot. lic. Depositphotos)
Świetnie identyfikuje te szalejące nad nami dzisiaj burze: jeden sztorm to pandemia koronawirusa, kwarantanna, cierpienie śmierć. Drugi sztorm to skutki gospodarcze pandemii, które będą szczególnie dotkliwe dla Europy oraz trzeci sztorm: historia nazywana przez Žižka Putoganem (od Putina i Erdogana) – to jest nowy wybuch przemocy w Syrii między Turcją a reżimem Asada wspieranym przez Putina właśnie. Jest zatem Žižek krytyczny względem Rosji, jak również wobec Chin.
W rozdziale o pięciu etapach epidemii (koncept z lat 60-tych XX wieku szwajcarskiej psycholożki Elisabeth Kübler-Ross, która pisała o pięciu etapach radzenia sobie z żałobą) pisze między innymi o katastrofie klimatycznej czy o zagrożeniu cyfrową kontrolą naszego życia. Jednak najważniejsze filozoficzne wnioski to: „bardziej ogólnym poziomie pandemie wirusowe przypominają nam o ostatecznej przypadkowości i bezsensie naszego życia – nieważne jak wspaniałe konstrukcje duchowe zbudujemy jako ludzkość, jakieś głupie, naturalne, nieprzewidywalne zdarzenie, takie jak wirus czy asteroida, może to wszystko zakończyć… nie wspominając już o lekcji ekologicznej, która mówi o tym, że my, ludzkość, też nieświadomie możemy się do tego końca przyczynić.”
Mao Zedong pokazujący świetlaną drogę do przyszłości Chin, propagandowy plakat chiński. Mao jest symbolem tzw. rewolucji kulturalnej w Chinach oraz symbolem komunizmu chińskiego (fot. lic. Depositphotos)
Dlatego w rozdziale szóstym, który traktuje m.in. o wirusie ideologii, Žižek tak naprawdę nawołuje do autorefleksji do samoopanowania, opamiętania…
No i teraz sprawa najważniejsza, najistotniejsza propozycja Žižka. Musimy przemyśleć sprawę „nowego komunizmu”. Na czym on miałby polegać? Tego do końca nie wyjaśnia, no bo rozrzucone gdzieniegdzie w książce krótkie uwagi mogą być odniesione do już istniejących instytucji międzynarodowych: Žižek proponuje dzielenie się informacjami oraz międzynarodowe koordynowanie planów, to jest potrzebny dziś komunizm, oparte na dowodach naukowych działania zbiorowe, wspólnotowe. Dlaczego? Bo wolnorynkowa globalizacja czyni świat podatny na kryzysy i pandemie. Dlatego stoimy przed alternatywą: albo barbarzyństwo populistycznych reżimów, wykorzystujących pandemie, aby wzmóc kontrolę na społeczeństwami albo nowy rodzaj komunizmu. Albo prywatyzacja/barbarzyństwo, albo kolektywizm/cywilizacja. Albo „nowa ludzkość zjednoczona”, albo barbarzyństwo nazizmu, nietolerancji i wojen (108). Niestosowanie uścisku dłoni i izolacja w razie potrzeby to jest obecna forma solidarności. (83)
Žižek nie zgadza się z Giorgio Agambenem, lekceważącym pandemię, twierdzi, że „musimy zacząć doświadczyć prawdziwej filozoficznej rewolucji, innymi słowy doświadczania siebie jako istot żywych wśród innych form życia ciągle zagrożonego.” (84)
Ciekawą propozycją filozoficzną nie jest spojrzenie na epidemiologię jako wzorzec rozpleniania kulturowych reprezentacji (jak i Richarda Dawkinsa i Dana Sperbera), ale spojrzenie ponowne na filozofię Lwa Tołstoja, dla którego słowa słowo infekcja była było bardzo ważne oraz ponowne spojrzenie na heglowskiego ducha ludzkiego jako wirusa, bo psyche ludzka to metaforyczny wirus wysługujący się językiem (85-86).
