Tag: wolność

  • Odwagi! Ale do kogo ta mowa? Do ministra Przemysława Czarnka?

    Odwagi! Ale do kogo ta mowa? Do ministra Przemysława Czarnka?

    Człowiek na linie albo uniwersytety polskie? (fot. lic. Depositphotos)

    Minister Czarnek zasłużył na pochwałę? 30 listopada Times Higher Education opublikowało opinię afiliowanej w  University of Bedfordshire, Luton, United Kingdom, uznanej autorki książek filmoznawczych Agnieszki Piotrkowskiej na temat jednej z ostatniej inicjatyw ustawodawczych ministra Czarnka (projekt nowelizacji Ustawy Prawo o Szkolnictwie Wyższym i Nauce z dnia 28.01.2020 r) . Nie zamierzam sprzeczać się z intencjami autorki dotyczącymi obrony praw kobiet i wolności w Polsce. Są one mi bliskie. Wiele razy dawałem temu świadectwo.

    Artykuł jest jednak bardzo łaskawy w ocenie ministra oraz jego opinii i inicjatyw. I z tym wyłącznie chciałbym polemizować, bo wydaje mi się, że owa łaskawość szanownej Autorki wynika z nieporozumienia. Artykuł ma co prawda tytuł wskazujący na polityczne podporządkowanie polskich uniwersytetów (w wolnym tłumaczeniu: Polskie uniwersytety balansują na linie trzymanej przez polityków), jednak podtytuł obwieszcza: „list ministerialny daje nadzieję”, zaś całość kończy się niezwykle optymistycznym wręcz wezwaniem Autorki do ministra: „Można mieć tylko nadzieję, że jego [min. Czarnka] następny ruch poprowadzą autentyczne starożytne cnoty odwagi i mądrości.” 

    Autorka przywołuje w artykule niezidentyfikowane bliżej wypowiedzi feministek polskich, które „muszą szeptać, że są feministkami” na uczelniach, które wzywane są do dziekanów na „rozmowy ostrzegające”. 

    W pełni się zgadzam, że takie sprawy mogą mieć miejsce, choć na pewno nie na moim Wydziale. Ultrakonserwatywny rząd polski ewidentnie pragnie cofnięcia Polski do czasów przedoświeceniowych, zwalcza aktywnie wszystko, co kojarzy się z modernizacją (może poza prymitywnym kultem paliw kopalnych, które mocno wpisują się w interesy gospodarcze tego rządu). Walczył z kobietami na ulicy podczas strajku kobiet prymitywnymi oddziałami policji uzbrojonej w specjalne pałki teleskopowe. Znam osobiście ofiary prześladowań ulicznych tego rządu. Zatem jednoznacznie trzeba podkreślić: rząd PiS walczy z prawami kobiet, walczy z prawami reprodukcyjnymi, ostatnie protesty uliczne z początku listopada 2021 r. świadczą o tym bardzo wyraźnie, a nastąpiły one po śmierci 30-letniej Izy z Pszczyny, której odmówiono aborcji w obawie przed prześladowaniami zdominowanej przez polityków prokuratury.  

    I tutaj jest bardzo ważna sprawa, która może umknąć ludziom niezorientowanym w sytuacji w Polsce: rząd argumentuje, że lekarze mogli ratować kobietę, bo regulacje prawne tego nie zabraniają. Lekarze natomiast mówią, że tak jest tylko literalnie, natomiast w praktyce obowiązuje zasada: „życie płodu najważniejsze” bez względu na okoliczności. Mamy więc do czynienia z autocenzurą działań lekarzy. Podobnie jest z feminizmem na uczelniach: ma się on w Polsce bardzo dobrze, osobiście znam bardzo wiele działaczek-profesorek feministek. Wielu moich studentów to także feminiści/feministki, wielu to ludzie LGBT+. Także z mojego wydziału na Uniwersytecie Łódzkim. Nie przeczę jednak, że atmosfera zastraszania kolejnych grup społecznych: sędziów, prokuratorów, lekarzy, nauczycieli i wielu, wielu innych przenosi się do pewnego stopnia także na uczelnie. Jednak zasadniczo uczelnie polskie stanowią póki co jeszcze jeden z nielicznych bastionów wolności, choć odbieranej na przykład wszechwładzą rektorów. Ale wolność słowa na uczelniach nie jest zagrożona prawem. Choć zastraszanie postępuje.

    Świadczy o tym także rozwój wypadków w autokratycznie zarządzanym uniwersytecie rodzimym pana ministra Czarnka, to znaczy KUL, w którym ma miejsce obecnie postępowanie dyscyplinarne względem prof. ks. Alfreda Wierzbickiego, m.in. za jego etyczne wsparcie konkretnej ofiary prześladowania grupy ludzi LGBT+. Paradoksalnie można powiedzieć, że Katolicki Uniwersytet Lubelski prześladuje katolika i chrześcijanina ks. Wierzbickiego. Gdyby któryś uniwersytet zechciał na przykład przyznać tytuł Doctora Honoris Causa ks. Wierzbickiemu, to atmosfera spowoduje, że nikt teraz się nie wychyli. Postępowanie takie może zostać autocenzurą zduszone w zarodku.

    Autocenzura  działań i słów jest pokłosiem działań rządu na różnych płaszczyznach, ale nie wynika z regulacji prawnych. Po prostu w Polsce nikt z rządu już nie przestrzega prawa, praworządność przestała być kompasem działań od 2015 roku, tj.  wyboru Prezydenta Andrzeja Dudy.

    O tym że obecne prawo w Polsce jest wystarczające, jeśli idzie o obronę wolności słowa przekonywali ostatnio także rektorzy uczelni polskich stowarzyszeni w KRASP. (Uchwała Komisji ds. Komunikacji i Odpowiedzialności Społecznej wyrażająca opinię o braku konieczności powołania  „KOMISJI DS. WOLNOŚCI SŁOWA W SYSTEMIE SZKOLNICTWA WYŻSZEGO I NAUKI” opublikowana już w lutym 2021r). Mimo że rektorzy w Polsce boją się ministra, to w tym punkcie zachowali swoją autonomię.

    W tle tego sporu z ministrem Czarnkiem jest cały czas słynna sprawa postępowania dyscyplinarnego przeciwko zatrudnionej w Uniwersytecie Śląskim prof. Ewie Budzyńskiej profesorce socjologii otwarcie promującej wedle studentów homofobię. I oto chodzi ministrowi Czarnkowi, nie o obronę wolności słowa, tylko o obronę ”światopoglądów i mniemań”, które mają być głoszone także na uniwersytetach. Nowe regulacje, innymi słowy mają wpuścić kreacjonistów, płaskoziemców, antyszczepionkowców i homofobów na uczelnie. I ich odważyć. Temu także służy sojusz ministerstw rządu PiS z ultraprawicową organizacją Ordo Iuris, której związki z Rosja wykazywano wielokrotnie w wielu miejscach (zob. np. publikacje Tomasza Piątka od 2017 r).

