J. Płuciennik, Kondycja ludzka, antropologia a opowiadanie historii (storytelling), w: Układ rozkwitania. Prace ofiarowane Profesorowi Grzegorzowi Godlewskiemu, red. Roman Chymkowski, Zuzanna Grębecka, Sara Herczyńska, Mikołaj Łątkowski, Marta Rakoczy, Justyna Schollenberger, Agnieszka Sobolewska-Alsberg, Jerzy Stachowicz, Wydawnictwo Campidoglio, Warszawa 2025.
Zdjęcie uczestników rozmowy. Od lewej: prof. dr hab. Jarosław Płuciennik (UŁ), dr Sylwia Krzysztofik (PŁ), Marzena Bomanowska (Muzeum Kinematografii w Łodzi), red. Anna Groblińska, dr hab. Alicja Mazan-Mazurkiewicz (UŁ), Rafał Gawin (Dom Literatury w Łodzi. Fot. Sebastian Szwejkowski (Radio Łódź)
Wykład prof. Jarosława Płuciennika w Mediateka MeMo w Łodzi dnia 16 maja 2025 r., godz. 18:00. W ramach Klubu Myślowego MeMo Mediateka zaprasiła na spotkanie poświęcone „Mało znanym i ciemniejszym stronom Muminków.”
Jarosław Płuciennik podczas wykładu. Zdjęcie Małgorzata Czarna.
Co mają wspólnego apokaliptyczny pies z nordyckiego mitu i pierwsze szkice Muminków? Wykład odkrywa zaskakujące konteksty literackie i plastyczne w twórczości Jansson. Tove Jansson bywa określana „mamą Muminków”, co sama uważałaby za nieodpowiednie. Autorka dziewięciu książek o Muminkach była przede wszystkim artystką aktywną w wielu dziedzinach kultury: malarstwie na płótnie, muralach, ilustracjach, książkach obrazkowych, komiksach oraz piosenkach. Zajmowała się również innymi formami twórczości, takimi jak adaptacje sceniczne czy animacje jej dzieł. Z punktu widzenia historii postaci Muminków, które przyniosły Tove Jansson sławę, interesująca jest także ich geneza plastyczna — zarówno osobista, jak i publikacyjna. W trakcie wykładu przyjrzymy się temu, dlaczego pierwsze postaci Muminków były także ciemne, albo wprost czarne i pojawiły się obok apokaliptycznego psa Garmra.
Podcast na Spotify tutaj W świecie, który coraz częściej wita nas ekranem zamiast twarzy, a rozmowa z maszyną bywa prostsza niż z drugim człowiekiem, uprzejmość zyskuje nowe znaczenia. Zadziwiające jest, jak często — w rozmowach z systemami opartymi na sztucznej inteligencji — zwracamy się do nich z uprzejmością niemal rytualną: proszę, dziękuję, czy mogłabyś/mógłbyś mi pomóc? Opieram swoje rozważania na danych nienaukowych, raczej doniesieniach osób zarządzających danymi, nie mam możliwości weryfikacji ich, jednak miże te zwroty grzecznościowe to resztka człowieczeństwa, którą wkładamy nawet w rozmowę z czymś, co nie ma świadomości? Wydaje się, że to antropomorfizacja w całej krasie, rzutujemy swoją strukturę na coś, co się z nami wydaje komunikować.
Z doniesień medialnych (źródłem jest chyba wpis samego Sama Altmana, dyrektora generalnego OpenAI), wynika, że „uprzejma” komunikacja z AI — choć urocza — nie jest neutralna ekologicznie. Każde dodatkowe słowo, każda grzecznościowa formuła, każda peryfraza zużywa zasoby obliczeniowe. A za tym idzie realna energia, produkcja ciepła w serwerowniach, emisja CO₂. Inaczej mówiąc: bycie miłym dla chatu generuje większy ślad węglowy. Ale to też lustrzane odbicie naszej potrzeby upraszczania, nie komplikowania. Nasza życzliwość — jakkolwiek „tania” z pozoru — pociąga za sobą koszt.
