W Svenska Dagbladet Fredrik Johansson 25.01.2025 stały komentator działu opinii oraz ekspert think tanku o nazwie „Wolny świat” (Frivärld), opisuje Donalda Tuska jako symbol nowego, pragmatycznego i optymistycznego przywództwa w Europie. Jest chyba pod wrażeniem jego wystąpienia w Parlamencie Europejskim. To wyjątkowy moment – Polska nigdy wcześniej nie miała tak pozytywnego odbioru w szwedzkiej prasie. Johansson, znany ze swoich pragmatycznych i reformistycznych poglądów, przedstawia Polskę jako kraj wyznaczający kierunek dla Europy w czasie, gdy wielu liderów z zachodnich państw boryka się z kryzysami wewnętrznymi.
Polska jako wzór dla Europy
Historia Polski, pełna determinacji i oporu wobec przeciwności losu, staje się inspiracją dla całej Europy. Johansson podkreśla, że Polska jako jedna z nielicznych dostrzegła rzeczywiste zagrożenia ze strony Rosji i odpowiedziała na nie wzmacnianiem obronności. Inwestycje na poziomie 4,7% PKB sprawiły, że Polska stała się trzecią co do wielkości siłą militarną NATO, po USA i Turcji. W czasach, gdy Niemcy, Francja i Wielka Brytania zajmują się głównie swoimi wewnętrznymi problemami, Polska wraz z krajami nordyckimi i bałtyckimi przejmuje rolę stabilnego i przewidywalnego lidera w regionie.
Nowe przywództwo Tuska
Donald Tusk w Strasburgu odwołał się do polskiej historii i ducha narodowego, przypominając, że Europa – podobnie jak Polska – nigdy nie jest stracona, dopóki żyje wiara w przyszłość. Jego słowa wygłoszone w Parlamencie Europejskim „Europa zawsze będzie wielka” stanowią odpowiedź na retorykę Donalda Trumpa. Polskie przewodnictwo w UE stawia na priorytety takie jak bezpieczeństwo militarne, kontrola granic, niezależność energetyczna i konkurencyjność gospodarcza. Tusk apeluje o to, by Europa wzięła odpowiedzialność za własne bezpieczeństwo, a USA traktowała jako partnera, a nie wybawiciela.
Polska w szwedzkiej perspektywie
Johansson zwraca uwagę, że relacje Polski i Szwecji mają głęboko zakorzenioną historię. Bywały one burzliwe, ale współcześnie łączy je wspólna wizja Europy. W Szwecji mieszka ponad 140 tysięcy osób o polskich korzeniach, które przyczyniły się do rozwoju tamtejszego społeczeństwa. Polska, z szybko rozwijającą się gospodarką, jest obecnie jednym z kluczowych partnerów Szwecji.
Polska jako nadzieja Europy
Fredrik Johansson wprost stwierdza, że Polska oferuje dziś Europie model przywództwa, którego brak w Niemczech, Francji czy Wielkiej Brytanii. Pragmatyzm, determinacja i optymizm reprezentowane przez Tuska oraz polskie przewodnictwo w UE pokazują, że w obliczu kryzysów Europa ma szansę nie tylko przetrwać, ale także odrodzić się silniejsza.
„Jeszcze Europa nie zginęła” – słowa Johanssona nawiązują do polskiej historii, ale też wskazują na możliwość odrodzenia się europejskiej jedności i siły, opartej na współpracy krajów takich jak Polska i jej sąsiedzi.
Narodowy kanon kulturowy w Szwecji: Co to oznacza dla społeczeństwa?
Złota korona na moście Skeppsholmen (szw. Skeppsholmsbron), z niebieskim morzem i historycznymi budynkami Sztokholmu w tle, Szwecja (lic. Depositphotos)
Szwedzki rząd we współpracy z partiami porozumienia Tidö intensywnie pracuje nad stworzeniem narodowego kanonu kulturowego. Ta ambitna inicjatywa ma za zadanie nie tylko wyłonić dzieła sztuki, które kształtują tożsamość narodową, ale również włączyć elementy takie jak polityka, religia, kultura prawna i ekonomiczna. Projekt przewiduje, że ostateczna wersja kanonu zostanie przekazana Ministerstwu Kultury do 31 sierpnia 2025 roku.
Narodowy kanon kulturowy to zestaw dzieł, wartości i idei, które odzwierciedlają historyczną i współczesną tożsamość kulturową danego kraju. Czy nie jest fascynujące, jak jeden zbiór dzieł może definiować narodowe dziedzictwo? W przypadku Szwecji projekt ten ma na celu wzmocnienie poczucia wspólnoty narodowej oraz lepsze zrozumienie kluczowych aspektów kultury przez przyszłe pokolenia. Przewodniczący komitetu ds. kanonu, Lars Trägårdh, zaznaczył w rozmowie z radiem „Kulturnytt” (Sveriges Radio), że proces ten będzie oparty na wnikliwej analizie różnych dziedzin kultury i życia społecznego. Czy nie warto zadać pytania, jakie wartości powinny być uznane za kluczowe w takim kanonie?
