Miło mi ogłosić, że od maja jestem członkiem Zespołu doradczego ds. polityki klimatyczno-środowiskowej Uniwersytetu Łódzkiego.

Będę mógł spokojnie spojrzeć w oczy pokoleniu mojego starszego syna Szymona.



Miło mi ogłosić, że od maja jestem członkiem Zespołu doradczego ds. polityki klimatyczno-środowiskowej Uniwersytetu Łódzkiego.

Będę mógł spokojnie spojrzeć w oczy pokoleniu mojego starszego syna Szymona.



Czy następuje przebudzenie w twardej nauce? Twarde nauki biologiczne na świecie zaczynają dostrzegać ludzkie wartości? Czy w Polsce takie problemy też się przebiją? Powinniśmy przemyśleć na nowo „reformę” nauki.

Times Higher Education opublikował 1 maja 2020 opinię Mony Nasrallah, profesorki nadzwyczajnej, specjalistki medycyny klinicznej, endokrynologii i metabolizmu na American University of Beirut. Jest to zatem osoba bardzo mocno związana z naukami tzw. twardymi.
Teza główna Mony Nasrallah: Po kryzysie nie ma powrotu do „dzikiego akademizmu”. Trzeba kryzys potraktować jako pozytywne wyzwanie do zmiany.
Dzisiaj w kryzysie COVID-19 naukowcy lepiej współpracują w zakresie działania, które nie przyczyni się bezpośrednio do rozwoju ich kariery – na tym właśnie powinna realizować się idea uniwersytetu.

Bardzo ciekawie brzmi definicja dzikiego akademizmu:
1) zasada dominująca: „coraz więcej, coraz więcej”. Ale po co? Ale dlaczego? Koledzy zaczynają być postrzegani jako przydatni, bądź zbędni, nieistotni. Tracimy życzliwość i empatię.
2) pracoholizm naukowy prowadzący do zbłądzenia zawodowego, a nie do rozwoju osobistego. „Jestem zajęty”, „nie mam czasu”, „nic nie jest za darmo”. Kryzys powala nieco zwolnić i pozwala na refleksję.
3) punktoza zamiast treści i sensu. Opublikuję tam, gdzie jest więcej punktów, a nie tam, gdzie jest więcej zainteresowanych problematyką.
4) zamykamy się wewnątrz akademickich wartości, ale powinniśmy wspierać wartości ogólnoludzkie, takie jak „wolność” i „równość dla wszystkich”. Musimy uzupełnić te wartości o poprawność polityczną, zastanawiać się nad wartościami „płci” i „rasy”.
5) akademicki rygor niweluje kreatywność, zamyka myślenie i je usztywnia.
6) negatywna atmosfera w instytucjach i między nimi powoduje wypalenie na poziomie indywidualnym.
7) Kryzys może dać nam iskrę kreatywności.Sposób zdobywania wiedzy i rozpowszechniania jej podczas pandemii był również nowatorski, nastąpiło przyśpieszenie i wyjście poza mury akademickie.
8) kryzys pandemii łączy się z konsumeryzmem i globalizacją prowadzącą także do kryzysu klimatycznego. Nie powinniśmy wracać do stanu sprzed pandemii.
9) reforma nauki po kryzysie: zmienić systemy rankingowe i premiowe, które powinny zachęcać do wspierania dobrych rezultatów współpracy i zrównoważonego rozwoju środowiska. „Krzywa naszej produkcji musi „spłaszczyć się” w obecnym sensie i poszerzyć się w humanitarnej skali.”
10) człowiek powinien być celem działań. „Odkryjemy na nowo prawdziwą misję uniwersytetów.”


Wywiad z filozofem i etykiem prof. drem hab. Pawłem Łukowem na temat ostatnich wątków filozoficznych związanych z pandemią COVID-19.