I tu pojawia się pytanie: czy warto być uprzejmym dla czata?
Odpowiedź — jak to zwykle bywa — jest bardziej ludzka niż logiczna. Tak, warto. Bo życzliwość, nawet kosztowna w sensie energetycznym wobec maszyn, w kontaktach z ludźmi jest zadziwiająco… darmowa. To gniew, agresja, zawiść, zazdrość i nienawiść spalają naszą energię psychiczną, wymagają dodatkowego napięcia, podwyższonego tętna, stresu, wyczerpania. Życzliwość, przeciwnie — uspokaja, koi, reguluje.
Dalajlama XIV powiedział kiedyś: „Moja religia jest bardzo prosta. Moją religią jest życzliwość.” Nie trzeba świątyń, doktryn ani rytuałów, by praktykować coś tak prostego, a zarazem fundamentalnego.
Uprzejmość jest najbardziej demokratyczną formą dobroci. Nie wymaga pieniędzy, statusu, technologii ani tytułów. Wymaga jedynie decyzji: nie zranić, nie umniejszyć, nie zdominować.
W świecie zalanym natłokiem danych, gest życzliwości — choć to chyba jest niewidoczne w kodzie — staje się czymś, co odróżnia człowieka od maszyny. Być może przyszłość będzie należała do tych, którzy nie tylko nauczyli się rozmawiać z maszynami, ale też zachowali ludzką manierę nawet wtedy, gdy to „się nie opłacało”. Pamiętam książkę o znamiennym tytule „Przetrwają najżyczliwsi”.
Bo człowieczeństwo, jakkolwiek nieoptymalne, jest ciągle warte zachodu. Ale swoją drogą, kiedyś myślałem, że tylko bycie świadomym różni człowieka od maszyn. Teraz okazuje się, że mamy także inny wyróżnik antropologiczny: tanią energetycznie życzliwość…
To co, może podarujmy sobie nawzajem kwiatek? Uśmiech? Wypracujemy w ten sposób nawyk?
zdjęcie historyczna Franciszka w Armenii z 2016 (lic. Depositphotos)
Podcast na YouTube
Moje wspomnienie o teoretyku literatury
Podcast w Spotify tutaj 21 kwietnia 2025 roku, o godzinie 7:35, zmarł papież Franciszek. Jego pontyfikat, rozpoczęty w 2013 roku, był czasem głębokich refleksji nad rolą Kościoła w świecie współczesnym. Dla mnie, jako osoby związanej z kulturoznawstwem i literaturoznawstwem, szczególnie poruszające były jego przemyślenia na temat literatury jako narzędzia budowania empatii i zrozumienia drugiego człowieka.
W liście z 17 lipca 2024 roku, zatytułowanym „O roli literatury w formacji”, papież Franciszek podkreślił, że literatura nie jest jedynie formą rozrywki, lecz istotnym elementem w poznawaniu natury ludzkiej. Zwrócił uwagę na to, że czytanie literatury pięknej pozwala na głębsze zrozumienie siebie i innych:
„Płacząc nad losem bohaterów, płaczemy w głębi duszy nad sobą i własną pustką, własnymi brakami, własną samotnością.”
Franciszek wskazał również na literaturę jako środek uwrażliwiający nas na tajemnicę innych:
„Podążając tą drogą, która uwrażliwia nas na tajemnicę innych, literatura sprawia, że uczymy się dotykać ich serc.”
Co istotne, papież nie mówił o literaturze w sposób abstrakcyjny. Wprost wymienił autorów, którzy — według niego — powinni być obecni w procesie formacji duchowej i intelektualnej. Wśród nich znaleźli się:
Marcel Proust – jako mistrz pamięci, czasu i wewnętrznej kontemplacji;
T.S. Eliot – za głęboko duchowe połączenie tradycji chrześcijańskiej z nowoczesnością;
Paul Celan – jako świadek cierpienia, który próbował ocalić sens pośród traumy;
C.S. Lewis – za umiejętność mówienia o wierze językiem mitu i wyobraźni;
Jorge Luis Borges – jako autor zmagający się z paradoksami Boga, nieskończoności i ludzkiego poznania;
Alessandro Manzoni – którego Narzeczeni papież niejednokrotnie nazywał „książką życia”.