    Dlatego jeśli komuś życzę odwagi i mądrości to wszystkim zatrudnionym w uczelniach w Polsce, nie ministrowi. Odwagi głoszenia swoich poglądów tak jak np. Prof. Inga Iwasiów z Uniwersytetu Szczecińskiego, uznana pisarka, feministka, aktywistka uliczna. Prawo w Polsce działać nie zabrania. Konkretni ludzie natomiast głoszą nienawistne hasła i próbują zastraszać całe grupy społeczne. Farmy hejterskie odkryto w swoim czasie także w ministerstwie sprawiedliwości. Polska brunatnieje. Odwagi! Ale nie dla tych co stukają wysokimi butami…

    PS. Tekst w zmienionej wersji ukazał się w Gazecie Wyborczej 2 grudnia 2021

  • Uczelnia za głosy Kukiz15?

    Uczelnia za głosy Kukiz15?

    Ilustracja korupcji (lic. Depositphotos)

    Ustawa siłowo uchwalona w polskim Sejmie 11 sierpnia 2021 z pogwałceniem reguł praworządności jest ciosem w demokrację i wolne media. Nie ma co do tego wątpliwości. Partia Jarosława Kaczyńskiego niszczy stację telewizyjną będącą w pewnym sensie współczesnym „Głosem Ameryki” w Polsce (starsi pamiętają jeszcze „Radio Wolną Europę”), ale głosem na wskroś polskim i dla wielkiej grupy Polaków. Dlatego protestowałem, protestuję i będę protestował przeciwko manipulacji i bezprawiu, które dokonały się wczoraj w polskim parlamencie.

    Jednak w cieniu tych ważkich wydarzeń (finalizowany pełzający zamach stanu pod władzą Kaczyńskiego i oddanemu mu PiS) dzieje się też sporo w obszarze szkolnictwa wyższego.

    Jak donosi Gazeta Wyborcza, ustawa przekształcająca Uczelnię Państwową im. Szymona Szymonowica w Akademię Zamojską w ubiegłym tygodniu została odrzucona przez Senat. W środę 11 sierpnia 2021 podczas oburzających głosowań w Sejmie, posłowie odrzucili uchwałę Senatu. Teraz ustawa trafi do podpisu prezydenta.

    Uczelnia, o którą idzie, powstała w Zamościu w 2005 roku jako zwykły PWSZ. Od 1 września 2019 roku PWSZ w Zamościu zmieniła nazwę na: Uczelnia Państwowa im. Szymona Szymonowica w Zamościu. Na mocy rozporządzenia ministra. Szymon Szymonowic to jest wielki patron z renesansowego Zamościa, świetnie pasują te tradycje do świata akademii.

    Ta szkoła wyższa — prowadząca przede wszystkim kilka studiów licencjackich i pielęgniarstwo magisterskie — nie podaje na swojej stronie żadnych informacji na temat liczby studentów i pracowników. Jest sporo promowania studiów podyplomowych. Domyślam się, że studentów i pracowników jest tam niewiele.

    Zmiana na Akademię jest dokonana z pogwałceniem obowiązującego — niedobrego co prawda, ale jednak — polskiego prawa, które umożliwia korzystanie z zaszczytnego miana Akademii (słowo z języka greckiego odnoszone czasami do całości świata uniwersytetów) tylko uczelniom mogącym doktoryzować w co najmniej dwóch dyscyplinach naukowych.

    Problem tylko pozornie nie ma związku z uchwaleniem LexTVN. Śmiem twierdzić, że ta sprawa mogła być jedną z kart przetargowych, aby korumpować politycznie reprezentantów KUKIZ’15.

    Co ciekawe, jak można poczytać w Gazecie Wyborczej, ustawę tworzącą nową uczelnię forsował zamojski poseł Kukiz’15 Jarosław Sachajko – ten sam, który w środę przyczynił się do reasumpcji głosowania, ten sam, który tłumaczył jeszcze przed kamerami, że przecież „nikt nie umarł”. A potem zagłosował za anty-TVN-owską ustawą.

    Dzieje się to w sytuacji fatalnego położenia finansowego wielu już istniejących akademii i uniwersytetów. Ale autorzy tłumaczą, że akademię trzeba stworzyć, bo mamy Ojczyznę w niebezpieczeństwie. Larum grają! Trzeba wzmocnić Naród i Państwo. Grozi im „bardzo mocny atak na tożsamość kulturową i cywilizacyjną Polek i Polaków”. Misja nowej Akademii ma być wyrażona w dewizie: „Bóg, Honor i Ojczyzna”.

    Jednym słowem: powstanie akademia od akademii patriotycznych i kolejna szkoła wyższa podporządkowana jednej instytucji religijnej. Państwowa akademia, której rektorem ma ponoć zostać słynny pan Skrzydlewski, doradca ministra Czarnka, ten, który zasłynął powiedzeniem o umacnianiu „cnót niewieścich” u współczesnych „dziewcząt i kobiet”.

    Nie potrafię ukrywać swojego oburzenia: finanse publiczne służą korupcji politycznej i niszczeniu kultury uniwersyteckiej. Najpierw cios zadała ustawa Gowina, teraz kończy dzieło przywódca talibów w PiS — minister Czarnek.

    Kukiz15 został obdarowany za pośrednictwem Jarosława Sachajki? Czy to jest korupcja polityczna kosztem świata akademickiego?

    W cieniu zamachu stanu, przestępstwa urzędniczego marszałek Witek, podeptania parlamentaryzmu dokonało się prawdopodobnie także podeptanie prawa o szkolnictwie wyższym, ale nade wszystko kolejne upodlenie świata akademickiego. Trudno jest w takiej sytuacji mówić i pisać, jak robił to we Lwowie przed II wojną światową w 1932 roku profesor Kazimierz Twardowski — o dostojeństwie uniwersytetu.

    Człowiek korumpowany (lic. Depositphotos)

    PS. 13 sierpnia 2021 tekst ukazał się w Gazecie Wyborczej pt.

    Prof. Jarosław Płuciennik: W cieniu „lex TVN” powstaje akademia od akademii patriotycznych

  • Sprawa KUL

    Sprawa KUL

    W październiku 2020 roku opublikowaliśmy list otwarty do rektorów polskich uczelni z prośbą o reakcję.

    Tekst tutaj

    Jednak ostatnie wypadki na KUL skłoniły mnie do napisania artykułu 13 lipca 2021 opublikował go Więź.pl

    Tekst tutaj

    Odpowiedziała rzeczniczka KUL. Napisałem odpowiedź opublikowaną 15 lipca 2021

    Teksty tutaj

    Powtórzę raz jeszcze: szkoda uniwersytetu.

  • Uczelnie i kultura to drogocenne skarby

    Uczelnie i kultura to drogocenne skarby

    Diament na czarnym tle (lic. Depositphotos)

    Kampusy uniwersyteckie są równie ważnym przyczółkiem cywilizacyjnym co drogi kolejowe i infrastruktura komunikacyjna w ogólności. Uniwersytet i demokracja uniwersytecka i wolność badań naukowych i nauczania to są fundamenty kultury Zachodu.

    Jednak, jak donosi David Matthews w Times Higher Education, te fundamenty są podkopywane przez siły odśrodkowe antyunijne. Dobra wiadomość, że narasta opozycja w odniesieniu do planowanego na Węgrzech chińskiego kampusu o wartości wielu miliardów euro. To jest ewidentna część szerszej gry totalitarnych Chin, zmierzającej do zbliżenia się Węgier do Pekinu i zmniejszenia zależności od Unii Europejskiej.

