Autor: Jarosław Płuciennik

  • Edukacja ma się dobrze… poza murami szkoły

    Edukacja ma się dobrze… poza murami szkoły

    Ukazał się nowy numer Kwartalnika Edukacyjnego „Refleksje” poświęcony tematowi Dydaktyka (w) przyszłości. Czytelnik znajdzie tam także poza innymi materiałami wywiad ze mną pt. Edukacja ma się dobrze poza murami szkoły. Dziękuję redaktorowi Redakcji za rozmowę!

    Całość można pobrać TUTAJ.

  • Tylko świnie siedzą w kinie

    Tylko świnie siedzą w kinie

    Filologiczny Obserwator Wyborczy

    Ilustracja dwóch miłych świnek w kinie (lic. Depositphotos)

    Artykuł o tytule „Tylko świnie siedzą w kinie” ukazał się 5 marca 1942 roku w „Biuletynie Informacyjnym” – konspiracyjnym piśmie będącym do stycznia 1945 roku centralnym organem prasowym Armii Krajowej. To powiedzenie oraz znak „Polski Walczącej” malowany na murach stały się częścią polskiej historii. Historii II wojny światowej na nieludzkiej ziemi.

    Leksykon polskich powiedzeń historycznych, autorstwa Macieja Wilamowskiego, Konrada Wnęka i Lidii A. Zyblikiewicz (Wydawnictwo Znak, Kraków 1998), podaje, że autorem tego hasła prawdopodobnie był Aleksander Kamiński, redaktor naczelny „Biuletynu Informacyjnego”. Był on także twórcą koncepcji oraz założycielem i komendantem głównym Organizacji Małego Sabotażu „Wawer”.

    Hasło to, podobnie jak inne działania Organizacji, nawoływało Polaków do aktów sabotażu, bądź przynajmniej bojkotu, w stosunku do osób, które uczęszczały do kina, oglądając propagandę nazistowskiej Trzeciej Rzeszy.

    Posiadam dwa bilety na film Agnieszki Holland pt. „Zielona granica”. Jutro idę z żoną na premierę. Czy Prezydent chce przekazać mi jakieś przesłanie? A może dąży do zniechęcenia swoich zwolenników do kinowej kultury? Upadek kultury w państwie PiS jest zatrważający.

    Słowa mają moc. Używanie słów powszechnie odbieranych jako obelżywe w stosunku do pewnych grup społecznych może prowadzić do tragedii. Tak samo jak określenie kogoś mianem „pytona” czy „ryżego”.

    O demonizowaniu i odczłowieczaniu w retoryce wojennej wroga pisał filolog romański i badacz oświecenia, Viktor Klemperer, w dziele Lingua Tertii Imperii.

    PiS, jak się dowiadujemy, planuje wykorzystać panujące zamieszanie, by wymusić emisję swojej 30-sekundowej agitki o „bezpiecznej Polsce” w kinach przed projekcjami filmu Holland, niezwiązanej z oficjalnym finansowaniem kampanii wyborczej.

    Nie zamierzam oceniać filmu, którego nie widziałem. Zasady etyczne nakazują wstrzymanie się od komentowania spraw, które nie są mi dokładnie znane.

    Wiadomo mi jednak, że naziści nazywali Polaków „polskimi świniami”. Echa tego było słychać wśród narodowców, gdy ukazał się komiks „Maus”, w którym Żydzi byli przedstawieni jako myszy, a Polacy jako świnie.

    Panie Prezydencie, po raz kolejny, po kampanii prezydenckiej, sięgnął Pan po argumenty odwołujące się do najgorszych instynktów polskiego społeczeństwa. Wtedy było hasło „nie będą nam w obcych językach mówić, jak mamy żyć”. O tym pisałem tutaj. Dialog z dziełami sztuki może nas uwrażliwiać, otwierać na innych i uczynić bardziej empatycznymi. Podobnie nauka języków to stwarzanie relacji. Jednak trzeba się na nie otworzyć.

