Autor: Jarosław Płuciennik

  • Ustąpienie ze Szwedzkiej Akademii z fotela nr 18

    Ustąpienie ze Szwedzkiej Akademii z fotela nr 18

    Z cyklu: Obserwatorium nordyckie

    Tia Forsstrom w 2011 r. (Źródło Wikipedia commons)

    Tua Forsström (ur. w 1947 w Porvoo) fińska poetka i pisarka tworząca w języku szwedzkim, ogłosiła swoje odejście z Akademii Szwedzkiej po pięciu latach pełnienia funkcji członkini na miejscu nr 18. Decyzję tę motywuje zmęczeniem i spadkiem energii, podkreślając, że nie stoi za nią żadna dramatyczna przyczyna. Forsström została wybrana do Akademii w lutym 2019 roku jako następczyni Katariny Frostenson. Jej ostatnim oficjalnym wystąpieniem była doroczna uroczysta sesja Akademii w Sali Giełdy w Sztokholmie.

    Tua Forsström urodziła się w 1947 roku w Porvoo w Finlandii. Studiowała teorię literatury, filozofię i psychologię społeczną na Uniwersytecie Helsińskim, uzyskując tytuł licencjata nauk humanistycznych w 1972 roku. Pracowała jako redaktorka w wydawnictwie Söderström & Co w latach 1972–1992, a następnie poświęciła się pisarstwu. W latach 1999–2004 pełniła funkcję profesora sztuki przyznaną przez Fińską Radę Sztuki. Jest uznawana za jedną z czołowych poetek nordyckich, a jej twórczość była wielokrotnie nagradzana, m.in. Nagrodą Literacką Rady Nordyckiej w 1998 roku za tomik “Efter att ha tillbringat en natt bland hästar”.

    Podczas swojej kadencji w Akademii Szwedzkiej Forsström szczególnie ceniła przyznanie Literackiej Nagrody Nobla Jonowi Fosse w 2023 roku, którego twórczość śledziła przez całe dorosłe życie. Mats Malm, stały sekretarz Akademii, podkreślił, że jej perspektywa i doświadczenia, zwłaszcza w kontekście literatury szwedzkojęzycznej w Finlandii, były niezwykle cenne dla instytucji.

    Źródła: Dagens Nyheter i Wikipedia

  • Polska na drodze do potęgi w Europie. Z cyklu Obserwatorium nordyckie

    Polska na drodze do potęgi w Europie. Z cyklu Obserwatorium nordyckie

    Ilustracja obszaru Morza Bałtyckiego... Balticum

    Z przyjemnością odnotowuję wzrost znaczenia Polski i jej wizerunku w Szwecji. Polska w górę! Brawo!

    Po dzisiejszej prasówce Dagens Nyheter i Svenska Dagbladet uznałem, że nigdy Polska nie miała jeszcze takiej pozycji w kontekstach Nordyckich.

    Z okazji pobytu polskiego premiera Donalda Tuska w Szwecji na szczycie państw nordyckich ukazał się ciekawy materiał z tytułem: „Szwecja ma wiele do nauczenia się od Polski. Polska jest na dobrej drodze, by stać się kolejną potęgą Europy. Powinniśmy uczyć się od polskich sukcesów w dziedzinach takich jak wzrost gospodarczy, rynek pracy i polityka mieszkaniowa” – piszą Rutger Brattström i Alexandra Ivanov Hökmark z think tanku Timbro.

    Według autorów tego artykułu opublikowanego w poczytnym Svenska Dagbladet, Polska wyróżnia się w Europie dynamicznym wzrostem gospodarczym, elastycznym rynkiem pracy, niskimi kosztami budowy mieszkań i inwestycjami w obronność. Jest także liderem w przyjmowaniu migrantów i rozwija energetykę jądrową. Autorzy podkreślają, że sukcesy Polski wynikają z wolnorynkowego podejścia, niskiego opodatkowania i odpowiedzialnej polityki. Proponują, aby Szwecja uczyła się od Polski, która łączy dobrobyt gospodarczy z humanitarnym zaangażowaniem i stabilnością.
    Ponadto inwestycje militarne i strategiczne partnerstwa (np. z USA) wzmacniają pozycję Polski, elastyczne regulacje sprzyjają niskiej stopie bezrobocia i integracji imigrantów.
    Autorzy stosują argumentację opartą na danych statystycznych i przykładach konkretnych polityk. Ton jest afirmatywny i skoncentrowany na pozytywnych aspektach polskiej polityki.

    Polska, która jeszcze 30 lat temu odzyskała swoją niepodległość, wyrosła na kraj świadomie korzystający z siły gospodarki rynkowej i odpowiedzialny za swoje losy oraz za przyszłość Europy. Szwecja ma wiele do nauczenia się od Polski.

    Chyba jeszcze nigdy Polska nie miała takiego dobrego wizerunku w Szwecji.

    Tym bardziej, że Dagens Nyheter szczegółowo informuje, że podczas szczytu nordyckiego na Harpsund w Szwecji, liderzy sześciu krajów – Polski, Szwecji, Danii, Finlandii, Estonii oraz przedstawiciel Litwy – zgodzili się na dalsze zwiększanie wsparcia dla Ukrainy i budżetów obronnych swoich państw. Gospodarz spotkania, premier Szwecji Ulf Kristersson, podkreślił, że obecna sytuacja międzynarodowa wymaga znacznych inwestycji w obronność, przewyższających dotychczasowy cel NATO wynoszący 2% PKB.

    Kraje zobowiązały się zwiększyć dostawy amunicji oraz wspierać rozwój ukraińskiego przemysłu zbrojeniowego. Uznano, że rosyjska agresja destabilizuje region euroatlantycki i wymaga stanowczego wsparcia demokracji w Europie Wschodniej.