Struktura kanonu zakłada podział na dwie główne kategorie: sztukę i społeczeństwo. W ramach pierwszej kategorii wyodrębniono pięć dziedzin: sztuki wizualne, sztuki sceniczne, literaturę, muzykę i film. Obrazy Carla Larssona czy Hilmy af Klint to tylko przykłady dzieł, które mogłyby znaleźć się w kanonie wizualnym. W dziedzinie sztuk scenicznych ważną rolę odgrywają sztuki Augusta Strindberga, ale również współczesne formy teatralne. Literatura, od klasycznych powieści Selmy Lagerlöf po dzieła Astrid Lindgren, stanowi nieodłączny element tożsamości narodowej. Muzyka, od tradycyjnych pieśni, przez kompozycje Hugo Alfvéna, aż po globalne sukcesy ABBY, także zasługuje na uwagę. Wreszcie film, reprezentowany przez klasyki Ingmara Bergmana, ale również dzieła współczesnych reżyserów, takich jak Ruben Östlund, mógłby stanowić ważny filar kanonu. W każdej z tych dziedzin trzech ekspertów wybierze najważniejsze dzieła, które będą reprezentować dziedzictwo artystyczne Szwecji. Dadzą radę?
Druga kategoria obejmuje elementy społeczne, takie jak kultura prawna, ekonomiczna, polityczna i religijna. Eksperci mają zbadać, w jaki sposób szwedzkie tradycje prawne czy etos społeczny wpływają na relacje obywateli z państwem. Model ekonomiczny Szwecji, demokratyczne wartości czy religijna różnorodność również mogą znaleźć swoje miejsce w kanonie. Pięć do siedmiu ekspertów zostanie zaangażowanych, aby zapewnić różnorodność perspektyw. Czy te aspekty społeczne mogą być równie istotne, jak dzieła sztuki? Jestem głęboko przekonany, że tak, ale czy wszyscy zgodzą się co do szczegółów?
Warto również zastanowić się nad rolą dzieł współczesnych. Choć ostateczna lista dzieł nie jest jeszcze znana, możemy przypuszczać, że znajdą się w niej takie ikoniczne pozycje jak obrazy Carla Larssona, powieści Selmy Lagerlöf („Cudowna podróż”), kompozycje ABBY czy filmy Ingmara Bergmana. Jednak równie ważne mogą być współczesne dzieła, takie jak literatura Jonasa Hassena Khemiriego czy filmy Rubena Östlunda. Jakie dzieła wybralibyśmy, aby reprezentowały współczesną Szwecję? Czy twórczość Tove Jansson, autorki Muminków, powinna znaleźć się w tym kanonie? Muminki, choć stworzone przez Finkę piszącą po szwedzku, reprezentują wartości uniwersalne, takie jak tolerancja, bliskość z naturą i różnorodność. Jednocześnie ich fińsko-szwedzka tożsamość budzi pytanie, czy należy je uznać za część wyłącznie szwedzkiego dziedzictwa. Włączenie Jansson do kanonu mogłoby stać się okazją do dyskusji na temat transgranicznego charakteru kultury i uznawania twórców o podwójnej tożsamości.
Inspiracją dla projektu szwedzkiego kanonu może być amerykańska koncepcja kulturowej alfabetyzacji, promowana przez E.D. Hirscha. W swojej książce „Cultural Literacy: What Every American Needs to Know” (1987) Hirsch podkreślał znaczenie wspólnej bazy wiedzy dla funkcjonowania społeczeństwa. Według niego, wspólny zasób wiedzy umożliwia skuteczne uczestnictwo obywateli w życiu społecznym, a edukacja oparta na kanonie pozwala włączać mniejszości do głównego nurtu kultury. Czy podobne podejście mogłoby znaleźć zastosowanie w budowie kanonu szwedzkiego?
Projekt wzbudza zarówno zainteresowanie, jak i kontrowersje. Krytycy obawiają się, że wybór dzieł może być politycznie motywowany i wykluczający. Zwolennicy podkreślają, że kanon może służyć jako narzędzie edukacyjne, promujące szwedzką kulturę w kraju i za granicą. Czy możliwe jest stworzenie kanonu, który połączy różne perspektywy, unikając uproszczeń i wykluczeń?
Stworzenie narodowego kanonu kulturowego może przynieść wiele korzyści. Może wzmocnić poczucie tożsamości narodowej, ułatwić edukację i integrację, a także promować Szwecję jako kraj o bogatym dziedzictwie kulturowym na arenie międzynarodowej. Jednocześnie rodzi pytania o jego potencjalny wpływ społeczny i polityczny. Czy narodowy kanon kulturowy okaże się narzędziem integracji, czy raczej polem do debaty – pozostaje pytaniem otwartym.
Już Członek Akademii Szwedzkiej, Per Wästberg, wyraził krytykę wobec planów stworzenia szwedzkiego kanonu kulturowego. W liście otwartym opublikowanym w dzienniku “Expressen” podkreślił, że kanon literacki powinien kształtować się naturalnie poprzez czytelnictwo, pozostając żywym i zmiennym, a nie być narzucany odgórnie.
Miałem ostatnio zaszczyt i przywilej przedstawienia swojej koncepcji twórczości Tove Jansson, fińsko-szwedzkiej pisarki, artystki i ilustratorki na konferencji w jej rodzimej Finlandii.
Zdjęcie autora podczas prezentacji w Salla, Laponia w Finlandii (zasoby własne)
Wszyscy chyba w Polsce wiedzą, że stworzyła świat Doliny Muminków. Mało kto zdaje sobie w Polsce sprawę, że Łódź ma szczególny tytuł do twierdzenia, że Tove Jansson jest fragmentem jej dziedzictwa kulturalnego. Tak, Łódź-Helsinki to Muminki… Łódź-Helsinki wspólna sprawa. W 1978 roku Tove Jansson odwiedziła nasze miasto, by zaakceptować produkcję polsko-austriacką Muminków animowanych w słynnym studiu filmowym Se-Ma-For. Dzieci polskie podarowały jej Order Uśmiechu.
