Przestrzeń dla rozkwitu talentów każdego pracownika (zdjęcie na licencji Depositphotos)
Latający Holender? Może jednak stąpający twardo po ziemi i umiejący liczyć, myślący i rozumny po prostu?
Latający Holender (zdjęcie na licencji Depositphotos)
Siedemnastowieczna legenda o Latającym Holendrze, nieustraszonym i doświadczonym wilku morskim, kapitanie pirackiego statku, przynoszącym śmierć wrogom i zapowiadającym nieszczęście jest bardzo barwna i na pewno mogła stanowić inspirację niejednej historii z kultury popularnej, Piratów z Karaibów chociażby. Jednak ostatnio Holendrzy z tamtejszego Zrzeszenia Uniwersytetów Niderlandzkich (VSNU) ustami ich Prezydenta, Pietera Duisenberga, wyrażają nadzieję, że cały świat zainspiruje się planami ich środowiska akademickiego. Jak zapowiada David Matthews w dzisiejszym THE (3 grudnia 2019 r) „Holendrzy kończą z krótkowzrocznym i stronniczym zogniskowaniem uwagi na badaniach naukowych i ich parametrycznej ocenie. Liczą się teraz wszędzie tylko wyniki, wyniki, wyniki oraz różnie rozumiany, różnie mierzony, często mitologizowany wpływ badań na społeczeństwo (np. Impact Factor).
Propozycja uniwersytetów niderlandzkich nie likwiduje, oczywiście, badań naukowych, ani ich oceny. Jednak bracia i siostry Holendrzy pragną zwrócić uwagę na jakość tych badań, wychodzą także od smutnych konstatacji, że aplikowanie o granty badawcze dzisiaj polega przede wszystkim na programowaniu potencjalnych wyników i mitologizowaniu potencjalnego wpływu tych wyników. Cały projekt polega na opisie tego mechanizmu. Środki, skrupulatność samych badań, jak i rzetelność interpretacyjna, to wszystko odchodzi w cień, staje się tłem jednej czynności badawczej, która prowadzi do wyników. Innymi słowy, Holendrzy chcą położyć kres niskiej jakości badań naukowych i życia uniwersyteckiego, kres makdonaldyzacji uniwersytetów, które masowo nastawione na wyniki badań, zapominają o jakości ich samych oraz innych formach aktywności, jak nauczanie. Zapominają także o nadmiernie obciążonych stresem pracownikach.
Jak podaje THE, od 2021 r. VSNU wprowadzi nowe klasyfikacje stanowisk akademickich i nadal będą one zawierać zarówno elementy badań, jak i nauczania, to jednak „absolutnie będą się różnić od tego, czym są dzisiaj”.
— nie będzie nacisku na sukces możliwie największy przez 40 rokiem życia; — nie będzie potencjalnie otwartej na nieskończoność listy publikacji, będzie trzeba ograniczyć listę do 10 najlepszych przy aplikowaniu o granty; — nie będzie presji publikowania w czasopismach przed osiągnięciem magisterium, doktoranci będą poddawani mniejszej publikacyjnej presji; — nie będzie już tej swoistej kultury zarządczej „odhaczanie na liście zadań”; — zakazano używania wskaźników „h” i czynników wpływu (Impact Factor) czasopism w ocenie pracowników.
Holendrzy obiecują także nacisk na instytucje rankingowe, aby te uwzględniały w większej mierze edukację, kulturę, jakość badań.
Holendrzy znani są z anegdoty, że oddali bez walki Nowy Amsterdam, który zamieniony został na Nowy York. Nie zrobili tego bezinteresownie. Raczej uzyskali inne prawa handlowe oraz uznanie praw do Surinamu. Teraz ich projekt „Przestrzeń dla talentów każdego pracownika akademii” może stać się natchnieniem dla rozumnych. To rozumność i wysoka jakość badań przyświecają temu projektowi.
Radośni studenci i pracownicy (zdjęcie na licencji Depositphotos)
Chciałbym kiedyś dożyć takiego czasu, kiedy nie będziemy naśladować przebrzmiałych idei Zachodu, tylko to, co wartościowe. Rozumność i dobra jakość to są wartości, które warto przyswajać. Reforma wprowadzona ostatnio w Polsce przez ministra Gowina jest bezduszna i nierozumna. Wiele zła się wydarzy przez nią i jej technokratyczne wykonania.
