Podcast na Spotify tutaj W świecie, który coraz częściej wita nas ekranem zamiast twarzy, a rozmowa z maszyną bywa prostsza niż z drugim człowiekiem, uprzejmość zyskuje nowe znaczenia. Zadziwiające jest, jak często — w rozmowach z systemami opartymi na sztucznej inteligencji — zwracamy się do nich z uprzejmością niemal rytualną: proszę, dziękuję, czy mogłabyś/mógłbyś mi pomóc? Opieram swoje rozważania na danych nienaukowych, raczej doniesieniach osób zarządzających danymi, nie mam możliwości weryfikacji ich, jednak miże te zwroty grzecznościowe to resztka człowieczeństwa, którą wkładamy nawet w rozmowę z czymś, co nie ma świadomości? Wydaje się, że to antropomorfizacja w całej krasie, rzutujemy swoją strukturę na coś, co się z nami wydaje komunikować.
Z doniesień medialnych (źródłem jest chyba wpis samego Sama Altmana, dyrektora generalnego OpenAI), wynika, że „uprzejma” komunikacja z AI — choć urocza — nie jest neutralna ekologicznie. Każde dodatkowe słowo, każda grzecznościowa formuła, każda peryfraza zużywa zasoby obliczeniowe. A za tym idzie realna energia, produkcja ciepła w serwerowniach, emisja CO₂. Inaczej mówiąc: bycie miłym dla chatu generuje większy ślad węglowy. Ale to też lustrzane odbicie naszej potrzeby upraszczania, nie komplikowania. Nasza życzliwość — jakkolwiek „tania” z pozoru — pociąga za sobą koszt.
I tu pojawia się pytanie: czy warto być uprzejmym dla czata?
Odpowiedź — jak to zwykle bywa — jest bardziej ludzka niż logiczna. Tak, warto. Bo życzliwość, nawet kosztowna w sensie energetycznym wobec maszyn, w kontaktach z ludźmi jest zadziwiająco… darmowa. To gniew, agresja, zawiść, zazdrość i nienawiść spalają naszą energię psychiczną, wymagają dodatkowego napięcia, podwyższonego tętna, stresu, wyczerpania. Życzliwość, przeciwnie — uspokaja, koi, reguluje.
Dalajlama XIV powiedział kiedyś: „Moja religia jest bardzo prosta. Moją religią jest życzliwość.” Nie trzeba świątyń, doktryn ani rytuałów, by praktykować coś tak prostego, a zarazem fundamentalnego.
Uprzejmość jest najbardziej demokratyczną formą dobroci. Nie wymaga pieniędzy, statusu, technologii ani tytułów. Wymaga jedynie decyzji: nie zranić, nie umniejszyć, nie zdominować.
W świecie zalanym natłokiem danych, gest życzliwości — choć to chyba jest niewidoczne w kodzie — staje się czymś, co odróżnia człowieka od maszyny. Być może przyszłość będzie należała do tych, którzy nie tylko nauczyli się rozmawiać z maszynami, ale też zachowali ludzką manierę nawet wtedy, gdy to „się nie opłacało”. Pamiętam książkę o znamiennym tytule „Przetrwają najżyczliwsi”.
Bo człowieczeństwo, jakkolwiek nieoptymalne, jest ciągle warte zachodu. Ale swoją drogą, kiedyś myślałem, że tylko bycie świadomym różni człowieka od maszyn. Teraz okazuje się, że mamy także inny wyróżnik antropologiczny: tanią energetycznie życzliwość…
To co, może podarujmy sobie nawzajem kwiatek? Uśmiech? Wypracujemy w ten sposób nawyk?
zdjęcie historyczna Franciszka w Armenii z 2016 (lic. Depositphotos)
Podcast na YouTube
Moje wspomnienie o teoretyku literatury
Podcast w Spotify tutaj 21 kwietnia 2025 roku, o godzinie 7:35, zmarł papież Franciszek. Jego pontyfikat, rozpoczęty w 2013 roku, był czasem głębokich refleksji nad rolą Kościoła w świecie współczesnym. Dla mnie, jako osoby związanej z kulturoznawstwem i literaturoznawstwem, szczególnie poruszające były jego przemyślenia na temat literatury jako narzędzia budowania empatii i zrozumienia drugiego człowieka.
W liście z 17 lipca 2024 roku, zatytułowanym „O roli literatury w formacji”, papież Franciszek podkreślił, że literatura nie jest jedynie formą rozrywki, lecz istotnym elementem w poznawaniu natury ludzkiej. Zwrócił uwagę na to, że czytanie literatury pięknej pozwala na głębsze zrozumienie siebie i innych:
„Płacząc nad losem bohaterów, płaczemy w głębi duszy nad sobą i własną pustką, własnymi brakami, własną samotnością.”
