W krótkiej recenzji książki łódzkiego socjologa z UŁ Wojciecha Woźniaka „Helsinki w Warszawie? O książce «Państwo, które działa»”, która ukazała się w „Kulturze Liberalnej” Nr 734 (5/2023) 6 lutego 2023, Tomasz Sawczuk wskazuje, opisując wspomnianą książkę, jak fińskie instytucje publiczne stały się wzorem skutecznego zarządzania państwem. Stały się, choć niekoniecznie były takie od zawsze. Pośród licznych wątków poruszanych przez Woźniaka, autora recenzowanej książki, jeden element recenzent Sawczuk wybija na plan pierwszy: Finlandia zawdzięcza swój sukces wysokiemu zaufaniu do instytucji, kulturze politycznej opartej na konsensusie oraz priorytetowemu traktowaniu edukacji i wiedzy. Przykładem jest nowoczesna biblioteka Oodi w Helsinkach, będąca symbolem powszechnego dostępu do kultury i edukacji (niedaleko jest parlament i inne najważniejsze instytucje w kraju).
W kontekście tej wizji warto spojrzeć na wizytę Rafała Trzaskowskiego w Helsinkach 18 lutego 2025 roku, kiedy prezydent Warszawy zwiedzał fińskie schrony – nie tylko jako element systemu obrony cywilnej, ale także przestrzenie edukacyjne i społeczne. W tych miejscach znajdują się biblioteki, kawiarnie i czytelnie, które na co dzień służą mieszkańcom, a w razie zagrożenia pełnią funkcję ochronną. Trzaskowski podkreślił, że całość jest zarządzana przez samorząd, co może być inspiracją dla Warszawy.
Fińskie podejście pokazuje, że szacunek dla edukacji i bezpieczeństwa może iść w parze. W Finlandii przestrzeń publiczna nie jest tylko funkcjonalna – jest też miejscem rozwijania wiedzy i więzi społecznych. Przeniesienie tego modelu do Warszawy mogłoby nie tylko zwiększyć odporność miasta na kryzysy, ale także podnieść jakość życia mieszkańców poprzez integrację infrastruktury miejskiej z kulturą i edukacją. Helsinki uczą, że bezpieczeństwo to nie tylko mury i bunkry, ale też inwestycja w wiedzę, kulturę i wspólnotę.
Warto podkreślić, że Finlandia nie zawsze była państwem do naśladowania. Co oznacza, że wszystko przed nami, „biblioteki i kawiarnie w schronach” to może być także nasza przyszłość. Jednym z wzorców świetnych miejskich przestrzeni może być łódzkie EC1, w którym — w dawnej elektrociepłowni — znajduje się dziś wiele centrów nauki i kultury. Żyjemy w świecie niepokoju i kryzysu. Dlatego połączenie w przestrzeniach publicznych nieufności (względem zewnętrznych zagrożeń) z olbrzymim zaufaniem społecznym ucieleśnionym w idei kawiarni (spotkanie, dyskusja, racjonalność przy kawie) czy bibliotek (spotkanie idei, dysputa) oraz zaufaniem do państwa, które dba o życie obywatelskie, to jest połączenie niezwykle obiecujące. A jeśli do tego dodać by ideę powszechnego zaangażowania Finów w obronę cywilną, to ten projekt zasługuje na poparcie ze wszech miar. Obserwatorium Nordyckie kibicuje Helsinkom w Warszawie!
Autor w Bibliotece Uniwersyteckiej w Helsinkach w 2012 r.
Przykro się czyta, przykro się słucha, przykro mi się to pisze. Współczesna kultura coraz częściej sięga po dawne symbole, by ukazać pęknięcia i zmiany w społeczeństwie. Simon Superti w swojej piosence zaangażowanej „Bullerbyn är död” („Bullerbyn jest martwe”) uderza w sam środek nostalgicznej wizji Szwecji jako harmonijnego, bezpiecznego miejsca. Ta idylliczna wizja bierze się z literatury dla dzieci autorstwa Astrid Lindgren. Po tragicznych wydarzeniach w Örebro kilka dni temu, podczas których w strzelaninie w szkole dla dorosłych zginęło 11 osób, utwór Superti, znanego szwedzkiego artysty z włoskimi korzeniami, stał się najczęściej odtwarzaną piosenką w Szwecji, wpisując się w społeczną atmosferę niepokoju i refleksji nad kondycją kraju Svea.
Jeśli wolisz słuchać, refleksja audio tutaj:
Dalsza część tekstu poniżej pod podcastem na YouTube
Bullerbyn jako mit „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren to symbol skandynawskiej czy może szwedzkiej arkadii – wiejskiej idylli, w której świat dzieciństwa toczy się w atmosferze przyjaźni, bezpieczeństwa i prostych radości. Ta wizja, szczególnie mocno zakorzeniona w szwedzkiej (ale i zagranicznej) wyobraźni, stała się swego rodzaju mitem narodowym. Choć były już filmy ironicznie odwołujące się do mitu arkadii w Szwecji, np. Dom aniołów z 1992 Colina Nutleya. Jednak to właśnie Dzieci z Bullerbyn z 1947 r. i cała seria jej następnych „odcinków” stały się swoistym symbolem. Das Bullerbü-Syndrom, znane zwłaszcza w Niemczech, odnosi się do idealizowanej wizji Szwecji jako kraju porządku, spokoju i szczęścia.