Na tle doktryny szoku Naomi Klein propozycja Žižka jest bardziej jednoznaczna, wprost pada wyklęte przecież słowo komunizm, czego nie można znaleźć u tej pierwszej, ale jej pesymizm i optymizm w obecnej sytuacji wynika z koncepcji nazywanej przez Žižka kapitalizmem katastrof (97). Zgadzam się z finalną tezą, że właściwe dziś pytanie brzmi, jaki porządek się wyłoni z tej dekonstrukcji, która jest ewidentna w nieintencjonalnym działaniu koronawirusa. (138) Žižek pragnie pomóc w procesie samouświadomienia systemu: cytuje Bruno Latoura który słusznie podkreślał, że kryzys koronawirusa to próba generalna przed nadchodzącą zmianą klimatu. Ta zmiana to następny kryzys, w którym reorientacja warunków życiowych będzie przedstawiana jako wyzwanie dla nas wszystkich, tak jak szczegóły codziennego życia których będziemy się musieli nauczyć ostrożnie rozwiązywać. (122-123). Žižek proponuje, aby to nauka stała się podstawą naszych działań (post)kryzysowych. Greta Thunberg miała rację twierdząc, że politycy powinni słuchać nauki. Krytykuje filozofów, którzy woleliby raczej zaufać przeczuciom. W sytuacji, kiedy populiści wykorzystują kryzys, żeby zacisnąć pierścienie autorytaryzmu i kontroli (wspomina Wiktora Orbana, który doprowadził do przyjęcia ustawy umożliwiającej mu rządzenie za pomocą dekretów przez nieograniczony czas, s. 134). Žižek proponuje, aby szok wykorzystać do wzmożenia świadomości upadku i, jak można wyczytać z jego książki z 2010, apokalipsy. Cytuje tutaj twórczo Ryszarda Kapuścińskiego i jego „Szachinszacha”, reportażu, który traktuje o rewolucji w Iranie, chodzi tutaj o zjawisko upadku reżimu — ten zachowuje się jak kot wiszący nad przepaścią, on nie spadnie dopóki nie spojrzy w dół, kiedy już spojrzy, to już jest po nim. (135) „Jesteśmy teraz zmuszeni przyznać, że nowoczesna nauka, mimo całej swojej ukrytej tendencyjności, stanowi dominującą formę transkulturowego uniwersalizmu. Epidemia stanowi upragnioną szansę, by nauka utwierdziła się w tej roli.” (136)
„Czterech jeźdźców apokalipsy” wedle Žižka z 2010 r. to kryzys ekologiczny, konsekwencje rewolucji biogenetycznej, brak równowagi w samym systemie (problemy z własnością intelektualną; zbliżające się walki o surowce, żywność i wodę) oraz gwałtowny rozwój społeczny, podziały i wyłączenia.
Czterej jeźdźcy apokalipsy na niebie (fot. lic. Depositphotos)
Wydaje się, że propozycja Žižka nie jest taka straszna, jakby wyglądało z samej nazwy „nowy komunizm”: kooperacja międzynarodowa w wymianie informacji i działaniu, wspólnotowe impulsy działania, wspólnotowy i uniwersalistyczny punkt widzenia na sprawy codzienne i organizacje życia społecznego. Chyba, że zdarzające się Žižkowi pochwały rządu chińskiego w radzeniu sobie z pandemią oznaczałyby tęsknotę za maoizmem i czerwoną książeczką. Ale tego chyba w tej książce znaleźć nie można (cytaty z Mao są w książce z 2010). Pochwała wolności słowa i krytyka rządu Chin przy próbie gwałcenia wolności słowa to są ważne w niej wątki. Zgadzam się ze starym powiedzeniem Martina Luthera Kinga, cytowanym przez Žižka: „wszyscy jedziemy na tym samym wózku”.
Dzięki pandemii możemy zastanowić się nad alternatywnym społeczeństwem i alternatywnymi sposobami życia. Jako takie — filozoficzne wezwanie — książka wydaje się spełniać swoją funkcję popularnego opracowania zjawisk tworzących kontekst naszego życia dzisiaj.
Milena Head i Michael Hartmann podzielili się wczoraj (12 lipca 2020) w Times Higher Education kilkoma lekcjami z własnych doświadczeń z kształcenia online podczas pandemii.
Milena Head jest dyrektorem ds. kształcenia w dziedzinie transformacji cyfrowej w DeGroote School of Business, McMaster University (USA).
