Kategoria: Obserwatorium nordyckie

  • Wycieczka śladami Tove Jansson – Muzeum Kinematografii, Łódź

    Wycieczka śladami Tove Jansson – Muzeum Kinematografii, Łódź

    Zdjęcie autorstwa Joanny Karp (Muzeum Kinematografii).

    Dnia 18 maja 2024 roku zrealizowałem swoją tegoroczną licytację na rzecz WOŚP. W styczniu, podczas aukcji z udziałem Zbigniewa Pietrzaka, wylicytowałem reprodukcję zdjęcia wieloplanu z Muzeum Kinematografii, pierwotnie pochodzącego z łódzkiego studia animacyjnego Se-Ma-For. Do zdjęcia dołączona była „wycieczka śladami Tove Jansson w Łodzi”. Najważniejszym punktem na tym szlaku jest Muzeum Kinematografii, gdzie znajduje się stała wystawa pt. „Pałac pełen bajek”. Tam właśnie można zobaczyć lalki używane do animacji „Doliny Muminków”, produkowanych od 1978 roku w Łodzi, a w piwnicy znajduje się autentyczny wieloplan, który ze względu na swoją wagę nie może być umieszczony wyżej.

    Wspaniali ludzie, którzy szczodrze wylicytowali oprawione w ramę zdjęcie wraz z wycieczką pod moim przewodnictwem, mogli wczoraj skorzystać z wylicytowanej wycieczki. Dzięki uprzejmości Muzeum Kinematografii, mieliśmy możliwość zwiedzenia Muzeum jeszcze przed rozpoczęciem Nocy Muzeów. Atmosfera podczas wycieczki była pełna radości, a zwycięzcy łodzianie okazali się niezwykle mili. Tove Jansson była tematem wielu rozmów, w których uczestniczyła również dyrektor Marzena Bomanowska, znana powszechnie jako wielka fanka świata Muminków.

    Całe wydarzenie było niezwykle udane, a dzięki niemu mogliśmy wspólnie poodkrywać fascynujący świat animacji i twórczości Tove Jansson. I poznać autentycznych łodzian ze swoją fascynującą historią w historycznych wnętrzach Pałacu Scheiblerów.

    A dzisiaj kończę ewaluację kursu w języku angielskim dla studentów sieci UNIC wraz z prof. Pirjo Suvilehto z Oulu University w Finlandii.

    Zdjęcia Joanna Karp, Marzena Bomanowska, Jarosław Płuciennik. (na ostatnim zdjęciu stoimy w towrzystwie Oskara dla filmu „Ida…”

  • Czy Greta Thunberg trafi do więzienia?

    Czy Greta Thunberg trafi do więzienia?

    Jak donoszą media na całym świecie, Greta Thunberg w poniedziałek 24 lipca 2023 została ukarana przez sąd za blokowanie portu z olejem napędowym w Malmö. Kara na razie była łagodna w postaci dość umiarkowanej grzywny, bo Greta nie była wcześniej karana.

    Sytuacja po zakończeniu przez Gretę swojego udziału w strajku szkolnym (przestała być uczennicą) chyba zaczyna się nieco radykalizować. Mówiła w sądzie, że dramatyczna sytuacja klimatyczna usprawiedliwia niekonwencjonalne metody. Od kilku dni jej twitterowe konto i Instagram nie są aktualizowane.

    Wczoraj po wyjściu z sądu z grzywną Greta z innymi aktywistami znów udała się do portu w Malmö, żeby zablokować go sittingiem. Ponownie została wyniesiona przez policję.

    Jeżeli sąd uzna to za recydywę, może Grecie Thunberg grozić do sześciu miesięcy więzienia. Sprawa robi się poważna. Greta jednak od dawna jest świadoma i zdeterminowana. Obywatelskie nieposłuszeństwo i pokojowe blokady to metody znane np. ER.

    Wycinki doniesień prasowych z Dagens Nyheter i Democracy Now! Plus zdjęcie krat z Depositphotos (kolaż JP)

    Relacja TVN tutaj

  • Greta Thunberg kończy strajk, ale nie kończy piątków dla klimatu

    Greta Thunberg kończy strajk, ale nie kończy piątków dla klimatu

    Dzisiaj 9 czerwca 2023 dwudziestoletnia Greta Thunberg po 251 tygodniach tzw. szkolnego strajku dla klimatu zakończyła z charakterystycznym przytupem swoją działalność. Choć jest to tylko koniec formalny. Dzisiaj ukończyła ona szwedzką szkołę średnią, może zacząć studia (na dzisiejszych zdjęciach występuje w czapce studenckiej), zatem nawet jeśli będzie nadal przychodzić pod parlament w Sztokholmie co piątek, nie może się to nazywać szkolnym strajkiem. Niemniej zapowiada, że walka się dopiero zaczyna (rozpoczęła swoją działalność przed szwedzkimi wyborami parlamentarnymi w sierpniu 2018 roku z nadzieją, że pomoże agendzie klimatycznej zaistnieć lepiej w polityce).

    Dzisiaj odwiedziła ją słynna aktywistka praw człowieka, piosenkarka Patti Smith. Wielokrotnie niegdyś już wspominała Gretę, między innymi w swojej książce „A Book of Days” (2022). Dzisiaj fotografowała się razem z protestującymi, rozmawiała z Gretą i innymi, będzie miała jeszcze jeden koncert w Sztokholmie.

    Kończy się pewien etap walki klimatycznej. Ale to nie jest koniec piątków dla klimatu i innych form aktywności Grety Thunberg.

    Korzystałem z doniesień Grety na Twitterze, ale i z Dagens Nyheter, Svenska Dagbladet i Aftonbladet.

  • Cyryl bruka Ewangelię

    Cyryl bruka Ewangelię

    Fot. zrzut ekranu Instagrama patriarchy Cyryla. Nabożeństwo w uroczystość Zwiastowania NMP w Katedrze Chrystusa Zbawiciela, Moskwa, 7 kwietnia. 2022
    Zdjęcie: św. Igor Palkin, O. Varov, S. Vlasov. Serwis fotograficzny Patriarchy Moskwy i Wszechrusi.