Superti w swoim utworze dokonuje przewrotnego gestu – dokonuje swoistego zamknięcia mitu. Fragment tekst piosenki, który brzmi: „Możesz powiedzieć Astrid Lindgren, że Bullerbyn jest martwe” rezonuje z aktualnym poczuciem utraty. Podobnie jak identycznie konstrukcyjnie: „Czy ktoś może przekazać Olofowi Palme,/Że bezpieczna Szwecja to już tylko wspomnienie”. Okładka singla (zob. na YouTube) również nawiązuje do ilustracji Ilon Wikland, lecz zamiast ciepłych domków widzimy ruiny i ogień – to już nie kraina beztroski, lecz obraz upadku. Te ilustracje pochodziły od estońsko-szwedzkiej artystki i ilustratorki, najbardziej znanej właśnie ze współpracy z Astrid Lindgren, dla której zilustrowała wiele klasycznych książek dla dzieci, także „Dzieci z Bullerbyn”.
Dlaczego „Bullerbyn umarło”?
Jacob Lundström w swoim komentarzu dla „Dagens Nyheter” zwraca uwagę, że choć idea Bullerbyn była zawsze pewną fantazją, dziś jej śmierć nabiera wyjątkowej siły retorycznej. Współczesna Szwecja zmaga się z nowymi wyzwaniami – rosnącymi nierównościami, przemocą i kryzysem tożsamości. „Dźwięk przemocy to jedyne, co słyszymy” – śpiewa Superti, podkreślając kontrast między dawnym mitem a rzeczywistością.
To nie pierwsza dekonstrukcja Bullerbyn. Już w latach 70. Janne Halldoff w swoim filmie „Stenansiktet” pokazał Szwecję jako kraj, w którym ideały dzieciństwa konfrontują się z brutalnością życia miejskiego. Podobne nastroje pobrzmiewały w muzyce Teda Gärdestada. Jednak dziś ten motyw powraca z nową mocą – w czasach, gdy rzeczywistość coraz mniej przypomina literackie Bullerbyn. Ja jeszcze pamiętam Szwecję bezpieczną, choć już w 1994 czy 1996 wielu mówiło się i pisało o gangach motocyklowych. Jednak tamta Szwecja, którą pamietam nijak nie ma się do tej Szwecji dzisiaj.
Symbol Bullerbyn – nostalgia czy rozrachunek?
Bullerbyn w dzisiejszej kulturze nie jest już tylko literackim wspomnieniem, lecz punktem odniesienia w dyskusji o kondycji społeczeństwa. Może symbolizować zarówno utracone poczucie bezpieczeństwa, jak i krytykę utopijnych narracji o narodowej tożsamości.
Superti nie tylko śpiewa o śmierci Bullerbyn – on ją inscenizuje. A my, słuchając jego słów, możemy zastanowić się, czy to faktycznie koniec pewnej epoki, czy jedynie moment przejściowy w nowej opowieści o Szwecji. Ważne też, że w jednym z ostatnich wersów nawiązuje do hymnu Szwecji „de gamla, de fria” (nasi przodkowie, Ci wolni ludzie).
Oto pełne tłumaczenie piosenki „Bullerbyn är död” Simona Superti na język polski. Tłumaczenie automatyczne poprawione przeze mnie:
Bullerbyn nie żyje
Na czarnym chodniku przed moimi drzwiami, Gdzie latarnia błyska się za każdym razem, gdy zapada zmrok. Tam dzieci przestały się bawić, bo chciały być jak my. Możesz przekazać Matce Szwecji, że teraz rozbrzmiewa echo strzałów.
Przy nieskazitelnej fasadzie, w secesyjnej dzielnicy, Tam lampy świecą rzędem, gdy tylko słońce zajdzie. A gdy miasto wybucha, udają, że nie słyszą. Możesz przekazać Astrid Lindgren, że Bullerbyn nie żyje.
Rom pom pom (pom pom) Rozbrzmiewa od strzałów. Rom pom pom (pom pom) Bullerbyn nie żyje. Dźwięk przemocy to jedyne, co słyszymy. Rom pom pom (pom pom) Bullerbyn nie żyje.
Chcę żyć, chcę umrzeć na Północy. Chcę żyć, chcę umrzeć na Północy. Chcę żyć, chcę umrzeć na Północy. Chcę żyć, chcę umrzeć na Północy.
Z jedną nogą w grobie, Drugą na cienkim lodzie. Żadne lampy już nie świecą, To miniony czas. Pozostali ci, którzy mają, I ci, którzy nie dostali. Czy ktoś może przekazać Olofowi Palme, Że bezpieczna Szwecja to już tylko wspomnienie.
Opieramy się na wspomnieniach z dawnych, wielkich dni, To stare zasługi, nikt tu już nie mieszka. Ty stary, ty wolny, tylu próbowało. Przepraszamy cię, Anno Lindh, Bullerbyn nie żyje.
Rom pom pom (pom pom) Rozbrzmiewa od strzałów. Rom pom pom (pom pom) Bullerbyn nie żyje. Dźwięk przemocy to jedyne, co słyszymy. Rom pom pom (pom pom) Bullerbyn nie żyje.
