Tag: apokalipsa

  • Obserwatorium Nordyckie w Łodzi: Ragnarok Teatru Chorea

    Obserwatorium Nordyckie w Łodzi: Ragnarok Teatru Chorea

    Postapokaliptyczna sceneria (lic. Depositphotos)

    Tym razem Obserwatorium Nordyckie przeniosło się do Łodzi. Skusił mnie tytuł – Ragnarok – obiecujący spotkanie z nordycką mitologią, wielką bitwą bogów i końcem świata, który jest zarazem nowym początkiem. Wchodząc do Fabryki Sztuki, miałem więc w pamięci obrazy Odyna, Thora i Fenrira.

    Rozczarowanie przyszło szybko – spektakl tylko tytułem nawiązuje wprost do nordyckich motywów. Ale to rozczarowanie okazało się zaczarowaniem. Zamiast patetycznej sagi zobaczyłem patchworkową opowieść o współczesności – rozbitą, poszarpaną, składającą się z fragmentów, jak nasz świat bombardowany przeskokami i rozproszeniem mediów społecznościowych.

    Kreacje aktorskie wciągały. Szczególnie mocne były momenty autokomentarza, kiedy walka o uwagę widza stawała się integralnym elementem spektaklu. Muzyka i śpiewy Chorei – jak zwykle – robiły ogromne wrażenie. „Stabat Mater” w ich wykonaniu brzmiało genialnie, przeszywająco.

    Najbardziej poruszająca była jednak storytellingowa część – opowieść Tomasza Rodowicza o wyprawie do Laponii. To historia prawdziwa, z czasów Gardzienic, pełna zimowego trudu, zachwytu nad zorzą polarną oraz kulturą Sami i prostego odkrycia, czym jest dom. Ten motyw – domu i ognia – powracał przez cały spektakl, splatając się z innymi głosami i obrazami.

    Chorea – w charakterystycznym dla siebie stylu – stworzyła widowisko medytacyjne. Ten „teatr uważności”, rozwijany w duchu poszukiwań Grotowskiego, tutaj zyskał współczesną postać: rozedrgany taniec, nagłe kontrasty muzyczne, fragmentaryczne obrazy i chwile ciszy. Wszystko w stanie „głębokiego bardo”.

    Ale była też scena, która poruszyła mnie zupełnie prywatnie. Aktorzy rozdawali widzom kanapki. Kiedyś w teatrze alternatywnym miało to funkcję niemalże komunii – gestu wspólnoty, dzielenia się chlebem, symbolicznego włączenia publiczności w rytuał. Tym razem jedna z kanapek trafiła do mojego wiecznie głodnego nastolatka. Byłem wdzięczny za to bardzo prozaiczne nakarmienie, ale jeszcze bardziej za to, że syn – po krótkiej drzemce na początku – nagle się ożywił. Wyszedł z teatru pobudzony i pełen komentarzy. Jeśli teatr potrafi rozbudzić ciekawość nastolatka, to znaczy, że jego misja się powiodła. I to wcale nie dzięki tej kanapce, raczej fragmentaryczna rozedrgana poetyka wpisuje się lepiej w sposób odczuwania nowych pokoleń.

    Na koniec spektaklu pojawił się jeszcze jeden znaczący ton: zmechanizowane formy gry aktorskiej, przypominające tryby wielkiego zegara czy konwulsyjne automaty, zdawały się zapowiadać świat zdominowany już nie tylko przez rytuały i konwencje, ale także przez sztuczną inteligencję – algorytmy i automatyzację, które przejmują rolę przewodników naszych zbiorowych narracji.

    Można odnieść wrażenie, że Chorea, być może nie do końca świadomie, zarysowuje wizję nowego Ragnaroku. W tej wersji nie walczą ze sobą bogowie Asgardu i Jotunheimu, ale siły technologii i wyobraźni. Zamiast Odyna i Thora mamy sieci neuronowe, automatyzację i cyfrowe rytuały, które próbują nadać kształt światu po katastrofie. Sztuczna inteligencja staje się jednocześnie narzędziem zagłady i początkiem czegoś innego – nowego rodzaju wspólnoty, być może symbiotycznej, być może wrogiej człowiekowi.

    Łódzki Ragnarok to więc nie mitologia, lecz przypowieść. I to taka, która rezonuje z naszymi czasami: pyta o możliwość odrodzenia, o sens wspólnoty, o naturę domu, ale także o to, kto lub co będzie uczestnikiem „nowego początku”. Bogowie dawno umarli, a ich miejsce zajmują technologie.

    Misją Obserwatorium Nordyckiego – i jego sensem – jest obserwowanie wątków nordyckich we współczesnej kulturze. Tym razem znalazły się one w łódzkiej Fabryce Sztuki, gdzie Ragnarök nie dotyczył końca świata bogów, lecz początku świata maszyn i ludzi.

