„Studia na kierunkach humanistycznych produkują bezrobotnych”. Takie jest ciągle przeświadczenie wielu ludzi w Polsce i na świecie. Jednak, kiedy przeanalizować dane z badań, nie jest to słuszne przeświadczenie. Studiowanie jakiegoś kierunku samo w sobie nie musi być kluczem do sukcesu, to raczej konkretne umiejętności i kompetencje, uzyskiwane na wielu tzw. kierunkach, mogą dać atut w zdobywaniu pracy. I te umiejętności i kompetencje wcale nie odbiegają od ideałów, które można zaczerpnąć z myśli geniusza fizyki Alberta Eisteina.
Albert Einstein
IDEAŁ EDUKACYJNY ALBERTA EISTEINA: „Niezależny, samodzielny człowiek, który pragnie uczynić ze służby innym najważniejsze życiowe zadanie.” (Einstein, Albert. On Education, w: Ideas and Opinions: Based on Mein Weltbild. Crown Publishers, New York 1954, s. 60., wszystkie cytaty i odniesienia później do tego wydania)
Albert Eistein wiedział, że w edukacji nie są najważniejsze wykłady, ale praca i działanie: „Osobowość nie jest kształtowana przez to, co usłyszane albo przeczytane, osobowość kształtuje tylko praca i działanie.” (s. 60.). Prawda, wolność, ciało.
Główny motor rozwoju to niekoniecznie naga ambicja i konkurencja z innymi, raczej kooperacja z innymi, współpraca.
Co więcej, Eistein pisze także wprost o kształceniu plastycznego człowieka, powinniśmy dążyć do kształcenia harmonijnej osobowości, a nie wąskiego specjalisty.
Nieoczekiwanie dla mnie natrafiłem także w pismach Eisteina fragment wspominający biblijne psalmy.
„Ale tradycja żydowska zawiera także coś innego, coś, co znalazło wspaniałą ekspresję w wielu Psalmach, mianowicie rodzaj upojnej radości i zdumienia pięknem oraz wielkością tego świata, o którym człowiek może sobie wyrobić jedynie blade pojęcie. Radość ta jest odczuciem, z którego prawdziwe badania naukowe czerpią duchowe pożywienie, ale wydaje się, że to samo odnajdziemy w śpiewie ptaków. Przywiązanie tego uczucia do idei Boga wydaje się dziecinnym absurdem.” (s. 186).
Childs watercolor painting of birds
Pomijam ateizm Eisteina, bo w tym kontekście nie jest on tutaj istotny, ale to w tych jego pismach można znaleźć pochwałę liberalnej edukacji z jej ideałami: twórczym, samodzielnym człowiekiem, który będzie umiał kooperować z innymi, by osiągać dobre dla społeczności cele, rozwiązywać jej problemy.
Na tzw. Zachodzie dawno już tzw. kolegia artystyczne obiecywały przyszłym studentom, że edukacja humanistyczna jest bardziej trwała w dłuższej perspektywie. Jest to szczególnie istotne z punktu widzenia plastyczności na rynku pracy. Humaniści lepiej dostosowują się do bardzo dynamicznego rynku pracy, bo są lepiej wykształceni, jeśli idzie o miękkie umiejętności, tzw. umiejętności komunikacyjne i społeczne.
Jednak rządy często nie zwracają na to uwagi, promują propagandę, która ukazuje przyszłym studentom i ich rodzicom koszmarne perspektywy nadprodukcji nieefektywnych bezrobotnych. Stąd odnotowuje się spadek zainteresowania kierunkami huamanistycznymi.
Jak podaje Paul Basken w ostatnim numerze Times Higher Education, jest instytucja, której „liczba absolwentów kierunków humanistycznych zatrudnionych przez firmy technologiczne wzrosła o 228 procent w ciągu 10 lat, a liczba zatrudnionych przez przemysł finansowy o 333 procent.” Trzeba podkreślić, iż idzie o kanadyjski Uniwersytet Waterloo notowany raczej stale w rankingu THE w trzeciej setce uczelni świata, czyli wcale nie ze złotej ligi. Wielcy gracze światowi z przemysłu IT oraz tzw. przemysłów kreatywnych, ale przenikniętych cyfryzacją, czerpią ze współpracy z tym uniwersytetem niezwykłe zyski, bo osiągają absolwentów świetnie wykształconych, choć nie wąskospecjalistycznie, ale z umiejętnościami, o które najwięcej idzie.