Portret Tove Jansson na ścianie Helsinki Art Museum (HAM) fot. JP
Pytali mnie dlaczego zainteresowałem się twórczością Tove Jansson i Muminkami. Pytają mnie także w Polsce studenci.
A poza tymi łodzianami można wymienić bardzo dużo powodów zainteresowania nimi: Dolina Muminków przedstawia społeczność złożoną z rozmaitych osobowości, jednak Muminki akceptują wszystkich, nawet osoby teoretycznie straszne, jak Buka, Hatifnatowie, Paszczaki czy Czarnoksiężnik o czerwonych oczach i podróżujący na czarnej pumie… „w końcu ktoś kto jada naleśniki z dżemem nie może być taki zły…”
Świat Muminków nie tylko jest pełen magii, ale także swoistego humoru i autoironii. Jednocześnie świat ten nawiedzają katastrofy, takie jak powodzie czy komety… nie jest to świat sielanki… jesień Muminków niektórych przyprawia o autentyczny płacz…
A mimo to zło, to świat Muminków pełen jest dobra, miłości i nadziei. Niekoniecznie naiwnej.
Na konferencji w Finlandii o tym akurat nie mówiłem. Ale kiedy wróciłem z odległej Laponii, dowiedziałem się, że w Łodzi powstał projekt poszerzenia Szlaku Bajkowa Łódź (koty Filemon i Bonifacy, Reksio, Miś Uszatek itp.) o postać Muminka. Ma on stanąć przy Ogrodzie Botanicznym. Uważam, że jest to świetny pomysł!
Muminek jest łódzki, Muminek jest nasz… Tove Jansson będzie się uśmiechać ze swoim Orderem Uśmiechu od polskich dzieci! Zagłosujcie państwo na ten projekt! Wybierzcie tolerancyjny świat Muminków, niekoniecznie świat wojen kulturowych… Łódź—Helsinki to Muminki…
Ulotka z prośbą o zagłosowanie na projekt Dolina Muminków, projekt na podstawie materiałów własnych Muzeum Kinematografii w Łodzi
Zwariował? Chory? A może po prostu zakłamany i obłudny? Minister Witold Waszczykowski znów zabłysnął, ale słabo, jakby światłem odbitym prawdziwej gwiazdy, 18-letniej Grety Thunberg
Jeśli chcesz posłuchać tego artykułu, kliknij tutaj
Pamiętam, niestety, kiedy w słynnym wywiadzie w niemieckim wpływowym, choć tabloidowym „Bild” w 2016 roku minister spraw zagranicznych Polski z ramienia PiS dostał komentarz od redaktora w postaci bardzo uniwersalnego tytułu: „Czy Polacy zwariowali?”[Haben die Polen pinen Vogel?]:
Waszczykowski powiedział wtedy: „Poprzedni rząd realizował tam specyficzny lewicowy program. Jakby świat według marksistowskiego wzorca miał się automatycznie rozwijać tylko w jednym kierunku – nowej mieszanki kultur i ras, świat złożony z rowerzystów i wegetarian, którzy korzystają wyłącznie z energii odnawialnej i walczą z wszelkimi formami religii. Ma niewiele wspólnego z tradycyjnymi polskimi wartościami…”
Wtedy traktowałem tę wypowiedź jako kuriozalną, ale jednak wynikającą z głupoty, albo zacietrzewienia ideologicznego. Inni nazywali to zaczadzeniem. Od wtedy chyba Waszczykowski nazywany jest przez niektórych Waszczem… Kiedy 10 stycznia 2017 po powrocie ze szczytu Rady Bezpieczeństwa ONZ ciągle urzędujący minister od dyplomacji wymyślił w komentarzu swoje konsultacje z ambasadorem nieistniejącego kraju, internety zawrzały radosną twórczością memową; powstała nawet strona, konto na Twitterze, flaga San Escobar… Ja wtedy, muszę to podkreślić, zachowałem wstrzemięźliwość, no bo może minister był zmęczony, albo się przejęzyczył, w końcu taka wieża Babel, jak szczyt ONZ może skołować swoją wielojęzycznością… Choć bawiło mnie szczerze to ożywienie twórczości narodu…
No ale prawie w okrągłą rocznicę tego wydarzenia medialnego o światowym niestety zasięgu, minister Waszczykowski jakby pozazdrościł sobie tych wszechświatowego impaktu [wpływu] (New York Times, The Washington Post itp…) dzisiaj 12 stycznia 2022 po 5 latach próbował zabłysnąć przez atak na Gretę Thunberg, której karierę śledzę dość uważnie, bo interesują mnie sprawy klimatyczne i kultura Szwecji. No i interesuje mnie status nauki w społeczeństwie.
I na razie te zasięgi na Twitterze minister ma takie sobie. No bo sam ćwierk ministerialny jest dość kiepskiej jakości i urody — Greta Thunberg straszy tam głównie karykaturą i gniewiem na twarzy, jest też mała tabelka z kwietnia 1975 r. z Newsweeka oraz wycinki z Time, głównie okładki z 1973 oraz 1979. Towarzyszy temu nieudolnemu kolażowi tekst: „Dziś straszy nas Greta. Wiadomo czym. Ale … 40-50 lat temu zakładano nadejście epoki lodowcowej. Może lepiej „Nie patrz w górę”
Fot. twittera z konta publicznego Ministra Waszczykowskiego, godzina 3:14 (12.01.2022) JP
Ok. 16:00 ćwierć setki cytowań i 67 polubień.