Choć nie zawsze zgadzałem się z papieżem Franciszkiem w kwestiach politycznych — zwłaszcza dotyczących Rosji i jego niejednoznacznych reakcji na wojnę — i nie zgadzam się w pełni z gustami literackimi i religijnymi, to jego refleksje na temat literatury jako przestrzeni budowania empatii i zrozumienia pozostaną dla mnie źródłem głębokiego szacunku.
W świecie, który często ignoruje to, co niewypowiedziane, Franciszek przypomniał, że „czasem poezja mówi więcej niż dogmat”.
Pełny tekst listu można znaleźć na oficjalnej stronie Watykanu:
We wtorek, 8 kwietnia, w godzinach 11:30–13:00, w strefie coworkingowej Biblioteki UŁ, odbyło się wyjątkowe spotkanie z Björnem Sundmarkiem, profesorem literatury angielskiej na Uniwersytecie w Malmö w Szwecji (także członek sieci uniwersytetów europejskich UNIC) . Po wykładzie profesor Sundmark miał okazję zwiedzić Muzeum Kinematografii i jego wystawę „Pałac pełen bajek”
💬 Tematem wykładu był Muminimalizm: Tove Jansson i sztuka miniatur. „Kraina Muminków Tove Jansson jest duża. Są tam głębokie morza, wysokie góry i bezkresne lasy. To miejsce doniosłych katastrof i długich podróży. Ale wymiary Krainy Muminków są również względne, a pozorna wspaniałość otoczenia wynika z niewielkich rozmiarów większości zamieszkujących ją stworzeń, takich jak Mała Mi i „małe stworzenie” Sniff. W czasie spotkania Björn Sundmark przeanalizował i omówił kilka przykładów sztuki miniatur Jansson, lub „muminimalizmu”, aby użyć neologizmu związanego z Jansson. Głównym celem wykładu było jednak pokazanie, że upodobanie Jansson do tego, co małe, drobne i dekoracyjne, nie polega jedynie na tworzeniu kontrastu, nawet jeśli to również, ale zasadniczo na budowaniu świata na małą skalę.”
Wykład odbył się w języku angielskim.
✨ Wydarzenie jest częścią międzynarodowego projektu „Moomins as a Cultural Phenomenon” kierowanego przez prof. Jarosława Płuciennika z Uniwersytetu Łódzkiego przy współpracy docent Pirjo Suvilehto z Uniwersytetu Oulu (Finlandia) w ramach sieci UNIC. Zapis wykładu na YouTube i innych podcastach. Polska Fika.
On Tuesday, April 8th, from 11:30 AM to 1:00 PM, a special lecture by Professor Björn Sundmark took place in the coworking space of the University of Łódź Library. Sundmark is a Professor of English Literature at Malmö University in Sweden.
💬 Lecture Topic: Moominimalism: Tove Jansson and the Art of the Miniature
„Tove Jansson’s Moominland is large. There are deep seas, high mountains, and endless forests. It is a place of momentous catastrophes and long journeys. But Moominland’s dimensions are also relative, and the apparent grandeur of the setting is constituted on the diminutive size of most of the creatures that inhabit it, such as Little My and the “little creature” Sniff. In this presentation I will analyse and discuss a few of these examples of Jansson’s art of the miniature, or “muminalism” to use a Jansson-related neologism. The main aim, however, is to show that Jansson’s predilection for the small, the diminutive, and the decorative is not merely about creating contrast, even if it is that too, but essentially about small-scale world-building.”
✨ This event is part of the international project “Moomins as a Cultural Phenomenon” led by Professor Jarosław Płuciennik.