Franciszek wskazał również na literaturę jako środek uwrażliwiający nas na tajemnicę innych:
„Podążając tą drogą, która uwrażliwia nas na tajemnicę innych, literatura sprawia, że uczymy się dotykać ich serc.”
Co istotne, papież nie mówił o literaturze w sposób abstrakcyjny. Wprost wymienił autorów, którzy — według niego — powinni być obecni w procesie formacji duchowej i intelektualnej. Wśród nich znaleźli się:
Marcel Proust – jako mistrz pamięci, czasu i wewnętrznej kontemplacji;
T.S. Eliot – za głęboko duchowe połączenie tradycji chrześcijańskiej z nowoczesnością;
Paul Celan – jako świadek cierpienia, który próbował ocalić sens pośród traumy;
C.S. Lewis – za umiejętność mówienia o wierze językiem mitu i wyobraźni;
Jorge Luis Borges – jako autor zmagający się z paradoksami Boga, nieskończoności i ludzkiego poznania;
Alessandro Manzoni – którego Narzeczeni papież niejednokrotnie nazywał „książką życia”.
Choć nie zawsze zgadzałem się z papieżem Franciszkiem w kwestiach politycznych — zwłaszcza dotyczących Rosji i jego niejednoznacznych reakcji na wojnę — i nie zgadzam się w pełni z gustami literackimi i religijnymi, to jego refleksje na temat literatury jako przestrzeni budowania empatii i zrozumienia pozostaną dla mnie źródłem głębokiego szacunku.
W świecie, który często ignoruje to, co niewypowiedziane, Franciszek przypomniał, że „czasem poezja mówi więcej niż dogmat”.
Pełny tekst listu można znaleźć na oficjalnej stronie Watykanu:
W USA trwa bezprecedensowy konflikt między elitarnymi uniwersytetami a administracją federalną Donalda Trumpa. W ostatnich tygodniach działania Białego Domu wymierzone w szkolnictwo wyższe przybrały postać zmasowanej ofensywy: cofanie grantów, audyty ideologiczne, groźby deportacji studentów zagranicznych oraz naciski na ograniczenie wolności słowa i programów równościowych. Na czoło sprzeciwu wysunął się Harvard, który – mimo realnej groźby utraty miliardów dolarów – powiedział rządowi „nie”.
Jak podkreśla The Economist, wsparcie (endowment) Harvardu sięga obecnie 50 miliardów dolarów, czyli więcej niż PKB takich państw jak Łotwa, Kostaryka czy Islandia1. Ten edukacyjny kolos stanął jednak wobec groźby utraty kluczowych funduszy federalnych, po tym jak odmówił wprowadzenia narzuconych przez rząd środków dyscyplinujących: m.in. eliminacji programów DEI (diversity, equity, inclusion), cenzurowania wypowiedzi prodemokratycznych i pro-palestyńskich, a także raportowania studentów zagranicznych do Departamentu Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
W The New Yorker opisano ten moment jako „oszałamiające zaskoczenie” dla społeczności akademickiej. Po dekadach unikania otwartego sporu z władzą, Harvard oświadczył: „Nie poddamy się. Nie oddamy naszej niezależności ani konstytucyjnych praw”2. W ślad za tą deklaracją uczelnia ogłosiła emisję obligacji na 750 milionów dolarów – jako bufor finansowy, pozwalający przetrwać bez funduszy federalnych.
Odmowa Harvardu pociągnęła za sobą kolejne reakcje: Columbia University ogłosiła, że nie przyjmie „ciężkorękiego nadzoru rządowego”, a Princeton i Brown również rozważają skierowanie spraw do sądów. Tymczasem administracja Trumpa kontynuuje ofensywę: zawieszono już granty dla kilkunastu uczelni, a niektóre (jak Columbia) stoją przed widmem objęcia nadzorem sądowym przez rząd.
W tej walce stawką jest nie tylko autonomia uczelni, ale przyszłość uniwersytetu jako miejsca wolnej debaty, krytycznego myślenia i badań prowadzonych niezależnie od politycznych interesów. The Economist ostrzega, że jeśli rządowi uda się podporządkować instytucje naukowe – symboliczne „miasta-państwa” demokracji liberalnej – utracimy jeden z ostatnich bastionów niezależnej refleksji i pluralizmu.
