Rozmowa na temat obrazu Paula Klee „Angelus Novus” z prof. Eleonorą Jedlińską z Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Łódzkiego #paulklee #angelusnovus #aniołhistorii #AngelusSantander #WalterBenjamin #GershomScholem #pamięć #historia #historiozofia #ZygmuntBauman
Niezwykle ciekawa zawartość nowego numeru „ZRL. Formy kultury i teorii.” Numer pt. Ekstrawagancje i reportaże. Szczególnie zwraca uwagę gość numeru Mark Sokolyansky, emerytowany profesor Uniwersytetu w Odessie (Odessa i Lubecka). Numer dostępny tutaj
Rysunek szubienicy ze znakiem zapytania (fot. lic. Depositphotos)
Głośna ostatnio stała się sprawa doradcy społecznego pana Przemysława Czarnka, panującego nam niemiłościwie Ministra Edukacji i Nauki. Ów doradca społeczny, zamieścił na swoim aktywnym koncie Twitterowym grafikę z szubienicą autorstwa sygnowanego jako „Dolny Mokotów”, na tej grafice jest żółtawo-szara szubienica i napis na niebieskim tle „Pamiętaj”(większymi wersalikami) „jak skończył Emil Czeczko” (mniejszymi wersalikami). Nad tą grafiką jest odautorski tekst samego doradcy ministra: „Przesłanie dla wszystkich zdrajców Polski” [potem dużo tzw. światła, jakby nowy akapit, a następnie małymi literami] „tusków, lisów, giertychów, budków, lasków, matczaków, kohutów itp.”
Pikanterii dodaje sprawie fakt, że Marek Kuna jest rzecznikiem prasowym Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Lublinie. Inkryminowny ćwierk po jakimś czasie zniknął, a pojawił się nowy: „Z prywatnego konta usunąłem wpis, w którym na przykładzie wskazałem, co robią obce służby z zrekrutowanymi i wykorzystanymi agentami. Tyle! Reszta to nadinterpretacja i manipulacja. Urażonych przepraszam”. Według informacji ministra Czarnka, doradca podał się do dymisji (doradca społeczny???). I sprawy dla ministra nie ma, co więcej zapowiada procedowanie ponowne tzw. lex Czarnek, prawa zawetowanego przez PAD. „Ta ustawa jest ogromnie potrzebna, żeby chronić polskie dzieci w wielkich miastach przed demoralizacją i deprawacją. I tyle.”
Poza aspektami czysto językowo-semiotycznymi zastanawia mnie także przyczyna „dymisji” doradcy: bo ćwierk wyjaśniający Kuny świadczy o tym, że mógł np. zdradzić jakąś tajemnicę państwową, a teraz odwraca kota ogonem twierdząc, że wieszają agentów „obce służby”, „bo przecież nie nasi…”
Zastanawia mnie także podobieństwo prowadzenia tzw. debaty zarówno przez doradców, jak i samego ministra. O tym świadczy podobieństwo stylistyczne, kończenia wypowiedzi „kategoryczną kropką: „I tyle.”” Szafowanie słowami takimi jak „agent”, czy „zdrajca” (a także przez lepiej ale ciągle źle wykształconych: „zaprzaniec”) w odniesieniu do publicznie znanych osób jest tak samo niedopuszczalne w cywilizowanej przestrzeni publicznej, jak i mówienie o tym, że ludzie nazywani skrótem LGBT to nie są ludzie. Porównanie tych niby mnogich tusków i budków do ewidentnego zdrajcy i renegata, tudzież dezertera jest zniesławiające, ale szubienica z grafiki to już przecież groźba karalna w wykonaniu (prawie?) urzędnika państwowego, taka sama, jak odmawianie równego traktowania „nieludziom” przez Czarnka. Jeśli Minister nie akceptuje takiego prowadzenia debaty publicznej w wykonaniu Kuny, jak sam twierdzi, to przecież dotyczy to stylu prowadzenia tej debaty przez niego samego. Ustawa ma wedle niego „chronić polskie dzieci w wielkich miastach przed demoralizacją i deprawacją. I tyle.” Jaki doradca taki minister. Co jest demoralizacją i deprawacją? Dla mnie raczej pozbawianie cnót obywatelskich polskich uczniów i rodziców, którzy nie będą mięli nic do powiedzenia, bo o wszystkim mają decydować kuratorzy „z carskiego nadania”. Deprawacją dla mnie jest tępa propaganda w postaci przedmiotu o nazwie HiT, Historia i Teraźniejszość. Minister „rozumowi bluźni”, powinien już dawno podać się do dymisji, a nie jego doradca, którego przecież mianuje minister.
