Z cyklu Chynchy akademickie, dzisiaj rozmowa (27 lipca 2021) z dr Katarzyną de Lazari-Radek na temat jej najnowszej książki monografii Lazari-Radek, Katarzyna. Godny pożądania stan świadomości. O przyjemności jako wartości ostatecznej. Łódź: Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, 2021. Udział bierze autorka oraz prof. dr hab. Paweł Łuków (Uniwersytet Warszawski)
„Jaka piękna katastrofa!” To może być okrzyk prawdziwego zachwytu nad wspaniałą konstrukcją dramaturgiczną w teatrze podczas spektaklu, powiedzmy, oglądając „Hamleta” Szekspira. Wydaje się, że katastrofa, jako zwrot akcji, jest estetycznie interesująca, ciekawa i zajmująca. Ale katastrofa jako zniszczenie, kompletny upadek, potocznie rozumiana „apokalipsa” powinna przecież być postrzegana w kategoriach raczej przerażenia, trwogi. No i może przez część ludzkości jest tak postrzegana. Jednak inna część przygląda się spektaklowi, bo to co się dzieje na scenie, „ich nie dotyczy”.
Kategoria piękna już w XVIII wieku, kiedy rodziła się „estetyka” jako dyscyplina wiedzy, często zastępowana była starożytną kategorią wzniosłości. Ta kategoria jest obecna w retoryce od antyku, jest prawie tak stara jak nasza era, ale dopiero XVIII wiek uczynił z niej modne słowo, zwłaszcza w Europie Zachodniej, a jeszcze bardziej na Wyspach Brytyjskich. Tam właśnie żył i pisał Edmund Burke, który przeszedł do historii nie jako teoretyk estetyki wzniosłości, ale jako praktyk i teoretyk konserwatyzmu politycznego, był także aktywnym konserwatywnym politykiem i jego refleksje na temat rewolucji francuskiej stały się klasyką analiz konserwatywnych.
Jego właśnie przypomina w tym tygodniu The Economist w odredakcyjnym wstępniaku poświęconym katastrofie klimatycznej. „A 3°C world has no safe place”. The Economist, 24 lipiec 2021. (link tutaj) Burke opublikował „A Philosophical Enquiry Into The Origin Of Our Ideas Of The Sublime And The Beautiful” w 1757. The Economist zwraca uwagę na wcześniejsze doświadczenie autora tej fundamentalnej rozprawy w 1745 r., kiedy dane mu było w Dublinie obserwować rzekę Liffey wylewającą z brzegów i podmywającą fundamenty domu, w którym siedział. Wtedy miał doznać młody Edmund Burke niejednoznacznego, tajemniczego doświadczenia dreszczu. „Człowiek, który miał później założyć nowoczesny konserwatyzm, czerpał inspirację z tego doświadczenia w późniejszym eseju na temat wzniosłości, pisząc o niezrównanej radości, jaką może wywołać straszliwe zniszczenie — pod warunkiem, że ogląda się je z pewnej odległości.”
Sporo o tym już pisałem, nie chcę się powtarzać, ale katastrofa obserwowana z bezpiecznego miejsca jest niezwykle ekscytująca. Przypomnijcie sobie państwo te długie godziny przed telewizorem w obserwacji walących się wież World Trąd Center w 2001 r. „Jaka piękna katastrofa…”
Autorzy wstępniaka w The Economist przypominają rzeczne doświadczenie Burke’a z powodzią z powodu — oczywiście — ubiegłotygodniowych powodzi i burz w Europie Zachodniej oraz pożarów w Ameryce. Negacjoniści klimatyczni mogą oczywiście wskazywać, że w wielu krajach tegoroczne lato jest wyjątkowo zimne, argumentując: „jakie globalne ocieplenie?!”. Jednak fakty są przerażające zwłaszcza w miejscach dotychczas wyjątkowo zimnych (Arktyka, Antarktyka, Skandynawia Północna, Syberia), albo nadzwyczajnie ciepłych. To co się szykuje (globalne ocieplenie zbliżające się do 3 stopni C, choć na razie 1 stopień C więcej niż za czasów powodzi Burke’a) sprawi, że nie będzie miejsc bezpiecznych, nie będzie gdzie umościć się jako widz spektaklu o nazwie: „jaka piękna katastrofa”.
