Publikacje naukowe w prestiżowych czasopismach to według wielu naukowców nieetyczne drenowanie świata akademickiego
Artykuł autorstwa Arasha Abizadeha, opublikowany w dzisiejszym (14.08.24) „The Guardian”, krytykuje komercyjne wydawnictwa akademickie za ich olbrzymie zyski osiągane kosztem uniwersytetów i naukowców. Pięć największych wydawnictw, takich jak Elsevier i Wiley, generuje miliardowe przychody i zyski, sięgające nawet 40%. Dzieje się tak mimo faktu, że to naukowcy wykonują większość pracy związanej z produkcją artykułów – prowadzą badania, piszą artykuły, recenzują je i redagują, często bez żadnego wynagrodzenia.
Uniwersytety, które finansują badania i płacą naukowcom, muszą następnie wydawać ogromne sumy, aby uzyskać dostęp do wyników tych badań, co prowadzi do trudności finansowych wielu instytucji. Tymczasem wielu badaczy i ogół społeczeństwa nie ma dostępu do kluczowych badań, ponieważ są one ukryte za płatnymi ścianami.
Abizadeh, jako redaktor czasopisma „Philosophy & Public Affairs”, wraz z innymi redaktorami zdecydował się na rezygnację z dotychczasowej współpracy z komercyjnymi wydawcami, by stworzyć nowy, otwarty na wszystkich i darmowy model publikacji w ramach Open Library of Humanities. Nowe czasopismo będzie funkcjonować na zasadach „diamentowego” dostępu otwartego, co oznacza brak opłat zarówno dla autorów, jak i czytelników.
Abizadeh podkreśla, że chociaż istnieje możliwość stworzenia bardziej sprawiedliwego systemu publikacji, to akademicy są często zmuszeni do publikowania w uznanych, komercyjnych czasopismach z powodu presji związanej z rozwojem kariery. Wzywa on do kolektywnej zmiany i wsparcia dla nowych modeli publikacji, które będą bardziej dostępne i etyczne, co przyczyni się do walki z dezinformacją i propagandą w przestrzeni publicznej.
Recenzja książki „Autocracy, Inc.: The Dictators Who Want to Run the World” Anne Applebaum
Anne Applebaum, uznana dziennikarka i autorka licznych książek historycznych, której nie trzeba szerzej polskiemu czytelnikowi przedstawiać, wydała w USA nową książkę pt. „Autocracy, Inc.: The Dictators Who Want to Run the World”. Pozycja ta, licząca 207 stron, ukazała się nakładem wydawnictwa Doubleday w lipcu 2024 roku. W polskim przekładzie Michała Rogalskiego, książka nosi tytuł „Koncern Autokracja. Dyktatorzy, którzy chcą rządzić światem” i premierę zapowiedziano na 11 września 2024 roku.
Globalna perspektywa i komparatystyczne, dziennikarskie studia międzykulturowe
Jednym z kluczowych aspektów książki jest jej globalna perspektywa, która w dużej mierze tłumaczy, dlaczego zaliczono ją do studiów międzykulturowych. Dodałbym, że komparatystycznych studiów dziennikarskich. Applebaum zwraca uwagę na to, że współczesne autokracje nie są zarządzane przez jednego „złego” człowieka (na to wskazuje także tytułowa liczba mnoga dyktatorów), ale przez złożone sieci, które opierają się na kleptokratycznych strukturach finansowych, kompleksie służb bezpieczeństwa (wojsko, policja, służby paramilitarne) oraz ekspertach technologicznych odpowiedzialnych za nadzór, propagandę i dezinformację (na ten aspekt zwraca uwagę ten tytułowy skrót „Inc.”). Członkowie tych sieci są połączeni nie tylko wewnątrz danego reżimu autokratycznego, ale także z innymi autokratycznymi krajami, a czasem nawet z demokracjami (s. 1). Kategoria sieci co prawda wprost jakoś nie jest nadużywana, ale też nie ma charakteru spiskowości. Opiera się na faktach, datach, liczbach, co sprawia, że dyskurs Autorki ma charakter racjonalny i daleki od paniki aktywistycznej, czy słynnych i uznanych manifestów demokratycznych w rodzaju „O tyranii” świetnego, mówiącego także po polsku, historyka Timothy Snydera. Książkę Anne Applebaum czyta się świetnie.
Applebaum odchodzi od klasycznego historycznego indywidualizmu metodologicznego, podkreślając, że współczesne autokracje działają raczej w formie sieciowej niż indywidualnej. Nie skupia się na tzw. „silnych jednostkach” czy „wodzach”, lecz na złożonych strukturach, które wspólnie dążą do zachowania swojej władzy i bogactwa. A zatem podtytuł nie zapowiada omówienia samych postaci dyktatorów, jak w książce Archie Browna „The Myth of the Stron Leader. Political Leadership in the Modern Age” z 2014. Znacznie bliżej Autorce książki do prac innego historyka i wpływowego intelektualisty – Nialla Fergusona, choć bez jego wszechogarniających syntetycznych ambicji naukowych. (autor m.in. Cywilizacji. Zachód i reszta świata, 2012)
Krytyka demokracji i globalizacja
Applebaum wprowadza również koncepcję „Autocracy, Inc.”, która odnosi się do współczesnych reżimów autokratycznych działających jak korporacje, związane nie ideologią, ale bezwzględnym dążeniem do zachowania osobistego bogactwa i władzy członków tej korporacji (s. 2). Jak zauważa nagradzana Pulitzerem dziennikarka, autokracje różnią się od siebie pod względem historycznym, ideologicznym i estetycznym, jednak łączy je wspólny wróg – demokratyczny świat, „Zachód”, NATO, Unia Europejska oraz liberalne (wolnościowe) idee, które je inspirują (s. 10). Samo pojęcie demokracji jest wykrzywiane przez autokratów (o tym świadczy choćby twierdzenie Mussoliniego o demokratycznych, faszystowskich Włoszech, s. 7), zaś wrogiem głównym tyranów są wolności obywatelskie (niepotrzebne np. wg Hitlera).
