Jarosław Płuciennik, Pirjo Suvilehto, Haunted Sketches: Analyzing the Foundations of Horror in Early Works by Tove Jansson and Walt Disney, Zagadnienia Rodzajów Literackich, LXVIII, z. 1 DOI: 10.26485/ZRL/2025/68.1/24
Streszczenie Niniejszy artykuł analizuje wczesne wpływy artystyczne i początki twórczości Tove Jansson i Walta Disneya, koncentrując się na gotyckich i surrealistycznych elementach ich dzieł. Zarówno Jansson, jak i Disney są znani ze swojego wkładu w rozrywkę dla dzieci, jednak ich dzieła są złożone i wielowymiarowe, często przekraczając granice „sztuki dziecięcej”. Choć wybitne, idylliczny charakter ich dzieł przeplata się z mroczniejszymi, bardziej surrealistycznymi tematami. Postacie z Muminków Tove Jansson, na początku przedstawiane z płomiennymi oczami i rogatymi uszami, odzwierciedlają mieszankę horroru i ekspresjonizmu, inspirowaną jej wizytami w Niemczech i wielu innych europejskich miastach. Podobnie, wczesne animacje Disneya, takie jak „Taniec Szkieletów”, prezentują makabryczną i anarchiczną energię, przesuwając granice czaru i niesamowitości w mainstreamowych, awangardowych kreskówkach. Artykuł zgłębia surrealistyczne techniki i walory estetyczne wczesnych dzieł Jansson i Disneya, podkreślając ich wpływ na kulturę popularną oraz zdolność do zaczarowania i wyzwalania poprzez grozę.
Tove Jansson; Walt Disney; surrealizm; ekspresjonizm; Muminki; zaczarowanie
Abstract This article explores the early artistic influences and beginnings of Tove Jansson and Walt Disney, focusing on their works’ gothic and surreal elements. Both Jansson and Disney are renowned for their contributions to children’s entertainment, yet their creations are complex and multifaceted, often transcending the boundaries of “children’s art.” While prominent, the idyllic nature of their works is intertwined with darker, more surreal themes. Jansson’s Moomin characters, initially depicted with fiery eyes and horn-like ears, reflect a blend of horror and Expressionism, influenced by her visits to Germany and many other European cities. Similarly, Disney’s early animations, such as Skeleton Dance, showcases a macabre and anarchic energy, pushing the boundaries of enchantment and the uncanny in mainstream avant-garde cartoons. The article delves into the surrealist techniques and aesthetic qualities in Jansson’s and Disney’s early works, highlighting their impact on popular culture and their ability to enchant and liberate through horror. Tove Jansson; Walt Disney; surrealism; expressionism; Moomins; enchantment
Sprawa Obajtka, komedia czy dramat? Dramat plemnienny
Lady Makbet, scena z nożem (il. Depositphotos)
PIS jest jak surrealizm, budzi atawizmy. Byli tacy filozofowie-moraliści jak Simon Weil, którzy uważali, że surrealizm to jest rodzaj nihilizmu. Nie zgadzam się z taką perspektywą, bo za surrealizmem idą wielkie emocje, a zatem wartości i ustanowienie „królestwa nie z tego świata”. Światy mogą być kompletnie niekompatybilne, bo np. bardzo archaiczne.
Kiedyś myślałem, że członkowie rządzącej partii PiS to są nihiliści. Teraz po aferze z nagraniami z Obajtkiem wydaje mi się, że adekwatniejsze będzie powiedzenie, iż partia rządząca jest partią surrealistyczną.
Surrealistyczna wizja drewnianych rąk i zegarów na pustyni (fot. Depositphotos)
Łatwo byłoby powiedzieć, że to, jak zaprezentował się Pan Obajtek na tych nagraniach ujawnionych i opisanych w Gazecie Wyborczej w ubiegły piątek, świadczy o mało eleganckich manierach, braku wykształcenia, prostactwie, chamstwie, wulgarności, … i co tam jeszcze….
Dlatego że to tak łatwe, to pojawiają się równie łatwe i absurdalne kontr-tłumaczenia: Obajtek choruje na chorobę (zespół) Tourette’a, zaś to co słyszymy na nagraniach, to jest klasyczna koprolalia, to znaczy „przekleństwa, jako patologiczne odruchy, objaw choroby”, który występuje w chorobie Tourette’a.