O wzniosłości napisałem kilka książek, zwłaszcza „Infinity in Language”, „Retoryka wzniosłości w dziele literackim” oraz „Figury niewyobrażalnego”, zajmuję się nią od strony literackiej i kulturowej od prawie ćwierćwiecza. Nie sądziłem, że wróci do mnie w takim kontekście.
Antropologia Burke’a nie była optymistyczna, widział on w człowieku wielkość, ale i zło. Podobnie jak polski, litewski, białoruski, żydowski, wielokulturowy Adam Mickiewicz:
Człowieku! gdybyś wiedział, jaka twoja władza! Kiedy myśl w twojej głowie, jako iskra w chmurze, Zabłyśnie niewidzialna, obłoki zgromadza, I tworzy deszcz rodzajny lub gromy i burze; Gdybyś wiedział, że ledwie jednę myśl rozniecisz, Już czekają w milczeniu, jak gromu żywioły, Tak czekają twej myśli – szatan i anioły; Czy ty w piekło uderzysz, czy w niebo zaświecisz; A ty jak obłok górny, ale błędny, pałasz I sam nie wiesz, gdzie lecisz, sam nie wiesz, co zdziałasz. (Duch w Prologu Dziadów III)
Człowiek to wielka możliwość kreacji, ale też fatalność zniszczenia. Jeszcze nie jest za późno, tylko musimy zrozumieć, że niedługo nie będzie już widowni, wszystko zamieni się w scenę wielkiej katastrofy.
zrzut ekranu ze wstępniaka The Economist (fot. JP)
Autor w stylu „Letnie gadanie” (to jest cykl wypowiedzi w programie PR 1 Sveriges Radio)
„Lewacka indoktrynacja” a nauka
„Chcemy nauki bez lewackiej indoktrynacji” powiedział pewien polityk. Co to jest lewacka indoktrynacja? Czy to jest termin naukowy? Jako o słowie wytrychu leksykonu „dobrej zmiany” pisali już autorzy Katarzyna Kłosińska i Michał Rusinek w haśle „Lewak” („Dobra zmiana, czyli jak się rządzi światem za pomocą słów”, 2019, s. 110-114), nie chciałbym powtarzać, że jeszcze niedawno najbardziej typowe użycia słowa lewak i pochodnych to były wypowiedzi, w których znaleźć można wyrażenia takie jak: „lewacy wywołali zadymę”, „anarchizujący lewak”, lewacki terroryzm”, czy „lewacka bojówka”.
Okładka książki „Głupota. Nieoficjalna biografia” 2019 (fot. JP)
Szczególnie uderzające jest jednak właśnie „lewactwo”, utworzone na wzór leksemów „prostactwa”, „robactwa”, „buractwa”.
Czy jest możliwa nauka bez indoktrynacji?
Nie jest możliwa nauka bez indoktrynacji, bo nauka posiada metodologiczne doktryny, wzorce, paradygmaty. Nauka, instruowanie, wiedza, to inaczej po łac. doctrina, to teoria (z greckiego słowa oznaczającego ogląd, tego samego słowa, które mamy w „teatrze”, w którym ogląda się widowiska), teoria może mieć różne wersje. Słowo „doctrina” pochodzi od doctor, nauczyciel, uczony, mistrz.
A może indoktrynacja w tej inkryminowanej wypowiedzi to „świadomy i systematyczny proces, którego celem jest wpojenie człowiekowi określonych ideologii i doktryn, zwłaszcza politycznych lub społecznych, korzystający z propagandy”? (popularna definicja)
No więc mam wrażenie, że to co proponują politycy, to właśnie indoktrynowanie nauki. Bo nauka jest oparta na badaniach, a nie na mniemanologii stosowanej, jak chciałby minister Czarnek, kiedy przygotowuje zmiany w prawie gwarantujące „wolność głoszenia światopoglądów na uczelniach”.
Tak, rządzący dzisiaj politycy w Polsce są antynaukowi, anty oświeceniowi, są przeciwnikami wiedzy jako takiej. Przypomnę, że na świecie także się tacy zdarzają, „Scientific American” rok temu poparł Joe Bidena, gdyż Donald Trump był otwarcie antynaukowy i wspiera do dzisiaj różne spiskowe teorie. (pisałem o tym na tym blogu tutaj) Trump był antyoświeceniowy w wielu tego słowa sensach. Oczywiście istnieje w refleksji nad kulturą nowoczesności olbrzymi obszar krytyki spuścizny oświecenia, jednak ta krytyka ma także swoje naukowe rygory, warunki, argumenty i nie może negować naukowości i jej procedur.