👉 Osobiście poruszyła mnie jeszcze jedna wiadomość, która, choć nagłośniona przede wszystkim przez branżowe czasopisma (Inside Higher Ed)3, mówi wiele o klimacie, w jakim dziś funkcjonuje amerykańska humanistyka. Historyk Timothy Snyder, znany z prac o totalitaryzmie i demokracji, zdecydował się – jak sam podał – na przeniesienie działalności akademickiej do Kanady. Ten gest ma wymiar symboliczny – pokazuje, jak poważnie zagrożona jest przestrzeń dla krytycznego myślenia. Podobnie zrobił Jason Stanley, profesor filozofii im. Jacoba Urowsky’ego na Uniwersytecie Yale i autor wielu książek, w tym How Fascism Works: The Politics of Us and Them, powiedział, że w końcu przyjął długoletnią ofertę Toronto na stanowisko po tym jak zobaczył, jak Uniwersytet Columbia „całkowicie się załamał i poddał autorytarnemu reżimowi”.
Widać wyraźnie, że wolność akademicka oraz autonomia uniwersytetu muszą być chronione także w świecie, który wydawał się oazą demokracji.
Przypisy
MAGA’s remaking of universities could have dire consequences, The Economist, 10 kwietnia 2025. Link do artykułu↩
Jeanie Suk Gersen, A Thrillingly Delightful Surprise from Harvard, The New Yorker, 15 kwiecień 2025. Link do artykułu↩
Inside Higher Ed, March 26, 2025 Outspoken Fascism Scholars Leave Yale for Canada, Link do artykułu
We wtorek, 8 kwietnia, w godzinach 11:30–13:00, w strefie coworkingowej Biblioteki UŁ, odbyło się wyjątkowe spotkanie z Björnem Sundmarkiem, profesorem literatury angielskiej na Uniwersytecie w Malmö w Szwecji (także członek sieci uniwersytetów europejskich UNIC) . Po wykładzie profesor Sundmark miał okazję zwiedzić Muzeum Kinematografii i jego wystawę „Pałac pełen bajek”
💬 Tematem wykładu był Muminimalizm: Tove Jansson i sztuka miniatur. „Kraina Muminków Tove Jansson jest duża. Są tam głębokie morza, wysokie góry i bezkresne lasy. To miejsce doniosłych katastrof i długich podróży. Ale wymiary Krainy Muminków są również względne, a pozorna wspaniałość otoczenia wynika z niewielkich rozmiarów większości zamieszkujących ją stworzeń, takich jak Mała Mi i „małe stworzenie” Sniff. W czasie spotkania Björn Sundmark przeanalizował i omówił kilka przykładów sztuki miniatur Jansson, lub „muminimalizmu”, aby użyć neologizmu związanego z Jansson. Głównym celem wykładu było jednak pokazanie, że upodobanie Jansson do tego, co małe, drobne i dekoracyjne, nie polega jedynie na tworzeniu kontrastu, nawet jeśli to również, ale zasadniczo na budowaniu świata na małą skalę.”
Wykład odbył się w języku angielskim.
✨ Wydarzenie jest częścią międzynarodowego projektu „Moomins as a Cultural Phenomenon” kierowanego przez prof. Jarosława Płuciennika z Uniwersytetu Łódzkiego przy współpracy docent Pirjo Suvilehto z Uniwersytetu Oulu (Finlandia) w ramach sieci UNIC. Zapis wykładu na YouTube i innych podcastach. Polska Fika.
On Tuesday, April 8th, from 11:30 AM to 1:00 PM, a special lecture by Professor Björn Sundmark took place in the coworking space of the University of Łódź Library. Sundmark is a Professor of English Literature at Malmö University in Sweden.
💬 Lecture Topic: Moominimalism: Tove Jansson and the Art of the Miniature
„Tove Jansson’s Moominland is large. There are deep seas, high mountains, and endless forests. It is a place of momentous catastrophes and long journeys. But Moominland’s dimensions are also relative, and the apparent grandeur of the setting is constituted on the diminutive size of most of the creatures that inhabit it, such as Little My and the “little creature” Sniff. In this presentation I will analyse and discuss a few of these examples of Jansson’s art of the miniature, or “muminalism” to use a Jansson-related neologism. The main aim, however, is to show that Jansson’s predilection for the small, the diminutive, and the decorative is not merely about creating contrast, even if it is that too, but essentially about small-scale world-building.”
✨ This event is part of the international project “Moomins as a Cultural Phenomenon” led by Professor Jarosław Płuciennik.
Oto moja nowa publikacja, była gotowa w 2023 roku. Ale cykl publikacyjny trwa niestety…
J. Płuciennik, A. Zatora, Gaming with Science? Review: Kulczycki, E. (2023). Evaluation Game. How Publication Metrics Shape Scholarly Communication. Cambridge: Cambridge University Press, viii+228 pp. w: Perspektywy Kultury nr 48, 2025/1, ss. 371-378, DOI: 10.35765/pk.2025.4801.22.
