Tag: zdalne nauczanie

  • Martwe wykłady i konieczność oceny rozwoju studenta

    Martwe wykłady i konieczność oceny rozwoju studenta

    Martwe wykłady i konieczność oceny rozwoju studenta

    Sen o prawdziwiej uniwersyteckiej edukacji (fot. lic. Depositphotos)

    Dawno uważałem, że wykłady jako forma nauczania są martwe, ostatnio także pisałem o wykładach online i wersji „gadających głów”. Naprawdę jest mnóstwo świetnych materiałów instruktażowych w otwartych zasobach edukacyjnych, coraz więcej wyników badań naukowców także otwiera się na wolny dostęp. 

    Z drugiej strony, coraz więcej znajdziemy głosów tradycjonalistów, którzy — skądinąd słusznie — argumentują, że studiowanie to nie jest tylko uczestnictwo w zajęciach (zwłaszcza tych wykładach z gadającymi głowami), ale także — a może przede wszystkim — uczestnictwo w życiu uczelnianym, studenckim ruchu i studenckim życiu nieformalnym, uprawianie sportu, nawiązywanie kontaktów.

    I wszystkie strony sporu mają częściowo rację: studia to faktycznie bardzo często jeden z najistotniejszych okresów życia młodych (zazwyczaj) ludzi, którzy podczas „wyjazdu na studia” poznają nie tylko przedmioty studiów, ale nade wszystko poznają świat i ludzi. 

    Rację mają także i ci, że trudno jest zastąpić online — obecność w laboratoriach… choć i takie rzeczy na świecie się dzieją, podobnie jak zdarzają się operacje chirurgii mózgu przez Internet. 

    Jednak nie ma chyba żadnej uczelni na świecie, która przyznałaby: nie chodźcie na wykłady, to nie ma sensu, najważniejsze są puby, zabawa i sport.

    Bo przecież nie o to tylko idzie…

    Jednym z elementów nie do zastąpienia przez algorytmy komputerowe jest ocena postępów studenta, programowanie całości kształcenia oraz doradztwo profesjonalne. Takich rzeczy komputery samodzielnie nie potrafią, potrzebny jest człowiek i to zazwyczaj musi być specjalista dużej klasy. 

    Bo — dodać trzeba — nie chodzi o ocenę od 1 do 6, albo od 2 do 5, ale o ocenę opisową, o sprawdzenie radzenia sobie w różnych okolicznościach, o sprawdzenie umiejętności i postaw: np. krytycznego myślenia, umiejętności kooperacji czy kreatywnego rozwiązywania problemów, tudzież tolerancyjnego współżycia społecznego. I od tego są zajęcia i spotkania ze studentami. 

    Ostatnio w Times Higher Education prof. Terry Young z Brunel University w Londynie, skądinąd emerytowany profesor specjalista od systemów opieki zdrowotnej, czyli specjalista od zarządzania opieką zdrowotną, napisał w tekście pt. Content is free: universities should stop producing it, że uniwersytety powinny dawno zacząć bardziej doceniać „projektowanie programów kształcenia” oraz ocenę postępów studenta wraz z tutoringiem. Jego głównym argumentem jest to, że w otwartych zasobach Internetu student może znaleźć dobrej jakości materiały, że wiedza jest wszędzie. Natomiast nikt nie zastąpi człowieka w ocenie rozwoju studenta i jego postępów. 

    Nie sposób się nie zgodzić, jednak potrzebne są pewne zastrzeżenia: istnieją jeszcze ciągle formy wykładów, które są niezastępowalne przez treści online. Stąd największe gwiazdy świata akademickiego zapraszane są przez pozauczelniane platformy dyskusyjne i sowicie opłacane przez nie, bo dobry przekaz bezpośredni jest ciągle w cenie.

    Tutoring może przebiegać w różne strony (fot. lic. Depositphotos)

    Po drugie, ewaluacja jakości kształcenia na uczelniach może przebiegać bardzo dobrze w systemie mieszanym, hybrydowym: częściowo online, przy użyciu narzędzi informatycznych, częściowo w przestrzeniach uczelnianych w kontakcie bezpośrednim. Na przykład: nie sposób wyobrazić sobie dzisiaj nauki pisania oraz występowania publicznego bez sprawdzenia sporej ilości utworów studenta.