Wedle słynnej, a cytowanej na całym świecie w charakterze kuriozum antydemokratycznego, wypowiedzi ministra Waszczykowskiego:
„Poprzedni rząd realizował tam [w mediach] określony lewicowy program. Tak jakby świat według marksistowskiego wzorca musiał automatycznie rozwijać się tylko w jednym kierunku – nowej mieszaniny kultur i ras, świata złożonego z rowerzystów i wegetarian, którzy używają wyłącznie odnawialnych źródeł energii i walczą ze wszelkimi przejawami religii. To ma niewiele wspólnego z tradycyjnymi polskimi wartościami – wyjaśnił szef naszej dyplomacji.”
Taka wypowiedź miała miejsce w niemieckim „Bild” w 2016 r. I odbiła się szerokim echem, jest już cytowana w książkach (ostatnio spotkałem ją w książce o zagrożeniu demokracji Martina Gelina i Erika Asarda „Hotet mot Demokratin” 2019).
Kiedy Greta Thunberg woła: „ja chcę, żebyście tylko słuchali nauki i robili, tak jak ona wskazuje”, domaga się oparcia działania na wiedzy. Wiedzy, która nie tylko wyklucza płaskoziemców, antyszczepionkowców, homeopatów i różdżkarzy ze świata akademii, ale która każe także nazywać głupotą to, co się wiedzy sprzeciwia (zob. Lamża, Światy równoległe, 2020 i „Głupota. Nieoficjalna biografia, pod red. J.F. Marmiona, 2019). To, o czym pisze Waszczykowski, „świat wielokulturowy”, w którym dba się o środowisko naturalne używając ekologicznych środków lokomocji i ograniczając nieekologiczne „produkcje”, jest światem stosującym nauki współczesne – fizykę, chemię, medycynę ale i kulturoznawstwo. W tym ostatnim całe tomy napisano o złożonej tożsamości kulturowej człowieka.
Jedynie w indoktrynacji politycznej znajdziemy świat jednowymiarowy i jednoznaczny, bardzo często jednopartyjny.
Wiele się pisze o postępującej na całym świecie polaryzacji stanowisk. Dotyczy to także Polski. Można przypuszczać, że owa polaryzacja wspierana i wywoływana jest przez technikę, i wszechobecną cyfryzację naszego życia oraz rolę platform społecznościowych i mediów w ogólności. Jednak można zobaczyć także zjawiska, które wskazują raczej na budowanie się nowych figur i ich konstelacji. A dotyczy to moje twierdzenie zarówno zjawisk społecznych polskich jak i międzynarodowych. Symbolem nieoczekiwania, zaskoczenia i niepokoju jest oczywiście słynny „czarny łabędź”, o którym już powstały tomy opracowań — wydaje nam się, że łabędzie mogą być tylko białe, jednak nagle odkryta zostaje mała wyspa, na której ludzkość znajduje łabędzie czarne. Ludzkość zabijana była przez bakterie i wydawało się, że tak już będzie, ale wymyślono penicylinę. COVid-19 wystarczająco jasno pokazał nam, że niewyobrażalne stoi ciągle za progiem, że musimy nauczyć się żyć w stanie stałej niepewności, trwałego stanu niekontrolowanego świata. Czarne łabędzie się zdarzają.
Metafora politycznej debaty (fot. lic. Depositphotos)
Jednym z ciekawych naukowców piszących o konieczności nauczenia się życia z niepewnością jest Hartmut Rosa, niemiecki, znany na świecie i w Polsce, socjolog i politolog, badacz i wykładowca Uniwersytetu Friedricha Schillera w Jenie oraz dyrektor Kolegium Maxa-Webera na Uniwersytecie w Erfurcie. Od 2011 roku jest rzecznikiem grupy badawczej zajmującej się krytyką wzrostu i przyśpieszenia gospodarczego. Jest autorem uznanych współczesnych książek, będących diagnozami współczesności „Beschleugning” (Przyspieszenie) i „Resonanz” (Rezonans). W języku polskim ukazała się eseistyczna książka „Przyspieszenie, wyobcowanie, rezonans. Projekt krytycznej teorii późnonowoczesnej czasowości” (2020).