    Ps. Ten tekst zmieniony ukazał się w „Tylko świnie siedzą w kinie”. Zatrważający upadek kultury w państwie PiS

  • Eufemizmy w polityce i osiem gwiazdek na świecie

    Eufemizmy w polityce i osiem gwiazdek na świecie

    Zwolennicy PARTII REPUBLIKAŃSKIEJ w USA z czapkami z hasłem memowym — „Let’s Go, Brandon”. Zdjęcie na licencji CC. Autor: Vox España – CPAC 2022 z Hermannem Tertschem i Victorem Gonzalezem, Creative Commons 0

    Możesz także posłuchać tego materiału na przykład na YouTube

    Albo na Spotify

    Dawno, dawno temu w odległej galaktyce…

    Nie, to było na Kościuszki 65, w Auli Wydziału Filologicznego UŁ na wykładzie prof. Witolda Śmiecha z kultury języka. Pamiętam jak dziś, kiedy profesor tłumaczył zdumionym studentom, że słowo kurczę albo kurdę, albo kuźwa to jest językowy odpowiednik polskiego wulgaryzmu „kurwa”. To ostatnie słowo jest wulgarne we wszystkich chyba rejestrach języka polskiego, co oznacza, że należy się go wystrzegać we wszystkich okolicznościach życia poza naprawdę nieformalnymi okolicznościami prywatnymi, kiedy emocje sięgną szczytu i nie zapanujemy nad językiem. Nie pomaga temu słowu łacińska prowieniencja, bo wyrażenie to pochodzi od łacińskiego „curva” oznaczającego „zakrzywione”.

    Zatem każdemu wydawało się, że można spokojnie mówić ‚kurczę blade’, albo „kurdę”, a niektórym nawet przychodziło do głowy publicznie użyć „kuźwa” czy „kurna”… no bo przecież to nie jest ten zakazany wulgaryzm. Używamy w tym wypadku słowa przyjemniejszego, nawet dla ucha… Słowo „eufemizm” pochodzi z języka greckiego: „eu-” oznacza „dobrze” lub „miło”, a „-pheme” pochodzi od „phēmē”, co oznacza „mowa” lub „głos”. Dosłownie więc „eufemizm” oznacza „dobre słowo” lub „miłe wyrażenie”.

    Eufemizmy są używane w celu zastąpienia słów lub wyrażeń, które mogą być postrzegane jako nieodpowiednie, wulgarne, zbyt bezpośrednie lub kontrowersyjne, bardziej akceptowalnymi lub mniej drażniącymi formułami. Dzięki temu język staje się bardziej dyskretny i taktowny w pewnych sytuacjach.

    Zatem wszyscy myśleli wtedy na sali wykładowej na Kościuszki w Łodzi, że jeśli to eufemizmy, to w takim razie można ich spokojnie używać. Sprawa dla profesora Śmiecha nie była oczywista: użycie eufemizmu nadal ewokuje zastępowane wyrażenie. Czyli nawet jeśli powiemy „kurza stopa” albo „czarcia nóźka” (?), to i wtedy może pojawić się w umysłach słuchaczy i czytelników inkryminowane słowo. Widać to wyraźnie w słynnym w całej Polsce eufemizmie z ośmioma gwiazdkami, które choć bardzo aluzyjne są uważane przez niektórych jako wręcz karygodne i skreślające podmioty publiczne z życia…

    Jednak osiem gwiazdek to tylko eufemizm, tylko aluzja. I to bardzo zawoalowana, bo przecież to tylko podobieństwo liczbowe zastąpionych, wypikanych, ocenzurowanych liter.

    Jeszcze bardziej zawoalowana forma przybrała ostatnio postać hasła przeciwko urzędującemu prezydentowi USA Joe Bidenowi. Chodzi tutaj o okrzyk: Let’s Go Brandon!

    Fraza „Let’s Go Brandon” stała się eufemistycznym zastępnikiem dla wulgarnego okrzyku przeciwko prezydentowi Joe Bidenowi po wyścigu NASCAR, kiedy reporter błędnie zinterpretował głosy skandującego tłumu. Od tego czasu fraza zyskała na popularności wśród niektórych przeciwników Bidena i została użyta w różnych miejscach i kontekstach. Niektórzy uważają jej użycie za zabawne, podczas gdy inni uważają je za dzielące i nieodpowiednie.