    Formalnie rzecz biorąc, Uniwersytet Fudan jest głównym „publicznym” uniwersytetem badawczym w Szanghaju w Chinach, jednak nieformalnie oznacza to, że totalitarne państwo chińskie ma pełną nad nim kontrolę. To tak jak z poską TVP, formalnie jest to nadawca publiczny, jednak jej stronniczość jest ewidentna i wykazywana przez wielu obserwatorów. Jak można się przekonać, Fudan jest to jeden „z najbardziej prestiżowych i elitarnych uniwersytetów w Chinach”. Jego początki nominalne sięgają jeszcze czasów cesarskich w 1905 r.

    Obecnie Chiny i Rosja stają się coraz bardziej podejrzane w Unii Europejskiej. Jednak polityka Orbana jednoznacznie wskazuje na ocieplanie relacji z tymi dwoma autorytaryzmami (z Rosją już od dawna).

    Węgry Orbana zgodziły się na finansowaną przez Chiny kolej między Budapesztem a Belgradem, przyjęły chińskie szczepionki przeciw COVID-19. Ale gdyby tego było mało, w zeszłym miesiącu Urbanowski rząd zawetował rezolucję UE potępiającą represje Chin w Hongkongu.

    Wiktor Orban — szykując się do prawdopodobnej utraty władzy na Węgrzech — stara się nie tylko przejąć uniwersytety, w istocie je prywatyzując i oddając we władanie podporządkowanym sobie fundacjom, to jeszcze na dodatek wiąże się finansowo z szemranymi autorytatywnymi źródłami. Jak pisze David Matthews z THE, cytując ekspertów od Węgier: „rząd szuka alternatywnych źródeł pieniędzy”, wyprzedzając także niejako negatywne ruchy ze strony Unii Europejskiej.

    Według danych Węgry będą musiały wziąć 1,3 miliarda euro (niemal 5,9 mld złotych) chińskiej pożyczki na pokrycie kosztów budowy Campusu chińskiego uniwersytetu na uchodźstwie…

    Wieczorny Budapeszt z góry… Węgry (fot. lic. Depositphotos)

    Wedle umów podpisywanych na Węgrzech głównym beneficjentem tych kredytów mają być też chińskie firmy. Zatem summa summarum zapłacą za wszystko Węgrzy swoimi podatkami.

    A sprawa jest niezwykle ważna dla zamożnych beneficjentów Uniwersytetu z Chin: studentami mają być właśnie bogate dzieci bogatych chińskich rodzin. Chińscy wykładowcy mają też otrzymywać niebotyczne zarobki.

    Campus planuje się na 6000 do 8000 studentów. Co w skali samego uniwersytetu-matki, który ma tych studentów ok. 30000, jest dużą liczbą.

    Przeciwnikiem inicjatywy rządowej jest jednak burmistrz Budapesztu, Gergely Karácsony.

    Szczególnie oburzające w całej sprawie — i jakże symboliczne — jest zaproszenie chińskiego campusu po tym, jak „wyrzucono” z Budapesztu Uniwersytet Środkowej Europy (CEU, czyli Central European University). A znamienne jest też i to, że w 2019 roku Fudan wykreślił hasło „wolność myśli” ze swojego statutu i dodał przysięgę lojalności wobec rządzącej partii komunistycznej. Pomijam tutaj inne zarzuty sięgające po wiadomości od służ specjalnych.

    Mam nadzieję, że po zmianie władzy na Węgrzech w 2022 r. i wyrzuceniu do kosza umów z Chinami, te nie zwrócą się do Polski jako najbliższego sojusznika polityki rosyjskiej Putina, a jednocześnie członka UE. Byłoby to fatalne z wielu względów. Rosyjskie szczepionki i chińskie szczepionki to jest papierek lakmusowy wiarygodności. Kampusy uniwersyteckie są równie ważnym przyczółkiem cywilizacyjnym. Uniwersytet i demokracja uniwersytecka i wolność badań naukowych i nauczania to są fundamenty kultury Zachodu. Dbajmy o uczelnie i kulturę.

  • Polska wyspa akademickiej wolności

    Polska wyspa akademickiej wolności

    Wskaźnik wolności akademickiej Polski jest wysoki. Ale już spada

    Minister Czarnek i jego narodowo-katolicka ekipa mylą się, że w Polsce zagrożona jest wolność akademicka. Ona miała się świetnie do 2015 roku i nadal ma się dobrze, choć pod wpływem rządów PiS, staje się ona coraz bardziej zagrożona.

    11 marca 2021 ukazał się po raz kolejny, poszerzony w tym wydaniu o 30 nowych krajów, międzynarodowy Raport Wolności Akademickiej na świecie (Academic Freedom Index, AFi). Raport firmowany jest przez badaczy Global Public Policy Institute (GPPI). Badacze Ci pracują także w wielu ważnych ośrodkach akademickich, zaś  ok. 2000 ekspertów Instytutu rekrutuje są z 71 krajów świata. Jak podkreśla w Times Higher Education redaktorka Ellie Bothwell: **tylko około 20 procent światowej populacji żyje w krajach, w których wolność akademicka jest dobrze chroniona.** Na tym tle Polska jawi się świetnie, bo ma kategorię najlepszą – A.

    TABELA 1

    Tabel wedle Raportu GPPI

    W tej tabeli (tabela 1) wyraźnie widać, że Polska od 1989 do 2015 roku miała bardzo wysokie wskaźniki AFi. Te wskaźniki zaczęły spadać w ok. 2016 r. Jednak nadal znajdujemy się w grupie najbardziej wolnych krajów, jeśli idzie o wolność akademicką. Czyli, jeśli weźmiemy pod uwagę np. „Wolność badań i nauczania”, to znaczy, w jakim stopniu uczeni mają swobodę rozwijania i realizowania swoich programów bez ingerencji władz, Polska osiąga najlepszy wynik, choć już gorszy niż 5 lat temu: „Określając program badań lub programy nauczania, uczeni nie podlegają ingerencji ani nie są zachęcani do autocenzury.” Warto wskazać, że ten wskaźnik jest coraz gorszy, ale jego poziom nie spadł zbyt dramatycznie, natomiast dramatycznie spadł wskaźnik wolności „ekspresji akademickiej i kulturowej”.

    Niestety w samym raporcie podobnie dramatyczne spadki widać na umieszczonej znacząco obok tabeli z Polską tabeli tureckiej.

    Możemy się pocieszyć, że nie jest z nami tak źle, jak na Białorusi, w Kazachstanie, Sri Lance, czy Tunezji. Jeśli spojrzymy na zamieszczoną kolorową mapę, to wyjdzie także a tego, iż Polska obecnie ciągle znajduje się na obszarze największej wolności akademickiej zaznaczonym na zielono. Węgry są już w strefie żółtej, razem z Ukrainą i np. Indiami oraz Pakistanem. 

    Mapa AFi według Raportu

    Smutną ilustracją tego raportu jest fotografia przedstawiająca historyczną scenę grupową studentów Central European University w Budapeszcie na tamtejszym kampusie. Ten kampus już nie istnieje, bo CEU musiało się przenieść do Wiednia z powodów polityki antywolnościowej rządu Orbana na Węgrzech. Podobnie jak wolność mediów na Węgrzech, wolność akademicka zanika.