Hartmut Rosa podczas wystąpienia publicznego Fot. JP, screen z Twittera Organizations, Artifacts and Practices (OAP), 29.06.20.
Według jego najnowszej książki wydanej po szwedzku pt. „Czego nie możemy kontrolować. O naszych relacjach ze światem” (2021) dążenie do kontrolowania świata jest cechą wyróżniającą nowoczesności, jest to modus vivendi, kulturowy sposób życia. Problem oczywiście, że całkowicie znany, zaplanowany i kontrolowany świat byłby po prostu martwy. Bez niepewności nie ma życia. Jednocześnie, jak wskazuje np. filozof kognitywista Peter Gärdenfors, to dążenie do kontroli jest motorem rozwoju wiedzy, wiedza daje wrażenie kontroli rzeczywistości.
Można wskazać, że krytyka pewności siebie, pychy, arogancji człowieka jest odwieczna, świadczy o tym choćby i to, że największym przewinieniem w tragedii greckiej była właśnie hybris, pycha, prowadząca do zaślepienia. W Biblii mamy także „zatwardziałość serc”, która jest niezdolnością do dokonania zmiany, do opanowania się i do nawiązania miłosnych relacji ze światem.
Symbol pychy i arogancji (fot. lic. Depositphotos)
Zwykliśmy myśleć o chrześcijaństwie jako o „pewności wiary”, „rycerzach wiary”, jednak w głównym nurcie jego myśli znajduje się także Søren Kierkegaard, duński filozof, argumentujący w duchu sokratejskim za wątpieniem i niepewnością jako głównym motywie filozofii chrześcijańskiej.
Do takiej postawy nawołuje ostatnio także prymaska bp Szwecji Antje Jackelén, która jest orędowniczką zaangażowania politycznego chrześcijaństwa, ale jednocześnie wychodzenia poza tradycyjne spolaryzowane dychotomie: prawica – lewica. (Zob. DN Debatt. ”De mänskliga rättigheterna måste vara ram för all politik” Dagens Nyheter 19.06.2021)
Bp. Antje Jackelén, prymaska Kościoła Szwecji 1 maja 2016 w Łodzi, w parafii Ewangelicko-Augusburskiej św. Mateusza (obok autor blogu z żoną Magdaleną Rembowską-Płuciennik) (fot. JP i Michał Makula)
Trzeba jednoznacznie w tym kontekście wskazać także na ramy kultury europejskiej i światowej, które pozostają poza dyskusją. „Władza polityczna nie jest celem samym w sobie, ale jest narzędziem do uświadomienia sobie w debacie i porozumieniu z innymi tego, co według własnych i partyjnych przekonań jest najlepszą alternatywą.” Pisze Antje Jackelén Bieżąca walka polityczna o czystą władzę dla władzy nie obchodzi chrześcijanina.
Natomiast pryncypia takie jak np. „prawa człowieka” są fragmentem tego pola wspólnego nie podlegającego dyskusji.
Według teolożki i etyczki szwedzkiej prawa człowieka i chrześcijaństwo spotykają się, gdyż „teologia również należy do tego, co nie powinno być definiowane na podstawie skali od prawej do lewej. […] Teologia chrześcijańska nie jest podporządkowana polityce danego kraju, ale musi orientować się w oparciu o biblijne przesłanie Jezusa Chrystusa, które jest interpretowane w każdym czasie i we wspólnocie na całym świecie.
Stanowiska Kościoła w sferze publicznej muszą być zawsze motywowane teologicznie. Może dotyczyć zadawania pytań, które zadaje niewiele osób lub, często razem z innymi, zwracania uwagi na sytuacje podatności na zagrożenia. Może to być wygodne lub niewygodne dla polityków, ale nigdy nie zastąpi ich pracy.”
Drugim argumentem jest to, że „prawa człowieka opierają się na fundamencie, który jest dany przed rozpoczęciem wszelkich obliczeń użyteczności i inteligentnych rozwiązań. Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi w godności i prawach […]. To jest bardzo bliskie podstawowego tekstu tradycji żydowskiej i chrześcijańskiej: pierwszej historii stworzenia, w której mówi się, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz (Rdz 1,27). Ponadto, jak wskazuje druga relacja o stworzeniu, Bóg stworzył człowieka jako istotę relacyjną (Rdz 2,4b-3:7). Z tego wynika stosunek do stwórcy, do stworzenia, do bliźnich i do siebie samego.