Zimowa wojna (fiń. Talvisota) zakończyła się 85 lat temu, 13 marca 1940 roku podpisaniem traktatu moskiewskiego, kończącego konflikt między Związkiem Radzieckim a Finlandią, który trwał od 30 listopada 1939 roku. W wyniku porozumienia Finlandia została zmuszona do oddania ZSRR około 11% swojego terytorium, w tym większej części Karelii wraz z miastem Viipuri (Wyborg), obszaru wokół jeziora Ładoga oraz części Półwyspu Kalastajansaarento nad Morzem Barentsa. Pomimo utraty tych ziem Finlandia zachowała niepodległość, co było jej strategicznym sukcesem wobec przytłaczającej przewagi militarnej ZSRR. Wojna pochłonęła około 25 tys. fińskich żołnierzy, a kolejne 43 tys. odniosło rany, natomiast po stronie radzieckiej straty były znacznie wyższe – oficjalnie podawano 126 tys. zabitych, choć rzeczywista liczba mogła być większa. W wyniku agresji na Finlandię ZSRR został wyrzucony z Ligi Narodów (14 grudnia 1939 roku), a Finlandia zyskała międzynarodowy szacunek za skuteczny opór wobec znacznie silniejszego przeciwnika. Mimo że formalnie kraj zachował neutralność, już w 1941 roku dołączył do wojny po stronie Niemiec przeciwko ZSRR, rozpoczynając wojnę kontynuacyjną (1941–1944). Zimowa wojna stała się symbolem fińskiego hartu ducha i umiejętności obronnych, a postać marszałka Carla Gustafa Mannerheima do dziś pozostaje ikoną narodowej jedności i oporu.
Tove Jansson i wojenne inspiracje Muminków
A zatem jaki jest związek z Muminkami?
Tove Jansson, autorka opowieści o Muminkach mocno przeżywała osobiście zarówno wojnę zimową, jak i wojnę kontynuacyjną. Jej ojciec i jeden z braci walczyli w tych wojnach. Helsinki były bombardowane. Ale przede wszystkim, uchodźcy z Karelii pojawiali się w całej Finlandii. Dla moich fińskich przyjaciół okładka pierwszej opowieści o Muminkach: Małe trolle i wielka powódź z 1945 r. przywodzi na myśl właśnie tych uchodźców: małe postaci zagubione w wielkim lesie… O genezie wojennej Muminków, o ich pocieszającej funkcji dla samej autorki pisze ona sama we wstępie o polskiego wydania książeczki.
Medal Muminka – ślad wojennych przeżyć?
Jest jednak jeszcze przynajmniej jeden ślad wojennych przeżyć w drugiej w kolejności opowieści: Komecie w Dolinie Muminków.
„–Mamusiu — odezwała się jakaś drobinką leśna, pokazując na Muminka. — Tam stoi generał.” Cała rodzina podeszła, żeby podziwiać jego medal.” (122)
Istnieją interpretacje jednoznacznie wskazujące, że ten medal na piersi Muminka jest odpryskiem kultu generała Mannerheima. Zimowa wojna stała się symbolem fińskiego hartu ducha i umiejętności obronnych, a postać marszałka Carla Gustafa Mannerheima do dziś pozostaje w Finlandii symbolem narodowej jedności i oporu.
Oczywiście, w baśni o małych trollach ten medal to znaleziony gdzieś w zakamarkach sklepu medal zrobiony z gwiazdy na choinkę. Ale Muminek dostał ten medal od Migotki za dzielność uwolnienia jej z macek trującego krzaka, który zamienia się magicznie jakby w ośmiornicę.
Muminek kontra Angostura – metafora wojny?
„Kawałek dalej spotkał Migotka, który, blady ze strachu, krzyczał:
Jakiś okropny krzak zjada moją siostrę!
I wcale się nie mylił.
Trujący krzak z niebezpiecznego gatunku zwanego Angostura złapał Pannę Migotkę za ogon i wolno ciągnął ją ku sobie, omotując gałęziami podobnymi do macek. A ona, fioletowa z przerażenia, krzyczała tak okropnie, jak jeszcze nigdy dotąd nie krzyczała żadna Panna Migotka.
Idę! Idę! – zawołał Muminek.
Weź to ze sobą na wszelki wypadek – powiedział Włóczykij, dając mu swój scyzoryk (z korkociągiem i śrubokrętem). – I postaraj się doprowadzić ten krzak do złości. Angostury bardzo łatwo się obrażają.