THE wspomina także sukcesy absolwentów drugorzędnego koledżu w USA Connecticut College, który ma specjalny program o nazwie „Connections and Science Leaders”, dzięki któremu studenci są zachęcani do łączenia studiów humanistycznych z kursami w naukach przyrodniczych i technicznych. Staże i projekty społeczne oraz zawodowe, intensywny mentorski wysiłek skierowany do kobiet i innych niedostatecznie reprezentowanych studentów, spowodował sukces czegoś, co Rektor Connecticut College, Katherine Bergeron, co określiła jako „nowe sztuki wyzwolone dla naszego połączonego świata”.
Speaker giving presentation in lecture hall at university. Students listening to lecture and making notes.
Dodać można także sukces rodzimy z Łodzi, sukces kierunku ligwistyka dla biznesu na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego we współudziale Wydziału Zarzadzania: w trakcie tych studiów studenci zdobywają zarówno nieocenione umiejętności komunikacyjne w dwóch językach obcych, ale także „twardą”, specjalistyczną wiedzę, potrzebną konkretnej branży.
Autor artykułu zauważa, że wielki przemysł IT (firmy takie jak np. Amazon, Google, Microsoft), wielcy pracodawcy już zmieniają swój stosunek do nauk humanistycznych. Ja bym dodał, że zmienić ten stosunek muszą także rządy, zwłaszcza te, które ręcznie pragną wszystkim sterować, aby porzucić beznadziejną propagandę przeciwko naukom humanistycznym i społecznym. Taka relacja do uczelni, w których one dominują, jest anachroniczna i nie odpowiada na wyzwania współczesnego digitalnego także świata. Zatrudnialność to nie jest problem wyłącznie nauk humanistycznych i społecznych, to jest przyszłościowy i teraźniejszy problem wszystkich. Jak o tym wiedział także Albert Eistein, żeby osiągnąć sukces, potrzeba w sobie pielęgnować ten „rodzaj upojnej radości i zdumienia pięknem oraz wielkością tego świata”, ta „radość jest odczuciem, z którego prawdziwe badania naukowe czerpią duchowe pożywienie”, to jest radość sztuk, radość śpiewu ptaków.
Zapis planu wystąpienia (15 minut) na uroczystej Inauguracji roku akademickiego 2019/2020 dnia 27.09.2019; Wydział Ekonomiczno-Socjologiczny, Uniwersytet Łódzki.
Punkt
Prawda i
wolność. Prawda i wolność. Prawda, wolność, ciało. Prawda, wolność, ciało…
Pra-wda-wol-ność-cia-ło…
prawdawolnośćciało
To jest Moja
niewyczerpana oda do Radości
Koniec
wykładu. Możecie iść. Idźcie i głoście światu. Żartuję.
Dzień Dobry! Witam wszystkich studentów na jednym z najlepszych polskich uniwersytetów, na jednym z najlepszych wydziałów Uniwersytetu Łódzkiego. W pewnym sensie, w podwójnym sensie, jest to mój powrót tutaj. Kiedyś także i tutaj studiowałem. Dziękuję za zaproszenie Panu Dziekanowi prof. Rafałowi Materze. Wielki zaszczyt i przyjemność.
Nie bez
przyczyny Prawda i Wolność są wypisane na naszych, uniwersyteckich sztandarach.
To jest jak „wolność, równość, braterstwo” z rewolucji francuskiej. Albo
uliczne „wolność, równość, demokracja”… To jest sztandar jak znak gwarancji
jakości ISO.
Prawda i
wolność – bardzo wzniośle, podniośle, a po łacinie Veritas et Libertas wręcz
pompatycznie, jeśli nie bombastycznie. Dlatego kusiło mnie, kusi mnie nadal,
uległem tej pokusie, aby dodać – ciało…. Ciało – działanie.
Ciało to waga,
ciało to ból, ciało to empatia, ciało to działanie. Prawda, wolność, ciało. Veritas,
Libertas, et Corpus.
Zgodnie z tym
hasłem mam dla Was trzy opowieści z życia wzięte.
