Antonomazja, aposiopoesis i apokaliptyka Materiały do słownika figur dyskursu epoki postprawdy, w:
Teorie i praktyki komunikacji 2, pod red. Anny Barańskiej-Szmitko i Anity Filipczak-Białkowskiej, WUŁ, Łódź 2023, ss. 569-583.
Bohaterami mojego artykułu są trzy figury retoryczne używane przez trzy współczesne postaci: Elizabeth Holmes, Elona Muska, oraz Alexander Dugin (kolaż JP na podstawie zdjęć na licencji Depositphotos oraz Wikimedia CC.
Seminarium magisterskie z dziennikarstwa i komunikacji społecznej na UŁ pod kierunkiem prof. dr hab. Jarosława Płuciennika. Tym razem z udziałem Anny Mierzyńskiej, autorki niedawno wydanej książki pt. Efekt niszczący. Jak dezinformacji wpływa na nasze życie, 2022.
Zapis albo na YouTube albo w formie podcastu na Spotify (linki poniżej)
13 maja 2022, Elon Musk ogłosił wstrzymanie zakupu Twittera (lic. Depositphotos)
Dyskurs insynuacyjny Elona Muska i fake newsy
To jest podcast na ten temat. Możesz wysłuchać np. na Spotify
Musk przejmuje kilka dni temu Twittera, mówi, że teraz zapanuje na nim wolność słowa, natychmiast rośnie aktywność antysemickich kont, zadowolenie wyraża Donald Trump. No a jeden z ostatnich ćwierknięć samego właściciela platformy jest bardzo typowym przykładem tworzenia fake-newsów i ich rozpowszechniania. Dziwię się wszystkim wpatrzonym jak w obrazek w kolejnego „geniusza” biznesu, innowatora, który myśli o Planecie B, na którą chce jak najszybciej zbiec ze zniszczonej Ziemi.
Ale mnie dzisiaj głównie interesuje ten jego ćwierk, jego forma także retoryczna.
Jak podaje The New York Times, jak również Dagens Nyheter i inne jakościowe media, w sobotę Hillary Clinton, była pierwsza dama i kandydatka Demokratów na prezydenta w 2016 r., opublikowała twitta atakującego republikanów za szerzenie „nienawiści i obłąkanych teorii spiskowych”, które wedle niej ośmieliły mężczyznę atakującego męża pani Pelosi, Paula w ubiegły piątek.
W odpowiedzi na twitt Clinton, Musk napisał: „Istnieje jednak pewna możliwość, że w tej historii może być coś więcej niż widać na pierwszy rzut oka”, a następnie udostępnił link do artykułu w „Santa Monica Observer”. Ten artykuł z kolei twierdzi, że pan Pelosi był pijany i walczył z męską prostytutką.
Twitt Elona Muska został później usunięty i nie było od razu jasne, kto go usunął.
„Santa Monica Observer” jest czasopismem znanym z publikowania fałszywych wiadomości. Na przykład w 2016 r. twierdziło ono, że Hillary Clinton zmarła i że wysłano dublera na debatę z kontrkandydatem prezydenckim Donaldem Trumpem.
Warto wspomnieć, że twitt o spiskowych teoriach dziejów będących źródłem nienawiści w odniesieniu do Pelosich autorstwa Hilary Clinton miał podstawy w poszlakach ze sprawy: sprawca schwytany przez policję faktycznie zbierał na swoich stronach różne teorie spiskowe związane z tzw. Q-Anon.
Warto także dodać, że Santa Monica Observer sugerowało w duchu przeciwników ludzi LGBTQ+, że starszy mąż Pelosi walczył jakoby z męską prostytutką.
Obrzydliwa jest ta forma, bardzo przypominająca wszelkiego typu insynuacje: „wiem, ale nie powiem”, „ta historia może mieć drugie dno”.
Znana jest w retoryce klasycznej figura o nazwie „aposiopoesis”. Na przykład w „Królu Learze” mamy taką figurę:
Nie, o wy jędze wyrodne! Odpłacę Wam tak, że cały świat — Nie wiem, co zrobię, Lecz ziemia zadrży na ów widok z trwogi! (Tłum. Barańczaka, akt II, sc. 4)
Oczywiście całe tomy napisano o różnych „zamilknięciach”, sugerowaniu przez napomknięcie, ale w tym kontekście chodzi mi wyłącznie o aposiopoesis insynuacyjne (insynuacja to «niezgodne z prawdą przypisywanie lub wmawianie komuś pewnych postępków, myśli bądź intencji»).