    Podsumowując: otwarte zasoby edukacyjne są wszędzie, ale doradztwo, jak z nich korzystać oraz ewaluacja postępów w rozwoju personalnym, to ciągle domena uniwersytecka, którą trudno zastąpić. Dlatego nie popadajmy w skrajności takie jak: „kształcenie online jest do niczego”, albo „kształcenie online jest wyłączną przyszłością edukacji”.

    Napisałem to wszystko i nagle dopadło mnie zwątpienie: anachroniczny system edukacji wprowadzany już od 6 lat przez PiS w Polsce, oraz deformy Gowinowsko-Czarnkowe sprawiły, że coraz bardziej odstajemy od życia społeczeństw opartych na wiedzy. W jakim stopniu minister Czarnek odpowiada swoimi bredniami o „wolności akademickiej” (poprzez wpuszczenie zabobonu i polityki na uczelnie) na prawdziwe wyzwania rzeczywistości? Czarno to widzę, bo wielu rektorów polskich uczelni sekunduje władzy, chcąc się jej przymilać i przypodobać. A rektorzy nie są niestety już autonomiczni. I nie mają bezpieczników na samych uczelniach w postaci społecznej kontroli.

    PS. Wpis ukazał się 08.10.21 w Gazecie Wyborczej pt. „Deforma Przemysława Czarnka. Wielu rektorów sekunduje władzy, by się jej przymilić”

  • Hybrydowe uniwersytety

    Hybrydowe uniwersytety

    Uczelnie — nie tylko niemieckie — będą hybrydowe także w przyszłości

    Chimera złożona z pstrąga i kota reprezentuje hybrydę, ale nie jest to chyba dobra ilustracja hybrydowego nauczenia na uczelniach dzisiaj. (fot. Depositphotos)

    Bardzo ciekawe dane doszły z RFN z ankiety przeprowadzonej na 171 uniwersytetach przez Niemiecką Służbą Wymiany Akademickiej (DAAD): 53 procent ankietowanych nadal spodziewa się, że w semestrze zimowym 2021/22 będziemy korzystać ze zdalnych łączy i uczenia się cyfrowego. (Ankieta jest dostępna TUTAJ) To daje dużo do myślenia. Wszystko wynika z tego, że ludzie przewidują, iż pandemia nadal się nie skończy, ale — co równie ciekawe — ankietowani uznają zalety utrzymania części nauki w formie cyfrowej. Optymiści preferujący spotkania tradycyjne w salach uniwersyteckich są naprawdę w mniejszości — to tylko 3 procent.

    Pesymizm, jeśli idzie o pandemię to jest tylko jeden aspekt. David Matthews z Times Higher Education (tekst tutaj) cytuje wypowiedź przewodniczącego niemieckich rektorów Petera André Alta: „Może to być niemiecki niepokój lub bardziej realistyczny pogląd”. Faktycznie wielu zarządzających uniwersytetami pragnie uniknąć gwałtownych — kosztownych — ruchów, jak i — nauczeni doświadczeniem — wielu zachowuje ostrożność.

    Na uwagę zasługuje uwaga rzecznika DAAD: „Nowo ulepszone cyfrowe narzędzia, metody i praktyki nauczania pozostają na dobre”.

    Ankietowani byli pracownicy edukacyjni w liczbie 700 i tylko 18 procent chce powrotu do „czysto fizycznego nauczania”. Większość jest przekonana do różnego typu hybrydowego nauczania.

    Wiele uniwersytetów podkreśla, że takie narzędzia jak ankieta wielokrotnego wyboru online na zakończenie wykładu sprawdziły się dobrze, wielu zobaczyło, że to może działać i wzbogacać tradycyjne wykłady o interaktywność i feedback tak potrzebny do doskonalenia się.

    Ciekawie jawi się jednak to, że większość ankietowanych (ponad 70%!) optymistycznie patrzy na powrót międzynarodowych studentów: w ich przypadku rezygnacja z pobytu zagranicznego jest rezygnacją z bardzo istotnego elementu wykształcenia, niezastępowalnego przez „onlajny”…

    Z tego można wnioskować, jeśli badania niemieckie byłyby powtarzalne także w innych miejscach na świecie, że studia się przeobrażą, ale nowa forma na pewno będzie hybrydowa. Jeśli nie można sobie wyobrazić likwidacji wymiany międzynarodowej, to dlaczego możemy wyobrazić sobie likwidację wyjazdu do innego miasta na studia w Polsce?

