W 2010 roku Nassim Taleb przewidział wirusa, który zmieni bieg świata. Chcesz dowiedzieć się więcej, zobacz, posłuchaj!
Krótkie spotkanie prowadzone przez prof. Jarosława Płuciennika z prof. prof. Moniką Kosterą (Uniwersytet Jagielloński) i Pawłem Łukowem (Uniwersytet Warszawski) na temat aktualności przewidywań pandemicznych Nassima Nicolasa Taleba, autora „Czarnego łabędzia” 2007/2010.
Wybitni humaniści o wizjonerskim opowiadaniu z 1909 r., które przewiduje naszą sytuację współczesną. „Maszyna staje” to opowiadanie science-fiction E. M. Forstera (The Machine Stops 1909). Jego fabuła dzieje się w świecie, w którym ludzkość żyje pod ziemią i podlega monstrualnej Machinie, zaspokajającej wszystkie potrzeby ludności. Uważa się to opowiadania za wizjonersko zapowiadające takie technologie jak komunikatory internetowe czy sam Internet. Wywiad ze specjalistami 1.05.20 r. prowadzony przez Jarosława Płuciennika, udział wzięli prof.prof. Magdalena Heydel UJ Paweł Łuków UW Piotr Sitarski UŁ Natalia Lemann UŁ
Czy następuje przebudzenie w twardej nauce? Twarde nauki biologiczne na świecie zaczynają dostrzegać ludzkie wartości? Czy w Polsce takie problemy też się przebiją? Powinniśmy przemyśleć na nowo „reformę” nauki.
Fot. na licencji Depositphotos
Times Higher Education opublikował 1 maja 2020 opinię Mony Nasrallah, profesorki nadzwyczajnej, specjalistki medycyny klinicznej, endokrynologii i metabolizmu na American University of Beirut. Jest to zatem osoba bardzo mocno związana z naukami tzw. twardymi.
Teza główna Mony Nasrallah: Po kryzysie nie ma powrotu do „dzikiego akademizmu”. Trzeba kryzys potraktować jako pozytywne wyzwanie do zmiany.
Dzisiaj w kryzysie COVID-19 naukowcy lepiej współpracują w zakresie działania, które nie przyczyni się bezpośrednio do rozwoju ich kariery – na tym właśnie powinna realizować się idea uniwersytetu.
Dzikie zwierzę, fot. na licencji Depositphotos.
Bardzo ciekawie brzmi definicja dzikiego akademizmu:
1) zasada dominująca: „coraz więcej, coraz więcej”. Ale po co? Ale dlaczego? Koledzy zaczynają być postrzegani jako przydatni, bądź zbędni, nieistotni. Tracimy życzliwość i empatię.
2) pracoholizm naukowy prowadzący do zbłądzenia zawodowego, a nie do rozwoju osobistego. „Jestem zajęty”, „nie mam czasu”, „nic nie jest za darmo”. Kryzys powala nieco zwolnić i pozwala na refleksję.
3) punktoza zamiast treści i sensu. Opublikuję tam, gdzie jest więcej punktów, a nie tam, gdzie jest więcej zainteresowanych problematyką.
4) zamykamy się wewnątrz akademickich wartości, ale powinniśmy wspierać wartości ogólnoludzkie, takie jak „wolność” i „równość dla wszystkich”. Musimy uzupełnić te wartości o poprawność polityczną, zastanawiać się nad wartościami „płci” i „rasy”.
5) akademicki rygor niweluje kreatywność, zamyka myślenie i je usztywnia.
6) negatywna atmosfera w instytucjach i między nimi powoduje wypalenie na poziomie indywidualnym.
7) Kryzys może dać nam iskrę kreatywności.Sposób zdobywania wiedzy i rozpowszechniania jej podczas pandemii był również nowatorski, nastąpiło przyśpieszenie i wyjście poza mury akademickie.
8) kryzys pandemii łączy się z konsumeryzmem i globalizacją prowadzącą także do kryzysu klimatycznego. Nie powinniśmy wracać do stanu sprzed pandemii.
9) reforma nauki po kryzysie: zmienić systemy rankingowe i premiowe, które powinny zachęcać do wspierania dobrych rezultatów współpracy i zrównoważonego rozwoju środowiska. „Krzywa naszej produkcji musi „spłaszczyć się” w obecnym sensie i poszerzyć się w humanitarnej skali.”