Gdybym miał wpływ na zarządzanie uczelniami, na pewno wpatrywałbym się w holenderskie wzory w tym opisanym przeze mnie kontekście. To jest jeszcze jeden przykład realizacji ideałów „uważnej nauki”, „jakościowego badania”, „przyjaznego uniwersytetu”, „kreatywnego środowiska pracy”, kultury edukacyjnej, misji uniwersytetu. W zupełnej niezgodzie z inicjatywą tzw. IDUB (Inicjatywa Doskonałości — Uczelnia Badawcza), która prowadzić będzie do niewiarygodnej polaryzacji świata akademickiego i niedowartościowania innych niż badawcze obszarów akademickiej aktywności. W istocie reforma ta wprowadza walkę z polską nauką i polskim światem akademickim.
Dzisiaj 12 października 2019 r. Times Higher Education opublikował bardzo ważne oświadczenie 5 naukowców, założycieli „Academic Detox”, nieformalnej inicjatywy propagującej ruch „powolnej nauki” na wzór „wolnego czytania” i „wolnego jedzenia” (ang. slow food). Argumentują oni, że trzeba więcej działać, mniej dyskutować, aby zmierzyć się z zatruwaniem badań akademickich i pracy na uniwersytetach i akademiach. Detoksu wymaga atmosfera wstrząsana skandalami w akademii, mobingiem w wykonaniu starych „byków” akademii (full bull to żargonowa nazwa Profesorów) w odniesieniu do młodych adeptów nauki, listy publikacji, działanie tzw. drapieżnych czasopism, fałszowanie wyników badań pod publikę.
Autorzy zwracają uwagę na znaczenie społeczne tych trucizn w świecie akademickim — atmosfera akademii zatruwa atmosferę wokół akademii — bo społeczeństwo prędzej czy później będzie postrzegało nasz światek przez te opary. A przecież, jak stwierdzają autorzy: „W rzeczywistości skandale, które trafiły na nagłówki gazet, to tylko wierzchołek góry lodowej.”
Źródeł trucizn autorzy upatrują w hiperkonkurencji w środowisku akademickim z nieodłączną dominacją parametryzacji liczbowej. Ani nie ma z tego przyrostu wiedzy, zaś drapieżność odbija się na jakość badań. Fundusze akademii są te same, drapieżność wyrywa z ograniczonych źródeł fundusze na badania, odcinając wysokiej jakości, ale wolniejszej, dostęp do nich.
Autorzy przywołują pojęcie, które pojawiło się w artykule w International Journal for Critical Geographics „wolnej nauki” (można byłoby mówić tutaj o „uważnych badaniach”, „uważnej nauce”) Inny przykład pochodzi z University of Aberdeen, w których naukowcy zaproponowali „odzyskanie swojego uniwersytetu”, aby nie wysługiwać się wyłącznie biznesowi.
Autorzy apelują do starszych w akademii, do ludzi z tzw. pozycją, aby wzięli się za przewodnictwo tej inicjatywie na poziomie lokalnym: „uznani uczeni będą musieli działać o wiele bardziej odpowiedzialnie.”
Jedną z możliwych odtrutek jest dowartościowanie dydaktyki uniwersyteckiej, czy zakładanie nowych czasopism z odtrutym sposobem recenzowania, żeby on był coraz bardziej jakościowy.
Nagrody i stanowiska powinno się zdobywać po analizie jakościowej, nie ilościowej.
Na koniec pojawia się ważna tradycja: „Powinniśmy ponownie dążyć do ideału holistycznej nauki Aleksandra von Humboldta. Jeśli nie, brutalne warunki ekonomiczne współczesnej nauki prędzej czy później zduszą akademicką wolność.”
Nie wypada mi nic innego niż przytoczyć zawołanie Uniwersytetu Łódzkiego: Prawda i wolność. Dodałem kiedyś ciało. Ciało musi przeciwstawić się cyfrze, bo ona go zniewoli.