    Ankieta DAAD daje do myślenia, mnie upewniła w tym, że nie tylko kształcenie laboratoryjne w naukach przyrodniczych potrzebuje fizycznej obecności w przestrzeniach akademickich, potrzebują jej wszyscy. Choć ilość i jakość tej obecności na pewno się zmieni. I będzie się zmieniać w przyszłości. Ponownie muszę powiedzieć: kształcenie uniwersyteckie, tak jak każde kształcenie, to nie jest „nabywanie”, „gromadzenie” wiedzy: wiedza nierozłącznie kojarzy się z postawami i umiejętnościami, a te wykuwa się w praktyce, często właśnie fizycznej, w kontakcie z zespołem, grupą, z którą trzeba współpracować.

    Warto też zwrócić na marginesie uwagę, że ankietowanie wynikało z tego, że uniwersytety cieszą się sporą autonomia i regionalną samorządnością. DAAD chciało się dowiedzieć, jaka była praktyka a czasie pandemii w uczelniach niemieckich. W Polsce nadal mamy ręczne zarządzanie światem akademickim i centralizacja.

    Na koniec muszę wyraźnie podkreślić, że świat uniwersytetów różni się znacząco do edukacji na wcześniejszych etapach rozwoju człowieka, hybrydyzacja z jednej strony jest znacznie łatwiejsza ze względu na samodzielność podmiotową uczestników edukacji, z drugiej zaś ta samodzielność (częste samodzielne mieszkanie także) i dojrzałość zwiększa także nie tylko ambicje, ale i mobilność.

    Dyplomowanie i kończenie studiów, to nie jest sprawa wyłącznie mejla i „onlajnów” (il. Deposithotos)

  • Nikt nie chce umierać z powodu „czarnego ekranu” na wykładzie

    Nikt nie chce umierać z powodu „czarnego ekranu” na wykładzie

    Problem czarnych ekranów. Czy to jest właściwy problem? A może problem nierówności dostępu?

    Faktycznie nie ma o co kruszyć kopii? Jeśli większość Twoich studentów ma czarny ekran zamiast transmisji ze swojego miejsca aktualnego pobytu podczas Twojego wykładu, czy powinieneś domagać się za wszelką cenę włączenia kamerki?

    Wideokonferencja (il. Depositphotos)

    Uwielbiam kontakt wzrokowy. Jestem wzrokowcem. No i jest reguła w kulturze Zachodu, że jak człowiek nie patrzy w oczy, to pewnie jest nieszczery, oszukuje itp.

    Cyfrowe uczenie się i nauczanie ma to do siebie, że reguły zwykłej komunikacji zniknęły albo się przeobraziły. Podobnie jest z patrzeniem w oczy. Kontakt wzrokowy na sali wykładowej jest bardzo ważny. Staram się o tym pamiętać i niekoniecznie tylko w ten sposób, żeby wybierać wdzięcznego słuchacza i mówić do niego, staram się adresować jak największą liczbę osób, żeby w miarę każdy miał wrażenie, że mówię właśnie do niego. Staram się zazwyczaj także aktywizować słuchaczy przez zadawanie pytań, zagadywanie półoficjalne, ale także poprzez sondowanie opinii, robię to zazwyczaj albo tradycyjnie usta-usta („ile osób tutaj w tej sali ma przy sobie jednorazowe chusteczki higieniczne?”), albo sondami opinii na Slido. To powoduje, że wykład staje się bardziej interaktywną formą.

    Symboliczne przedstawienie przeglądania się w lusterku (fot. lic. Depositphotos)

    A jak to wygląda w pandemii? Też się staram. Patrzę w kamerę i wyobrażam sobie, że to jest jakbym patrzył w oczy słuchaczy. Staram się także aktywizować sondażami, tym razem w formie elektronicznej, oczywiście. (niektóre komunikatory edukacyjne mają możliwość testowania wbudowaną w system).

    No ale część moich studentów ma czarne ekrany, albo ze znakami (np. Strajku Kobiet) bez wizerunku. Czy powinienem wymuszać na nich włączenie kamerki? Według regulacji uniwersyteckich, tak.