10) człowiek powinien być celem działań. „Odkryjemy na nowo prawdziwą misję uniwersytetów.”
Wiedza to przechadzające się narracyjne ciało. Uniwersytet-Moloch, pandemiczna samoizolacja i rentgenowska architektura Bauhausu. Wokół opowiadania „Maszyna staje” E. M. Forstera.
„Maszyna staje” to opowiadanie science-fiction E. M. Forstera (The Machine Stops 1909). Jego fabuła dzieje się w świecie, w którym ludzkość żyje pod ziemią i podlega monstrualnej Machinie, zaspokajającej wszystkie potrzeby ludności. Uważa się to opowiadania za wizjonersko zapowiadające takie technologie jak komunikatory internetowe czy sam Internet. Świat ekranów, klawiatury i samoizolacji.
Podziemny tunel (fot. Depositphotos)
Sam miałem nieodparte wrażenie podczas lektury opowiadania, że odnajduję siebie w głównej bohaterce, która od początku odgania komunikację z synem, bo musi za chwilę zrobić wykład online (tutaj: w maszynie przed ekranem na temat historii australijskiej muzyki).
Ekran. Fot. na licencji Depositphotos.
Człowiek pojedynczy nie ma ochoty doznawać świata na własną rękę. Ucieka przed próbowaniem własnymi zmysłami. Każda osoba żyje w panoptykalnej izolacji pod ziemią w standardowym dla wszystkich pokoju-izolatce. Potrzebujesz jedzenia, naciskasz odpowiedni przycisk; masz problem, konsultujesz się z księgą maszyny, takim typu „Pytanie-Odpowiedź”. Ekran i mnóstwo przycisków, coś jakby gigantyczna klawiatura, a był to okres rozwoju maszyny do pisania. Maszyna do pisania do prototyp klawiatury.
Klawiatura maszyny do pisania. Fot. na licencji Depositphotos
Świat ludzki jest sprowadzony do „czystej duchowości”, rozumianej jako wymiana i akumulacja idei, oraz popularyzacja wiedzy. Stąd wszechobecne ekrany i wykłady popularyzatorskie. Taki wielki otwarty uniwersytet, wszyscy się dokształcają i doskonalą kolekcjonując „idee”. Właściwie nie wiadomo po co…
Vashti i jej syn Kuno, żyją po przeciwnych stronach świata. Choć to i tak nie ma znaczenia, bo wszystko wszędzie wygląda tak samo. Kuno odkrywa swoją cielesność, namawia matkę, żeby do niego przyjechała, nie może rozmawiać przez machinę i ekrany. Tam, u siebie, wyznaje matce, że zbuntował się i odwiedził na własną rękę powierzchnię Ziemi bez pozwolenia i że widział innych ludzi żyjących poza światem Maszyny. Najpierw nauczył się odczuwania przestrzeni, nauczył się, gdzie jest blisko i gdzie jest daleko. Wtedy odkrywa, że człowiek jest miarą, jego stopa jest miarą. Musi chodzić człowiek, człowiek to ciało. Jednak Maszyna go łapie na powierzchni i grozi mu „bezdomnością”, co oznacza prawdopodobnie śmierć. Matka odrzuca sugestie syna, nie daje się namówić na oglądanie na własne oczy gwiazd (Himalaje też ją nudzą) i wraca do siebie.
Panuje w tym świecie Machiny „Technopol”, rodzaj kultu religijnego, z głównym bóstwem w postaci Machiny. To jest mistyczna jakość „uduchowionego” i bezcielesnego, technologicznego świata.
Klik. Fot. na licencji Depositphotos
Maszyna faktycznie, zgodnie z zapowiedzią Kuno, zatrzymuje się i załamuje. Nie ma ratunku, jednak Kuno wraz ze swoją matką mogą się uratować. Niejasne jest, czy Kuno jest inicjatorem tego upadku.