    Polska przeznacza na obronność najwyższy procent PKB w regionie (4,12%), a Szwecja planuje zwiększenie swojego udziału do 2,6%. Liderzy uznali, że przyszłe wymagania NATO mogą wynosić nawet 3% PKB, aby sprostać nowym wyzwaniom strategicznym.

    Premier Polski Donald Tusk zaproponował wspólne patrole morskie dla krajów nordycko-bałtyckich, wzorowane na patrolach powietrznych NATO. Propozycja spotkała się z zainteresowaniem, choć wymaga konsultacji w szerszym kontekście NATO.
    Dyskutowano także o niedawnych uszkodzeniach kabli komunikacyjnych na Bałtyku, które mogą być wynikiem sabotażu.

    Podjęte działania mają nie tylko wzmocnić bezpieczeństwo regionalne, ale także odpowiedzieć na rosnące zagrożenie ze strony Rosji. Kraje nordycko-bałtyckie i Polska są jednymi z największych wsparć dla Ukrainy, co podkreśla ich rolę w budowaniu stabilności w Europie.

    Europa musi wziąć większą odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo i wspólnie działać w obliczu rosnących napięć geopolitycznych. Szczyt w Harpsund jest ważnym krokiem w tej strategii.

    Podczas tego szczytu Premier Polski Donald Tusk zaproponował stworzenie wspólnej straży morskiej dla krajów basenu Morza Bałtyckiego w odpowiedzi na ostatnie przypadki sabotażu na dnie morskim. Propozycja zyskała poparcie premiera Szwecji Ulfa Kristerssona.

    Tusk wskazał, że współpraca tego typu mogłaby nawiązywać do już istniejących patroli powietrznych NATO w regionie Bałtyku. Podkreślił, że inicjatywa ta jest szczególnie istotna dla państw odczuwających wspólne zagrożenie ze strony Rosji.

    Kristersson, komentując propozycję na konferencji prasowej podczas nordycko-bałtyckiego szczytu na Harpsund, uznał pomysł za logiczny. Zauważył, że sytuacja na i pod powierzchnią Morza Bałtyckiego wymaga dalszych, szczegółowych dyskusji w duchu współpracy.

    Wspólna straż morska mogłaby wzmocnić bezpieczeństwo regionu w obliczu rosnących napięć geopolitycznych.

    Jeszcze nigdy Polska nie miała tak dobrej prasy w Szwecji. Serce roście patrząc na te czasy…

    Może warto spojrzeć na siebie samych oczami innych?

    Ps. To jest galeria zdjęć z Rapport w Sveriges Television: dwóch premierów formalnie i nieformalnie

  • Słownik na dziś: kakistokracja

    Słownik na dziś: kakistokracja

    Karykatura na licencji z Depositphotos

    W ostatnich latach polityczne turbulencje w różnych częściach świata – od Stanów Zjednoczonych po Polskę – sprawiły, że dawne, nieco zapomniane pojęcia znów nabrały aktualności. Jednym z nich jest “kakistokracja”, czyli rządy najgorszych, najmniej kompetentnych, najbardziej nieetycznych jednostek. Pojęcie to, używane od XIX wieku przez autorów takich jak Thomas Love Peacock czy James Russell Lowell, pierwotnie stanowiło przeciwieństwo arystokracji – rządów “najlepszych”, tych o najwyższym statusie społecznym. Dziś jednak bardziej sensowne i przydatne jest porównanie kakistokracji do merytokracji, czyli rządów opartych na kompetencjach i kwalifikacjach.

    Po wyborach Trumpa w 2016 roku (co “The Economist” niedawno przypomniał, opisując słowa, które stały się przydatne w politycznych analizach ostatniej dekady), pojęcie kakistokracji zyskało nowy wymiar. Trump, choć nie jedyny, stał się symbolem polityki, która zdaniem wielu komentatorów nagradzała niekompetencję i promowała jednostki kierujące się własnym interesem, a nie dobrem publicznym. Słowo to przywrócono do dyskusji o polityce jako reakcję na obawy związane z erozją instytucji demokratycznych i nagradzaniem najgorszych, nie najlepszych.

    Współcześnie, w świecie, w którym kultura zarządzania wciąż podkreśla znaczenie kompetencji i doświadczenia – hasła kluczowe dla merytokracji – kakistokracja staje się swoistym memento. Przypomina o tym, jak łatwo polityka może wpaść w ręce tych, którzy – zamiast umiejętności i wiedzy – reprezentują arogancję, brak moralnych skrupułów, a nawet pogardę dla wartości wspólnego dobra. Kakistokracja to ustrój, w którym władza bardziej przypomina festiwal cynizmu niż odpowiedzialne zarządzanie zasobami i troskę o obywateli. Tym samym stanowi zagrożenie dla całych społeczeństw, które tracą na politycznych decyzjach podejmowanych bez wizji, etyki i wiedzy.

    Co ciekawe, w ostatnich latach termin kakistokracja przyjął się w licznych publicystycznych analizach także poza Stanami Zjednoczonymi. Od Polski po Brazylię, od Turcji po Wielką Brytanię – komentatorzy polityczni wracają do tego słowa, by oddać gorycz wobec świata, w którym ignorancja i egoizm mogą stać się wiodącymi cnotami władzy.

    W obliczu tych zagrożeń, warto zadać pytanie, czy istnieje sposób na powstrzymanie rozwoju kakistokracji. Odpowiedzią mogłoby być wzmocnienie mechanizmów promujących merytokrację, czyli system, w którym najważniejsze stanowiska obejmują osoby kierujące się kompetencją, odpowiedzialnością i moralnością. Kluczowa jest jednak świadomość obywatelska, zdolność do rozpoznawania wartościowych liderów i odrzucenia pokus retoryki, która zbyt często ignoruje kompetencję na rzecz haseł łatwych do akceptacji, ale w rzeczywistości szkodliwych.