Johannes Schöning jest profesorem interakcji człowiek-komputer na uniwersytecie w Bremie; Sophia Hoffmann jest politologiem i młodszym liderem grupy badawczej w Leibniz-Zentrum w Niemczech; Melissa Nolas jest starszym wykładowcą na wydziale socjologii na Goldsmiths, University of London; Christos Varvantakis jest pracownikiem naukowym na wydziale socjologii na Goldsmiths, University of London; a Hendrik Weimer jest młodszym naukowcem w Instytucie Fizyki Teoretycznej Uniwersytetu Leibniz.
Właśnie przedwczoraj 14 września 2019 r. ukazał się kolejny artykuł w Times Higher Education na temat negatywnych zmian społecznych przymusu publikacji w języku angielskim, tym współczesnym lingua franca.
David Matthews pisze, że zdaniem eksperta, nomen omen, bibliometrii, który monitorował to przejście w Norwegii, uczeni z nauk humanistycznych i społecznych w Europie kontynentalnej ryzykują utratę znaczenia społecznego, jeśli nadal będą się przestawiać na angielski jako główny język publikacji profesjonalnej.
Utrata znaczenia humanistyki i nauk społecznych w społeczeństwie to także degeneracja dla kultur narodowych i niwelacja spraw lokalnych na rzecz spraw obchodzących wyłącznie anglojęzycznych naukowców. No bo żeby napisać z sensem po angielsku, angielskie muszą być także materiały egzemplifikujące oraz konteksty eksplikacji.
Zgodnie z badaniami przedstawionymi uczestnikom konferencji przez profesora Sivertsena, w Norwegii odsetek artykułów humanistycznych opublikowanych w języku norweskim spadł z około 65 procent w 2005 r. Do mniej niż 40 procent do 2014 r. W naukach społecznych z 55 do 30 procent.
Warto wskazać, że wyniki badań dotyczą społeczeństwa skandynawskiego, które świetnie rozumie angielski i bardzo dobrze się nim posługuje. Ale rzecz w materiale badawczym i kontekstach eksplikacji – społeczeństwo przestaje rozumieć akademików, bo piszą o obcych im problemach i zagadnieniach.
Żeby zatrzymać dryfowanie w kierunku wyłącznego używania języka angielskiego. Profesor Sivertsen, wskazał na samorganizację środowisk naukowych np. Na Helsińską Inicjatywę na Rzecz Wielojęzyczności w Komunikacji Naukowej, kampanię mającą na celu utrzymanie publikowania w języku lokalnym.
Sam posługuję się w mowie i piśmie zarówno polskim, jak i angielskim i szwedzkim. Gorzej znam kilka innych języków. Ale wiem, że język ojczysty to żywa tkanka, którą trzeba chronić. Nie izolować, nie niszczyć ksenofobią i nacjonalizmami, ale język musi być rozwijany przez żywych ludzi, tych najbardziej wrażliwych i wykształconych także, aby Ci mniej wykształceni stawali się lepsi i bogatsi. Nauki społeczne i humanistyka to nie laboratoria i badania pod mikroskopem, tutaj olbrzymią rolę odgrywają czynniki kulturowe. Ja kocham język polski, a Pan Panie Ministrze Gowin?
Dziękujemy Panu Ministrowi za gotowość dokonania uzupełnień na opublikowanej przez MNiSW liście wydawnictw polskich i zagranicznych. Jako środowisko naukowe reprezentujące m.in. naukowców z dyscyplin filologicznych uważamy, że jest to bardzo potrzebne przedsięwzięcie z uwagi na ciążący na nas obowiązek umiędzynarodowienia polskich zdobyczy naukowych i realizowaną strategię publikowania prac obcojęzycznych w renomowanych ośrodkach wydawniczych. Taki sposób działania wydaje nam się najwłaściwszym sposobem włączenia polskiej myśli badawczej do systemu liczącej się na świecie wymiany informacji naukowej
Po konsultacjach – które w okresie urlopowym były utrudnione, trwały więc ponad dwa dwóch tygodnie – doszliśmy do wniosku, że zebranie wymaganych danych od większości wydawnictw zagranicznych jest w tak krótkim terminie, jaki podało MNiSW, nierealne.