    Patriarcha Cyryl bruka chrześcijańską ewangelię

    Szwedzka Rada Chrześcijańska wydała oświadczenie, które w prasie szwedzkiej ukazało się dzisiaj właśnie w Wielki Piątek. (tutaj link do szwedzkiego Expressen)

    Rada jest niezwykle dosłowna w krytyce prawosławnego patriarchy Cyryla, pisząc o przerażającej teologii legitymizującej rosyjską wojnę. Wprost pisze się o tym, że przez takie słowa i czyny prawosławnego patriarchy nacjonalizmowi nadaje się aurę religijną, która sprawia, że młodzi oddają swoje życie. „Przywódcy Kościoła nie powinni używać swojej władzy do manipulowania chrześcijańską ewangelią”.

    Rada podkreśla szczególny charakter tegorocznego Wielkiego Piątku (dla chrześcijan na całym świecie, zwłaszcza ewangelickich, Wielki Piątek jest najważniejszym świętem, po którym może nastąpić Święto Zmartwychwstania, czyli Wielkanoc). W tym roku ciemność nabrała niezwykle realnych i bliskich kształtów: niewinni przelewają krew, a ta woła do nieba. Zniszczenie, tortury i śmierć nie zdarzają się daleko od nas. Dlatego trudno będzie wyjść z Piątku ku Wielkanocnej Niedzieli Radości. Miliony uchodźców i brutalne zniszczenia nie pozwalają się rytualnie pocieszać. Jak co roku.

    Szwedzka Rada Chrześcijan poważnie pisze o „śladach zbrodni wojennych”, które trzeba zbadać, zaś po ich zbadaniu, sprawcy powinni zostać oskarżeni, a ofiary zapamiętane i uczczone.

    Ta wojna nie ma żadnego usprawiedliwienia. Pada wyraźne zdanie:

    „Żadna wojna najeźdźcza nigdy nie powinna być błogosławiona przez Kościół”.

    Co więcej, teologia Cyryla usprawiedliwia „teologicznie” napaść, zaś prawa osób LGBTQI są dowodem domniemanej dekadencji świata zachodniego, co staje się dowodem na wyższość „kultury i religii rosyjskiej”. W domyśle można powiedzieć, że kraje Zachodu stają się także celem ataku Rosji.

    W oświadczeniu znajdziemy mocne odcięcie się od takiej teologii i „od faktu, że przywódcy kościelni wykorzystują swoją moc do manipulowania chrześcijańską ewangelią dla celów nacjonalistycznych i wojennych”.

    „Ta zniekształcona teologia kryje w sobie wielkie bogactwo teologii ortodoksyjnej. Przesłania chrześcijańskie to przesłanie Księcia Pokoju Jezusa Chrystusa, który wybrał drogę miłości i niestosowania przemocy, który sam stał się ofiarą przemocy i powstał z ranami pozostawionymi na swoim ciele.”

    W kontekście wszelkiego rodzaju sojuszy ołtarza i tronu szczególnie mocno wybrzmiewa w Szwecji, która od 2000 roku ma wyraźny rozdział Kościoła od państwa, stwierdzenie: „Sojusze między władzą kościelną a świecką zwykle prowadzą do zepsucia. Kościoły muszą żyć w krytycznej solidarności ze społeczeństwem i w społeczeństwie.”

    Chrześcijańskiej ewangelii nie należy używać do wzbudzania i szerzenia nienawiści. Dlatego rada otwiera swoje kościoły na prawosławnych, także Rosjan, jednak z nazwaniem wojny wojną, zaś unikaniem wszelkiej nienawiści. Katedra w Uppsali 24 kwietnia otwiera się na odprawianie prawosławnej liturgii wielkanocnej w języku ukraińskim.

    „Wszystkim świętującym: błogosławionej Wielkanocy! Wszystkim, którzy nie świętują: życzę, aby moc opowieści, które mają miejsce między Wielkim Czwartkiem a drugim dniem Wielkanocy, wciąż inspirowała!

    Prezydium Szwedzkiej Rady Chrześcijańskiej składa się z następujących osób:

    Daniel Alm (Superintendent Zielonoświątkowców – ​​Wolne zbory współpracujące)

    kardynał Sztokholmu Anders Arborelius (Katolicka diecezja)

    Arcybiskup Syryjski Benjamin Dioscoros Atas (Kościół Prawosławny)

    Arcybiskup Antje Jackelén (Szwedzki Kościół)

    Sofia Camnerin (Sekretarz Generalny Chrześcijańskiej Rady Szwecji)

  • Idioci, czyli kto może mówić o praworządności

    Idioci, czyli kto może mówić o praworządności

    Model wierzącego w spiskowe teorie dziejów… (fot. lic. Depositphotos)

    Faktem niezaprzeczalnym dla mnie jest, że zasadniczo tzw. praworządność (ang. rule of law) pochodzi z idei oświeceniowych. Podobnie jak utrwalenie tzw. trójpodziału władzy Monteskiusza.

    Jak można przeczytać na stronach poświęconych rządom prawa w USA: „Praworządność to zasada, zgodnie z którą wszystkie osoby, instytucje i podmioty podlegają przepisom prawa. Te przepisy muszą być: ogłoszone publicznie, równo egzekwowane, niezależnie orzekane i zgodne z międzynarodowymi zasadami praw człowieka.”

    Ponad 200 lat temu Alexander Hamilton, James Madison i John Jay opublikowali serię prac promujących ratyfikację Konstytucji Stanów Zjednoczonych, obecnie znanych jako „Federalist Papers”. Wedle tych artykułów sprawa właśnie tak wygląda, jak napisałem wyżej. Zatem idea praworządności to jest idea oświeceniowa, tak samo jak idea Konstytucji. Pierwsza Konstytucja na świecie to przecież Konstytucja USA. 

    Ale wiele Konstytucji państw nowoczesnych (czytaj: pooświeceniowych) ma w swoich prawach zasadę praworządności. Również polska obowiązująca ciągle Konstytucja RP.