Jesteś wstrętną ośmiornicą! – krzyknął Muminek. Ale Angostura nie zareagowała.
Wyglądasz jak stara szczotka! – ubliżał jej dalej Muminek. – Ty podstępny bandyto! Ty ohydna postrzępiona miotło! Wtedy Angostura zwróciła na niego wszystkie swe zielone oczy i puściła Pannę Migotkę. A potem wysunęła jedno ze swych licznych, zielonych ramion i zacisnęła je na pyszczku Muminka.
Nie daj się! – zawołał Włóczykij.
Ty obrzydliwy potworze! – wrzasnął Muminek i – ciach-mach – odciął Angosturze jedno z ramion. Widzowie przyjęli to gorącymi oklaskami. Zachęcony Muminek skakał to tu, to tam, machał gniewnie ogonkiem i raz po raz atakował Angosturę, wciąż wymyślając nowe obelgi.
Czego ty nie umiesz! – zachwycił się Ryjek. Ile brzydkich słów! Walka stawała się coraz bardziej zacięta. Angostura drżała z podniecenia, a Muminek miał pyszczek całkiem czerwony ze złości i wysiłku. W końcu widać już było tylko kotłowaninę splątanych ramion, ogonka i nóg. Panna Migotka w pewnym momencie chwyciła duży kamień i rzuciła go na trujący krzak. Ale, niestety, zupełnie nie umiała celować i kamień trafił Muminka w brzuch. ” O rety! – zawołała. – Zabiłam go!
Typowe babskie zachowanie – rzekł Ryjek. Lecz Muminek, bardziej żywy niż kiedykolwiek, kontynuował swą triumfalną walkę, aż w końcu z Angostury został tylko pień (z kilkoma najkrótszymi ramionami, które Muminek darował. Wtedy zwycięzca złożył scyzoryk i powiedział.
No tak. Załatwione.
Ach, Jaki ty Jesteś odważny! – szepnęła Panna Migotka. 95-97
Oczywiście nie można tutaj jednoznacznie widzieć w Angosturze Rosji Radzieckiej, zaś w Muminku Mannerheima. Poetyka tej opowieści Tove Jansson jest poetyką jakby szczególnego snu na jawie, co rusz przerywanego powrotem do rzeczywistości, jakąś kąśliwą uwagą a to Małej Mi, a to Ryjka, a to Tatusia Muminka. Pełny wielogłos.
Walka z Angosturą przypomina konflikt, w którym mniejszy, ale zdeterminowany przeciwnik, mierzy się z potężnym i pozornie niepokonanym wrogiem. Ostatecznie Muminek, przy wsparciu przyjaciół, pokonuje Angosturę – czy to alegoria fińskiego hartu ducha?
Refleksja na 85. rocznicę zakończenia wojny zimowej
W 85. rocznicę podpisania pokoju po wojnie zimowej i w jubileuszowym 80. roku Muminków warto spojrzeć na twórczość Tove Jansson także przez pryzmat historii Finlandii. Jej baśnie, choć osadzone w fantastycznym świecie, niosą echa wojennych doświadczeń, od utraty domu po bohaterstwo i hart ducha.
Dziś, wspominając tamte wydarzenia, można powiedzieć, że wśród bohaterów Finlandii znalazł się też Muminek – udekorowany przez Migotkę medalem z choinkowej gwiazdy.
Zdjęcie na licencji CC. Flickr autor Martyna Niecko
Obserwatorium Nordyckie donosi: sukces ma wielu ojców…
Wielkie filmy mają to do siebie, że każdy chce je trochę “przywłaszczyć”. Tak jest też w przypadku Flickan med nålen (Dziewczyna z igłą) w reżyserii Magnusa von Horna, filmu, którego premierę w Szwecji przyjęto z nieskrywanym entuzjazmem. Szwedzka prasa, na przykład dzisiejsza Svenska Dagbladet, zwraca uwagę na stylistyczne nawiązania do Bergmana (na przykład „Persona” 1966, czy „ Milczenie” 1963 i inne…) i klasycznego skandynawskiego kina, natomiast Duńczycy z dumą podkreślają kopenhaskie korzenie tej mrocznej historii inspirowanej prawdziwymi wydarzeniami stamtąd. No i duńskość reżysera. Z kolei w Polsce film budzi zainteresowanie z innego powodu – von Horn studiował w Łodzi, a część zdjęć do filmu powstała właśnie tam. Tudzież w Zgierzu, Wrocławiu i wielu innych polskich miejscach. Literaturoznawcy polscy pewnie będą pytać o Nałkowską czy Twardocha. Słowem: sukces ma wielu ojców, co tylko dobrze wróży tej produkcji. Svenska Dagbladet dało filmowi 5/5.