Olga Tokarczuk wywołała burzę w mediach społecznościowych swoją publikacją w FAZ, bo wskazała swoim zwyczajem na przełomowość tego szoku, który przechodzimy w okresie pandemii COVID-19. (‘Olga Tokarczuk: Nadejdą nowe czasy’. 2020. TheFad.pl – Polska i Świat. Opinie i komentarze. 1 April 2020.)
Zgadzam się z Noblistką w jej konstatacji, że „na naszych oczach rozwiewa się jak dym paradygmat cywilizacyjny, który nas kształtował przez ostatnie dwieście lat: że jesteśmy panami stworzenia, możemy wszystko i świat należy do nas.
Nadchodzą nowe czasy.”
Ton jej wypowiedzi zgadza się z jej dotychczasowymi literackimi kreacjami, także z jej rozpoznaniami w słynnym wykładzie noblowskim o „czułym narratorze”.
„Świat umiera, a my nawet tego nie zauważamy. Nie zauważamy, że świat staje się zbiorem rzeczy i wydarzeń, martwą przestrzenią, w której poruszamy się samotni i zagubieni, miotani czyimiś decyzjami, zniewoleni niezrozumiałym fatum, poczuciem bycia igraszką wielkich sił historii czy przypadku.” (‘Coś jest ze światem nie tak – mowa noblowska Olgi Tokarczuk’. n.d. wyborcza.pl. Accessed 8 December 2019).
Wszyscy byliśmy (jesteśmy, wciąż?) biegunami, którym wydaje się, że przez przyśpieszenie naszych podróży, naszego nieustannego ruchu, możemy zapobiec złu. Andrzej Franaszek kiedyś przyrównał jej „Biegunów” do katastroficznego filmu z lat 80-tych XX wieku Godfreya Reggio, Koyaanisqatsi (1982). (Franaszek, Andrzej. n.d. ‘“Bieguni” Olgi Tokarczuk. W Tej Powieści Znajdziecie Świat, Który Zachwyca i Przeraża Swoją Bujnością [FRANASZEK]’. Accessed 28 November 2018.)Wydaje nam się, że poprzez swoje zabieganie i loty, nawet w kosmos, możemy stać się lepsi. W FAZ Tokarczuk napisała: „Dla mnie już od dłuższego czasu świata było za dużo. Za dużo, za szybko, za głośno.”
Ale nade wszystko jesteśmy jako panowie stworzenia pyszałkami, lekceważymy świat natury, co jest wyraźnie i dowcipnie pokazane w jej quasi-kryminalnej powieści „Prowadź swój pług przez kości umarłych”. To tam mamy humorystycznie i gotycko przedstawioną „zemstę dzikiego świata natury” na pysznym i zarozumiałym człowieku. Świetnie pokazała tę powieść Agnieszka Holland w „Pokocie”. (Pokot)
Olga Tokarczuk w swoim ostatnim szkicu nie napisała jednak czegoś, co wydaje mi się bardzo istotne. O teorii wyjaśniającej powstanie pandemii, którą ktoś już nazwał teorią „zemsty nietoperza”. Nie chcę podtrzymywać zabobonów dotyczących tego zwierzęcia, ale ciekawa jest jego symbolika i historia jej percepcji przez ludzkość. (Chudoliński, Michał. n.d. ‘Symbolika nietoperza. W otchłani przesądów – Gotham w Deszczu’.Accessed 5 kwietnia 2020)

Dzisiaj naukowe opracowania wskazują, że ludzkość doznała szoku koronawirusowego prawdopodobnie przez mutacje, któremu poddany został koronawirus przede wszystkimi żyjący z nietoperzami — takie przekonanie może być dzisiaj naukowo uzasadnione. Te mutacje według specjalistów epidemiologów mogły stać się możliwe przez jeszcze innych „nosicieli”, z którymi nietoperze mogły się zetknąć na jednym z tzw. „mokrych targów”, na których „mieszają się płyny ustrojowe zwierząt, które w naturze by się nie spotkały”. „Mokry targ” to jest transgatunkowa rzeźnia bogatych.
W ostatnio przeze mnie obejrzanym, genialnie wyreżyserowanym i nakręconym „Obywatelu Jonesie” mamy kluczową scenę, kiedy dziennikarz podczas wywołanego przez Stalina głodu ukraińskiego (1931-33) odkrywa, że mięso, którym poczęstowały go osamotnione dzieci w jednej z wiosek ukraińskich, jest mięsem ich brata „Koli”, który leży martwy przed domem. „Obywatel Jones” wymiotuje. Silna scena. „Mieszkańcom okradzionym przez stalinowskich rabusiów ze wszystkiego, co można uznać za żywność, została tylko trawa, kora drzew, psy, koty, ciała dzieci, mięso sąsiada, jeśli udało się go podstępnie zabić” (Wacław Radziwinowicz, opinia na okładce książki Ann Applebaum, Czerwony głód, 2018).

„Mokry targ” nie jest wynikiem głodu, to mięso tam sprzedawane jest dla bogatych i pławiących się w luksusie i ekstrawagancji.