    Pojęcie “kakistokracji” to więc jedno z tych słów, które w nowych czasach stało się niepokojąco przydatne. Być może słowem tym – jako symbolem ryzyka – warto ostrzegać przed systemami, które nagradzają najgorszych, nie najlepszych.

  • Redakcje, bezstronność i sprawy publiczne

    Redakcje, bezstronność i sprawy publiczne

    31 października 2024 The Economist wyjaśnił swoje stanowisko popierania Kamali Harris w wyborach USA

    W artykule The Economist odnosi się do swojej decyzji o poparciu Kamali Harris jako kandydatki Partii Demokratycznej na prezydenta USA. W przeciwieństwie do innych dużych amerykańskich gazet, jak Los Angeles Times i Washington Post, które postanowiły nie udzielać żadnych rekomendacji, The Economist podkreśla, że popieranie kandydatów nie stoi w sprzeczności z ich niezależnością dziennikarską, ale jest jej przykładem.

    Redakcja wyjaśnia, że ich podejście do dziennikarstwa opiera się na niezależności i bezstronności. Twierdzą, że ich praca polega na zapewnianiu rzetelnych, sprawdzonych faktów oraz dogłębnych analiz problemów globalnych. Opinie, które wyrażają, nie polegają na promowaniu polityków, ale na ocenianiu polityki i proponowaniu rozwiązań.

    The Economist zaznacza, że struktura ich organizacji gwarantuje wolność od wpływów komercyjnych, a decyzje redakcyjne nie są poddawane kontroli ze strony właścicieli czy zarządu. Wartości, które kierują ich pracą, to szacunek dla idei liberalnych oraz przekonanie, że każda idea powinna być poddawana krytycznej ocenie. Redakcja argumentuje, że ich linia redakcyjna wynika z intensywnych wewnętrznych debat i każdy, od stażysty po doświadczonych redaktorów, może wyrazić swoje zdanie.

    The Economist podkreśla, że nie narzuca czytelnikom, co mają myśleć, ale uważa, że w czasach pełnych podziałów i niepewności, spowodowanych m.in. przez wojnę, populizm i zmiany klimatyczne, potrzebne są jasno sformułowane, oparte na faktach opinie, które pomagają lepiej zrozumieć świat. Nawet jeśli ktoś się z nimi nie zgadza, cenią siłę argumentów opartych na prawdzie.

    The Economist podkreśla, że niezależność ich dziennikarstwa jest chroniona przez strukturę własnościową organizacji. Wydawnictwo The Economist nie ma większościowego właściciela – największy akcjonariusz posiada jedynie 43,4% udziałów, co oznacza, że decyzje redakcyjne nie są kontrolowane przez jednego dominującego inwestora. Dodatkowo, żadne poparcia czy rekomendacje redakcyjne nie są nigdy poddawane przeglądowi przez przewodniczącego lub zarząd. Taka struktura zapewnia, że treści publikowane w The Economist są niezależne od wpływów komercyjnych i pozostają obiektywne.

    The Economist zachowuje bezstronność podobnie jak Scientific American. W październiku 2024 roku Scientific American po raz drugi w swojej 179-letniej historii udzielił poparcia kandydatce na prezydenta USA, Kamali Harris. Wcześniej, w 2020 roku, magazyn poparł Joe Bidena, co było ich pierwszym takim krokiem. Decyzja ta wynikała z przekonania redakcji, że polityka Harris lepiej wspiera naukę, zdrowie publiczne i ochronę środowiska w porównaniu z jej przeciwnikiem, Donaldem Trumpem. Redakcja argumentowała, że ich obowiązkiem jest opowiedzenie się po stronie polityki opartej na dowodach naukowych, zwłaszcza w obliczu wyzwań takich jak zmiany klimatyczne i pandemia COVID-19.

  • Recenzja nowej książki Harariego Nexus

    Recenzja nowej książki Harariego Nexus

    Właśnie ukazała się moja recenzja nowej książki Harariego.

    Yuval Noah Harari, Nexus: A Brief History of Information Networks from the Stone Age to AI, Vintage/Penguin Random House, Londyn–Nowy Jork 2024, ss. 495 w: Zagadnienia Rodzajów Literackich, LXVII, 2024, z. 2

    recenzja tutaj

  • Storytelling a lingwistyczna analiza na przykładzie debaty Harris/Trump. Bryk dla studentów

    Storytelling a lingwistyczna analiza na przykładzie debaty Harris/Trump. Bryk dla studentów

    Storytelling to niezwykle istotna umiejętność w dzisiejszym świecie komunikacji. Sztuka opowiadania historii ma na celu nie tylko przekazywanie informacji, ale również angażowanie emocji i przekonywanie odbiorców. Dobry storytelling działa na wielu poziomach – łączy postaci, konflikty, zwroty akcji i zakończenia w spójną, logiczną całość, która łatwo rezonuje z widownią. Jest on powszechnie stosowany w literaturze, filmie, reklamie, a nawet w marketingu cyfrowym. Jego głównym celem jest stworzenie historii, która przyciągnie uwagę, wywoła emocjonalną reakcję oraz pozostanie w pamięci odbiorcy na długo po zakończeniu. Ważne jest, aby dostrzegać czasami całości długiego trwania. Np. debata wyborcza może trwać 90 minut, ale strategie komunikacyjne poszczególnych uczestników debaty widać w całości ich wystąpień.