Zimowa wojna (fiń. Talvisota) zakończyła się 85 lat temu, 13 marca 1940 roku podpisaniem traktatu moskiewskiego, kończącego konflikt między Związkiem Radzieckim a Finlandią, który trwał od 30 listopada 1939 roku. W wyniku porozumienia Finlandia została zmuszona do oddania ZSRR około 11% swojego terytorium, w tym większej części Karelii wraz z miastem Viipuri (Wyborg), obszaru wokół jeziora Ładoga oraz części Półwyspu Kalastajansaarento nad Morzem Barentsa. Pomimo utraty tych ziem Finlandia zachowała niepodległość, co było jej strategicznym sukcesem wobec przytłaczającej przewagi militarnej ZSRR. Wojna pochłonęła około 25 tys. fińskich żołnierzy, a kolejne 43 tys. odniosło rany, natomiast po stronie radzieckiej straty były znacznie wyższe – oficjalnie podawano 126 tys. zabitych, choć rzeczywista liczba mogła być większa. W wyniku agresji na Finlandię ZSRR został wyrzucony z Ligi Narodów (14 grudnia 1939 roku), a Finlandia zyskała międzynarodowy szacunek za skuteczny opór wobec znacznie silniejszego przeciwnika. Mimo że formalnie kraj zachował neutralność, już w 1941 roku dołączył do wojny po stronie Niemiec przeciwko ZSRR, rozpoczynając wojnę kontynuacyjną (1941–1944). Zimowa wojna stała się symbolem fińskiego hartu ducha i umiejętności obronnych, a postać marszałka Carla Gustafa Mannerheima do dziś pozostaje ikoną narodowej jedności i oporu.
Tove Jansson i wojenne inspiracje Muminków
A zatem jaki jest związek z Muminkami?
Tove Jansson, autorka opowieści o Muminkach mocno przeżywała osobiście zarówno wojnę zimową, jak i wojnę kontynuacyjną. Jej ojciec i jeden z braci walczyli w tych wojnach. Helsinki były bombardowane. Ale przede wszystkim, uchodźcy z Karelii pojawiali się w całej Finlandii. Dla moich fińskich przyjaciół okładka pierwszej opowieści o Muminkach: Małe trolle i wielka powódź z 1945 r. przywodzi na myśl właśnie tych uchodźców: małe postaci zagubione w wielkim lesie… O genezie wojennej Muminków, o ich pocieszającej funkcji dla samej autorki pisze ona sama we wstępie o polskiego wydania książeczki.
Medal Muminka – ślad wojennych przeżyć?
Jest jednak jeszcze przynajmniej jeden ślad wojennych przeżyć w drugiej w kolejności opowieści: Komecie w Dolinie Muminków.
„–Mamusiu — odezwała się jakaś drobinką leśna, pokazując na Muminka. — Tam stoi generał.” Cała rodzina podeszła, żeby podziwiać jego medal.” (122)
Istnieją interpretacje jednoznacznie wskazujące, że ten medal na piersi Muminka jest odpryskiem kultu generała Mannerheima. Zimowa wojna stała się symbolem fińskiego hartu ducha i umiejętności obronnych, a postać marszałka Carla Gustafa Mannerheima do dziś pozostaje w Finlandii symbolem narodowej jedności i oporu.
Oczywiście, w baśni o małych trollach ten medal to znaleziony gdzieś w zakamarkach sklepu medal zrobiony z gwiazdy na choinkę. Ale Muminek dostał ten medal od Migotki za dzielność uwolnienia jej z macek trującego krzaka, który zamienia się magicznie jakby w ośmiornicę.
Muminek kontra Angostura – metafora wojny?
„Kawałek dalej spotkał Migotka, który, blady ze strachu, krzyczał:
Jakiś okropny krzak zjada moją siostrę!
I wcale się nie mylił.
Trujący krzak z niebezpiecznego gatunku zwanego Angostura złapał Pannę Migotkę za ogon i wolno ciągnął ją ku sobie, omotując gałęziami podobnymi do macek. A ona, fioletowa z przerażenia, krzyczała tak okropnie, jak jeszcze nigdy dotąd nie krzyczała żadna Panna Migotka.
Idę! Idę! – zawołał Muminek.
Weź to ze sobą na wszelki wypadek – powiedział Włóczykij, dając mu swój scyzoryk (z korkociągiem i śrubokrętem). – I postaraj się doprowadzić ten krzak do złości. Angostury bardzo łatwo się obrażają.
Jesteś wstrętną ośmiornicą! – krzyknął Muminek. Ale Angostura nie zareagowała.