    Kobieta przeglądająca się w lustrze (fot. lic. Depositphotos)

    No ale oni mogą mieć problem, bo łączą się np. przez smartfon. Jakość kamerek w laptopach jest różna, część ze studentów może wstydzić się ośmieszenia przez rówieśników albo z powodu marnej jakości sprzętu, albo dziwnego otoczenia — warunki mieszkaniowe są także różne, a nie każdy sprzęt umożliwia rozmycie tła, czy ustawienie sztucznego tła. Nie każdy dobrze wygląda w mediach, a przecież transmisje Zoom, czy Teamsów to rodzaj wystąpienia w mediach.

    Istnieją oczywiście regulacje na wielu uniwersytetach wymuszające włączanie kamer. Absolutnie obowiązkowej jest to podczas egzaminowania. I to jest słuszne, aczkolwiek wiosną bieżącego roku zdarzały się w Niderlandach strajki studentów przeciwko temu ze względu na ochronę prywatności. Uważam to za przesadę. Ale problem nierówności dostępu ciągle istnieje. Nierówny jest dostęp do: dobrej sieci Internet, dobrego sprzętu komputerowego, dobrych warunków mieszkaniowych, dobrego fryzjera (fryzjera w ogólności w warunkach pandemicznych), makijażu itd. itp.

    Dlatego nie będę wymuszał transmisji non-stop. Może na początek wykładu na chwilę dla przywitania się.

    No i postaram się aktywizować studentów na wykładach sondażami cyfrowymi, wymuszającymi aktywność, ale niekoniecznie „medialną”, żeby odpowiadali „paszczą”, albo „kciukiem” — tekstem pisanym…

    Przed kamerą (fot. lic. Depositphotos)

    Problem jest i trzeba go zauważyć. Kontakt wzrokowy nie jest w cyfrowym świecie najważniejszy. Ale kontakt ciągle jest ważny, interakcja ważna. Komunikacja.

    O takim wniosku świadczy też opinia wyrażona dzisiaj w Times Higher Education Marka Heatona z Sheffield pt. Academics must not rage against ‘death by blank screen’ (Akademicy nie powinni wściekać się na tzw. „Uśmiercenie przez czarny ekran”) (THE 14.12.20) Zgadzam się, że kamerka u studenta nie jest najważniejsza. Najważniejsza jest komunikacja między ludźmi. Aktywność i zaangażowanie. Nie ma nic gorszego, jak nauczyciel zadający wyłącznie prace domowe i wykładający „ex cathedra”… Nawet jeśli ta katedra to teraz pulpit komputerowy.

  • Kryzysowe zdalne nauczanie

    Kryzysowe zdalne nauczanie

    Rozmowa z mgrem Markiem Molendą, koordynatorem e-learningu na Wydziale Filologicznym Uniwersytetu Łódzkiego na temat doraźnych środków w zdalnym nauczaniu i metodyki pracy ze studentami. Prowadzi prof. Jarosław Płuciennik.

    Link do artykułu Times Higher Education

    Link do artykułu EduCause Review

  • Transformacja cyfrowa uczenia się w pandemii: kilka dobrych rad

    Transformacja cyfrowa uczenia się w pandemii: kilka dobrych rad

    świat cyfrowy coraz większy

    Milena Head i Michael Hartmann podzielili się wczoraj (12 lipca 2020) w Times Higher Education kilkoma lekcjami z własnych doświadczeń z kształcenia online podczas pandemii.

    Milena Head jest dyrektorem ds. kształcenia w dziedzinie transformacji cyfrowej w DeGroote School of Business, McMaster University (USA).

    Zrzut ekranu ze stroną internetową McMaster University z profilem Mileny Head (JP)

    Michael Hartmann jest dyrektorem wykonawczym tego programu. (https://www.timeshighereducation.com/blog/how-excel-structured-improvisation-online-teaching)

    Zrzut ekranu ze strony internetowej McMaster University z profilem Michaela Hartmanna

    Najpierw wspominają o tym, że naiwnie zakładali, iż wszyscy ich studenci będą płynnie wchodzić jako liderzy lokalnych społeczności w nową rzeczywistość. A sytuacja pandemii oznaczała, że trzeba było spotykać się online z wielozadaniowymi ludźmi, z ludźmi pracującymi, którzy nagle znaleźli się uwięzieni w domu, z dziećmi, małżonkami, kotami i psami. Nie można abstrahować od realnej ich sytuacji. Trzeba o tym rozmawiać i układać plany, uzgadniając je z uczestnikami. Studenci w końcu wpuszczają nas — nauczycieli akademickich — do swoich domów, pokazują swoją bibliotekę, swoje czasami zwykłe domowe kapcie i domowe albo też sportowe koszulki.