    Każda opowieść składa się z kilku podstawowych elementów: postaci, które niosą fabułę i z którymi odbiorcy mogą się identyfikować; konfliktu, który jest rdzeniem każdej historii, napędzającym akcję i utrzymującym zainteresowanie widza; punktów zwrotnych, które stanowią momenty przełomowe w historii, budując napięcie i prowadząc do rozwiązania, oraz zakończenia, które pozostawia odbiorcę z poczuciem satysfakcji lub refleksji. Niezależnie od tego, czy tworzysz scenariusz filmowy, planujesz kampanię reklamową, czy piszesz powieść, storytelling pozostaje kluczem do skutecznej komunikacji, niezależnie od medium. Kiedyś jakiś polityk powiedział, że nieważne jak się zaczyna, ale jak się kończy. Ech, to tylko częściowa prawda. W storytellingu jak w każdym tekście artystycznym najczulsze elementy tekstu to zarówno początek, jak i koniec. Zatem ważne jest, jak się zaczyna (np. uściskiem dłoni interlokutora), ale też jak się kończy (np. zdecydowanym tonem).

    Narracja transmedialna, czyli transmedia storytelling, to zaawansowana forma storytellingu, która rozciąga historię na wiele platform medialnych. Kluczowe jest to, że każda z tych platform oferuje coś unikalnego – nie są to jedynie powtórzenia tego samego wątku, ale jego rozwinięcia i nowe konteksty, które uzupełniają główną narrację. Historia może być opowiedziana częściowo w filmie, kontynuowana w książce, a rozszerzona przez grę wideo czy komiks. Każda platforma wnosi nowe elementy do świata opowieści, co pozwala odbiorcom na jeszcze głębsze zaangażowanie. Transmedia storytelling zachęca widza do aktywnej interakcji z narracją – może on zgłębiać różne wątki, odkrywać nowe postacie i eksplorować świat opowieści na różne sposoby. Doskonałym przykładem narracji transmedialnej jest uniwersum „Gwiezdnych wojen”. Historia zaczęła się od filmów, ale z czasem rozwinęła się o dodatkowe wątki opowiadane w książkach, komiksach, grach wideo czy serialach telewizyjnych, tudzież zabawkach dołączanych do Happy Meala w McDonalds. Każde z tych mediów dodaje nowe informacje, wprowadza postacie i rozwija uniwersum, które dzięki temu staje się bogatsze i bardziej złożone.

    Dla studentów kursu Storytelling warto przyjrzeć się nie tylko fikcyjnym narracjom, ale również rzeczywistym przykładom komunikacji, jak np. polityczne debaty. Lingwistyczna analiza Marka Libermana (lingwista z Linguistic Data Consortium, University of Pennsylvania, Philadelphia, USA), opublikowana na łamach „The Economist” 11 września 2024r. (An alternative look at the Trump-Harris debate, in five charts), ukazuje, jak język i ton wypowiedzi mogą kształtować wizerunek polityka w oczach publiczności. Liberman przeanalizował debatę między Kamalą Harris a Donaldem Trumpem, pokazując różnice w ich stylach komunikacyjnych. Wyniki te można odnieść również do zasad storytellingu. Trump mówił szybciej (198 słów na minutę) i dłużej niż Harris, co mogło sugerować próbę dominacji i chęć zapanowania nad debatą. Harris mówiła wolniej (160 słów na minutę), ale używała więcej unikalnych słów, co pozwalało jej na bardziej precyzyjne formułowanie wypowiedzi. Harris używała bardziej zróżnicowanego języka – potrzebowała 4000 słów, aby osiągnąć 1000 unikalnych wyrazów, podczas gdy Trump potrzebował aż 6000 na 1000 unikalnych wyrazów. Bogatszy język może być postrzegany jako bardziej elokwentny, precyzyjny i przemyślany, co w storytellingu często przekłada się na wiarygodność postaci. Jednak samo to nie musi przekładać się na sukces komunikacyjny. Jeśli idzie o tempo mówienia, to szybsze tempo mówienia może być interpretowane jako przejaw pewności siebie lub chęci dominacji w debacie. Co więcej, Trump jest znany z tego, że potrafi, mówiąc niejako bardziej potocznie, mniej precyzyjnie, czasami mętnie, przykuwać długo uwagę, mimo „kręcenia się w kółko”, „wracania do tego, co już było”. Sugeruje to, że Harris była bardziej precyzyjna i świadoma w doborze języka, co mogło wpływać na jej postrzeganą elokwencję i skuteczność komunikacyjną. Jednak samo to nie musi przekładać się na większą wiarygodność, bo Trump powtarzając frazy: „oni jedzą koty, oni jedzą naszych milusińskich…” wbija się odbiorcy w pamięć, choćby było to nawet groteskowe.

    Warto też zwrócić uwagę na wybór słów, ponieważ Trump częściej używał zaimka „oni”, co sugeruje strategię „my kontra oni” – klasyczny sposób budowania konfliktu w narracji, który potrafi angażować emocje odbiorców. Harris natomiast stawiała na słowa takie jak „Ameryka” i „praca”, które budowały bardziej inkluzywny, pozytywny przekaz. Analiza tonacji ujawnia, że tonacja głosu kandydatów miała znaczenie w odbiorze emocjonalnym. Trump w miarę trwania debaty wykazywał większą zmienność tonacji, szczególnie podczas poruszania kontrowersyjnych tematów (atak na Kapitol) oraz pod koniec debaty. Harris natomiast zakończyła debatę w sposób opanowany, co mogło sugerować pewność siebie i kontrolę nad sytuacją. Harris zaczęła pewnie i zakończyła jak prokurator mowę oskarżycielską.

    Analiza Libermana pokazuje, że każda forma komunikacji – nawet polityczna debata – ma swoje zasady narracyjne. Od budowy zdań, przez tempo mówienia, po tonację głosu – wszystkie te elementy kształtują percepcję i emocje odbiorców. W storytellingu kluczowe jest zrozumienie, że każda decyzja językowa ma swoje konsekwencje dla odbioru opowieści. To właśnie te subtelne aspekty sprawiają, że historie mają moc oddziaływania i wpływu na ludzi. W polityce, podobnie jak w storytellingu, chodzi o wywoływanie emocji, przekonywanie do swoich racji i budowanie relacji z odbiorcami. Każdy z kandydatów zastosował odmienną strategię językową, co wpłynęło na ich postrzeganie przez opinię publiczną.