    Ulice Budapesztu – pomnik Imre Nagy na Vértanuk Tere (fot. autora JP)

    Raport kończy się rekomendacjami zarówno dla rządów, jak i innych polityków czy międzynarodowych organizacji. Jednak najciekawsza jest chyba propozycja uwzględnienia owego indeksu wolności akademickiej w globalnych rankingach uniwersytetów. Co prawda Polska niewiele mogłaby bezpośrednio na uwzględnieniu tego czynnika zyskać, jednak uniwersytety np. w Chinach straciłyby sporo. Jak argumentują autorzy raportu, „Wolność akademicka jest ważna, bo stanowi czynnik zwiększający atrakcyjność uniwersytetów dla studentów i naukowców.” Jeśli dany kraj uzyskuje słabe wyniki w AFi, musi liczyć się z możliwością utraty także w oficjalnych rankingach. Autorzy proponują następujący wskaźnik korekcji wyniku w rankingach:

    skorygowany wynik = wynik * (0,8 + 0,2 * AFi)

    W najnowszym rankingu QS Uniwersytet Pekiński i Uniwersytet Tokijski zajmują odpowiednio 23 i 24 miejsce, z ogólnym wynikiem 83,5 i 83,2. Skorygowany wynik dla Uniwersytetu Tokijskiego wyniósłby 78,4, biorąc pod uwagę wynik Japonii 68,2.

    Taka korekta wiele dałaby informacji studentom wybierającym kraj i uniwersytet, w którym chcą studiować. Na razie jesteśmy atrakcyjnym krajem wolności dla wielu studentów zagranicznych. Oczywiście pandemia, o czym piszą także autorzy raportu, stała się zagrożeniem dla wolności akademickiej na całym świecie. Jednak miejmy nadzieję, że pandemia kiedyś minie i międzynarodowa wymiana studentów także odżyje.

    W tym kontekście Minister Czarnek może wiele zepsuć, jeśli idzie o sytuację Polski, swoimi niedowarzonymi pomysłami poprawy stanu wolności akademickiej w Polsce. Propagandowa zasłona dymna w rodzaju Obajtka czy Kaczyńskiego jako ludzi wolności takiego czy innego prorządowego pisma nie ukryje podstawowego faktu, że narodowo-katolicka junta na uniwersytetach może zepsuć stosunkowo dobrą sytuację polskich uniwersytetów. To powinien być czynnik uwzględniany przez polskich rektorów: takie sprawy jak wolność kultury, autonomia decyzji, czy integralność kampusów to nie są imponderabilia, o których gentlemeni w togach nie muszą przypominać. Ich trzeba bronić jak niepodległości. I powietrza.

    PS. Pod raportem widnieją autorzy: prof. Katrin Kinzelbach z  Global Public Policy Institute (GPPi) oraz z niemieckiego uniwersytetu FAU w Erlangen-Nürnberg,  Ilyas Saliba, doktorant na Humboldt University w Berlinie oraz badacz Global Public Policy Institute (GPPi), Janika Spannagel, doktorantka w University of Freiburg  oraz badaczka Global Public Policy Institute (GPPi) oraz Robert Quinn.  

    Raport znajduje się w wolnym dostępie tutaj.

    PS. Wpis ukazał się jako artykuł 14 marca 2021 w Gazecie Wyborczej „Czy w Polsce zagrożona jest wolność akademicka? Na Węgrzech zanika”
    Tutaj

  • Wolne media w Polsce?

    Wolne media w Polsce?

    dzisiaj jest dzień protestu wolnych mediów w Polsce. Solidaryzuję się z nim.

    krótka wypowiedź na temat wolnych mediów w Polsce 10. lutego 2021 prof. Jarosław Płuciennik
  • Wolność nauki w Polsce jest zagrożona

    Wolność nauki w Polsce jest zagrożona

    Krótka opinia prof. Jarosława Płuciennika na temat oczekiwanego 9 lutego 2021 wyroku w sprawie przeciwko prof. prof. Barbarze Engeliking i Janowi Grabowskiemu.

    Concept of freedom of speech or no talking isolated on white
    Okładka książki Barbary Ebngelking i Jana Grabowskiego „Dalej jest noc” t. 1
  • Bez żadnego trybu i lojalni pułkownicy?

    Bez żadnego trybu i lojalni pułkownicy?

    Uzbrojeni policjanci (fot. lic. Depositphotos)

    Określenie „bez żadnego trybu” oznacza pogwałcenie reguł, prawa, procedur. Jest synonimem arogancji władzy, depczącej parlamentaryzm i demokrację, tudzież dyplomację. Zgadzam się, że takie działanie np. policji na ulicach polskich w odniesieniu do manifestantów jest skandaliczne i przypomina najgorsze praktyki reżimów totalitarnych. Ale ów tryb „bez żadnego trybu” odbywa się czasami mniej spektakularnie, bez świateł i fleszy, w zaciszach gabinetów ministerialnych czy rektorskich.

    Urzędnicy w labiryncie (fot. lic. Depositphotos)

    W Ministerstwie Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka nikt nie komentuje najnowszych, gorszych niż przed 2016 r., wyników polskiej młodzieży w międzynarodowych badaniach, nikt też nie zajmuje się znikającymi uczniami i nauczycielami podczas zdalnigo nauczania w pandemicznej Polsce, ale Minister zapowiada 9 grudnia „pakiet wolności akademickiej”, który ma otworzyć uczelnie na „pluralizm światopoglądowy”. Ministrowi mylą się sądy naukowe z opiniami światopoglądowymi, bo chce zapewnić swoich znajomych z „Ordo Iuris”, a antyszczepionkowców i płaskoziemców, że będą mogli korzystać z autorytetu nauki i akademii. Wolność nauki w Polsce ma się świetnie. Ale Czarnek chce to zmienić.

    Ale jednocześnie ruszyła pogłoska w świat uczelni, że będzie korekta listy czasopism i listy wydawnictw. Hurra! Super! Może ten minister nie jest taki zły, on chce przecież dobrze, podniesie punktacje. No i machina ruszyła. Wszystkie możliwe jednostki naukowe zaczęły produkować dokumenty z postulatami podniesienia punktacji tu i tu, i tu. I tu.  

    Czy tak to powinno wyglądać? Czy tak powinny wyglądać konsultacje środowiskowe, przez plotkę, szeptane wieści i niejasne sugestie? Przecież ma być nowelizacja Ustawy, nazywanej propagandowo przez Gowina „Konstytucją dla Nauki”, albo „Ustawą 2.0”. Gowin nawet symulował szumne konsultacje objeżdżając Polskę z wielkimi jak pół człowieka czekami z kartonu.

    Debata i dyskusja (fot. Depositphotos)

    Przecież ma być manipulacja punktami. I co? Gdzie są rektorzy polskich uczelni? To jest działanie bez żadnego trybu Czarnka i podległemu mu ministerstwa. Może chodzi o to, żeby, jak już będzie procedowanie tego przeklętego „pakietu wolności akademickiej” (wolności, która jeszcze ma się dobrze w Polsce), nagle ogłosić „dobrą twarz” ministra, który podnosi zaniżoną punktację czasopism i wydawnictw.