    Także np. Konstytucja Szwecji, która jednak w opracowaniach odwołuje się do szacunku wobec prawa zapisanego już w prawach regionalnych Upplandu z końca XIII wieku (szw. Upplandslagen).

    Inne prawo Jutlandzkie zaczyna się w XIII wieku od słów szwedzkich: Med Log skal Land bygges („państwo buduje się na prawie” „państwo jest zbudowane na prawie”). Z tego sformułowania korzysta się przy budowie różnych praw. 

    Jednak najważniejsze w tych prawach z XIII wieku jest sformułowanie, które jest po tym zdaniu:

    „Państwo buduje się na prawie, leczy gdyby każdy zadowolił się tym, co ma, i pozwolił innym cieszyć się takim samym przywilejem, żadne prawo nie byłoby potrzebne.” (opieram się na tłumaczeniu w Åsbrink, Elisabeth. Made in Sweden: 60 słów, które stworzyły naród, przekł. Natalia Kołaczek, Warszawa: Wielka Litera, 2019, s. 29) 

    Idioci, tudzież rzezimieszki różnej maści, nie rozumieją takich reguł i zasad. Definicja antyczna słowa idiota pasuje tutaj jak ulał. Idiota według Słownika Etymologicznego już w 14 wieku oznacza, „osobę tak upośledzoną umysłowo, że nie jest zdolna do zwykłego rozumowania”; także w średnioangielskim „prosty człowiek, niewykształcona osoba, laik” (koniec XIV w.), od starofrancuskiego ‚idiote’ „niewykształcony lub ignorant” (12 w.), z łac. idiota „zwykły człowiek, laik; outsider”, po łacinie „osoba niewykształcona lub nieświadoma”, od greckich idiotów „laik, osoba bez umiejętności zawodowych” (w przeciwieństwie do pisarza, żołnierza, wykwalifikowanego robotnika), dosłownie „osoba prywatna” (w przeciwieństwie do osoby biorącej udział w sprawach publicznych), używana protekcjonalnie dla „ignoranta osoba” z idios „własne” (patrz idiom).

    Takie właśnie znaczenie idioty, jako człowieka izolowanego od życia publicznego, idioty jako człowieka „samotnej wyspy” pasuje jak ulał do tych Polaków, którzy nie rozumieją słowa praworządność. Co więcej Ci Polacy prawdopodobnie nie rozumieją tego, co jest także po stwierdzeniu rządów prawa w Upplandslagen: „gdyby każdy zadowolił się tym, co ma, i pozwolił innym cieszyć się takim samym przywilejem, żadne prawo nie byłoby potrzebne.”

    Ostatnio na temat historii Belgii wypowiedział się konstytucyjny Minister Michał Wójcik, wedle którego w ogóle Polska państwowość trwa nieprzerwanie od tysiącleci, w związku z tym, nie będzie tu nam jakiś Belg, którego państwowość trwa ledwie lat 200, prawił morałów na temat praworządności. Dobrze wyśmiewa go w „Gazecie Wyborczej” Bartosz T. Wieliński.  Kuriozum tej wypowiedzi można jedynie porównać do słynnej wypowiedzi wiceministra obrony Kownackiego o uczeniu się Francuzów jedzenia widelcami od Polaków. Chciałbym dodać jedynie, że ta swoista ignorancja i arogancja pana ministra trochę mnie dziwi, boż przecie tenże minister ma wykształcenie prawnicze. Ba! Doktorat napisał, choć co prawda w dziedzinie nauk o polityce. Nie wiem, na jaki temat, i to też trochę dziwne, bo tutaj jest brak danych w oficjalnym serwisie Nauka Polska, a i na stronach ministerstwa jakoś nie ma zbyt wiele danych, sama niemal propaganda dokonań ministra. (nie znalazłem też żadnych publikacji naukowych dra Wójcika, a szkoda… mógłbym się lepiej zapoznać, zapewniam, że dołożyłem starań w to, żeby te publikacje znaleźć…)

    Zrzut ekranu z Nauka Polska, 19 listopada 2021, godz. 14:20 (fot. autor JP)

    Ja protestuję przeciwko ukazywaniu Polaków jako idiotów, którzy nie tylko w swojej pyszałkowatości nie znają miary, ale jeszcze na dodatek okazują się ignorantami i arogantami, którzy chcą być idiotami, to jest zerwać wszelkie możliwe relacje i zostać jak ta samotna wyspa (zgodnie definicją etymologiczną demokratycznych Greków).

    Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem;

    Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu,

    To się wzbija, to w głąb wali;

    Nie lgnie do niego fala, ani on do fali;

    A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu.

    Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby:

    To samoluby! (A. Mickiewicz, Oda do młodości)

    I tak to właśnie wygląda z punktu widzenia historii idei w relacji z „idiotami” jako pojęciem. 

    PS. Koleżanka już po publikacji podesłała mi dane, które jednak znalazła w innym miejscu. Temat doktoratu ministra brzmi: Znaczenie samorządu gospodarczego w Polsce w zakresie realizacji zadań rynku pracy. Praca skończona w 2015 i obroniona w 2017.

    PS2. Szczegółowa edycja 22 listopada 2021.

  • ABBAtary na „czarodziejskiej górze”, albo ABBAtary lecą w kosmos…

    ABBAtary na „czarodziejskiej górze”, albo ABBAtary lecą w kosmos…

    ABBA wydała nowy album a jej awatary ruszają w trasę koncertową. Jakie ma to konsekwencje dla kulturoznawcy?