    Dla studentów Storytellingu, kluczowe jest zrozumienie, że niezależnie od medium – czy to debata, książka, film, czy kampania reklamowa – fundamenty opowiadania historii pozostają niezmienne. Kluczem do sukcesu jest świadome kreowanie narracji, która angażuje odbiorcę, niezależnie od platformy, na której jest prezentowana. Storytelling to sztuka, która rozwija się na różnych poziomach i przez różne media. Wykorzystanie transmedia storytellingu pozwala na stworzenie złożonych, wielowarstwowych historii, które angażują odbiorcę na wielu poziomach. Lingwistyczna analiza debaty politycznej również pokazuje, jak wybór słów i sposób mówienia wpływają na odbiór komunikatu.

    Ale też transmedialność ujawniła się natychmiast w tym, że krótko po debacie Taylor Swift umieściła wpis na Instagramie ilustrowany swoim wystudiowanym portretem z pięknym kotem i podpisem „Bezdzietna kociara”. Wpis był jednoznacznym opowiedzeniem się za Kamalą Harris, ale jednocześnie jest ciągiem dalszym fatalnie odebranej teorii spiskowej Trumpa na temat imigrantów zjadających koty i psy amerykańskich właścicieli. Tak to właśnie jesteśmy zanurzeni po uszy w transmedialnych opowieściach.

    PS. 14 września 2024 zmieniona wersja tego wpisu ukazała się w Gazeta Wyborcza

  • Kultura cyfrowa — jeszcze jeden głos apelujący o umiar — jesteśmy ciałem

    Kultura cyfrowa — jeszcze jeden głos apelujący o umiar — jesteśmy ciałem

    Właśnie ukazał się (2.09.24) felieton szwedzkiej psycholożki Hanny Bornäs w Svenska Dagbladet, będący swoistą recenzją badań naukowych i refleksją nad wpływem technologii cyfrowych, szczególnie smartfonów i mediów społecznościowych, na dzieci i młodzież. Bornäs nawiązuje do najnowszej książki amerykańskiego socjologa, psychologa moralności i emocji moralnych, Jonathana Haidta „The Anxious Generation: How the Great Rewiring of Childhood is Causing an Epidemic of Mental Illness”, w której autor krytycznie ocenia, jak wzrastające uzależnienie dzieci od ekranów i internetu przyczynia się do pogorszenia ich zdrowia psychicznego.

    Haidt argumentuje, że dzieci są nadmiernie chronione w świecie fizycznym, ale zbyt mało chronione w świecie cyfrowym. Zjawisko to nasiliło się od lat 90., a eskalacja nastąpiła wraz z rozwojem smartfonów i platform społecznościowych takich jak Instagram. Dzieci spędzają teraz około 40 godzin tygodniowo przed ekranem, co można porównać do pełnoetatowej pracy, która generuje zyski dla firm technologicznych, ale ma potencjalnie negatywny wpływ na ich zdrowie. Pracują pełnoetatowo i cyfrowo bez wynagrodzenia.

    Bornäs podkreśla, że chociaż Folkhälsomyndigheten (Szwedzka Agencja Zdrowia Publicznego) wprowadziła zalecenia dotyczące ograniczenia czasu ekranowego, to ich ton jest mniej alarmistyczny niż Haidta. Mimo to, agencja również wskazuje na związek między nadmiernym korzystaniem z ekranów a problemami zdrowotnymi, takimi jak zaburzenia snu, depresja i niskie poczucie własnej wartości.

    Ostatnio inni alarmują, że dopuszczenie np. w szkołach korzystania ze smartfonów owocuje większą ilością spraw związanych z eskalacją agresji wewnątrz grup młodzieżowych, łatwiej jest wyrażać agresywne postawy na czatach niż twarzą w twarz.

    Haidt zwraca również uwagę na potrzebę wolnej, nieskrępowanej zabawy na świeżym powietrzu, co jego zdaniem jest kluczowe dla zdrowego rozwoju dzieci. Zbyt duża ochrona w połączeniu z nadmiernym korzystaniem z technologii powoduje, że dzieci mają mniej możliwości doświadczania życia w pełni, co prowadzi do wzrostu lęków i braku umiejętności radzenia sobie z rzeczywistością.

    Bornäs kończy swoją refleksję, podkreślając, że debata na temat technologii i jej wpływu na życie dzieci jest złożona i wymaga głębszego zastanowienia się nad tym, jak chcemy żyć jako jednostki i jako społeczeństwo. Choć technologia oferuje wiele korzyści, jej niekontrolowane użycie może prowadzić do poważnych konsekwencji, które wymagają zarówno indywidualnej, jak i zbiorowej odpowiedzialności.

  • Z cyklu obserwatorium nordyckie: Finlandia dokuje w porcie macierzystym

    Z cyklu obserwatorium nordyckie: Finlandia dokuje w porcie macierzystym

    Dzisiejszy 30 sierpnia 2024 r. redakcyjny komentarz Olofa Ehrenkrony w Svenska Dagbladet omawia fundamentalną zmianę w polityce zagranicznej Finlandii, którą prezydent Alexander Stubb i minister spraw zagranicznych Elina Valtonen przedstawili podczas spotkania z fińskimi ambasadorami. Stubb podkreślił, że relacje Finlandii z Rosją zmieniły się na zawsze i że kraj ten musi znaleźć nowy sposób na współistnienie z sąsiadem, ale nie definiuje swojej polityki zagranicznej tylko przez pryzmat Rosji. Opisał nową politykę Finlandii jako „realizm oparty na wartościach”, podkreślając zaangażowanie w wartości zachodnie, takie jak wolność, prawa człowieka i międzynarodowe zasady.

