Tag: demokracja

  • Uczelnie i kultura to drogocenne skarby

    Uczelnie i kultura to drogocenne skarby

    Diament na czarnym tle (lic. Depositphotos)

    Kampusy uniwersyteckie są równie ważnym przyczółkiem cywilizacyjnym co drogi kolejowe i infrastruktura komunikacyjna w ogólności. Uniwersytet i demokracja uniwersytecka i wolność badań naukowych i nauczania to są fundamenty kultury Zachodu.

    Jednak, jak donosi David Matthews w Times Higher Education, te fundamenty są podkopywane przez siły odśrodkowe antyunijne. Dobra wiadomość, że narasta opozycja w odniesieniu do planowanego na Węgrzech chińskiego kampusu o wartości wielu miliardów euro. To jest ewidentna część szerszej gry totalitarnych Chin, zmierzającej do zbliżenia się Węgier do Pekinu i zmniejszenia zależności od Unii Europejskiej.

    Formalnie rzecz biorąc, Uniwersytet Fudan jest głównym „publicznym” uniwersytetem badawczym w Szanghaju w Chinach, jednak nieformalnie oznacza to, że totalitarne państwo chińskie ma pełną nad nim kontrolę. To tak jak z poską TVP, formalnie jest to nadawca publiczny, jednak jej stronniczość jest ewidentna i wykazywana przez wielu obserwatorów. Jak można się przekonać, Fudan jest to jeden „z najbardziej prestiżowych i elitarnych uniwersytetów w Chinach”. Jego początki nominalne sięgają jeszcze czasów cesarskich w 1905 r.

    Obecnie Chiny i Rosja stają się coraz bardziej podejrzane w Unii Europejskiej. Jednak polityka Orbana jednoznacznie wskazuje na ocieplanie relacji z tymi dwoma autorytaryzmami (z Rosją już od dawna).

    Węgry Orbana zgodziły się na finansowaną przez Chiny kolej między Budapesztem a Belgradem, przyjęły chińskie szczepionki przeciw COVID-19. Ale gdyby tego było mało, w zeszłym miesiącu Urbanowski rząd zawetował rezolucję UE potępiającą represje Chin w Hongkongu.

    Wiktor Orban — szykując się do prawdopodobnej utraty władzy na Węgrzech — stara się nie tylko przejąć uniwersytety, w istocie je prywatyzując i oddając we władanie podporządkowanym sobie fundacjom, to jeszcze na dodatek wiąże się finansowo z szemranymi autorytatywnymi źródłami. Jak pisze David Matthews z THE, cytując ekspertów od Węgier: „rząd szuka alternatywnych źródeł pieniędzy”, wyprzedzając także niejako negatywne ruchy ze strony Unii Europejskiej.

    Według danych Węgry będą musiały wziąć 1,3 miliarda euro (niemal 5,9 mld złotych) chińskiej pożyczki na pokrycie kosztów budowy Campusu chińskiego uniwersytetu na uchodźstwie…

    Wieczorny Budapeszt z góry… Węgry (fot. lic. Depositphotos)

    Wedle umów podpisywanych na Węgrzech głównym beneficjentem tych kredytów mają być też chińskie firmy. Zatem summa summarum zapłacą za wszystko Węgrzy swoimi podatkami.

    A sprawa jest niezwykle ważna dla zamożnych beneficjentów Uniwersytetu z Chin: studentami mają być właśnie bogate dzieci bogatych chińskich rodzin. Chińscy wykładowcy mają też otrzymywać niebotyczne zarobki.

    Campus planuje się na 6000 do 8000 studentów. Co w skali samego uniwersytetu-matki, który ma tych studentów ok. 30000, jest dużą liczbą.

    Przeciwnikiem inicjatywy rządowej jest jednak burmistrz Budapesztu, Gergely Karácsony.

    Szczególnie oburzające w całej sprawie — i jakże symboliczne — jest zaproszenie chińskiego campusu po tym, jak „wyrzucono” z Budapesztu Uniwersytet Środkowej Europy (CEU, czyli Central European University). A znamienne jest też i to, że w 2019 roku Fudan wykreślił hasło „wolność myśli” ze swojego statutu i dodał przysięgę lojalności wobec rządzącej partii komunistycznej. Pomijam tutaj inne zarzuty sięgające po wiadomości od służ specjalnych.