Opowieść pierwsza – Pielęgniarstwo i gitara
basowa
Czym dla mnie
jest uniwersytet? Był dla mnie oknem na świat, wyjściem spod kurateli rodziców,
zwieńczeniem marzeń wywiedzionych z mnóstwa przeczytanych książek. Moja rodzina
była prosta, jestem synem pielęgniarki i spawacza z kolejarskiego niegdyś
miasta Ostrowa Wielkopolskiego, 100 km stąd; książki, teatr i muzyka to był dla
mnie cały świat, od dzieciństwa uciekałem do wirtualnego świata książek, teatru
i muzyki, grałem w kółkach teatralnych, grałem na flecie i gitarze basowej,
czytałem, czytałem; to był świat wirtualny i rzeczywisty zarazem, spotykałem
mnóstwo fajnych ludzi, nauczycieli, którzy podsuwali mi lektury, napotkani
ludzie zawsze stawali się jakoś ważni; moi rodzice bardzo się starali; żebym
mógł studiować, ojciec musiał brać nadgodziny, żeby jego syn mógł studiować w
odległej, ale jednak bliskiej Łodzi. Gdyby uniwersytet był tylko w Warszawie i
Krakowie, to wtedy pewnie nie studiowałbym w ogóle. Łódź wtedy znana była m.in.
z socjolingwistyki, badań nad kulturą masową (prof. Kłoskowska). Okno na świat.
Ale
zanim poszedłem na studia, chciałem być pielęgniarzem. W czasach mojej młodości
istniały licea medyczne, kształcące pielęgniarki, dzisiaj trzeba już skończyć
studia. Ukończyłem takie liceum, którego istotą była praktyka pielęgniarska w
szpitalach. Pracowałem w trakcie nauki w liceum medycznym oraz rok po niej jako
pielęgniarz w szpitalach. Pamiętam wiele historii z tym związanych, prośby o
jakąś truciznę, bo chory nie mógł wytrzymać bólu, uciążliwych nieprzytomnych
chorych domagających się zachowania standardów higieny osobistej, (potrzebowali
umycia lub ogolenia), pamiętam też ciepłe prześcieradło tyle co zmarłej osoby,
ten ślad obecności, która staje się coraz to zimniejsza. Ta praca pielęgniarza,
to dla mnie doświadczenie formujące.
Ta wczesna moja konfrontacja ze śmiercią, bólem, z empatią i znieczulicą, także własną znieczulicą, z decyzjami w sytuacjach granicznych uczyniła mnie bardziej otwartym na prawdę. Jeśli prawda jest życiem, to śmierć jest nią tym bardziej, ona zwielokrotnia prawdę życia. W liceum nie skończyłem swoich doświadczeń z muzyką i sztuką, grałem na gitarze basowej w zespole szkolnym i grałem spektakle wzorowane na amerykańskich protest songach. Można powiedzieć, że muzyka łagodziła mi obyczaje i chwile, kiedy rzeczywistość cuchnie. Kiedy prawdą było to, co wymagało pielęgnacji, obmycia, wyniesienia odchodów. Prawda nie zawsze pachnie. Prawda jest wyzwaniem.
Historia
2. Wygnanie z komfortu – bycie obcym
Kiedy dostałem się na studia, a wtedy studiowało jakieś 7-8 procent każdego rocznika (co 13-15 rówieśnik), studia były elitarne, poczułem, że złapałem Pana Boga za nogi. VIP. Działałem w budującym się wtedy samorządzie, teatrze studenckim…
Uniwersytet
Łódzki stał się dla mnie oknem na świat całkiem dosłownie i dzisiaj jest on tym
samym dla Was. Ojczyzną uczonych jest cały świat. Wtedy skorzystałem z europejskiego
programu wymiany Tempus (dzisiaj macie inne programy) i wyjechałem do Szwecji. To
był przełom. To było wyjście ze strefy komfortu. W Łodzi na studiach wszyscy
mnie znali, wiedzieli kim jestem, nie musiałem się przedstawiać, w Lund w
Szwecji musiałem zaczynać od zera, każdemu napotkanemu człowiekowi trzeba było
przedstawić wiarygodną historię, kim jestem, czym się zajmuję, po co jestem…. Byłem
nikim. Człowiekiem znikąd, w oczach tubylców – potencjalnym imigrantem. To było
doświadczenie wyzwalające, doświadczenie wolności. Właśnie w tym doznaniu swojej
znikomości. Miałem nawet myśli (mój pobyt w Szwecji na różnych programach się
przedłużał do prawie dwóch lat) o stałej emigracji. Nie wybrałem jej. Ale
najważniejsze w tym doświadczeniu było doświadczenie wolności: jesteś tym, kim
wybierasz, że jesteś, kiedy potrafisz wyjść ze swojej strefy komfortu. Porzucić
na chwilę myśli w języki polskim i postarać się przełożyć siebie na inny język,
na inną kulturę, na język angielski, lingua franca współczesności, czy też na
język szwedzki, nikomu przecież dzisiaj niepotrzebnym. To było doświadczenie
wspaniałe, ale jednocześnie trudne, bo trzeba zacząć od zera, zniweczyć siebie,
anihilować, zrujnować. Uczyło pokory. Zostałem wrzucony na głębokie wody. Udało
mi się nie utonąć. Tzw. republika uczonych stała się moją ojczyzną. Uniwersytet
jest oknem na świat w dosłownych tego słowa sensie.