Zrzut ekranu ze stroną internetową McMaster University z profilem Mileny Head (JP)
Zrzut ekranu ze strony internetowej McMaster University z profilem Michaela Hartmanna
Najpierw wspominają o tym, że naiwnie zakładali, iż wszyscy ich studenci będą płynnie wchodzić jako liderzy lokalnych społeczności w nową rzeczywistość. A sytuacja pandemii oznaczała, że trzeba było spotykać się online z wielozadaniowymi ludźmi, z ludźmi pracującymi, którzy nagle znaleźli się uwięzieni w domu, z dziećmi, małżonkami, kotami i psami. Nie można abstrahować od realnej ich sytuacji. Trzeba o tym rozmawiać i układać plany, uzgadniając je z uczestnikami. Studenci w końcu wpuszczają nas — nauczycieli akademickich — do swoich domów, pokazują swoją bibliotekę, swoje czasami zwykłe domowe kapcie i domowe albo też sportowe koszulki.
Pies i kot to tylko niektóre domowe warunki obecne czasami na ekranach (fot. Depositphotos)
Bardzo ciekawie brzmi dla mnie rada, żeby kanały informacyjne takie jak Zoom czy Teams uzupełniać o inne, takie jak Slack i Slido. To pozwala uniknąć nudy i uczynić procesy komunikacyjne bardziej interaktywne, żeby uczenie się było współtworzeniem wiedzy, a to kreuje zaangażowanie. Sam używałem czasami Slido, i to jeszcze przed pandemią. Dawał mi ten program wiele informacji zwrotnych, ale najważniejsze dla mnie było przede wszystkim to, że dialogizowałem monologową formułę wykładu. Wykłada akademicki nie musi być ex catedra, zaś wykład online tym bardziej nie może taki być, bo o uwagę ludzi, których czasami się nie widzi, trzeba tym bardziej walczyć. Dlatego interaktywne formuły i programy są takie pomocne.
Zamyślony człowiek w kapeluszu i miś… (interakcja jest ważna) (fot. Depositphotos)
Milena Head i Michael Hartmann piszą też o specjalnej etykiecie, regułach grzecznościowo-moralnych: „Okazujemy szacunek wszystkim osobom”. Nikt nie wybierał pandemicznego zamknięcia, dlatego ważne jest, aby tym bardziej podchodzić do różnych sytuacji ze zrozumieniem. Pamiętam ze swoich zajęć, że w trakcie już prowadzonego wykładu, włączyła się spóźniona studentka i zaczęła się głośno z tego tłumaczyć. Poprosiłem, aby zamilkła teraz (ang. „mute”) i wyjaśniła mi później. Okazało się, że nie zrozumiała mojej gwałtownej reakcji. Dobrze jest ustalić pewne zasady na początku, wszyscy się uczyliśmy na błędach.
Dobrze jest mieć ciągłą informację zwrotną. Ja miałem ją poprzez grupę facebookową. Ale także forum dyskusyjne na Moodle. Tam też są ankiety, umożliwiające monitoring jakości na bieżąco. Autorzy wskazują także na wirtualne „godziny urzędowania” i wirtualne „otwarte drzwi”.
Head i Hartmann przestrzegają także przed zbytnim zaufaniem dla techniki. Technika zawodzi, awarie się zdarzają. Trzeba mieć zawsze plan B. To wymaga także umiejętności improwizacyjnych nauczycieli.
Pandemia spłaszcza także hierarchiczną strukturę uniwersytecką. Różnica między pracownikami technicznymi, administracyjnymi i nauczycielami nie jest już tak widoczna, ekrany spłaszczają relacje.
Cenna rada amerykańskich kolegów zajmujących się transformacją cyfrową i edukacyjną brzmi: „mniej znaczy więcej”. Podzielam ich zachwyt nad technicznymi nowinkami obecnymi w Zoom, łatwość udostępniania różnych ekranów, ale jeszcze bardziej — łatwość dzielenia na mniejsze grupy. To pozwala na naprawdę twórczy i interaktywny sposób prowadzenia zajęć w czasie rzeczywistym. Zamykałem moją pięćdziesięcioosobową grupę na dziesięć pięcioosobowych podgrup i zadawałem problem, który był przez te grupy wspólnie, zespołowo rozwiązywany. Następnie po połączeniu ponownym wszystkich mogłem wybrać liderów zespołów, którzy prezentowali zespołowe rozwiązania. Podział na grupy pozwala faktycznie zrealizować zasadę: „mniej instruktora zwykle oznacza więcej wartości podczas zajęć”.