    Stubb zaznaczył, że Finlandia nie znajduje się już w „szarej strefie” i aktywnie dąży do wpływania na globalną politykę. Valtonen z kolei zwróciła uwagę na analogię do obecnej polityki Rosji, przypominając o wcześniejszych analizach z książki byłego prezydenta Mauno Koivisto, które wskazują, że Rosja postrzega każdego, kto staje na drodze jej ekspansji, jako wroga. Komentator zauważa, że te przemówienia symbolizują ostateczne zakotwiczenie Finlandii w zachodniej wspólnocie wartości i oznaczają porażkę strategiczną Władimira Putina.

    Zmiana ta jest częścią szerszego procesu jednoczenia się państw nordyckich w kontekście bezpieczeństwa i polityki zagranicznej, który nabrał tempa po rosyjskiej inwazji na Ukrainę. Finlandia, podobnie jak inne kraje nordyckie, wzmacnia swoje więzi z Zachodem, co staje się wyraźnym symbolem niepowodzenia rosyjskiej strategii w regionie.

  • Karty, złote buty, „amerykańskie” Biblie i cyfrowe cuda. Jak Donald Trump robi disneyland z polityki

    Karty, złote buty, „amerykańskie” Biblie i cyfrowe cuda. Jak Donald Trump robi disneyland z polityki

    Karty atutowe, zwane po angielsku Trump cards. To także aluzja do gigantycznego biznesu hazardowego Trumpa, który jest właścicielem kasyn (lic. Depositphotos)

    Donald Trump nie tylko zna zasady gry politycznej i medialnej, ale wręcz je redefiniuje, wprowadzając do niej elementy rodem z tzw. kultury popularnej. W jego rękach każda kampania to starannie zaplanowany spektakl, w którym rzeczywistość zlewa się z fikcją, a granice między poważną polityką a komercyjnym show biznesem stają się coraz bardziej płynne. Przykłady? Oczywiście trzeba zacząć od słynnych ponownie od ubiegłego wtorku „trump cards”, ale warto również wspomnieć o złotych butach biegowych, tzw. Biblii Trumpa, cyfrowych tokenach oraz wykorzystaniu sztucznej inteligencji do tworzenia wizerunków Trumpa. To wszystko składa się na swoisty Disneyland polityki, w którym Trump jest nie tylko główną atrakcją, dosłownym bohaterem i atutową kartą, ale i reżyserem.

    Zacznijmy od „trump cards” – cyfrowych kart kolekcjonerskich, które można kupić za jedyne 99 dolarów. Fraza „trump cards” w języku angielskim oznacza karty atutowe, kluczowe dla wygranej w grze, ale w rękach Trumpa zyskuje nowy wymiar. Karty te stają się symbolem jego politycznej siły, ale również przedmiotem pożądania, którym można się pochwalić przed znajomymi. A jeśli kupisz wystarczająco dużo kart, dostaniesz kawałek garnituru Trumpa – dosłownie! Jakby sam Trump stawał się nowym świętym, którego relikwie można kolekcjonować.

    Trump wykorzystywał inne produkty popularne do wzmacniania finansowego i medialnego swojej kampanii. W pewnym momencie na rynku pojawiły się złote buty sygnowane jego nazwiskiem. Niby niewiele mają wspólnego z polityką poza tym, że doskonale wpisują się w narrację Trumpa jako człowieka sukcesu, który wszystko, czego dotknie, zamienia w złoto – dosłownie. To złote buty, które mówią: „Jestem bogaty, jestem potężny, i możesz być jak ja, jeśli tylko założysz te buty.” To esencja disneyizacji – uproszczenie skomplikowanej rzeczywistości do kilku łatwo przyswajalnych symboli, które można sprzedawać masom. Założę pidżamę z wizerunkiem batmana i stanę się superbohaterem…

    A co to jest Biblia Trumpa? W pewnym momencie pojawił się na rynku przedmiot, który nazwano „Amerykańską Biblią Trumpa”. Oczywiście, nie była to zwykła Biblia – była to Biblia, która rzekomo miała wspierać wartości, za które Trump rzekomo stoi. Tekstowi zwykłej Biblii w wersji Króla Jakuba towarzyszą także Konstytucja USA i Deklaracja Niepodległości US. Połączenie religii z polityką nie jest niczym nowym, ale Trump wzniósł to na nowy poziom, oferując swoim zwolennikom coś, co miało być święte, ale jednocześnie przesiąknięte amerykańskim duchem, jaki Trump stara się uosabiać. I duchem odwołującym się do najbardziej konserwatywnej części amerykańskiego społeczeństwa z tzw. pasie biblijnym. To nic innego jak sprzedaż wartości w komercyjnej formie – Biblia jako gadżet, symbol nowego rodzaju patriotyzmu, który można kupić i mieć na własność. Wszystko na sprzedaż.

    W kontekście rosnącej cyfryzacji i nowoczesnych technologii, Trump udowodnił, że potrafi dostosować swoje kampanie do najnowszych trendów. Nie tylko w pierwszej kampanii świetnie wykorzystał Twittera, był wręcz nazywany pierwszym Twitterowym prezydentem, choć początki jego kariery wiązały się z medium telewizyjnym. Jednak wprowadzenie cyfrowych kart kolekcjonerskich, które w rzeczywistości są tokenami NFT, pokazuje, jak zręcznie Trump wykorzystuje kryptowaluty i nowoczesne technologie, by jeszcze bardziej wzmocnić swoją markę. To już nie tylko sprzedaż fizycznych produktów, ale także cyfrowych aktywów, które mogą być przechowywane, handlowane i eksponowane w wirtualnych portfelach. Jego zwolennicy mogą teraz kupować „część Trumpa” w postaci tokenów, które – jak się sugeruje – mają wartość nie tylko finansową, ale i symboliczną. To kolejny krok w disneyizacji – uproszczenie i komercjalizacja w erze cyfrowej.