    Awatary jako pojęcie są już z nami od dawna (fot. lic. Depositphotos)

    Rośnie popularność nowego słowa: abbatary (po angielsku mogą państwo spotkać „Abbatars). Jest to złożenie pochodzące od dwóch słów: ABBA i awatar. ABBA to akronim od imion członków legendarnego zespołu szwedzkiego, który po 40 latach pragnie nas ponownie zaczarować, tak ja udało im się już całkiem niedawno w 1999 r. musicalem filmowym „Mamma Mia” z Meryl Streep w roli głównej. Ze słowem awatar wszyscy wydają się już oswojeni, bo niemal każdy ma konto na portalach społecznościowych, na których funkcjonuje takie właśnie określenie na nasze wizerunki, choć technicznie rzecz biorąc to technika Apple stworzyła ruszające się awatary dla wszystkich w swoim iOS. Tak czy owak, to że ABBATARY robią karierę jako słowo, zaś jako ludzie wystartowali w piątek w podróż kosmiczną, nie ulega wątpliwości. Album promowany przez koncerty ABBATARÓW w Londynie nosi tytuł nieco egzotycznej podróży, z francuska Voyage. Na okładce albumu składającego się tylko z 10 krótkich utworów widnieją bohaterowie w stylu kosmicznych podróżników z czujnikami na ubraniach imitującymi realne czujniki, którymi posługiwała się nowa technologia odwzorowywania w 3D ruchów ludzkiego ciała. W Londynie oprócz realnych 10 akompaniatorów wystąpią ABBATARY wzorowane na realnych ludziach ze zdjęć i filmów 1979 r. oraz realnych ludziach ponad siedemdziesięcioletnich, którzy maja nawyki ruchowe swoiste dla siebie.
    ABBA była innowacyjna w przeszłości, ale przecież nie ona wymyśliła estetykę błyszczącego disco, ani nie ona wymyśliła technikę compact disc, choć to właśnie muzycy ABBA pierwszą taką komercyjną płytkę wypuścili w 1981 („The Visitors”). Wcześniej pierwsi stosowali krótkie filmiki promocyjne, które dzisiaj nazwalibyśmy wideoklipami muzycznymi.
    Teraz też nie jest ABBA pierwsza w stosowaniu techniki hologramu: jak pisze w Svenska Dagbladet stale współpracujący z redakcją szwajcarski kulturoznawca z Lucerny, Thomas Steinfeld, śpiewaczka operowa Maria Callas i piosenkarka Whitney Houston, obie już zmarły, koncertowały już jako hologramy. Ta druga śpiewa obecnie w Las Vegas. Roy Orbison i Buddy Holly, również nieżyjący od wielu lat, w przyszłym roku wyruszą w trasę „Dreams”. Można powiedzieć, że osiągamy nową rzeczywistość wirtualną, o której marzy Mark Zuckerberg i przed którą przestrzegał wielokrotnie Jaron Lanier, autor takich książek jak „Dziesięć powodów, dla których powinieneś natychmiast usunąć swoje konta z mediów społecznościowych” (2018, pol. wyd. 2021), czy „Nie jesteś jakimś gadżetem” (ang. You ara not a gadget 2011) . Zuckerberg chcąc uciec przed problemami Facebooka wymyślił pojęcie Metauniwersum, choć wzbogaconą rzeczywistość już dawniej znaliśmy. Pandemia i erupcja cyfrowych zastosowań w zamknięciu wzmocniły ruch w stronę ucyfrowienia wszystkiego i — jak się okazuje — wszystkich. Bo nie ma dla mnie wątpliwości, że technika zastosowana przez ABBAtary dzisiaj zdemokratyzuje się i że wszyscy będą kiedyś mogli z niej skorzystać. Oczywiście za jakąś opłatą, najlepiej w subskrypcji.

    Awatar? (fot. lic. Depositphotos)


    Można się rozmarzyć, niczym Hans Castorp w „Czarodziejskiej górze” Thomasa Manna, który wciela się w czarodzieja, DJ-a serwującego muzykę z magicznego gramofonu, „harmonię dźwięków”, „dźwięki duchów”, jak nazywa to ustami Castorpa Thomas Mann. „Nie widział śpiewaków ani śpiewaczek, którym się przysłuchiwał. Ich powłoka ludzka przebywała gdzieś w Ameryce, Mediolanie, Wiedniu. Petersburgu. A niechże sobie tam przebywają, bo dali mu najlepszą swą cząstkę, swój głos… […]”.
    Mann ustami narratora opowiada o wzniosłych doświadczeniach bohatera, który odkrywa pod powłoką pieśni jej podstawę: „śmierć”.

    Nie ulega dla mnie wątpliwości, że dziewiąty album ABBA jest bardzo samoświadomy. Świadczy o tym nie tylko dialog między autorami cytowany w NYT: „Dla Anderssona wymyślanie nowego materiału Abby było mile widzianą zmianą. „Myślę, że praca tylko nad recyklingiem jest trochę nudna”, powiedział, nieumyślnie wywołując na powrót ich jedyną z Ulvaeusem niezgodność dnia – na temat jego doboru słów. Ty nazywasz to recyklingiem, ja nazywam to transcendentnym opowiadaniem historii – powiedział Ulvaeus. „Możesz się unieść, możesz robić rzeczy na innych platformach, czyli tym, czym jest „Voyage”: opowiada historię na innej platformie. Tym też jest „Mamma Mia!” – kontynuował, odnosząc się do musicalu. „To nie jest recykling”.

    O samoświadomości świadczy także zakończenie albumu piękną balladą, „Odą do wolności”, muzycznie pobrzmiewającą Czajkowskim i „Jeziorem łabędzim”:

    Jeśli kiedykolwiek napiszę moją
    Odę do wolności
    Będzie w prozie, która będzie ze mną dźwięczeć.
    To byłaby prosta
    Oda do wolności
    Nie pretensjonalna, ale z godnością
    Chciałbym myśleć, że wolność jest
    Czymś więcej niż tylko hasłem
    W wielkim i napuszonym języku
    Ody do wolności często pozostają nieusłyszane

    Jeśli kiedykolwiek napisałbym moją
    Odę do wolności
    Będąc uprzywilejowanym i rozpieszczanym przez kaprysy
    Wtedy obawiam się, że
    Byłbyś podejrzliwy
    Względem sprawy, której użyczam głosu
    Jest nieuchwytna i trudna do uchwycenia
    To ulotna rzecz

    Dlatego nie ma naprawdę wartej zapamiętania Ody do Wolności
    Chciałbym, żeby ktoś napisał Odę do wolności, którą wszyscy moglibyśmy zaśpiewać