Mała grupa projektowa (fot. Depositphotos)
Większość nauczycieli przyznaje, że skuteczne jest dostarczanie krótszych serii informacji, przerywanych filmami, ankietami, kwerendami. Nie możemy liczyć na to, że długie, ciągnące się godzinami prezentacje skupią uwagę rozproszonych w świecie całkiem realnym i świecie cyfrowym studentów. Zatem, ograniczać trzeba swoją aktywność o połowę, zaś aktywność studentów trzeba wzmacniać.
Konsultacje w czasie rzeczywistym mogą być dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy chcą jeszcze coś dopowiedzieć. Czyli powinniśmy zastanowić się na uniwersytecie, aby implementować „cyfrowe godziny konsultacji”.
Na koniec najtrudniejsza rada, aby docenić opowiadanie historii. Tzw. storytelling, oraz sukcesy wykładów TED pokazują, że zajmujące opowiadanie to sztuka. Ale, jak piszą amerykańscy dyrektorzy cyfrowej transformacji: „Doświadczenie to moc”. Trzeba urozmaicać swoją obecność online różnymi formami wideo, audio, ale nie można zapominać o ucieleśnieniu doświadczenia. Zgadza mi się ta uwaga z moimi kognitywistycznymi przekonaniami: „prawda, wolność, ciało”. Artykuł kończy się nawet mocną tezą: „każda prezentacja jest przedstawieniem teatralnym, uporządkowaną improwizacją”, jak ujął to David Hurst, jeden z instruktorów zespołu autorów artykułu w THE. To jest bardzo wymagające, ale jako że sytuacja nauczania online pozostanie z nami na dłużej, wydaje mi się, że warto przemyśleć te doświadczenia i uwagi.
Teatr to także emocje i poczucie humoru (fot. Depositphotos)
Żyjemy w czasach co najmniej dwóch kryzysów: (post)pandemicznego i klimatycznego. Z perspektywy długoterminowej nie wiadomo, który jest bardziej dotkliwy, choć nie brakuje opinii, że oba są ze sobą powiązane zjawiskiem globalizacji i panowaniem antropocenu.
Nauka już dawno nie jest (choć można się zastanowić, czy kiedykolwiek była) wieżą z kością słoniową i musi odpowiadać na potrzeby społeczeństwa, stąd konieczność rozwiązywania problemów otoczenia społeczno-gospodarczego. Stąd także np. nowe zjawiska: wszystkie publikacje naukowe związane z COVID-19 były/są natychmiast bezprecedensowo otwierane. Z drugiej strony, rośnie międzynarodowa kooperacja naukowa w wysiłkach rozwiązania szybko kryzysu epidemiologicznego. To są zjawiska, które przyśpieszają.
Jakie dzisiaj mamy główne problemy naukowe?
W moim wirtualnym studiu dzisiaj:
prof. Maciej Zalewski, profesor nauk biologicznych, dyrektor Europejskiego Regionalnego Centrum Ekohydrologii, Dyrektor Katedry Unesco Ekohydrologii i Ekologii Stosowanej na Wydziale Biologii i Ochrony Środowiska Uniwersytetu Łódzkiego.
prof. Monika Marcinkowska, profesor nauk ekonomicznych, specjalistka finansistka i bankowiec, kandydatka do pełnienia funkcji prorektorki ds. nauki w kadencji 2020-2024. Od wielu lat kieruje Katedrą Bankowości oraz Instytutu Finansów na Wydziale Ekonomiczno-Socjologicznym. Wieloletnia członkini Komitetu Ewaluacji Naukowej. Jest członkiem organu doradczego Europejskiego Urzędu Nadzoru Bankowego (https://eba.europa.eu/), a także członkiem rady najlepszego europejskiego think tanku – Bruegel.