Jednym z kluczowych argumentów książki jest to, że autokracje wykorzystują globalizację na swoją korzyść. Podczas gdy wielu zakładało, że otwarty, zintegrowany świat będzie sprzyjać rozprzestrzenianiu się demokracji i liberalnych idei, autorka zauważa, że autokratyczne i nieliberalne idee również rozprzestrzeniły się na demokratyczny świat (s. 27). Autorka krytykuje pogląd o nieuchronności historycznego rozwoju w którąkolwiek stronę, także silne niegdyś przekonanie, że samym wolnym handlem można zmieniać autokracje. Taki handel może także zmieniać demokracje współczesne. Świadczy o tym choćby układ handlowy z Rosją powojenną dotyczący „rur przyjaźni” (handel gazem ziemnym), jak i obecny na kartach książki układ po przemianach 1989 r. w postaci „Nordstream”.
Współczesne autokracje i sieci kleptokratyczne
Książka przedstawia współczesne autokracje jako sieci kleptokratyczne, które wspierają się nawzajem poprzez różnorodne transakcje – wymianę technologii nadzoru, broni, minerałów oraz pranie brudnych pieniędzy. Applebaum opisuje, jak reżimy te współpracują, aby wspierać swoje systemy władzy i niszczyć demokracje (s. 3).
Autorka przytacza liczne przykłady współpracy między autokratami, w tym pomoc w ochronie dyktatorów, ataki na ich politycznych wrogów, kampanie propagandowe oraz kleptokratyczne kontakty umożliwiające ukrywanie pieniędzy (s. 120-121). Jednym z ważnym wartości autorytaryzmu jest termin „immunitet”. Ciekawa opinia dotycząca także idei i języka znajduje się na stronie 12: „To jest sedno problemu: przywódcy Autocracy, Inc. wiedzą, że język przejrzystości, odpowiedzialności, sprawiedliwości i demokracji zawsze będzie przemawiał do niektórych ich własnych obywateli. Aby utrzymać się przy władzy, muszą podważać te idee, gdziekolwiek się pojawią.” Taka opinia wydaje się świadczyć o uznaniu relacji: kategorie językowe opisu a światopogląd.
Perspektywa polskiego czytelnika
Jako polski czytelnik, odczuwam pewien niedosyt komentarzy dotyczących sytuacji Polski. Choć Polska nie jest autokracją ani pół-autokracją jak Węgry czy Turcja, kategorie opisowe mogłyby być bardziej rozbudowane, aby adekwatnie opisać polską rzeczywistość polityczną. Tym bardziej, że przecież polska sytuacja jest bardzo dobrze znana Autorce z pierwszej ręki. Autorka przytacza pojęcie „nieliberalnych demokracji” (w odniesieniu do Turcji, Węgier, Singapuru, Indii, Filipin), ale szkoda też, że nie przywołuje po drodze np. Ellen Hinsey z jej Mastering the Past: Contemporary Central and Eastern Europe and the Rise of Illiberalism (Telos Press, 2017), która odnosi się od naszej części Europy z troską analizując nieliberalne procesy.
Recenzje omawianej książki Anne Applebaum w „New York Times” i „Washington Post” zwracają uwagę na ekonomiczne aspekty współczesnych autokracji i jej aspekty kooperacyjne. Autorka wskazuje, że globalne finanse i międzynarodowe transakcje odgrywają kluczową rolę w utrzymaniu autokratycznych reżimów. Applebaum podkreśla, że autokracje dzisiaj nie działają w ideologicznych blokach, ale raczej w sieciach transakcyjnych, które zmieniają się i adaptują w zależności od sytuacji politycznej i ekonomicznej. Dlatego trudno się nie zgodzić z Autorką, że nie ma mowy o Zimnej Wojnie, ani też o Zimnej Wojnie 2.0. Po prostu świat jest już zupełnie inny, wymieniono mu system operacyjny.
Czytać, nie czytać? Czytać
„Autocracy, Inc.” to książka o wielkiej wartości dla zrozumienia współczesnych wyzwań demokratycznych i autokratycznych systemów. Applebaum pokazuje, jak autokraci współpracują, aby utrzymać swoją władzę oraz jak demokracje mogą przeciwdziałać ich wpływom. Książka jest nie tylko przestrogą przed rosnącym wpływem autokratów, ale także wezwaniem do współpracy demokratów na całym świecie, aby chronić i rozwijać wartości demokratyczne. Świat jest w procesie i takie książki mogą ewidentnie wpływać na nie. Wezwanie ma postać językowo-stylistyczną bardzo racjonalną. Anne Applebaum stąpa mocno po ziemi. I świetnie pisze.
PS. Rzeczpospolita opublikowała nieco zmienioną wersję tej recenzji
Wokół Dietricha Bonhoeffera w 80. rocznicę nieudanego zamachu na Hitlera
Powyżej dwa zdjęcia autora JP z tzw. Wilczego Szańca niedaleko Kętrzyna, dawniej niemieckie Wolfsschanze, w którym miał miejsce zamach 20. lipca 1944. Nazwa odnosi się do przekonania, że Adolf to starogermański adal – „szlachetny” oraz wolf – „wilk”. Adolf Hitler miał przeświadczenie, że jego imię właśnie predestynuje go do szlachetnych, wilczych czynów.