Pozwalamy sobie zwrócić Państwa uwagę na kilka ważnych przyczyn, dla których nie uda nam się spełnić wymagań Ministerstwa:
1. Procedury wydawnicze w różnych krajach kierują się od dziesięcioleci wypracowanymi zasadami, różniącymi się od polskich. Przede wszystkim proces przyjmowania do druku jest bardzo niejednorodny i zależny od wydawnictwa. Zasady nie muszą być takie same dla wszystkich typów publikacji i dla wszystkich autorów. Często nie polegają one na poddaniu się podwójnej recenzji anonimowej (double blind peer review process), ale są wielostopniowe i bardziej wymagające niż polskie normy. Większość wydawnictw zagranicznych nie publikuje na swoich stronach zasad etyki publikacyjnej. Musielibyśmy prosić o daleko idącą współpracę ze strony domów wydawniczych. Wymagałoby to od nich dodatkowej pracy, a nawet zmiany/rozbudowy ich stron internetowych. Trudno oczekiwać, by dobre (w tym także renomowane dla konkretnych dyscyplin) wydawnictwa zmieniły swoje sprawdzone przez lata procedury przyjmowania tekstów do druku tylko dlatego, że polscy autorzy muszą spełnić wymagania polskiego ministerstwa.
2. Renomowane wydawnictwa nie publikują plagiatów (z zasady) i starają się nie przyjmować do druku słabych książek (również z zasady), nie składają też oświadczeń w tej kwestii na specjalnych podstronach. W przypadku niemieckich wydawnictw dostateczną gwarancją jest członkostwo w Der Börsenverein des Deutschen Buchhandels e.V., które pewne zasady (np. prawa autorskie) reguluje automatycznie.
4. Wielu zagranicznym wydawnictwom zależy na pracach polskich badaczy. Polscy językoznawcy i literaturoznawcy wnoszą wiele do rozwoju światowej filologii. Nie można się jednak spodziewać, że wydawnictwa zagraniczne dostosują swoją pracę do życzeń Ministerstwa po to, aby znaleźć się na liście polskiego MNiSW.
Pierwsze próby dotarcia do wydawnictw i zdobycia od nich wymaganych przez MNiSW informacji zakończyły się na ogół niepowodzeniem. Obawiamy się, że przedstawiciele polskiej filologii (językoznawstwa, literaturoznawstwa) czy nauk o kulturze i religii, a prawdopodobnie także innych dyscyplin humanistycznych będą musieli zrezygnować z publikowania w zagranicznych wydawnictwach lub te publikacje ograniczyć (na przykład odrzucając zaproszenie do publikacji w wydawnictwie, którego brak na polskiej liście). Jest to sprzeczne z celem umiędzynarodowienia dokonań polskich naukowców, jaki przyświeca reformie szkolnictwa wyższego w Polsce.
W niniejszym liście jedynie zaznaczamy, że podobny problem dotyczy czasopism obcojęzycznych. Lista czasopism zawiera poważne luki, a punktacja w wielu przypadkach nie ma uzasadnienia merytorycznego.
Uprzejmie prosimy o rozważenie zmiany sposobu zgłaszania wydawnictw, to znaczy o pilną aktualizację instrukcji PBN dotyczącej sposobu dodawania wydawnictw do „Wykazu wydawnictw naukowych” oraz przedłużenie terminu przyjmowania wniosków.
Uważamy, że pracą związaną z uzupełnieniem list wydawnictw według zmodyfikowanych, dostosowanych do różnych procedur wydawniczych, kryteriów powinni zająć się eksperci, a nie naukowcy, którzy nie mają możliwości zdobywania potrzebnych informacji. Wkładem badaczy w te prace powinno być natomiast sporządzenie propozycji, które wydawnictwa mają znaleźć się na liście i ich ocena ekspercka. Pozostałe czynności weryfikacyjne to typowa praca administracyjna.
Spośród wielu wydawnictw zagranicznych wybraliśmy te, w których publikują polscy filolodzy. Wydawnictw tych nie ma na liście MNiSW. Podajemy również takie wydawnictwa, w których publikujemy sporadycznie, są one jednak bezsprzecznie najważniejsze dla nauk humanistycznych. Wydaje nam się, że powinniśmy być zachęcani do publikowania w najlepszych światowych domach wydawniczych, a nie zniechęcani tym, że dyscyplina nie otrzyma za to punktów.