Według dostępnych źródeł można dowiedzieć się, że Simon Superti urodził się 12 grudnia 1987 roku w Uppsali w Szwecji. Jest szwedzkim artystą i producentem muzycznym o włoskich korzeniach (choć akcent ma wyraźnie nieszwedzki, może jest to szczególna stylizacja rapera). Dorastał w dzielnicy Salabacke w Uppsali, gdzie już w wieku czterech lat zaczął pisać teksty i opowiadania razem ze swoją babcią. Jako najmłodszy z rodzeństwa obserwował starszego brata grającego w zespole, co zainspirowało go do podjęcia własnej kariery muzycznej. W 2000 roku napisał swoje pierwsze teksty rapowe, koncentrując się odtąd na muzyce hip-hopowej i dążąc do zostania artystą. Jako producent, znany pod pseudonimem Prodotto di Superti, współpracował z takimi artystami jak ODZ, Dani M, Z.E i Adel. W 2019 roku zdobył nagrodę Grammy w kategorii „Producent Roku”. 2024 roku Superti był jednym z uczestników piętnastej edycji programu rozrywkowego TV4 „Så mycket bättre”. Jego twórczość charakteryzuje się emocjonalnym przekazem i autentycznością, co czyni go jednym z najbardziej interesujących i charyzmatycznych muzyków w Szwecji.
Jak podaje Dagens Nyheter w dziale ekonomicznym, wielu szwedzkich właścicieli Tesli dystansuje się od firmy z powodu kontrowersyjnych działań jej dyrektora generalnego, Elona Muska. Krytyka dotyczy jego zaangażowania w politykę oraz publicznych wypowiedzi, które wielu uważa za nieodpowiednie. W rezultacie, niektórzy właściciele rozważają sprzedaż swoich pojazdów lub rezygnację z przyszłych zakupów Tesli.
Zdjęcie wygenerowane przez AI
Część właścicieli Tesli umieszcza specjalne naklejki na samochodach z napisem po angielsku: „przepraszam, kupiłem Teslę, nim okazało się, że ELON jest dupkiem”. DN daje zdjęcie jako ilustrację tego. Ja autentykiem nie dysponuję, ale poprosiłem AI i wygenerowała przykład. Popełniła błąd, w oryginale było I knew…
Ciekawostką dla polskiego czytelnika (to jest polonicum) będzie odwołanie w artykule do styczniowej wypowiedzi polskiego ministra Sławomira Nitrasa: 28 stycznia 2025 roku na stronie Dagens Nyheter poinformowano, że polski polityk Sławomir Nitras wezwał do bojkotu Tesli. Nitras wyraził zaniepokojenie działaniami Elona Muska, dyrektora generalnego Tesli, oraz jego wpływem na debatę publiczną. W związku z tym zaapelował do obywateli o rozważenie rezygnacji z zakupu i użytkowania pojazdów tej marki.
W Svenska Dagbladet Fredrik Johansson 25.01.2025 stały komentator działu opinii oraz ekspert think tanku o nazwie „Wolny świat” (Frivärld), opisuje Donalda Tuska jako symbol nowego, pragmatycznego i optymistycznego przywództwa w Europie. Jest chyba pod wrażeniem jego wystąpienia w Parlamencie Europejskim. To wyjątkowy moment – Polska nigdy wcześniej nie miała tak pozytywnego odbioru w szwedzkiej prasie. Johansson, znany ze swoich pragmatycznych i reformistycznych poglądów, przedstawia Polskę jako kraj wyznaczający kierunek dla Europy w czasie, gdy wielu liderów z zachodnich państw boryka się z kryzysami wewnętrznymi.
Polska jako wzór dla Europy
Historia Polski, pełna determinacji i oporu wobec przeciwności losu, staje się inspiracją dla całej Europy. Johansson podkreśla, że Polska jako jedna z nielicznych dostrzegła rzeczywiste zagrożenia ze strony Rosji i odpowiedziała na nie wzmacnianiem obronności. Inwestycje na poziomie 4,7% PKB sprawiły, że Polska stała się trzecią co do wielkości siłą militarną NATO, po USA i Turcji. W czasach, gdy Niemcy, Francja i Wielka Brytania zajmują się głównie swoimi wewnętrznymi problemami, Polska wraz z krajami nordyckimi i bałtyckimi przejmuje rolę stabilnego i przewidywalnego lidera w regionie.
Nowe przywództwo Tuska
Donald Tusk w Strasburgu odwołał się do polskiej historii i ducha narodowego, przypominając, że Europa – podobnie jak Polska – nigdy nie jest stracona, dopóki żyje wiara w przyszłość. Jego słowa wygłoszone w Parlamencie Europejskim „Europa zawsze będzie wielka” stanowią odpowiedź na retorykę Donalda Trumpa. Polskie przewodnictwo w UE stawia na priorytety takie jak bezpieczeństwo militarne, kontrola granic, niezależność energetyczna i konkurencyjność gospodarcza. Tusk apeluje o to, by Europa wzięła odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo, a USA traktowała jako partnera, a nie wybawiciela.