Sens życia ludzkiego zawiera się w sieci tych czterech relacji: z najświętszym (większość ludności Ziemi nazywa go Bogiem), z planetą jako ekosystemem, z naszym bliskim lub dalekim bliźnim oraz z samym sobą.
Ten fundament – godność człowieka i jego relacyjność – powinien stanowić ramy i fundament polityki wszystkich stron, a nie odwrotnie.”
Pozwoliłem sobie zacytować to niedawne wystąpienie publiczne prymaski Kościoła Szwecji, gdyż jest mi ono bliskie i czuję naprawdę zagrożenie dla bycia chrześcijaninem w Polsce, w której mieniący się katolikiem (czy aby na pewno chrześcijaninem?) Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek nie dość, że sam odmawia godności sporej grupie współobywateli, braci i sióstr (?) (zob. jego słynne mówienie, że LGBT to nie ludzie), to jeszcze na dodatek pragnie także zadekretować wolność nienawistnego wypowiadania się w przestrzeni akademickiej (tzw. pakiet wolnościowy Czarnka). Pragnienie władzy było obce Chrystusowi Ewangelii. Wydaje się, że Minister Czarnek rugując z listy lektur szkolnych ilustrowaną bajkę Leszka Kołakowskiego o nosorożcu, który chciał latać, robi więcej szkody chrześcijaństwu niż nękany na własnej uczelni (KUL) ks. prof. Wierzbicki, który w duchu ewangelicznym ujmował się za prześladowanymi przez policję i prokuraturę. Tak jak prawa człowieka stanowią o wspólnocie w ramach kultury Zachodu, tak samo nie powinniśmy pozwalać na nietolerancję. Pierwszy Rektor Uniwersytetu Łódzkiego, prof. Tadeusz Kotarbiński, filozof racjonalny i praktyczny, pisał „Gdy ustaje tolerancja dla tolerancji, nastaje tolerancja przemocy.“ To jest powtórzenie stałej myśli demokratycznej: nie ma tolerancji dla nietolerancji, granicą mojej wolności jest krzywda innego. Dla tej właśnie relacyjności, dla tego rezonansu opanuję się i powstrzymam przed mową nienawiści w odniesieniu do kogokolwiek. Jednak jeśli policja i władza będzie używać nienawiści jako narzędzia, niech nie oczekuje łagodności jako odpowiedzi. Noblese oblige. Tutaj nie ma i nie może być symetrii. Upajanie się władzą jest niegodne chrześcijanina i członka kultury Zachodu.
Rozmowa z drem Mikołajem Ratajczakiem (IFiS PAN, Warszawa) autorem książki pt. Forma życia i dobro wspólne. Geneza i aktualność współczesnej włoskiej filozofii politycznej, Wydawnictwo Instytutu Badań Literackich PAN, Warszawa 2020, ss. 664. (Seria Nowa Humanistyka 67)
Często myślimy o geniuszu jako o zjawisku bardzo elitarnym zarezerwowanym dla wspaniale urodzonych, albo… nieco szalonych. Taką naszą postawę wzmacniają twory kultury masowej: wystarczy wpisać w wyszukiwarkę obrazów słowo „geniusz” i obrazki potarganych włosów Eisteina zdominują nasze skojarzenia z genialnością.
Innym skojarzeniem, także zaczerpniętym z kultury popularnej, będzie paradygmat szalonego naukowca.
Jednak często w nauce inaczej spogląda się na kreatywność kojarzoną z genialnością. Coraz częściej uważa się, iż kreatywność można wyćwiczyć, wytrenować, można się jej nauczyć.
Z kreatywnością tak rozumianą skojarzone są takie pojęcia jak trening kreatywności, kreatywne rozwiązywanie problemów, rozwiązywanie problemów w małych grupach, burza mózgów, czy skuteczność przywództwa.
W badaniu Puccio i in. przetestowano trzy zestawy hipotez na 114 małych grupach dorosłych (w sumie przebadano ponad 500 osób ). Grupy, których członkowie przeszli jakieś formy kursu, np. jeden kurs kreatywności albo zaawansowane szkolenie (tj. studia na poziomie magisterskim z zakresu kreatywności lub profesjonalistów kreatywnych) były znacznie bardziej efektywne w tworzeniu pomysłów niż grupy bez przeszkolenia. Co więcej, liderzy z pewnym i zaawansowanym szkoleniem byli postrzegani jako znacznie bardziej skuteczni niż ci, którzy nie mieli treningu kreatywności. Pod względem kreatywności rozwiązań zaawansowane grupy szkoleniowe wypadły lepiej niż wszystkie inne.