Podkreślamy, że nie są to „wszystkie” wydawnictwa obcojęzyczne nieuwzględnione na liście ministerialnej. Jest to niewielki ułamek, szczególnie ważny dla filologów. Jesteśmy gotowi do zmobilizowania naszych środowisk i uzupełnienia tych list. Zależy nam na rzetelnej ocenie naszej pracy.
Za treść pisma oraz za podane niżej potwierdzenia imienne odpowiada
Prof. Joanna Jabłkowska, dziekan Wydziału Filologicznego UŁ
Pismo sygnują (lista jest w obecnej chwili cyfrowa, ponieważ większość korespondentów była w czasie jej tworzenia na urlopach):
Dziekani
Dziekan Wydziału Filologicznego UŁ, prof. Joanna Jabłkowska
Dziekan Wydziału Filologicznego UJ, prof. Elżbieta Górska
Prodziekan Wydziału Anglistyki UAM, prof. UAM, dr hab. Piotr Gąsiorowski
Dziekan Wydziału Nauk Humanistycznych KUL, prof. KUL, dr hab. Magdalena Charzyńska-Wójcik
Dziekan Wydziału Neofilologii UAM, prof. UAM, dr hab. Aldona Sopata
Dziekan Wydziału Filologicznego UWr, prof. Marcin Cieński; prodziekan, prof. Leszek Berezowski
Dziekan Wydziału Filologicznego UMK, prof. Przemysław Nehring
Prodziekan Wydziału Filologicznego URz, prof. URz, dr hab. Agnieszka Uberman
Prodziekan ds. Studenckich i Dydaktycznych WNH KUL, prof. KUL, dr hab. Jolanta Klimek-Grądzka
Prodziekan ds. Rozwoju i Promocji WNH KUL i Kierownik Studiów Doktoranckich, prof. KUL, dr hab. Monika Sidor
Prodziekan ds. Nauki i Współpracy Międzynarodowej WNH KUL, prof. KUL, dr hab. Dariusz Skórczewski
Dyrektorzy instytutów
Instytut Filologii Germańskiej UŁ, dr hab. Małgorzata Kubisiak
Instytut Filologii Germańskiej UJ, prof. UJ, dr hab. Magdalena Sitarz
Instytut Filologii Germańskiej UAM, prof. UAM, dr hab. Sławomir Piontek
Instytut Filologii Germańskiej UWr, prof. Tomasz Małyszek; prof. UWr, dr hab. Urszula Bonter (z-ca)
Instytut Filologii Germańskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Anna Rutka
Instytut Filologii Germańskiej UŚ, prof. UŚ, dr hab. Renata Dampc-Jarosz
Instytut Germanistyki i Lingwistyki Stosowanej UMCS, prof. UMCS, dr hab. Jarosław Krajka
Instytut Filologii Germańskiej UZ, prof. Paweł Zimniak
Instytut Romanistyki UŁ, prof. UŁ, dr hab. Anita Staroń
Instytut Romanistyki UW, dr hab. Maciej Smuk
Instytut Filologii Romańskiej UWr, prof. UWr, dr hab. Beata Baczyńska
Instytut Filologii Romańskiej UAM, prof. UAM, dr hab. Mirosław Loba
Instytut Filologii Romańskiej UJ, prof. UJ, dr hab. Wacław Rapak 4
Instytut Filologii Romańskiej UŚ, prof. Wiesław Banyś
Instytut Filologii Romańskiej UMCS, prof. UMCS, dr hab. Maria Falska
Instytut Filologii Romańskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Katarzyna Wołowska
Instytut Kultury i Języka Francuskiego UO, prof. Krystyna Modrzejewska
Instytut Filologii Romańskiej UG, prof. UG, dr hab. Ewa Wierzbowska (z-ca)
Instytut Anglistyki UŁ, prof. Łukasz Bogucki
Instytut Filologii Angielskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Grzegorz Maziarczyk
Instytut Anglistyki UMCS, prof. UMCS, dr hab. Adam Głaz