Chorzy na tą chorobę jednak stanowczo odrzucają podobieństwo do tego, co słychać na nagraniach, a przegląd wszystkich publicznych wypowiedzi prezesa Orlenu świadczy o tym, iż w oficjalnych okolicznościach nie przerywa on co rusz przekleństwami swoich wypowiedzi. A tak by było, gdyby był chory.
Chciałbym jednak przywołać w sukurs słowniki i etymologię, bo wydaje mi się, że mogą one rzucić ciekawe światło na zjawisko przeklinania Obajtka.
Wedle Słownika Języka Polskiego PWN kląć to «używać wyrazów obelżywych, wulgarnych, zwykle w zdenerwowaniu, w złości na kogoś lub na coś; złorzeczyć, wymyślać»: Klął na złą pogodę. Klął robotę, która go czekała. Złościł się i klął przez cały dzień. Kląć brzydko, ordynarnie, siarczyście,
Można jednak także [B.] kląć się (książk.) «przysięgać, zaklinać się, aby uwiarygodnić swoje słowa»: Klnę się na Boga, że niczego nie ukradłem. Kląć się na wszystko, na wszystkie świętości, na honor. Kląć się słowem honoru.
Najbardziej interesujące dla mnie jednak jest, że wedle etymologii słowa „kląć” ma taki sam rdzeń jak słowo „klęczeć”. Tak więc śmiem twierdzić, że w przekleństwach ujawnia się religijny aspekt życia języka i kultury.
Noah przeklinający Kanaan… (fot. Depositphotos)
W najbardziej archaicznych częściach Biblii i Starego Testamentu można znaleźć fragmenty, które są reprezentacją duchowości bardzo archaicznej, takiej duchowości, z którą chrześcijaństwo nie może sobie poradzić już od dawna.
Znajdziemy takie fragmenty zarówno w Księdze Powtórzonego Prawa, jak i w psalmach. Te psalmy można nazwać psalmami przeklinającymi albo złorzeczącymi.
58.7 Boże, pokrusz ich zęby w paszczach,
PANIE, połam kły tym lwiątkom!” (…)
„Niech znikną jak spływająca woda,
niech stępią się strzały przez nich wypuszczone!
58.9 Niech znikną jak ślimak, którego ślad się rozmywa,
jak poroniony płód kobiety, który nie ogląda słońca! (…)
58.11 Sprawiedliwy raduje się, gdy widzi karę,
gdy swoje stopy myje we krwi bezbożnego.
„109.7 Gdy będą go sądzić, niech skażą jako bezbożnego,
niech jego modlitwa stanie się grzechem!
109.8 Niech jego dni będzie niewiele,
niech inny przejmie jego urząd!
109.9 Niech jego synowie zostaną sierotami,
a jego żona wdową!
109.10 Niech jego synowie tułają się i żebrzą,
niech zostaną wygnani z ruin swoich domów!
109.11 Niech lichwiarz czyha na jego majątek,
niech obcy rozgrabią jego dobytek!
109.12 Niech nikt nie będzie mu życzliwy,
niech nikt nie lituje się nad sierotami po nim!
109.13 Niech jego potomstwo ulegnie zagładzie,”
(…)
„109.17 Kocha przekleństwo, więc niech go doświadczy!
Nie chce błogosławieństwa, więc niech go ominie!
109.18 Niech przekleństwo okryje go jak szata,
niech wleje się w niego jak woda,
niech przylgnie do jego kości jak oliwa!
109.19 Niech będzie dla niego ubraniem, które go okryje,
pasem, który go ściśnie!
Psalm. 137
„Córo Babilonu, niszczycielko,
szczęśliwy ten, kto ci odpłaci
za zło, które nam wyrządziłaś,
137.9 szczęśliwy ten, kto pochwyci
i roztrzaska twoje dzieci o skałę!”
Fragmenty z książki: Towarzystwo Biblijne w Polsce. „Biblia Ekumeniczna”. Apple Books.