Drugim
doświadczeniem formującym w czasie pobytów zagranicznych na innych uniwersytetach
i w naszym uniwersytecie to doświadczenie wspólnoty. „College”, inaczej
kolegium, to wspólnota. To nie jest fabryka. Jeśli ktoś widział kiedyś taniec
szkocki, to wie o czym mówię. To nie jest taniec w parach, to nie jest bezładny
taniec disco, to są figury z ciał, wymagające koordynacji, współpracy. Albo
może ktoś widział piramidę z ludzi w katalońskiej i hiszpańskiej Barcelonie
(Castell)? Wiecie Państwo jak to wygląda, każdy musi znać swoje miejsce, ci co
są barczyści, silni, wytrzymali mogą stać się podstawą piramidy, ci, co zwinni
i śmiali i lżejsi, mogą wspinać się na szczyt tej piramidy. Piramida z ludzi
jest metaforą wspaniałej zespołowej roboty.
Takiej
zespołowej roboty wymaga też sztafeta w biegu; ostatnio uczestniczyłem jako
jeden z 50 biegaczy z Uniwersytetu Łódzkiego w biegu charytatywnym Business Run
Poland. Wiecie co jest najbardziej stresujące? Pierwszy raz miałem biec w
sztafecie, wiecie, wolę dłuższe dystanse, samotność długodystansowca, a tutaj
miałem przekazać pałeczkę następnej osobie, tamta następnej itd. Pięć osób
uzależnionych od siebie nie tylko tempem biegu, ale i sprawnością przekazania
pałeczki. Nie mogłem spać przed biegiem, bo nie mogłem dokładnie uświadomić
sobie, jak będzie przebiegać to przekazywanie. Śmieszne, nie? Odpowiedzialność
wspólnoty. To nie są syreny fabryk.
Wspólnota
zatem to nie tylko szkocki taniec, piramida z Barcelony, czy bieg w sztafecie,
dla mnie to także strajk studencki w 1989 r. i na tym wydziale strajk
akademicki w 2018 r. Wiecie co to uniwersytet, wiecie skąd słowo universitas?
Dzisiaj wielu pewnie powie o kosmicznym wymiarze uniwersytetu, który musi swoją
wiedzą ogarnąć Uniwersum, cały świat, od geologii, fizjologii po filologię
klasyczną, socjologię, czy fizykę jądrową. Jednak u zarania nowożytnej idei
uniwersytetu jest nade wszystko „universitas” pojmowana jako społeczność,
wspólnota uczonych i studentów (albo jak w Bolonii na początek samych
studentów, którzy stowarzyszali się, bo chcieli mieć tańsze mieszkania). Ta
wspólnota była także obecna u zarania akademii w antyku w idei Sympozjonu,
uczty wspólnej, w trakcie której można było rozmawiać, dialogować, dyskutować.
Choć wtedy także dużo się przechadzano i w trakcie tego chodzenia, dyskutowano.
Czy tym można zarządzać jak korporacją? Sympozjonem? Uniwersytetem. Alma mater?
Zatem ta
wolność, której doświadczyłem „na wygnaniu”, „w ziemi obcej”, to doświadczenie
stresujące, niekomfortowe, ale jednocześnie doświadczenie wielu wspólnot.
Dzisiaj sporo mówi się też o tym, że uniwersytet nie może być wieżą z kości
słoniowej, luksusowym miejsce izolacji od świata zewnętrznego. Stąd najważniejszymi
celami edukacji w wielu najlepszych uniwersytetach świata są zaangażowanie
społeczne, umiejętność współpracy, kreatywne myślenie, krytycyzm. Uniwersytety
mają być podobnie jak świat dziennikarstwa, czwartą władzą, rodzajem równowagi
dla świata biznesu i polityki. Nie mogą nią pozostać, jeśli kultura
uniwersytetu będzie kulturą wielkich korporacji. Produktywność jest ważna, ale
umiejętności ogólnoludzkie i postawy są jeszcze ważniejsze.