Dzisiaj przypada okrągła 80. rocznica nieudanego zamachu na Adolfa Hitlera, znanego jako Operacja Walkiria. Zamach miał miejsce 20 lipca 1944 roku w tzw. Wilczym Szańcu. Był to jeden z najbardziej znanych i znaczących prób zabicia Hitlera w trakcie II wojny światowej, zorganizowany przez grupę niemieckich oficerów, na czele z pułkownikiem Clausem von Stauffenbergiem. Zamach zakończył się niepowodzeniem, a wielu spiskowców zostało schwytanych i straconych. Według przekazów, kluczową rolę w porażce zamachowców odegrał stół w sali konferencyjnej. Był to gruby drewniany mebel, który skutecznie osłabił siłę wybuchu bomby umieszczonej przez pułkownika Stauffenberga. Konstrukcja stołu i jego solidne nogi pochłonęły część energii wybuchu, a przypadkowe przesunięcie teczki z bombą na drugą stronę nogi stołu zwiększyło odległość między bombą a Hitlerem, zmniejszając bezpośrednią ekspozycję na wybuch. W rezultacie stół pomógł rozproszyć falę uderzeniową, co ograniczyło obrażenia wśród uczestników spotkania i umożliwiło Hitlerowi przeżycie zamachu z stosunkowo niewielkimi obrażeniami.
W przemówieniu do narodu Hitler mówił o opatrzności: „Nigdy wcześniej nie czułem z taką mocą, że Opatrzność czuwa nade mną. Cud sprzed kilku godzin przekonał mnie, że pisane mi są jeszcze większe czyny i że poprowadzę naród niemiecki do najwspanialszego zwycięstwa w jego historii” (cyt. za Greg Annussek, Jak Hitler uratował Mussoliniego, wydanie polskie 2007, s. 162, zob. też przemówienie Hitlera na YouTube). Goebbels powiedział, że jeśli przeżycie Hitlera to nie był cud, to żadne cuda nie istnieją (Assassination Attempt on Adolf Hitler – Operation Valkyrie 20. July 1944).
Dzisiaj już wiadomo, że ta próba zamachu von Stauffenberga nie była jedyną. Po tym zamachu, siedzący już od dawna w więzieniu za podobny spisek ks. dr Dietrich Bonhoeffer wiedział, że za udział w spiskowaniu przeciwko Führerowi będzie musiał zginąć. O nim pisałem już wielokrotnie także w „Odwadze poetyki”. 21 marca 1943 roku miała miejsce próba nieudanego zamachu wykonana przez Rudolpha von Gersdorffa, w którą zaangażowany był również Bonhoeffer. Świadectwem jego przeczucia po wydarzeniach lipcowych 1944 r., że pętla na jego szyi się zaciska, jest wiersz pt. „Stacje na drodze do wolności”, przesłany jego przyjacielowi. Wtedy też powstaje koncepcja pozareligijnego chrześcijaństwa, która stała się inspiracją dla polskiej opozycji demokratycznej po 1968 roku. Chrześcijaństwa dla którego śmierć człowieka jest właściwym wydarzeniem fundującym, niekoniecznie wspólnoty. Skądinąd wiadomo, że oficjalne wspólnoty chrześcijańskie, czy to katolickie czy protestanckie, podporządkowały się Führerowi. Od 1933 r. Bonhoeffer wiedział, że to było zaprzeczenie chrześcijaństwa, ale aż do 1944, ciągle miał jeszcze nadzieję na odrodzenie religijności. Po 20 lipca w jego listach z więzienia rysuje się coraz głębiej obraz pozareligijnego chrześcijaństwa, z cierpiącym człowiekiem w centrum.
Kiedy słyszy się przekonanie Hitlera, że przeżył zamach, bo opatrzność nad nim czuwa, i że to był cud, to czyż można nie zwątpić?
Warto przypomnieć te fakty i teksty w czasach, w których także zdarzają się zamachy.
Cecilia Berglund Barklem, Johanna Svartström, Maggie Andersson, Elin Pirttimaa Rosén, Françoise Sule, Lena Jonsson, Thomas Andersson opublikowali dzisiaj (18.07.2024) w Svenska Dagbladet swoisty manifest tłumaczy pt. ”Därför ska inte AI översätta böcker”. [Dlaczego sztuczna inteligencja nie powinna tłumaczyć książek] Artykuł ukazał się jako opinia w publicznej debacie. Autorzy artykułu argumentują, że sztuczna inteligencja (AI) nie powinna zastępować tłumaczy literackich. Przedstawiają kilka kluczowych punktów:
Profesjonalizacja i umiejętności tłumaczy Tłumacze literaccy przeszli długą drogę profesjonalizacji, zdobywając wykształcenie i doświadczenie, które pozwala im na precyzyjne i idiomatyczne przekładanie tekstów. Proces tłumaczenia wymaga nie tylko znajomości języka, ale także szerokiej wiedzy ogólnej i literackiej biegłości. Tłumacze szwedzcy należą do Stowarzyszenia Pisarzy Szwedzkich i ukończyli kierunki uniwersyteckie.
Kreatywność i empatia Tłumaczenie literackie to nie tylko przekładanie słów, ale również przenoszenie kontekstu, emocji i niuansów kulturowych. AI, mimo że może tłumaczyć poprawnie gramatycznie, nie jest w stanie oddać pełnej głębi i subtelności tekstu literackiego. Nie ma emocji, nie ma bagażu doświadczeń ludzkich, nie jest w stanie wniknąć w ludzki punkt widzenia.
Jakość tłumaczeń AI Przykłady tłumaczeń wykonanych przez AI pokazują, że są one często niezręczne, płaskie i nieidiomatyczne. Nawet proste teksty mogą zawierać trudności, z którymi AI sobie nie radzi, co sprawia, że przekład jest męczący dla czytelnika. Autorzy przywołują naprawdę elementarne idiomy języka szwedzkiego, na których AI padnie.
Rola tłumacza jako redaktora AI Jeśli tłumaczenia będą wykonywane przez AI, rola tłumacza sprowadzi się do poprawiania błędów maszyny, co ograniczy twórczość i możliwość nadania tekstowi odpowiedniego rytmu i stylu.