    „Let’s Go Brandon” (Chodźmy Brandon! albo Naprzód Brandon!) to polityczne hasło i mem internetowy używany jako zamiennik dla frazy „Fuck Joe Biden” (* Bidena) odnoszący się do Joe Bidena, 46. i obecnego prezydenta Stanów Zjednoczonych. Skandowanie „Fuck Joe Biden” zaczęło się podczas wydarzeń sportowych na początku września 2021 roku. 2 października 2021 roku, podczas transmitowanego wywiadu ze zwycięzcą wyścigu Sparks 300, Brandonem Brownem, na torze Talladega Superspeedway w Talladega, Alabama, reporterka NBC Sports, Kelli Stavast, niepoprawnie opisała skandowanie w tle jako „Let’s Go Brandon”, co zapoczątkowało ten mem. Przesłyszała się bądź chciała cenzurować. Politycy Partii Republikańskiej, antyszczpionkowcy i inni krytycy Bidena używają tego memu do dzisiaj. Fraza szybko rozprzestrzeniła się w kulturze popularnej, a piosenki rapowe używające tego hasła osiągnęły wysokie miejsca na listach przebojów. To ciekawe, bo rap znany jest z wulgaryzmów, niekoniecznie z eufemizmów.

    Ważne jest, aby zrozumieć, że wulgaryzmy w językach naturalnych pełnią wiele funkcji. Najbardziej naturalna jest ekspresja emocji, takich jak złość, frustracja, zaskoczenie czy entuzjazm. Ale także wzmocnienie przekazu: „Nie zagłosuję przecież na PiS, do diaska!”. Czasami wulgaryzmy pełnią rolę kodu grupowego, porównywalnego do rytuałów religijnych, tak jak w subkulturach i grupach młodzieżowych. Wtedy wulgaryzmy budują autentyczne relacje interpersonalne. Zazwyczaj w anegdotach i tzw. żartach spokojnie możemy użyć wulgaryzmów i eufemizmów. Wtedy stają się bardziej autentyczne i kąśliwsze. Jednak w przestrzeni publicznej wulgaryzmy mogą być używane jako forma protestu przeciwko normom społecznym, autorytetom lub konwenansom językowym bądź jako deklaracja postawy lub wartości, może być świadomą deklaracją pewnych postaw lub wartości, na przykład buntu, niezależności czy antykonformizmu. (zob. słynne „* komunę” słyszane w nocy z więzienia — okrzyk autorstwa Władysława Frasyniuka)

    W wielu językach istnieją podobne strategie łagodzenia wulgaryzmów, co pozwala mówić w sposób mniej bezpośredni i bardziej akceptowalny w różnych sytuacjach społecznych. W języku polskim, oprócz „kurczę”, można spotkać się z innymi zamiennikami, takimi jak „kurna”, „kurde” czy „kurnik”. Osiem gwiazdek to naprawdę duży eufemizm. Podobieństwo do pierwowzoru jest bardzo formalne, wręcz abstrakcyjne, dotyczy liczby.

    Warto zauważyć, że wybór słowa „kurczę” czy innych podobnych form nie jest przypadkowy. Brzmienie i struktura tych słów są podobne do pierwotnego wulgaryzmu, co sprawia, że są one intuicyjne w użyciu i łatwo zastępują bardziej dosłowne wulgaryzmy w mowie potocznej. Osiem gwiazdek nie jest już tak oczywiste, podobnie jak „Chodźmy Brandon!” „Naprzód Brandon”.

    W polskich kontekstach to jest odpowiednik zamiast * ***, można byłoby powiedzieć „Chodźmy pies!” „Naprzód, pies!” „Naprzód, psie!”. W przypadku konkretnego psa, mogłoby to być jeszcze mniej przejrzyste” „Naprzód, Frodo!” „Naprzód, Reksio!”

    PS. Podczas pisania tego felietonu żadnemu psu nie stała się krzywda. Mój osobisty pies jest także w dobrostanie. Nie przeklinałem także podczas pisania tego tekstu.

    PS.2 Pod zmienionym tytułem „Nie zagłosuję przecież na PiS, do diaska!” Kiedy wulgaryzm staje się protestem felieton ukazał się w Gazeta Wyborcza.