Wyglądasz jak stara szczotka! – ubliżał jej dalej Muminek. – Ty podstępny bandyto! Ty ohydna postrzępiona miotło! Wtedy Angostura zwróciła na niego wszystkie swe zielone oczy i puściła Pannę Migotkę. A potem wysunęła jedno ze swych licznych, zielonych ramion i zacisnęła je na pyszczku Muminka.
Nie daj się! – zawołał Włóczykij.
Ty obrzydliwy potworze! – wrzasnął Muminek i – ciach-mach – odciął Angosturze jedno z ramion. Widzowie przyjęli to gorącymi oklaskami. Zachęcony Muminek skakał to tu, to tam, machał gniewnie ogonkiem i raz po raz atakował Angosturę, wciąż wymyślając nowe obelgi.
Czego ty nie umiesz! – zachwycił się Ryjek. Ile brzydkich słów! Walka stawała się coraz bardziej zacięta. Angostura drżała z podniecenia, a Muminek miał pyszczek całkiem czerwony ze złości i wysiłku. W końcu widać już było tylko kotłowaninę splątanych ramion, ogonka i nóg. Panna Migotka w pewnym momencie chwyciła duży kamień i rzuciła go na trujący krzak. Ale, niestety, zupełnie nie umiała celować i kamień trafił Muminka w brzuch. ” O rety! – zawołała. – Zabiłam go!
Typowe babskie zachowanie – rzekł Ryjek. Lecz Muminek, bardziej żywy niż kiedykolwiek, kontynuował swą triumfalną walkę, aż w końcu z Angostury został tylko pień (z kilkoma najkrótszymi ramionami, które Muminek darował. Wtedy zwycięzca złożył scyzoryk i powiedział.
No tak. Załatwione.
Ach, Jaki ty Jesteś odważny! – szepnęła Panna Migotka. 95-97
Oczywiście nie można tutaj jednoznacznie widzieć w Angosturze Rosji Radzieckiej, zaś w Muminku Mannerheima. Poetyka tej opowieści Tove Jansson jest poetyką jakby szczególnego snu na jawie, co rusz przerywanego powrotem do rzeczywistości, jakąś kąśliwą uwagą a to Małej Mi, a to Ryjka, a to Tatusia Muminka. Pełny wielogłos.
Walka z Angosturą przypomina konflikt, w którym mniejszy, ale zdeterminowany przeciwnik, mierzy się z potężnym i pozornie niepokonanym wrogiem. Ostatecznie Muminek, przy wsparciu przyjaciół, pokonuje Angosturę – czy to alegoria fińskiego hartu ducha?
Refleksja na 85. rocznicę zakończenia wojny zimowej
W 85. rocznicę podpisania pokoju po wojnie zimowej i w jubileuszowym 80. roku Muminków warto spojrzeć na twórczość Tove Jansson także przez pryzmat historii Finlandii. Jej baśnie, choć osadzone w fantastycznym świecie, niosą echa wojennych doświadczeń, od utraty domu po bohaterstwo i hart ducha.
Dziś, wspominając tamte wydarzenia, można powiedzieć, że wśród bohaterów Finlandii znalazł się też Muminek – udekorowany przez Migotkę medalem z choinkowej gwiazdy.
Prowadzę wykłady z kulturowej historii nowoczesności na wielu kierunkach humanistycznych Uniwersytetu Łódzkiego i innych uczelni. Kluczowym zagadnieniem, które omawiam podczas tych zajęć, jest interpretacja Zygmunta Baumana przedstawiona w „Nowoczesności i Zagładzie”. Bauman argumentuje, że problem Holokaustu nie dotyczy wyłącznie nazistowskich Niemiec, ale jest wyzwaniem całej cywilizacji – naszej cywilizacji. Nowoczesność, która nabrała tempa w XVIII wieku podczas Oświecenia, stała się nie tylko siłą postępu, lecz także mechanizmem, który umożliwił masową eksterminację.
Wydawało się, że ludzkość wyciągnęła wnioski z historii, ale obawiam się, że jest inaczej. Historia nie powtarza się dosłownie, ale pewne schematy pojawiają się w nowych kontekstach, napędzane tymi samymi ludzkimi motywacjami i dążeniami.
Chciałbym zastrzec, że w poniższych uwagach nie potępiam Oświecenia i jego spuścizny w całości. Przeciwnie – to właśnie z tej epoki wywodzi się bliski demokratom humanizm, prawa człowieka, sfera publiczna, rządy prawa oraz to, co można nazwać nowoczesną komunikacją demokratyczną. O nauce i nowoczesnych uniwersytetach nawet nie wspominam. Wielokrotnie przywoływałem wartościowe, choć nieco jednostronne, książki Stevena Pinkera na temat dobrodziejstw cywilizacji oświeceniowej. Osiągnięcia te są zagrożone przez koncentrację kapitału i technologii, co może podważyć demokrację. Tak jak bywały te wartości zagrożone w latach 30-tych i 40-tych w Europie… także na „skrwawionych ziemiach” Europy Środkowo-Wschodniej.
