Tag: wolne media

  • Bosowie nowych technologii i projekty cywilizacyjne, które umierają po cichu

    Bosowie nowych technologii i projekty cywilizacyjne, które umierają po cichu

    Jeff Bezos zwalniając pracowników The Washington Post, osłabił nie tylko markę, ale zniszczył istotę czwartą władzę jako filar demokracji. Zamiast inwestować w społeczną instytucję, przekierowuje zasoby na projekty o niskiej wartości poznawczej, co prowadzi do erozji dziennikarstwa jako niezależnego stróżu władzy.

    Jeff Bezos zwalniając niedawno 300 osób z redakcji The Washington Post, nie zabił marki. To byłoby zbyt banalne. Marki umierają codziennie, znikają jak start-upy z prezentacji w PowerPoincie. Bezos zrobił coś znacznie poważniejszego: doprowadził do erozji instytucji społecznej, która przez dekady pełniła funkcję jednego z filarów demokracji liberalnej.

    POZNAN, POLSKA – 15 MARCA 2021: Laptop wyświetlający logo The Washington Post, amerykańskiej gazety codziennej wydawanej w Waszyngtonie (lic. Depositphotos)

    Nie chodzi tu o sentyment do papierowej gazety. Chodzi o to, co kiedyś nazywano „Czwartą władzą”.

    Czwarta władza, czyli coś więcej niż content

    Kiedy myślimy o aferze Watergate, nie myślimy o „brand awareness” [świadomości marki]. Myślimy o The Washington Post jako o instytucji, która potrafiła przeciwstawić się realnej władzy politycznej. O redakcji, która miała zasoby, cierpliwość i etos, by miesiącami drążyć lokalną historię, aż doprowadziła do upadku prezydenta USA. Watergate nie było viralem. Było procesem.

    Symbolicznie utrwalił to film Wszyscy ludzie prezydenta Alana Pakuli (1976) czy Czwarta władza Stevena Spielberga (2017): redakcja jako organizm zbiorowy, a nie zbiór „osobowości medialnych”; dziennikarstwo jako infrastruktura poznawcza demokracji, a nie produkt.

    To właśnie taką instytucję w 2013 roku kupował Jeff Bezos. I właśnie taką instytucję – krok po kroku – dziś demontuje.

    Runway się skończył, ale nie pieniądze

    Zestawienie liczb jest tu bezlitosne i nie wymaga komentarza ideologicznego:

    Washington Post:

    strata: 77 mln dolarów (2023)

    strata: 100 mln dolarów (2024)

    odpowiedź właściciela: ponad 300 zwolnień, likwidacja całych działów, amputacja zagranicy, sportu, książek, podcastów, pluralizmu opinii.

    Film „Melania” (Amazon):

    zakup praw: 40 mln dolarów

    promocja: 35 mln dolarów

    razem: 75 mln dolarów na projekt o zerowej wartości poznawczej i jednoznacznej funkcji propagandowej.

    Te liczby nie mówią o kryzysie finansowym. One mówią o przesunięciu aksjologicznym. O tym, co właściciel uznaje dziś za „warte utrzymywania”.

    Od instytucji do eksperymentu

    Problem z bosami nowych technologii polega na tym, że myślą kategoriami produktów, nie instytucji. Produkt można „pivotować”, „odchudzić”, „zmonetyzować” albo zamknąć. Instytucji społecznej nie da się zredukować bez skutków ubocznych.Kiedy: zamyka się działy lokalne („a przecież Watergate zaczęło się lokalnie”), likwiduje się zagranicę w imię „efektywności”, usuwa się niewygodne głosy z działu opinii, a jednocześnie inwestuje dziesiątki milionów w narracyjne wygładzanie władzy, to nie mamy do czynienia z restrukturyzacją. To jest zmiana funkcji systemowej.