Poetycki horror w duchu Bergmana i… polskiego kina
Jak podkreśla szwedzki recenzent Jon Asp, duński reżyser von Horn wciąga widza w świat zdominowany przez chłód, mrok i napięcie, a jego czarno-białe zdjęcia oddają duszną atmosferę początku XX wieku w sposób przypominający zarówno gotyckie horrory, jak i skandynawskie klasyki. W recenzji Svenska Dagbladet zwraca się uwagę na Bergmanowskie napięcie budowane poprzez długie, surowe ujęcia i twarze bohaterów, które mówią więcej niż same dialogi.
To, co dla polskiego widza może być szczególnie ciekawe, to fakt, że film swoją poetyką nawiązuje także do najlepszych osiągnięć polskiego kina. Czarno-biała stylistyka, przypominająca Idę czy Zimną wojnę, sprawia, że film ma niezwykle wyrazisty, niemal malarski charakter. Von Horn – który ukończył łódzką Szkołę Filmową i doskonale zna język polskiego kina – zdaje się czerpać z tej samej estetyki: surowość, minimalistyczne kadry, a jednocześnie intensywna emocjonalność bohaterów sprawiają, że Flickan med nålen jest jednocześnie piękne i niepokojące.
Skandynawska historia, uniwersalna groza
Historia opowiedziana przez von Horna bazuje na prawdziwych wydarzeniach – w latach 20. XX wieku Dagmar Overbye prowadziła w Kopenhadze dom, w którym przyjmowała niechciane dzieci, ale zamiast zapewniać im opiekę, mordowała je. To przerażająca, a jednocześnie hipnotyzująca opowieść, w której reżyser mistrzowsko łączy realizm z elementami filmowego horroru.
Szwedzka prasa podkreśla, że von Horn, mimo wyraźnych inspiracji Bergmanem, zbudował własny, unikalny świat, w którym groza nie jest podana wprost, ale sączy się stopniowo – w sposób, który trudno wyrzucić z pamięci. W finale recenzji Svenska Dagbladet czytamy, że reżyser “tworzy uniwersum, od którego nie sposób się oderwać”. To właśnie ta zdolność do budowania intensywnej atmosfery sprawia, że film już teraz budzi zachwyt w różnych krajach.
Czy Dziewczyna z igłą będzie kolejnym skandynawskim hitem, który podbije międzynarodowe festiwale? Wiele na to wskazuje. Nordycki horror o zbrodni sprzed stu lat, który łączy Bergmanowską psychologię, polską filmową poetykę i gotycką grozę, to kino, które warto zobaczyć.
„Dziewczyna z igłą”. Gutek Film 2024. Reżyseria: Magnus von Horn. Scenariusz: Magnus von Horn, Line Langebek. Zdjęcia: Michał Dymek. Montaż: Agnieszka Glińska. Scenografia: Jagna Dobesz. Kostiumy: Małgorzata Fudala. Muzyka: Frederikke Hoffmeier. Występują: Vic Carmen Sonne, Trine Dyrholm, Besir Zeciri, Joachim Fjelstrup, Tessa Hoder.