Od wyboru Donalda Trumpa na prezydenta USA widać wyraźnie, że do władzy doszli również miliarderzy z Doliny Krzemowej – technologiczni giganci, których kariery często przypominają klasyczne opowieści o amerykańskim śnie: od garażowego startupu do globalnej korporacji. Nie zdawałem sobie sprawy, jak głębokie są związki między Trumpem a światem technologii, dopóki nie przeczytałem opowieści Marca Andreessena i jego manifestu.
Marc Andreessen (ur. 1971) to jeden z najbardziej wpływowych informatyków z wykształcenia, którzy stali się przedsiębiorcami i inwestorami w Dolinie Krzemowej. Był współtwórcą Mosaic, pierwszej popularnej przeglądarki internetowej, która otworzyła drogę do masowego dostępu do internetu. Następnie współzałożył Netscape – firmę, która miała kluczowe znaczenie dla rozwoju sieci WWW w latach 90.
Po sukcesach w branży oprogramowania Andreessen zaangażował się w inwestycje venture capital. W 2009 roku założył Andreessen Horowitz (a16z) – jeden z najbardziej wpływowych funduszy technologicznych, który wspierał rozwój takich firm jak Facebook, Twitter, Airbnb czy Coinbase.
W 2023 roku Andreessen opublikował „Manifest Technooptymistyczny”, w którym przedstawił swoją wizję społeczeństwa opartego na nieograniczonym postępie technologicznym. Jego manifest sprzeciwia się pesymistycznemu podejściu do nowych technologii oraz regulacjom, które mogą ograniczać rozwój sztucznej inteligencji i innych innowacji.
Manifest głosi, że technologia jest nie tylko siłą napędową cywilizacyjnego postępu, ale wręcz moralnym obowiązkiem ludzkości. Autorzy dokumentu uznają obawy przed negatywnymi skutkami technologii za irracjonalne i hamujące rozwój. W ich ujęciu innowacje technologiczne prowadzą do poprawy jakości życia, wydłużenia ludzkiego życia i rozwiązania globalnych problemów, takich jak zmiany klimatyczne czy ubóstwo.
Głównymi założeniami manifestu jest kilka sloganów. Technologia jako siła dobra – od wynalezienia koła po sztuczną inteligencję, innowacje zawsze sprzyjały rozwojowi społeczeństwa; sprzeciw wobec regulacji i pesymizmu – autorzy manifestu krytykują biurokratyczne ograniczenia jako czynnik hamujący rozwój; postęp wymaga odwagi – innowacje są możliwe tylko dzięki podejmowaniu ryzyka i przełamywaniu barier; technologia jako klucz do rozwiązania globalnych problemów – restrykcje nie przyniosą lepszego świata, ale innowacje mogą to zrobić; moralność postępu – rozwój technologii to etyczny obowiązek, prowadzący do większej wolności i lepszych warunków życia.
Manifest Andreessena Horowitza wpisuje się w charakterystyczną narrację o historii nowoczesności, którą można określić mianem technologicznego progresywizmu. Jego autorzy postrzegają rozwój cywilizacyjny jako proces nieprzerwanego wzrostu, napędzanego przez innowacje technologiczne, które nieustannie poprawiają jakość życia i zwiększają ludzką autonomię. Manifest przełożył się na bardzo praktyczne wspieranie kampanii wyborczej Donalda Trumpa.
Postęp niewątpliwie może być korzystny – jako ludzkość żyjemy coraz dłużej i w coraz lepszych warunkach. Jednak musimy również pamiętać o kosztach tego postępu. Planeta daje nam już teraz wyraźne sygnały, że te koszty są zbyt wysokie.
Anne Applebaum w swojej książce Koncern Autokracja. Dyktatorzy, którzy chcą rządzić światem(2024) (zob. moja recenzja w Rzeczpospolitej 09.09.2024) analizuje współczesne autokracje jako złożone sieci kleptokratyczne, które współpracują zarówno wewnętrznie, jak i z innymi reżimami autokratycznymi oraz demokracjami. Autorka wprowadza pojęcie „Koncernu Autokracji” które odnosi się do współczesnych reżimów autokratycznych działających jak korporacje, dążące do zachowania osobistego bogactwa i władzy. Applebaum zauważa, że autokracje wykorzystują globalizację na swoją korzyść, rozprzestrzeniając nieliberalne idee na demokratyczny świat, co podważa przekonanie o nieuchronności rozwoju demokracji. Książka jest przestrogą przed rosnącym wpływem autokratów oraz wezwaniem do współpracy demokratów na całym świecie, aby chronić i rozwijać wartości demokratyczne.