Często myśli się o naukach humanistycznych jako mało istotnych dla społeczeństwa. Jednak jak takie cytowane przed chwilą badania wykazują, kreatywne myślenie, współpraca w grupie, nastawienie na rozwiązywanie problemów, niezależne, krytyczne myślenie oraz przywództwo z tym związane (także z inteligencją emocjonalną, to jest empatią), wszystkie te cechy można trenować na studiach humanistycznych. Na przykład na Uniwersytecie Łódzkim od kilku lat można studiować twórcze pisanie, po którym nawet jeśli nie staniemy się genialnymi pisarzami zasługującymi na Nobla (ileż może być Olg Tokarczuk i Władysławów Reymontów), to na pewno nauczymy się myśleć i pisać niebanalnie, kreatywnie patrzeć na siebie i świat oraz wychodzić poza sztampę, dogmat i myślenie zamknięte.
O literaturze jako świetnym treningu uważnego myślenia, kreatywności spojrzenia i empatii pisano już wielokrotnie. Literatura i nauka języków obcych to jest znakomity trening mózgu, trening kreatywności. Warunkiem jest, żebyśmy prawdziwie pragnęli wyjścia poza sztampę i dogmatykę. Nie wszyscy tego pragną.
Najbanalniejszym wnioskiem ze wspomnianych badań byłoby to, że lepszy trening jakikolwiek, niż jego brak. Po prostu, studia niemal zawsze się opłacają.
Kampusy uniwersyteckie są równie ważnym przyczółkiem cywilizacyjnym co drogi kolejowe i infrastruktura komunikacyjna w ogólności. Uniwersytet i demokracja uniwersytecka i wolność badań naukowych i nauczania to są fundamenty kultury Zachodu.
Jednak, jak donosi David Matthews w Times Higher Education, te fundamenty są podkopywane przez siły odśrodkowe antyunijne. Dobra wiadomość, że narasta opozycja w odniesieniu do planowanego na Węgrzech chińskiego kampusu o wartości wielu miliardów euro. To jest ewidentna część szerszej gry totalitarnych Chin, zmierzającej do zbliżenia się Węgier do Pekinu i zmniejszenia zależności od Unii Europejskiej.
Formalnie rzecz biorąc, Uniwersytet Fudan jest głównym „publicznym” uniwersytetem badawczym w Szanghaju w Chinach, jednak nieformalnie oznacza to, że totalitarne państwo chińskie ma pełną nad nim kontrolę. To tak jak z poską TVP, formalnie jest to nadawca publiczny, jednak jej stronniczość jest ewidentna i wykazywana przez wielu obserwatorów. Jak można się przekonać, Fudan jest to jeden „z najbardziej prestiżowych i elitarnych uniwersytetów w Chinach”. Jego początki nominalne sięgają jeszcze czasów cesarskich w 1905 r.
Obecnie Chiny i Rosja stają się coraz bardziej podejrzane w Unii Europejskiej. Jednak polityka Orbana jednoznacznie wskazuje na ocieplanie relacji z tymi dwoma autorytaryzmami (z Rosją już od dawna).
Węgry Orbana zgodziły się na finansowaną przez Chiny kolej między Budapesztem a Belgradem, przyjęły chińskie szczepionki przeciw COVID-19. Ale gdyby tego było mało, w zeszłym miesiącu Urbanowski rząd zawetował rezolucję UE potępiającą represje Chin w Hongkongu.
Wiktor Orban — szykując się do prawdopodobnej utraty władzy na Węgrzech — stara się nie tylko przejąć uniwersytety, w istocie je prywatyzując i oddając we władanie podporządkowanym sobie fundacjom, to jeszcze na dodatek wiąże się finansowo z szemranymi autorytatywnymi źródłami. Jak pisze David Matthews z THE, cytując ekspertów od Węgier: „rząd szuka alternatywnych źródeł pieniędzy”, wyprzedzając także niejako negatywne ruchy ze strony Unii Europejskiej.