    Mam nadzieję, że po zmianie władzy na Węgrzech w 2022 r. i wyrzuceniu do kosza umów z Chinami, te nie zwrócą się do Polski jako najbliższego sojusznika polityki rosyjskiej Putina, a jednocześnie członka UE. Byłoby to fatalne z wielu względów. Rosyjskie szczepionki i chińskie szczepionki to jest papierek lakmusowy wiarygodności. Kampusy uniwersyteckie są równie ważnym przyczółkiem cywilizacyjnym. Uniwersytet i demokracja uniwersytecka i wolność badań naukowych i nauczania to są fundamenty kultury Zachodu. Dbajmy o uczelnie i kulturę.

  • Projekt demokracji Unii Europejskiej – wzrasta czy więdnie?

    Projekt demokracji Unii Europejskiej – wzrasta czy więdnie?

    Warszawa, Polska. 7 stycznia 2020 r. Herb Polski i metalowa tabliczka „Sąd Najwyższy” na Placu Krasińskiego. (fot. grand-warszawski, lic. red. Depositphotos)

    Link do programu

    Szanowni Państwo,
    Wiem, że mało osób zna szwedzki, ale może ktoś jednak się skusi na debatę w serii seminariów „On State” [o państwie]
    pod tytułem:

    Projekt demokracji Unii Europejkskiej – wzrasta czy więdnie?

    Serdecznie zapraszam.

    5 maja 2021, godz. 11:00-16:30 z przerwą na lunch 12:00-13:00.

    Idea UE jako projektu demokratycznego jest punktem wyjścia dla współpracy europejskiej. Ale co dzieje się z tym projektem, gdy siły antydemokratyczne są coraz to silniejsze i coraz częściej pojawiają się kraje zmierzające w stronę autokratyczną?

    W czasie trwającej pandemii obywatele Europy stracili demokratyczne prawa, zamknięto granice, a stosunki między krajami naznaczone są podejrzliwością. Jednocześnie demokracja w Polsce i na Węgrzech jest demontowana. Co stanie się z UE jako projektem demokratycznym, jeśli ten trend się utrzyma?

    Udział w dyskusji biorą:
    Staffan I. Lindberg, profesor politologii Uniwersytetu w Göteborgu oraz dyrektor Instytutu V-Dem,
    Veronica Palm Była poseł i poseł do Parlamentu Europejskiego (S),
    Sofie Blombäck, doktor nauk politycznych, starszy wykładowca w Katedrze Nauk Humanistycznych i Społecznych Uniwersytetu środkowej Szwecji
    Jarosław Płuciennik, profesor nauk humanistycznych na Wydziale Filologicznym, w Instytucie Kultury Współczesnej Uniwersytetu Łódzkiego,
    Gabriel Byström, dyrektor generalny szwedzkiego radia, dziennikarz i autor.

    Demokratiprojektet EU – växande eller vissnande?
    Forskning
    Kultur & språk
    Samhälle & ekonomi

    Idén om EU som demokratiprojekt är utgångspunkten för det europeiska samarbetet. Men vad händer med denna grundval när antidemokratiska krafter tränger sig på, och allt fler länder rör sig i autokratisk riktning?

    Link do programu i rejestracji tutaj:

  • „Odwaga widzenia” i „odwaga bycia”. O wizję Polski wołanie na puszczy

    „Odwaga widzenia” i „odwaga bycia”. O wizję Polski wołanie na puszczy

    Zdjęcie z ceremonii inauguracyjnej Joe Bidena na koncie Instagram Amandy Gorman, Capitol, Washington 20 stycznia 2021. Konto ma już ponad pół miliona obserwujących (stan z 22 stycznia 2021). Jej konto na Twitterze ma już 1,3 mln obserwatorów (zdjęcie JP)

    Z wielkim zainteresowaniem kilkakrotnie wysłuchałem recytacji 22-letniej poetki Amandy Gorman na inauguracji prezydentury Joe Bidena 20 stycznia 2021 r. Nie tylko dlatego, że jest jedną z trzech poetek, które miały zaszczyt na amerykańskich inauguracjach prezydenckich wystąpić i nie tylko dlatego, że jest najmłodszą poetką w tym krótkim szeregu. Także nie dlatego, że jest świetną poetką, ta poezja nie jest jeszcze na tyle dojrzała, żeby zachwycała swoim formalnym wyrafinowaniem. Jej recytacja była na pograniczu hip-hopowego slamu poetyckiego a przemówieniem.