    Dodatkowo, Trump sięga po najnowsze technologie, takie jak sztuczna inteligencja, aby tworzyć wizerunki siebie samego jako bohatera narodowego, a nawet superbohatera. Jego cyfrowe karty kolekcjonerskie przedstawiają go w fantastycznych, wręcz nadprzyrodzonych pozach, co jeszcze bardziej podsyca narrację o Trumpie jako o kimś więcej niż zwykłym człowieku. Dzięki AI, Trump może przedstawiać siebie w dowolny sposób – jako wojownika, lidera, bohatera – i sprzedawać te obrazy jako symbol jego siły i wyjątkowości. Cuda na kiju.

    Ta strategia nie jest przypadkowa. Trump doskonale rozumie, że w dzisiejszym świecie polityka i kultura masowa są nierozłączne. Wykorzystuje disneyizację kultury amerykańskiej, aby uprościć swoje przesłanie do poziomu, który jest łatwo zrozumiały i atrakcyjny dla jego bazy wyborców. Wprowadza elementy komercji do polityki, zamieniając kampanie wyborcze w spektakle, a samego siebie w produkt, który można sprzedać. Jego „trump cards”, złote sneakersy, „amerykańska” Biblia, cyfrowe tokeny i obrazy generowane przez AI to nic innego jak polityczne gadżety, które oferują jego zwolennikom nie tylko możliwość wsparcia swojego idola, ale także uczestnictwa w czymś większym, bardziej znaczącym.

    Co więcej, Trump bawi się językiem, tworząc wieloznaczne frazy, które przyciągają uwagę i dodają jego kampaniom element tajemniczości. „Krypto-prezydent” to doskonały przykład takiej gry słów. Z jednej strony odnosi się do kryptowalut, z drugiej sugeruje, że Trump ma jakieś ukryte moce, które czynią go wyjątkowym. To czysta disneyizacja – przekształcenie polityki w bajkę, w której Trump jest superbohaterem, a jego zwolennicy są częścią jego magicznego świata.

    Jednak pod tą warstwą błyszczącego marketingu kryje się coś głębszego. Trump, podobnie jak Disney, rozumie, że ludzie potrzebują prostych narracji, które dają im poczucie bezpieczeństwa i przynależności. W świecie, w którym rzeczywistość staje się coraz bardziej złożona i nieprzewidywalna, oferuje im jasne, proste przesłanie: „Jestem waszym atutem, waszym przewodnikiem przez ten chaos. Kupcie moją kartę, moje buty, moją Biblię, a staniecie się częścią mojej wizji Ameryki”. Ludzie szukający odpowiedzi w teoriach spiskowych potrzebują prostych narracji. Ludzie wybierający Trumpa to ci sami często wyborcy, co zwolennicy spiskowych teorii. Wystarczy wspomnieć, że po zamachu na Kapitol po przegranych wyborach prezydenckich pojawiła się spiskowa teoria Q, oraz postać samego zamachu Q-Szamana.

    Ostatecznie, sukces tej strategii pokazuje, jak głęboko disneyizacja przeniknęła amerykańską kulturę. Trump nie tylko sprzedaje produkty – sprzedaje ideę, marzenie, które jego zwolennicy mogą dosłownie kupić i trzymać w swoich rękach. To amerykański sen w nowoczesnej, skomercjalizowanej formie – i jak się okazuje, sen ten nadal ma wielu chętnych nabywców. W świecie, w którym polityka i popkultura zlewają się w jedno, Donald Trump staje się symbolem tej nowej, cyfrowej ery – ery, w której można kupić kawałek historii za pomocą jednego kliknięcia.

    Ps. Oczywiste jest, że za tymi gadżetami kryją się niecne intencje Trumpa. Gdyby wygrał wybory, byłoby fatalnie dla świata i dla demokracji amerykańskiej.

  • Świat akademicki, medale olimpijskie a sprawa polska

    Świat akademicki, medale olimpijskie a sprawa polska

    Symbol igrzysk olimpijskich 2024 na miejscu Trocadero przed wieżą Eiffla w Paryżu we Francji. (lic. Depositphotos)

    Sukcesy sportowe Uniwersytetu Stanforda na igrzyskach w Paryżu 2024 roku, gdzie studenci i absolwenci zdobyli aż 27 medali, pokazują, jak kluczowe są inwestycje w sport akademicki. Gdyby Stanford był krajem, zająłby 13. miejsce w klasyfikacji medalowej, co stawia go wyżej niż Szwecję i Hiszpanię. Tymczasem Polska z 10 medalami, w tym 1 złotym, uplasowała się na 42. miejscu. To porównanie rodzi pytania o finansowanie i strategię sportu oraz edukacji w Polsce, szczególnie w kontekście budżetów, które w przypadku Stanforda wynoszą miliardy dolarów rocznie. Jak możemy poprawić naszą pozycję na arenie międzynarodowej?

    Zwrócił moją uwagę artykuł autorstwa Toma Kuhnera opublikowany w „Die Welt” 14 sierpnia 2024 roku, który opisuje sukcesy sportowe Uniwersytetu Stanforda na igrzyskach olimpijskich w Paryżu w 2024 r. Studenci i absolwenci tej uczelni zdobyli tam aż 27 medali, co jest prawie trzykrotnie większą liczbą niż liczba medali zdobytych przez Polskę. Gdyby Stanford był krajem, zająłby 13. miejsce w klasyfikacji medalowej, wyprzedzając m.in. Szwecję i Hiszpanię. Polska w the Guardian zajmuje 42. miejsce medalowe z 10 medalami w tym 1 złotym. 