Konsekwencje dla przyszłości zawodu Przejęcie części pracy przez AI może wpłynąć na przyszłość zawodu tłumacza literackiego, zmniejszając zapotrzebowanie na wykwalifikowanych tłumaczy. Może to również zniechęcać nowych adeptów do podejmowania długiego i wymagającego szkolenia.
Cena i wartość ludzkiego tłumaczenia Autorzy podkreślają, że chociaż AI może być szybsza i tańsza, to jej tłumaczenia są gorszej jakości. Używanie AI w tłumaczeniach literackich może prowadzić do obniżenia jakości literatury dostępnej dla czytelników, co ma daleko idące konsekwencje dla kultury i języka.
W podsumowaniu, autorzy argumentują, że inwestowanie w ludzkie tłumaczenie jest niezbędne dla zachowania jakości, kreatywności i kulturowego bogactwa literatury.
Oczywiście, znaleźć można także kilka kontrargumentów na korzyść stosowania AI w tłumaczeniu:
1.Szybkość i efektywność AI może tłumaczyć teksty znacznie szybciej niż ludzie, co jest szczególnie przydatne w przypadku dużych projektów lub konieczności szybkiego przekładu. Dzięki temu można zaoszczędzić czas i zasoby.
Koszty Tłumaczenia wykonane przez AI są zazwyczaj tańsze niż te wykonane przez profesjonalnych tłumaczy. To może być atrakcyjne dla wydawnictw i firm, które muszą przetłumaczyć duże ilości tekstu przy ograniczonym budżecie.
Dostępność AI jest dostępna 24/7 i może być używana w dowolnym miejscu na świecie, co ułatwia tłumaczenie w różnych strefach czasowych i w nagłych przypadkach.
Stały rozwój Algorytmy AI stale się rozwijają i uczą na podstawie nowych danych. Z biegiem czasu jakość tłumaczeń może się poprawiać, a algorytmy mogą być precyzyjniejsze i bardziej zrozumiałe w kontekście językowym.
Automatyzacja prostych zadań AI może być używana do tłumaczenia mniej skomplikowanych tekstów, takich jak dokumenty techniczne, instrukcje obsługi, strony internetowe czy prosta korespondencja. To pozwala tłumaczom skupić się na bardziej skomplikowanych i wymagających zadaniach literackich.
Pomoc dla tłumaczy AI może działać jako narzędzie wspomagające tłumaczy, przyspieszając proces tłumaczenia i pomagając w weryfikacji terminologii czy idiomów. Tłumacze mogą korzystać z AI do pierwszego przekładu, który następnie dopracowują, co zwiększa ich produktywność.
Globalizacja i dostęp do informacji Dzięki AI więcej tekstów może być przetłumaczonych i dostępnych dla większej liczby ludzi na całym świecie. To promuje globalną wymianę informacji i kultury.
Dostosowanie do rynku W przypadku literatury gatunkowej, gdzie fabuła i akcja są bardziej istotne niż styl i niuanse językowe, AI może dostarczać akceptowalne tłumaczenia, które spełniają oczekiwania czytelników.
Podsumowując, chociaż AI nie zastąpi całkowicie ludzkich tłumaczy, może stanowić wartościowe narzędzie wspomagające i przyspieszające proces tłumaczenia, zwłaszcza w mniej skomplikowanych przypadkach i tam, gdzie szybkość oraz koszty są kluczowe.
Tyle argumenty strony ludzkiej i strony algorytmicznej. Ciekawe, co o tym sądzą zwykli ludzie. Faktem niezaprzeczalnym jest, że arcydzieła literatury światowej są nieprzekładalne nawet dla człowieka, dlatego mówi się czasami o kongenialności przekładów. Takich kongenialnych tłumaczy mamy w literaturze polskiej sporo, np. Jan Kochanowski (Psalmy), Tadeusz Boy-Żeleński (klasyka literatury francuskiej), Stanisław Barańczak (wiele arcydzieł literatury angielskiej), czy ostatnio Maciej Świerkocki (tłumacz m.in. Ulissesa Joyce’a), Magda Heydel (tłumaczka Virginii Woolf).
Dzisiaj w Senacie Rzeczypospolitej Polskiej odbyło się kluczowe posiedzenie Komisji Praw Człowieka i Praworządności, które zakończyło się znaczącym zwycięstwem dla 15 ławników Sądu Najwyższego. Komisja wydała negatywną opinię w sprawie wniosku Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego, dr hab. Małgorzaty Manowskiej, o ich odwołanie.
Cieszy mnie to także, bo byłem jednym z tych ławników, zwanych czasami wyklętymi.
Decyzja ta jest istotnym krokiem w obronie praworządności w Polsce. Komisja nie zgodziła się z argumentacją, że ławnicy, odmawiając orzekania z sędziami wyłonionymi przez Krajową Radę Sądownictwa po 2017 roku (tzw. neo-sędziami) w nieprawnych izbach SN, powinni zostać odwołani.
Przewodniczący Komisji, senator Marcin Karpiński, podkreślił: „Podjęliśmy jedyną słuszną i racjonalną decyzję. (…) Nie możemy krytykować ludzi za to, że chcą postępować praworządnie i realizować nie tylko literę, ale i ducha prawa”. Senator dodał, że nie można pozwolić, aby „wybrani zgodnie z prawem ławnicy byli szykanowani”.
W posiedzeniu Komisji, oprócz senatorów i ławników, udział wzięli także eksperci, w tym: prof. Ewa Łętowska, b. rzecznik praw obywatelskich, prof. Wojciech Sadurski z Uniwersytetu Warszawskiego, prof. Agnieszka Bień-Kacała z Uniwersytetu Szczecińskiego oraz Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”.