Opowieść
trzecia. Ciało. Zombie. Automat
Przechodzę do
trzeciej historii. Świat cyfrowy.
Łolaboga
łolaboga, ludzie śpią ze smartfonami…
Wolą smartfony
od żon, mężów i kochanków… ludzie śpią ze smartfonami, niedługo będą zupełnie
odcięci od rzeczywistości analogowej; będę sobie wszczepiać różne implanty, i
coraz częściej przypominać będą zombie. Albo automaty. Jesteśmy zanurzeni w
cyfrowym świecie. Wiedza jest dzisiaj wszędzie. Po co komu uniwersytet? Po to
żeby mieć dyplom?
W 2012 roku
The Economist ogłosił MOOCs naważniejszym zdarzeniem edukacyjnym, najbardziej
rewolucyjną innowacją, która zniszczy tradycyjne uniwersytety. I co? Nadal uniwersytety
są i mają się dobrze? Dlaczego? Czy MOOCs (massive open online courses, czyli
masowe szkolenia online) mogą zastąpić kształcenie uniwersyteckie? Przecież
lepiej jest wysłuchać wykładu gwiazdy z Harvardu, aniżeli jakiegoś lokalnego
nudziarza… No ale nie ma się żadnego dyplomu… Tym, co zostaje na uniwersytecie
już na pewno nie jest tradycyjny wykład (1,5 godziny i tyle zamierzam dzisiaj
mówić… nie żartuję, zmierzam już do końca…),
Tym, co
wyróżnia Uniwersytet to tradycyjne międzyludzkie relacje komunikacyjne,
najlepiej widoczne z jednej strony w kolegialności decyzji oraz w relacji
mistrz – uczeń. We wspólnocie realnie uprawianego sportu np. w AZS.
Automatyczne samochody bez kierowcy są niewątpliwą przyszłością, roboty przenoszące i przewożące towary w magazynach są już oczywistością, tu i teraz, tak jak BIG DATA, czy crowdsourcing, wszyscy korzystają z tłumacza Google, który jeszcze całkiem niedawno był śmiesznie idiotyczny, a teraz jest już naprawdę niesamowicie skuteczny. Po co komu nauka języków, jeśli mamy automatycznego translatora w naszej komórce? Nawigacja komputerowa zupełnie wyparła papierowe mapy. Dzwonimy na Biuro Obsługi Klienta w banku czy do Narodowego Funduszu Zdrowia i rozmawiamy z awatarami, którzy przekierowują nas na właściwe rozwiązania problemów. Po co więc uniwersytet? Wiedza jest wszędzie. Nie potrzeba wyższego wykształcenia, żeby wiedzieć dużo. Zresztą, jeśli wiedza jest wszędzie, to po co w ogóle cokolwiek wiedzieć?
Ano właśnie.
Żyjemy w czasach, które zostały także nazwane czasami post-prawdy (The
Economist bodaj w 2016 r. ogłosił to dziwne wyrażenie słowem roku). Żeby
dzisiaj funkcjonować potrzebujemy rozróżnienia prawdy od fake-newsów, prawdy od
zmyślenia i zwykłego kłamstwa. Nie jest to łatwe, ostatnio mówi się o takich
przepracowanych kłamstwach, które nazywają się „deep fake-news”, super
fake-newsami. Widzimy na ekranie Donalda Trumpa, który wypowiada wojnę Korei
Północnej, a potem okazuje się, że to wcale nie jest Gabinet Owalny i nie jest
Donald Trump, tylko jego komputerowy awatar. Fake news już poszedł w świat i
żyje własnym życiem.
Dlatego
uniwersytety są potrzebne, żeby nauczyć, jak korzystać z wiedzy, jak rozróżnić
wiedzę prawdziwą od nonsensu. Organizację dobrze zarządzaną od złej,
odczłowieczającej fabryki czy zniewalającej korporacji. Do tego potrzeba
umiejętności i postaw, które odróżniają nas od robotów i zombie. Tylko bycie
niezastępowalnym przez automaty może dać nam przyszłość: to jest kreatywność,
wyobraźnia, krytycyzm, intuicja, odwaga. To nas wyróżnia od automatów. Stąd też
kolosalne znaczenie nauk humanistycznych i społecznych. No bo co z tego, że
nauki przyrodnicze będą udowadniać, że powszechne szczepienia ograniczą naszą
umieralność? Jeśli nie będzie odpowiedniej ilość przekonujących dziennikarzy,
wykształconych ekspertów z miękkimi umiejętnościami, popularność w społeczeństwie
zyskają szarlatani, udowadniający szkodliwość szczepień. Co z tego, że
klimatolodzy stwierdzą ewidentny wpływ człowieka na zmiany klimatyczne, jeśli
część polityków z odpowiednim oprzyrządowaniem powtarzać będzie, że to wszystko
bajki i wymysły? I wyślą egzorcystów na „rozhisteryzowane dziecko…”
Uniwersytet
musi kontynuować swoją oświeceniową misję: prawda, wolność, ciało. Świat
cyfrowy jest wszechobecny i wszechmocny, trzeba z niego korzystać, ale nauczyć
się także kwestionować.