Przykro się czyta, przykro się słucha, przykro mi się to pisze. Współczesna kultura coraz częściej sięga po dawne symbole, by ukazać pęknięcia i zmiany w społeczeństwie. Simon Superti w swojej piosence zaangażowanej „Bullerbyn är död” („Bullerbyn jest martwe”) uderza w sam środek nostalgicznej wizji Szwecji jako harmonijnego, bezpiecznego miejsca. Ta idylliczna wizja bierze się z literatury dla dzieci autorstwa Astrid Lindgren. Po tragicznych wydarzeniach w Örebro kilka dni temu, podczas których w strzelaninie w szkole dla dorosłych zginęło 11 osób, utwór Superti, znanego szwedzkiego artysty z włoskimi korzeniami, stał się najczęściej odtwarzaną piosenką w Szwecji, wpisując się w społeczną atmosferę niepokoju i refleksji nad kondycją kraju Svea.
Jeśli wolisz słuchać, refleksja audio tutaj:
Dalsza część tekstu poniżej pod podcastem na YouTube
Bullerbyn jako mit „Dzieci z Bullerbyn” Astrid Lindgren to symbol skandynawskiej czy może szwedzkiej arkadii – wiejskiej idylli, w której świat dzieciństwa toczy się w atmosferze przyjaźni, bezpieczeństwa i prostych radości. Ta wizja, szczególnie mocno zakorzeniona w szwedzkiej (ale i zagranicznej) wyobraźni, stała się swego rodzaju mitem narodowym. Choć były już filmy ironicznie odwołujące się do mitu arkadii w Szwecji, np. Dom aniołów z 1992 Colina Nutleya. Jednak to właśnie Dzieci z Bullerbyn z 1947 r. i cała seria jej następnych „odcinków” stały się swoistym symbolem. Das Bullerbü-Syndrom, znane zwłaszcza w Niemczech, odnosi się do idealizowanej wizji Szwecji jako kraju porządku, spokoju i szczęścia.
Superti w swoim utworze dokonuje przewrotnego gestu – dokonuje swoistego zamknięcia mitu. Fragment tekst piosenki, który brzmi: „Możesz powiedzieć Astrid Lindgren, że Bullerbyn jest martwe” rezonuje z aktualnym poczuciem utraty. Podobnie jak identycznie konstrukcyjnie: „Czy ktoś może przekazać Olofowi Palme,/Że bezpieczna Szwecja to już tylko wspomnienie”. Okładka singla (zob. na YouTube) również nawiązuje do ilustracji Ilon Wikland, lecz zamiast ciepłych domków widzimy ruiny i ogień – to już nie kraina beztroski, lecz obraz upadku. Te ilustracje pochodziły od estońsko-szwedzkiej artystki i ilustratorki, najbardziej znanej właśnie ze współpracy z Astrid Lindgren, dla której zilustrowała wiele klasycznych książek dla dzieci, także „Dzieci z Bullerbyn”.
Dlaczego „Bullerbyn umarło”?
Jacob Lundström w swoim komentarzu dla „Dagens Nyheter” zwraca uwagę, że choć idea Bullerbyn była zawsze pewną fantazją, dziś jej śmierć nabiera wyjątkowej siły retorycznej. Współczesna Szwecja zmaga się z nowymi wyzwaniami – rosnącymi nierównościami, przemocą i kryzysem tożsamości. „Dźwięk przemocy to jedyne, co słyszymy” – śpiewa Superti, podkreślając kontrast między dawnym mitem a rzeczywistością.
To nie pierwsza dekonstrukcja Bullerbyn. Już w latach 70. Janne Halldoff w swoim filmie „Stenansiktet” pokazał Szwecję jako kraj, w którym ideały dzieciństwa konfrontują się z brutalnością życia miejskiego. Podobne nastroje pobrzmiewały w muzyce Teda Gärdestada. Jednak dziś ten motyw powraca z nową mocą – w czasach, gdy rzeczywistość coraz mniej przypomina literackie Bullerbyn. Ja jeszcze pamiętam Szwecję bezpieczną, choć już w 1994 czy 1996 wielu mówiło się i pisało o gangach motocyklowych. Jednak tamta Szwecja, którą pamietam nijak nie ma się do tej Szwecji dzisiaj.
Symbol Bullerbyn – nostalgia czy rozrachunek?