#
Z tą duchowością nie mogło sobie poradzić bardzo wielu myślicieli między innymi C. S. Lewis. Ale nie tylko on. Na przykład Czesław Miłosz nie lubił zakończenia wiersza „Który skrzywdziłeś” z tego właśnie powodu, że zakończenie było triumfem zemsty.
Ta duchowość jest bardzo archaiczna. Istnieją hipotezy, iż odpowiada mentalności, która była jeszcze przed wprowadzeniem Kodeksu Hammurabiego. Ten Kodeks stanowił już niejako cywilizowaną moralność ludów Bliskiego Wschodu: wprowadzona w nim zasada „oko za oko”, „ząb za ząb”, ograniczała rozmiar plemiennej zemsty do proporcjonalnych wymiarów. Z punktu widzenia chrześcijańskiego i chrześcijańskich zasad takich jak: „jeśli bliźni chce twojej sukni, oddaj mu i płaszcz”, taka zasada jest oczywiście nie do zaakceptowania. Ale na gruncie archaicznego wcześniejszego plemiennego prawa zemsty, ten Kodeks był pewnego rodzaju postępem moralności.
Gniew kobiety za kółkiem (fot. Depositphotos)
Te fragmenty Starego Testamentu z Księgi Powtórzonego Prawa oraz przede wszystkim np. z Psalmu 137, są fragmentami będącymi świadectwem bardzo pierwotnej zemsty. „Za karę, że uczyniłeś mi zło przyjdzie ci odpokutować w ten sposób, iż zabiję ciebie, a twoje niemowlęta roztrzaskam o skałę. Zatracę ciebie i twoich bliskich. I potomnych.
Wydaje mi się że to, co zaprezentował Obajtek we fragmentach rozmów, które poznałem są świadectwem takiej właśnie plemiennej atawistycznej chęci zemsty. To nawet nie jest archaiczność emocji i relacji dramatu Szekspirawskiego. To są stare plemienne atawizmy.
walka samurajów
W literaturze pięknej było trochę prób wprowadzenia przekleństw na salony. Były one mniej lub bardziej rewolucyjne. Np. definicja absolutu Aleksandra Wata z poematu surrealistycznego „ja z jednej strony ja z drugiej strony mego mopsożelaznego piecyka”.
„Absolut. Kurwa bezpłciowa o bronzowym czole nieruchoma poprzez wibracje lat i kosmosów.
Obstąpione symposjony krep, białych krep.
Na puklerzu (złudnym) z kamelji i kremowych róż, bufiaste złudne Aurory odtańczą danse rococo.” (oryginalna pisownia awangardowego Wata)
Bardzo charakterystyczne na tym tle jest przerywanie licznych przekleństw w „kropce nad ypsilonem” Edwarda Stachury subtelną modlitewną formułą: „pomóż wspomóż dopomóż wyjątku czuły /odeprzeć tłumnie armie reguły.”
Zakończę tym subtelnym fragmentem, mimo że nie powinno się oddawać głosu na końcu innym, ale zrobię wyjątek: „ty szulerze, ty
gangsterze, ty rabusiu, ty morderco, ty przykry typie, ty nygusie, ty
bumelancie, ty akselbancie, ty kurdebalansie, ty kurdemolu, ty zębolu, ty
szczerbolu, ty rybo dwudyszna, ty wypukła flądro, ty śnięty halibucie, ty
śmierdzący skunksie, ty moreno denna, ty mule epoki, ty zbuku, ty
kwadratowe jajco, ty artysto, ty prywaciarzu, ty intelektualisto badylarzu”
Prośba o pomoc? Wściekłość? (fot. Depositphotos)
PS. Artykuł oparty na tym wpisie ukazał się 2 marca 2021 w Gazecie Wyborczej.
10 lat temu 10 kwietnia Polska przeobraziła się w surrealistyczny kraj. Nagłe uderzenie samolotu o ziemię było jak dzisiejsze uderzenie koronawirusa: niczym czarny łabędź, którego nikt się nie spodziewa, a którego pojawienie się zmienia wszystkie reguły gry. Od tamtego czasu nie możemy wydobyć się surrealistycznych klimatów i surrealistycznej poetyki.