Fragmenty komentarzy po nocnym ćwierku pana ministra… (zdj. JP)
Słabo panie ministrze. W sytuacji, kiedy mamy szczyt w czwartek w Wiedniu z udziałem Kremla, kiedy kiepsko na granicy Ukrainy z Rosją i Polski z Białorusią (też jakby Rosją), kiedy na Bałkanach także niepokoje i Kazachstan, pan atakuje Gretę Thunberg i zgodne twierdzenia naukowców klimatycznych o nadciągającej katastrofie klimatycznej? (Dzisiaj jest konsens, w latach 70-tych nie było zgody, co do kierunku zmiany… tylko trzeba trochę poczytać źródeł…)
Mam zatem pytanie, w jakim celu Pan to robi? Daleki jestem od oskarżania Pana, ciagle daleki jestem od konkluzji narzucającej się wielu, że Pan jest po prostu głupi. Nie będę też sugerował, jak niektóre twitty, zwłaszcza po pana wpadce porannej w radiu Zet, że to tzw. #alkotweet zdarzający się zwłaszcza nocami i wczesnym rankiem ludziom mającym problem z uzależnieniem. Jednak muszę skomentować kompletne pana niezrozumienie przesłania filmu „Nie patrz w górę”. Ta ostatnia fenomenalna produkcja jest właśnie o tym, że idiotom media przeżarte korupcją i chciwością wmawiają, napędzane przez polityków takich jak Donald Trump — w obliczy zbliżającej się komety i katastrofy Ziemi — „nie patrzcie w górę”, taki będzie nasz znak rozpoznawczy… chowamy głowę w piasek, nie patrzymy na widoczną gołym okiem zbliżająca się kometę-katastrofę… takie jest przesłanie tego filmu. Więc, co chciał Pan przez tego twitta powiedzieć?
A może po prostu jest pan ciągle pracownikiem MSZ odwracającym uwagę od naszych „negocjacji” z OBWE? A może jest pan ciągle w „służbach”? Może przykrywa Pan sprzedaż prorosyjskim węgierskim firmom Lotosu? A może jest pan zazdrosny, że nie podsłuchują pana Pegasusem… Może jednak pana przeceniam?
Wydaje się jednak, że przemawia przez Pana po prostu obłuda. Jesteście państwo w stanie wszystko powiedzieć, czego wymaga od państwa partia i jej tzw. linia. Ta obłuda każe także mówić ministrowi Czarnkowi o „świętym obowiązku” państwa polskiego centralizowania polskiej edukacji… no, święty obowiązek… słuchania Jarosława Kaczyńskiego, który upodobnił się już na starość w zupełności do wzorów swojej młodości, to jest do Władysława Gomółki. Wystarczy mieć tylko trochę wzroku i słuchu, żeby rozpoznać te wzorce.
A że przy okazji ludzie może zapomną o 5 rocznicy powstania San Escobar? Santa Lucia… Santa Greta… Greta pragnie skończyć z obłudą, zakłamanego mówienia bez działania… nauki bez praktycznego wprzęgnięcia jej w naszym życiu… „bla bla bla” — to są święte słowa… Greta Thunberg. Amen.
Model wierzącego w spiskowe teorie dziejów… (fot. lic. Depositphotos)
Faktem niezaprzeczalnym dla mnie jest, że zasadniczo tzw. praworządność (ang. rule of law) pochodzi z idei oświeceniowych. Podobnie jak utrwalenie tzw. trójpodziału władzy Monteskiusza.
Jak można przeczytać na stronach poświęconych rządom prawa w USA: „Praworządność to zasada, zgodnie z którą wszystkie osoby, instytucje i podmioty podlegają przepisom prawa. Te przepisy muszą być: ogłoszone publicznie, równo egzekwowane, niezależnie orzekane i zgodne z międzynarodowymi zasadami praw człowieka.”
Ponad 200 lat temu Alexander Hamilton, James Madison i John Jay opublikowali serię prac promujących ratyfikację Konstytucji Stanów Zjednoczonych, obecnie znanych jako „Federalist Papers”. Wedle tych artykułów sprawa właśnie tak wygląda, jak napisałem wyżej. Zatem idea praworządności to jest idea oświeceniowa, tak samo jak idea Konstytucji. Pierwsza Konstytucja na świecie to przecież Konstytucja USA.
Ale wiele Konstytucji państw nowoczesnych (czytaj: pooświeceniowych) ma w swoich prawach zasadę praworządności. Również polska obowiązująca ciągle Konstytucja RP.
Także np. Konstytucja Szwecji, która jednak w opracowaniach odwołuje się do szacunku wobec prawa zapisanego już w prawach regionalnych Upplandu z końca XIII wieku (szw. Upplandslagen).
Inne prawo Jutlandzkie zaczyna się w XIII wieku od słów szwedzkich: Med Log skal Land bygges („państwo buduje się na prawie” „państwo jest zbudowane na prawie”). Z tego sformułowania korzysta się przy budowie różnych praw.