    Jednak dwa wątki w zakończeniu zwróciły moją uwagę. Ten finał jest naprawdę genialny:

    For there is always light,
    if only we’re brave enough to see it.
    If only we’re brave enough to be it. (źródło The Guardian,

    Bo zawsze jest światło,
    gdybyśmy tylko odważyli się je zobaczyć.
    Gdybyśmy tylko odważyli się być nim. (tłum. JP)

    W tym trzech wersach streszczają się jakże krótko i zwięźle dwie idee filozoficzne: „democracy to come” Jacquesa Derridy oraz „odwaga bycia” Paula Tillicha. O odwadze bycia pisałem w swojej ostatniej książce z 2019 „Odwaga poetyki”, nie będę tego tutaj powtarzał.

    Okładka książki autora „Odwaga bycia” (WUŁ, Łódź 2019)

    Ale wielu komentatorów zwraca uwagę na obecność w tym poemacie trudnej przecież idei Derridy demokracji, która nadchodzi, „przyszłej demokracji”. Wedle komentatorów (Masha Gessen, Amanda Gorman’s Inaugural Poem is a stunning vision of democracy, New Yorker 21.01.21), demokracja u Derridy jest obietnicą demokracji, obietnicą jako taką, istotą demokracji jest obietnica. Demokracja innym słowy jest aspiracją, projektem, rzutowaniem przyszłości na teraz i w przyszłość. Ilekroć pojawia się kwestia demokracji jest ona w tym poemacie „opóźniona”. (Gissen, op. cit.) Demokracja innymi słowy jest wizją.

    We’ve learned that quiet isn’t always peace,
    and the norms and notions of what “just” is isn’t always justice.
    And yet, the dawn is ours before we knew it.

    Dowiedzieliśmy się, że cisza nie zawsze jest spokojem,
    a normy i pojęcia dotyczące tego, co „sprawiedliwe” nie zawsze są sprawiedliwością.
    A jednak świt jest nasz, zanim się zorientowaliśmy. (przekł. JP)

    Bo prawdziwy naród nie może być złamany, jeśli jest nieskończony, nie-do-kończony. Naród jest także obietnicą i zadaniem. Jakże nowoczesne pojmowanie narodu, społeczności, obywatelstwa.

    W tym kontekście kluczowy jest fragment następujący:

    Scripture tells us to envision that everyone shall sit under their own vine and fig tree and no one shall make them afraid.
    If we’re to live up to our own time, then victory won’t lie in the blade, but in all the bridges we’ve made.
    That is the promise to glade, the hill we climb, if only we dare.
    It’s because being American is more than a pride we inherit.
    It’s the past we step into and how we repair it.

    Pismo mówi nam, abyśmy wyobrazili sobie, że każdy usiądzie pod własnym drzewem winnym i figowym, i nikt nas nie będzie niczym straszył.
    Jeśli mamy dorównać naszym własnym czasom, zwycięstwo nie leży w ostrzu broni, ale we wszystkich mostach, które zbudowaliśmy.
    To jest obietnica polany, wzgórza, na które się wspinamy, jeśli tylko się odważymy.
    To dlatego, że bycie Amerykaninem to więcej niż duma, którą dziedziczymy.
    To przeszłość, w którą wkraczamy i to, jak ją naprawiamy.

    Amanda Gorman, aboslwentka Harvarda, powołuje się na Biblię i wydobywa z niej dobrą nowinę, obietnicę przyszłości, światło przyszłości, odwagę bycia w tym świetle i kroczenia do przodu. Odwagę wizji.

    Mogę tylko zapytać, dlaczego wśród polskiej opozycji mało jest takiej wizji, jaką zaprezentowała młoda amerykańska poetka. Wprost można powiedzieć, że większość polskiej sceny politycznej zdominowały partie, które chcą jakiejś formy przeszłości, a przeszłość trzeba naprawiać i patrzeć w przyszłość, i przyszłość nas woła. Musimy działać już teraz nie za trzy lata, bo choćby zegar katastrofy klimatycznej tyka do 2030 roku, nie ma się co oglądać na przeszłość. Można powiedzieć, że jedynie Szymon Hołownia ma wyrazistą wizję, może dlatego, że jest z pokolenia czterdziestolatków, nieskażonych cynizmem PRL? Może dlatego, że jest dziennikarzem, napisał przynajmniej dwie wizjonerskie książki jedna to „Boskie zwierzęta”, druga to „Fabryka jutra. Jak postanowiłem rzucić wszystko i uratować świat mojej córki”. Nie dlatego to piszę, że Hołownia mnie przekonuje. Ale dlatego, że widzę, dlaczego przyciąga różnych ludzi. Niepokoi mnie nazbyt duża różnorodność zaplecza, które teraz chaotycznie zbiera, ale ten człowiek ma jakąś wizję. Nie znajduję jej w Koalicji Obywatelskiej pomimo to, że długo stanowiła dla mnie nadzieję. Powinniśmy uczyć się od tej amerykańskiej poetki, która studiowała także przemówienia amerykańskich prezydentów. I socjologię. Nie jest sentymentalną i patetyczną czarnoskórą celebrytką. Jest kobietą z krwi i kości, której „nie wystarczy chleba”, która żąda niemożliwego, odwagi spojrzenia i odwagi bycia. Miejmy i my w Polsce taką odwagę.