W tym opowiadaniu jest jakaś ponura przyszłość ludzkości, która przestaje istnieć jako podmioty, próbujące na własną rękę wszystkiego, to jest jakby ucieleśnienie „ucieczki od wolności” z późniejszych wizji Ericha Fromma, czy panoptykonu opisywanego w świetny sposób przez Micheala Foucaulta w „Nadzorować i karać”. Podobne wątki znajdziemy w polskiej „Seksmisji” Juliusza Machulskiego (1983), tyle że w postaci komediowej i już po doświadczeniu zamkniętego świata PRL-u. No i oczywiście także w „Kingsajzie” (1987). „Matrix” (1999) będzie ukonkretnieniem przede wszystkim krytyki społecznej obecnej także u Fritza Langa w Metropolis (1926), które prawdopodobnie też mogło się inspirować nie tylko wizjami świata podziemnego w „Wehikule czasu” Wellsa (1895), ale także właśnie „Maszyną, która staje” (1909).
Opowiadania to jest jedną z kolejnych wizji rozwoju zglobalizowanej cywilizacji ludzkości, wizja ta jest wersją rozwoju urbanistycznego: świat podziemny, sterylny, złożony wyłącznie z izolowanych, samodystansujących się jednostek jest kolejną wizją miasta-molocha, pożerającego swoje dzieci. W tej wersji jednak, w odróżnieniu od Molocha Fritza Langa z „Metropolis”, bóstwo pożera nie robotników, tylko inteligencję, robotników idei. Moloch jest gigantycznym wirtualnym uniwersytetem.
BERLIN, GERMANY – CIRCA NOVEMBER 2019: Fritz Lang Metropolis film Blu-ray BD disc. Fot Depositphotos
Wyobrażenie o zejściu miast do podziemi jest całkiem uprawnione w sytuacji wszechobecnych pandemii na przykład. Wizje podziemnych podróży Elona Muska są tutaj jedną z bardziej prawdopodobnych. Wizja samodystansujących się ludzi dzisiaj brzmi bardzo przekonująco jako boleśnie prawdziwa.
LOS ANGELES – FEB 22: Elon Musk at the Vanity Fair Oscar Party 2015 at the Wallis Annenberg Center for the Performing Arts on February 22, 2015 in Beverly Hills, CA. Fot. Depositphotos
Można sobie też wyobrazić zejście do podziemia ze względu na katastrofę klimatyczną.
Epidemie jednak w historii ludzkości zmieniały oblicze przestrzeni miejskiej. Od 16 wieku wraz z rozwojem kawiarni, od 17 wieku na wielką skalę, zaczął się wedle Jurgena Habermasa proces rozwoju sfery publicznej. Ludzie chodzili do kawiarni najpierw, żeby się upijać Oświeceniem, czyli kawą, ale potem chcieli po prostu ze sobą pogadać.
BRUSSELS, BELGIUM – MAY 19: Rue Des Bouchers on May 19, 2012 in Brussels. Tzw. brzuch Brukseli (fot. Depositphotos)
Miasta budowały się gęsto. Jak pisze ostatni The Economist , epidemie dżumy i cholery zmieniały oblicze miast, na przykład gęstość zabudowy się zmieniła w Nowym Jorku po pandemii „hiszpanki” na początku XX wieku. Potem dzięki myśleniu o zarazach rozbudowywano miejskie parki. Tak jak w Łodzi. Parki wyrastały z pragnienia także rozrzedzenia miast, z pragnienia ograniczenia miazmatów choroby.
Przez długi czas panowała od średniowieczna „miazmatyczna teoria chorób”. Pamiętam z dzieciństwa wyrażenie „miazmaty zła”. Wedle SJP miazmaty
1. «demoralizujące lub destrukcyjne czynniki»
2. daw. «wyziewy pochodzące z rozkładu organizmów roślinnych lub zwierzęcych»
Pewnym etymologicznym nadużyciem można było niegdyś powiedzieć nawet miazmaty zepsucia. Słowo pochodzi od grec. miasma, „splamienie”, „brud”, „zbrodnia”.
Ciekawe są konteksty w języku polskim pojawiania się słowa miazmaty, mogą one dotyczyć np. zarówno wschodu, jak i zachodu, wrogiego imperializmu, przeszłości, historii, starej Ziemi, Wielkiego Szatana, wywodzą się one z bagien (malaria). Oczywiste że mogą dotyczyć febry, czyli gorączki. Jest to określenie oznaczające niezdrowe powietrze, zaduch. Jak pisze Wikipedia: „W dawnej medycynie były to wyziewy chorobotwórcze pochodzące z rozkładu organizmów zwierzęcych lub roślinnych czy też z zanieczyszczenia powietrza. Obecnie słowo funkcjonuje głównie w znaczeniu przenośnym jako szkodliwe, rozkładowe, demoralizujące wpływy bądź czynniki.”