Jednak najważniejsze w tych prawach z XIII wieku jest sformułowanie, które jest po tym zdaniu:
„Państwo buduje się na prawie, leczy gdyby każdy zadowolił się tym, co ma, i pozwolił innym cieszyć się takim samym przywilejem, żadne prawo nie byłoby potrzebne.” (opieram się na tłumaczeniu w Åsbrink, Elisabeth. Made in Sweden: 60 słów, które stworzyły naród, przekł. Natalia Kołaczek, Warszawa: Wielka Litera, 2019, s. 29)
Idioci, tudzież rzezimieszki różnej maści, nie rozumieją takich reguł i zasad. Definicja antyczna słowa idiota pasuje tutaj jak ulał. Idiota według Słownika Etymologicznego już w 14 wieku oznacza, „osobę tak upośledzoną umysłowo, że nie jest zdolna do zwykłego rozumowania”; także w średnioangielskim „prosty człowiek, niewykształcona osoba, laik” (koniec XIV w.), od starofrancuskiego ‚idiote’ „niewykształcony lub ignorant” (12 w.), z łac. idiota „zwykły człowiek, laik; outsider”, po łacinie „osoba niewykształcona lub nieświadoma”, od greckich idiotów „laik, osoba bez umiejętności zawodowych” (w przeciwieństwie do pisarza, żołnierza, wykwalifikowanego robotnika), dosłownie „osoba prywatna” (w przeciwieństwie do osoby biorącej udział w sprawach publicznych), używana protekcjonalnie dla „ignoranta osoba” z idios „własne” (patrz idiom).
Takie właśnie znaczenie idioty, jako człowieka izolowanego od życia publicznego, idioty jako człowieka „samotnej wyspy” pasuje jak ulał do tych Polaków, którzy nie rozumieją słowa praworządność. Co więcej Ci Polacy prawdopodobnie nie rozumieją tego, co jest także po stwierdzeniu rządów prawa w Upplandslagen: „gdyby każdy zadowolił się tym, co ma, i pozwolił innym cieszyć się takim samym przywilejem, żadne prawo nie byłoby potrzebne.”
Ostatnio na temat historii Belgii wypowiedział się konstytucyjny Minister Michał Wójcik, wedle którego w ogóle Polska państwowość trwa nieprzerwanie od tysiącleci, w związku z tym, nie będzie tu nam jakiś Belg, którego państwowość trwa ledwie lat 200, prawił morałów na temat praworządności. Dobrze wyśmiewa go w „Gazecie Wyborczej” Bartosz T. Wieliński. Kuriozum tej wypowiedzi można jedynie porównać do słynnej wypowiedzi wiceministra obrony Kownackiego o uczeniu się Francuzów jedzenia widelcami od Polaków. Chciałbym dodać jedynie, że ta swoista ignorancja i arogancja pana ministra trochę mnie dziwi, boż przecie tenże minister ma wykształcenie prawnicze. Ba! Doktorat napisał, choć co prawda w dziedzinie nauk o polityce. Nie wiem, na jaki temat, i to też trochę dziwne, bo tutaj jest brak danych w oficjalnym serwisie Nauka Polska, a i na stronach ministerstwa jakoś nie ma zbyt wiele danych, sama niemal propaganda dokonań ministra. (nie znalazłem też żadnych publikacji naukowych dra Wójcika, a szkoda… mógłbym się lepiej zapoznać, zapewniam, że dołożyłem starań w to, żeby te publikacje znaleźć…)
Zrzut ekranu z Nauka Polska, 19 listopada 2021, godz. 14:20 (fot. autor JP)
Ja protestuję przeciwko ukazywaniu Polaków jako idiotów, którzy nie tylko w swojej pyszałkowatości nie znają miary, ale jeszcze na dodatek okazują się ignorantami i arogantami, którzy chcą być idiotami, to jest zerwać wszelkie możliwe relacje i zostać jak ta samotna wyspa (zgodnie definicją etymologiczną demokratycznych Greków).
Sam sobie sterem, żeglarzem, okrętem;
Goniąc za żywiołkami drobniejszego płazu,
To się wzbija, to w głąb wali;
Nie lgnie do niego fala, ani on do fali;
A wtem jak bańka prysnął o szmat głazu.
Nikt nie znał jego życia, nie zna jego zguby:
To samoluby! (A. Mickiewicz, Oda do młodości)
I tak to właśnie wygląda z punktu widzenia historii idei w relacji z „idiotami” jako pojęciem.
PS. Koleżanka już po publikacji podesłała mi dane, które jednak znalazła w innym miejscu. Temat doktoratu ministra brzmi: Znaczenie samorządu gospodarczego w Polsce w zakresie realizacji zadań rynku pracy. Praca skończona w 2015 i obroniona w 2017.
Warszawa, Polska. 7 stycznia 2020 r. Herb Polski i metalowa tabliczka „Sąd Najwyższy” na Placu Krasińskiego. (fot. grand-warszawski, lic. red. Depositphotos)
Szanowni Państwo, Wiem, że mało osób zna szwedzki, ale może ktoś jednak się skusi na debatę w serii seminariów „On State” [o państwie] pod tytułem:
Projekt demokracji Unii Europejkskiej – wzrasta czy więdnie?
Serdecznie zapraszam.
5 maja 2021, godz. 11:00-16:30 z przerwą na lunch 12:00-13:00.
Idea UE jako projektu demokratycznego jest punktem wyjścia dla współpracy europejskiej. Ale co dzieje się z tym projektem, gdy siły antydemokratyczne są coraz to silniejsze i coraz częściej pojawiają się kraje zmierzające w stronę autokratyczną?
W czasie trwającej pandemii obywatele Europy stracili demokratyczne prawa, zamknięto granice, a stosunki między krajami naznaczone są podejrzliwością. Jednocześnie demokracja w Polsce i na Węgrzech jest demontowana. Co stanie się z UE jako projektem demokratycznym, jeśli ten trend się utrzyma?