    Sukcesy Stanforda są wynikiem unikalnej strategii, która koncentruje się na sportach olimpijskich, takich jak lekkoatletyka i pływanie, a nie na tradycyjnych amerykańskich sportach uniwersyteckich. W artykule w Die Welt podkreślono, że inwestycje w sport na Stanfordzie są znaczące, sięgając 157 milionów dolarów w 2021 roku, co stanowi niemal połowę kwoty wydanej na sport wyczynowy w całych Niemczech (autor pisze dla niemieckiego czytelnika, a przypomnę, że Niemcy wedle tabeli Guardiana na 10.miejscu mają 33 medali, w tym 12 złotych, 13 srebrnych i 8 brązowych). Szczególną uwagę autora zwraca fakt, że wszystkie złote i srebrne medale zdobyte przez Stanford w Paryżu zostały wywalczone przez kobiety.

    Chciałbym podkreślić tutaj, że roczny budżet Uniwersytetu Stanforda jest znaczący, odzwierciedlając jego pozycję jako jednej z najbardziej prestiżowych instytucji edukacyjnych na świecie. Na rok budżetowy 2023–2024 całkowity budżet Uniwersytetu Stanforda wynosił około 8,9 miliarda dolarów. Ten budżet obejmuje wiele różnych obszarów, takich jak kształcenie i badania naukowe, finansowanie programów akademickich, laboratoriów, projektów badawczych oraz wynagrodzenia dla wykładowców i pracowników naukowych, infrastruktura i administracja, utrzymanie kampusu, zarządzanie zasobami oraz koszty administracyjne, pomoc finansowa i stypendia, wsparcie dla studentów, w tym programy stypendialne oraz pomoc finansowa, a także projekty inwestycyjne, finansowanie rozwoju nowych budynków, renowacji oraz innowacyjnych projektów na kampusie. Uniwersytet Stanforda dysponuje także ogromnym funduszem wieczystym (ang. endowment), który w 2023 roku przekroczył 36 miliardów dolarów. Ten fundusz odgrywa kluczową rolę w finansowaniu działalności uczelni, w tym wspieraniu badań, stypendiów oraz rozwoju kampusu.

    Sporty na Uniwersytecie Stanforda również mają duże znaczenie, a ich finansowanie stanowi istotną część budżetu uczelni. Stanford jest znany z wyjątkowego programu sportowego i regularnie plasuje się wysoko w rankingach uczelni pod względem sukcesów sportowych. Na rok budżetowy 2023–2024 budżet przeznaczony na sporty na Stanfordzie wynosił około 125 milionów dolarów. Środki te są wykorzystywane na utrzymanie i rozwój obiektów sportowych, takich jak stadiony, hale sportowe, baseny i inne infrastruktury, co wiąże się ze znacznymi kosztami ich utrzymania i modernizacji, stypendia sportowe dla utalentowanych studentów-sportowców, które przyciągają wielu czołowych zawodników z całego świata, oraz prowadzenie programów sportowych, obejmujących wynagrodzenia trenerów, koszty podróży na zawody, sprzęt sportowy i inne niezbędne zasoby. Dodatkowo środki są przeznaczane na wsparcie dla sportowców, takie jak opieka medyczna, fizjoterapia, trening mentalny i inne usługi wspomagające ich rozwój. Stanford posiada jeden z najbardziej wszechstronnych programów sportowych w USA, obejmujący ponad 30 różnych dyscyplin sportowych na poziomie uniwersyteckim, i jest regularnie uznawany za jedną z najlepszych uczelni w klasyfikacji Directors’ Cup, która ocenia ogólną wydajność sportową uczelni w różnych dyscyplinach. Tak duże inwestycje w sport są możliwe dzięki wsparciu funduszu wieczystego, darowiznom od absolwentów oraz wpływom z transmisji telewizyjnych i sponsorów. Sukcesy te zostały również odnotowane na arenie międzynarodowej, jak pokazuje artykuł z Die Welt z 14 sierpnia 2024 roku, który podkreśla, że na igrzyskach olimpijskich w Paryżu studenci i absolwenci Uniwersytetu Stanforda zdobyli aż 27 medali, co jest prawie trzykrotnie większym wynikiem niż ten osiągnięty przez Polskę. Sportowcy z tej uczelni osiągnęli imponujące wyniki, zdobywając medale w takich dyscyplinach jak lekkoatletyka i pływanie, co pokazuje, że strategia inwestowania w sporty olimpijskie przynosi znakomite rezultaty.

    Budżet na finansowanie szkolnictwa wyższego w Polsce jest ustalany corocznie w ustawie budżetowej, którą uchwala Sejm. Budżet ten obejmuje finansowanie uczelni publicznych, w tym ich działalności dydaktycznej, badawczej oraz inwestycji. Środki na finansowanie uniwersytetów i innych szkół wyższych są częścią większej puli przeznaczonej na naukę, edukację oraz inne związane z tym sektorem obszary.

    Na przykład w budżecie państwa na rok 2023, Ministerstwo Edukacji i Nauki dysponowało sumą ponad 37 miliardów złotych, z czego znacząca część była przeznaczona na finansowanie uczelni wyższych. Szczegółowy podział tej kwoty na poszczególne uczelnie nie jest zazwyczaj bezpośrednio publikowany w dokumentach budżetowych i jest raczej wynikiem wewnętrznych decyzji Ministerstwa oraz wyników parametryzacji uczelni. Łatwo obliczyć, że te 37 miliardów złotych na polskie państwowe uczelnie to odpowiednik rocznego budżetu Uniwersytetu Stanforda. 

    Kwoty te mogą różnić się w zależności od roku i są uzależnione od wielu czynników, w tym liczby studentów, wyników naukowych uczelni, liczby projektów badawczych oraz polityki rządu w zakresie edukacji wyższej. 

    Ostatnio pisze się o miejscu polskich uczelni w rankingach. Wielokrotnie pisałem i mówiłem, nie ma sensu porównywanie się z najlepszymi w świecie bez porównań nakładów finansowych. Potrzebna też jest zmiana myślenia o edukacji sportowej, także akademickiej.