Muszę powiedzieć, że jakoś nie bardzo mam dzisiaj ochotę na mięso. I nie dlatego, że boję się zarazić. Tak to przecież nie działa. Tylko naprawdę ten styl rzeźni i koksowania, którym żyła ludzkość od ostatnich dwustu lat jest chyba jakimś obłędem. Może czas na opamiętanie? Może powinniśmy teraz przemyśleć naszą strategię po kryzysie pandemii? No bo niektórzy już planują dorzucanie węgla do tego pieca, żebyśmy nadrobili straty, żebyśmy dopędzili uciekający cień… (dzięki Marcinie za tę metaforę…) A tutaj może trzeba szybko wypracować jakąś globalną nową strategię, żeby po szoku nie było jak zwykle, tylko że z większym rozmiarem nieszczęścia, większą ilością bezrobotnych, splajtowanych, chorych, umierających… Na razie odżyły stare demony nacjonalizmów, separatyzmów, autotytaryzmu i innych tradycjonalizmów, wspartych przez najnowsze technologie. Może jednak nauka wypływająca z kryzysu powinna być inna?
Nie dorzucajmy ponownie węgla do tej maszyny, zemsta nietoperza powinna nas czegoś nauczyć… Ten batman staje się jokerem…
Odkryłem ostatnio punk rockowy utwór albumu Zemsta nietoperza
Zobacz, wstaje świt
Półukryty wymiar odkrywa świat
Cienie wielkich miast pokazują się
Pośród mas
Zobacz, wstaje świt
On do życia budzi nas
Ale cienie starych drzew
Zasłaniają czas
Zobacz, wstaje świt
Ale słońce nie wychodzi
Chmury otoczyły nas
Gaśnie światło
Zobacz, wstaje świt
Lecz odchodzi zaraz stąd
Nie dosięgnie światła gwiazd
Zanika świat
Zanika świat
Ciekawy jestem jak bardzo możemy się przejąć racjonalnie tym zgaszeniem świata… Czy powrócimy na zwykłe tory? Mam myśli pasyjne…

PS. 3 kwietnia 2022. Ukazuje się książka, w której autorzy analizują różne hipotezy dot. pandemii CoVID 19, w tym także hipotezę o laboratorium w Wuhan jako źródle zakażenia. We wszystkich jednak hipotezach kontakt z nietoperzami jest jak najbardziej prawdopodobny. Ennart, von Hall, Virus Varning, 2022.