Polska w szwedzkiej perspektywie
Johansson zwraca uwagę, że relacje Polski i Szwecji mają głęboko zakorzenioną historię. Bywały one burzliwe, ale współcześnie łączy je wspólna wizja Europy. W Szwecji mieszka ponad 140 tysięcy osób o polskich korzeniach, które przyczyniły się do rozwoju tamtejszego społeczeństwa. Polska, z szybko rozwijającą się gospodarką, jest obecnie jednym z kluczowych partnerów Szwecji.
Polska jako nadzieja Europy
Fredrik Johansson wprost stwierdza, że Polska oferuje dziś Europie model przywództwa, którego brak w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii. Pragmatyzm, determinacja i optymizm reprezentowane przez Tuska oraz polskie przewodnictwo w UE pokazują, że w obliczu kryzysów Europa ma szansę nie tylko przetrwać, ale także odrodzić się silniejsza.
„Jeszcze Europa nie zginęła” – słowa Johanssona nawiązują do polskiej historii, ale też wskazują na możliwość odrodzenia się europejskiej jedności i siły, opartej na współpracy krajów takich jak Polska i jej sąsiedzi.
Kiedyś w 2019 napisałem i wydałem książkę „Odwaga poetyki”. Przyznaję, że wtedy nie znałem książki biskupy Budde, bo wyszła cztery lata po mojej. (Budde M.E., How we learn to be brave: decisive moments in life and faith, New York 2023) (po polsku ten tytuł to „Jak uczymy się odwagi: decydujące momenty w życiu i wierze”). Ale po dzisiejszym poranku, szybko nadrobiłem niedopatrzenie. Kolega i koleżanka przysłali mi niezależnie od siebie link do YouTube z fragmentem jej kazania z wczoraj, kazania wygłoszonego w obliczu „władcy świata” Donalda Trumpa. To był bardzo dobry poranek, mimo wszystko.
Antique statue Mouth of Truth in Rome in Italy (depositphotos)
Odwaga w decydujących momentach: Refleksje na podstawie książki Mariann Edgar Budde „How We Learn to Be Brave”
Książka Mariann Edgar Budde How We Learn to Be Brave to bardzo zajmująca i inspirująca podróż przez opowieści o ludziach, którzy w obliczu trudnych wyborów zdobyli się na odwagę, by działać. Biskupka Budde przywołuje postacie rozmaite, od biblijnych bohaterów, przez ikony XX wieku, po osobiście znanych mentorów i współczesnych liderów. Każda z tych historii niesie uniwersalne przesłanie o tym, że prawdziwa odwaga często wymaga działania mimo lęku i niepewności (odwaga nie jest głupotą, czyli brakiem strachu w obliczu niebezpieczeństwa)). Wśród licznych przykładów opisanych w książce, szczególnie wyróżniają się historie Abrahama i Sary, Eleanor Roosevelt oraz Dietricha Bonhoeffera, które warto przybliżyć.
Abraham i Sara: Odwaga wiary w nieznane
Abraham i Sara, centralne postacie biblijnej narracji, pokazują, jak wielkiej odwagi wymaga zaufanie w odniesieniu do nieznanego. Kiedy Abraham usłyszał wezwanie Boga, by opuścić wszystko, co znał, i udać się do ziemi obiecanej, nie otrzymał szczegółowego planu ani gwarancji sukcesu. Sara, jako jego towarzyszka, dzieliła ten trud, stawiając czoła społecznym wyzwaniom i osobistym dramatom, takim jak walka z bezpłodnością. Ich historia przypomina, że odwaga często oznacza podjęcie działania wbrew logice i obawom, z wiarą w siłę wyższą niż my sami.
Eleanor Roosevelt: Odwaga w obronie sprawiedliwości
Eleanor Roosevelt to postać, która redefiniowała rolę Pierwszej Damy w Stanach Zjednoczonych. Pomimo osobistych trudności i nieśmiałości, stała się głosem tych, którzy nie mieli możliwości mówić sami za siebie. Jej zaangażowanie w prawa człowieka, równość rasową i prawa kobiet wymagało odwagi w obliczu krytyki i oporu. Współtworzenie Powszechnej Deklaracji Praw Człowieka to jedno z jej najważniejszych osiągnięć, które do dziś inspiruje pokolenia.
Dietrich Bonhoeffer: Odwaga w obliczu zła
Historia Dietricha Bonhoeffera, niemieckiego pastora i teologa, jest przykładem odwagi w najtrudniejszych czasach. Wiele razy o nim pisałem, także w Odwadze poetyki z 2018 r. Bonhoeffer inspirował opozycję w PRL, takie postaci jak Tadeusz Mazowiecki, Jacek Kuroń czy Stanisław Barańczak oraz Stanisław Różewicz. W latach 30. i 40. XX wieku, kiedy większość niemieckich liderów chrześcijańskich popierała ruch nazistowski Hitlera (Deutsche Evangelische Kirche), Bonhoeffer wstąpił do opozycyjnego Kościoła Wyznającego (Bekennende Kirche). Chociaż mógł pozostać na emigracji w USA, powrócił do Niemiec, wierny swojemu przekonaniu, że „nie ma prawa uczestniczyć w odbudowie chrześcijańskiego życia w Niemczech po wojnie, jeśli nie dzieli prób tego czasu ze swoimi ludźmi.”