  • Podręcznik fizycznej i wirtualnej mobilności Sieci UNIC

    Podręcznik fizycznej i wirtualnej mobilności Sieci UNIC

    Ilustracja międzynarodowej i międzykulturowej współpracy (lic. Depositphotos)223ss426N

    Dzisiaj opublikowano podręcznik, w którym mam także swój udział.

    O nowym podręczniku w języku angielskim możesz poczytać tutaj. Możesz także ściągnąć go za darmo na swój komputer.

    Podręcznik UNIC o fizycznej i wirtualnej mobilności to kompleksowy przewodnik dla nauczycieli akademickich dotyczący projektowania nauczania w środowiskach międzykulturowych. Wynika także z przyśpieszonych przez pandemie procesów wymiany wirtualnej. Podręcznik jest podzielony na dwie części:

    1. Pierwsza część skupia się na projektowaniu nauczania w międzynarodowym i zróżnicowanym środowisku. Omawia znaczenie internacjonalizacji w szkolnictwie wyższym i potrzebę projektowania nauczania w kontekstach międzykulturowych. Podkreśla również wartość różnorodności w tworzeniu nowych rutyn organizacyjnych i innowacyjnych praktyk w uczelniach.
    2. Druga część obejmuje aspekty organizacyjne i finansowe wymiany i mobilności. Omawia różne usytuowania mobilności w szkolnictwie wyższym, w tym mobilność fizyczną, wirtualną i mieszaną. Zapewnia również informacje o programach finansowania i informacje specyficzne dla każdej uczelni UNIC dotyczące mobilności fizycznej i wirtualnej.

    Podręcznik omawia również koncepcję wirtualnej wymiany, która jest formą mobilności wirtualnej charakteryzującą się intensywną interakcją między nauczycielami i studentami ponad granicami i mimo nich. Zapewnia praktyczne wskazówki dotyczące realizacji wirtualnej wymiany i 10-etapowy proces projektowania projektu wirtualnej wymiany.

    Ten nowy podręcznik zawiera praktyczne przykłady i pytania do refleksji, które pomagają nauczycielom rozwinąć i podnieść jakość uczenia się międzykulturowego. Zawiera również listy kontrolne dla nauczycieli, aby mogli zastanowić się nad swoim nauczaniem i zaprojektować je w bardziej międzykulturowy sposób. Załącznik zawiera listy kontrolne dotyczące oczekiwań, ról i zasad; tematów i materiałów; kontaktu i interakcji; oraz oceny i ewaluacji.

    Bibliografia zawiera różne źródła związane z internacjonalizacją w szkolnictwie wyższym, mobilnością wirtualną oraz nauczaniem i uczeniem się. Niektóre kluczowe źródła to Podręcznik UNIC o Mobilności Fizycznej i Wirtualnej, Przewodnik Programu Erasmus+ Komisji Europejskiej oraz artykuły naukowe na tematy takie jak kompetencje międzykulturowe, wirtualna wymiana i nauczanie kulturowo dostosowane.

  • Bez demokracji nie ma akademii

    Bez demokracji nie ma akademii

    JEROZOLIMA, IZRAEL – 20 lutego 2023 r.: Izraelczycy protestują w pobliżu Knesetu przeciwko planom nowego rządu premiera Benjamina Netanjahu, aby zniszczyć praworządność — Zdjęcie od elenarostunova (lic. Depositphotos)

    Nie tylko w Polsce politycy zagrażają uniwersytetom i nauce. Podobnie teraz protestują w Izraelu. Ale w Polsce protesty w akademii były dawno temu, czy ktoś jeszcze je pamięta? W ostatnim Science z 18 sierpnia 2023 r (Vol. 381/6659, s. 715) ukazał się dramatyczny Editorial autorstwa pięciu reprezentantów nauki Izraela. Tymi autorami są: Einat Albin (Hebrew University, Jerozolima), Shikma Bressler (Weizmann Institute of Science), Asya Rolls (Israel Institute of Technology), Michał Schwartz (Weizmann IS), Ehud Shapiro (też Weizmann IS).