Instytut Filologii Angielskiej UJ, prof. Elżbieta Chrzanowska-Kluczewska
Instytut Anglistyki UMCS, dr hab. Zbigniew Mazur
Instytut Filologii Słowiańskiej UWr, prof. UWr, dr hab. Michał Sarnowski
Instytut Filologii Słowiańskiej KUL, prof. KUL, dr hab. Maria Mocarz-Kleindienst
Instytut Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa UWr, dr hab. Bożena Koredczuk
Instytut Dziennikarstwa i Komunikacji Społecznej UWr, dr hab. Arkadiusz Lewicki
Instytut Językoznawstwa WNH KUL, prof. KUL, dr hab. Janusz Bień
Instytut Filologii Polskiej KUL, dr hab. Ireneusz Piekarski
Instytut Filologii Polskiej i Logopedii UŁ, dr hab. Danuta Kowalska
Kierownicy katedr i zakładów
Katedra Literatury i Kultury Krajów Niemieckojęzycznych XX i XXI w. UMK, prof. Leszek Żyliński
Katedra Germanistyki UKW, dr Elżbieta Nowikiewicz (peł. obowiązki)
Katedra Filologii Romańskiej UMK, dr hab. Piotr Sadkowski
Katedra Filologii Niderlandzkiej im. Erazma z Rotterdamu UWr., prof. Stefan Kiedroń
Katedra Filologii Angielskiej UWM, prof. UWM, dr hab. Ewa Kujawska-Lis
Katedra Językoznawstwa Angielskiego UJ, prof. Elżbieta Mańczak-Wohlfeld
Katedra Judaistyki im. Tadeusza Taubego UWr, prof. UWr, dr hab. Marcin Wodziński
Katedra Historii Literatury Staropolskiej KUL, prof. Mirosława Hanusiewicz-Lavallee
Zakład Literatur Niemieckiego Obszaru Językowego UW, dr hab. Krzysztof Tkaczyk
Zakład Literatury i Kultury Krajów Niemieckojęzycznych US, prof. US, dr hab. Dorota Sośnicka
Zakład Współczesnej Literatury Niemieckiej US, prof. US, dr hab. Ewelina Kamińska-Ossowska
Zakład Historii Literatury Niemieckiej do 1848 r. UWr, prof. Wojciech Kunicki
Zakład Literatury Niemieckiej UJ, prof. Maria Kłańska
Zakład Językoznawstwa Germańskiego UJ, prof. Zofia Berdychowska
Katedra Filologii Angielskiej UMW, prof. UWM, dr hab. Ewa Kujawska-Lis
Zakład Translatoryki UŚ, prof. Andrzej Łyda 5
Zakład Italianistyki WF UŁ, prof. UŁ, dr hab. Artur Gałkowski
Akademickie Towarzystwo Romanistów Polskich „Plejada”
Komentarz na temat najnowszej publikacji w THE o zmianach w
szkolnictwie wyższym w Polsce
David Matthews opublikował kilka dni temu analizę pt. Reformy szkolnictwa wyższego w Polsce: przejęcie władzy czy konieczna korekta? Publikacja ujrzała światło dzienne 15 sierpnia 2019 w prestiżowym brytyjskim tygodniku specjalistycznym poświęconym szkolnictwu wyższemu Times Higher Education. Obszerna i pogłębiona analiza, starająca się cytować zarówno zwolenników, jak i krytyków zmian w obszarze nauki i szkolnictwa wyższego w Polsce, jest wynikiem autentycznych rozmów przeprowadzonych przez Davida Matthewsa m. in. po publikacji w kwietniu niepochlebnej opinii na temat tzw. Reformy Gowina.
Warto podkreślić, że Matthews stara się być bezstronny, a mimo to ostateczny wniosek z jego pogłębionej dziennikarskiej roboty jest pesymistyczny. Ostatecznie autor artykułu widzi groźbę sporej ideologizacji obszaru nauki i edukacji wyższej w Polsce.