    Pies i kot to tylko niektóre domowe warunki obecne czasami na ekranach (fot. Depositphotos)

    Bardzo ciekawie brzmi dla mnie rada, żeby kanały informacyjne takie jak Zoom czy Teams uzupełniać o inne, takie jak Slack i Slido. To pozwala uniknąć nudy i uczynić procesy komunikacyjne bardziej interaktywne, żeby uczenie się było współtworzeniem wiedzy, a to kreuje zaangażowanie. Sam używałem czasami Slido, i to jeszcze przed pandemią. Dawał mi ten program wiele informacji zwrotnych, ale najważniejsze dla mnie było przede wszystkim to, że dialogizowałem monologową formułę wykładu. Wykłada akademicki nie musi być ex catedra, zaś wykład online tym bardziej nie może taki być, bo o uwagę ludzi, których czasami się nie widzi, trzeba tym bardziej walczyć. Dlatego interaktywne formuły i programy są takie pomocne.

    Zamyślony człowiek w kapeluszu i miś… (interakcja jest ważna) (fot. Depositphotos)

    Milena Head i Michael Hartmann piszą też o specjalnej etykiecie, regułach grzecznościowo-moralnych: „Okazujemy szacunek wszystkim osobom”. Nikt nie wybierał pandemicznego zamknięcia, dlatego ważne jest, aby tym bardziej podchodzić do różnych sytuacji ze zrozumieniem. Pamiętam ze swoich zajęć, że w trakcie już prowadzonego wykładu, włączyła się spóźniona studentka i zaczęła się głośno z tego tłumaczyć. Poprosiłem, aby zamilkła teraz (ang. „mute”) i wyjaśniła mi później. Okazało się, że nie zrozumiała mojej gwałtownej reakcji. Dobrze jest ustalić pewne zasady na początku, wszyscy się uczyliśmy na błędach.

    Dobrze jest mieć ciągłą informację zwrotną. Ja miałem ją poprzez grupę facebookową. Ale także forum dyskusyjne na Moodle. Tam też są ankiety, umożliwiające monitoring jakości na bieżąco. Autorzy wskazują także na wirtualne „godziny urzędowania” i wirtualne „otwarte drzwi”.

    Head i Hartmann przestrzegają także przed zbytnim zaufaniem dla techniki. Technika zawodzi, awarie się zdarzają. Trzeba mieć zawsze plan B. To wymaga także umiejętności improwizacyjnych nauczycieli. 

    Pandemia spłaszcza także hierarchiczną strukturę uniwersytecką. Różnica między pracownikami technicznymi, administracyjnymi i nauczycielami nie jest już tak widoczna, ekrany spłaszczają relacje.

    Cenna rada amerykańskich kolegów zajmujących się transformacją cyfrową i edukacyjną brzmi: „mniej znaczy więcej”. Podzielam ich zachwyt nad technicznymi nowinkami obecnymi w Zoom, łatwość udostępniania różnych ekranów, ale jeszcze bardziej — łatwość dzielenia na mniejsze grupy. To pozwala na naprawdę twórczy i interaktywny sposób prowadzenia zajęć w czasie rzeczywistym. Zamykałem moją pięćdziesięcioosobową grupę na dziesięć pięcioosobowych podgrup i zadawałem problem, który był przez te grupy wspólnie, zespołowo rozwiązywany. Następnie po połączeniu ponownym wszystkich mogłem wybrać liderów zespołów, którzy prezentowali zespołowe rozwiązania.  Podział na grupy pozwala faktycznie zrealizować zasadę: „mniej instruktora zwykle oznacza więcej wartości podczas zajęć”.

    Mała grupa projektowa (fot. Depositphotos)

    Większość nauczycieli przyznaje, że skuteczne jest dostarczanie krótszych serii informacji, przerywanych filmami, ankietami, kwerendami. Nie możemy liczyć na to, że długie, ciągnące się godzinami prezentacje skupią uwagę rozproszonych w świecie całkiem realnym i świecie cyfrowym studentów. Zatem, ograniczać trzeba swoją aktywność o połowę, zaś aktywność studentów trzeba wzmacniać.