Fot. Depositphotos. Licencja użytkowania
W Europie surrealizm rozwijał się świetnie przede wszystkim w dwudziestoleciu międzywojennym. Chociaż jeszcze w czasie drugiej wojny światowej w 1942 r. Andre Breton pisał o surrealizmie jako o czymś aktualnym. W Polsce po drugiej wojnie światowej w czasie PRL-u pomarańczowa alternatywa nawiązywała swoją poetyką teatralną do poetyki surrealizmu. Podobnie „ruch flashmobów” w XXI wieku można byłoby wiedzieć w tym kontekście. Jednak najbardziej uderzająca jest obecność poetyki surrealistycznej w powieściach Jose Saramago, Noblisty z 1998 r., który napisał nie tylko słynne „Miasto ślepców”, ale także następujące po nim „Miasto białych kart”.
Pewnym ważnym motywem, który przywiódł mnie do tej ostatniej książki, jest metafora zarazy, która rozprzestrzenia się w owym mieście, jest ona używana przez władze miasta, aby opisać rozprzestrzenianie się buntu w tym nienazwanym z imienia mieście. Bardzo znamienne, że recenzja z tej książki Saramago autorstwa innej powieściopisarki Ursuli le Guin nosi tytuł „zaraza (albo plaga) pustych kart do głosowania”.
Tytuł powieści Saramago to w oryginale Ensaio sobre a Lucidez (czyli esej o klarowności, przejrzystsci), co po angielsku oddane jest po prostu jako Seeing (widzieć…). (2006. translated by Margaret Jull Costa, 352pp, Harvill Secker).
Przyjmując nagrodę Nobla, Saramago, nazywając siebie „uczniem”, powiedział: „Uczeń pomyślał: „jesteśmy ślepi ” i usiadł, i napisał Ślepotę („Blindness” po angielsku, ale „Miasto ślepców” po polsku, „Esej o ślepocie” po portugalsku „Ensaio sobre a Cegueira”), aby przypomnieć tym, którzy mogą ją przeczytać, że wypaczamy rozum, gdy poniżamy życie, że ludzka godność jest obrażana codziennie przez potężnych naszego świata, że uniwersalne kłamstwo zastąpiło mnogie prawdy, że człowiek przestał szanować siebie, gdy stracił szacunek u swoich bliźnich ”.
Ślepcy byli o szaleństwie władzy.
Klarowność jest także o szaleństwie. Historia zaczyna się od tych zwykłych obywateli, którzy jeszcze nie tak dawno odzyskali wzrok i spokojne codzienne życie, robiąc coś, co wydaje się zupełnie niezwiązane z widzeniem lub jego brakiem. Jest dzień głosowania. Surrealistyczna jest atmosfera powieści od samego początku, od kiedy śledzimy zbieranie się obwodowej komisji wyborczej w wielkim deszczu, wręcz oberwaniu chmury, które trwa i trwa. Nikt nie przychodzi głosować, a właściwie, mała garstka, narasta podejrzenie, iż frekwencja będzie rekordowo niska i może trzeba będzie głosowanie powtórzyć.
W końcu nagle następuje cud: popołudniu przychodzą obywatele jakby razem przebudzeni jakąś falą i głosują, głosują, ustawiają się w kolejkach i głosują. Przedłużyć trzeba godziny głosowania aż do północy, bo takie kolejki do głosowania. Jednak w nocy okazuje się straszliwa prawda: od 83% głosów obywateli w urnach są białe kartki.
Władza podejrzewając spisek wprowadza najpierw stan wyjątkowy a potem stan wojenny. Specjalni agenci wychodzę do miasta, aby szpiegować i dowiadywać się, kto mógł zorganizować ów spisek.
Nie chciałbym zdradzać puenty, trzeba jednak wyraźnie zaznaczyć, że miasto ślepców i miasto białych kart to jest dyptyk tworzący jedną całość.
Surrealistyczne jest też narracja z bardzo przedziwną interpunkcją, właściwie narracja płynie przelewając się przez czytelnika i ma ona moc hipnotyczną. Strumień świadomości. Strumień widzenia.
Surrealistyczny kraj. Surrealistyczne głosowanie w surrealistycznych warunkach. Tylko władza i jej okrucieństwo są niezwykle realne.