Przedstawicielem Pierwszego Prezesa SN na posiedzeniu był prof. Artur Kotowski, pełnomocnik dr hab. Małgorzaty Manowskiej, pracującego na Uniwersytecie Kardynała Stefana Wyszyńskiego, który argumentował, że ławnik nie ma prawa oceniać, czy sąd jest należycie obsadzony. Zwrócił uwagę, że prawo nie przewiduje środków dyscyplinujących dla ławników, poza możliwością ich odwołania przez I Prezesa SN.
W imieniu ławników głos zabrał Andrzej Kompa, przewodniczący Rady Ławniczej SN. Podkreślił, że wnioski o odwołanie ławników były składane pod pozorem niewykonywania obowiązków, podczas gdy w rzeczywistości wynikały one z odmowy łamania prawa poprzez orzekanie z neo-sędziami.
Krystian Markiewicz, prezes Stowarzyszenia Sędziów Polskich „Iustitia”, zaznaczył, że konieczne jest przesądzenie, czy osoba pełniąca funkcję I Prezesa SN jest do tego prawomocnie uprawniona. Jeden z ławników wyraził opinię, że nieprawomocnie powołana Prezes SN próbuje odwołać prawomocnie powołanych ławników.
Decyzja Komisji Praw Człowieka i Praworządności to ważny krok w obronie praworządności w Polsce. Ostateczną decyzję w tej sprawie podejmie Senat na posiedzeniu plenarnym.
Dopisek: Doniesienie zostało napisane na podstawie relacji samego biura prasowego senatu oraz własnej pamięci.
Zdjęcia w galerii w większości autorstwa JP, ale i Małgorzaty Figi-Tomińskiej
PS. Ławnicy SN są wzorem dla wielu sędziów i światłem nadziei — to opinia sędziego Krystiana Markiewicza tutaj
Kultura „publikuj i nie patrz na misję” podważa podstawowe wartości szkół biznesu. A co z innymi dyscyplinami akademickimi?
Ilustracja na lic. Depositphotos
Właśnie ukazał się 12 czerwca 2024 artykuł Johna Rossa z Times Higher Education, który omawia wpływ kultury „publikacje bez związku z misją” na szkoły biznesu. Carl Rhodes, dziekan szkoły biznesu na University of Technology Sydney, stwierdził, że nadmierne skupienie na publikowaniu w prestiżowych czasopismach zniekształca wartości akademickie, podważając istotne prace nad problemami ekonomicznymi, takimi jak nierówności. Wskazał, że system ten jest głęboko zakorzeniony w kulturze akademickiej i utrudnia rzeczywiste zmiany. Podkreślono także potrzebę integracji zrównoważonego rozwoju w programach nauczania i tworzenia modeli biznesowych, które przynoszą pozytywny wpływ na społeczeństwo.
Artykuł składa się z omówienia konferencji, na której dyskutowano o problemach związanych z nadmiernym naciskiem na publikowanie w prestiżowych czasopismach w szkołach biznesu. Carl Rhodes krytykuje tę kulturę, podkreślając, że prowadzi ona do marginalizacji istotnych badań nad nierównościami ekonomicznymi. W artykule cytowane są również wypowiedzi innych ekspertów, takich jak Rana Sobh i Stephanie Villemagne, którzy omawiają wyzwania związane z integracją zrównoważonego rozwoju w programach nauczania biznesu. Artykuł jest relacją z konferencji z cytatami jej uczestników.
W artykule Carl Rhodes argumentuje, że w przeciwieństwie do badaczy ekonomicznych, medycy są przede wszystkim zmotywowani do leczenia chorób, a nie do publikowania artykułów na ten temat. Twierdzi, że w ekonomii nacisk na publikowanie w elitarnych czasopismach przeważa nad faktyczną pracą nad redukcją nierówności materialnych. Podkreśla, że ten nadmierny akcent na publikacje w prestiżowych czasopismach naukowych zakłóca rzeczywiste cele badawcze i utrudnia wprowadzanie rzeczywistych zmian społecznych.
Warto zauważyć, że wypowiedzi dotykają kwestii różnorodności dyscyplin, że nie ma jednej miary dla wszystkich. Celem nauk medycznych np. jest zrozumienie chorób, opracowanie skutecznych terapii i poprawa zdrowia publicznego. Badania skupiają się na odkrywaniu nowych metod diagnostycznych, terapeutycznych oraz profilaktycznych. Misją historyków natomiast jest badanie przeszłości, zrozumienie kontekstu wydarzeń historycznych i ich wpływu na współczesność. Dążą do odkrycia, dokumentowania i interpretowania faktów historycznych. Taka dokumentacja musi mieć w efekcie publikacje. Choć niekoniecznie w czasopismach, książka jest tutaj formatem czasami znacznie bardziej sensownym z punktu widzenia głównej misji historii. Celem szkół biznesowych natomiast jest kształcenie liderów, menedżerów i przedsiębiorców, którzy mogą skutecznie zarządzać organizacjami. Badania w tej dziedzinie często koncentrują się na innowacjach, strategii, zarządzaniu i zrównoważonym rozwoju. Czy, tak jak w omawianym artykule Rossa, prace nad istotnymi problemami społecznymi, takimi jak nierówności.
W tym kontekście humanistyka związana z literaturą, kulturą i mediami ma także inne misje: jest nią analiza i interpretacja tekstów literackich, mediów i kultury w celu zrozumienia ludzkiego doświadczenia. Badania te często koncentrują się na krytycznej analizie narracji, reprezentacji kulturowych i ich wpływie na społeczeństwo. Znów: cele determinują konieczność publikowania tych analiz i badań. Zarówno w czasopismach, jak i w innych formach, w tym książkach. Dopuszczałbym także w niektórych subdyscyplinach publikacje tzw. popularnonaukowe. Np. językoznawcy i literaturoznawcy poloniści powinni aktywnie wspierać szeroko rozumiana kulturę narodową, czyli wpływać na jakość języka dyskursu społecznego. Przykładem takich aktywności są np. publikacje członków Rady Języka Polskiego Katarzyny Kłosińskiej i Michała Rusinka na temat języka „dobrej zmiany”. A także wszystkie publikacje analizujące mowę nienawiści, czy fake-newsy. Przykłady można mnożyć.