    Autorzy zwracają uwagę, że Izrael ostatnio doświadczył kryzysu, gdy rząd zaatakował instytucje demokratyczne oraz akademickie wartości zarazem. Ten atak na niezawisłość sądownictwa, media, wolność religijną i środowisko akademickie stanowi bezpośrednie zagrożenie. Uniwersytety i naukowcy protestują przeciwko temu. To naukowcy stali się liderami protestów ulicznych. Współzależność między demokracją a akademią dla autorów tego manifestu-apelu jest oczywista, a ograniczenia wolności naukowej budzą nie tylko obawy, ale prawdziwy strach. Akademia musi działać niezależnie, by zachować swą doskonałość. Rządowe działania ograniczające wolność akademicką wywołują sprzeciw i stanowią zagrożenie dla pozycji Izraela w nauce światowej. Aby temu przeciwdziałać, społeczność naukowa musi się solidaryzować i działać wspólnie, by chronić wolność nauki.

    Hasłem protestów ulicznych w Izraelu było między innymi zdanie: „Bez demokracji nie ma akademii”.

    Warto przytoczyć zdanie, w którym pojawia się polonicum:

    „Relacja między środowiskiem akademickim a demokracją działa w obie strony. Większość cenionych instytucji akademickich funkcjonuje głównie w ramach demokracji liberalnych. Kraje doświadczające regresji demokratycznych, takie jak Turcja, Polska i Węgry, doświadczają spadku osiągnięć akademickich. Jednocześnie solidna demokracja opiera się na wolności środowiska akademickiego, które promuje nowe, liberalne, swobodne i krytyczne myślenie w społeczeństwie. Zanik tej dwustronnej relacji budzi poważne obawy w Izraelu.”

    Eksperci są potrzebni demokracji.

    Autorzy wspominają także, że na początku sierpnia rektorzy większości izraelskich uniwersytetów wystosowali otwarty list do przywódców rządu, wyrażając zaniepokojenie destrukcyjnymi procesami, które mogą osłabić potencjał naukowy Izraela. 

    Apel kończy się dramatycznie, aby zapobiec upadkowi, „globalna społeczność akademicka musi jednoczyć się i aktywnie współpracować, aby przeciwdziałać izraelskim próbom ograniczenia wolności akademickiej. Petycje naukowców z całego świata, organizacje akademickie oraz inne pokojowe środki są niezbędne, aby podnieść świadomość sytuacji i chronić wolność nauki na całym świecie.”

    Robimy coś z tym?

  • Chochole referendum

    Chochole referendum

    Wizualizacja wydrążonego człowieka (lic. Depositphotos)

     

     

    Partia Jarosława Kaczyńskiego doprowadziła język polski do stanu, który śmiało można określić chocholim. „Chocholi język polski” to nie jest styl mówienia, to nie jest symbol, tak jak symbolem jest chochoł w „Weselu” Wyspiańskiego. „Chocholi język polski” to jest estetyczno-moralna jakość publicznego języka w Polsce. Najbliżej chocholemu językowi do nowomowy Orwella i to podobieństwo było już zauważane zwłaszcza przez recenzentów i komentatorów wspaniałego opracowania zacnych autorów „Dobrej zmiany” Katarzynę Kłosińską i Michała Rusinka (Dobra zmiana, czyli jak się rządzi światem za pomocą słów, Znak, Kraków 2019). No bo faktycznie ten język jest — tak jak u Orwella — językiem manipulacji. Różnicą jednak zasadniczą jest to, że totalitarna władza nowomowy Orwellowskiej rozwija się w warunkach monopolu publikacyjnego, zaś „chocholi język” istnieje jeszcze w kontekście wielogłosowości i polifonii nadawców kodów. Jednak najważniejszą cechą charakterystyczną jest odwracanie znaczeń i ich wydrążenie.

     

    [Wiem, że filozoficznie, zwolennicy dekonstrukcji mogą powiedzieć, że stałość znaczeń jest fikcją. Ale filozoficznie nie zgadzam się z tezą nieskończoności kontekstu Derridy. Bliżej jest mi do Hannah Arendt czy Paula Ricoeura, którzy jednak konteksty ograniczali.]