Dr Andrzej Kompa, bizantynista, starożytnik, genealog. Prodziekan Wydziału Filozoficzno-Historycznego UŁ ds. jakości kształcenia w kadencji 2016-2020.
prof. Sławomir Cieślak, profesor nauk prawnych, prorektor ds. kształcenia Uniwersytetu Łódzkiego i specjalista postępowania cywilnego, kandydat na Rektora Uniwersytetu Łódzkiego w kadencji 2020-2024
Szanowni Państwo, czasu mamy mało, my w tym wirtualnym studiu, ale także czasu jest mało w skali globu. Co państwo powiecie naszym widzom, jak nauka może i powinna odpowiedzieć na wspomniane kryzysy?
susza to jeden z poważnych objawów kryzysu klimatycznego
Mamy czasy (post)pandemiczne, jedna fala zakażeń jeszcze się nie skończyła, a czekają nas według epidemiologów kolejne, większość uczelni wyższych na całym świecie przeszła na tryb zdalny, wiele uniwersytetów na całym świecie ogłasza, że następny rok akademicki będzie także w trybie zdalnym… (np. University of Cambridge ogłosił już kilka tygodni temu, że do końca 2021 roku będzie pracowała zdalnie). Uczelnie w Polsce raczej dobrze poradziły sobie z wyzwaniami cyfrowymi. Jak polskie uczelnie, w szczególności, jak Uniwersytet Łódzki odnajduje się w nowej cyfrowej rzeczywistości? W moim wirtualnym studiu dzisiaj: prof. Sławomir Cieślak, profesor nauk prawnych, prorektor ds. Dydaktyki Uniwersytetu Łódzkiego i specjalista postępowania cywilnego, kandydat na Rektora Uniwersytetu Łódzkiego w kadencji 2020-2024 prof. Tomasz Cieślak, dr hab. nauk humanistycznych, literaturoznawca, prorektor ds. Studenckich UŁ Prof. Tomasz Czapla, dr hab. Nauk o Zarządzaniu (nauki społeczne), prof. UŁ, Dziekan Wydziału Zarządzania prof. Jan Konopacki, neurobiolog, profesor zw. UŁ, kierownik Katedry Neurobiologii.
mini dyskusja w wirtualnym studiu prof. Jarosława Płuciennika
Czy następuje przebudzenie w twardej nauce? Twarde nauki biologiczne na świecie zaczynają dostrzegać ludzkie wartości? Czy w Polsce takie problemy też się przebiją? Powinniśmy przemyśleć na nowo „reformę” nauki.
Fot. na licencji Depositphotos
Times Higher Education opublikował 1 maja 2020 opinię Mony Nasrallah, profesorki nadzwyczajnej, specjalistki medycyny klinicznej, endokrynologii i metabolizmu na American University of Beirut. Jest to zatem osoba bardzo mocno związana z naukami tzw. twardymi.
Teza główna Mony Nasrallah: Po kryzysie nie ma powrotu do „dzikiego akademizmu”. Trzeba kryzys potraktować jako pozytywne wyzwanie do zmiany.
Dzisiaj w kryzysie COVID-19 naukowcy lepiej współpracują w zakresie działania, które nie przyczyni się bezpośrednio do rozwoju ich kariery – na tym właśnie powinna realizować się idea uniwersytetu.
Dzikie zwierzę, fot. na licencji Depositphotos.
Bardzo ciekawie brzmi definicja dzikiego akademizmu:
1) zasada dominująca: „coraz więcej, coraz więcej”. Ale po co? Ale dlaczego? Koledzy zaczynają być postrzegani jako przydatni, bądź zbędni, nieistotni. Tracimy życzliwość i empatię.
2) pracoholizm naukowy prowadzący do zbłądzenia zawodowego, a nie do rozwoju osobistego. „Jestem zajęty”, „nie mam czasu”, „nic nie jest za darmo”. Kryzys powala nieco zwolnić i pozwala na refleksję.
3) punktoza zamiast treści i sensu. Opublikuję tam, gdzie jest więcej punktów, a nie tam, gdzie jest więcej zainteresowanych problematyką.
4) zamykamy się wewnątrz akademickich wartości, ale powinniśmy wspierać wartości ogólnoludzkie, takie jak „wolność” i „równość dla wszystkich”. Musimy uzupełnić te wartości o poprawność polityczną, zastanawiać się nad wartościami „płci” i „rasy”.