    Zatem zamiast stworzyć przejrzysty system, procedury, oparte nie tylko na bezdusznych parametrach, tradycyjnych i alternatywnych, ale także na autorytecie demokratycznych, samorządnych środowisk naukowych i akademickich, wchodzimy w nieczystą grę ministerstwa „bez żadnego trybu”.

    Ponawiam pytanie: dlaczego milczą rektorzy? Czy dlatego, że chcą wyglądać jak lojalni pułkownicy? Czy wszyscy rektorzy mają zachowywać się jak rektor KUL, prześladujący uznanego profesora i etyka z własnej uczelni, który „śmie zajmować stanowisko publiczne” w publicznej debacie i na dodatek poręcza za ofiarę nielegalnych działań policji? (ks. Prof. Alfred Wierzbicki)

    A może trzeba pamiętać o tym, że jeszcze mamy autonomię uczelni, choć została ona już nadszarpnięta przez Gowinowską pseudoreformę. Ale jednak tak źle jak w Turcji jeszcze nie mamy… czyż nie?

    Jak donosi o sytuacji tureckiej David Matthews w Times Higher Education 15 grudnia 2020: ponad 50 rektorów bez międzynarodowych publikacji nieustannie tweetuje prorządowe przesłania, co powszechnie widziane jest jako odzwierciedlenie zmniejszającej się wolności akademickiej w tym kraju. Autor powołuje się na opublikowany 9 listopada br. szesnastostronicowy Raport Zarządu tureckiej Akademii Nauk na temat wolności akademickich w 2019-2020 w Turcji. Autorzy przywołują na wstępie wypowiedź z 4 września 2020 Roberta Spano, Prezesa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ECHR). W nim możemy przeczytać:

    „Świat akademicki musi odgrywać rolę w demokracji. Kluczowe znaczenie ma krytyczna i niezależna myśl, ponieważ nie ma demokracji bez debaty i sprzeciwu. Każdy człowiek musi mieć możliwość swobodnego myślenia, aby móc się rozwijać i kwitnąć. Społeczeństwo nie może się rozwijać bez krytycznego zaangażowania swoich obywateli. Osoby sprawujące władzę nie mogą ograniczać wolności słowa i muszą bardzo ostrożnie ograniczać zdolność osoby do wyrażania siebie. Ingerencje w to prawo są dopuszczalne tylko w wyjątkowych okolicznościach. W szczególności wolność akademicka jest chroniona na mocy Artykułu 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. W związku z tym chroni wolność słowa i działania, wolność rozpowszechniania informacji oraz wolność prowadzenia badań i rozpowszechniania wiedzy i prawdy bez ograniczeń.”

    W Turcji nade wszystko pogwałcono autonomię uniwersytecką przez fakt powoływania przez Prezydenta Turcji wszystkich rektorów, publicznych uczelni i prywatnych. I oczywiście Prezydent Erdogan powołał rektorów, którzy, tak jak minister Czarnek, nie są jakoś szczególnie widoczni w środowisku naukowymi dokonaniami (jakkolwiek liczonymi, bo pan minister ledwo zdobył habilitację na KUL, ale jest niezwykle majętnym mieszkańcem Lublina i prowadzi intensywne życie towarzyskie), ale są za to lojalnymi pułkownikami.

    Yes Sir! (fot. Depositphotos)

    Według badaczy z tureckiej Akademii Nauk: wystąpiła znacząca korelacja między słabymi wynikami badań a aktywnością w mediach społecznościowych, a ponad trzy czwarte rektorów z indeksem H równym zeru tweetowało ponad 100 razy dziennie, gdy badano to w zeszłym roku. Tweety zazwyczaj był pochwalne, jeśli idzie o posunięcia Erdogana. Treść dotyczy ich wizyt, usług hotelarskich dla członków rządu i innych osób oraz działania ze stowarzyszeniami bliskimi rządowi, jako sposobowi na promocję uniwersytetu. „Posty te zawierały również oświadczenia pokazujące ich poparcie i lojalność wobec rządu i prezydenta R. Tayyipa Erdoğana, który mianował ich rektorami”.

    Styl Erdogana? (fot. Depositphotos)

    Artykuł w THE kończy się znamiennie, przywołaniem wyników raportu, wedle którego 17 tureckich uniwersytetów powierzono teologom (jeszcze w 2014 roku, nie był wśród rektorów żadnego). Turecka Rada Szkolnictwa Wyższego nie odpowiedziała na prośbę redakcji THE o komentarz.

    Czy daleko nam do tych „standardów”? Uważam, że zgoda na działania bez żadnego trybu ministra Czarnka i jego ministerstwa to jest zbliżanie nas do ciemnej rzeczywistości tureckich „lojalnych poruczników”… Gdzie jest głos autonomicznych uniwersytetów? Gdzie jest głos rektorów?

    PS. 15 grudnia 2020 zmieniona forma tego artykułu opublikowała Gazeta Wyborcza

    PS2. Znane jest mi stanowisko KRASP z listopada. Problem w tym, że minister Czarnek jak gdyby nigdy nic wrócił do swojej propozycji 9 grudnia. No i rozpoczęto nieoficjalne działanie zmieniające punktację za działalność naukową.

  • Prawda i wolność, a Czarnek i Mao

    Prawda i wolność, a Czarnek i Mao

    W okresie postmodernizmu wydawało się, że problem prawdy jest rozstrzygnięty i że właściwie nie ma o co kruszyć kopii, bo w istocie prawda jest —- trochę tak jak w zasadzie nieokreśloności — nie do ustalenia. A jednak…

    Komsomolskaja Prawda (dziennik ZSRR, znany z szerzenia propagandowej prawdy, czyli kłamstw i dezinformacji) (fot. Depositphotos)

    Postmodernizm odwoływał się do perspektywizmu Friedricha Nietzschego, dla którego wartość prawdy jest nieudowadnialna, każdy ma swoją prawdę.

    Donald Trump to jest najlepszy przykład osoby, która z kłamstwa i manipulacji, dezinformacji uczyniła regułę showmana… (fot. Depositphotos)

    Opowieść postmodernizmu miała się świetnie do momentu odniesienia spektakularnego sukcesu: zaakceptowania niełatwej prawdy przez śmiertelnych jego wrogów, populistów i konserwatystów różnej maści. Zwłaszcza tych, co mięli dostęp do mediów, showmanów.

    Żyjemy jednak w czasach spotęgowanych niepewności wywołanych różnymi kryzysami w tym kryzysem pandemii. W takich czasach niepewności i przytłoczenia informacjami problematyka prawdy zaczyna być coraz bardziej paląca.

    Właśnie trzymam w ręku listopadowy numer magazynu „Scientific American”, który na pierwszej stronie wybija tytuł „W konfrontacji z dezinformacją: jak obronić społeczeństwo od kłamstw, strachu i podziałów.”

    Okładka Scientific American, listopad 2020 (fot. własna JP)

    Aż cztery artykuły poświęcone są problematyce kłamstwa, dezinformacji i teoriom spiskowym. Na szczególną uwagę zasługuje najdłuższy artykuł Joany Donovan pt. Aktywizm prawdy. Śledzi on historię nowoczesnych wynalazków technicznych zwłaszcza rozwoju Internetu i dostępu do niego.