    Mam mieszane uczucia względem ABBA i jej awatarów: z jednej strony przypominają mi dzieciństwo, koncert z 1976 r. w Studiu 2 w reżimowej TVP. Z drugiej, świetną Meryl Streep w Mamma mia. Ale ta podróż, którą sobie fundują, to wyniesienie w kosmos muzeum przypomina niestety Muzeum Figur Woskowych, o których Artur Schopenhauer pisał, że są skrajnym przeciwieństwem wzniosłości prawdziwej sztuki. Znacznie bardziej chyba do mnie przemawia Muzeum Niewinności Orhana Pamuka niż Muzeum Abby w Sztokholmie, choć na pewno, kiedy bym się tam znalazł, chciałbym je obejrzeć.
    Nie mogę zapomnieć zakończenia Czarodziejskiej góry — wcielenia do wojska Hansa Castorpa i wysłania go na front I wojny światowej. Zachwyty Castorpa nad gramofonem stały się dla niego fatalnym zauroczeniem. Odkrył dzięki nim śmierć…. Taka nostalgia jest także widoczna w całym przedsięwzięciu ABBAtarów… Przykro jest i niezręcznie to napisać, ale oni jakby żegnali się przed odlotem w kosmos. Tak kończy się pewien świat. Czy zaczyna nowy?

    Robot i planety (fot. lic. Depositphotos)

    Artykuł w innej wersji ukazał się 12 listopada w Gazecie Wyborczej jako „ABBAtary lecą w kosmos. Tak kończy się pewien świat. Czy zaczyna nowy?”

  • Tolerancyjny, chrześcijański, gościnny kraj a Nagroda Nobla

    Tolerancyjny, chrześcijański, gościnny kraj a Nagroda Nobla

    PalFest – originally posted to Flickr as Abulrazak Gurnah on Hebron Panel

    Jak bardzo potrzebujemy języka polskiego, aby znów stał się słodyczą. A nie push-backiem i ujadającym policyjnym psem. 

    Kiedy słuchałem relacji bezpośredniej ze Sztokholmu sprzed drzwi Komitetu Noblowskiego, włączyłem oryginalny dźwięk, bo chciałem sprawdzić, jak dobrze będę rozumiał nowego sekretarza tego 18-osobowego gremium prof. Matsa Malma z Uniwersytetu w Göteborgu, ciekawy byłem jego głosu. Kiedy padło nazwisko tegorocznego laureata, myślałem, że nie rozumiem, bo niedobrze słyszę, pogłośniłem, ale nadal nie rozumiałem. W tym roku noblistą z literatury został pisarz oraz profesor literatury i postkolonializmu  Abdulrazak Gurnah. Nie znałem jego twórczości, jego nazwisko kiedyś przemknęło mi może jako nazwisko redaktora naukowego wielkiego tomiszcza pt. Cambridge Companion to Salman Rushdie, ważnego opracowania dla kogoś, kogo interesuje wolność słowa i wolność literatury. Muszę się przyznać, że w czwartek parę minut po 13:20 już wiedziałem, że w Polsce nie będę jedynym, który słabo twórczość uchodźcy z Zanzibaru i krytyka postkolonialnego zna i kojarzy — stwierdziłem z głupią satysfakcją, że nie przetłumaczono na polski ani jednej z jego 10 powieści. 

    Poszedłem na łatwiznę i sięgnąłem po jego krótkie anglojęzyczne opowiadanie pt. „Opowieść przybysza” opublikowane w zbiorowym tomie, pt. „Opowieści uchodźcze”. Tom ten został wydany 23 czerwca 2016 r. nakładem niezależnego wydawcy z Manchesteru „Comma Press”. „Refugee Tales” zawiera takie historie, jak: „Opowieść kierowcy ciężarówki” Cleave’a, „Opowieść o zatrzymanym” Ali Smith i „Opowieść cierpliwości” Patience Agbabi. Początek tego tomu bierze się z powstałej przed kilkoma laty organizacji charytatywnej dla uchodźców „Gatwick Detainees Welfare Group”, która wysyła wolontariuszy do dwóch „ośrodków detencyjnych” (obozów niezdefiniowanego aresztu) na lotnisku Gatwick, aby rozmawiać z setkami przetrzymywanych tam osób. I pomagać im.

    Czytam opowiadanie Noblisty:

    „Przyleciałem samolotem. Może to zabrzmieć dziwnie – w jaki inny sposób? Niektórzy szli. Wielu utonęło. Byli zdesperowani. Nie byłem zdesperowany, ale bardzo się bałem, bo bardzo rozgniewałam niektórych ludzi. Moim przestępstwem było powiedzenie dziewczynom, które uczęszczały do ​​mojej szkółki niedzielnej, że nie powinny zgadzać się na obrzezanie. Moja niedzielna szkoła miała być lekcją czytania i pisania, ale w każdy możliwy sposób przemycałem dobrą nowinę. Powiedziałem im, że obrzezanie to okaleczenie narządów płciowych oraz barbarzyńska i zacofana praktyka. Mężczyźni zmuszali do tego kobiety, żeby wiedziały, że są śmieciami. Prawdziwym zamiarem było zranienie ich, sparaliżowanie i kontrolowanie. Kiedy nadszedł dzień, w którym dziewczęta zgodziły się na cięcie, sześć z nich odmówiło. Nie było mnie tam, ale odkryłem, co wydarzyło się tej samej nocy, kiedy usłyszałem gniewne głosy na zewnątrz mojego domu, wzywające mnie, abym wyszedł i chcieli mi wlać za relacje z ich córkami. Była to wioska muzułmańska w kraju muzułmańskim i chociaż jestem ich rodakiem, jestem też chrześcijaninem, który został oskarżony o utrzymywanie relacji z ich córkami. Możesz sobie wyobrazić moje przerażenie.”