Uniwersytet spolegliwy w czasie kwarantanny
„Świat stanął na głowie”, „to jest koniec świata takiego, jaki znamy”, „giełdy pikują do poziomów z czasów kryzysu finansowego w 2008”, „musimy przejść przez kwarantannę konsumpcji” — to jest garść „pokruszonych obrazów” różnych dyskursów, które nas dzisiaj otaczają. Wszyscy mamy już chyba świadomość, że to co przeżywamy jako ludzkość w skali globalnej w wyniku zaistnienia pandemii COVID-19 pozostaje bez precedensu. Starsi ode mnie oraz ludzie w moim wieku próbują tę zmianę ogarnąć poprzez analogię do wprowadzenia stanu wojennego w 1981 r. przez generała Jaruzelskiego. Bo zamknięte granice, puste ulice, loty zawieszone, utrudnienia w przemieszczaniu się, ale też anegdotyczne braki w zaopatrzeniu, albo strach przed nimi np. osławionego papieru toaletowego. Zmiana jest realna i dotyka nas na co dzień. Chciałem wczoraj kupić coś w aptece, stałem razem z innymi czterema osobami przed wejściem do niej, każde z nas pozostawało w odległości metra od siebie, była stosunkowo mała kolejka, ale rozciągnięta. Dziwny świat.
Jednocześnie wiadomo, że ta zmiana nie będzie krótka. Może to początek zmiany. Niewiele wiadomo, ale na pewno świat nie będzie taki jak zwykle.
Uniwersytet zawsze był odpowiedzialną wspólnotą uczonych i studentów. Łacińskie Universitas to społeczność długiego trwania w zmieniającym się świecie. Na Uniwersytecie Łódzkim trwa niby normalnie proces wyborczy, wybrani zostali na niektórych wydziałach elektorzy, na innych ten proces ciągle trwa. Procedury zgłaszania przeszły już w sferę cyfrową, papierowe zgłoszenia muszą poczekać. Ogłaszają się kolejni kandydaci. Formalnie przedłużono kalendarium wyborcze o dwa tygodnie. Miał ten proces skończyć się pod koniec maja, teraz może w połowie czerwca?
Jednocześnie Uniwersytet Łódzki jak większość uczelni w Polsce i na świecie przechodzi przyśpieszony kurs nowoczesnych metod kształcenia (się) na odległość. Za chwilę połączę się po raz kolejny z jedną z moich grup studenckich i poprowadzę webinarium w sieci w formie wideokonferencji. To nie będzie starożytny sympozjon, nie będziemy mieć przerwy kawowej, a jeśli, to każdy z nas w swoich miejscach zamieszkania zaparzy sobie kawę sam. Sympozjon musi ustąpić tańszej i jedynej możliwie formie spotkania wirtualnego. Jeden z moich magistrantów łączył się na wczorajszym „webinarium-seminarium magisterskim” z akademika i słychać było w tle budzącego się kolegę.
Stoimy w obliczu niesłychanych wyzwań. „Kwarantanna konsumpcji”, którą teraz w skali globalnej przechodzimy ma swoje dobre strony nie tylko dlatego, że nasz „ślad węglowy”, rozmiar zniszczenia naszego otoczenia naturalnego, jest nieco ograniczony: np. Chiny przestając produkować w dotychczasowej skali w wyniku epidemii, przestały także się i nas truć. Kiedy nie latamy po świecie ślad CO2 jest też mniejszy. Kiedy nie jeździmy do pracy, energii zużywamy mniej.
Zmieniamy jednak także naszą mentalność.
A którzy czekali błyskawic i gromów,
Są zawiedzeni.
A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,
Nie wierzą, że staje się już.
Dopóki słońce i księżyc są w górze,
Dopóki trzmiel nawiedza różę,
Dopóki dzieci różowe się rodzą,
Nikt nie wierzy, że staje się już.
Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,
Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,
Powiada przewiązując pomidory:
Innego końca świata nie będzie,
Innego końca świata nie będzie.
Pisał dawno temu Noblista Czesław Miłosz. Ale tam u niego pojawiają się normalne sceny z życia codziennego. Dzisiaj widzimy sceny niecodzienne. „Świat staje na głowie”.
To jest koniec świata, jaki znamy. Uniwersytet musi na pewno odpowiadać na nowe wyzwania, na przykład przemyśleć swoje metody kształcenia na nowo. E-learning jest od dawna przecież, ale skala nowego zjawiska, masowość różnych jego form stwarzają nową jakość. Jednocześnie pojawiają się nowe problemy lokalne, polskie i światowe zarazem. Trzeba będzie np. zastanowić się, jak rozwiązać problemy części naszych studentów np. z Ukrainy, którzy także pracują w Łodzi oraz w Polsce, i którzy nie mogą teraz normalnie funkcjonować. Społeczność lokalna, polska i łódzka, bazuje także na pracownikach, którzy niedługo będą w absolutnym kryzysie przeżycia, bo stan wyjątkowy, który właśnie przechodzimy uderza w tych, którzy zatrudniani byli na niedobrych zasadach.
Dlatego nie możemy udawać, że „wszystko jest po staremu”. Mamy niby kalendarium wyborcze na Uniwersytecie, mamy już niektóre ciała (np. Komisje Wyborcze, niektórych elektorów), mamy kandydatów, ale przecież nie możemy powiedzieć, że „business as usual”. Przecież jako kandydat na rektora nie mogę spotykać się z ludźmi na wydziałach, nie możemy debatować, nie możemy się wzajemnie przekonywać. Już nic nie będzie jak zwykle, jak dawniej. Nie wiemy jeszcze, jak to będzie, ale musimy o tym rozmawiać.
Nowoczesny uniwersytet to taki, który rozwiązuje problemy otoczenia społecznego, lokalnego i globalnego. Jeśli zostaną przeprowadzone teraz wybory, to czy kandydaci będą mieli szansę o tym porozmawiać? O nowej sytuacji uczelni i edukacji w nowym w świecie, w świecie „kwarantanny konsumpcji” i „w świecie w ogniu”, jak pisze osobowość roku 2019 tygodnika TIME, Greta Thunberg. Musimy o tym rozmawiać.
Dlatego apeluję do władz Uniwersytetu Łódzkiego, które dotychczas świetnie prowadziły naszą społeczność w zmieniającym się ciągle świecie: zorganizujmy debatę w formie wideokonfencji kandydatów na stanowisko rektora, debatę o nowych wyzwaniach nowego świata po kryzysie, którego początek właśnie widzimy.