Według danych Węgry będą musiały wziąć 1,3 miliarda euro (niemal 5,9 mld złotych) chińskiej pożyczki na pokrycie kosztów budowy Campusu chińskiego uniwersytetu na uchodźstwie…
Wieczorny Budapeszt z góry… Węgry (fot. lic. Depositphotos)
Wedle umów podpisywanych na Węgrzech głównym beneficjentem tych kredytów mają być też chińskie firmy. Zatem summa summarum zapłacą za wszystko Węgrzy swoimi podatkami.
A sprawa jest niezwykle ważna dla zamożnych beneficjentów Uniwersytetu z Chin: studentami mają być właśnie bogate dzieci bogatych chińskich rodzin. Chińscy wykładowcy mają też otrzymywać niebotyczne zarobki.
Campus planuje się na 6000 do 8000 studentów. Co w skali samego uniwersytetu-matki, który ma tych studentów ok. 30000, jest dużą liczbą.
Przeciwnikiem inicjatywy rządowej jest jednak burmistrz Budapesztu, Gergely Karácsony.
Szczególnie oburzające w całej sprawie — i jakże symboliczne — jest zaproszenie chińskiego campusu po tym, jak „wyrzucono” z Budapesztu Uniwersytet Środkowej Europy (CEU, czyli Central European University). A znamienne jest też i to, że w 2019 roku Fudan wykreślił hasło „wolność myśli” ze swojego statutu i dodał przysięgę lojalności wobec rządzącej partii komunistycznej. Pomijam tutaj inne zarzuty sięgające po wiadomości od służ specjalnych.
Mam nadzieję, że po zmianie władzy na Węgrzech w 2022 r. i wyrzuceniu do kosza umów z Chinami, te nie zwrócą się do Polski jako najbliższego sojusznika polityki rosyjskiej Putina, a jednocześnie członka UE. Byłoby to fatalne z wielu względów. Rosyjskie szczepionki i chińskie szczepionki to jest papierek lakmusowy wiarygodności. Kampusy uniwersyteckie są równie ważnym przyczółkiem cywilizacyjnym. Uniwersytet i demokracja uniwersytecka i wolność badań naukowych i nauczania to są fundamenty kultury Zachodu. Dbajmy o uczelnie i kulturę.
Właśnie dowiedziałem się, że program wyborczy PiS z wykorzystaniem wsparcia funduszy Unii Europejskiej nie będzie się już nazywał Nowy Ład tylko Polski Ład.
To bardzo ciekawe przejście i zastanawiające. Gdyby przetłumaczyć na angielski slogan wyborczy PiS Nowy Ład, to wyjdzie „New Order”.
Kiedyś słuchałem w okolicach zmierzchu systemu zwanego komunizmem w Polsce postpunkowego zespołu tzw. Nowej Fali o nazwie Joy Division z legendarnym wokalistą Ianem Curtisem. Ta nazwa „Joy Division” była bardzo ironiczna, oznaczała aluzję do obozów Zagłady i specjalnych oddziałów wybranej grupy więźniarek niemieckiego lageru Auschwitz-Birkenau zmuszanych do prostytucji. – Joy Division (z niem. Freudenabteilung). W skrócie oznacza ta nazwa nazistowski burdel na obszarach obozu Zagłady.
Co ciekawe, Joy Division wcześniej nazywał się z polska „Warsaw”, od utworu Davida Bowie’go z 1977 r. pt. „Warszawa”.
Ta właśnie nieoficjalna historia Joy Division powodowała, że słuchaliśmy tego ponurego i depresyjnego zespołu, a potem jego spadkobiercy o nazwie New Order ze specyficznym poczuciem bycia w opozycji do porządków komunistycznych.
Po śmierci Iana Curtisa pozostali członkowie grupy nazwali się New Order. Wedle popularnych ujęć „natknęli się w gazecie na notkę o kambodżańskiej grupie partyzanckiej, która nosiła nazwę Ludowy Nowy Porządek Kampuczy (The People’s New Order of Kampuchea)”.
Zatem nazwa „new order” po angielsku może kojarzyć się z komunistami i to bardzo zamordystycznymi, przypomnę, że zbrodnie tzw. „czerwonych Khmerów” w Kampuczy do dzisiaj są opisywane jako jedne z najbardziej okrutnych i wręcz antyludzkich, nie mówiąc o tym, że niecywilizowanych.
Dlatego trzeba z satysfakcją stwierdzić, że PiS wycofuje swój slogan, po angielsku brzmiący nieco złowieszczo: „New Order”.