Kilka dni temu pożegnaliśmy Mariana Turskiego, który przypominał nam o XI przykazaniu: „Nie bądź obojętny”. To jest właśnie ten moment – nie możemy być obojętni. Za nowymi technologiami mogą stać ludzie dobrej woli, ale również całe orkiestry makiawelicznych szaleńców (szaleńców niekoniecznie medycznych, ale strategicznych, z wyboru, takich jak Nixon czy Trump), którzy dla zysku będą gotowi poświęcać innych. Jeśli nie wprost eksterminować. Najpierw na scenie będą pokazywać wywodząca się z horrorów piłę mechaniczną.
Zgadzam się z Hararim, który w Nexusie argumentuje, że sztuczna inteligencja nie może podejmować decyzji zamiast człowieka, zamiast demokratycznie wybranych parlamentów. Obawiam się, że działania Elona Muska, które w USA są już uznawane za nielegalne, to dopiero początek nowej rzeczywistości. W świecie, gdzie liczy się wyłącznie kapitał i technologia, przesiedlenia ludzi w Gazie czy porwania dzieci ukraińskich mogą stać się jedynie „kosztem operacyjnym”. Tymczasem prawdziwym problemem pozostają surowce, nieruchomości i interesy gigantów technologicznych, którzy chcą czerpać zyski z nowej rzeczywistości bez żadnych ograniczeń.
Zdjęcie na licencji CC. Flickr autor Martyna Niecko
Obserwatorium Nordyckie donosi: sukces ma wielu ojców…
Wielkie filmy mają to do siebie, że każdy chce je trochę “przywłaszczyć”. Tak jest też w przypadku Flickan med nålen (Dziewczyna z igłą) w reżyserii Magnusa von Horna, filmu, którego premierę w Szwecji przyjęto z nieskrywanym entuzjazmem. Szwedzka prasa, na przykład dzisiejsza Svenska Dagbladet, zwraca uwagę na stylistyczne nawiązania do Bergmana (na przykład „Persona” 1966, czy „ Milczenie” 1963 i inne…) i klasycznego skandynawskiego kina, natomiast Duńczycy z dumą podkreślają kopenhaskie korzenie tej mrocznej historii inspirowanej prawdziwymi wydarzeniami stamtąd. No i duńskość reżysera. Z kolei w Polsce film budzi zainteresowanie z innego powodu – von Horn studiował w Łodzi, a część zdjęć do filmu powstała właśnie tam. Tudzież w Zgierzu, Wrocławiu i wielu innych polskich miejscach. Literaturoznawcy polscy pewnie będą pytać o Nałkowską czy Twardocha. Słowem: sukces ma wielu ojców, co tylko dobrze wróży tej produkcji. Svenska Dagbladet dało filmowi 5/5.
Poetycki horror w duchu Bergmana i… polskiego kina
Jak podkreśla szwedzki recenzent Jon Asp, duński reżyser von Horn wciąga widza w świat zdominowany przez chłód, mrok i napięcie, a jego czarno-białe zdjęcia oddają duszną atmosferę początku XX wieku w sposób przypominający zarówno gotyckie horrory, jak i skandynawskie klasyki. W recenzji Svenska Dagbladet zwraca się uwagę na Bergmanowskie napięcie budowane poprzez długie, surowe ujęcia i twarze bohaterów, które mówią więcej niż same dialogi.
To, co dla polskiego widza może być szczególnie ciekawe, to fakt, że film swoją poetyką nawiązuje także do najlepszych osiągnięć polskiego kina. Czarno-biała stylistyka, przypominająca Idę czy Zimną wojnę, sprawia, że film ma niezwykle wyrazisty, niemal malarski charakter. Von Horn – który ukończył łódzką Szkołę Filmową i doskonale zna język polskiego kina – zdaje się czerpać z tej samej estetyki: surowość, minimalistyczne kadry, a jednocześnie intensywna emocjonalność bohaterów sprawiają, że Flickan med nålen jest jednocześnie piękne i niepokojące.
Skandynawska historia, uniwersalna groza
Historia opowiedziana przez von Horna bazuje na prawdziwych wydarzeniach – w latach 20. XX wieku Dagmar Overbye prowadziła w Kopenhadze dom, w którym przyjmowała niechciane dzieci, ale zamiast zapewniać im opiekę, mordowała je. To przerażająca, a jednocześnie hipnotyzująca opowieść, w której reżyser mistrzowsko łączy realizm z elementami filmowego horroru.