Udział w dyskusji biorą: Staffan I. Lindberg, profesor politologii Uniwersytetu w Göteborgu oraz dyrektor Instytutu V-Dem, Veronica Palm Była poseł i poseł do Parlamentu Europejskiego (S), Sofie Blombäck, doktor nauk politycznych, starszy wykładowca w Katedrze Nauk Humanistycznych i Społecznych Uniwersytetu środkowej Szwecji Jarosław Płuciennik, profesor nauk humanistycznych na Wydziale Filologicznym, w Instytucie Kultury Współczesnej Uniwersytetu Łódzkiego, Gabriel Byström, dyrektor generalny szwedzkiego radia, dziennikarz i autor.
Demokratiprojektet EU – växande eller vissnande? Forskning Kultur & språk Samhälle & ekonomi
Idén om EU som demokratiprojekt är utgångspunkten för det europeiska samarbetet. Men vad händer med denna grundval när antidemokratiska krafter tränger sig på, och allt fler länder rör sig i autokratisk riktning?
Trzech małych brodatych panów zawitało do nas dzisiaj (fot. własna JP)
Tomte to jest raczej dobrotliwy skrzat, pracowity i pomocny. Ale gnomy są złośliwe i zamiast pomagać kradną i przeszkadzają.
Kiczowaty czas? Zapomnieliśmy już, że w grudniu mamy adwent. Mam wrażenie, że przez ludzi złych, a może złe gnomy. To one notorycznie od kilku lat kradną Polakom święta. Teraz jeszcze pandemia dokłada się do tych nieszczęść.
Dzisiaj zawitali do nas trzej mali panowie. Po szwedzku: „tomtar”.
Nisse” po duńsku i norwesku (tam także „tuffe”), „tomte”, „tomtenisse” lub „tonttu” po fińsku, to „álfur” po islandzku, mitologiczna istota z nordyckich mitów i legend, obecnie kojarzona z przesileniem zimowym i Bożym Narodzeniem. Po polsku nazywa się je czasami skrzatami. Choć chyba te nasze skrzaty, krasnale mają nieco inną naturę i funkcję. Tomtar są ogólnie opisywane jako niskie, mają długą białą brodę i noszą stożkową lub dzianinową czapkę w kolorze czerwonym lub innym jaskrawym kolorze. Często mają wygląd nieco podobny do krasnala ogrodowego. Albo tzw. Świętego Mikołaja.
Takie krasnale po szwedzku stały się paradoksalną metaforą albo pracowitej i troskliwej osoby, albo niezdarnej i śmiesznej.
Po szwedzku to „en tomte”, „tomten”, (w l. mn. „tomtar”, „tomtarna”). Ale są też gnomy domowe („gårdstomte”, albo „hustomte”). Duszki opiekuńcze domostwa.
Viktor Rydberg wydał kiedyś wiersz ilustrowany przez malarkę Jenny Nyström. Do dzisiaj te jej ilustracje stanowią zachodni paradygmat goblinów szwedzkich i odnoszą do wyobrażeń Bożego Narodzenia.
„Chłód nocy zimowej jest dotkliwy, gwiazdy błyszczą i migoczą. Wszyscy śpią na samotnym podwórku głęboko, przed czasem północy. Księżyc kroczy swoją cichą ścieżką, śnieg lśni bielą na sośnie i świerku, śnieg na dachach błyska bielą. Tylko goblin nie śpi.” (tłum. wolne JP)
Ilustracja Jenny Nyström do wiersza Rydberga (domena publiczna)
[…]
Żebyśmy mogli czasami przeżyć te święta. Miejcie dobry czas w grudniu. Choć pewnie nie dadzą nam poświętować… Już 10 grudnia rozstrzyga się przyszłość Polski w Unii Europejskiej.
Niemiecki faszystowski obóz koncentracyjny w Auschwitz
Jutro (28.01.20) na kulturoznawstwie Uniwersytetu Łódzkiego przeprowadzę egzamin z „Kulturowej historii nowoczesności”. Jedną z ważnych książek do przeczytania przez studentów jest esej Georgesa Didi-Hubermana
pt. Obrazy mimo wszystko. (Didi-Huberman, Georges. Obrazy mimo wszystko. Przetłumaczone przez Mai Kubiak Ho-Chi, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych Universitas, 2008.)
A dzisiaj jest smutna 75. ROCZNICA WYZWOLENIA NIEMIECKIEGO NAZISTOWSKIEGO OBOZU KONCENTRACYJNEGO I ZAGŁADY AUSCHWITZ . Przypomniało mi się, że na moich wykładach ta przejmująca i niezwykła książka Didi-Hubermana nie znalazła odpowiedniego miejsca, pomimo uwzględnienia na liście lektur obowiązkowych, bo było zbyt dużo innych pozycji do omówienia, np. „Nowoczesność i Zagłada” Baumana. (Bauman, Zygmunt. Nowoczesność i Zagłada. Przetłumaczone przez Tomasz Kunz, Wydawnictwo Literackie, 2012.)
Odnosiłem się także do zmysłów i fotografii jako sztuki modernistycznej przy okazji Baudelaire’a i jego portretu Nadara a także pierwotnego selfika jakby w 3D autorstwa Felixa Nadara. („Photographs of the Famous by Felix Nadar”. The Public Domain Review. Udostępniono 27 styczeń 2020.) A przecież tyle jest tutaj do opowiedzenia przy okazji tych czterech fotografii świadectw omawianych przez Didi-Hubermana.