    Markę można odbudować kampanią. Instytucję – tylko czasem, i tylko wtedy, gdy nie zostanie pozbawiona ludzi, pamięci i sensu istnienia. Washington Post był kiedyś miejscem, do którego szło się pracować nie dlatego, że „skalował zasięgi”, lecz dlatego, że był częścią projektu cywilizacyjnego: kontroli władzy przez fakty.

    Dzisiejszy paradoks polega na tym, że człowiek, który dysponuje kapitałem pozwalającym utrzymywać gazetę przez stulecia, nie potrafi – albo nie chce – utrzymać jej przez jedną dekadę bez gwarancji politycznego komfortu.

    Jeśli Czwarta władza zamienia się w koszt, a propaganda w inwestycję, to nie jesteśmy świadkami kryzysu mediów.
    Jesteśmy świadkami zmiany właściciela cywilizacji narracyjnej – i to powinno nas niepokoić znacznie bardziej niż los jednej, nawet najsłynniejszej gazety.

    Źródła:

    Marcus, R. (2026, February 4). How Jeff Bezos brought down the Washington Post. The New Yorker.
    https://www.newyorker.com

    A także

    Baron, M. (2023). Collision of power: Trump, Bezos, and the Washington Post. New York, NY: Flatiron Books.

    Bernstein, C., & Woodward, B. (1974). All the President’s Men. New York, NY: Simon & Schuster.

    Cook, T. E. (2005). Governing with the news: The news media as a political institution (2nd ed.). Chicago, IL: University of Chicago Press.

    McChesney, R. W. (2015). Rich media, poor democracy: Communication politics in dubious times. New York, NY: The New Press.

    Schudson, M. (1995). The power of news. Cambridge, MA: Harvard University Press.

  • „Wolne media”, znów krzyk…

    „Wolne media”, znów krzyk…

    Trzeba znów krzyczeć „wolne media”! Tym razem doniesienia mówią o zakulisowych działaniach władzy, nie w świetle kamer i jupiterów. Tym bardziej dobrze jest widzieć solidarność wolnych jeszcze mediów, które dzisiaj opublikowały wspólną deklarację o obronie wolności tzw. czwartej władzy, która musi patrzeć innym władzom na ręce…

    Fot. Lic. Depositphotos

    „Będziemy bronić niezależności polskiego dziennikarstwa”. Deklaracja redaktorek i redaktorów naczelnych

    Ale kontrola władzy to nie jest jedyna funkcja wolnych mediów w demokracji, one gwarantują obywatelom prawo człowieka — prawo do informacji. Zapewniają promocję dialogu i debaty. Krytyczne wobec władzy media to procesy, które prowadzą do niełatwych porozumień, do wykreowania konsensusu. Wolne media wspierają, czasami zastępują edukację. Bez wolnych mediów mamy jedynie propagandę i algorytmy manipulacji i kontroli.

    Krzyczeć: wolne media!

    Manifestacja wolne media na fot. Depositphotos

  • Wolne media w Polsce?

    Wolne media w Polsce?

    dzisiaj jest dzień protestu wolnych mediów w Polsce. Solidaryzuję się z nim.

    krótka wypowiedź na temat wolnych mediów w Polsce 10. lutego 2021 prof. Jarosław Płuciennik
  • Greta Thunberg, Margaret Atwood i Orlen?

    Greta Thunberg, Margaret Atwood i Orlen?

    Wizjonerki, zagłada ludzkości i… „Orlen-media”. Margaret Atwood i Greta Thunberg to aktywistki walczące o uznanie konieczności przeciwdziałania katastrofie klimatycznej. Ostatnio połączyła je publikacja w Dagens Nyheter

    Symboliczna Statua Wolności tonie w morzu (symboliczny obraz) (fot. lic. Depositphotos)