     

    Moją próbę charakterystyki języka formacji mentalnej „chocholego języka” opieram na inspiracji tekstem przekładu Czesława Miłosza świetnego i wizyjnego poematu T. S. Eliota:

     

    WYDRĄŻENI LUDZIE

     

    Pan Kurtz —  on umrzeć

     

    A penny for the Old Guy

     

    I

    My, wydrążeni ludzie

    My, chochołowi ludzie

    Razem się kołyszemy

    Głowy napełnia nam słoma

    Nie znaczy nic nasza mowa

    Kiedy do siebie szepczemy

    Głos nasz jak suchej trawy

    Przez którą wiatr dmie

    Jak chrobot szczurzej łapy

    Na rozbitym szkle

    W suchej naszej piwnicy

     

    Kształty bez formy, cienie bez barwy

    Siła odjęta, gesty bez ruchu.

    (Eliot, Wybór poezji, Wrocław i in., Ossolineum, 1990, s. 157)

     

    Uważam ten przekład autorstwa Miłosza, Eliotowego „The Hollow men” z 1925 roku za bardziej poetycki od przekładu może wierniejszego pt. „Próżni ludzie” Andrzeja Piotrowskiego.

     

    „Nie znaczy nic nasza mowa”. Fake mowa to chochola mowa. Tak jak fake-referendum. W przypadku właśnie uchwalonego głosami PiS et consortes, referendum wyborczego zgadzam się z profesorem Radosławem Markowskim, który nazywa to referendum, referendum wstydu. (https://www.msn.com/pl-pl/wiadomosci/polska/rados%C5%82aw-markowski-referendum-wstydu/ar-AA1fmYB4)

     

    Markowski podaje przekonujące argumenty politologiczne i socjologiczne za Maxem Weberem. Ale mnie głównie interesuje język. Bo pytania zadawane w uchwale o referendum są pseudopytaniami, bowiem za dużo sugerują swoim układem i nacechowaniem. Te pytania są wielką manipulacją.

     

    Neutralne pytanie w referendum powinno być sformułowane tak, aby nie wywierało wpływu na odpowiedź wyborcy poprzez język czy ton. Wyrażenia takie jak „nielegalni imigranci” czy „przymusowy mechanizm relokacji” mogą prowokować określone emocje. Podobnie jak „wyprzedaż majątku”, czy niesławna „biurokracja europejska”.

     

    Bardziej zneutralizowane sformułowanie, — jeśli merytorycznie byłoby to zasadne —choć wiadomo powszechnie, że to fałszywa przesłanka — brzmiałoby na przykład tak:

     

    „Czy zgadzasz się na przyjęcie określonej liczby uchodźców z Bliskiego Wschodu i Afryki w ramach proponowanego planu relokacji Unii Europejskiej?”

     

    Takie sformułowanie nie zawiera emocjonalnie obarczonych

     słów ani fraz, które mogłyby wpłynąć na decyzję wyborcy. Oczywiście, może być konieczne dostarczenie dodatkowego kontekstu lub informacji, aby wyborcy mieli pełne zrozumienie tego, na co głosują. Dlatego potrzebna byłyby liczne debaty, akcje edukacyjne, dostarczające kontekstów i wiedzy. Referendum to nie jest tylko pytanie o opinię, to w założeniu narzędzie demokracji bezpośredniej.

     

    Miłosz przekłada poemat Eliota, który stał się moją inspiracją dalej:

     

    Więc okrążajmy kaktus nasz

    Kaktus nasz kaktus nasz

    Więc okrążajmy kaktus nasz

    O piątej godzinie rano

     

    Pomiędzy ideę

    I rzeczywistość

    Pomiędzy zamiar

    I dokonanie

     

    Pada Cień

     

    Nie chcę brzmieć apokaliptycznie, a taka była intencja poematu Eliota-Miłosza. Mam nadzieję, że ten absurdalny chocholi język zostanie powstrzymany, nie można marzyć o tym, żeby zniknął, ale jego wpływ na polską rzeczywistość jest przemożny teraz i niszczący: wydrążona została konstytucja, wydrążona sprawiedliwość, wydrążone prawo, wydrążone sądy. Wydrążono referendum… jedynym sensownym zachowaniem wobec chocholego tańca tych wydrążonych ludzi jest zignorowanie go i śmiech… przecież to nie jest żaden symbol, to nie jest żadna świętość. Śmiejmy się pełną piersią. Bo to chocholi miś Stanisława Barei z 1980.