Pod wpływem takich wyobrażeń próbowano przeciwstawić się „miazmatom” miasta w zarazie budując lazarety, czyli szpitale, dla ludzi w kwarantannie. Ale po hiszpance, architektura szpitalna i funkcjonalizm Bauhausu stopiły się w jedno (zob. The Economist): obraz tzw. „Szklanych domów” („Przedwiośnie” Żeromskiego z 1924 r) to nie był przypadkowy ideał modernizmu, Beatriz Colomina używa tutaj metafory „architektura rentgenowska” (Colomina, Beatriz. X-Ray Architecture. Zürich: Lars Müller Publishers, 2019), ale pragnienie nieskażonego społeczeństwa jest obecne w ludzkości od początków istnienia trądu, jak wskazywał Micheal Foucault. Owo pragnienie właśnie stało się dojmujące po XVIII wieku, kiedy epidemie spowodowały powstanie marzenia o zdyscyplinowanym społeczeństwie (nomen omen w kwarantannie).
Boję się, że ta sytuacja samoizolacji w nas pozostanie. Że wielu taki świat się spodoba. Na pewno część polityków będzie chciało tę sytuację wykorzystać i zbudować machinę oraz przekonać nas do „Technopolu”, nowej religii ekranów i klawiatur: klik i jesteś zadowolony. Klik — szczęście u progu. Nie musisz się ruszać. Najważniejsze jest podłączenie, co świetnie pokazał ostatnio nagradzany Oskarami południowokoreański „Parasite” z 2019 r., roku wybuchu epidemii w Wuhan w Chinach.
Plakat oficjalny oskarowego Parasite 2019
Sam jestem entuzjastą świata nowych technologii w uczeniu się i nauczaniu. Jednak duchowość sprowadzona do odcieleśnionego intelektu, odcieleśnionych danych i informacji, świata idei bez cielesności nie ma sensu. Prawda, wolność, ciało. Wiedza to nie informacje i dane. Wiedza zawsze jest ucieleśniona. Wiedza to przechadzające się narracyjne ciało.
Kwarantanna i społeczna samoizolacja jest dobra na miesiąc, dwa. Potem staje się torturą. A Bill Gates zapowiada („Bill Gates on how to fight future pandemics”. The Economist. Udostępniono 26 kwiecień 2020. https://www.economist.com/by-invitation/2020/04/23/bill-gates-on-how-to-fight-future-pandemics), że jesteśmy jako ludzkość może dopiero na końcu początku końca wynajdowania sposobu na pandemie typu COVID-19, tak jak mówił w listopadzie 1942 r. Winston Churchil o II wojnie światowej, zakończonej w 1945. “This is not the end. It is not even the beginning of the end. But it is, perhaps, the end of the beginning.” Nie ma łatwego pocieszenia, niestety.
Vector Bauhaus abstract blue background made with grid and overlapping simple geometric elements, circles and lines. (fot. Depositphotos)
Wykład pt. „Kultura zarazy” to przegląd kilku kamieni milowych na drodze rozwoju kultury europejsko-amerykańskiej związanych z wydarzającymi się w historii ludzkości wielkimi epidemiami. Prof. Płuciennik, kulturoznawca, literaturoznawca i kognitywista podzieli się także filozoficznymi refleksjami na temat roli kultury w czasach wyzwań związanych z pandemią COVID-19
krótki wywiad z dr hab. Anną Rakowską-Trelą, profesorką prawa konstytucyjnego z Uniwersytetu Łódzkiego na temat ostatnich tzw. obywatelskich inicjatyw legislacyjnych (o aborcji, polowaniach i mieniu żydowskim)
protest kobiety z wyraźnymi śladami pobicia (fot. na licencji Depositphotos) Stara ilustracja z Żydami z Jerozolimy. Autorstwa Bida i Manini, opublikowana w Le Tour du Monde, Paris, 1860
Myśliwy z psem o zachodzie słońca (fot. na licencji Depositphotos)
10 lat temu 10 kwietnia Polska przeobraziła się w surrealistyczny kraj. Nagłe uderzenie samolotu o ziemię było jak dzisiejsze uderzenie koronawirusa: niczym czarny łabędź, którego nikt się nie spodziewa, a którego pojawienie się zmienia wszystkie reguły gry. Od tamtego czasu nie możemy wydobyć się surrealistycznych klimatów i surrealistycznej poetyki.