Bonhoeffer świadomie podjął ryzyko i spiskował przeciwko Hitlerowi, co zakończyło się jego aresztowaniem w 1943 roku i egzekucją dwa lata później. Jego refleksje z więzienia są do dziś inspiracją dla tych, którzy chcą żyć odważnie: „Pozostaje bardzo wąska ścieżka, czasem ledwo widoczna, by każdy dzień przeżyć tak, jakby był ostatnim, a jednocześnie wiernością i odpowiedzialnością żyć tak, jakby miał jeszcze nadejść wielki przyszły czas.” (cytat z książki o Bonhoefferze, Strange Glory)
Ostatnie wydarzenie: „Proszę pana o litość”
Wracam do dzisiejszego poranka: usłyszałem ten koniec kazania biskupki, który przekonuje, że ma ona — Mariann Edgar Budde — odwagę cywilną mówienia prawdy. Jej publiczne wystąpienie podczas nabożeństwa w Katedrze Narodowej w Waszyngtonie, skierowane bezpośrednio do prezydenta Donalda Trumpa to między innymi modlitwa-apel o miłosierdzie wobec imigrantów i mniejszości seksualnych. „W imię naszego Boga, proszę pana o litość. Są ludzie w naszym kraju, którzy się boją. Są geje, lesbijki, dzieci transseksualne, rodziny demokratyczne, republikańskie, niezależne — niektórzy boją się o swoje życie” — powiedziała Budde, zwracając uwagę na sytuację uchodźców i nielegalnych imigrantów, którzy przyczyniają się do funkcjonowania gospodarki, a jednocześnie są marginalizowani.
Trump, obecny na nabożeństwie, skomentował później, że to „nie było zbyt ekscytujące”. Jego reakcja kontrastowała z powagą i szczerością apelu Budde, który wpisuje się w jej konsekwentną postawę walki o sprawiedliwość i obrony najbardziej potrzebujących.
Antje Jackelén, była arcybiskupka Kościoła Szwecji, (nota bene: będąca kiedyś w Łodzi, nie mogła wygłosić kazania w Katedrze łódzkiej, bo nie wpuścił jej na ambonę bp Jędraszewski) komentuje 23 stycznia w Dagens Nyheter kazanie biskupki Mariann Edgar Budde. Jackelén podkreśla, że Kościół chrześcijański powinien przeciwstawiać się każdej próbie „ubóstwienia” władzy i pełnić rolę krytycznej solidarności wobec społeczeństwa. Przeciwstawia się traktowaniu Kościoła jako fajnego tła dla zdjęć w mediach społecznościowych. Według niej, miłosierdzie jest kluczową cechą lidera, a słowa Jezusa – choć czasami prowokujące – przypominają o potrzebie pokory i troski o innych (wszyscy jesteśmy przychodniami). Jackelén ostrzega także przed brutalizacją społeczeństwa, w której rasizm, seksizm i pogarda dla różnorodności stają się coraz bardziej akceptowane. W jej opinii kazanie Budde to wezwanie do odważnego przypominania fundamentalnych wartości – prawdy, sprawiedliwości, miłosierdzia i miłości – w czasach, gdy szerzą się dezinformacja i teorie spiskowe. W tej misji szwedzka teolożka i filozofka powołuje się na cytat z 2 Listu Tymoteusza, rozdz. 2.
Odwaga jako wybór
Mariann Edgar Budde w swojej książce przypomina, że odwaga to nie brak strachu, lecz wybór działania pomimo niego. Zarówno Abraham i Sara, Eleanor Roosevelt, jak i Dietrich Bonhoeffer pokazują, że odwaga często wymaga wierności wartościom i odpowiedzialności za innych. W świecie pełnym wyzwań ich historie inspirują, by podejmować trudne decyzje z wiarą, nadzieją i determinacją.
Budde w swojej refleksji nie unika osobistej perspektywy, co czyni jej książkę głębokim i uniwersalnym przesłaniem dla wszystkich, którzy pragną odnaleźć odwagę w decydujących momentach swojego życia. Jedyne co mnie osobiście trochę rozczarowało, to brak w książce Budde odniesienia do inspirującego mnie Paula Tillicha z jego książką, której tytuł po angielsku brzmi The Courage to Be, co można przetłumaczyć jako Odwaga bycia, ale zostało przetłumaczone przed laty w Polsce jako Męstwo bycia. Ta nieobecność nie przeszkadza mi bardzo. Mariann Budde pokazuje, zarówno w swojej książce, jak i w swoim słynnym już kazaniu, że odwaga to nie jest kwestia płci. Jakkolwiek rozumianej.
Narodowy kanon kulturowy w Szwecji: Co to oznacza dla społeczeństwa?
Złota korona na moście Skeppsholmen (szw. Skeppsholmsbron), z niebieskim morzem i historycznymi budynkami Sztokholmu w tle, Szwecja (lic. Depositphotos)
Szwedzki rząd we współpracy z partiami porozumienia Tidö intensywnie pracuje nad stworzeniem narodowego kanonu kulturowego. Ta ambitna inicjatywa ma za zadanie nie tylko wyłonić dzieła sztuki, które kształtują tożsamość narodową, ale również włączyć elementy takie jak polityka, religia, kultura prawna i ekonomiczna. Projekt przewiduje, że ostateczna wersja kanonu zostanie przekazana Ministerstwu Kultury do 31 sierpnia 2025 roku.