Szwedzka prasa podkreśla, że von Horn, mimo wyraźnych inspiracji Bergmanem, zbudował własny, unikalny świat, w którym groza nie jest podana wprost, ale sączy się stopniowo – w sposób, który trudno wyrzucić z pamięci. W finale recenzji Svenska Dagbladet czytamy, że reżyser “tworzy uniwersum, od którego nie sposób się oderwać”. To właśnie ta zdolność do budowania intensywnej atmosfery sprawia, że film już teraz budzi zachwyt w różnych krajach.
Czy Dziewczyna z igłą będzie kolejnym skandynawskim hitem, który podbije międzynarodowe festiwale? Wiele na to wskazuje. Nordycki horror o zbrodni sprzed stu lat, który łączy Bergmanowską psychologię, polską filmową poetykę i gotycką grozę, to kino, które warto zobaczyć.
„Dziewczyna z igłą”. Gutek Film 2024. Reżyseria: Magnus von Horn. Scenariusz: Magnus von Horn, Line Langebek. Zdjęcia: Michał Dymek. Montaż: Agnieszka Glińska. Scenografia: Jagna Dobesz. Kostiumy: Małgorzata Fudala. Muzyka: Frederikke Hoffmeier. Występują: Vic Carmen Sonne, Trine Dyrholm, Besir Zeciri, Joachim Fjelstrup, Tessa Hoder.
W krótkiej recenzji książki łódzkiego socjologa z UŁ Wojciecha Woźniaka „Helsinki w Warszawie? O książce «Państwo, które działa»”, która ukazała się w „Kulturze Liberalnej” Nr 734 (5/2023) 6 lutego 2023, Tomasz Sawczuk wskazuje, opisując wspomnianą książkę, jak fińskie instytucje publiczne stały się wzorem skutecznego zarządzania państwem. Stały się, choć niekoniecznie były takie od zawsze. Pośród licznych wątków poruszanych przez Woźniaka, autora recenzowanej książki, jeden element recenzent Sawczuk wybija na plan pierwszy: Finlandia zawdzięcza swój sukces wysokiemu zaufaniu do instytucji, kulturze politycznej opartej na konsensusie oraz priorytetowemu traktowaniu edukacji i wiedzy. Przykładem jest nowoczesna biblioteka Oodi w Helsinkach, będąca symbolem powszechnego dostępu do kultury i edukacji (niedaleko jest parlament i inne najważniejsze instytucje w kraju).
W kontekście tej wizji warto spojrzeć na wizytę Rafała Trzaskowskiego w Helsinkach 18 lutego 2025 roku, kiedy prezydent Warszawy zwiedzał fińskie schrony – nie tylko jako element systemu obrony cywilnej, ale także przestrzenie edukacyjne i społeczne. W tych miejscach znajdują się biblioteki, kawiarnie i czytelnie, które na co dzień służą mieszkańcom, a w razie zagrożenia pełnią funkcję ochronną. Trzaskowski podkreślił, że całość jest zarządzana przez samorząd, co może być inspiracją dla Warszawy.
Fińskie podejście pokazuje, że szacunek dla edukacji i bezpieczeństwa może iść w parze. W Finlandii przestrzeń publiczna nie jest tylko funkcjonalna – jest też miejscem rozwijania wiedzy i więzi społecznych. Przeniesienie tego modelu do Warszawy mogłoby nie tylko zwiększyć odporność miasta na kryzysy, ale także podnieść jakość życia mieszkańców poprzez integrację infrastruktury miejskiej z kulturą i edukacją. Helsinki uczą, że bezpieczeństwo to nie tylko mury i bunkry, ale też inwestycja w wiedzę, kulturę i wspólnotę.
Warto podkreślić, że Finlandia nie zawsze była państwem do naśladowania. Co oznacza, że wszystko przed nami, „biblioteki i kawiarnie w schronach” to może być także nasza przyszłość. Jednym z wzorców świetnych miejskich przestrzeni może być łódzkie EC1, w którym — w dawnej elektrociepłowni — znajduje się dziś wiele centrów nauki i kultury. Żyjemy w świecie niepokoju i kryzysu. Dlatego połączenie w przestrzeniach publicznych nieufności (względem zewnętrznych zagrożeń) z olbrzymim zaufaniem społecznym ucieleśnionym w idei kawiarni (spotkanie, dyskusja, racjonalność przy kawie) czy bibliotek (spotkanie idei, dysputa) oraz zaufaniem do państwa, które dba o życie obywatelskie, to jest połączenie niezwykle obiecujące. A jeśli do tego dodać by ideę powszechnego zaangażowania Finów w obronę cywilną, to ten projekt zasługuje na poparcie ze wszech miar. Obserwatorium Nordyckie kibicuje Helsinkom w Warszawie!
Autor w Bibliotece Uniwersyteckiej w Helsinkach w 2012 r.