Inny przykład można podać z hipotetycznego przebiegu procesu sądowego, w trakcie którego oskarżyciel mówi:
„Po tym, jak podejrzany… Cóż, przeczytaliście Państwo wszyscy dokumenty sądowe. Po dokonaniu się haniebnej zbrodni podejrzany uciekł z miejsca.”
W tym fragmencie zamilknięcie odwołuje się do tekstów innych, po to, żeby wprost oskarżyć podejrzanego.
Elon Musk wycofał twitt, ale cała sprawa została. Insynuacja pozostaje. Była ona piętrowa, aż pięciokrotnie schowana:
1) skrytka 1. aposiopesis w ćwierku: „może być coś więcej w tej historii”; dodatkowo wyrażono tę skrytkę bardzo delikatnie i bezosobowo: „istnieje możliwość”; 2) skrytka 2. intertekstu w hiperlinku: odniesienie intertekstualne w postaci hiperlinku, mówi tyle, że „jak chcecie, to zobaczcie sami w tekście, do którego odsyłam”; 3) skrytka 3. przekreślenia: „No dobrze skasowałem twitt”; takim sposobem odwoływania — przekreśleniem tekstu — posługiwali się w teorii dekonstrukcjoniści, w dobrej intencji, ale tworzyło to rodzaj aury sugestywności; 4) skrytka 4. pogłoski: wiadomość nieoficjalne głosi, że „do końca nie wiadomo, kto skasował twitt”. 5) skrytka 5. żartobliwego odwrócenia, które może być nieskrywaną agresją: następnego dnia pojawił się twitt, w którym Musk pisze: „To jest fałsz – nie napisałem na Twitterze linku do The New York Times!” Jako komentarz do zdjęcia strony NYT z nagłówkiem: Elon Musk w twicie udostępnił link do strony znanej z publikowania fałszywych wiadomości.
Tak czy owak obrzydliwe. Insynuacyjny tok mówienia przez aposiopesis jest specjalnością w Polsce Jarosława Kaczyńskiego. Porównanie pochlebne dla samego Kaczyńskiego, jednak fatalnie pokazujące metody najbogatszego mieszkańca naszej planety, twórcy Tesli, SpaceX, PayPala i Twittera. (Faktycznie jest drugim najbogatszym człowiekiem na ziemi)
Obejrzałem konferencję prasową ministra Czarnka i chciałbym na tym przykładzie pokazać, jak tworzy się „fake newsa”, albo jak stworzyć pasek TVP, albo jak uprawiać propagandę.
Oficjalna strona MEiN na YouTube, zapis konferencji z 5.07.2022
Podstawową sprawą do zrozumienia jest to, że aby mówić o tzw. „fake newsie”, nie trzeba wcale wyobrażać sobie, że wytwórca fake newsa nie odnosi się do prawdy. Powiedziałbym wręcz, że prawda jest podstawowym budulcem fake newsów. Prawda warunkiem fake newsa. I tak jak nie ma gorszego kłamstwa od statystyki (przypomnę tutaj słynne powiedzenie: „małe kłamstwo — duże kłamstwo — statystyka), tak i posługiwanie się prawdą i prawdziwymi statystykami służy często ludziom władzy do tego, aby wykreować fake newsowe przesłanie bądź kłamliwą narrację propagandową.
Minister Czarnek zwykł zapraszać na swoje konferencje prasowe do wystąpienia swoich zastępców bądź specjalistów niższego szczebla, po to żeby oni prezentowali konkretne fakty i konkretne liczby. On natomiast wprowadza podstawową ramę narracyjną i nadaje ton przesłaniem głównym wystąpienia. Tym razem także od prawdy i konkretów był Dyrektor CKE.
Główna opowieść ministra Czarna była uderzająca: „wyniki matur są lepsze, bo praca w szkołach była już w tym minionym roku normalna, czyli stacjonarna.”
Ani jedno zdanie, ani drugie nie jest prawdą.
To że wyniki matur w jednym zakresie referencyjnym ilości osób, które zdały maturę, zasadniczo są lepsze o prawie 4 procent, to oznacza ni mniej ni więcej tylko tyle, że 4% abiturientów więcej zdało od abiturientów zeszłego roku, wcale nie znaczy to, iż wyniki są lepsze.
Ani też praca w ubiegłym roku nie była 100% stacjonarna, bo były kwarantanny itd. Poza tym w dzisiejszym świecie narzędzia cyfrowe powinno się opanować i umiejętnie z nich korzystać.