5) akademicki rygor niweluje kreatywność, zamyka myślenie i je usztywnia.
6) negatywna atmosfera w instytucjach i między nimi powoduje wypalenie na poziomie indywidualnym.
7) Kryzys może dać nam iskrę kreatywności.Sposób zdobywania wiedzy i rozpowszechniania jej podczas pandemii był również nowatorski, nastąpiło przyśpieszenie i wyjście poza mury akademickie.
8) kryzys pandemii łączy się z konsumeryzmem i globalizacją prowadzącą także do kryzysu klimatycznego. Nie powinniśmy wracać do stanu sprzed pandemii.
9) reforma nauki po kryzysie: zmienić systemy rankingowe i premiowe, które powinny zachęcać do wspierania dobrych rezultatów współpracy i zrównoważonego rozwoju środowiska. „Krzywa naszej produkcji musi „spłaszczyć się” w obecnym sensie i poszerzyć się w humanitarnej skali.”
10) człowiek powinien być celem działań. „Odkryjemy na nowo prawdziwą misję uniwersytetów.”
Wiedza to przechadzające się narracyjne ciało. Uniwersytet-Moloch, pandemiczna samoizolacja i rentgenowska architektura Bauhausu. Wokół opowiadania „Maszyna staje” E. M. Forstera.
„Maszyna staje” to opowiadanie science-fiction E. M. Forstera (The Machine Stops 1909). Jego fabuła dzieje się w świecie, w którym ludzkość żyje pod ziemią i podlega monstrualnej Machinie, zaspokajającej wszystkie potrzeby ludności. Uważa się to opowiadania za wizjonersko zapowiadające takie technologie jak komunikatory internetowe czy sam Internet. Świat ekranów, klawiatury i samoizolacji.
Podziemny tunel (fot. Depositphotos)
Sam miałem nieodparte wrażenie podczas lektury opowiadania, że odnajduję siebie w głównej bohaterce, która od początku odgania komunikację z synem, bo musi za chwilę zrobić wykład online (tutaj: w maszynie przed ekranem na temat historii australijskiej muzyki).
Ekran. Fot. na licencji Depositphotos.
Człowiek pojedynczy nie ma ochoty doznawać świata na własną rękę. Ucieka przed próbowaniem własnymi zmysłami. Każda osoba żyje w panoptykalnej izolacji pod ziemią w standardowym dla wszystkich pokoju-izolatce. Potrzebujesz jedzenia, naciskasz odpowiedni przycisk; masz problem, konsultujesz się z księgą maszyny, takim typu „Pytanie-Odpowiedź”. Ekran i mnóstwo przycisków, coś jakby gigantyczna klawiatura, a był to okres rozwoju maszyny do pisania. Maszyna do pisania do prototyp klawiatury.
Klawiatura maszyny do pisania. Fot. na licencji Depositphotos
Świat ludzki jest sprowadzony do „czystej duchowości”, rozumianej jako wymiana i akumulacja idei, oraz popularyzacja wiedzy. Stąd wszechobecne ekrany i wykłady popularyzatorskie. Taki wielki otwarty uniwersytet, wszyscy się dokształcają i doskonalą kolekcjonując „idee”. Właściwie nie wiadomo po co…
Vashti i jej syn Kuno, żyją po przeciwnych stronach świata. Choć to i tak nie ma znaczenia, bo wszystko wszędzie wygląda tak samo. Kuno odkrywa swoją cielesność, namawia matkę, żeby do niego przyjechała, nie może rozmawiać przez machinę i ekrany. Tam, u siebie, wyznaje matce, że zbuntował się i odwiedził na własną rękę powierzchnię Ziemi bez pozwolenia i że widział innych ludzi żyjących poza światem Maszyny. Najpierw nauczył się odczuwania przestrzeni, nauczył się, gdzie jest blisko i gdzie jest daleko. Wtedy odkrywa, że człowiek jest miarą, jego stopa jest miarą. Musi chodzić człowiek, człowiek to ciało. Jednak Maszyna go łapie na powierzchni i grozi mu „bezdomnością”, co oznacza prawdopodobnie śmierć. Matka odrzuca sugestie syna, nie daje się namówić na oglądanie na własne oczy gwiazd (Himalaje też ją nudzą) i wraca do siebie.