    Nie, nie zamierzam przekładać całości tego krótkiego opowiadania. Chciałem tylko dać posmak tego, czym są te akurat opowieści Guraha, choć temat uchodźctwa, pielgrzymowania powraca na kartach jego powieści wielokrotnie. (Tyle zdążyłem się zorientować) 

    Cały tom opowiadań otwiera coś na kształt poematu:

    „Ten prolog nie jest wierszem / Jest aktem powitania / Zapowiada on / Że ludzie, którzy są tu i teraz / Odrzucają warunki / Debaty kryminalizującej / Przemieszczanie się ludzi” – to jest fragment wiersza Davida Herda. „Aby zrobić z języka angielskiego słodycz… / Dlatego Chaucer opowiadał swoje historie. / Jak bardzo potrzebujemy angielskiego / Aby znów stać się słodkością.”

    Podczas tego specjalnego wydarzenia, po tym tomie wydano jeszcze trzy następny, choć podobne, bo wydarzenie powtarza się co roku: znani w United Kingdom pisarze czytają swoje opowieści na imprezach publicznych każdego wieczoru, w szczelnie zapełnionych salach, z opowieściami zebranymi przez Comma Press, o których mówi się, że oferują „rzadkie, intymne przebłyski niewypowiedzianego cierpienia”.

    Jednak ciekawa jest ta obecność tegorocznego Noblisty w tym tomie. No bo jakby temat uchodźctwa był niezwykle nabrzmiały w Europie w 2015, ale dzisiaj stał się też taki na wschodnich jej granicach, na granicach Unii Europejskiej z Białorusią i — pośrednio — Rosją. 

    Nauczyłem się dzięki Noblowi w tym roku, że istnieje luka w polskich słownikach terminów literackich, zapowiadam, że pracuję nad hasłem „tale”. J. A. Cuddon w „The Penguin Dictionary of Literary Terms and Literary Theory” (na mojej półce stoi  trzecie wydanie Penguin Books z 1992.) pisze na s. 954, że „tale” to

    „Narracja pisana (prozą lub wierszem) lub mówiona, w prozie prawie nie do odróżnienia od opowiadania (…). Jeśli jest różnica, to opowieść może sugeruje, że coś jest napisane zgodnie z brzmieniem kogoś mówiącego. Zazwyczaj temat opowieści jest dość prosty, ale sposób powiązania go może być złożony i kunsztowny. Wiele zależy od punktu widzenia pisarza. Można by chyba powiedzieć, że to rodzaj narracji, które R.L. Stevenson, Rudyard Kipling, W.W. Jacobs. Joseph Conrad, Somerset Maugham i William Faulkner lubili pisać i celowali w takich opowieściach, podczas gdy preferowane przez Henry’ego Jamesa. E.M. Forster, Aldous Huxley, Katherin Mansfield i Elizabeth Bowen to opowiadania. Jednak wszelkie takie klasyfikacje mogą być całkowicie mylące, a taki podział nie byłby użyteczny przy klasyfikowaniu krótszych dzieł Poego, Sakiego, Czechowa, Maupassanta i D.H. Lawrence’a czy kilkunastu innych pisarzy.”

    No więc wiem teraz, dzięki Abdulrazakowi Gurnahowi, że brakuje w języki polskim opracowania łączącego staroangielskie „tale” z innymi wręcz prasłowami takimi jak saga, skaz czy gawęda. Ale dzięki temu — sławnemu teraz — uchodźcy moi studenci ze storytellingu dowiedzą się także o tym, że podobne historie były w swahili, pierwszym, matczynym języku tegorocznego Laureata. Ten kontekst jest istotny dla opowiadań i powieści naszego Conrada. 

    Ale dowiedziałem się także, iż istnieje zbitka językowa „zatrzymanie na czas nieokreślony” (ang. indefinite detention). W Wielkiej Brytanii wspomniana już organizacja charytatywna, która wydała omawiany zbiór opowiadań: „Gatwick Detainees Welfare Group” walczy od 2015 r. z nielegalnym, łamiącym prawa człowieka zjawiskiem przetrzymywania w „miejscach zatrzymania” bez określenia czasu, a niekiedy trwa takie zatrzymanie przez wiele wiele długich lat, bez wyroku, bez procesu. Właściwie to taki nieustający proces…

    Pamiętajmy takie słowa: „opowieść”, to nie jest opowiadanie, „zatrzymanie na czas nieokreślony”, to nie jest zwykły areszt, to tortura, zaś „wypychanie” [ang. push-back, znane z polsko-białoruskiej granicy w 2021] to nie jest obrona granic i to nie jest patriotyzm. Bo wypychanie, to wpychanie do ciemnego lasu i na bagna. I szczucie psem policyjnym to nie jest obraz tolerancyjnego znanego z gościnności i publicznego rozmodlenia kraju. 

    I tak doszedłem do sedna: nagrody noblowskie pełnią niesamowicie cenną rolę edukacyjną i cywilizacyjną. 

    Jak bardzo potrzebujemy języka polskiego, aby znów stał się słodyczą. A nie push-backiem i ujadającym policyjnym psem.

    PS. Wpis zmieniony ukazał się 20 października 2021 w Więzi

  • Prawa człowieka jako rama dla polityki

    Prawa człowieka jako rama dla polityki

    Wiele się pisze o postępującej na całym świecie polaryzacji stanowisk. Dotyczy to także Polski. Można przypuszczać, że owa polaryzacja wspierana i wywoływana jest przez technikę, i wszechobecną cyfryzację naszego życia oraz rolę platform społecznościowych i mediów w ogólności. Jednak można zobaczyć także zjawiska, które wskazują raczej na budowanie się nowych figur i ich konstelacji. A dotyczy to moje twierdzenie zarówno zjawisk społecznych polskich jak i międzynarodowych. Symbolem nieoczekiwania, zaskoczenia i niepokoju jest oczywiście słynny „czarny łabędź”, o którym już powstały tomy opracowań — wydaje nam się, że łabędzie mogą być tylko białe, jednak nagle odkryta zostaje mała wyspa, na której ludzkość znajduje łabędzie czarne. Ludzkość zabijana była przez bakterie i wydawało się, że tak już będzie, ale wymyślono penicylinę. COVid-19 wystarczająco jasno pokazał nam, że niewyobrażalne stoi ciągle za progiem, że musimy nauczyć się żyć w stanie stałej niepewności, trwałego stanu niekontrolowanego świata. Czarne łabędzie się zdarzają.