Dla mnie jako wykładowcy wyższej uczelni oraz byłego prorektora ds. ształcenia najważniejsze są wskaźniki z tzw. matur rozszerzonych, czyli z przedmiotów dodatkowych. Tutaj pan dyrektor, zapewne z polecenia, „nie skupiał się na szczegółach” i odesłał do stron internetowych.
Nie podano tych wyników szczegółowych, a są one przygnębiające.
Średnie wyniki z poszczególnych przedmiotów na poziomie rozszerzonym: język angielski na poziomie rozszerzonym: 63 proc., język niemiecki na poziomie podstawowym: 57 proc., matematyka na poziomie rozszerzonym: 33 proc., biologia: 43 proc., chemia: 37 proc., fizyka: 37 proc., geografia: 40 proc., historia: 38 proc., wiedza o społeczeństwie – 30 proc.
Zwraca zwłaszcza uwagę to, że z Wiedzy o społeczeństwie mamy tak słaby wynik średni, że gdyby były progi punktowe, to średnio większość maturzystów by nie zdała…
Te dane dotyczą przedmiotów wybieranych jako przedmioty specjalizacji, jako przedmioty z pasji, a nie z obowiązku. I to te przedmioty stanowią podstawę w dostawaniu się na studia, to z nich właśnie buduje się punktację w rankingach na studia.
Sprawę komentuje również Tygodnik Polityka, zwracając uwagę na radość ministra Czarnka z bylejakości. Podawane są tam przede wszystkim wyniki szczegółowe z matur dodatkowych z matur rozszerzonych. A te są naprawdę przygnębiające. I nie jestem wcale pewny, że interpretacja tygodnika polityka jest właściwa do końca, że tolerujemy bylejakość. Nie to jest chyba wnioskiem głównym.
Wniosek nasuwa mi się tylko jeden: matura w Polsce powinna przestać być warunkiem dostania się na studia. Przeprowadzona w taki właśnie sposób jak jest, z takim systemem szkolnictwa nastawionym na rozwiązywanie problemów pod test, nastawionym na odtwarzanie, a nie tworzenie i krytyczne myślenie z wyobraźnią, nie ma większego sensu.
Przekonanie ministra, że normalność polega wyłącznie na analogowości, że narzędzia cyfrowe to anomalia jest tak samo anachroniczne jak jego pojęcie normalności w przypadku życia seksualnego czy też tak zwanego gender. Mógłbym tutaj złośliwie zauważyć, że towarzyszący ministrowi dyrektor bardzo się ucieszył — chyba poza protokołem — z tego, że system sprawdzania wyników matur sprawdził się już drugi rok i że, uczniowie sprawdzali wyniki matur głównie z komórek, co świadczy wymownie o generacyjnej zmianie w podejściu do narzędzi cyfrowych. Pan dyrektor się ucieszył, ale pan minister w ogóle takich faktów pokoleniowych oraz kulturowych nie zauważa, bo jego świat to świat dziewiętnastowiecznej szkoły z pruskim drylem.
Minister się szeroko uśmiecha. Minister zadowolony. Kolejny przysłowiowy, polski „miś” wystartował w powietrze…
Na marginesie: pod koniec wystąpienia podano także datę decyzji administracyjnych dotyczących ewaluacji naukowej uczelni w Polsce. Przypomniano właściwie, że te decyzje mają być do końca lipca. Ale że propozycje wynikające z algorytmów są już od maja, to można sobie wyobrazić, co się dzieje w tych gabinetach ministerialnych za zamkniętymi drzwiami… Algorytmy ustanowione przez pseudoreformatora Jarosława Gowina okazały się kompletną katastrofą. Taką samą jest mniemanologia stosowana ministra Czarnka. Nie chcę się powtarzać, ale to ważne: minister Gowin umożliwił Czarnkowi takie działanie, on był warunkiem sine qua non „Czarnków” i potulnych względem władzy rektorów uczelni.
Ciekawe metafory stanowią często podstawę związków frazeologicznych w różnych językach naturalnych. Takie związki słów i wyrażenia bywają trudnoprzekładalne na inne języki. jednocześnie, stanowiące podstawę idiomów, bywają bardzo charakterystyczne dla poszczególnych języków, bywają świętem języka.
Kiedyś bardzo mocno przykuło moją uwagę staropolskie wyrażenie „szczyra prawda”, którym posługiwał się w kongenialnym przekładzie psalmu 119 Jan Kochanowski, największy Wieszcz Polski wszechczasów.
Słowo „szczyra”, czyli dzisiaj „szczera” jest ciekawe i charakterystyczne dla języków zachodniosłowiańskich oraz rosyjskiego. A wywodzi się prawdopodobnie według Aleksandra Brücknera ze słowa „szeroki” („Słownik etymologiczny języka polskiego”).