Narodowy kanon kulturowy to zestaw dzieł, wartości i idei, które odzwierciedlają historyczną i współczesną tożsamość kulturową danego kraju. Czy nie jest fascynujące, jak jeden zbiór dzieł może definiować narodowe dziedzictwo? W przypadku Szwecji projekt ten ma na celu wzmocnienie poczucia wspólnoty narodowej oraz lepsze zrozumienie kluczowych aspektów kultury przez przyszłe pokolenia. Przewodniczący komitetu ds. kanonu, Lars Trägårdh, zaznaczył w rozmowie z radiem „Kulturnytt” (Sveriges Radio), że proces ten będzie oparty na wnikliwej analizie różnych dziedzin kultury i życia społecznego. Czy nie warto zadać pytania, jakie wartości powinny być uznane za kluczowe w takim kanonie?
Struktura kanonu zakłada podział na dwie główne kategorie: sztukę i społeczeństwo. W ramach pierwszej kategorii wyodrębniono pięć dziedzin: sztuki wizualne, sztuki sceniczne, literaturę, muzykę i film. Obrazy Carla Larssona czy Hilmy af Klint to tylko przykłady dzieł, które mogłyby znaleźć się w kanonie wizualnym. W dziedzinie sztuk scenicznych ważną rolę odgrywają sztuki Augusta Strindberga, ale również współczesne formy teatralne. Literatura, od klasycznych powieści Selmy Lagerlöf po dzieła Astrid Lindgren, stanowi nieodłączny element tożsamości narodowej. Muzyka, od tradycyjnych pieśni, przez kompozycje Hugo Alfvéna, aż po globalne sukcesy ABBY, także zasługuje na uwagę. Wreszcie film, reprezentowany przez klasyki Ingmara Bergmana, ale również dzieła współczesnych reżyserów, takich jak Ruben Östlund, mógłby stanowić ważny filar kanonu. W każdej z tych dziedzin trzech ekspertów wybierze najważniejsze dzieła, które będą reprezentować dziedzictwo artystyczne Szwecji. Dadzą radę?
Druga kategoria obejmuje elementy społeczne, takie jak kultura prawna, ekonomiczna, polityczna i religijna. Eksperci mają zbadać, w jaki sposób szwedzkie tradycje prawne czy etos społeczny wpływają na relacje obywateli z państwem. Model ekonomiczny Szwecji, demokratyczne wartości czy religijna różnorodność również mogą znaleźć swoje miejsce w kanonie. Pięć do siedmiu ekspertów zostanie zaangażowanych, aby zapewnić różnorodność perspektyw. Czy te aspekty społeczne mogą być równie istotne, jak dzieła sztuki? Jestem głęboko przekonany, że tak, ale czy wszyscy zgodzą się co do szczegółów?
Warto również zastanowić się nad rolą dzieł współczesnych. Choć ostateczna lista dzieł nie jest jeszcze znana, możemy przypuszczać, że znajdą się w niej takie ikoniczne pozycje jak obrazy Carla Larssona, powieści Selmy Lagerlöf („Cudowna podróż”), kompozycje ABBY czy filmy Ingmara Bergmana. Jednak równie ważne mogą być współczesne dzieła, takie jak literatura Jonasa Hassena Khemiriego czy filmy Rubena Östlunda. Jakie dzieła wybralibyśmy, aby reprezentowały współczesną Szwecję? Czy twórczość Tove Jansson, autorki Muminków, powinna znaleźć się w tym kanonie? Muminki, choć stworzone przez Finkę piszącą po szwedzku, reprezentują wartości uniwersalne, takie jak tolerancja, bliskość z naturą i różnorodność. Jednocześnie ich fińsko-szwedzka tożsamość budzi pytanie, czy należy je uznać za część wyłącznie szwedzkiego dziedzictwa. Włączenie Jansson do kanonu mogłoby stać się okazją do dyskusji na temat transgranicznego charakteru kultury i uznawania twórców o podwójnej tożsamości.
Inspiracją dla projektu szwedzkiego kanonu może być amerykańska koncepcja kulturowej alfabetyzacji, promowana przez E.D. Hirscha. W swojej książce „Cultural Literacy: What Every American Needs to Know” (1987) Hirsch podkreślał znaczenie wspólnej bazy wiedzy dla funkcjonowania społeczeństwa. Według niego, wspólny zasób wiedzy umożliwia skuteczne uczestnictwo obywateli w życiu społecznym, a edukacja oparta na kanonie pozwala włączać mniejszości do głównego nurtu kultury. Czy podobne podejście mogłoby znaleźć zastosowanie w budowie kanonu szwedzkiego?
Projekt wzbudza zarówno zainteresowanie, jak i kontrowersje. Krytycy obawiają się, że wybór dzieł może być politycznie motywowany i wykluczający. Zwolennicy podkreślają, że kanon może służyć jako narzędzie edukacyjne, promujące szwedzką kulturę w kraju i za granicą. Czy możliwe jest stworzenie kanonu, który połączy różne perspektywy, unikając uproszczeń i wykluczeń?