Zatem: kultury różnych dyscyplin i obszarów wiedzy są różne. Dlatego, kiedy ciągle wymusza się jedną miarę dla wszystkich, gubimy sens. Dobrze byłoby, aby politycy podejmujący decyzję pamiętali o różnorodności i nie stosowali jednego algorytmu. Bo ten algorytm po raz kolejny zmakdonaldyzuje szkolnictwo wyższe i naukę. Uniwersytet to nie są łatwe algorytmy.
W THE dzisiaj Ukazał się ciekawy artykuł Paula Baskena pt. Czy Akademia Heterodoksji zna swoją misję (Does the Heterodox Academy know what it stands for?)
To jest fikcyjne logo HxA (powyżej)
Artykuł analizuje rosnącą popularność Heterodox Academy (HxA), organizacji promującej różnorodność poglądów na uczelniach. Choć początkowo miała ograniczać ekstremizmy lewicowe, obecnie wzrost jej wpływów napędzany jest głównie przez konserwatywne siły. Autor podkreśla, że HxA, mimo deklarowanej misji promowania debaty i równowagi ideologicznej, jest wspierana finansowo przez grupy z konserwatywną agendą. W artykule omawiane są także wyzwania związane z realizacją celów HxA oraz wewnętrzne napięcia dotyczące kierunku, w jakim powinna zmierzać organizacja.
Parafrazując główne tezy, można powiedzieć, że Heterodox Academy (HxA) miała na celu ograniczenie ekstremizmów lewicowych w akademii, jednak jej rozwój jest obecnie napędzany przez konserwatywne siły polityczne. Organizacja, której udało się zgromadzić 500 uczestników na trzydniowej konferencji w Chicago, choć promuje różnorodność poglądów, jest finansowana głównie przez grupy z konserwatywną agendą, co budzi pytania o jej rzeczywiste cele. Podczas konferencji w Chicago uwidoczniły się różnice w opiniach uczestników na temat roli HxA, a także jej podejścia do kwestii takich jak polityka DEI (różnorodność, równość i inkluzja). Mimo to, HxA przyciąga różnorodnych członków, co świadczy o jej skomplikowanej naturze i potencjalnym wpływie na przyszłość edukacji wyższej w USA.
Ciekawa jest opinia Stanleya Fisha: znanego ze swojego sceptycznego podejścia do protestów studentów w latach 60., gdy był młodym członkiem wydziału Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, ale także autora książki o akademickiej wolności (Chicago 2014) czy o mowie nienawiści i fake newsach (2019) – w wydarzeniu w Chicago zbyt często uczestniczyli zwolennicy HxA, którzy „wypowiadają wielkie abstrakcje, takie jak <<prawda>>, wierząc, że w ten sposób coś wypowiadają”.
Posiedzenie Rady Ławniczej Sądu Najwyższego 28.05. 24
Z dzisiaj:
UCHWAŁA Rady Ławniczej Sądu Najwyższego II kadencji nr 19/2024 z dnia 28 maja 2024 r. w sprawie projektowanych zmian ustawowych, przywracających praworządność w Krajowej Radzie Sądownictwa i Sądzie Najwyższym
Rada Ławnicza Sądu Najwyższego II kadencji, w związku z procedowanym przez Sejm i Senat Rzeczypospolitej Polskiej projektem ustawy o zmianie ustawy o Krajowej Radzie Sądownictwa, a także w związku z publiczną i polityczną dyskusją przyszłych analogicznych projektów dotyczących Sądu Najwyższego RP, formułuje następujące stanowisko:
Rada Ławnicza SN przyjmuje z aprobatą i nadzieją działania podjęte dotąd przez Sejm i Senat obecnej kadencji, a także Radę Ministrów RP, w tym zwłaszcza Ministerstwo Sprawiedliwości RP, zmierzające do przywrócenia demokratycznego państwa prawnego. Działania te, widoczne i wymierne, na trwałe zapiszą się w dorobku obecnej władzy ustawodawczej i wykonawczej, których oddanie niezależności sądów i niezawisłości sędziów oraz rzeczywistemu trójpodziałowi władz jest jedyną gwarancją odnowienia polskiego sądownictwa i ponownego zakorzenienia ustroju sądów polskich w wartościach konstytucyjnych, zabezpieczających prawa jednostki do sprawiedliwego sądu. W takich kategoriach Rada Ławnicza SN ocenia całościowo projekt ustawy przewidujący przywrócenie właściwego konstytucyjnie wyboru członków Krajowej Rady Sądownictwa spośród sędziów poprzez sędziów (art. 187 ust. 1 pkt 2 Konstytucji RP), w udoskonalony sposób, w wyborach bezpośrednich i tajnych, z udziałem Państwowej Komisji Wyborczej.