Panuje w tym świecie Machiny „Technopol”, rodzaj kultu religijnego, z głównym bóstwem w postaci Machiny. To jest mistyczna jakość „uduchowionego” i bezcielesnego, technologicznego świata.
Klik. Fot. na licencji Depositphotos
Maszyna faktycznie, zgodnie z zapowiedzią Kuno, zatrzymuje się i załamuje. Nie ma ratunku, jednak Kuno wraz ze swoją matką mogą się uratować. Niejasne jest, czy Kuno jest inicjatorem tego upadku.
W tym opowiadaniu jest jakaś ponura przyszłość ludzkości, która przestaje istnieć jako podmioty, próbujące na własną rękę wszystkiego, to jest jakby ucieleśnienie „ucieczki od wolności” z późniejszych wizji Ericha Fromma, czy panoptykonu opisywanego w świetny sposób przez Micheala Foucaulta w „Nadzorować i karać”. Podobne wątki znajdziemy w polskiej „Seksmisji” Juliusza Machulskiego (1983), tyle że w postaci komediowej i już po doświadczeniu zamkniętego świata PRL-u. No i oczywiście także w „Kingsajzie” (1987). „Matrix” (1999) będzie ukonkretnieniem przede wszystkim krytyki społecznej obecnej także u Fritza Langa w Metropolis (1926), które prawdopodobnie też mogło się inspirować nie tylko wizjami świata podziemnego w „Wehikule czasu” Wellsa (1895), ale także właśnie „Maszyną, która staje” (1909).
Opowiadania to jest jedną z kolejnych wizji rozwoju zglobalizowanej cywilizacji ludzkości, wizja ta jest wersją rozwoju urbanistycznego: świat podziemny, sterylny, złożony wyłącznie z izolowanych, samodystansujących się jednostek jest kolejną wizją miasta-molocha, pożerającego swoje dzieci. W tej wersji jednak, w odróżnieniu od Molocha Fritza Langa z „Metropolis”, bóstwo pożera nie robotników, tylko inteligencję, robotników idei. Moloch jest gigantycznym wirtualnym uniwersytetem.
BERLIN, GERMANY – CIRCA NOVEMBER 2019: Fritz Lang Metropolis film Blu-ray BD disc. Fot Depositphotos
Wyobrażenie o zejściu miast do podziemi jest całkiem uprawnione w sytuacji wszechobecnych pandemii na przykład. Wizje podziemnych podróży Elona Muska są tutaj jedną z bardziej prawdopodobnych. Wizja samodystansujących się ludzi dzisiaj brzmi bardzo przekonująco jako boleśnie prawdziwa.
LOS ANGELES – FEB 22: Elon Musk at the Vanity Fair Oscar Party 2015 at the Wallis Annenberg Center for the Performing Arts on February 22, 2015 in Beverly Hills, CA. Fot. Depositphotos
Można sobie też wyobrazić zejście do podziemia ze względu na katastrofę klimatyczną.
Epidemie jednak w historii ludzkości zmieniały oblicze przestrzeni miejskiej. Od 16 wieku wraz z rozwojem kawiarni, od 17 wieku na wielką skalę, zaczął się wedle Jurgena Habermasa proces rozwoju sfery publicznej. Ludzie chodzili do kawiarni najpierw, żeby się upijać Oświeceniem, czyli kawą, ale potem chcieli po prostu ze sobą pogadać.
BRUSSELS, BELGIUM – MAY 19: Rue Des Bouchers on May 19, 2012 in Brussels. Tzw. brzuch Brukseli (fot. Depositphotos)
Miasta budowały się gęsto. Jak pisze ostatni The Economist , epidemie dżumy i cholery zmieniały oblicze miast, na przykład gęstość zabudowy się zmieniła w Nowym Jorku po pandemii „hiszpanki” na początku XX wieku. Potem dzięki myśleniu o zarazach rozbudowywano miejskie parki. Tak jak w Łodzi. Parki wyrastały z pragnienia także rozrzedzenia miast, z pragnienia ograniczenia miazmatów choroby.