    Być może nasz Ragnarök już trwa – na ekranach, w sieciach i w algorytmach, które codziennie współtworzą nasze życie.

    Teatr Chorea
    Ragnarok
    reżyseria, choreografia: Adrian Bartczak
    scenografia, kostiumy: Marta „El Bruzda” Góźdź
    muzyka: Tomasz Krzyżanowski
    reżyseria światła: Tomasz Krukowski
    konsultacje choreograficzne: Annabelle Bonnéry 
    obsada: Janusz Adam Biedrzycki, Maja Caban, Joanna Chmielecka, Michał Jóźwik, Małgorzata Lipczyńska, Anna Maszewska, Tomasz Rodowicz
    premiera: 23.04.2022

  • Wzniosłość i katastrofa klimatyczna

    Wzniosłość i katastrofa klimatyczna

    Wzniosłość i katastrofa klimatyczna

    Oglądanie katastrofy (fot. lic. Depositphotos)

    „Jaka piękna katastrofa!” To może być okrzyk prawdziwego zachwytu nad wspaniałą konstrukcją dramaturgiczną w teatrze podczas spektaklu, powiedzmy, oglądając „Hamleta” Szekspira. Wydaje się, że katastrofa, jako zwrot akcji, jest estetycznie interesująca, ciekawa i zajmująca. Ale katastrofa jako zniszczenie, kompletny upadek, potocznie rozumiana „apokalipsa” powinna przecież być postrzegana w kategoriach raczej przerażenia, trwogi. No i może przez część ludzkości jest tak postrzegana. Jednak inna część przygląda się spektaklowi, bo to co się dzieje na scenie, „ich nie dotyczy”.

    Kategoria piękna już w XVIII wieku, kiedy rodziła się „estetyka” jako dyscyplina wiedzy, często zastępowana była starożytną kategorią wzniosłości. Ta kategoria jest obecna w retoryce od antyku, jest prawie tak stara jak nasza era, ale dopiero XVIII wiek uczynił z niej modne słowo, zwłaszcza w Europie Zachodniej, a jeszcze bardziej na Wyspach Brytyjskich. Tam właśnie żył i pisał Edmund Burke, który przeszedł do historii nie jako teoretyk estetyki wzniosłości, ale jako praktyk i teoretyk konserwatyzmu politycznego, był także aktywnym konserwatywnym politykiem i jego refleksje na temat rewolucji francuskiej stały się klasyką analiz konserwatywnych.

    Jego właśnie przypomina w tym tygodniu The Economist w odredakcyjnym wstępniaku poświęconym katastrofie klimatycznej. „A 3°C world has no safe place”. The Economist, 24 lipiec 2021. (link tutaj) Burke opublikował „A Philosophical Enquiry Into The Origin Of Our Ideas Of The Sublime And The Beautiful” w 1757. The Economist zwraca uwagę na wcześniejsze doświadczenie autora tej fundamentalnej rozprawy w 1745 r., kiedy dane mu było w Dublinie obserwować rzekę Liffey wylewającą z brzegów i podmywającą fundamenty domu, w którym siedział. Wtedy miał doznać młody Edmund Burke niejednoznacznego, tajemniczego doświadczenia dreszczu. „Człowiek, który miał później założyć nowoczesny konserwatyzm, czerpał inspirację z tego doświadczenia w późniejszym eseju na temat wzniosłości, pisząc o niezrównanej radości, jaką może wywołać straszliwe zniszczenie — pod warunkiem, że ogląda się je z pewnej odległości.”

    Sporo o tym już pisałem, nie chcę się powtarzać, ale katastrofa obserwowana z bezpiecznego miejsca jest niezwykle ekscytująca. Przypomnijcie sobie państwo te długie godziny przed telewizorem w obserwacji walących się wież World Trąd Center w 2001 r. „Jaka piękna katastrofa…”

    Autorzy wstępniaka w The Economist przypominają rzeczne doświadczenie Burke’a z powodzią z powodu — oczywiście — ubiegłotygodniowych powodzi i burz w Europie Zachodniej oraz pożarów w Ameryce. Negacjoniści klimatyczni mogą oczywiście wskazywać, że w wielu krajach tegoroczne lato jest wyjątkowo zimne, argumentując: „jakie globalne ocieplenie?!”. Jednak fakty są przerażające zwłaszcza w miejscach dotychczas wyjątkowo zimnych (Arktyka, Antarktyka, Skandynawia Północna, Syberia), albo nadzwyczajnie ciepłych. To co się szykuje (globalne ocieplenie zbliżające się do 3 stopni C, choć na razie 1 stopień C więcej niż za czasów powodzi Burke’a) sprawi, że nie będzie miejsc bezpiecznych, nie będzie gdzie umościć się jako widz spektaklu o nazwie: „jaka piękna katastrofa”.