Jak szeroka może być prawda? Wydaje się, że w ogóle przymiotnik „szeroka” nie może odnosić się do rzeczownika „prawda”. Prawda jest albo jej nie ma zgodnie z logiką dwuwartościową, którą uznaje się za klasyczną i obowiązującą w kulturze zachodniej.
Dzisiaj przyszedł mi w sukurs tekst wywiadu z jednym ze znawców spraw rosyjskich, w którym pada sformułowanie rosyjskie będące frazeologizmem języka rosyjskiego oznaczającym czynność kłamania. Zamiast słowa kłamać, czyli po rosyjsku „łgać” (po polsku można zresztą także łgać i łżeć) można użyć frazeologizmu „кривить душой”, „krivit dušoj”, czyli dosłownie „krzywić duszę”.
Dopiero kiedy przypomniałem sobie, jak wielką rolę w mitologii rosyjskiego narodu odgrywa mit tak zwanej rosyjskiej duszy, zrozumiałem także, że ta dusza, jakże przeogromna, niemalże nieskończona, musi przelewać się sposób niepohamowany z duszy w duszę. dlatego kiedy nie może mieć miejsca ten przemożny wylew i przelew, mówi się o nieszczerości, zakłamaniu i obłudzie.
„Krzywa dusza” to synonim kłamstwa. „Krzywa dusza” dzisiaj w Rosji dominuje. I nie mam na myśli wszechogarniającej i wszechobecnej dzisiaj w Rosji propagandy putinowskiej. Krzywa dusza dzisiaj w Rosji rządzi w narodzie rosyjskim, bo wedle oficjalnych danych Putina popiera od 70 do 80% badanych Rosjan.
„Krzywa dusza” ze współczesnego języka rosyjskiego może być do pewnego stopnia podobnym zjawiskiem do opisywanego przez Czesława Miłosza w „Zniewolonym umyśle” „ketmana”. Opisywane przez naszego noblistę zjawisko „ketmana” pochodzi od arabskiego słowa oznaczającego „ukrywanie”, „zatajanie”. W islamie oznacza zaparcie się wiary, dopuszczalne w sytuacji zagrożenia życia.
„Zniewolony umysł” powstawał w czasach bliskich stalinowskiego terroru (napisany w 1951, wydany w 1953 r.) Musimy jednak pamiętać, że rosyjska propaganda pod władzą Putina miała wiele czasu, aby przygotować dzisiejszą sytuację. Już w 2015 r. Garri Kasparow, mistrz Szachów, przestrzegał świat w książce pt. Nadchodzi zima, że Putin to taka nowsza wersja Hitlera. I że świat zachodu musi natychmiast uderzyć w finanse putinowski Rosji poprzez odcięcie się od paliw kopalnych z Rosji.
W 2019 roku pisał w podobnym duchu, choć głównie w kontekście działań rosyjskiej propagandy w USA i innych krajach Zachodu, także w Polsce, genialny historyk naszej części Europy i świata, Timothy Snyder.
Dlatego jedyną pomocą skrzywionym duszom będzie po prostu prawda. Szczera prawda może naprawdę wyzwalać. Szczerej prawdy boją się wszyscy dyktatorzy. Także ci którzy jeszcze są nie do końca wykształceni w dojrzałej formie, tak jak to ma miejsce w Polsce.
„Skrzywiona dusza” potrzebuje prawdy, żeby się wyprostować. Żeby stanąć na nogi i kroczyć dumnie przed siebie. Putin jest dyktatorem. W Polsce funkcjonuje mnóstwo agentów wpływu propagandy putinowskiej. Nie dajmy zapanować nad sobą obłudzie i zakłamaniu „skrzywionych dusz”.
Zupełnie na marginesie jako filolog muszę odnotować, że rosyjskie „krivit” może zostać także przetłumaczone jako „zniekształcić”. Wybrałem „skrzywienie” nieprzypadkowo , ponieważ taka jest etymologia właśnie łacińskiego słowa „curva” krzywa. Nota bene, krzywa dusza, to po łacinie „anima curva”.
Jedynie prawda nas wyzwoli. Kłamstwo, obłuda, propaganda, może nas ketmanić i… zakrzywiać…
Nowe słowo w Polsce i w angielszczyźnie: plandemia i skamdemia
Według Słownika Języka Polskiego
pandemia to
1. «epidemia obejmująca swym zasięgiem bardzo duże obszary», inaczej: „nazwa epidemii o szczególnie dużych rozmiarach, obejmującej kraje, a nawet kontynenty.”