    Wydawałoby się zatem że prawda jest nade wszystko istotna w zagadnieniach związanych z twardymi naukami, takich jak kłamstwa klimatyczne czy teorie spiskowe dotyczące różnych dzisiejszych kwestii, jak omawiane w listopadowym numerze SA teorie spiskowe dotyczące pandemii.

    Jednak właśnie dzisiaj prof. Lindsey Stonebridge publikuje w The Times Higher Education felieton pt. „Humanistyka jest kluczowa w odpowiedzi na atakowanie prawdy”.

    Stwierdza w tym artykule autorka, że tzw. generacja Instagramu przebudziła się dość wcześnie już właściwie cztery lata temu, dla tej generacji ważne jest „jak było naprawdę”, ta generacja chce studiować historię i historię kultury, literatury po to, żeby wiedzieć, jak się odróżnia prawdę od dezinformacji.

    Autorka stwierdza że nauka historii czy literatury ma olbrzymi sens w kontekście współczesnego walczenia o dobrą informację.

    Po to aby odnaleźć prawdę, nasz umysł potrzebuje opowieści, opowieści, które pozwolą zrozumieć koronazarazę, pozwolą zrozumieć planetę próbującą złapać oddech, zrozumieć rasizm, nierówności i strach. Bardzo charakterystyczne, że znalazłem w tym artykule odniesienie do pism filozoficznych Hannah Arendt.
    Prawda i prawa człowieka są dwoma korzeniami nowoczesnego oświeceniowego myślenia o świecie i człowieku. To są także filary nowoczesnego uniwersytetu.

    Dlatego minister edukacji, który stwierdza nieistnienie praw człowieka musi odejść.

    Przemysław Czarnek w programie TVP w czerwcu 2020: „Skończmy słuchać tych idiotyzmów o jakichś prawach człowieka, czy jakiejś równości. Ci ludzie nie są równi ludziom normalnym.” Podobnego pokroju człowiek nie może dyktować niczego rektorom polskich uniwersytetów, zwłaszcza nie może bronić prawa do głoszenia nietolerancji i ciemnoty. Autonomia uniwersytetów w Polsce jest dzisiaj bardzo zagrożona przez rewolucję hunwejbinów kontrrewolucji edukacyjnej i kulturowej. Przemysław Czarnek planuje rewolucyjne zmiany w prawie polskim, które dopuszczą konferencje „naukowe” zwolenników zakazu aborcji na uniwersytetach. To jest koniec świata akademii. Naukowość to spadek po oświeceniu. Jeśli komuś nie odpowiada spuścizna oświeceniowa, nie powinien pchać się do świata nauki. Nauk i humanistyki.

    Przemysław Czarnek, nasz mały Mao rewolucji kulturalnej?

    Mao, przywódca tzw. rewolucji kulturalnej w Chinach, tutaj zwielokrotniony przez sztukę popularną (fot. Deposipthotos)
  • Pandemia rządzi…, a czy ma rządzić „nowy komunizm”? Wokół najnowszej książki Sławoja Žižka

    Pandemia rządzi…, a czy ma rządzić „nowy komunizm”? Wokół najnowszej książki Sławoja Žižka

    Pandemia rządzi…, a czy ma rządzić „nowy komunizm”? Wokół najnowszej książki Sławoja Žižka

    Krótki esej o najnowszej książce Sławoja Żiżka
    Rosja, Moskwa – 26 marca 2019: Slavoj Zizek, grawerowany portret wektorowy z konturami atramentu. Słoweński filozof i socjolog, jest profesorem w Instytucie Socjologii i Filozofii Uniwersytetu w Lublanie. Portret na licencji Depositophotos.

    Po pobieżnej lekturze dawno dawno temu jego „Wzniosłego obiektu ideologii” (tłumaczenie z 2001 r.) Sławoj Žižek nie wywoływał u mnie jakichś zachwytów, może dlatego, że jego koncepcja wzniosłości nie zgadzała się z moją, a wtedy akurat byłem z tym na bieżąco. Dlatego przegapiłem kilka jego ostatnich dokonań (jak np. „Żądanie niemożliwego”, czy „Rok niebezpiecznych marzeń” z 2014) i dlatego nie podzielałem zachwytów nad nim czytanych od czasu do czasu w Guardianie czy New Yorkerze. Nie przeczytałem też jeszcze jego „Living in the End Times”, jestem w trakcie tej lektury. Ale kupiłem jego ostatnią książkę z marca 2020 roku pt. „Pandemia! Covid-19 trzęsie światem”, bo ciekaw byłem poglądów na obecną pandemię kogoś, kto przedstawiany jest jako filozof i krytyk kultury. Co prawda, ten filozof wywołuje skrajne emocje od zachwytu („najbardziej niebezpieczny myśliciel świata”) po daleko posunięty sceptycyzm (zob. artykuły o jego antysemityzmie, czy autoplagiatowaniu). Jednak, jako że pandemia jest ewidentnie wielką zmianą stanu świata, a ja wykładam także filozofię kultury, to sięgnąłem po tę książkę sloweńskiego pisarza. Nie zawiodłem się, jest ona, mimo że powstawała (była pisana i tłumaczona, redagowana i drukowana) w jakimś błyskawicznym, szatańskim tempie, jest dobrze napisana, choć faktycznie raczej eseistyczna, nie jako dysertacja czy analiza. Jest to esej składający się z kilku mniejszych esejów.

    Ludzie chodzący po ulicy w maskach w trakcie epidemii (fot. lic. Depositphotos)

    Žižek skończył pisanie wtedy, kiedy właściwie została dopiero ogłoszona pandemia, pod koniec marca 2020. Widać, że bardzo dużo dawnych przemyśleń zostało przez autora zrekonfigurowanych i włączonych w nowe pandemiczne konteksty. Sam autor wielokrotnie wskazywał, że najwięcej uczy się od swoich przeciwników konserwatystów, dlatego atakują go zarówno z lewa, jak i z prawa i pewnie dlatego zaczyna przekornie od nawiązania do chrześcijaństwa  we wstępie zatytułowanym aluzyjnie „Noli me tangere” [łac. Nie dotykaj mnie z J 20:17]. Ciekawie brzmi jego interpretacja symbolicznej obecności Chrystusa w miłości między ludźmi w odniesieniu do sytuacji w pandemii, kiedy obowiązuje społeczne dystansowanie się od siebie wzajemne. Sama interpretacja tego fragmentu jest znana od czasów pisania Maurice’a Zundela, ale ta reinterpretacja pandemiczna jest ciekawa. Pisałem na początku pandemii o nowym rozumieniu altruizmu: trzeba być dalej od ludzi, żeby być z nimi blisko. Realna bliskość i miłość musi zostać zastąpiona symboliczną bliskością i miłością. To ciekawe u zadeklarowanego ateisty, choć przecież nie jest tutaj jakiś bardzo oryginalny, już Alain Badiou odwoływał się do św. Pawła i jego uniwersalizmu jako najważniejszego przesłania chrześcijańskiego. [Badiou, Alain. Święty Paweł: Ustanowienie uniwersalizmu, Kraków 2007]. Ale sprawdziłem, że już w 2010 w apokaliptycznie pobrzmiewającej książce „Życie w czasach ostatecznych” nie tylko robi symboliczne odniesienie do czterech jeźdźców apokalipsy, ale uwzniośla swoją lewicową misję poprzez odniesienie do Listu do Efezjan św. Pawła (Efezjan 6:12). Pisze on tam: „Niniejsza książka jest więc księgą walki, zgodną ze zdumiewająco trafną definicją Pawła: „Gdyż bój toczymy nie z krwią i z ciałem, lecz z nadziemskimi władzami, ze zwierzchnościami, z władcami [kosmokratorami] tego świata ciemności, ze złymi duchami w okręgach niebieskich” [przekł. Biblii Warszawskiej]. Albo jak można przetłumaczyć na dzisiejszy język: „Nasza walka nie toczy się przeciwko faktycznie skorumpowanym jednostkom, ale przeciwko rządzącym po prostu, przeciwko ich autorytetowi, przeciwko globalnemu porządkowi i ideologicznej mistyfikacji, która go podtrzymuje”.