    Metafora politycznej debaty (fot. lic. Depositphotos)

    Jednym z ciekawych naukowców piszących o konieczności nauczenia się życia z niepewnością jest Hartmut Rosa, niemiecki, znany na świecie i w Polsce, socjolog i politolog, badacz i wykładowca Uniwersytetu Friedricha Schillera w Jenie oraz dyrektor Kolegium Maxa-Webera na Uniwersytecie w Erfurcie. Od 2011 roku jest rzecznikiem grupy badawczej zajmującej się krytyką wzrostu i przyśpieszenia gospodarczego. Jest autorem uznanych współczesnych książek, będących diagnozami współczesności „Beschleugning” (Przyspieszenie) i „Resonanz” (Rezonans). W języku polskim ukazała się eseistyczna książka „Przyspieszenie, wyobcowanie, rezonans. Projekt krytycznej teorii późnonowoczesnej czasowości” (2020).

    Hartmut Rosa podczas wystąpienia publicznego Fot. JP, screen z Twittera Organizations, Artifacts and Practices (OAP), 29.06.20.

    Według jego najnowszej książki wydanej po szwedzku pt. „Czego nie możemy kontrolować. O naszych relacjach ze światem” (2021) dążenie do kontrolowania świata jest cechą wyróżniającą nowoczesności, jest to modus vivendi, kulturowy sposób życia. Problem oczywiście, że całkowicie znany, zaplanowany i kontrolowany świat byłby po prostu martwy. Bez niepewności nie ma życia. Jednocześnie, jak wskazuje np. filozof kognitywista Peter Gärdenfors, to dążenie do kontroli jest motorem rozwoju wiedzy, wiedza daje wrażenie kontroli rzeczywistości.

    Można wskazać, że krytyka pewności siebie, pychy, arogancji człowieka jest odwieczna, świadczy o tym choćby i to, że największym przewinieniem w tragedii greckiej była właśnie hybris, pycha, prowadząca do zaślepienia. W Biblii mamy także „zatwardziałość serc”, która jest niezdolnością do dokonania zmiany, do opanowania się i do nawiązania miłosnych relacji ze światem.

    Symbol pychy i arogancji (fot. lic. Depositphotos)

    Zwykliśmy myśleć o chrześcijaństwie jako o „pewności wiary”, „rycerzach wiary”, jednak w głównym nurcie jego myśli znajduje się także Søren Kierkegaard, duński filozof, argumentujący w duchu sokratejskim za wątpieniem i niepewnością jako głównym motywie filozofii chrześcijańskiej.

    Do takiej postawy nawołuje ostatnio także prymaska bp Szwecji Antje Jackelén, która jest orędowniczką zaangażowania politycznego chrześcijaństwa, ale jednocześnie wychodzenia poza tradycyjne spolaryzowane dychotomie: prawica – lewica. (Zob. DN Debatt. ”De mänskliga rättigheterna måste vara ram för all politik” Dagens Nyheter 19.06.2021)

    Bp. Antje Jackelén, prymaska Kościoła Szwecji 1 maja 2016 w Łodzi, w parafii Ewangelicko-Augusburskiej św. Mateusza (obok autor blogu z żoną Magdaleną Rembowską-Płuciennik) (fot. JP i Michał Makula)

    Trzeba jednoznacznie w tym kontekście wskazać także na ramy kultury europejskiej i światowej, które pozostają poza dyskusją. „Władza polityczna nie jest celem samym w sobie, ale jest narzędziem do uświadomienia sobie w debacie i porozumieniu z innymi tego, co według własnych i partyjnych przekonań jest najlepszą alternatywą.” Pisze Antje Jackelén Bieżąca walka polityczna o czystą władzę dla władzy nie obchodzi chrześcijanina.

    Natomiast pryncypia takie jak np. „prawa człowieka” są fragmentem tego pola wspólnego nie podlegającego dyskusji.

    Według teolożki i etyczki szwedzkiej prawa człowieka i chrześcijaństwo spotykają się, gdyż „teologia również należy do tego, co nie powinno być definiowane na podstawie skali od prawej do lewej. […] Teologia chrześcijańska nie jest podporządkowana polityce danego kraju, ale musi orientować się w oparciu o biblijne przesłanie Jezusa Chrystusa, które jest interpretowane w każdym czasie i we wspólnocie na całym świecie.

    Stanowiska Kościoła w sferze publicznej muszą być zawsze motywowane teologicznie. Może dotyczyć zadawania pytań, które zadaje niewiele osób lub, często razem z innymi, zwracania uwagi na sytuacje podatności na zagrożenia. Może to być wygodne lub niewygodne dla polityków, ale nigdy nie zastąpi ich pracy.”

    Drugim argumentem jest to, że „prawa człowieka opierają się na fundamencie, który jest dany przed rozpoczęciem wszelkich obliczeń użyteczności i inteligentnych rozwiązań. Wszyscy ludzie rodzą się wolni i równi w godności i prawach […]. To jest bardzo bliskie podstawowego tekstu tradycji żydowskiej i chrześcijańskiej: pierwszej historii stworzenia, w której mówi się, że Bóg stworzył człowieka na swój obraz (Rdz 1,27). Ponadto, jak wskazuje druga relacja o stworzeniu, Bóg stworzył człowieka jako istotę relacyjną (Rdz 2,4b-3:7). Z tego wynika stosunek do stwórcy, do stworzenia, do bliźnich i do siebie samego.

    Sens życia ludzkiego zawiera się w sieci tych czterech relacji: z najświętszym (większość ludności Ziemi nazywa go Bogiem), z planetą jako ekosystemem, z naszym bliskim lub dalekim bliźnim oraz z samym sobą.

    Ten fundament – ​​godność człowieka i jego relacyjność – powinien stanowić ramy i fundament polityki wszystkich stron, a nie odwrotnie.”