    Margaret Atwood, kanadyjska pisarka znana jest ostatnio przede wszystkim ze słynnych wizji „Opowieści podręcznej”, zekranizowanej w serialu HBO od 2017 roku. Atwood jest wizjonerką, bo wykreowała w swojej powieści antyutopię patriarchalizmu ucieleśniającą się właśnie w Polsce — o tym wydaje się świadczyć obecność tych postaci na protestach ulicznych strajku kobiet w Polsce. Kanadyjska powieściopisarka jest także wizjonerką, bo przewidziała w pewnym sensie pandemię jako sposób na eliminację ludzkości. Daleki jestem od spiskowych teorii dziejów, w której mamy „plandemię” zamiast „pandemii”, ale wizja zagłady ludzkości zawarta w Atwoodowej spekulatywnej, jakby antyutopijnej powieści z 2003 roku pt. „Oryx and Crake” jawi się jako prorocza w okresie dwóch kryzysów: klimatycznego i pandemicznego. Jeden z bohaterów powieści Atwood, zwolennik twardej nauki, niejaki Crake, doszedł do wniosku, że ludzkość jest nieodpowiedzialna, i że ziemia nie zasługuje na takiego gospodarza. Szkodników trzeba wyeliminować i najlepszym sposobem jest szybka akcja wywołania sztucznej zarazy, zaś ludzkość trzeba zastąpić genetycznie ulepszonymi wersjami. To jest wizja posthumanistyczna. W tej właśnie powieści występuje gra komputerowa o bardzo znaczącej nazwie Extinctathon. Doczekała się ona już naukowych opracowań, bo napięcie, które rysuje Margaret Atwood w swojej trylogii klimatycznej wynikające z podziału wiedzy na wiedzę stricte naukową oraz na tzw. humanistykę i sztuki prowadzi ludzkość prostą drogą do zagłady.

    Margaret Atwood 3 grudnia 2020, Los Angeles (lic. Jean Nelson, Depositphotos)

    W ten sposób Atwood umieszcza siebie w długiej tradycji, która w pewnym sensie rozpoczęła się na początku XIX wieku w osobie Mary Shelley, autorki „Frankensteina, czyli nowoczesnego Prometeusza.” Co ciekawe, ta niezwykle ważna romantyczna powieść powstała także pod wpływem katastrofy, mianowicie wybuchu wulkanu Tambora w Indonezji w kwietniu 1816 roku. Spowodował on niesamowicie gwałtowne burze w Europie podczas następnego lata w Genewie. Ten wybuch stał się już w popularnej kulturze okołonaukowej najpotężniejszym i najgłośniejszym wybuchem wulkanu w czasach historycznych („Crazy Nauka”). Jak się oblicza, zabił w konsekwencji ponad 70 tys. ludzi i wywołał zimę wulkaniczną na całym globie. To że latem 1816 r. w pewnym sensie nie było lata, nad jeziorem genewskim było mnóstwo deszczu i burz z błyskawicami, uznaje się za okoliczności powstania „Frankensteina” Mary Shelley i „Wampira” Lorda Byrona.

    Wybuch wulkanu (ten z 2016 miał kolosalne znaczenie dla krótkiego oziębienia ziemi)

    Piszę o Atwood, gdyż umieszczono z nią wywiad ostatnio 6 grudnia 2020 roku w Dagens Nyheter w bezprecedensowym numerze największego dziennika szwedzkiego, którego redaktorem naczelnym stała się na jeden dzień 17-letnia Greta Thunberg. Znacząca decyzja redakcji jest olbrzymim czynem medialnym wspierającym gigantyczną karierę szwedzkiej nastolatki. Widać, że za tą karierą idzie agenda wielu, wielu ludzi. W tym samym numerze DN znaleźć można wypowiedzi innego aktywisty reportera Davida Attenborough. Oczywiście, już kiedyś w mediach było podobne wydarzenie, kiedy brytyjski „The Independent” w 2006 zrobił gościnnym redaktorem Bono, no ale wtedy ten nie był już nastolatkiem, miał 66 lat. Damien Hirst artysta plastyk projektował pierwszą stronę tego numeru „No news today”. Sama Greta wcześniej w ubiegłym roku stała się redaktorką programu „Today” w brytyjskim radiu publicznym BBC4.