Początkowo obraz nie wygląda źle, bo Matthews rozpoczyna od porównania sytuacji na Węgrzech z sytuacją w Polsce. Na tle oficjalnych węgierskich zakazów prowadzenia badań nad płcią (gender), zmuszenia środkowoeuropejskiego uniwersytetu George’a Sorosa do przeniesienia się do Wiednia i ręcznych mianowań rektorów Polska ma się jeszcze dobrze. Co więcej, autor porównuje swoje wrażenia z wizyty w Budapeszcie w 2017 r. do tych z Warszawy z lata 2019 i wychodzi mu, że atmosfera w Polsce jest jeszcze atmosferą wolności, bo naukowcy, z którymi rozmawiał nie rozglądają się niepewnie, kiedy się ich pyta o oceny i są zadowoleni, że dziennikarz rejestruje ich uwagi. Zupełnie inaczej było w Budapeszcie.
Warto także zobaczyć, że THE jako tygodnik związany z
coroczną publikacją rankingów uczelni świata wyraźnie preferuje mierzalne dane
i parametryzację funkcjonującą w świecie brytyjsko-amerykańskim. Stąd np. widać
ślad nadziei w tekście Dawida Matthews, kiedy zapytuje retorycznie, czy reforma
Gowina „stara się jedynie wzmocnić pozycję polskich rektorów w
skuteczniejszym zarządzaniu ich instytucjami i narzucić tak potrzebną dawkę
ambicji i merytokracji słabnącemu systemowi szkolnictwa wyższego”, który
przecież lokuje się na arenie międzynarodowej znacznie poniżej swoich możliwości.
Na poparcie tego przytaczane są twarde wyniki, których używa także polskie
ministerstwo, uzasadniając podjęcie reform: „z 4257 grantów początkowych
przyznawanych młodym naukowcom przez prestiżową Europejską Radę ds. Badań
Naukowych od 2007 r. akademicy z Polski zdobyli tylko 22. A spośród 2899
grantów zaawansowanych przyznawanych starszym naukowcom od 2008 r. Polska zdobyła
tylko cztery.” Dwa najwyżej ocenione polskie uniwersytety w światowym
rankingu uniwersytetów THE mieszczą się w przedziale 601–800.
Autor pomija fakt, że szkolnictwo wyższe w Polsce wykonało wielki wysiłek wielu zmian od 1989 roku i że od tego czasu z punktu widzenia tych właśnie wskaźników dokonał się i tak skok jakościowy. Co więcej, dziennikarz brytyjski wyraźnie zauważa, śledząc to, co powiedziała mu przy kawiarnianym stoliku prof. Monika Kostera, „że polskie uniwersytety tradycyjnie cieszyły się pewnym stopniem samorządu akademickiego od dawna wygaszonym w Europie Zachodniej.” Co więcej wydaje się, że Dawid Matthews ubolewa wraz ze swoją interlokutorką, że reformy Gowina zakończyły potencjalnie „chwalebne” eksperymenty w „demokracji kolegialnej”, zaś zmiany nie poparte większymi nakładami finansowymi nie przyczynią się do poprawy sytuacji. Autor cytuje także moją opinię o upadku mniejszych i młodszych uczelni w Polsce, które stracą uprawnienia i zostaną zdegradowane. Jest to szczególnie groźne na prowincji.
Najbardziej chyba istotne jest to, że autor dał także szansę
obszernego wypowiedzenia się ministrowi Jarosławowi Gowinowi, „architektowi
polskiego wstrząsu”, „wytwornemu, srebrnowłosemu filozofowi z eklektycznym CV”.
Minister ucieszył się, że THE pragnie z nim rozmawiać i uzasadnia swoje reformy
porównaniem uczelni polskich z Uniwersytetem Cambridge, bo rozmawiał z Sir
Leszkiem Borysiewiczem, byłym kanclerzem Uniwersytetu Cambridge, synem polskich
uchodźców wojennych i wyszło mu, że kanclerze w systemie brytyjskim mogą
znacznie więcej niż polscy Rektorzy.