Zamiast tego „Nowego Ładu” będzie „Polski Ład”. Brawo!
Gorzej, że w Szwecji funkcjonują takie określenia jak „Polska riksdag”, polski parlament:
„Polski parlament jest zwykle określany jako burzliwe posiedzenie bez rezultatów, które w przenośni może odnosić się do chaosu lub chaosu w ogóle.”
Jest też Polnische Wirtschaft, czyli „negatywne określenie funkcjonujące w społeczeństwie niemieckim, dotyczące organizacji społeczeństwa polskiego. Według tego stereotypu domyślnie „polnische Wirtschaft” oznacza skrajną niegospodarność, brak planowania i manier oraz brud.”
Słusznie PiS wziął się za te stereotypy o Polsce, w końcu mamy tyle sukcesów, Polska stanie się od teraz jak z zaczarowanej różdżki synonimem słownikowym porządku. Tak PiS, demolując praworządność w Polsce, wprowadza typowo „polski porządek”, zupełnie niezrozumiały dla cywilizowanego europejskiego świata. Tak, PiS robiąc z nieudolności i katastrof lotniczych bohaterstwo, tworzy nowy mit. Jakby „nowy porządek”, „nowy ład”. Jednym słowem, ja już nie zapomnę skojarzeń historycznych pochodzących z pierwszej nazwy sloganu wyborczego PiS.
PS. 16.05.21 Niewykluczone jednak, że nasi co bardziej wykształceni w historii sąsiedzi będą mięli także bogatsze skojarzenia: w 1941 r. ruszyła w III Rzeszy kampania propagandowa „Europejskiego Nowego Ładu” [niem. Neuordnung], w której Niemcy miały odgrywać „przewodnią rolę”. W Polsce komentowano te plany dotyczące w skrócie „Nowego Ładu” Hitlera na łamach „Myśli Polskiej” (Maciej Ożga napisał 20 września 1941 r. artykuł pt. „Nowy Ład” Hitlera. Propaganda i rzeczywistość. Dziękuję Michałowi Stolarskiemu za zwrócenie mi uwagi na ten artykuł)
Warszawa, Polska. 7 stycznia 2020 r. Herb Polski i metalowa tabliczka „Sąd Najwyższy” na Placu Krasińskiego. (fot. grand-warszawski, lic. red. Depositphotos)
Szanowni Państwo, Wiem, że mało osób zna szwedzki, ale może ktoś jednak się skusi na debatę w serii seminariów „On State” [o państwie] pod tytułem:
Projekt demokracji Unii Europejkskiej – wzrasta czy więdnie?
Serdecznie zapraszam.
5 maja 2021, godz. 11:00-16:30 z przerwą na lunch 12:00-13:00.
Idea UE jako projektu demokratycznego jest punktem wyjścia dla współpracy europejskiej. Ale co dzieje się z tym projektem, gdy siły antydemokratyczne są coraz to silniejsze i coraz częściej pojawiają się kraje zmierzające w stronę autokratyczną?
W czasie trwającej pandemii obywatele Europy stracili demokratyczne prawa, zamknięto granice, a stosunki między krajami naznaczone są podejrzliwością. Jednocześnie demokracja w Polsce i na Węgrzech jest demontowana. Co stanie się z UE jako projektem demokratycznym, jeśli ten trend się utrzyma?
Udział w dyskusji biorą: Staffan I. Lindberg, profesor politologii Uniwersytetu w Göteborgu oraz dyrektor Instytutu V-Dem, Veronica Palm Była poseł i poseł do Parlamentu Europejskiego (S), Sofie Blombäck, doktor nauk politycznych, starszy wykładowca w Katedrze Nauk Humanistycznych i Społecznych Uniwersytetu środkowej Szwecji Jarosław Płuciennik, profesor nauk humanistycznych na Wydziale Filologicznym, w Instytucie Kultury Współczesnej Uniwersytetu Łódzkiego, Gabriel Byström, dyrektor generalny szwedzkiego radia, dziennikarz i autor.
Demokratiprojektet EU – växande eller vissnande? Forskning Kultur & språk Samhälle & ekonomi
Idén om EU som demokratiprojekt är utgångspunkten för det europeiska samarbetet. Men vad händer med denna grundval när antidemokratiska krafter tränger sig på, och allt fler länder rör sig i autokratisk riktning?