Parafrazując starca z ballady Mickiewicza:
„Doradca społeczny duby smalone bredzi, A Czarnek rozumowi bluźni”.
Czy ktoś tak nieracjonalny może zajmować się edukacją i nauką?
Film wideo na kanale YouTube z ilustracją do treści artykułu
Wszyscy żyją dziś wojna w Ukrainie. Nawet maturzyści są zapewne rozdarci pomiędzy newsami na temat wojny, podwyżek, inflacji a koniecznością przygotowywania się do zdawania egzaminu dojrzałości.
Zrzut ekranu z Twittera prezydenta Zelenskiego (fot. JP).Prezydent Zelensky w wojennych barwach (fot. z Twittera JP)
Jest jednak postać, która wydaje się niezwykle dobrze wpisywać zarówno w temat wojny w Ukrainie, jak i w egzamin maturalny. Jest to postać prezydenta Ukrainy Wołodymira Zelenskyego.
Krążą o nim w sieci legendy i memy, świadczące o tym, że prezydent Ukrainy jest postacią niezwykle barwną i niejednoznaczną. Najbardziej jednak uderzające jest, że w jego postaci widać wyraźnie zmieszanie mediów i rzeczywistości.
W tej chwili występuje bardzo często jednak jako jednoznaczny Bohater, wspaniały przywódca, służący z poświęceniem swoim ludziom.
Można powiedzieć że prezydent Zelensky ucieleśnia znakomicie ideę świata jako teatru. Maturzyści oczywiście powinni wiedzieć, że najlepszym wzorem, ucieleśnieniem tej idei „świat to teatr” były sztuki teatralne Calderona de la Barca. Nota bene, w Łodzi właśnie można oglądać w Teatrze Nowym bardzo ciekawy i aktualny spektakl na podstawie jego sztuki pt. Wielki teatr świata.
Jednak pod dużym wpływem autora tej sztuki, hiszpańskiego dramatopisarza Calderona de la Barca pozostawał nasz romantyczny twórca, jeden z trzech wieszczów narodowych, Juliusz Słowacki. Świetnie te wpływy widać w pięcioaktowym dramacie pt. Mazepa, w którym nie wiadomo, czy tragiczne rozwiązania na końcu (trupy się ścielą gęsto) są wynikiem kompletnego przypadku, czy też Opatrzności. Świetny przykład ironii romantycznej.
Théodore Géricault (1791–1824) Der Page Mazeppa (ca 1820) domena publiczna, źródło The Yorck Project (2002) 10.000 Meisterwerke der Malerei (DVD-ROM), distributed by DIRECTMEDIA Publishing GmbH.
Iwan Mazepa (1639–1709) to historyczny przywódca Ukrainy. Słynny w Polsce pamiętnikarz Jan Chryzostom Pasek jest autorem opowieści, która obiegła cały świat kultury: jako młody człowiek Mazepa został złapany na gorącym uczynku erotycznym ze szlachcianką, której mąż ukarał go, przywiązując nagiego do dzikiego konia i wypuszczając na wolność; w końcu dotarł on do Kozaków i został ich dowódcą wojskowym. Lord Byron napisał utwór Mazeppa (1819), poemat poświęcony głównie tej szaleńczej jeździe na koniu. To z kolei inspirowało wielu malarzy romantycznych. Należy tu wymienić Théodore Géricault (1823, obraz obecnie w Metropolitan Muzeum Sztuki), Eugène Delacroix (1824, Fińska Galeria Narodowa), Horace Vernet (1826, Musée Calvet w Awinionie) i Louis Boulanger (1827, Musée des Beaux-Arts de Rouen). Wkrótce po tych obrazach pojawiły się wersje teatralne historii Mazepy.