    Co łączy powieści Atwood z nastoletnią Gretą? Oczywiście aktywistyczne zaangażowanie w kryzys klimatyczny.

    Greta widnieje na okładce jako mała główka na tle zdjęcia z lotu ptaka tzw. „wrót piekła”, czyli krateru Batagaika w Jakucji, z którego wydobywa się od kilku lat pod wpływem ocieplenia klimatu znacznie więcej metanu, co pogarsza jeszcze bardziej sytuację klimatyczną. „Droga do piekła” to nazwa lokalsów, ale wydaje się, że ta ilustracja na okładce stanowi znaczący wybór redakcji z Gretą, która wcześniej apokaliptycznie i proroczo stwierdzała na szczycie ONZ, „świat stanął w ogniu”. (pisałem o tym w najnowszej publikacji po angielsku).

    Zarówno Greta jak i Margaret Atwood łączą tradycje naukowości i humanistyki, próbują łączyć to, co zostało z przez chciwość ludzkości rozdzielone. Na okładce numeru widnieje cytat z Grety:

    „To są fakty, a nie jakaś opinia: Świat się ociepla, wieczna zmarzlina topnieje, a ziemia pęka. 58 stron o kryzysie klimatycznym – i o tym, jak mało jest czasu, aby zmienić bieg zdarzeń”.

    Ale na drugiej stronie młoda aktywistka pisze: „Kryzys klimatyczny jest najtrudniejszym i najbardziej wymagającym wyzwaniem przed którym postawiono ludzkość. Nasza największa nadzieja leży w demokracji i powszechnej edukacji.” W tym kontekście trzeba widzieć rolę mediów. Media powinny pomagać w edukacji i demokracji, bo pozwalają na szybsze dotarcie z informacją. Szkoła już nie wystarczy, wolne i zaangażowane media są jedyną nadzieją.

    Pylony reklamowe ze znakami McDonald’s i Orlenu w Sieganowie, Polska, 20 maja 2020 (lic. Depositphotos)

    I w związku z tym właśnie chciałbym zauważyć, że w Polsce, niestety, ironicznie bardzo brzmi informacja, że media lokalne zostały przejęte przez koncern paliwowy, czyli przez przemysł oparty na paliwach kopalnych współodpowiedzialnych za globalny kryzys klimatyczny. Mariaż mediów i kopalin jest fatalną wiadomością nie tylko dlatego, że ma swój precedens w Gazprom-Media z putinowskiej, niedemokratycznej Rosji. Jest fatalną wiadomością, bo Orlen-Media to jest także Orwell. Jesteśmy już — wedle Reporterów bez granic — w czołówce krajów, w których — po ostatnich wyborach prezydenckich — mamy zagrożenie wolności mediów, bo manipuluje się tzw. mediami publicznymi realizującymi agendę jednej partii (jesteśmy na 68 miejscu na świecie pod względem wolności mediów). Ale jesteśmy też wedle listy Dagens Nyheter najbardziej zanieczyszczającym świat krajem.

    Najbardziej zanieczyszczające kraje świata od 1750 do 2019:

    USA

    Chiny

    Były ZSRR

    Niemcy

    Wielka Brytania

    Japonia

    Indie

    Francja

    Kanada

    Polska

    (Dagens Nyheter 06.12.20, s. 15)

    Dlatego to fatalna wiadomość, że będziemy mieli w Polsce media lokalne podporządkowane interesom lobby paliw kopalnych. Orlen-Orwell.

    PS. Nieco zmieniona wersja tego artykułu ukazała się 12 grudnia 2020 w Gazecie Wyborczej (tekst tutaj).

    Pomnik George’a Orwella przed siedzibą BBC Broadcasting House w Portland Place, Londyn, ok. września 2019 (fot. lic. Depositphotos)