    Konsultacje w czasie rzeczywistym mogą być dobrym rozwiązaniem dla tych, którzy chcą jeszcze coś dopowiedzieć. Czyli powinniśmy zastanowić się na uniwersytecie, aby implementować „cyfrowe godziny konsultacji”.

    Na koniec najtrudniejsza rada, aby docenić opowiadanie historii. Tzw. storytelling, oraz sukcesy wykładów TED pokazują, że zajmujące opowiadanie to sztuka. Ale, jak piszą amerykańscy dyrektorzy cyfrowej transformacji: „Doświadczenie to moc”. Trzeba urozmaicać swoją obecność online różnymi formami wideo, audio, ale nie można zapominać o ucieleśnieniu doświadczenia. Zgadza mi się ta uwaga z moimi kognitywistycznymi przekonaniami: „prawda, wolność, ciało”. Artykuł kończy się nawet mocną tezą: „każda prezentacja jest przedstawieniem teatralnym, uporządkowaną improwizacją”, jak ujął to David Hurst, jeden z instruktorów zespołu autorów artykułu w THE. To jest bardzo wymagające, ale jako że sytuacja nauczania online pozostanie z nami na dłużej, wydaje mi się, że warto przemyśleć te doświadczenia i uwagi.

    Teatr to także emocje i poczucie humoru (fot. Depositphotos)
  • Uniwersytety w dobie (post)pandemii

    Uniwersytety w dobie (post)pandemii

    Mamy czasy (post)pandemiczne, jedna fala zakażeń jeszcze się nie skończyła, a czekają nas według epidemiologów kolejne, większość uczelni wyższych na całym świecie przeszła na tryb zdalny, wiele uniwersytetów na całym świecie ogłasza, że następny rok akademicki będzie także w trybie zdalnym… (np. University of Cambridge ogłosił już kilka tygodni temu, że do końca 2021 roku będzie pracowała zdalnie). Uczelnie w Polsce raczej dobrze poradziły sobie z wyzwaniami cyfrowymi. Jak polskie uczelnie, w szczególności, jak Uniwersytet Łódzki odnajduje się w nowej cyfrowej rzeczywistości? W moim wirtualnym studiu dzisiaj: prof. Sławomir Cieślak, profesor nauk prawnych, prorektor ds. Dydaktyki Uniwersytetu Łódzkiego i specjalista postępowania cywilnego, kandydat na Rektora Uniwersytetu Łódzkiego w kadencji 2020-2024 prof. Tomasz Cieślak, dr hab. nauk humanistycznych, literaturoznawca, prorektor ds. Studenckich UŁ Prof. Tomasz Czapla, dr hab. Nauk o Zarządzaniu (nauki społeczne), prof. UŁ, Dziekan Wydziału Zarządzania prof. Jan Konopacki, neurobiolog, profesor zw. UŁ, kierownik Katedry Neurobiologii.

    mini dyskusja w wirtualnym studiu prof. Jarosława Płuciennika
  • Koronawirus a uniwersytety

    Koronawirus a uniwersytety

    Wczorajszy (3.03.2020) dzień był dla mnie dramatyczny: dowiedziałem się, że reszta tygodnia będzie dla mnie radykalnie inna niż planowałem. Główną wiadomością był ogłoszony i wydany przez JM Rektora Uniwersytetu Łódzkiego zakaz — ważny do odwołania — wszelkich wyjazdów służbowych pracowników i studentów. Miałem właśnie w planach lot w czwartek do Frankfurtu na wielkie międzynarodowe zgromadzenie delegatów z 19 krajów, głównie europejskich. Powrót planowałem w niedzielę.

    Lot odwołałem. Wcześniej wybrałem lot zamiast pociągu ze względu na czas. Ale analizowałem też połączenia pociągiem.

    Potem rano w środę na zebraniu mojego zespołu projektowego mój kolega Marek ogłosił swoją gotowość zwiększenia wspomagania kryzysowego kursami online. Na wypadek, gdyby sytuacja miała się pogorszyć, więcej zajęć mogłoby się odbywać w trybie e-learningu, albo w trybie wspomagania e-learningiem.