Banknoty ukraińskie z podobizną hetmana Mazepy (fot.lic. Depositphotos)
Mazepa był historycznym hetmanem wojska zaporoskiego, kozackiego w latach 1687–1708. Odegrał ważną rolę w bitwie pod Połtawą (1709), kiedy stanął po stronie szwedzkiego króla Karola XII. Dlatego Puszkin, chcący się przypodobać carowi, napisał „Połtawę”, w której przedstawił Mazepę jako zdrajcę Rosjan. Potem Czajkowski stworzył na podstawie wiersza Puszkina operę Mazepa (1881-1883), z librettem Victora Burenina.
Jednak w kulturze Zachodu obrazem najbardziej fascynującym ludzi jest to zjednoczenie z dzikim koniem, co z punktu widzenia antropologii kultury może być wiązane przede wszystkim z wyobrażeniami o magicznej, szamańskiej sile. Widać tutaj także idealizację orientu. Porównuje się też ten romantyczny obraz z romantycznym przedstawienie Faetona (w mitologii greckiej syn Heliosa), który zbyt lekkomyślnie jeździł słonecznym rydwanem. Nawet moderniści, tacy jak Bertolt Brecht i Roy Campbell fascynowali się tym obrazem.
Charakterystyczna jest kreacja Victora Hugo, który napisał wiersz „Mazeppa” w Les Orientales (1829), dedykowany Boulangerowi. Wiersz przedstawia romantyzm równin ukraińskich, ale Mazepa przyrównany jest do poety wygnanego ze świata żywych ze względu na swoje dziwactwa, zakazany poeta jest przywiązany do dzikiego konia swojej inspiracji. Hugo wierzy w końcowy sukces swojego bohatera.
Jednak najważniejsze dla maturzystów jest to, że Juliusz Słowacki napisał sztukę Mazepa (1840), jedyny dramat, który wystawiono za jego życia, nota bene, w Budapeszcie. W polskim serwisie wideo „Ninateka” dostępna jest ekranizacja tego dramatu w reżyserii legendarnego Gustawa Holoubka z 1969 r. Widowisko powstało rok po słynnej inscenizacja Dziadów Mickiewicza w 1968 r. Charakterystyczne, że w dramacie Słowackiego to, co podniecało wyobraźnię malarzy i muzyków Zachodu Europy: szaleńcza naga jazda na koniu — u Słowackiego i w filmie Holoubka następuje już poza sceną teatru, po zakończeniu sztuki…
Dla maturzystów tegorocznych na pewno ciekawe jest także i to, że Józef Bohdan Zaleski, polski poeta z tzw. romantycznej szkoły ukraińskiej, jest autorem „Dumki Mazepy”.
Dużo wątków romantycznych w tej historii, jakże pasujących do bohaterów wojny:
„Grzmot nie piorun, krew nie woda, Kto wojuje, zna co boje; Darmo grozi wojewoda, Darmo – groźby się nie boję! Co to znaczą konie, stepy, Stepy, konie dla Mazepy?”
Dwa zakochane konie (fot. Lic. Depositphotos)
Zatem podsumowując: prezydent Zelensky jest w dzisiejszych czasach prawdziwym bohaterem całego świata, bo ucieleśnia także dawne, romantyczne motywy, nie tylko wyobrażenie o człowieku z krwi i kości, ale także zmieszanie mediów i życia, życia i teatru. Wiem, że giną ludzie, wiem, że czeka nas trudny czas w mocno zmienionym świecie, wiem, że mamy ponad milion nowych obywateli w Polsce. Staram się jak mogę, zrozumieć te wszystkie nowe wątki. Historia się nie powtarza, ale motywy niektóre wracają w nowych konfiguracjach.
Ps. Wpis zmieniony ukazał się 10 marca 2022 r. w Gazeta Wyborcza. jako „Ściąga na maturę 2022. Wołodymyr Zełenski to romantyczna postać, ale nie Mazepa, choć…”
Dla chętnych:
Maron, M. (2015). „Mazepa” – dramat Juliusza Słowackiego i tragedia filmowa Gustawa Holoubka. Ironia romantyczna w działaniu. Annales Universitatis Mariae Curie-Sklodowska, sectio L – Artes, 13(1), 69. https://doi.org/10.17951/l.2015.13.1.69
Przypięty, wyróżniony twitt Ministra Czarnka (stan z dnia 5 marca 2022, godz. 21:00, twitt z 4 marca
Rozumiem, że tekst ostatniego ćwierka ministra Czarnka miał się zmieścić na zdjęciu z misiem, zatem musiał być to bardzo krótki akapit.