Nasz pierwszy Rektor prof. Tadeusz Kotarbiński propagował pojęcie „człowieka spolegliwego”. Mam wrażenie, iż właśnie przyszedł czas, abyśmy się stali spolegliwi, odpowiedzialni za siebie i innych jako uniwersytet. W świecie anglojęzycznym przyzwoitość jest nazywana słowem „integrity”. Takie pojęcie obrazowe jest najbliższe pojęciu człowieka spolegliwego. Powinniśmy okazać się przyzwoici i spolegliwi dla społeczeństwa, w którym żyjemy, nie możemy teraz udawać, że wszystko jak zwykle. Kiedy mamy codziennych bohaterów w postaci pielęgniarek i lekarzy walczących z niewidzialną złowrogą siłą, musimy okazać także odwagę bycia spolegliwym.

Wybory na rektora? Tak, ale kiedy i na jakich warunkach… Rozmawiajmy.
Łódź, 18 marca 2020
Oświadczenie o wycofaniu się z kandydowania na urząd rektora Uniwersytetu Łódzkiego

Greta Thunberg na szczycie wedle ABC NEWS.
Zacząłem interesować się karierą Grety Thunberg od czasu jej słynnego wystąpienia we wrześniu 2019, choć wcześniej zwracała moją uwagę, bo aktywizowała mojego starszego syna do udziału w piątkowych strajkach klimatycznych. Jako ojciec nastolatka o rok od niej młodszego z przyjemnością rejestrowałem jej duży wpływ na aktywizowanie młodzieży na całym świecie, także w Polsce. Jej postać jest jednak interesująca z punktu widzenia także nauk o kulturze i religii, bo jej przekaz i jej wizerunek medialny nosi znamiona zakorzenionego kulturowo w szwedzkiej tradycji i szwedzkich realiach kulturowych oraz szerzej w długiej już tradycji krytyki nowoczesności.
Greta Thunberg, człowiek roku 2019 r. wpływowego Tygodnika „Time” (Alter, Charlotte. „The Conscience”. Time, grudzień 2019.) wywołuje bardzo skrajne reakcje: jest entuzjastycznie witana i oklaskiwana na różnych szczytach, fotografują się z nią zarówno prezydent Obama, jak i papież Franciszek, pokazują się z nią w różnych telewizjach celebryci, tacy jak Arnold Schwarzenegger czy Naomi Klein, występuje ona w głównych programach publicystycznych telewizji na całym świecie, prowadzi własne mikroblogi na Twitterze i Instagramie, miała juz wykład TED i jest doktorem honoris causa, jest śledzona przez miliony fanów na całym świecie, powstały już o niej (niekoniecznie najlepsze) książki, takie dla dzieci, ale także dla dorosłych. Jednak jest także nienawidzona przez wielkich tego świata. Jednym z wielkich hejterów Grety Thunberg jest Donald Trump, którego oskarża się także o to, że nie może małej dziewczynce wybaczyć, iż ukradła mu show i to ona stała się najbardziej wpływowym człowiekiem roku Time’a w 2019, a nie — po raz drugi — on…