    Odwaga wspinania się na góry, odwaga bycia, odwaga działania (fot. Depositphotos)

    PS. 23 stycznia 2021 zmieniony artykuł ukazał się w Gazeta Wyborcza.

  • Bez żadnego trybu i lojalni pułkownicy?

    Bez żadnego trybu i lojalni pułkownicy?

    Uzbrojeni policjanci (fot. lic. Depositphotos)

    Określenie „bez żadnego trybu” oznacza pogwałcenie reguł, prawa, procedur. Jest synonimem arogancji władzy, depczącej parlamentaryzm i demokrację, tudzież dyplomację. Zgadzam się, że takie działanie np. policji na ulicach polskich w odniesieniu do manifestantów jest skandaliczne i przypomina najgorsze praktyki reżimów totalitarnych. Ale ów tryb „bez żadnego trybu” odbywa się czasami mniej spektakularnie, bez świateł i fleszy, w zaciszach gabinetów ministerialnych czy rektorskich.

    Urzędnicy w labiryncie (fot. lic. Depositphotos)

    W Ministerstwie Edukacji i Nauki Przemysława Czarnka nikt nie komentuje najnowszych, gorszych niż przed 2016 r., wyników polskiej młodzieży w międzynarodowych badaniach, nikt też nie zajmuje się znikającymi uczniami i nauczycielami podczas zdalnigo nauczania w pandemicznej Polsce, ale Minister zapowiada 9 grudnia „pakiet wolności akademickiej”, który ma otworzyć uczelnie na „pluralizm światopoglądowy”. Ministrowi mylą się sądy naukowe z opiniami światopoglądowymi, bo chce zapewnić swoich znajomych z „Ordo Iuris”, a antyszczepionkowców i płaskoziemców, że będą mogli korzystać z autorytetu nauki i akademii. Wolność nauki w Polsce ma się świetnie. Ale Czarnek chce to zmienić.

    Ale jednocześnie ruszyła pogłoska w świat uczelni, że będzie korekta listy czasopism i listy wydawnictw. Hurra! Super! Może ten minister nie jest taki zły, on chce przecież dobrze, podniesie punktacje. No i machina ruszyła. Wszystkie możliwe jednostki naukowe zaczęły produkować dokumenty z postulatami podniesienia punktacji tu i tu, i tu. I tu.  

    Czy tak to powinno wyglądać? Czy tak powinny wyglądać konsultacje środowiskowe, przez plotkę, szeptane wieści i niejasne sugestie? Przecież ma być nowelizacja Ustawy, nazywanej propagandowo przez Gowina „Konstytucją dla Nauki”, albo „Ustawą 2.0”. Gowin nawet symulował szumne konsultacje objeżdżając Polskę z wielkimi jak pół człowieka czekami z kartonu.

    Debata i dyskusja (fot. Depositphotos)

    Przecież ma być manipulacja punktami. I co? Gdzie są rektorzy polskich uczelni? To jest działanie bez żadnego trybu Czarnka i podległemu mu ministerstwa. Może chodzi o to, żeby, jak już będzie procedowanie tego przeklętego „pakietu wolności akademickiej” (wolności, która jeszcze ma się dobrze w Polsce), nagle ogłosić „dobrą twarz” ministra, który podnosi zaniżoną punktację czasopism i wydawnictw.

    Zatem zamiast stworzyć przejrzysty system, procedury, oparte nie tylko na bezdusznych parametrach, tradycyjnych i alternatywnych, ale także na autorytecie demokratycznych, samorządnych środowisk naukowych i akademickich, wchodzimy w nieczystą grę ministerstwa „bez żadnego trybu”.

    Ponawiam pytanie: dlaczego milczą rektorzy? Czy dlatego, że chcą wyglądać jak lojalni pułkownicy? Czy wszyscy rektorzy mają zachowywać się jak rektor KUL, prześladujący uznanego profesora i etyka z własnej uczelni, który „śmie zajmować stanowisko publiczne” w publicznej debacie i na dodatek poręcza za ofiarę nielegalnych działań policji? (ks. Prof. Alfred Wierzbicki)

    A może trzeba pamiętać o tym, że jeszcze mamy autonomię uczelni, choć została ona już nadszarpnięta przez Gowinowską pseudoreformę. Ale jednak tak źle jak w Turcji jeszcze nie mamy… czyż nie?