Bullerbyn w dzisiejszej kulturze nie jest już tylko literackim wspomnieniem, lecz punktem odniesienia w dyskusji o kondycji społeczeństwa. Może symbolizować zarówno utracone poczucie bezpieczeństwa, jak i krytykę utopijnych narracji o narodowej tożsamości.
Superti nie tylko śpiewa o śmierci Bullerbyn – on ją inscenizuje. A my, słuchając jego słów, możemy zastanowić się, czy to faktycznie koniec pewnej epoki, czy jedynie moment przejściowy w nowej opowieści o Szwecji. Ważne też, że w jednym z ostatnich wersów nawiązuje do hymnu Szwecji „de gamla, de fria” (nasi przodkowie, Ci wolni ludzie).
Oto pełne tłumaczenie piosenki „Bullerbyn är död” Simona Superti na język polski. Tłumaczenie automatyczne poprawione przeze mnie:
Bullerbyn nie żyje
Na czarnym chodniku przed moimi drzwiami, Gdzie latarnia błyska się za każdym razem, gdy zapada zmrok. Tam dzieci przestały się bawić, bo chciały być jak my. Możesz przekazać Matce Szwecji, że teraz rozbrzmiewa echo strzałów.
Przy nieskazitelnej fasadzie, w secesyjnej dzielnicy, Tam lampy świecą rzędem, gdy tylko słońce zajdzie. A gdy miasto wybucha, udają, że nie słyszą. Możesz przekazać Astrid Lindgren, że Bullerbyn nie żyje.
Rom pom pom (pom pom) Rozbrzmiewa od strzałów. Rom pom pom (pom pom) Bullerbyn nie żyje. Dźwięk przemocy to jedyne, co słyszymy. Rom pom pom (pom pom) Bullerbyn nie żyje.
Chcę żyć, chcę umrzeć na Północy. Chcę żyć, chcę umrzeć na Północy. Chcę żyć, chcę umrzeć na Północy. Chcę żyć, chcę umrzeć na Północy.
Z jedną nogą w grobie, Drugą na cienkim lodzie. Żadne lampy już nie świecą, To miniony czas. Pozostali ci, którzy mają, I ci, którzy nie dostali. Czy ktoś może przekazać Olofowi Palme, Że bezpieczna Szwecja to już tylko wspomnienie.
Opieramy się na wspomnieniach z dawnych, wielkich dni, To stare zasługi, nikt tu już nie mieszka. Ty stary, ty wolny, tylu próbowało. Przepraszamy cię, Anno Lindh, Bullerbyn nie żyje.
Rom pom pom (pom pom) Rozbrzmiewa od strzałów. Rom pom pom (pom pom) Bullerbyn nie żyje. Dźwięk przemocy to jedyne, co słyszymy. Rom pom pom (pom pom) Bullerbyn nie żyje.
Według dostępnych źródeł można dowiedzieć się, że Simon Superti urodził się 12 grudnia 1987 roku w Uppsali w Szwecji. Jest szwedzkim artystą i producentem muzycznym o włoskich korzeniach (choć akcent ma wyraźnie nieszwedzki, może jest to szczególna stylizacja rapera). Dorastał w dzielnicy Salabacke w Uppsali, gdzie już w wieku czterech lat zaczął pisać teksty i opowiadania razem ze swoją babcią. Jako najmłodszy z rodzeństwa obserwował starszego brata grającego w zespole, co zainspirowało go do podjęcia własnej kariery muzycznej. W 2000 roku napisał swoje pierwsze teksty rapowe, koncentrując się odtąd na muzyce hip-hopowej i dążąc do zostania artystą. Jako producent, znany pod pseudonimem Prodotto di Superti, współpracował z takimi artystami jak ODZ, Dani M, Z.E i Adel. W 2019 roku zdobył nagrodę Grammy w kategorii „Producent Roku”. 2024 roku Superti był jednym z uczestników piętnastej edycji programu rozrywkowego TV4 „Så mycket bättre”. Jego twórczość charakteryzuje się emocjonalnym przekazem i autentycznością, co czyni go jednym z najbardziej interesujących i charyzmatycznych muzyków w Szwecji.