Dlatego, jeśli
miałbym zakończyć jakimś przesłaniem, to mogę je streścić w dwóch słowach:
Nienasycenie i
nieskończoność.
Trzeba być jak
swobodnie bawiące się dziecko, nienasycone w pragnieniach, pożądaniach, ale
także pragnieniu wiedzy, ale i wolne aż do nieskończoności, potrafiące mówić
nie. Kończyłem kiedyś każdy wykład ze studentami mottem: „Ty sam jesteś
nieskończonym oceanem”.
Czesław Miłosz
napisał kiedyś:
Tak samo było
kiedy miałem dwadzieścia lat.
Ale wtedy nadzieja że będę wszystkim,
Może nawet motylem i kosem, przez zaklęcie.
Open education concept. Getting education online. Study in the internet. Idea of e-learning. People sitting on the pile of books. Flat vector illustration
Właśnie ukazał się artykuł w Times Higher Education na temat arcyciekawego projektu amerykańskiego nazwanego Open Sylabus Project (OSP)
Projekt polega na zgromadzeniu milionów sylabusów kursów, aby przekonać się, które pozycje bibliograficzne są najbardziej popularne w ponad 80 krajach.
W projekcie używa się nie tylko olbrzymich baz danych otwartych zasobów uniwersyteckich (przeszukiwanych przez roboty), ale także indywidualnych zgłoszeń samych akademików. Projekt jest zarządzany przez organizację pożytku publicznego The American Assembly, która jest afiliowana przy Columbia University. Wyniki badania sztucznej inteligencji oraz ekspertów są widoczne i dostępne do eksploracji w narzędziu udostępnionym zupełnie za darmo Open Syllabus Explorer. https://blog.opensyllabus.org/about-the-open-syllabus-project/
Na razie, niestety, źródło nie analizuje nieanglojęzycznych zasobów, choć autorzy projektu na stronach internetowych wyraźnie wskazują, że jest to ich ostatecznym celem, ale kiedy to będzie, nie określili.
W wyszukiwarce można znaleźć daną pozycję po autorze, tytule, obszarze wiedzy, uczelni, kraju czy wydawcy.
Świetnym, pouczającym narzędziem, także graficznym jest Galaktyka, to wizualizacja pokazująca aktualnie 164,720 najczęściej polecanych tekstów do czytania w korpusie Open Syllabus, bazie danych obejmującej 6 059 459 programów nauczania.
Zarządzający projektem mają duże ambicje: w przyszłości dane mogłyby wedle nich nawet zostać wykorzystane do zmierzenia wpływu pracy naukowców na salach wykładowych na całym świecie – tak jak zwykło się mierzyć wpływ na naukę, poprzez cytaty i inne wskaźniki. „Wersja 2.0” Open Syllabus Project przypisuje wynik od 1 do 100 każdemu tekstowi, aby przedstawić jego „wpływ” w salach wykładowych i seminaryjnych.
W celach projektu jest także doprowadzenie do swoistej dekolonizacji edukacji (na przykład widać dzisiaj oczywistą dominację białych mężczyzn wśród najczęstszych autorów).
Największe hity na liście OPS są związane z nauką pisania i liczenia na uniwersytecie. Nie dziwi to. W końcu esej akademicki i arkusz kalkulacyjny wymagają opanowania narzędzie metod.
Wydaje się, że najważniejszą w tej chwili kwestią dla tego projektu jest dekolonizacja swojej perspektywy przez uwzględnienie innych niż angielski języków. Na razie należy przywitać z zadowoleniem uwzględnienie wpływu nauki na edukację uniwersytecką. Czy przyjmie się jako jeszcze jeden parametr oceny pracowników naukowych? Śmiem wątpić.