Z greckiego pandemia oznacza „cały lud”, jak podaje „Słownik wyrazów obcych”, pochodzi to słowo od od ‚pandemos’ „powszechny, należący do całego ludu”.
I to użycie spotykamy najczęściej, ale jest też drugie:
2. «idealny sojusz wszystkich narodów, żyjących w pokoju i wzajemnej zgodzie»
To jest zaskakujące użycie, niemal paradoksalne, bo jest też trzecie, bardzo od tego drugiego inne skojarzenie:
3. pandemonium: piekło, kompletne zamieszanie, chaos, anarchia, sądny dzień, istny koniec świata, ogłuszający zgiełk, tumult.
Jeden z przydomków Afrodyty to Pandemos jako opiekunki kobiet upadłych, oznaczała także nierządnicę. W „Raju utraconym” Johna Miltona „pandemonium” to stolica piekieł występująca na końcu Księgi I Raju utraconego (1667). Architektem Pandemonium był Mulciber. Demony zbudowały go w około godzinę, ale znacznie przewyższał wszystkie ludzkie pałace i siedziby. Był złoty.
Upadły anioł, symbol pandemonium (lic. Depositphotos)
Na stronach „Tajemnice świata” jednak pandemia widziana jest jako fałszywa pandemia, i nazywana jest czasem w sieci „plandemią”: CZARNE CHMURY NAD SIECIĄ 5G PRZYKRYTE FAŁSZYWĄ „PANDEMIĄ” KORONAWIRUSA https://www.tajemnice-swiata.pl/falszywa-pandemia/
Podobne teorie spotkać można na różnym forach blogerów youtubowych.
Od II połowy kwietnia 2020 coraz więcej ludzi szuka w sieci Internet wyjaśnienia, co znaczy słowo „plandemia” albo angielskie „plandemic”. Wcześniej oba wyrażenia nie istniały.
Strona The Economist, ilustracja do artykułu o pandemii, zrzut ekranu JP
Pisze się o plan- i skamdemii, bo zwolennicy spiskowych teorii przejmują rząd dusz nad tymi, którym z jakichś powodów nie podoba(ło) się totalne zamknięcie całego niemal świata w okresie od marca do końca maja 2020 r. Jak pisze redakcja międzynarodowa The Economist, poglądy tych protestujących są często śmieszne; ale konsekwencje bywają poważne”.
Zamknięcie (ang. lockdown) stało się poważnym problemem dla całych społeczeństw. Nie ma co z tym dyskutować. W wielu miejscach na świecie stosowano metody na pograniczu prawa, bądź całkiem bezprawne. Przypomnę, jakoś o tym się zapomina, że w Polsce jedne z najdrastyczniejszych ograniczeń wolności obywatelskich (takie jak domowe kwarantanny niemal całego społeczeństwa, zakaz wchodzenia do lasów, zakaz przemieszczania się) wprowadzono z pogwałceniem Konstytucji RP, która wymagałaby w takich sytuacjach wprowadzenia stanu nadzwyczajnego, konkretnie klęski żywiołowej. Bezprawne były wybory w maju, które się odbyła, a jednak nie odbyły… Dlatego nie dziwi ani trochę opór niektórych obywateli. Choć motywacja tego oporu bywa, niestety, dziwna. I groźna.
Po wprowadzeniu złagodzenia restrykcji, objawił się opór także na ulicach.
Jednak faktycznie zaskakuje treść tych protestów na całym świecie: w Rzymie, w brytyjskich miastach, w tym w Edynburgu i Sheffield, w Australii, w tym w Melbourne. Także dziesiątki tysięcy Niemców w Berlinie. W Polsce przeciwko zamknięciu gospodarki protestowali w swoim czasie przedsiębiorcy. Jak wskazuje the Economist w protestach nie ma jednolitości, można powiedzieć, to istne pandemonium: „antyszczepionkowcy”, aktywiści anty-5G protestujący przeciwko inwigilacyjnemu, policyjnemu państwu, antymaseczkowcy, ale także skrajna prawica z flagą dawnego imperium niemieckiego sprzed 1918 r.
Zgromadzenia naruszały prawo przeciwko zgromadzeniom, bo było na nich np. w Londynie ponad 30 osób.
Temu wszystkiemu towarzyszy przekonanie, że wirus „„nie jest chorobą zakaźną o dużych konsekwencjach”, ale został wykorzystany w „operacji psychologicznej” mającej na celu zamknięcie gospodarki w interesie wielkich korporacji, takich jak firmy farmaceutyczne i telekomunikacyjne. I w tym kontekście pojawia się właśnie nowe słowo: „plandemiczna epidemia”, pandemia to jest realny i niebezpieczny, ale umyślny spisek niektórych złych ludzi lub rządów, mających na celu zarobienie ogromnych pieniędzy albo narzucenie lub rozszerzenie dyktatury. (Taka opcja będzie też prawdopodobnie w Polsce.)