Fot. Depositphotos. Licencja użytkowania
W Europie surrealizm rozwijał się świetnie przede wszystkim w dwudziestoleciu międzywojennym. Chociaż jeszcze w czasie drugiej wojny światowej w 1942 r. Andre Breton pisał o surrealizmie jako o czymś aktualnym. W Polsce po drugiej wojnie światowej w czasie PRL-u pomarańczowa alternatywa nawiązywała swoją poetyką teatralną do poetyki surrealizmu. Podobnie „ruch flashmobów” w XXI wieku można byłoby wiedzieć w tym kontekście. Jednak najbardziej uderzająca jest obecność poetyki surrealistycznej w powieściach Jose Saramago, Noblisty z 1998 r., który napisał nie tylko słynne „Miasto ślepców”, ale także następujące po nim „Miasto białych kart”.
Pewnym ważnym motywem, który przywiódł mnie do tej ostatniej książki, jest metafora zarazy, która rozprzestrzenia się w owym mieście, jest ona używana przez władze miasta, aby opisać rozprzestrzenianie się buntu w tym nienazwanym z imienia mieście. Bardzo znamienne, że recenzja z tej książki Saramago autorstwa innej powieściopisarki Ursuli le Guin nosi tytuł „zaraza (albo plaga) pustych kart do głosowania”.
Tytuł powieści Saramago to w oryginale Ensaio sobre a Lucidez (czyli esej o klarowności, przejrzystsci), co po angielsku oddane jest po prostu jako Seeing (widzieć…). (2006. translated by Margaret Jull Costa, 352pp, Harvill Secker).
Przyjmując nagrodę Nobla, Saramago, nazywając siebie „uczniem”, powiedział: „Uczeń pomyślał: „jesteśmy ślepi ” i usiadł, i napisał Ślepotę („Blindness” po angielsku, ale „Miasto ślepców” po polsku, „Esej o ślepocie” po portugalsku „Ensaio sobre a Cegueira”), aby przypomnieć tym, którzy mogą ją przeczytać, że wypaczamy rozum, gdy poniżamy życie, że ludzka godność jest obrażana codziennie przez potężnych naszego świata, że uniwersalne kłamstwo zastąpiło mnogie prawdy, że człowiek przestał szanować siebie, gdy stracił szacunek u swoich bliźnich ”.
Ślepcy byli o szaleństwie władzy.
Klarowność jest także o szaleństwie. Historia zaczyna się od tych zwykłych obywateli, którzy jeszcze nie tak dawno odzyskali wzrok i spokojne codzienne życie, robiąc coś, co wydaje się zupełnie niezwiązane z widzeniem lub jego brakiem. Jest dzień głosowania. Surrealistyczna jest atmosfera powieści od samego początku, od kiedy śledzimy zbieranie się obwodowej komisji wyborczej w wielkim deszczu, wręcz oberwaniu chmury, które trwa i trwa. Nikt nie przychodzi głosować, a właściwie, mała garstka, narasta podejrzenie, iż frekwencja będzie rekordowo niska i może trzeba będzie głosowanie powtórzyć.
W końcu nagle następuje cud: popołudniu przychodzą obywatele jakby razem przebudzeni jakąś falą i głosują, głosują, ustawiają się w kolejkach i głosują. Przedłużyć trzeba godziny głosowania aż do północy, bo takie kolejki do głosowania. Jednak w nocy okazuje się straszliwa prawda: od 83% głosów obywateli w urnach są białe kartki.
Władza podejrzewając spisek wprowadza najpierw stan wyjątkowy a potem stan wojenny. Specjalni agenci wychodzę do miasta, aby szpiegować i dowiadywać się, kto mógł zorganizować ów spisek.
Nie chciałbym zdradzać puenty, trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że miasto ślepców i miasto białych kart to jest dyptyk tworzący jedną całość.
Surrealistyczne jest też narracja z bardzo przedziwną interpunkcją, właściwie narracja płynie przelewając się przez czytelnika i ma ona moc hipnotyczną. Strumień świadomości. Strumień widzenia.
Surrealistyczny kraj. Surrealistyczne głosowanie w surrealistycznych warunkach. Tylko władza i jej okrucieństwo są niezwykle realne.