    O wzniosłości napisałem kilka książek, zwłaszcza „Infinity in Language”, „Retoryka wzniosłości w dziele literackim” oraz „Figury niewyobrażalnego”, zajmuję się nią od strony literackiej i kulturowej od prawie ćwierćwiecza. Nie sądziłem, że wróci do mnie w takim kontekście.

    Antropologia Burke’a nie była optymistyczna, widział on w człowieku wielkość, ale i zło. Podobnie jak polski, litewski, białoruski, żydowski, wielokulturowy Adam Mickiewicz:

    Człowieku! gdybyś wiedział, jaka twoja władza!
    Kiedy myśl w twojej głowie, jako iskra w chmurze,
    Zabłyśnie niewidzialna, obłoki zgromadza,
    I tworzy deszcz rodzajny lub gromy i burze;
    Gdybyś wiedział, że ledwie jednę myśl rozniecisz,
    Już czekają w milczeniu, jak gromu żywioły,
    Tak czekają twej myśli – szatan i anioły;
    Czy ty w piekło uderzysz, czy w niebo zaświecisz;
    A ty jak obłok górny, ale błędny, pałasz
    I sam nie wiesz, gdzie lecisz, sam nie wiesz, co zdziałasz. (Duch w Prologu Dziadów III)

    Człowiek to wielka możliwość kreacji, ale też fatalność zniszczenia. Jeszcze nie jest za późno, tylko musimy zrozumieć, że niedługo nie będzie już widowni, wszystko zamieni się w scenę wielkiej katastrofy.

    zrzut ekranu ze wstępniaka The Economist (fot. JP)
  • Uniwersytet spolegliwy w czasie kwarantanny

    Uniwersytet spolegliwy w czasie kwarantanny

    Uniwersytet spolegliwy w czasie kwarantanny

    „Świat stanął na głowie”, „to jest koniec świata takiego, jaki znamy”, „giełdy pikują do poziomów z czasów kryzysu finansowego w 2008”, „musimy przejść przez kwarantannę konsumpcji” — to jest garść „pokruszonych obrazów” różnych dyskursów, które nas dzisiaj otaczają. Wszyscy mamy już chyba świadomość, że to co przeżywamy jako ludzkość w skali globalnej w wyniku zaistnienia pandemii COVID-19 pozostaje bez precedensu. Starsi ode mnie oraz ludzie w moim wieku próbują tę zmianę ogarnąć poprzez analogię do wprowadzenia stanu wojennego w 1981 r. przez generała Jaruzelskiego. Bo zamknięte granice, puste ulice, loty zawieszone, utrudnienia w przemieszczaniu się, ale też anegdotyczne braki w zaopatrzeniu, albo strach przed nimi np. osławionego papieru toaletowego. Zmiana jest realna i dotyka nas na co dzień. Chciałem wczoraj kupić coś w aptece, stałem razem z innymi czterema osobami przed wejściem do niej, każde z nas pozostawało w odległości metra od siebie, była stosunkowo mała kolejka, ale rozciągnięta. Dziwny świat.

    Jednocześnie wiadomo, że ta zmiana nie będzie krótka. Może to początek zmiany. Niewiele wiadomo, ale na pewno świat nie będzie taki jak zwykle.

    Uniwersytet zawsze był odpowiedzialną wspólnotą uczonych i studentów. Łacińskie Universitas to społeczność długiego trwania w zmieniającym się świecie. Na Uniwersytecie Łódzkim trwa niby normalnie proces wyborczy, wybrani zostali na niektórych wydziałach elektorzy, na innych ten proces ciągle trwa. Procedury zgłaszania przeszły już w sferę cyfrową, papierowe zgłoszenia muszą poczekać. Ogłaszają się kolejni kandydaci. Formalnie przedłużono kalendarium wyborcze o dwa tygodnie. Miał ten proces skończyć się pod koniec maja, teraz może w połowie czerwca?

    Jednocześnie Uniwersytet Łódzki jak większość uczelni w Polsce i na świecie przechodzi przyśpieszony kurs nowoczesnych metod kształcenia (się) na odległość. Za chwilę połączę się po raz kolejny z jedną z moich grup studenckich i poprowadzę webinarium w sieci w formie wideokonferencji. To nie będzie starożytny sympozjon, nie będziemy mieć przerwy kawowej, a jeśli, to każdy z nas w swoich miejscach zamieszkania zaparzy sobie kawę sam. Sympozjon musi ustąpić tańszej i jedynej możliwie formie spotkania wirtualnego. Jeden z moich magistrantów łączył się na wczorajszym „webinarium-seminarium magisterskim” z akademika i słychać było w tle budzącego się kolegę.