To, że niektórzy celebryci i naukowcy przewidywali wystąpienie pandemii (m.in. cytowany przeze mnie Nassim NicholasTaleb, autor bestselerowego „Czarnego łabędzia”), powoduje, że postrzega się ich jako wiedzących więcej, a nawet jako inspiratorów całego zamieszania. Spotkało to Billa Gatesa, współzałożyciela firmy Microsoft i czołowego filantropa. „Według ankiety przeprowadzonej przez YouGov i Yahoo News, ponad jedna czwarta Amerykanów i 44% Republikanów uważa, że Gates chce użyć szczepionki Covid-19 do wszczepienia mikroczipów pod skórę ludzi. Przemówienie, które wygłosił w 2015 roku, w którym argumentował, że „jeśli cokolwiek zabije ponad 10 milionów ludzi w ciągu następnych kilku dziesięcioleci, prawdopodobnie będzie to wysoce zaraźliwy wirus, a nie wojna”, było oglądane na YouTube ponad 30 milionów razy. Dla wielu jest to dowód winy.”
Symbol spisku ponadpaństwa Q (lic. Depositphotos)
Również dziwaczna teoria spiskowa wspierająca Donalda Trumpa „QAnon”, jest przywoływana w tym kontekście. Zgodnie z nią prezydent Donald Trump prowadzi tajną wojnę z elitą czczących diabła pedofilów. (Kiedyś naczelną burdelmamą pedofilów miała być Hillary Clinton, która w kampanii wyborczej była oskarżana o prowadzenie pizzerii pod przykrywką).
Bardzo charakterystyczne, że o Polsce ta legendarna postać Q, która jest źródłem różnych spiskowych teorii, wypowiedziała się chyba tylko raz, jak podaje Wikipedia: „Według Q Narodowy Bank Polski jest rzekomo kontrolowany przez rodzinę Rotschildów, która w świetle całej teorii konspiracyjnej propagowanej przez Q stanowi jeden z kilku głównych rodów sterujących organizacją przestępczą z którą walczy administracja Donalda Trumpa.” Nic dziwnego, że tutaj, w kraju takim jak Polska, mamy antyżydowski spisek w tle.
The Economist wskazuje na niebezpieczeństwo takich marginalnych, ale głośnych grup: „mogą być wykorzystywane przez inne siły polityczne, ” (skrajna prawica), żywią się innymi podziałami „wojny kulturowej”, „pozostawiając społeczeństwo bardziej podzielone w czasie, gdy wspólne zagrożenie mogło je połączyć. Noszenie maski powinno być środkiem ostrożności dla zdrowia publicznego, a nie polityczną odznaką.”
Po trzecie, kompromitują często właściwy krytycyzm względem państwa, wykorzystującego „kryzysy”, „wstrząsy” dla własnych celów i własnej agendy.
„Ks. Dominik Chmielewski jest twórcą i duchowym przywódcą istniejącej od kilku lat formacji Wojowników Maryi, w której mogą działać wyłącznie mężczyźni. Jej członkowie mówią o sobie, że są armią Boga.”
Zatem nowe słowa czasami są niewinne, ale mogą być także niebezpieczne, tak jak skrajnie niebezpieczni są antyszczepionkowcy, choć płaskoziemcy już mniej, bo ich teorie nie wpływają tak bardzo na praktykę społeczną, jak antyszczepionkowców. Jednak w powszechnym pandemonium wywołanym pandemią, te radykalne grupy stają się bardzo widoczne, zaś hasła coraz głośniejsze. Dlatego uważajmy na słowa.
Jarosław Płuciennik
PS. Artykuł zmieniony nieco ukazał się 11 września 2020 w Tygodniku Łódź, Gazety Wyborczej, w wydaniu papierowym.
PS2. Artykuł ukazał się także na stronach internetowych Gazety Wyborczej 12 września. W dniu, w którym w Warszawie odbyła się manifestacja antymaseczkowców.