Najbardziej smutną wiadomością, że istnieje oficjalna lista krajów, z których nie pobiera się danych dotyczących sylabusów, aby nie zdradzać ewentualnych uczonych, czego oni też uczą na tych uniwersytetach. Cieszy, że wśród tych krajów nie znalazła się Polska.
Na liście znajdują się, Afghanistan, Algieria, Angola, Azerbejdżan, Bahrajn, Bangladesz, Benin, Brazylia, Burundi, Kamerun, Czad, Chiny, Kolumbia, Kongo, Wybrzeże Kości Słoniowej, Kuba, Ekwador, Egipt, Etiopia, Gwatemala, Honduras, Hongkong, Węgry, Indonezja, Iran , Irak, Jordania, Kenia, Kuwejt, Liban, Liberia, Libia, Makao, Madagaskar, Malawi, Malezja, Mali, Mauretania, Meksyk, Maroko, Mozambik, Myanmar, Nepal, Niger, Nigeria, Oman, Pakistan, Palestyna (OPT), Papua Nowa Gwinea, Paragwaj, Filipiny, Rosja, Arabia Saudyjska, Senegal, Sierra Leone, Singapur, Sri Lanka, Sudan, Suazi, Syria, Tadżykistan, Tanzania, Tajlandia, Togo, Tunezja, Turcja, Uganda, Zjednoczone Emiraty Arabskie, Wenezuela, Wietnam, Jemen, Zambia i Zimbabwe.
Z samej Polski w bazie póki co znalazło się ponad 100 000 sylabusów z 57 różnych uczelni i z rangą cytowania wielkości ponad 36 000. W Polsce dominują w sylabusach dyscypliny takie jak historia, biologia, ekonomia i literatura angielska, jeśli zaś zajrzeć do najczęstszych cytowań z pierwszej pięćdziesiątki, uderza dominacja translatoryki.
Na tym przykładzie widać, jak bardzo chaotyczne są Big Data agregowane przez roboty z otwartych zasobów edukacyjnych. I jak wiele zmienia się, kiedy uwzględnić dominację języka angielskiego, bądź kiedy promuje się inne języki.
Ciekawy jest także blog prowadzony na stronach. Autorzy zapraszają do dzielenia się sylabusami i zapewniają o zachowaniu prawa do prywatności.
Personalnie projekt firmowany jest przez:
Joe Karaganis, Director David McClure, Research Director Snakedev, Data Engineering Jody Leonard, Software Engineer Genosha, Front-End Development
Życzę powodzenia, choć pewnie jako nowy parametr oceny się nie przyjmie. Jako pomoc w codziennej pracy dydaktyka uczelnianego – jak najbardziej, wypada podziękować, życzyć powodzenia i namawiać do współpracy…
Witraż z siedziby Akademii Muzycznej w Łodzi przy ul. Gdańskiej
Święto Łodzi i orgia umysłów
(26-28 lipca 2019)
Zbliżają się 596 urodziny Łodzi. Będzie mnóstwo imprez, głównie na Piotrkowskiej. Władze miasta bardzo serdecznie zapraszają na obchody tysiące łodzian. Planowane są imprezy dla dzieci, imprezy sportowo-rekreacyjne, pokazy filmowe, koncerty, tańce, hulanki, swawole.
Biblioteka Miejska wraz z Uniwersytetem Łódzkim przygotowują
strefę promującą czytanie książek (w sobotę 27.07.29 przy ul. Zamenhofa).
Biblioteka zapewni atrakcje dla dzieci, m.in.: zabawy i konkursy. Będzie można
też wymieniać się książkami za darmo i poleżeć na Piotrkowskiej na
przygotowanych leżakach, podczas gdy pracownicy i wykładowcy UŁ czytać będą na
głos fragmenty „łódzkich” książek.
Chciałbym przy tej okazji zaprosić do lektury łodzianina
Karla Dedeciusa.
Śp. Karl Dedecius (1921-2016) był honorowym obywatelem Łodzi i doktorem honoris causa Uniwersytetu Łódzkiego. Urodził się tutaj, uczył w gimnazjum, z Łodzią łączyło go wiele. Przy okazji święta Łodzi warto przypomnieć jego postać, bo jak mało kto przyczyniał się do pokoju w Europie drobnymi swoimi sprawami tłumacza, teoretyka tłumaczenia oraz popularyzatora kultury polskiej i rosyjskiej w niemieckim kręgu językowym.