    Stoimy w obliczu niesłychanych wyzwań. „Kwarantanna konsumpcji”, którą teraz w skali globalnej przechodzimy ma swoje dobre strony nie tylko dlatego, że nasz „ślad węglowy”, rozmiar zniszczenia naszego otoczenia naturalnego, jest nieco ograniczony: np. Chiny przestając produkować w dotychczasowej skali w wyniku epidemii, przestały także się i nas truć. Kiedy nie latamy po świecie ślad CO2 jest też mniejszy. Kiedy nie jeździmy do pracy, energii zużywamy mniej.

    Zmieniamy jednak także naszą mentalność.

    A którzy czekali błyskawic i gromów,

    Są zawiedzeni.

    A którzy czekali znaków i archanielskich trąb,

    Nie wierzą, że staje się już.

    Dopóki słońce i księżyc są w górze,

    Dopóki trzmiel nawiedza różę,

    Dopóki dzieci różowe się rodzą,

    Nikt nie wierzy, że staje się już.

    Tylko siwy staruszek, który byłby prorokiem,

    Ale nie jest prorokiem, bo ma inne zajęcie,

    Powiada przewiązując pomidory:

    Innego końca świata nie będzie,

    Innego końca świata nie będzie.

    Pisał dawno temu Noblista Czesław Miłosz. Ale tam u niego pojawiają się normalne sceny z życia codziennego. Dzisiaj widzimy sceny niecodzienne. „Świat staje na głowie”.

    To jest koniec świata, jaki znamy. Uniwersytet musi na pewno odpowiadać na nowe wyzwania, na przykład przemyśleć swoje metody  kształcenia na nowo. E-learning jest od dawna przecież, ale skala nowego zjawiska, masowość różnych jego form stwarzają nową jakość. Jednocześnie pojawiają się nowe problemy lokalne, polskie i światowe zarazem. Trzeba będzie np. zastanowić się, jak rozwiązać problemy części naszych studentów np. z Ukrainy, którzy także pracują w Łodzi oraz w Polsce, i którzy nie mogą teraz normalnie funkcjonować. Społeczność lokalna, polska i łódzka, bazuje także na pracownikach, którzy niedługo będą w absolutnym kryzysie przeżycia, bo stan wyjątkowy, który właśnie przechodzimy uderza w tych, którzy zatrudniani byli na niedobrych zasadach.

    Dlatego nie możemy udawać, że „wszystko jest po staremu”. Mamy niby kalendarium wyborcze na Uniwersytecie, mamy już niektóre ciała (np. Komisje Wyborcze, niektórych elektorów), mamy kandydatów, ale przecież nie możemy powiedzieć, że „business as usual”. Przecież jako kandydat na rektora nie mogę spotykać się z ludźmi na wydziałach, nie możemy debatować, nie możemy się wzajemnie przekonywać. Już nic nie będzie jak zwykle, jak dawniej. Nie wiemy jeszcze, jak to będzie, ale musimy o tym rozmawiać.

    Nowoczesny uniwersytet to taki, który rozwiązuje problemy otoczenia społecznego, lokalnego i globalnego. Jeśli zostaną przeprowadzone teraz wybory, to czy kandydaci będą mieli szansę o tym porozmawiać? O nowej sytuacji uczelni i edukacji w nowym w świecie, w świecie „kwarantanny konsumpcji” i „w świecie w ogniu”, jak pisze osobowość roku 2019 tygodnika TIME, Greta Thunberg. Musimy o tym rozmawiać.

    Dlatego apeluję do władz Uniwersytetu Łódzkiego, które dotychczas świetnie prowadziły naszą społeczność w zmieniającym się ciągle świecie: zorganizujmy debatę w formie wideokonfencji  kandydatów na stanowisko rektora, debatę o nowych wyzwaniach nowego świata po kryzysie, którego początek właśnie widzimy.

    Nasz pierwszy Rektor prof. Tadeusz Kotarbiński propagował pojęcie „człowieka spolegliwego”. Mam wrażenie, iż właśnie przyszedł czas, abyśmy się stali spolegliwi, odpowiedzialni za siebie i innych jako uniwersytet. W świecie anglojęzycznym przyzwoitość jest nazywana słowem „integrity”. Takie pojęcie obrazowe jest najbliższe pojęciu człowieka spolegliwego. Powinniśmy okazać się przyzwoici i spolegliwi dla społeczeństwa, w którym żyjemy, nie możemy teraz udawać, że wszystko jak zwykle. Kiedy mamy codziennych bohaterów w postaci pielęgniarek i lekarzy walczących z niewidzialną złowrogą siłą, musimy okazać także odwagę bycia spolegliwym.

    Wybory na rektora? Tak, ale kiedy i na jakich warunkach… Rozmawiajmy.

    Łódź, 18 marca 2020

    Oświadczenie o wycofaniu się z kandydowania na urząd rektora Uniwersytetu Łódzkiego