Do rangi symbolu urosły zdjęcia pokazujące wyraz twarzy Grety Thunberg na widok Donalda Trumpa na szczycie w Nowym Jorku. Jeśli dla Naomi Klein faktycznie Greta stoi w opozycji do polityki — niszczącej świadomie naturę i gloryfikującej nieograniczoną konsumpcję „hamburgerów i plastikowych rurek do picia”– ekipy Trumpa, to nie dziwi wcale niechęć prezydenta USA do 16-latki, która już dawno przestała być małą dziewczynką, a staje się nastoletnią wkurzoną.
Z przykrością stwierdzam, że do grona osobiście zapiekłych wrogów młodej Grety przyłączył niedawno arcybiskup Marek Jędraszewski, który oskarżył „ekologizm” o bycie ideologią totalitarną. Chciałbym jednak przypomnieć, że katolicki ksiądz biskup reprezentuje innego typu ideologię totalitarną, też nieoczekiwanie łączącą go z Donaldem Trumpem.
Otóż obaj wydają się wyznawcami spiskowej teorii historii tzw. białego ludobójstwa. Warto przypomnieć wypowiedź arcybiskupa z 15.11.2013 r. W Pabianicach, w której mówi: „Mogę sobie łatwo wyobrazić, że za jakiś czas, mam nadzieję, że sam tego nie dożyję, że w roku 2050 nieliczni biali będą pokazywani innym rasom ludzkim tu, na terenie Europy, tak jak Indianie są pokazywani w Stanach Zjednoczonych w rezerwatach. Byli sobie kiedyś tacy ludzie, którzy tu zamieszkiwali, ale przestali istnieć na własne życzenie, ponieważ nie potrafili uznać tego, kim są od strony biologicznej.” Pisze o tym Jan Hartman na swoim blogu w Polityce. (https://hartman.blog.polityka.pl/2013/12/01/biala-rasa-musi-przetrwac/)
Faszyzm może być definiowany jako religijny kult państwa, wodza i narodu kojarzący się totalitarną formą rządów. Faszyzm bardzo często odwoływał się w swej historii do twardej nauki, zwłaszcza do nauk przyrodniczych, ale przede wszystkim wyciągał ideologiczne konsekwencje z darwinizm społecznego, wedle którego państwa silne z natury rzeczy podbijają państwa słabe: z tego wynika militaryzm, nacjonalizm i rasizm.
Naomi Klein ostatnio powiedziała też, że gorszy od negacjonizmu ekologicznego jest tylko ekofaszyzm. (Naomi Klein on the Case for a Green New Deal, Greta Thunberg, & The Rise of Ecofascism. YouTube, https://www.youtube.com/watch?v=IARezGmhWr0. Udostępniono 28 grudzień 2019.)

Ekofaszyzm jest mistyczną wersją faszyzmu skojarzoną z kultem ziemi. Towarzyszy mu wizja organicznej całości natury. Ekofaszyści jeszcze nie rządzili żadnym narodem, ale pewne elementy wczesnych wersji nazizmu (mistyczny ruch Volkistowski w XIX w., czy jego związki ze spiritualizmem) były obecne w narodowym socjalizmie Hitlera, przede wszystkim w postaci hasła: „krew i ziemia”, które oznaczało czystość białej rasy aryjskiej. (Zimmerman, Michael E. „Ecofascism”. Encyclopedia of Religion and Nature, Volume 1, Continuum, 2008, s. 531–32)
Z Ekofaszyzmem skojarzone jest także spiskowa „teoria białego ludobójstwa”, zgodnie z którą Żydzi wymyślili spisek mający wykończyć białą rasę przed propagowanie: masowej nie-białej imigracji, integracji rasowej, niskich wskaźników dzietności, aborcji, rządowej konfiskaty ziemi białych, zorganizowanej przemocy i eliminacji w rzekomo białych krajach w celu spowodowania wyginięcia białych poprzez przymusową asymilację i brutalne ludobójstwo. Rzadziej obwinia się Czarnych, latynosów i muzułmanów, ale raczej jako wykonawców spisku, a nie jego mózgi.
W tym kontekście lepiej jest zrozumieć, z czym mamy do czynienia, kiedy atakujemy czysty i prosty przekaz Grety Thunberg i sił, które ją wspierają. Katastrofa ekologiczna oznacza także masowe migracje na skalę dotychczas niespotykaną. Tak zwany kryzys uchodźczy w 2015 roku w Europie był kryzysem wywołanym przez wojnę mającą swoje źródła w zmianach klimatycznych. Za ekofaszystów uważali się sprawcy masowych mordów z 2019 w Christchurch w Nowej Zelandii (15 marca 2019 r. (51 zabitych, 49 rannych) i w El Paso w USA (3 sierpnia 2019 r., 22 zabitych, 24 rannych). Sprawcy tych ataków na wyznawców różnych religii, nie tylko Islamu, publikowali przed atakami manifesty, w których przyznawali się do swojego ekofaszyzmu. Ekofaszyści i brexitowcy bronią czystości krajów i narodów przed integracją ludzkości. Dotychczas myślałem, że w Nowym Testamencie, fundamencie chrześcijaństwa, mogę poczytać „Nie masz Żyda ani Greka, nie masz niewolnika ani wolnego, nie masz mężczyzny ani kobiety; albowiem wy wszyscy jedno jesteście w Jezusie Chrystusie”. (Gal. 3,28) Teraz okazuje się, że na gruncie bardzo wpływowym w polskich życiu publicznym mają miejsce wypowiedzi, które z chrześcijaństwem nie licują. Ideologia totalitarna jest religią państwa. Jeśli można mówić o dyktacie siły w Polsce, to właśnie ten dyktat słyszymy. On nie jest głosem chrześcijaństwa. Po prostu nie godzi się.