    Pozwoliłem sobie zacytować to niedawne wystąpienie publiczne prymaski Kościoła Szwecji, gdyż jest mi ono bliskie i czuję naprawdę zagrożenie dla bycia chrześcijaninem w Polsce, w której mieniący się katolikiem (czy aby na pewno chrześcijaninem?) Minister Edukacji i Nauki Przemysław Czarnek nie dość, że sam odmawia godności sporej grupie współobywateli, braci i sióstr (?) (zob. jego słynne mówienie, że LGBT to nie ludzie), to jeszcze na dodatek pragnie także zadekretować wolność nienawistnego wypowiadania się w przestrzeni akademickiej (tzw. pakiet wolnościowy Czarnka). Pragnienie władzy było obce Chrystusowi Ewangelii. Wydaje się, że Minister Czarnek rugując z listy lektur szkolnych ilustrowaną bajkę Leszka Kołakowskiego o nosorożcu, który chciał latać, robi więcej szkody chrześcijaństwu niż nękany na własnej uczelni (KUL) ks. prof. Wierzbicki, który w duchu ewangelicznym ujmował się za prześladowanymi przez policję i prokuraturę. Tak jak prawa człowieka stanowią o wspólnocie w ramach kultury Zachodu, tak samo nie powinniśmy pozwalać na nietolerancję. Pierwszy Rektor Uniwersytetu Łódzkiego, prof. Tadeusz Kotarbiński, filozof racjonalny i praktyczny, pisał „Gdy ustaje tolerancja dla tolerancji, nastaje tolerancja przemocy.“ To jest powtórzenie stałej myśli demokratycznej: nie ma tolerancji dla nietolerancji, granicą mojej wolności jest krzywda innego. Dla tej właśnie relacyjności, dla tego rezonansu opanuję się i powstrzymam przed mową nienawiści w odniesieniu do kogokolwiek. Jednak jeśli policja i władza będzie używać nienawiści jako narzędzia, niech nie oczekuje łagodności jako odpowiedzi. Noblese oblige. Tutaj nie ma i nie może być symetrii. Upajanie się władzą jest niegodne chrześcijanina i członka kultury Zachodu.

  • Dlaczego popieram strajk szkolny?

    Dlaczego popieram strajk szkolny?

    Dlaczego popieram strajk szkolny?

    Dlaczego popieram strajk klimatyczny Grety Thunberg?

    TORONTO, CANADA – 27 września, 2019: globalny strajk dla klimatu w piątek (fot. lic. Depositphotos)

    Oczywiście dlatego, że uważam jej podstawowy argument za bardzo przekonujący: „jak ja mam się uczyć spokojnie tego, co wy lekceważycie, nie robicie niczego, żeby zapobiec katastrofie, żebym ja i moi rówieśnicy mogli żyć spokojnie na naszej planecie i z nadzieją patrzeć w przyszłość.”

    Niektórzy widzą w strajku szkolnym Grety i jej naśladowców ucieczkę przed nauczaniem szkolnym. Greta miała faktycznie problemy z socjalizacją, o czym można przeczytać w rodzinnej „autobiografii” Grety.

    Bruksela. 21 lutego 2019. 16-letnia szwedzka aktywistka Greta Thunberg podczas strajku uczniów (fot. lic. Depositphotos)

    Pandemia sprawę jakby rozwiązała, jak tutaj strajkować bez wychodzenia z domu…

    Wielu nauczycieli w Polsce i na świecie stanęło na wysokości zadania, dostosowało się do nowych warunków nauczania zdalnego. Najbardziej zyskał w moich oczach jako rodzica dwóch synów jeden nauczyciel, który na którymś z przedmiotów zadał obejrzenie — ni stąd ni zowąd — programu Roberta Makłowicza o przepisach ze Szwecji.

    Mój młodszy syn bardzo się wciągnął. Oczywiście trochę tutaj pomogło i to, że ma w domu w mojej osobie miłośnika gotowania i kultury Szwedzkiej, wielokrotnie w normalnym życiu rodzinnym te tematy powracają i to pewnie często. Jednak niemal cała klasa mojego syna też jakoś dała się wciągnąć nie tylko w gotowanie, ale w poznawanie różnych kultur. Mój syn Mateusz sięgnął ostatnio także po odcinki Makłowicza opowiadające o polskim Podlasiu… na którym żyją np. także Tatarzy.

    Pandemia wedle rządu polskiego dobiega końca…

    Otwierane są szkoły.

    Reakcja: minister każe siedzieć w szkole o godzinę dłużej. Zaś nauczyciele planują coraz więcej testowania, egzaminowania, kartkówek (tych można robić więcej, kiedy nie zapowie się znacznie wcześniej). Greta Thunberg miała problemy w uspołecznieniu się w szkole szwedzkiej, która jest bardzo tolerancyjna dla indywidualności. W Polsce, obawiam się, nigdy nie wyszłaby z depresji… Czy polskiemu Ministrowi Edukacji przychodzi w ogóle do głowy, że szkoła jest po to, aby stwarzać warunki do tego, żeby uczniowi ZACHCIAŁO SIĘ uczyć, żeby zapragnął wiedzy? Że szkoła to nade wszystko relacje personalne między nauczycielami i uczniami oraz między uczniami (z różnych roczników, nie tylko rówieśników)? Jeśli stworzy się warunki, to uczniowie sami zechcą się zapoznać z „materiałem”… Dla Ministra Edukacji najważniejsze są „braki i luki materiałowe”… co za koszmarny niedouk nierozumiejący, że szkoła i edukacja to nade wszystko wartości i relacje…

    Jedyne ważne wartości dla Ministra Czarnka, to te na patriotycznych akademiach rocznicowych…

    Dlatego popieram strajk szkolny.

    Tirana w Albanii. wrzesień 2019. Najlepsza edukacja klimatyczna dla całego świata (fot. lic. Deposithotos)

    PS. W Gazecie Wyborczej 30 kwietnia 2021 ukazał się nieco zmieniony artykuł

    Popieram strajk szkolny, bo dla ministra Czarnka szkoła to tylko patriotyczne akademie