    Jak donosi o sytuacji tureckiej David Matthews w Times Higher Education 15 grudnia 2020: ponad 50 rektorów bez międzynarodowych publikacji nieustannie tweetuje prorządowe przesłania, co powszechnie widziane jest jako odzwierciedlenie zmniejszającej się wolności akademickiej w tym kraju. Autor powołuje się na opublikowany 9 listopada br. szesnastostronicowy Raport Zarządu tureckiej Akademii Nauk na temat wolności akademickich w 2019-2020 w Turcji. Autorzy przywołują na wstępie wypowiedź z 4 września 2020 Roberta Spano, Prezesa Europejskiego Trybunału Praw Człowieka (ECHR). W nim możemy przeczytać:

    „Świat akademicki musi odgrywać rolę w demokracji. Kluczowe znaczenie ma krytyczna i niezależna myśl, ponieważ nie ma demokracji bez debaty i sprzeciwu. Każdy człowiek musi mieć możliwość swobodnego myślenia, aby móc się rozwijać i kwitnąć. Społeczeństwo nie może się rozwijać bez krytycznego zaangażowania swoich obywateli. Osoby sprawujące władzę nie mogą ograniczać wolności słowa i muszą bardzo ostrożnie ograniczać zdolność osoby do wyrażania siebie. Ingerencje w to prawo są dopuszczalne tylko w wyjątkowych okolicznościach. W szczególności wolność akademicka jest chroniona na mocy Artykułu 10 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka. W związku z tym chroni wolność słowa i działania, wolność rozpowszechniania informacji oraz wolność prowadzenia badań i rozpowszechniania wiedzy i prawdy bez ograniczeń.”

    W Turcji nade wszystko pogwałcono autonomię uniwersytecką przez fakt powoływania przez Prezydenta Turcji wszystkich rektorów, publicznych uczelni i prywatnych. I oczywiście Prezydent Erdogan powołał rektorów, którzy, tak jak minister Czarnek, nie są jakoś szczególnie widoczni w środowisku naukowymi dokonaniami (jakkolwiek liczonymi, bo pan minister ledwo zdobył habilitację na KUL, ale jest niezwykle majętnym mieszkańcem Lublina i prowadzi intensywne życie towarzyskie), ale są za to lojalnymi pułkownikami.

    Yes Sir! (fot. Depositphotos)

    Według badaczy z tureckiej Akademii Nauk: wystąpiła znacząca korelacja między słabymi wynikami badań a aktywnością w mediach społecznościowych, a ponad trzy czwarte rektorów z indeksem H równym zeru tweetowało ponad 100 razy dziennie, gdy badano to w zeszłym roku. Tweety zazwyczaj był pochwalne, jeśli idzie o posunięcia Erdogana. Treść dotyczy ich wizyt, usług hotelarskich dla członków rządu i innych osób oraz działania ze stowarzyszeniami bliskimi rządowi, jako sposobowi na promocję uniwersytetu. „Posty te zawierały również oświadczenia pokazujące ich poparcie i lojalność wobec rządu i prezydenta R. Tayyipa Erdoğana, który mianował ich rektorami”.

    Styl Erdogana? (fot. Depositphotos)

    Artykuł w THE kończy się znamiennie, przywołaniem wyników raportu, wedle którego 17 tureckich uniwersytetów powierzono teologom (jeszcze w 2014 roku, nie był wśród rektorów żadnego). Turecka Rada Szkolnictwa Wyższego nie odpowiedziała na prośbę redakcji THE o komentarz.

    Czy daleko nam do tych „standardów”? Uważam, że zgoda na działania bez żadnego trybu ministra Czarnka i jego ministerstwa to jest zbliżanie nas do ciemnej rzeczywistości tureckich „lojalnych poruczników”… Gdzie jest głos autonomicznych uniwersytetów? Gdzie jest głos rektorów?

    PS. 15 grudnia 2020 zmieniona forma tego artykułu opublikowała Gazeta Wyborcza

    PS2. Znane jest mi stanowisko KRASP z listopada. Problem w tym, że minister Czarnek jak gdyby nigdy nic wrócił do swojej propozycji 9 grudnia. No i rozpoczęto nieoficjalne działanie zmieniające punktację za działalność naukową.