Idzie to tak, wczytajmy się proszę, spijajmy ten miód: „Chcę zapewnić dzieci w całej Polsce, jesteśmy bezpieczni, możemy śmiało chodzić do polskich szkół, jest to zorganizowane bardzo dobrze. Jednocześnie jesteśmy członkami najpotężniejszego w dziejach świata sojuszu NATO i nic nam nie grozi.”
Podmiot mówi do dzieci, zatem musi się do nich zniżyć. Prześwietny gest wielkiego pedagoga! Zapewnia, daje bezpieczeństwo, utożsamia się z maluczkimi, wręcza misia, porządek w Polsce panuje… a jednocześnie moc — ta najpotężniejsza — jest z nami!!! Chwała ministrowi, chwała bohaterom! Przecież to minister Czarnek załatwił to NATO, nie?
Tylko że pierwsze zdanie wielokrotnie złożone jakby trochę niegramatycznie… „jest to zorganizowane bardzo dobrze” może się odnosić do 1) zapewniania ministra; 2) śmiałego chodzenia do szkół, polskich, a jakże, narodowych; 3) bycia bezpiecznymi…. „To powiedziane jest bardzo dobrze…”, niczym siedmio- czy ośmiolatek byłby może powiedział… ale na Twitterze są takie dzieci?
Nie ma dzieci na Twitterze? Ale minister mówi do dzieci Twittera… uspokaja je, te zagubione, zaniepokojone dzieci Twittera.
Szkoda, że nie pisze do tych aktywnych uczestników dyskursu społecznego, jak zorganizować szkoły z nowymi uczniami z Ukrainy. Szkoda, że nie podaje się do dymisji.
Gdyby któryś student napisał w pracy pisemnej taką konstrukcję… byłby musiał mocno się postarać, żebym poprawił mu ocenę.
złota pszenica i niebieskie niebo (fot. lic. Depositphotos)
Jeśli chcesz, możesz wysłuchać tego tekstu jako podcast TUTAJ.
Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie po drugim. Bardzo chcielibyśmy ogarnąć świat i rozwijającą się historię w jakąś logiczną całość. Stąd silna tendencja w naszych umysłach, żeby wiązać sieci różnych skojarzeń we wszechlogiczne modele i struktury. To pierwsze zdanie otwierające mój tekst („Historia to nie jest…”) stanowi przytoczenie wniosków z jednej z książek konserwatywnego historyka kultury Niala Fergusona. Wydaje mi się, że takie spojrzenie na historię nie jest dla nas już po doświadczeniu koronawirusa od marca 2020 r. żadnym odkryciem. Inny badacz, ale i jednocześnie uchodźca, Nassim Taleb, piszący o fenomenie czarnego łabędzia, i przewidujący 12 lat temu pandemię także upominał, na podstawie swoich własnych uchodźczych doświadczeń z Palestyny, że historia wcale nie rozwija się linearnie, tylko skokowo, także przez katastrofy i kryzysy. Chcielibyśmy mieć linearny wykres chronologii, poukładać w naszych katalogach wydarzenia, ale one się tak nie dają układać. Życie nie chce się zmieścić w katalogi.
Duch wieje kędy chce…
Te pół miliona ciał uciekających z Ukrainy zmienia oblicze naszej Ziemi, tej ziemi. Nagle jesteśmy niezwykle otwarci i wręcz troskliwi, choć jeszcze niedawno, budowaliśmy mury i stosowaliśmy barbarzyńskie „push backi”, czyli wypychania.
Z tamtego czasu pochodzi znaleziony przeze mnie anonimowy tekst:
chodzimy do lasu zbierać ludzi zbieramy ich także w parku narodowym nie oburzaj się że to zabronione czytałem regulamin ludzie nie są pod ochroną
M. 24.12.2021 (cyt. za Zwiastun Ewangelicki 5/2022)
Dzisiaj Polacy zdają pięknie egzamin z dojrzałości. Jesteśmy solidarni i troskliwi. I otwarci. Podziw i solidarność płyną z całego cywilizowanego świata. Doświadczam tego z różnych stron, bo utrzymuję kontakty międzynarodowe w tej globalnej wiosce.