Stworzenie narodowego kanonu kulturowego może przynieść wiele korzyści. Może wzmocnić poczucie tożsamości narodowej, ułatwić edukację i integrację, a także promować Szwecję jako kraj o bogatym dziedzictwie kulturowym na arenie międzynarodowej. Jednocześnie rodzi pytania o jego potencjalny wpływ społeczny i polityczny. Czy narodowy kanon kulturowy okaże się narzędziem integracji, czy raczej polem do debaty – pozostaje pytaniem otwartym.
Już Członek Akademii Szwedzkiej, Per Wästberg, wyraził krytykę wobec planów stworzenia szwedzkiego kanonu kulturowego. W liście otwartym opublikowanym w dzienniku “Expressen” podkreślił, że kanon literacki powinien kształtować się naturalnie poprzez czytelnictwo, pozostając żywym i zmiennym, a nie być narzucany odgórnie.
Zdjęcie strony internetowej Królestwa Danii (fot. JP 05.01.25) z wizerunkiem aktualnego herbu Danii
Jak donoszą TVN24 oraz Svenska Dagbladet doszło do zmiany herbu Królestwa Danii i jest ono interpretowane różnie w różnych częściach Północy.
Niedawna decyzja króla Frederika X o zmianie herbu Królestwa Danii odbiła się szerokim echem w mediach, zarówno w Skandynawii, jak i poza nią. Najważniejszą nowością jest wyeksponowanie Grenlandii i Wysp Owczych oraz usunięcie historycznych trzech koron, obecnych w herbie od ponad 600 lat. Oficjalne stanowisko dworu królewskiego wskazuje, że nowe godło ma odzwierciedlać „współczesną wspólnotę królestwa”, uwzględniając zarówno historię, jak i tradycje heraldyczne.
Co symbolizuje herb królewski?
Herby królewskie, zwłaszcza w monarchiach konstytucyjnych, pełnią nie tylko funkcję dekoracyjną, ale także komunikacyjną. Jak zauważa historyk Lars Hovbakke Sørensen, duńska decyzja to nie tylko gest heraldyczny, ale również polityczny. W rozmowie z norweską gazetą Aftenposten podkreśla on, że zmiana jest silnym sygnałem wobec międzynarodowych aspiracji – zwłaszcza w kontekście zainteresowania Grenlandią przez Donalda Trumpa, a także Chin i Rosji.
Trump, jeszcze w 2019 roku, zasugerował możliwość zakupu Grenlandii, co duńska premierka Mette Frederiksen nazwała „absurdalnym pomysłem”. Po swojej listopadowej reelekcji w 2024 roku, były prezydent USA powrócił do tego tematu, określając kontrolę nad Grenlandią jako „absolutną konieczność” dla bezpieczeństwa USA.
Perspektywa heraldyczna i opinie ekspertów
Zmiana w herbie obejmuje również odświeżenie wizerunków dwóch tzw. „dzikich ludzi” – postaci, które symbolizują siłę natury i ochronę. Kåre Seeberg Sidselrud, ekspert heraldyki z Norwegii, zaznacza, że nowy układ elementów herbu to prawdopodobnie próba wzmocnienia jedności między Danią, Grenlandią i Wyspami Owczymi, a nie tylko odpowiedź na międzynarodową politykę.
Jednakże, reakcje w krajach skandynawskich na zmiany różnią się. W Szwecji uwagę przykuwa usunięcie trzech koron, które przez wieki stanowiły element sporu o heraldyczną dominację między Danią a Szwecją. W Danii natomiast debata skupia się na symbolice nowego herbu oraz jego znaczeniu dla relacji między centralną Danią a autonomicznymi regionami.
Publiczne reakcje i sąsiedzkie komentarze
Nowe godło podzieliło opinię publiczną. W Danii część komentatorów widzi w nim gest wzmacniający autonomiczne regiony, podczas gdy inni krytykują rezygnację z historycznych elementów. W Grenlandii i na Wyspach Owczych zmiana spotkała się z umiarkowanym optymizmem, szczególnie w kontekście większego uznania ich znaczenia.
W sąsiedniej Norwegii i Szwecji analiza skupia się na kontekście geopolitycznym. Eksperci zastanawiają się, czy Dania próbuje zaznaczyć swoje terytorialne roszczenia w Arktyce wobec rosnącej konkurencji międzynarodowej.
Nowy herb Królestwa Danii jest dowodem na to, jak nawet na pozór drobne zmiany mogą wzbudzić poważne pytania o historię, tożsamość i przyszłość państwa. Symboliczne gesty, takie jak ten, stają się punktem wyjścia do szerszych refleksji na temat współczesnych wyzwań geopolitycznych i relacji międzynarodowych.
Wygenerowany sztucznie obraz ilustrujący treść i nastrój filmu Eastwooda
Po „Dwunastu gniewnych ludziach” Sidneya Lumeta temat ławników wydawał się artystycznie zamknięty w doskonałości niczym w diamencie. Pisałem o tym tutaj. Myślałem, że już nigdy nie wrócę do tematu systemu sprawiedliwości w Stanach Zjednoczonych, ale ostatnio Clint Eastwood, 94-letni aktor i reżyser, nakręcił prawdopodobnie swój ostatni film pt. Przysięgły nr 2.