Jednocześnie Rada Ławnicza SN kategorycznie przestrzega przed przyjęciem ustrojowych rozwiązań, nawet tymczasowych, które dopuściłyby sędziów wadliwie powołanych z udziałem obecnej, niekonstytucyjnej Krajowej Rady Sądownictwa, do korzystania z biernego prawa wyborczego i wyboru do odnowionej Krajowej Rady Sądownictwa, bez ich uprzedniej weryfikacji. Rada Ławnicza SN zgadza się z poglądem reprezentatywnej i wyróżniającej się grupy znawców prawa, którzy wskazują, że w takim wypadku osoby, których dotyczy problem legalności statusu, byłyby sędziami we własnej sprawie, nadto rozstrzygającymi nieobiektywnie względem osób o identycznej lub zbieżnej sytuacji prawnej. W odsunięciu takich osób od kandydowania do Krajowej Rady Sądownictwa, czasowym, jednorazowym i odwracalnym w wyniku dokonanej ze skutkiem pozytywnym późniejszej weryfikacji, nie zachodzi dyskryminacja grupy (kategorii) obywateli. Ocena i weryfikacja wadliwie przeprowadzonych konkursów, a także ponowne ich przeprowadzenie muszą być dokonane przez Krajową Radę Sądownictwa o nieposzlakowanej opinii i bezdyskusyjnej konstytucyjności.
Rada Ławnicza SN podkreśla, że wypracowanie najwłaściwszego rozwiązania problemu musi brać pod uwagę zarówno opinie Komisji Weneckiej, trybunałów międzynarodowych, których jurysdykcję RP uznaje, dotychczasowe orzecznictwo polskie (w tym zwłaszcza Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego), ale również wielokrotnie ponawiane głosy miażdżącej większości polskiej nauki prawa i konsekwentną postawę zwykłych obywateli Rzeczypospolitej, którzy od 2015 r. z poświęceniem stali na straży deptanej i zagrożonej praworządności. Także ławnicy Sądu Najwyższego II kadencji, mierzący się nieprzerwanie, także i dziś, z negatywnymi skutkami obsadzenia Sądu Najwyższego przez wadliwie i politycznie powołanych i motywowanych sędziów, oczekują konsekwentnego i trwałego uzdrowienia sytuacji Sądu Najwyższego. Taka postawa ławników nie jest podyktowana ich wygodą czy chęcią zwycięstwa w sporze, ale dobrem obywateli, których sprawy stają przed Sądem Najwyższym, a którzy mają prawo do sądu niezawisłego, niewadliwego, obradującego w należytych składach orzekających. Ławnicy Sądu Najwyższego mają z kolei prawo domagać się zapewnienia im przez państwo i ustawodawcę klinicznie praworządnych warunków pełnienia ich społecznej misji.
Kierując się powyższym zastrzeżeniem i zapoznawszy z opiniami do procedowanego projektu ustawy, Rada Ławnicza podnosi, że należy odróżnić sytuację osób, które po 2018 r., ukończywszy edukację prawniczą, stanęły do swoich pierwszych konkursów sędziowskich przed niekonstytucyjną Krajową Radą Sądownictwa w sytuacji, w której Państwo Polskie nie zapewniało im właściwej i całkowicie zgodnej z Konstytucją RP procedury, od osób, które na zaawansowanych etapach kariery prawniczej lub dla prestiżu orzeczniczego ponad ich kompetencje, gotowe były gwoli awansu zawodowego lub z innych przyczyn uczestniczyć w procedurze, której nielegalnego charakteru musiały być świadome. Sędziowie z drugiej z wymienionych grup winni bezwzględnie podlegać weryfikacji. Dalsze jeszcze wyróżnienie należy w ślad za orzecznictwem Sądu Najwyższego i Naczelnego Sądu Administracyjnego zastosować wobec osób, które w podobnych warunkach decydowały się zgłosić kandydatury do Sądu Najwyższego, a następnie legitymizowały i aktywnie wspierały antykonstytucyjny przewrót w tej kluczowej instytucji, odbierając jednocześnie obywatelom prawo do niezawisłego sądu i niepodważalnego rozstrzygnięcia ich spraw. Osoby te, często mające długi staż w sądownictwie lub posiadające stopień naukowy w zakresie nauk prawnych, nierzadko także nauczające prawa w polskich uniwersytetach, nie mogą tłumaczyć się nieznajomością czy niezrozumieniem prawa. Trwając dotąd w większości uporczywie przy swojej niekonstytucyjnej i niepraworządnej postawie, nie zasługują one nie tylko na honor dopuszczenia do przyszłej Krajowej Rady Sądownictwa, ale i na dalsze pełnienie funkcji w Sądzie Najwyższym lub przywileje wynikające z niezasadnego uznania, że kiedykolwiek były Sędziami Sądu Najwyższego Rzeczypospolitej Polskiej. Rekomendacje Komisji Weneckiej i Dyrekcji Generalnej ds. Praw Człowieka i Praworządności Rady Europy wydane w formie pilnej wspólnej opinii z dn. 8 maja 2024 r. (pkt. 42-47) należy pogodzić w tym aspekcie z dotychczasowymi orzeczeniami trybunałów międzynarodowych i sądów polskich, z zastosowaniem wskazanego wyżej rozróżnienia i alternatywnych, przewidzianych w opinii przez ww. Komisję, rozwiązań.
Pojawiające się w dyskursie publicystycznym i medialnym porównanie obecnej sytuacji i dyskutowanego problemu do rozwiązań ustrojowych przyjętych w Polsce w latach 1989-1991 Rada Ławnicza uważa za historycznie i prawnie niewłaściwe. Odkreślenie przeszłości grubą linią, jak ujął to w swoim exposé pierwszy niekomunistyczny prezes Rady Ministrów RP Tadeusz Mazowiecki, samo w sobie niewłaściwie dziś rozumiane, proponowano w czasie, gdy Państwo Polskie ewoluowało z okresu niedemokratycznego w demokratyczne państwo prawne. Obecne zmiany dokonują się w obrębie jednego i tego samego w pełni demokratycznego ustroju, podważonego w szerokiej skali, niedemokratycznie, bez konstytucyjnego umocowania i wbrew obowiązującemu prawu. Rozliczenie i ukaranie osób zaangażowanych w zamach na niezawisłe sądy polskie, zarówno we władzy sądowniczej jak i poza nią, jest warunkiem koniecznym trwałego przywrócenia praworządności, która musi być od początku postawiona na trwałych fundamentach.