Nasze własne doświadczenie czteroosobowej rodziny od soboty też jest inne. Przyjęliśmy dwie gościnie z Ukrainy. Dzisiaj miałem trochę czasu, żeby odkryć ich historię, która jest jak zwykle, nieliniowa i nieoczywista. Hanna (matka) i Krystyna (córka) przyjechały ze Lwowa, ale Hanna rodziła się na Syberii, jej ojciec był Polakiem, matka Ukrainką. Mąż starszej Hanny i ojciec młodszej Krystyny też jest Polakiem. Mówią po ukraińsku i rosyjsku. Nie mówią po polsku. Dogadujemy się jakoś… Hanna jeszcze się wstydzi śpiewać dumki ukraińskie, ale na pewno kiedyś zacznie… obiecała…
Sąsiedzi i znajomi chcą pomagać, na razie oferują drobne prace.
W Wilnie rok temu spotkaliśmy Polaka, mówiącego śpiewnym polskim Mickiewicza. Tego Mickiewicza z Białorusi, z Żydowskiej matki.
Wojna trojańska opisywana przez epos Homerowy pt. Iliada wynikała z naruszenia praw gościnności, Parys porwał Helenę będąc w gościnie u Menelaosa. Gościnność w Polsce zawsze przejawiała się mitologiczno-religijnie przez opowieść o dodatkowym wigilijnym nakryciu, ale także przez starodawne, staropolskie powiedzenie „Gość w dom, Bóg w dom.” Jakoś gorzko to powiedzenie smakowało jeszcze w grudniu 2021 r. w puszczy. Smakowało paląco obłudnie.
Ci ludzie — na razie te niecałe pół miliona — już odmienili oblicze tej ziemi. Jesteśmy ponownie narodem gościnnym, z czego czasami byliśmy słynni. Przyjmujemy gości i gościnie zza wschodniej granicy, uciekających przed wojną, nazywaną „operacją wojskową”. Mam nadzieję, że wytrwamy w tych postawach jako społeczeństwo, mimo że przecież potrzebne jest długofalowe nastawienie, nie chwilowe uniesienie entuzjazmu. Ale na razie nastąpił cud. „Gość w dom, Bóg w dom”.
Także w Starym Testamencie mamy wyobrażenie o gościnności: wędrowiec może okazać się Aniołem. Dlatego nie wolno robić mu krzywdy. Na tym polega sprawiedliwość.
Historia to nie jest jedno pieprzone wydarzenie za drugim. Historia to skoki, czasami w nieznane. Nie w pijanym zwidzie. Choć czasami trzeba „iść jak w dym”…
Potem się jakoś wszystko poukłada. Ludzie zaczną uczyć się historii, także własnej, polskiej historii. Tzw. Pierwsza Rzeczpospolita była krainą wielonarodową i wielokulturową. Ojcami naszego języka są wywodzący się z niej Mikołaj Rej i Jan Kochanowski. Ale też późniejsi Mickiewicz (ten z Nowogródka na Białorusi) i Słowacki (ten z Krzemieńca na Ukrainie). Przypominam to, bo czasami otwierając się na innych możemy otwierać się także na siebie. Bo najważniejsza sprawa dla jednostkowych filozofii: odkryć że obcy jest w nas. My sami jesteśmy wiecznymi pielgrzymami.
Mamy wojnę Rosji Putinowskiej z Ukrainą. Jest 24 lutego 2022 r. W nocy Putin zaatakował niepodległą Ukrainę. Co to ma wspólnego z językiem i demokracją?
Putin, grzeczny facet… (fot. lic. Depositphotos)
Jeśli chcesz wysłuchać podcastu, to kliknij tutaj.
Nie znam się na sprawach rosyjskich. Ale zawsze interesował mnie język i retoryka. Pewnego typu sposób mówienia. Uderza mnie dzisiaj, że wedle Putina to, co robią wojska rosyjskie w Ukrainie, jest procesem denazyfikacji Ukrainy.