Sprawy związane z językami obcymi były dla niego żywe. Przekład
stanowił filozofię życia i działania. W swojej „Sztuce przekładu” z
1999 r. pisze w pierwszym akapicie:
„Tłumaczami jesteśmy wszyscy. Nawet jeśli nie tłumaczymy
książek, lecz wygłaszamy mowy, wydajemy sądy, załatwiamy interesy, stanowimy
prawa. Zawsze jesteśmy wtedy tłumaczami. Przekładamy bowiem swoje myśli na słowa,
a słowa na rozum adresatów.” (Szkiełko tłumacza, 2013: 261)
Tłumaczenie innymi słowy to humanizm polegający na tym, że
zbliżamy się do rozumu i ciała adresatów tego, co robimy i mówimy, czy piszemy.
Tłumaczenie jest zbliżeniem się do ludzi.
Tłumacz jest przyrównany z jednej strony do najwyższego kapłana — Pontifex maximus — Budowniczego Mostów — z drugiej zaś — za Horacym — do tłumacza bogów, pośrednika między światem boskim i ludzkim.
Jednak tłumaczenie ma przyziemny cel: budować mosty między
poszczególnymi umysłami, tak żeby panował pokój między narodami i pojednanie.
„Język, tworzywo, z którego my tłumacze budujemy mosty,
jest ze swej natury budulcem porozumienia. Tam gdzie rodzi nieporozumienie,
jest sługą nadużycia”. (Tamże 262) Ta sztuka budowania mostów jest trudna,
jest przeciwieństwem mowy nienawiści, „walczących słów” (wg J.
Butler). Tłumaczenie, zwłaszcza literackie, służy zbliżeniu umysłów, a tym
samym jest tych umysłów obcowaniem, co jest ex definitione komunią, łac.
Communitas, czy universitas. (266)
Sednem posłania tłumaczy jest zbliżenie poprzez syntezy,
czasami niezwykle trudne, syntezy przeciwieństw. „W wyższych stadiach
rozwoju bowiem przeciwieństwa nie zwalczają się, lecz zwielokrotniają wzajemnie
swoje potencjały, łączą się i tworzą nowe, wyższe syntezy.” (267)
I na koniec: każda czynność tłumacza ma wymiar polityczny, tłumaczenie
literatury pięknej nie jest apolityczne. Cytuje przy tym wiersz „Dzieci
epoki” Wisławy Szymborskiej:
Jesteśmy dziećmi epoki,
epoka jest polityczna.
Wszystkie twoje, nasze, wasze
dzienne sprawy, nocne sprawy
to są sprawy polityczne.
Chcesz czy nie chcesz,
twoje geny mają przyszłość polityczną,
skóra odcień polityczny,
oczy aspekt polityczny.
O czym mówisz, ma rezonans,
o czym milczysz, ma wymowę
tak czy owak polityczną.
Nawet idąc borem lasem
stawiasz kroki polityczne
na podłożu politycznym.
Wiersze apolityczne też są polityczne,
a w górze świeci księżyc,
obiekt już nie księżycowy.
Być albo nie być, oto jest pytanie.
Jakie pytanie, odpowiedz kochanie.
Pytanie polityczne.
Nie musisz nawet być istotą ludzką,
by zyskać na znaczeniu politycznym.
Wystarczy, żebyś był ropą naftową,
paszą treściwą czy surowcem wtórnym.
Albo i stołem obrad, o którego kształt
spierano się miesiącami
przy jakim pertraktować o życiu i śmierci,
okrągłym czy kwadratowym.
Tymczasem ginęli ludzie,
zdychały zwierzęta,
płonęły domy
i dziczały pola
jak w epokach zamierzchłych
i mniej politycznych.
STRASBOURG, FRANCE – SEP 12, 2018: Rear view of people smoke grenade thrown during French Nationwide day of protest against labor reform proposed by Emmanuel Macron Government
Bo Ars poetica tłumacza jak każda sztuka jest ars amandi, sztuką kochania. Czy sztuka kochania jest tematem politycznym? Bywa że nawet bardzo.
Z okazji Święta Urodzin Łodzi życzę wszystkim łodzianom Uśmiechu
i politycznej sztuki kochania! Tłumaczcie siebie nawzajem, to będzie orgia umysłów…
Źródło cytatów:
Dedecius, Karl. Szkiełko tłumacza i oko poety. Universitas.
Zredagowane przez Andreas Lawaty, Przetłumaczone przez Jacek Dąbrowski i in.,
t. 15, Kraków: Universitas, 2013.