Przez długi czas panowała od średniowieczna „miazmatyczna teoria chorób”. Pamiętam z dzieciństwa wyrażenie „miazmaty zła”. Wedle SJP miazmaty
1. «demoralizujące lub destrukcyjne czynniki»
2. daw. «wyziewy pochodzące z rozkładu organizmów roślinnych lub zwierzęcych»
Pewnym etymologicznym nadużyciem można było niegdyś powiedzieć nawet miazmaty zepsucia. Słowo pochodzi od grec. miasma, „splamienie”, „brud”, „zbrodnia”.
Ciekawe są konteksty w języku polskim pojawiania się słowa miazmaty, mogą one dotyczyć np. zarówno wschodu, jak i zachodu, wrogiego imperializmu, przeszłości, historii, starej Ziemi, Wielkiego Szatana, wywodzą się one z bagien (malaria). Oczywiste że mogą dotyczyć febry, czyli gorączki. Jest to określenie oznaczające niezdrowe powietrze, zaduch. Jak pisze Wikipedia: „W dawnej medycynie były to wyziewy chorobotwórcze pochodzące z rozkładu organizmów zwierzęcych lub roślinnych czy też z zanieczyszczenia powietrza. Obecnie słowo funkcjonuje głównie w znaczeniu przenośnym jako szkodliwe, rozkładowe, demoralizujące wpływy bądź czynniki.”
Pod wpływem takich wyobrażeń próbowano przeciwstawić się „miazmatom” miasta w zarazie budując lazarety, czyli szpitale, dla ludzi w kwarantannie. Ale po hiszpance, architektura szpitalna i funkcjonalizm Bauhausu stopiły się w jedno (zob. The Economist): obraz tzw. „Szklanych domów” („Przedwiośnie” Żeromskiego z 1924 r) to nie był przypadkowy ideał modernizmu, Beatriz Colomina używa tutaj metafory „architektura rentgenowska” (Colomina, Beatriz. X-Ray Architecture. Zürich: Lars Müller Publishers, 2019), ale pragnienie nieskażonego społeczeństwa jest obecne w ludzkości od początków istnienia trądu, jak wskazywał Micheal Foucault. Owo pragnienie właśnie stało się dojmujące po XVIII wieku, kiedy epidemie spowodowały powstanie marzenia o zdyscyplinowanym społeczeństwie (nomen omen w kwarantannie).
Boję się, że ta sytuacja samoizolacji w nas pozostanie. Że wielu taki świat się spodoba. Na pewno część polityków będzie chciało tę sytuację wykorzystać i zbudować machinę oraz przekonać nas do „Technopolu”, nowej religii ekranów i klawiatur: klik i jesteś zadowolony. Klik — szczęście u progu. Nie musisz się ruszać. Najważniejsze jest podłączenie, co świetnie pokazał ostatnio nagradzany Oskarami południowokoreański „Parasite” z 2019 r., roku wybuchu epidemii w Wuhan w Chinach.
Plakat oficjalny oskarowego Parasite 2019
Sam jestem entuzjastą świata nowych technologii w uczeniu się i nauczaniu. Jednak duchowość sprowadzona do odcieleśnionego intelektu, odcieleśnionych danych i informacji, świata idei bez cielesności nie ma sensu. Prawda, wolność, ciało. Wiedza to nie informacje i dane. Wiedza zawsze jest ucieleśniona. Wiedza to przechadzające się narracyjne ciało.
Kwarantanna i społeczna samoizolacja jest dobra na miesiąc, dwa. Potem staje się torturą. A Bill Gates zapowiada („Bill Gates on how to fight future pandemics”. The Economist. Udostępniono 26 kwiecień 2020. https://www.economist.com/by-invitation/2020/04/23/bill-gates-on-how-to-fight-future-pandemics), że jesteśmy jako ludzkość może dopiero na końcu początku końca wynajdowania sposobu na pandemie typu COVID-19, tak jak mówił w listopadzie 1942 r. Winston Churchil o II wojnie światowej, zakończonej w 1945. “This is not the end. It is not even the beginning of the end. But it is, perhaps, the end of the beginning.” Nie ma łatwego pocieszenia, niestety.
Vector Bauhaus abstract blue background made with grid and overlapping simple geometric elements, circles and lines. (fot. Depositphotos)