Jednak sam koncept „faktoodporności” jest niezwykle ciekawy, bo wskazuje na zjawisko szersze: „wiedzoodporność”. Pisze o tym w znakomitym eseju książkowym Åsa Wikforss pt. Alternativa fakta. Om kunskapen och dess fiender (Fakty alternatywne. O wiedzy i jej wrogach, Fri Tanke, Stockolm 2019). Nie tutaj miejsce, aby opisywać, co jest wiedzą, a co nie, jednak interesujące dla mnie jest odniesienie nie tylko do „alternatywnych faktów” ekipy Donalda Trumpa, ale całościowe podejście do postmodernistycznego przekonania, że prawda jest całkowicie względna i uzależniona od punktu widzenia. W realnym świecie sprowadza się ten pogląd — wywodzący się nota bene z perspektywizmu Nietzscheańskiego — do przekonania, że istnieją jedynie poglądy, przekonania i opinie, oraz że faktom można przeciwstawić zawsze fakty alternatywne. Jako kognitywista często w przeszłości byłem konstruktywistą językowym i uważałem, że olbrzymią rolę odgrywają narracje o rzeczywistości, choć z drugiej strony zawsze byłem także zwolennikiem ucieleśnienia znaczenia, a co za tym idzie, ucieleśnienia prawdy i przekonania. Dlatego przekonuje mnie zarówno Steven Pinker, który namawia świat współczesny do porzucenia perspektywizmu Nietzscheańskiego i jego nihilizmu w książce „Nowe oświecenie” (pol. 2018), jak i Timothy Snyder, który przestrzega w książeczce „O tyranii” (2017) oraz „Drodze do niewolności” (2019) przed kłamstwem autorytaryzmów wszelakich. Moim zdaniem, jako ludzie odpowiedzialni i myślący, powinniśmy wsłuchiwać się w to, co mają nam do powiedzenia badacze kłamstw tyranów tacy jak Hannah Arendt (Korzenie totalitaryzmu, prwd. 1951), George Orwell (1984, prwd. 1949), Viktor Klemperer (LTI, Lingua Tertii Imperii, prw. 1947), Michał Głowiński (o języku PRL), czy ostatnio u nas Katarzyna Kłosińska i Michał Rusinek.
Åsa Wikforss, szwedzka filozofka i nowa członkini Akademii Szwedzkiej, fot. Jesper Sandström [CC BY 4.0]
Åsa Wikforss niedawno została przyjęta do Akademii Szwedzkiej i zajęła fotel nr 7 wcześniej zajmowany przez przewcześnie zmarłą Sarę Danius (pierwszą damą tego fotela była Selma Lagerlöf od 1914 r.). Z tej okazji nowoprzyjęta członkini akademii — jak zwyczaj każe — wygłosiła przemowę (przedrukowaną zarówno przez Dagens Nyheter, jak Svenska Dagbladet 20 grudnia 2019 r.). W tej przemowie zwróciły w sposób szczególny moją uwagę dwa akapity:
„Niezależnie od tego, jak zaawansowani jesteśmy pod względem poznawczym, wiemy, że samotne myślenie jest kruche: łatwo nas podniecają zakorzenione błędy w myśleniu, łatwo mylą emocje. Potrzebujemy siebie nawzajem do korygowania uprzedzeń i błędów, ale także do przestrzegania norm ludzkiego współistnienia i dążenia do lepszego świata. Łatwo jest się zniechęcić, kiedy dziś rozglądamy się po świecie, ale z czasem dostrzeżemy nasz rozwój moralny, na przykład w tym, jak traktujemy kobiety i dzieci, odnosimy się do ludzi z innych kultur lub patrzymy na przestępczość i kary. Musimy być wdzięczni za ten rozwój otwartego społeczeństwa i jego instytucji.
Ważne jest, aby pamiętać o tym w czasach, gdy coraz częściej jego wrogowie kwestionują wiedzę. Rozpowszechniają oni nie tylko dezinformację, która zniekształca nasze myślenie, zniekształca nasze dziedzictwo kulturowe i sprawia, że wierzymy, że pewne grupy ludzi są bardziej godne od innych. Dotyczy to także instytucji wspierających wiedzę i demokrację: wolność badań naukowych, niezależne media i sądownictwo, muzea i biblioteki. W wielu krajach na całym świecie, również w naszym pobliżu, demokracja jest demontowana przez stopniowy demontaż instytucji społeczeństwa demokratycznego. Mówi się w nowym języku i rozpowszechnia przekonanie, że wszyscy mają swobodę mówienia czegokolwiek, a jednocześnie celowo podważa się instytucje, które są nam niezbędne do prawdziwej wolności myślenia i działania.” (przekł. mój JP)
Warto wskazać, że szwedzka akademiczka na pewno ma na myśli także i Polskę, w której trwa atak propagandowy na wszystkie wykształcone elity: gdziekolwiek one jeszcze są, w uczelniach, teatrach, muzeach, sądach, szpitalach, szkołach i mediach. Często gorzej wykształceni krytykują ekspertów i lekceważą np. opinie dziekanów wydziałów prawa uniwersytetów polskich, czy uchwały różnych rad wydziałów. Temu zjawisku — powszechnie pokazywanej przez świat polityki pogardy dla wiedzy — towarzyszy owa „wiedzoodporność” tzw. szerokich rzesz. No i specjalnie tworzony język, który nazywa te niewygodne elity właśnie „elitami”, „elementem animalnym”, „gorszym sortem”, „kastą”, „kolesiami”, „mordami zdradzieckimi”, „przemysłem pogardy”, „ubekami”, „kodomitami” itp. itd.