Kłamliwość takiej propagandy jest oczywista, jednak wydaje mi się, że warto zauważyć towarzyszenie temu wszystkiemu antyzachodniej retoryki. Antyzachodniej. Przeciwko NATO, UE i Polsce, Litwie, Szwecji, Finlandii… Bo to jest wszystko podszyte retoryką wojny kulturowej, choć przecież idzie o pieniądze i wpływy. Jednak retoryka antyzachodnia kreuje obraz wojny kultur… Dlatego ustawia się w mediach na tle imperialnych, carskich, ociekających złotem budynków i pomieszczeń…
Narzuca mi się konstatacja, że ta antyzachodnia retoryka jest także obecna, niestety, w Polsce. W tym kontekście warto naprawdę zastanowić się, czemu służy dzielenie społeczeństwa polskiego przez ekipę Kaczyńskiego i wskazywanie ukrytej opcji niemieckiej czy też wskazywanie np. jakiegoś niemieckiego pochodzenia przeciwników politycznych, ten proces demonizowania Tuska, tego wcielenia diabła, przeciwnika par excellence, to jest fascynująca sprawa, ale jednocześnie bardzo przerażająco. Nie sądziłem, że taka retoryka będzie miała miejsce w realnej przestrzeni świata bardzo blisko nas. To się dzieje naprawdę. Putin mówi, że musi bronić Ukrainy, „jego Ukrainy” przed nazistami.
I, niestety, warto powiedzieć, że nasz związek z Ukrainą to nie jest wyłącznie bliskość przestrzenna i dawno minione już Mistrzostwa Euro w Piłce Nożnej, choć ta bliskość jest niezwykle, niezwykle istotna. Ale ta bliskość polega między innymi na tym, że istnieją pewne naczynia połączone, a żyjemy coraz bardziej w globalnej wiosce. I retoryka Kaczyńskiego, mimo że nie można porównać na razie ich czynów, może być zestawiona z retoryką Putina, są one bardzo, bardzo podobne. Niedawno jak wczoraj Donald Trump, znany fan paliw kopalnych, mówił o Putinie jako geniuszu pokoju… podejrzewam niestety, że zmiana w polityce Putina motywowana przecież interesami gospodarczymi i jego osobistą chciwością może mieć związek z odchodzeniem świata od paliw kopalnych. Jak sprawić, żeby ludzie zobaczyli cyniczną grę pod narzucaną retoryką wojny kulturowej? Wszystkiemu winna UE i LGBT? Wolne żarty… choć do śmiechu mi wcale nie jest… ta wojna Rosji z Ukrainą jest wojną o interesy Putinowskiej Rosji. Ale faktycznie w krajach, w których demokracja jest słabsza, tam, gdzie nietolerancja staje się łatwiejsza, retoryka wojny kulturowej będzie możliwa do zaakceptowania, bo przecież „mocni mężczyźni” uwielbiają wojenkę i pogardzają „zniewieściałymi” brukselczykami…
Słuchajmy, proszę, uważnie języka, on sporo ujawnia…
Danie szansy pokojowi, to także uważność, jeśli idzie o język, bo za językiem stoją faktycznie wartości, pragnienia i potrzeby ludzi. Stojąc po stronie Ukrainy, będąc dzisiaj Ukraińcem, jednocześnie deklaruję: stoimy razem z NATO i Unią Europejską. Demokratyczny ład w Europie dawał pokój światu od półwiecza. Demokracja i praworządność to jest nadal bardzo ważna codzienna agenda. Codziennie coś mówimy, demokratyczny język jest różny od języka agresora.
PS. Artykuł ukazał się także 25 lutego 2022 r. w Gazeta Wyborcza.
Sylwetki uchodźców na horyzoncie (fot. lic. Depositphotos)
Co z Polską w trakcie wojny rosyjsko-ukraińskiej? Czy Polska może jedynie się zbroić? Czy także może pomagać?
Jeśli chcesz posłuchać, to link do podcastu znajdziesz tutaj
A także tutaj
Świat uniwersytecki to świat refleksji. Doprawdy? Przecież już dawno nauka odpowiada na potrzeby społeczne próbując rozwiązywać różne problemy. Medycyna, teologia i prawo w średniowieczu też były praktyczną odpowiedzią, zaangażowaną społecznie, na problemy ówczesnego świata.
Potem, w Oświeceniu, uniwersytet Humboldtowski zradykalizował ten zaangażowany paradygmat, czyniąc z badania i eksperymentów zasadę działania.