    Przekonuje mnie taka interpretacja chrześcijaństwa, które nigdy nie powinno iść w sojuszu z tronem, czyli władzami tego świata. Przekonuje mnie to, bo w dzisiejszej Polsce widać wyraźnie jak wiele złego może uczynić sojusz ołtarza i tronu. Jednak nie do końca rozumiem wizję pozytywną alternatywy, w postaci nowego komunizmu.

    Moskwa – Rosja, 25 lutego 2018 r., Młody człowiek z głośnikiem w tłumie protestujących w marszu pamięci Borysa Niemcowa (fot. lic. Depositphotos)

    Zanim jednak do tego przejdę zauważę, iż Žižek już w marcu sprawnie zarysowuje konieczność uznania wartości wolności słowa, zwłaszcza w kontekście słynnej sprawy Li Wenlianga, który został najpierw uwięziony przez władze chińskie za przecieki dotyczący COVID-19, a potem mimo że Chińczycy przeprosili, to już nic to nie dało, bo słynny doktor zmarł na COVID-19 właśnie. Uniwersalna ważność wolności słowa powoduje, że warto czytać takich ludzi jak Žižek, potwierdzają to także intelektualiści podpisani pod deklaracją o wolności słowa w kontekście ruchu zaprzeczającego przeszłości.

    Pojęcie kryzysu wolności słowa i cenzury w wyrażaniu idei, wizualna metafora nacisku politycznej poprawności w celu powstrzymania swobodnej rozmowy lub ograniczenia komunikacji. (fot. lic. Depositphotos)

    W tym kontekście naprawdę bardzo ciekawie brzmi także obserwacja Žižka dotycząca programu w telewizji rosyjskiej poświęconego spiskowym teoriom: strategia tych telewizyjnych programów jest taka, żeby wykazać, że dana spiskowa teoria to „coś szalonego, nie może to być prawda, ale w sumie, kto wie…” (21) Zasadniczo krytykuje się tutaj spiskowe teorie, ale nie jest to krytyka totalna, zawsze pozostaje to zmrużenie oka… Ostatnio także w Polsce zaaranżowano taki scenariusz: poseł Konfederacji wręcza publicznie posłowi Jarosławowi Kaczyńskiemu książkę pt. Fałszywa epidemia. Krytyka naukowców i lekarzy autorstwa wielu „wybitnych” naukowców i lekarzy (choć epidemiologów tam jakby najmniej) ukazała się pod red. i ze wstępem dra Mariusza Błochowiaka, redaktora i wydawcy Miesięcznika Egzorcysta (bardzo autorytatywnego…). Zdjęcie posła Kaczyńskiego obiegło Polskę jak długa i szeroka „Kaczyński czyta „Fałszywą epidemię””.  Następnie dla inteligentnych podano, że wiceminister stwierdził, że JK wcale nie wierzy w spiskowe teorie dziejów, ale czytać przecież może… No a „światły” minister Błaszczak książki nie przyjął. Taki przekaz wielopoziomowy jest charakterystyczny zarówno dla „Shreka” jak i dla cynicznych populistów. Žižek słusznie stwierdza, że pandemia to nie kara, nie ma ona głębszego znaczenia, ale daje nam impuls, że musimy przemyśleć takie kwestie jak globalizacja, rynek kapitalistyczny, przemijalność bogactwa, przed którymi przestrzegał Žižek już w swojej apokaliptycznej książce z 2010.

    Trzy mądre albo mistyczne małpy, tutaj szympans Simia troglodytes (20 lat) — bardzo złożony japoński i chiński, także buddyjski i konfucjański symbol, współcześnie odnoszący się czasami do zmowy milczenia tajnych służb i spisków (fot. lic. Depositphotos)

    Bardzo ciekawy jest Žižkowy podział na trzy rodzaje pracowników, których wyrazista inność zostało podkreślona przez pandemię i lockdown: jedna kategoria to pracownik linii produkcyjnej składającej iPhone’a np. w Szanghaju, druga kategoria (już nie klasa) to pracownicy sektora opieki, od których wymaga się nie tylko pracy sensu stricto, jak przy taśmie produkcyjnej, ale wymaga się także wysiłku okazywania empatii, żeby być ciągle miłym, uprzejmym, empatycznym. Ci najwięcej chyba ucierpieli na lockdownie.  Trzecia grupa to samozatrudniający się pracownicy kreatywni, od których wymaga się zaangażowania np. całej kreatywności swojej w reklamowanie np. produktu, do którego człowiek nie może się jakoś przekonać. Wedle Žižka nie możemy traktować wątpliwego przesłania pandemii (bo żadnego przesłania nie ma), jako „wyluzuj”, bo „Arbeit macht frei” to ciągle właściwe motto, chociaż brutalnie nadużyte przez nazistów.” No i „kiedy pracownik służby zdrowia pada z nóg po pracy w nadgodzinach to jego zmęczenie jest zmęczeniem wartościowym”. (34)

    Brama obozu Auschwitz Birkenau z napisem Arbeit Macht Frei, „praca czyni wolnym”, hasło ukute przez filologa niemieckiego w XIX stało się symbolem Weimarskiej republiki i tzw. robót publicznych jako środka likwidacji bezrobocia (fot. lic. Depositphotos)

    Świetnie identyfikuje te szalejące nad nami dzisiaj burze: jeden sztorm to pandemia koronawirusa, kwarantanna, cierpienie śmierć.  Drugi sztorm to skutki gospodarcze pandemii, które będą szczególnie dotkliwe dla Europy oraz trzeci sztorm: historia nazywana przez Žižka Putoganem (od Putina i Erdogana) – to jest nowy wybuch przemocy w Syrii między Turcją a reżimem Asada wspieranym przez Putina właśnie. Jest zatem Žižek krytyczny względem Rosji, jak również wobec Chin.