Mam przed sobą zachwyty Susan Sontag nad propagandowymi filmami Leni Riefenstahl (bardzo dobre obrazy sztuki filmowej) z jednej strony, oraz przejmujące opisy i interpretacje Georgesa Didi-Hubermana czterech fotografii wykradzionych rzeczywistości Zagłady w Auschwitz-Birkenau. Z jednej strony niemiecka reżyserka, autor-filmowiec, z drugiej — amator, więzień, członek Sonderkommando, który musi się śpieszyć, ukrywać i wykradać rzeczywistości zdjęcia — zapis światła. I mroku. I dymu. I wytapiającego się z palonych ciał tłuszczu. Z jednej strony mamy seksownych oficerów Waffen-SS ubieranych przez Hugo Bossa, z drugiej przerażające, dantejskie sceny wychudzonych kobiet zapędzanych na rzeź albo wyobrażone dźwięki wyrywania zwłokom złotych zębów.
Na wykładzie mówiłem także o tezie Baumana z Nowoczesności i Zagłady, że problem Holokaustu nie jest problemem wyłącznie niemieckim, czy/i Żydowskim, ale jest to problem nowoczesnej cywilizacji i nowoczesnej kultury. O elementach tej nowoczesnej organizacji pisze także Didi-Huberman.
Jednak Susan Sontag pytana o te swoje fragmenty książek, w których fascynuje się elementami sztuki faszystowskiej, odnajduje wrażliwość faszystowską w sobie samej i w otaczającej ją rzeczywistości społecznej:
„Czy twoim zdaniem istnieje coś takiego jak wrażliwość nazistowska?” — pyta Jonathan Cott.
SS: „Tak, sądzę, że taka wrażliwość istnieje i przenika wiele zjawisk. Dość wcześnie w życiu uświadomiłam sobie, że występuje nawet w wielu działaniach nowej lewicy. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Było to coś, o czym nie mówiło się zbyt głośno pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych, kiedy skupiano się przede wszystkim na doprowadzeniu do zakończenia amerykańskiej wojny w Wietnamie. Było jednak zupełnie jasne, że wiele działań nowej lewicy nie ma nic wspólnego z socjaldemokracją. Przenikał je antyintelektualizm, który, jak sądzę, był jedną z cech składających się na ów faszystowski klimat – antykulturalny, brutalny, przeniknięty pewnym rodzajem nihilizmu. Niektóre elementy retoryki faszystowskiej brzmią jak hasła nowej lewicy. Nie chcę bynajmniej postawić znaku równości między nową lewicą a faszyzmem, jak to chętnie czynią różni konserwatyści czy inni reakcjoniści, ale trzeba sobie wyraźnie uświadomić, że nie rozmawiamy tu o przedmiotach, lecz o procesach, i znajdujemy się w bardzo skomplikowanej sytuacji, bo ludzki wymiar wszystkich spraw jest zawsze złożony. W każdym nurcie istnieją sprzeczne impulsy – należy nieustannie wypatrywać sprzeczności i próbować je rozwiązywać, usuwać.” (Susan Sontag, Jonathan Cott. Myśl to forma odczuwania (Kindle Location 708-719).)
To ważne rozpoznanie. Zobaczyć faszystę w sobie. Może zrobić sobie test autorytaryzmu propagowany w 1947 r. przez Theodora Adorno? (F-scale personalisty test, opisany w jego książce z 1950 r. The Authoritarian Personality).
Kryteria tego testu to konwencjonalizm (albo konformizm): zgodność z tradycyjnymi normami społecznymi i wartościami klasy średniej; autorytarne podporządkowanie (czyli inaczej ślepe posłuszeństwo): pasywna koncepcja przestrzegania konwencjonalnych norm i wartości; autorytarna agresja: karanie i potępianie osób, które nie przestrzegają konwencjonalnych wartości, które są mi podporządkowane; zabobonność i przesądy; kult siły i „bycia twardym”; odrzucenie życia wewnętrznego tj. „Odrzucenie wszelkiej wewnętrzności, subiektywności, wyobraźni, czułości i samokrytyki”.
Dlaczego zestawiam te fakty? Wydaje mi się, że trzeba zgodzić się z Adorno, Sontag i Baumanem, że namysł nad nowoczesnością to również namysł nad sobą samym i to także w wymiarach zbiorowości. (Pisałem o tym gdzie indziej: (2019) Religion, Enlightenment, Pluralism in Present Europe. W: Nach Der Reformation Deutsch-Polnische Beiträge Im Europäischen Kontext, zredagowane przez Michael Meyer-Blanck, 1. wyd., Evangelische Verlagsanstalt, Leipzig, s. 65–73.)
„Badanie relacji obecnych w Dagens Nyheter, największej szwedzkiej gazecie porannej, pokazuje, że media, które mogły przekazać społeczeństwu lepszą wiedzę o Zagładzie, zostały zniekształcone przez kapryśną politykę prasową rządu.” pisze felietonistka SvD.
Esther Pollack jest profesorem dziennikarstwa na Wydziale Mediów Uniwersytetu Sztokholmskiego. Indywidualnie i wspólnie z kolegami ze Skandynawii, opublikowała kilka antologii i artykułów naukowych na temat badań porównawczych medialnych skandali w krajach nordyckich. Prowadziła również badania dotyczące procesów moskiewskich w prasie szwedzkiej, raportów szwedzkich gazet na temat Holokaustu w okresie drugiej wojny światowej oraz opisu Romów w prasie szwedzkiej. Kolejne prace dotyczyły także kwestii związanych z rolą dziennikarstwa w demokracji.