    Sytuacja wokół kryzysy pandemicznego jest dynamiczna, coraz więcej głosów na świecie także o wielkich skutkach w gospodarce.
    Nie ulega wątpliwości, że kryzys wokół wirusa COVID-19 dotknie także uczelni na całym świecie. Właśnie dzisiaj ukazała się mikroanaliza autorstwa Ellie Bothwell i Anna McKie
    w Times Higher Education pt. Być może uniwersytety „będą musiały się pozamykać”, aby zapobiec rozprzestrzenianiu się koronawirusa. Podtytuł: Konferencje i wymiany studenckie obcięte w miarę rozprzestrzeniania się Covid-19

    Oczywista jest sytuacja w takich krajach jak Włochy, zwłaszcza na Północy, gdzie już pozamykano tamtejsze uniwersytety na razie na dwa tygodnie do 8 marca, bo w tamtych okolicach epidemia jest szczególnie widoczna. Autorki analizy argumentują jednak za ekspertami, że zachodnie uniwersytety powinny być przygotowane na możliwość zamknięcia kampusów w celu ograniczenia rozprzestrzeniania się nowego koronawirusa, trzeba zacząć planować awaryjnie. Dane liczbowe są bezwzględne: 88 000 osób w ponad 60 krajach zostało zarażonych koronawirusem, podczas gdy ogólna liczba ofiar śmiertelnych z powodu epidemii Covid-19 przekroczyła 3000.

    We Włoszech wiele uczelni już przeszło na nauczanie online. Pracownicy ciagle przychodzą do pracy, studenci mogą także ich odwiedzać.

    Amerykańscy eksperci z Centrów Kontroli i Zapobiegania Chorobom stwierdzają, że instytucje szkolnictwa wyższego powinny rozważyć odroczenie lub anulowanie wymiany zagranicznej studentów ze względu na rozprzestrzenianie się choroby. Uważam ten fakt za wysoce niepokojący i mające wielkie konsekwencje dla modeli kultury i polityki kulturalnej w różnych krajach.

    Eksperci z Wielkiej Brytanii wypowiadają się w podobnym tonie, zwłaszcza Ci specjalizujący się w epidemiologii statystycznej.

    Rządy apelują raczej o rozwagę i indywidualizowanie podejścia. THE cytuje Mike’a Barera, profesora mikrobiologii klinicznej na Uniwersytecie w Leicester, który testuje specjalne inteligentne maski na twarz i on powiedział: „jeśli instytucje potrafią dobrze zarządzać zachowaniem, mogą potencjalnie uniknąć zamknięcia”.

    Jednak potencjalne zamknięcie na jakiś czas uczelni to tylko jeden, bezpośredni efekt pandemii. Innym, znacznie groźniejszym efektem będzie znaczący wpływ na rekrutację na następny rok akademicki. Już w połowie lutego w Australii część uczelni zauważyła, że za bardzo się uzależniła od chińskich studentów i teraz, w obliczu pandemii, zapewne uderzy to uzależnienie szczególnie mocno. „Wiele szkół pozostaje zamkniętych w Chinach, gdzie wybuchła epidemia, a ośrodki testowania języka i wydawania wiz – klucz do wniosków na uniwersytety zachodnie – są również zamknięte.” Pisze THE.

    Great Wall sunset over mountains in Beijing, China.

    Zatem: świat jest nieprzewidywalny także, jeśli idzie o model uniwersytetu. Nie ulegając panice, musimy cały czas myśleć perspektywicznie: z jednej strony, uczelnie bez umiędzynarodowienia są niewyobrażalne, wymiana studentów i pracowników to jest kluczowy aspekt fukcjonowania republiki uczonych, dlatego nie można rezygnować z tradycyjnego stacjonarnego, a nawet rezydencjalnego modelu uczenia się na kampusach; z drugiej strony zaś, ciągle trzeba rozwijać infrastrukturę i potencjał kadrowy, jeśli idzie e-learning i cyfrowe zasoby edukacyjne. Nie możemy przespać wielkiej zmiany w dzisiejszym zglobalizowanym i ucyfrowionym świecie.

    Update 11.03.2020: od dzisiaj, środy 11 marca 2020 Uniwersytet Łódzki odwołuje wszystkie swoje zajęcia. Wcześniej Rektor odwołał większe zgromadzenia.

    Update 11.03.2020 od dzisiaj, Ministerstwo zamknęło wszystkie szkoły wyższe na dwa tygodnie.