W przypadku nauk przyrodniczych ich zaangażowanie przekuwa się na ilość patentów, wynalazków, leków i szczepionek.
W przypadku nauk humanistycznych i społecznych wspomaganie zmiany społecznej, rozwoju społeczeństwa jest zaangażowaniem porównywalnym do wynalazków, leków i szczepionek.
Społeczeństwo we współczesnym świecie są coraz bardziej połączone.
Trudno jest zachować spokój, kiedy pokój światowy przestał być oczywistością. Brak paniki nie oznacza udawania, że wszystko będzie jak zwykle. Pandemia koronawirusa wyrzuciła świat z kolein przyzwyczajenia, katastrofa klimatyczna z jej pogodowymi „anomaliami” coraz bardziej każe pytać, co dalej z naszym światem. A teraz jeszcze groźba wojny światowej?
Niedawno uczestniczyłem w Łodzi w społecznym i medialnym wsparciu filozofa białoruskiego, który chcąc przerwać ciągnący się już pół roku areszt wydobywczy, rozpoczął głodówkę i zapowiadał odmowę płynów. Dopiął swego dzięki międzynarodowo nagłośnionej petycji, sprawa została skierowana do sądu. Choć to nadal jest sąd białoruski i nikt nie gwarantuje sprawiedliwości.
Jednak ta sprawa każe mi zapytać: co będzie, jeśli listy Ukraińców do likwidacji, które wedle Amerykanów, przygotowali na wypadek inwazji Rosjanie, okażą się prawdziwe? Tak jak prawdziwe okazały się twierdzenia Amerykanów o szykowaniu się Rosji do wojny. Wojna już się toczy, car Rosji, zbawca swego narodu coraz bardziej się puszy w złotym otoczeniu.
W tej sytuacji zastanawiam się, jak Polska może się przygotować na tę nową w skali światowej, ale jakże bliską nam sytuację… niektórzy mówią, że Polska stanie się krajem frontowym, ale póki co, mimo poważnego dryftu w stronę autorytaryzmu, jesteśmy ciągle częścią NATO i UE.
W tym kontekście chciałbym zapytać, jak może świat uniwersytecki pomóc rozwiązać problemy naszego, jakże bliskiego i dolegliwego świata?
Już od dawna świat uniwersytecki w Polsce przyjmuje na studia Białorusinów i Ukraińców, to jest już poważny wkład w lepszy świat. Ale teraz w obliczu możliwej fali uchodźców należy zapytać: czy polskie uniwersytety są gotowe na ukraińskich Miłoszów, Baumanów i Kołakowskich?
W swoim czasie Brytyjczycy, Amerykanie, Szwedzi bardzo pomagali Polakom uciekającym przed prześladowaniami w Polsce (z różnych powodów). Czy nasze uniwersytety są gotowe na otwarcie się na uczonych i twórców z Ukrainy? Czy stać nas w tej nowej sytuacji na rozwiązywanie prawdziwych problemów ludzkości? Kiedy po reformie Gowina, uniwersytety mają być fabrykami idiotycznie liczonych punktów w idiotycznie podzielonych dyscyplinarnych przegródkach, trudno będzie pewnie rektorom polskim zgodzić się na wielkie otwarcie w obliczu kryzysu za wschodnią granicą.
Ale pomimo tej trudności, może powinniśmy stworzyć jakieś porozumienie, konsorcjum uniwersytetów nie tylko badawczych, ale zaangażowanych w poważne problemy tego świata? Zaprosić zagrożonych uczonych do siebie? Ich studenci już tu są… Mamy już milion Ukraińców w Polsce.
Jeśli chcesz posłuchać tego tekstu w formie podcastu, to link jest TUTAJ.
Albo na YouTube:
Zmiana jest możliwa. Niewyobrażalne może stać się realne. To są lekcje które można wynieść z ostatnich wydarzeń w świecie i w Polsce.
Zmiana jednak nie jest postrzegana jednoznacznie przez ludzi. Zmiany bardzo często wywołują niepokój. Ale zmiana dla wielu ludzi innych może oznaczać nadzieję.
Wymyślono nawet zarządzanie zmianą jako obszar wiedzy specjalistycznej, która potrafi przekształcać rzeczywistość wielkich instytucji i całych biznesów.