O tym właśnie nowym języku traktuje u nas nowo wydana książka prof. Katarzyny Kłosińskiej, przewodniczącej Rady Języka Polskiego i prof. Michała Rusinka, członka Rady Języka Polskiego. Książka nosi tytuł „Dobra zmiana.*czyli jak się rządzi światem za pomocą słów”. (Znak, Kraków 2019). „Alternatywne fakty” jako zastępnik zwykłego kłamstwa propagandy ekipy Trumpa to jest wierzchołek góry lodowej w słowniku samego Trumpa, jednak demokracja amerykańska jeszcze nie jest tak zagrożona, bo MABENA jest w niej niemożliwa na taką skalę, na jaką jest możliwa w Polsce. MABENA to jest jedno ze słów ujętych w książce-słowniku wydanym przez Kłosińską i Rusinka. Słownik zawiera 200 słów „dobrozmianowej nowomowy”, ułożonych w 69 hasłach głównych. Językoznawczyni i badacz retoryki (w uproszczeniu takie są także tych autorów role społeczne) zajmują się współczesnym językiem polskim dyskursu publicznego w Polsce po 2015 r. MABENA, czyli „Maszyna Bezpieczeństwa Narracyjnego” miała być wedle prof. Andrzeja Zybertowicza takim oficjalnym specjalnie konstruowanym językiem do narracji o współczesnej Polsce — miał on służyć nade wszystko PR-owi zewnętrznemu, czyli pokazywać „zagranicy” właściwe znaczenie, tego, co się dzieje w Polsce. Sami autorzy książki „Dobra zmiana” piszą, że projektowana przez Zybertowicza i jego zwolenników w prorządowych mediach MABENA nie jest fikcją, że cała ich książka świadczy dobitnie o tym, iż MABENA już działa, to jest inaczej mówiąc machina propagandowa rządu „dobrej zmiany”, to właściwy „przemysł pogardy”. Polecam wszystkim tę książkę, nie tylko filologom wszelkiej maści, ale nade wszystko ludziom zatroskanym o prawdę. To prawda, że „język kłamie głosowi, a głos myślom kłamie”, jak pisał kiedyś Adam Mickiewicz w „Wielkiej Improwizacji” w „Dziadach”, jednak na gruncie eksperckim słowo ciałem się staje, bo przecież wynalazki techniczne biorą się z odkryć naukowych, zaś wiedza medyczna leczy ludzi z chorób. Humanistyka jest konieczna, aby uczyć ludzi nie tylko krytycznego myślenia, ale także logiki i szacunku dla prawdy w dyskursie publicznym. Jeszcze nie ma u nas ludzi odciętych od bibliotek publicznych, jak za czasów Viktora Klemperera w III Rzeszy niemieckiej, kiedy Żydom nie wolno było pożyczać książek z bibliotek. Jeszcze nie ma książek wyłącznie dla Polaków, choć przecież noblistka Olga Tokarczuk jest już wyraźnie wedle MABENY (czyli „przemysłu pogardy dobrej zmiany”) antypolska, polakożercza i w ogóle — politycznie podejrzana. Jeszcze nie pali się książek przeciwników politycznych, jak miało to miejsce w III Rzeszy, choć incydent z urojonymi przeciwnikami religijnymi („Harry Potter”) już miał miejsce, ale Minister Kultury i wielu za nim, mogą z dumą podkreślać, że nie doczytali, albo że nie czytali w ogóle. Pogarda wiedzy i wiedzoodporność. Pogarda dla kultury (politycznej poprawności) i kulturoodporność. Pogarda dla uniwersytetu i wykształcenia. A nam pozostaje czułość i uważna lektura.
Londyn Reklama Billboard Roberta Iceka i teatralnej adaptacji Ducan Macmillan z George Orwella 1984 w dniu 30 maja 2015 w Londynie, UK, fot. Depositphotos