Nie mogę zauważyć, że w takim zestawieniu Cambridge vs. cała Polska, zawsze będziemy wyglądać fatalnie. Nie tylko system brytyjski i polski są nieporównywalne, ale uczelnie masowe takie jak w Polsce nigdy nie będą uczelniami rezydencjalnymi, tak jak koledżowe Cambridge. Nie mogę też nie wspomnieć, że moje zdziwienie budzi także minister nauki, który rozmawia po angielsku z dziennikarzem THE w obecności kilku tłumaczy. (Sic!)
Autor analizy cytuje zarówno dra hab. Emmanuela Kulczyckiego, przedstawianego jako zwolennika i głównego doradcę ministerstwa, jak i doktorantkę Monikę Helak biorącą udział w czerwcowych protestach okupacyjnych 2018 r., inspirowanych m.in. przez KKHP. Stara się naprawdę sięgać na prawo i lewo, żeby zbalansować obraz.
Minister Gowin sam siebie w rozmowach ukazuje jako „tradycyjnego,
kochającego wolność i pluralistycznego konserwatystę”. Wydaje się zadowolony,
kiedy przeciwnicy zarzucają mu bycie neoliberalnym, ale to wszystko z tego, że „nie
podoba mu się państwo”. Uważa, że „państwo powinno być ograniczone i dać jak
najwięcej miejsca jednostkom, rodzinie i społeczności”. Jednak sam autor artykułu
zauważa, iż publiczna zapowiedź przez Gowina „repolonizacji” polskich mediów po
wygranych przez PiS wyborach w październiku nie wydaje się z ducha liberalnego.
I jego dziedzictwo, niezależnie od tego, czy zachowa swoje stanowisko ministra
po wyborach, jest oceniane przez autora negatywnie.
„Pod jego reformami teologia została wyniesiona z podsekcji
nauk humanistycznych do jednej z ośmiu ogólnych dyscyplin, stawiając ją na
równi z dziedzinami takimi jak ekonomia i nauki przyrodnicze. Daje to teologom
wielką moc w eksperckich radach doradczych, które decydują na przykład, które
czasopisma lub instytucje oficjalnie uznają.”
Nawet dr hab. Emmanuel Kulczycki, jeden z wielkich agentów zmian, jest sceptyczny, jeśli idzie o ten punkt programu Gowina.
Artykuł kończy się pesymistyczną wizją ideologizacji
polskiej nauki i szkolnictwa wyższego: „Polskie uniwersytety mogły jak dotąd
wymknąć się spod kontroli państwa, ale wpływ kościoła może być trudniejszy do
uniknięcia.”
Zasadniczo zatem należy odnotować, że ocena zmian wypada
negatywnie. Autor analizy sympatyzuje z intencjami zmian, ale wykonanie ocenia
fatalnie. Co więcej, jeśli miałbym wskazać najsłabszy punkt w jego analizie, to
trzeba byłoby zauważyć, iż nie uwzględnia on w większym stopniu tej rosnącej na
polskich uczelniach świadomości demokratycznych procedur. Co w kontekście
ograniczania demokracji w innych obszarach ma duże znaczenie. Za mało jest także
o tych ideach w najnowszej nauce o zarządzaniu, które wskazują na rolę
kreatywności i krytycznego myślenia w małych zespołach.
Odpowiadając na zadane przez autora artykułu pytanie, czy zmiany na uczelniach w Polsce to jest przejęcie władzy, czy też konieczna korekta, trzeba odpowiedzieć, że wnioski nasuwają się same: to jest przejęcie władzy, ale nie przez państwo, tylko przez ideologię dominującą dziś w Polsce. Co więcej, należałoby zaprosić autora, aby uważnie śledził sytuację w Polsce, bo tak, jak nie wszystko widać latem 2019 r. przed wyborami, tak pewne skutki reformy zaczną się pojawiać dopiero za kilkanaście miesięcy. Matthews np. nie mógł jeszcze odnieść się do sytuacji stworzonej przez nową listę czasopism, w których naukowcy polscy powinni publikować, choć wcześniej znaną już listę wydawnictw ocenił krytycznie.
Redaktorze David Matthews, pozostańmy w kontakcie.
Dzisiaj zainicjowałem swoją stronę jaroslawpluciennik.com. Będę tutaj aktualizował moje dane (CV i publikacje) oraz od czasu do czasu dzielił się przemyśleniami na blogu. Zapraszam do śledzenia.