    W rozdziale o pięciu etapach epidemii (koncept z lat 60-tych XX wieku szwajcarskiej psycholożki Elisabeth Kübler-Ross, która pisała o pięciu etapach radzenia sobie z żałobą) pisze między innymi o katastrofie klimatycznej czy o zagrożeniu cyfrową kontrolą naszego życia. Jednak najważniejsze filozoficzne wnioski to: „bardziej ogólnym poziomie pandemie wirusowe przypominają nam o ostatecznej przypadkowości i bezsensie naszego życia – nieważne jak wspaniałe konstrukcje duchowe zbudujemy jako ludzkość, jakieś głupie, naturalne, nieprzewidywalne zdarzenie, takie jak wirus czy asteroida, może to wszystko zakończyć… nie wspominając już o lekcji ekologicznej, która mówi o tym, że my, ludzkość, też nieświadomie możemy się do tego końca przyczynić.”

    Mao Zedong pokazujący świetlaną drogę do przyszłości Chin, propagandowy plakat chiński. Mao jest symbolem tzw. rewolucji kulturalnej w Chinach oraz symbolem komunizmu chińskiego (fot. lic. Depositphotos)

    Dlatego w rozdziale szóstym, który traktuje m.in. o wirusie ideologii, Žižek tak naprawdę nawołuje do autorefleksji do samoopanowania, opamiętania…

    No i teraz sprawa najważniejsza, najistotniejsza propozycja Žižka. Musimy przemyśleć sprawę „nowego komunizmu”. Na czym on miałby polegać? Tego do końca nie wyjaśnia, no bo rozrzucone gdzieniegdzie w książce krótkie uwagi mogą być odniesione do już istniejących instytucji międzynarodowych: Žižek proponuje dzielenie się informacjami oraz międzynarodowe koordynowanie planów, to jest potrzebny dziś komunizm, oparte na dowodach naukowych działania zbiorowe, wspólnotowe. Dlaczego? Bo wolnorynkowa globalizacja czyni świat podatny na kryzysy i pandemie. Dlatego stoimy przed alternatywą: albo barbarzyństwo populistycznych reżimów, wykorzystujących pandemie, aby wzmóc kontrolę na społeczeństwami albo nowy rodzaj komunizmu. Albo prywatyzacja/barbarzyństwo, albo kolektywizm/cywilizacja. Albo „nowa ludzkość zjednoczona”, albo barbarzyństwo nazizmu, nietolerancji i wojen (108). Niestosowanie uścisku dłoni i izolacja w razie potrzeby to jest obecna forma solidarności. (83)

    Žižek nie zgadza się z Giorgio Agambenem, lekceważącym pandemię, twierdzi, że „musimy zacząć doświadczyć prawdziwej filozoficznej rewolucji, innymi słowy doświadczania siebie jako istot żywych wśród innych form życia ciągle zagrożonego.” (84)

    Ciekawą propozycją filozoficzną nie jest spojrzenie na epidemiologię jako wzorzec rozpleniania kulturowych reprezentacji (jak i Richarda Dawkinsa i Dana Sperbera), ale spojrzenie ponowne na filozofię Lwa Tołstoja, dla którego słowa słowo infekcja była było bardzo ważne oraz ponowne spojrzenie na heglowskiego ducha ludzkiego jako wirusa, bo psyche ludzka to metaforyczny wirus wysługujący się językiem (85-86).

    Na tle doktryny szoku Naomi Klein propozycja Žižka jest bardziej jednoznaczna, wprost pada wyklęte przecież słowo komunizm, czego nie można znaleźć u tej pierwszej, ale jej pesymizm i optymizm w obecnej sytuacji wynika z koncepcji nazywanej przez Žižka kapitalizmem katastrof (97). Zgadzam się z finalną tezą, że właściwe dziś pytanie brzmi, jaki porządek się wyłoni z tej dekonstrukcji, która jest ewidentna w nieintencjonalnym działaniu koronawirusa. (138) Žižek pragnie pomóc w procesie samouświadomienia systemu: cytuje Bruno Latoura który słusznie podkreślał, że kryzys koronawirusa to próba generalna przed nadchodzącą zmianą klimatu. Ta zmiana to następny kryzys, w którym reorientacja warunków życiowych będzie przedstawiana jako wyzwanie dla nas wszystkich, tak jak szczegóły codziennego życia których będziemy się musieli nauczyć ostrożnie rozwiązywać. (122-123). Žižek proponuje, aby to nauka stała się podstawą naszych działań (post)kryzysowych. Greta Thunberg miała rację twierdząc, że politycy powinni słuchać nauki. Krytykuje filozofów, którzy woleliby raczej zaufać przeczuciom. W sytuacji, kiedy populiści wykorzystują kryzys, żeby zacisnąć pierścienie autorytaryzmu i kontroli (wspomina Wiktora Orbana, który doprowadził do przyjęcia ustawy umożliwiającej mu rządzenie za pomocą dekretów przez nieograniczony czas, s. 134). Žižek proponuje, aby szok wykorzystać do wzmożenia świadomości upadku i, jak można wyczytać z jego książki z 2010, apokalipsy. Cytuje tutaj twórczo Ryszarda Kapuścińskiego i jego „Szachinszacha”, reportażu, który traktuje o rewolucji w Iranie, chodzi tutaj o zjawisko upadku reżimu — ten zachowuje się jak kot wiszący nad przepaścią, on nie spadnie dopóki nie spojrzy w dół, kiedy już spojrzy, to już jest po nim. (135) „Jesteśmy teraz zmuszeni przyznać, że nowoczesna nauka, mimo całej swojej ukrytej tendencyjności, stanowi dominującą formę transkulturowego uniwersalizmu. Epidemia stanowi upragnioną szansę, by nauka utwierdziła się w tej roli.” (136)

    „Czterech jeźdźców apokalipsy” wedle Žižka z 2010 r. to kryzys ekologiczny, konsekwencje rewolucji biogenetycznej, brak równowagi w samym systemie (problemy z własnością intelektualną; zbliżające się walki o surowce, żywność i wodę) oraz gwałtowny rozwój społeczny, podziały i wyłączenia.

    Czterej jeźdźcy apokalipsy na niebie (fot. lic. Depositphotos)

    Wydaje się, że propozycja Žižka nie jest taka straszna, jakby wyglądało z samej nazwy „nowy komunizm”: kooperacja międzynarodowa w wymianie informacji i działaniu, wspólnotowe impulsy działania, wspólnotowy i uniwersalistyczny punkt widzenia na sprawy codzienne i organizacje życia społecznego. Chyba, że zdarzające się Žižkowi pochwały rządu chińskiego w radzeniu sobie z pandemią oznaczałyby tęsknotę za maoizmem i czerwoną książeczką. Ale tego chyba w tej książce znaleźć nie można (cytaty z Mao są w książce z 2010). Pochwała wolności słowa i krytyka rządu Chin przy próbie gwałcenia wolności słowa to są ważne w niej wątki. Zgadzam się ze starym powiedzeniem Martina Luthera Kinga, cytowanym przez Žižka: „wszyscy jedziemy na tym samym wózku”.

    Dzięki pandemii możemy zastanowić się nad alternatywnym społeczeństwem i alternatywnymi sposobami życia. Jako takie — filozoficzne wezwanie — książka wydaje się spełniać swoją funkcję popularnego opracowania zjawisk tworzących kontekst naszego życia dzisiaj. 

    Refleksja w środku kryzysu