    PS. 20 sierpnia 2023 artykuł pod zmienionym tytułem ukazał się w Gazeta Wyborcza Prof. Płuciennik o „referendum wstydu”: Język PiS jest językiem manipulacji

  • Dajcie na polski Harvard i polskie innowacje. Polscy naukowcy nie są źli. Są bardzo dobrzy

    Dajcie na polski Harvard i polskie innowacje. Polscy naukowcy nie są źli. Są bardzo dobrzy

    Autor z pomnikiem-autoportretem Jurija Łotmana z Tartu (zdjęcie własne JP). Szkoła z Tartu była bardzo wpływowa w dziedzinie semiologii kultury.

    Pilna jak nigdy dotąd jest potrzeba inwestycji w naukę i szkolnictwo wyższe w Polsce. Nie potrzeba ideologicznych i obskuranckich wystąpień ministra.

    Nowy raport, pełna jego wersja ma ukazać się we wrześniu, wykazuje olbrzymie luki w finansowaniu i wyzwania dla rozwoju gospodarczego

    Rzadko komentuję kwestie ekonomiczne. Ale ukaże się niedługo bardzo ciekawy raport.

    W najnowszym raporcie dotyczącym wpływu nauki i szkolnictwa wyższego na rozwój gospodarczy Polski wykazano, że zarówno realny, jak i względny poziom wynagrodzeń brutto w tych sektorach musi zostać przywrócony do poziomu z roku 2014. Oznacza to konieczność podwyższenia pensji o około 30-50%.

    Autorzy raportu podkreślają, że luka finansowania w naukach i pracach rozwojowych w Polsce nie jest tylko problemem w porównaniu z wiodącymi krajami UE, ale także w stosunku do krajów naszego regionu. Brak właściwego finansowania nie tylko zagraża konkurencyjności Polski na arenie międzynarodowej, ale może także hamować ogólny rozwój gospodarczy kraju.

    Tak znaczący brak inwestycji w te kluczowe sektory może mieć długoterminowe skutki dla gospodarki. Eksperci wzywają rząd i inne zainteresowane strony do natychmiastowego podjęcia działań, mających na celu zwiększenie finansowania i wsparcia dla nauki i szkolnictwa wyższego.

    Zwracają uwagę, że skuteczne inwestycje w naukę i edukację są kluczowe dla trwałego wzrostu gospodarczego, innowacji i konkurencyjności na światowym rynku. Ta sytuacja stanowi apel o priorytetowe potraktowanie tych obszarów, jako kluczowych dla długoterminowej stabilności i rozwoju gospodarczego Polski.

    Jednocześnie autorzy argumentują, że proporcjonalnie do nakładów wyniki — mierzone bibliometrycznie — polskich naukowców są bardzo dobre.

    Może zatem politycy wezmą ten postulat także na swoje sztandary? Pauperyzacja twórczej inteligencji postępuje bardzo szybko w Polsce po 2015 roku.

    Więcej szczegółów na temat raportu można znaleźć pod linkiem do omówienia w Forum Akademickim

    O relacji nakładów na naukę do jakości i zmianach w szkolnictwie wyższym pisałem w 2019 tutaj.

  • Moja nowa publikacja na czas postprawdy

    Moja nowa publikacja na czas postprawdy

    Opublikowałem nowy artykuł. Link tutaj

    Antonomazja, aposiopoesis i apokaliptyka Materiały do słownika figur dyskursu epoki postprawdy, w:

    Teorie i praktyki komunikacji 2, pod red. Anny Barańskiej-Szmitko i Anity Filipczak-Białkowskiej, WUŁ, Łódź 2023, ss. 569-583.