Film jest nadzwyczaj dobry, prawdopodobnie też dlatego, że reżyser i scenarzysta podkreślają swój krytyczny stosunek do systemu sprawiedliwości oraz do celebrytów (takich jak prokuratorka w tym filmie). Eastwood podejmuje temat winy i moralnych wyborów z perspektywy przysięgłego, który odkrywa, że może być sprawcą przestępstwa, które ocenia. To nie tylko dramat sądowy, ale przede wszystkim opowieść o niejednoznaczności życia, subtelnej grze psychologicznych motywów, niepewności sądu i losu. Bohater do końca nie będzie miał pewności, jak się przedstawia prawda.
Przysięgły nr 2 zachwyca również doskonałymi kreacjami aktorskimi. Nicholas Hoult jako Justin Kemp, uwikłany w wewnętrzny konflikt, dostarcza — choćby subtelnymi zmianami — także światłocieniami — na twarzy — jednego z najlepszych występów w swojej karierze, a Toni Collette w roli prokurator Faith Killebrew nadaje historii głębi i intensywności. Eastwood, mimo wieku, pozostaje reżyserem niezwykle uważnym na detale i mistrzem w budowaniu napięcia.
Jeśli ten film rzeczywiście zamyka jego imponującą karierę, to stanowi jej godne zwieńczenie – dzieło, które, choć osadzone w konkretnej rzeczywistości, zadaje pytania uniwersalne. To kino, które zachęca do refleksji nad sprawiedliwością i kondycją ludzkiej natury. Jest wiele punktów widzenia, wiele opowieści, dużo przygodności i mało drogowskazów.
Niemniej, nadal chyba dobrze oceniany jest międzyludzki dialog. Nie tylko między 12 ławnikami, ale także między prokuratorem, sędzią i głównym bohaterem.
W ostatnich latach polityczne turbulencje w różnych częściach świata – od Stanów Zjednoczonych po Polskę – sprawiły, że dawne, nieco zapomniane pojęcia znów nabrały aktualności. Jednym z nich jest “kakistokracja”, czyli rządy najgorszych, najmniej kompetentnych, najbardziej nieetycznych jednostek. Pojęcie to, używane od XIX wieku przez autorów takich jak Thomas Love Peacock czy James Russell Lowell, pierwotnie stanowiło przeciwieństwo arystokracji – rządów “najlepszych”, tych o najwyższym statusie społecznym. Dziś jednak bardziej sensowne i przydatne jest porównanie kakistokracji do merytokracji, czyli rządów opartych na kompetencjach i kwalifikacjach.
Po wyborach Trumpa w 2016 roku (co “The Economist” niedawno przypomniał, opisując słowa, które stały się przydatne w politycznych analizach ostatniej dekady), pojęcie kakistokracji zyskało nowy wymiar. Trump, choć nie jedyny, stał się symbolem polityki, która zdaniem wielu komentatorów nagradzała niekompetencję i promowała jednostki kierujące się własnym interesem, a nie dobrem publicznym. Słowo to przywrócono do dyskusji o polityce jako reakcję na obawy związane z erozją instytucji demokratycznych i nagradzaniem najgorszych, nie najlepszych.
Współcześnie, w świecie, w którym kultura zarządzania wciąż podkreśla znaczenie kompetencji i doświadczenia – hasła kluczowe dla merytokracji – kakistokracja staje się swoistym memento. Przypomina o tym, jak łatwo polityka może wpaść w ręce tych, którzy – zamiast umiejętności i wiedzy – reprezentują arogancję, brak moralnych skrupułów, a nawet pogardę dla wartości wspólnego dobra. Kakistokracja to ustrój, w którym władza bardziej przypomina festiwal cynizmu niż odpowiedzialne zarządzanie zasobami i troskę o obywateli. Tym samym stanowi zagrożenie dla całych społeczeństw, które tracą na politycznych decyzjach podejmowanych bez wizji, etyki i wiedzy.
Co ciekawe, w ostatnich latach termin kakistokracja przyjął się w licznych publicystycznych analizach także poza Stanami Zjednoczonymi. Od Polski po Brazylię, od Turcji po Wielką Brytanię – komentatorzy polityczni wracają do tego słowa, by oddać gorycz wobec świata, w którym ignorancja i egoizm mogą stać się wiodącymi cnotami władzy.
W obliczu tych zagrożeń, warto zadać pytanie, czy istnieje sposób na powstrzymanie rozwoju kakistokracji. Odpowiedzią mogłoby być wzmocnienie mechanizmów promujących merytokrację, czyli system, w którym najważniejsze stanowiska obejmują osoby kierujące się kompetencją, odpowiedzialnością i moralnością. Kluczowa jest jednak świadomość obywatelska, zdolność do rozpoznawania wartościowych liderów i odrzucenia pokus retoryki, która zbyt często ignoruje kompetencję na rzecz haseł łatwych do akceptacji, ale w rzeczywistości szkodliwych.
Pojęcie “kakistokracji” to więc jedno z tych słów, które w nowych czasach stało się niepokojąco przydatne. Być może słowem tym – jako symbolem ryzyka – warto ostrzegać przed systemami, które nagradzają najgorszych, nie najlepszych.