W rozwoju personalnym także przywiązuje się dużą uwagę do pojęcia zmiany i do konieczności akceptacji tej zmiany w swoim życiu osobistym. Można nawet powiedzieć, że przekaz wielu religii, w tym także religii chrześcijańskiej, jest przekazem z gruntu rewolucyjnym, nawołującym do zobaczenia tu i teraz jako sposobności do zmiany. „Nawrócenie” niegdysiejsze oznaczało po grecku „metanoia”, czyli właśnie zwykłe zawrócenie z drogi. Metanoia to po łacinie konwersja. Punkt zwrotny, zwrot, przemiana, zmiana, W końcu, „last but not least”, kryzys.
W wielu obszarach życia zarówno społecznego jak indywidualnego można zauważyć — nie tylko od 2020 r. — istnienie wielkiego kryzysu. Napisano już o tym bardzo wiele. Jednak to, co uderza, to przede wszystkim konstatacja, że żyjemy w czasach, pełnych zmian i rozwoju nowych dziedzin rzeczywistości.
Dawno dawno temu powstała teza o końcu historii niejakiego Fukuyamy. Wielokrotnie przekonaliśmy się, że ten koniec historii był wielką złudą, choć teza Fukuyamy była źle zrozumiana. Wtedy chodziło o rozwój cywilizacji zachodniej i o demokrację liberalną. Dzisiaj jednak chodzi faktycznie o pewną zmianę cywilizacyjną, której świadkami możemy być.
Kilka dni temu ukazało się w internetowym wydaniu The Economist wystąpienie Yuvala Harariego, słynnego filozofa izraelskiego, w którym argumentuje on, że właściwie w obliczu rozwoju wypadków wokół Ukrainy stajemy przed niesamowitym przełomem, w którym dojdzie do ruchu albo w jedną, albo w drugą stronę, bo od 1945 r. wyobrażenie wojny jest wyobrażeniem niewyobrażalnego u wielu ludzi. Optymiści tacy jak np. Steven Pinker argumentowaliby, że natura ludzka doprowadziła do postępu cywilizacyjnego, ludzkość staje się coraz lepsza. No i jesteśmy zasadniczo jako ludzkość racjonalni. Kryzys pandemiczny oraz katastrofa klimatyczna uświadamiają, że cena za ten postęp cywilizacyjny, za to że coraz dłużej żyliśmy, za to że coraz lepsza jest opieka zdrowotna itd., jest bardzo wysoka, musimy płacić olbrzymią cenę za to wszystko.
Wydawałoby się, że decyzja Putina o wojnie z Ukrainą, a właściwie o zaostrzeniu tej wojny, która toczy się już od dawna, to jest sprawa stricte polityczna i nie ma żadnego związku z kulturą, czy cywilizacją. Harari argumentuje, że mamy tutaj do czynienia jednak z wielkim dylematem naszej cywilizacji. Akceptacja posunięcia Putina, to jest akceptacja autentycznego barbarzyństwa, autentycznych dzikości w naszej naturze.
To nie jest wcale przecież tak, że wojen od 1945 r. nie było. Były, a jakże, ale nikt nie akceptował ich w skali globalnej jako właściwego rozwiązania, nikt też nie dziwi się, że granice w Ameryce Południowej są nadal stabilne, podobnie w Ameryce Północnej, podobnie w Europie. Po doświadczeniu Holocaustu, po doświadczeniu drugiej wojny światowej, po tych milionach ofiar w ludziach, między innymi podczas Hołodomoru (wielkiego głodu) w Ukrainie, ciągle tkwi jednak przekonanie, że tamte doświadczenia były tragiczne i że nigdy więcej nie powinny się zdarzyć.
Dlatego tak ważne jest, żebyśmy nie lekceważyli tego, co się odbywa za naszymi wschodnimi granicami, czy to w Ukrainie czy na Białorusi. I nie lekceważyli obecnego także lokalnie, domowo barbarzyństwa. To barbarzyństwo objawia się pogardą instytucji społecznych takich jak np. praworządność i prawa człowieka. Musimy pamiętać o powiązaniu tych dwóch spraw: demokratycznych reguł i pokoju na świecie. Szaleństwo depcze jedno i drugie.