    Bohaterami mojego artykułu są trzy figury retoryczne używane przez trzy współczesne postaci: Elizabeth Holmes, Elona Muska, oraz Alexander Dugin (kolaż JP na podstawie zdjęć na licencji Depositphotos oraz Wikimedia CC.
  • Sinéad O’Connor 1966-2023

    Sinéad O’Connor 1966-2023

    Odnotowuję wczorajszą (środa, 26 lipca 2023) śmierć Sinéad O’Connor. Długo jeszcze będzie z tymi, którzy jej słuchali i słuchają. Artystką była fenomenalną.

    Zdjęcie okładek książek na kolanach autora. Jedna jest autobiografią, druga jest rodzajem krótkiej biografii Jimmy Guterman z 1991 r. u szczytu sławy Sinéad. (Fot. JP)

    W jej wykonaniach najbardziej uderza chyba moc autentyzmu. Jej życie artystyczne było mocno związane z jej życie prywatnym, także duchowym. Czasami nazywają ją punkówą, czasami rastafarianką irlandzką. Sama nazwała siebie piosenkarką protestu.

    Do historii przejdzie chyba sławetnym gestem na scenie w 1992 roku zniszczenia na oczach kamery zdjęcia Jana Pawła II podczas wykonania słynnej pieśni „War” Boba Marleya. Skończyła a capella melorecytacją: Walcz z prawdziwym wrogiem! I podarła zdjęcie z Papieżem w geście pozdrowienia.

    Strona 170 z „Rememberings” Sinéad (fot. JP)

    Z opisu w jej wspomnieniach „Rememberings” z 2021, ss. 170-180 można wyczytać, że ten moment jako kluczowy w jej życiu, bo zdjęcie zdjęła znad łóżka swojej matki-dręczycielki po jej śmierci. Matka była alkoholiczką. Zalicza ją w tych wspomnieniach do diabłów. Dlatego że Sinéad była w dzieciństwie ofiarą molestowania. Trafiła przez matkę do kościelnego poprawczaka. A matka wspierała Kościół R-K w Irlandii, który tuszował afery pedofilskie. Jak pisze Sinéad, nikt nie dba o dzieci irlandzkie.

    Ten moment naprawdę zawiesił rozwój jej kariery na lata. Bo w 1992 roku i jeszcze długo prawda o pedofilii w Kościele wydawała się wymysłem wrogów religii. Choć sama uważała, że ten właśnie moment wrócił jej życie, a nie załamał cokolwiek. Bo była autentyczna.

    Zmarła niezwykle duchowa osoba. Wspaniała artystka. Kiedyś porównywałem na którymś z wykładów jej wykonanie psalmu „Nad rzekami Babilonu” z sesji londyńskiej i sesji dublińskiej. Dzisiaj jednak mam ochotę posłuchać jej wykonania „Fire on Babylon” z 1994. RIP.

  • Czy Greta Thunberg trafi do więzienia?

    Czy Greta Thunberg trafi do więzienia?

    Jak donoszą media na całym świecie, Greta Thunberg w poniedziałek 24 lipca 2023 została ukarana przez sąd za blokowanie portu z olejem napędowym w Malmö. Kara na razie była łagodna w postaci dość umiarkowanej grzywny, bo Greta nie była wcześniej karana.

    Sytuacja po zakończeniu przez Gretę swojego udziału w strajku szkolnym (przestała być uczennicą) chyba zaczyna się nieco radykalizować. Mówiła w sądzie, że dramatyczna sytuacja klimatyczna usprawiedliwia niekonwencjonalne metody. Od kilku dni jej twitterowe konto i Instagram nie są aktualizowane.

    Wczoraj po wyjściu z sądu z grzywną Greta z innymi aktywistami znów udała się do portu w Malmö, żeby zablokować go sittingiem. Ponownie została wyniesiona przez policję.

    Jeżeli sąd uzna to za recydywę, może Grecie Thunberg grozić do sześciu miesięcy więzienia. Sprawa robi się poważna. Greta jednak od dawna jest świadoma i zdeterminowana. Obywatelskie nieposłuszeństwo i pokojowe blokady to metody znane np. ER.

    Wycinki doniesień prasowych z Dagens Nyheter i Democracy Now! Plus zdjęcie krat z Depositphotos (kolaż JP)

    Relacja TVN tutaj