Uchwała została podjęta jednogłośnie, w obecności ośmiorga członków Rady Ławniczej SN.
Andrzej Kompa – przew. RŁ SN Jarosław Płuciennik – wiceprzew. RŁ SN Joanna Lasko – wiceprzew. RŁ SN Stanisław Adamski Małgorzata Figa-Tomińska Sława Rafalak Monika Szafraniec Przemysław Wiszniewski
W Sali Zgromadzeń Centrum Naukowo-Technologicznego EC1 prof. Jarosław Płuciennik poprowadził rozmowę z prof. Marjaaną Kangas z Uniwersytetu Laponii na temat warunków życia we współczesnej Laponii. Punktem wyjścia do dyskusji była kampania promocyjna roku 2021 nominująca gminę Salla w Finlandii jako kandydata na gospodarza Letnich Igrzysk Olimpijskich 2032. Kampania była mocnym głosem w sprawie zmian klimatycznych, a informacja o tym obiegła światowe media. Co się zmieniło przez ostatnie 3 lata? Jak wyglądało życie w jednym z najzimniejszych zamieszkałych regionów Europy w czasie zmian klimatycznych? Czy perspektywa organizacji Letnich Igrzysk Olimpijskich w północnej Finlandii jest coraz bliżej, czy dalej? Na te i inne pytania związane z życiem codziennym w Laponii odpowiedziała prof. Marjaana Kangas.
Na YouTube Uniwersytetu Łódzkiego można obejrzeć rozmowę.
In the Assembly Hall of the EC1 Science and Technology Centre, Prof. Jarosław Płuciennik led a conversation with Prof. Marjaana Kangas from the University of Lapland about living conditions in today’s Lapland. The 2021 promotional campaign nominating the municipality of Salla in Finland as a candidate to host the 2032 Summer Olympic Games constituted the starting point for the discussion. The campaign was a strong voice for climate change, and information about it circulated in the world media. What has changed over the last 3 years? What was life like in one of the coldest inhabited regions of Europe during climate change? Is the prospect of hosting the Summer Olympic Games in northern Finland getting closer or further away? These and other questions related to everyday life in Lapland were answered by Prof. Marjaana Kangas.
Poznan, Poland, January 25, 2023: ChatGPT headline news across international media with OpenAI, chat gpt ai bot. Abstract concept of news titles on noise displays. TV glitch effect 3d illustration.
Artykuł Jacka Grove’a w Times Higher Education, zatytułowany „Użycie AI w badaniach jest powszechne, ale brak zaufania nadal wysoki”, omawia wyniki badania przeprowadzonego przez Oxford University Press (OUP). Ankieta, w której wzięło udział ponad 2300 naukowców, wykazała, że trzy czwarte badaczy rutynowo korzysta z narzędzi sztucznej inteligencji (AI), takich jak tłumaczenia maszynowe i chatboty, a także wyszukiwarki i narzędzia badawcze zasilane AI. AI jest najczęściej wykorzystywana do odkrywania, edytowania i podsumowywania istniejących badań.
Jednakże, badanie ujawniło również niski poziom zaufania do firm technologicznych, które tworzą te narzędzia. Tylko 8 procent badanych ufa, że firmy te nie będą wykorzystywać danych badawczych bez zgody, a jedynie 6 procent wierzy, że firmy te spełnią wymagania dotyczące prywatności i bezpieczeństwa danych. Obawy te są szczególnie widoczne w kontekście rosnącego niepokoju w branży wydawniczej, że narzędzia AI mogą kopiować i reprodukować teksty akademickie bez odpowiedniego przypisania, co może podważyć normy dotyczące praw autorskich i własności intelektualnej.
Według badania OUP, około trzy piąte naukowców uważa, że użycie AI w badaniach może osłabić ochronę własności intelektualnej i prowadzić do nieodpowiedniego uznania autorów za ich pracę. Ponadto, 25 procent badanych sądzi, że AI może zredukować potrzebę krytycznego myślenia, co może negatywnie wpłynąć na rozwój tych kluczowych umiejętności w przyszłości.
David Clark, dyrektor zarządzający działu akademickiego OUP, podkreślił, że badanie to pomoże wydawnictwu zrozumieć, jak naukowcy postrzegają generatywną AI i jej zastosowanie w ich pracy. OUP planuje współpracować z autorami badań oraz szeroką społecznością badawczą, aby ustanowić jasne standardy dotyczące ewolucji tych technologii. Clark zaznaczył również, że OUP aktywnie współpracuje z firmami rozwijającymi modele językowe, aby odpowiedzialnie wykorzystywać AI w sposób, który poprawi wyniki badań i uzna kluczową rolę naukowców.
Ankieta poruszyła także kwestie polityki instytucjonalnej wobec AI, wskazując, że prawie połowa (46 procent) badanych stwierdziła, że ich instytucja nie ma żadnej polityki dotyczącej AI.
Wydaje mi się, że uniwersytety ma całym świecie i świat nauki w ogólności musi jak najszybciej wypracować standardy dotyczące użycia AI, ale także naciskać na polityków, aby Ci obserwowali wielkie koncerny zaangażowane w tworzenie generatywnych botów, nazywanych sztuczną inteligencją (AI) i wykorzystywanie danych przez nie. Także moich i Twoich danych, drogi czytelniku, droga czytelniczko…
PS. W mediach społecznościowych zadano mi pytanie, czy uczeni akademicy są jeszcze światu potrzebni… moim zdaniem jak najbardziej, to że korzystają z botów nie oznacza, że niczego poza tym nie robią. Osobną sprawą jest nauka krytycznego korzystania z mediów elektronicznych, newsów itd. od przedszkola po uniwersytet. To badanie wskazywało także na zaniepokojenie możliwym obniżeniem rangi krytycznego myślenia w społeczeństwie.