Według jej dzisiejszego felietonu w latach po kryształowej nocy w 1938 r. liczba artykułów o obozach koncentracyjnych maleje i utrzymuje się na stosunkowo niskim poziomie do 1943–44, kiedy znów liczba artykułów się zwiększa.
Opinia publiczna wedle Esther Pollack została wprowadzona w błąd przez radio i podporządkowaną rządowi prasę, które nie wspominały o niemieckich okrucieństwach. A przecież można znaleźć ślady, iż wiedza o tym była już dostępna w 1942 r. I to dzięki Polakom, bo ważnym, dostępnym w języki angielskim (a zatem międzynarodowym) źródłem o eksterminacji Żydów i innych ofiarach w obozach koncentracyjnych był raport „Nowy niemiecki porządek w Polsce”, opublikowany w Anglii w 1942 r. (New German Order in Poland) przez polski rząd emigracyjny. W Szwecji o raporcie wspomniały niektóre gazety, jedna z nich to publikacja w antynazistowskim tygodniku Trots Alt! („Mimo wszystko”). Magazyn opublikował również niewielki fragment raportu polskiego rządu na uchodźstwie – ówczesne szwedzkie władze szybko skonfiskowały nakład gazety. Redaktor Tura Nerman odpowiedział bardzo odważnie, tłumacząc i publikując cały raport w listopadzie 1942 r., pod tytułem Polens martyrium („Polskie męczeństwo”).
O tym, że fakty z Holokaustu miały miejsce wiedziano, bo od 1944 r. w Szwecji właśnie planowano akcję tamtejszego Czerwonego Krzyża (pod kieronictwem hrabiego Bernadotte) tzw. Białych autobusów, którymi wywieziono z terenów polskich przetrwałych Żydów skandynawskich do Szwecji i Danii. Artykuł z 4 kwietnia 1945 r. szwedzkiego historyka antysemityzmu Hugo Valentina w Dagens Nyheter właśnie wskazuje na niedoinformowanie społeczeństwa szwedzkiego.
antysemityzm W 2016 r. Szwecja przyjęła definicję za Międzynarodowym Sojuszem Pamięci o Holokauście:
„Antysemityzm to pewien pogląd na Żydów, który można wyrazić jako nienawiść do Żydów. Retoryczne i fizyczne przejawy antysemityzmu są skierowane przeciwko Żydom lub nie-Żydom i / lub ich własności, a także instytucjom społeczności żydowskich i przestrzeniom przeznaczenia religijnego”
W tym roku w Sztokholmie miały miejsce uroczystości upamiętniające na placu Raoula Wallenberga, Wielkiej Synagogi i w kościele św. Jakuba.
Podczas uroczystości na placu Raoula Wallenberga, zorganizowanej przez Forum Żywej Historii, przemawiał minister spraw wewnętrznych Mikael Damberg.
Specjalne uroczystości miały miejsce również w kilku innych miastach, w tym w Malmö i Göteborgu.
Premier Stefan Löfven i księżniczka Wiktoria wzięli udział w ceremonii upamiętniającej w poniedziałek w Oświęcimiu, a zakończyli ceremonią ze świecami w Birkenau. Około 300 osób, które przeżyły Holokaust, uczestniczyło w różnych ceremoniach i kilku światowych przywódców było obecnych.
Ważne w tym wszystkim jest doświadczenie. Nie ma myślenia bez doświadczenia. To jest kluczowe, aby zrozumieć ucieleśnienie myślenia.
Susan Sontag pisze: „Jedyna metafora zdolna oddać, czym jest życie umysłu – pisze badaczka polityczna Hannah Arendt – musi się odwoływać do doznania życia. Bez oddechu życia ludzkie ciało jest trupem, bez myślenia umysł ludzki jest martwy” (Hannah Arendt, Myślenie , przeł. Hanna Buczyńska-Garewicz, Warszawa 1991, s. 179.). Susan Sontag zgadzała się z tym poglądem. W drugim tomie swych dzienników ( Jak świadomość związana jest z ciałem ) napisała: „Jako osoba inteligentna nie uważam, że robię coś »lepiej«. To jedyna forma mojego istnienia. […] Wiem, że boję się bierności (i zależności). Gdy używam umysłu, mam wrażenie, że jestem aktywna (niezależna). To dobrze” (Susan Sontag, Jak świadomość związana jest z ciałem , przeł. Dariusz Żukowski, Kraków 2013, s. 336, 403). (Susan Sontag, Jonathan Cott. Myśl to forma odczuwania (Kindle Locations 2145-2146).)
Cytowana Hannah Arendt jest autorką słynnej formuły „banalności zła”.
„Zło jest skrajne i nie posiada żadnej głębi ani jakiegokolwiek demonicznego wymiaru. Może ono wypełnić i spustoszyć cały świat, bo rozprzestrzenia się jak grzyb porastający powierzchnię. Urąga myśli (…)” – pisze Hannah Arendt, autorka „Korzeni totalitaryzmu”.
Ludzie pragną widzieć zło w demonicznej formie, najlepiej w potworach, zbrodniarzach znaleźć bestię… Jednak ci zbrodniarze okazują się po prostu zwykłymi ludźmi, którzy zwyczajnie, codziennie wykonywali swoje obowiązki, byli posłuszni. Myślenie to cielesne nieposłuszeństwo.
posłuszeństwo
Trailer filmu biograficznego Hannah Arendt (2012) w reż. Margarethe von Trotta