Muminki, rolki i stare dobre opowiadanie — rozmowa z kołem Cognito
Studenci z koła naukowego Cognito zaprosili mnie do swojego podcastu i zapowiadają tę rozmowę tak:
„W dzisiejszym odcinku nasz zespół w rozmowie z profesorem Jarosławem Płuciennikiem spróbuje odpowiedzieć na pytanie, dlaczego sztuka opowiadania historii nadal jest kluczowa w naszym życiu. Porozmawiamy również o tym, jak Muminki mają się do kognitywistyki. Nasz gość wyjaśni także, jak tzw. rolki w mediach społecznościowych kształtują współczesny obraz siebie oraz sposób, w jaki się komunikujemy. Nie zabraknie również stałego tematu naszego podcastu — sztucznej inteligencji. Zachęcamy do słuchania!”
Trudno o lepsze streszczenie, więc dodam tylko kilka słów od siebie — jako rozmówca i jako ktoś, kto od lat zajmuje się kognitywistyką literatury.
Teza, którą stawiam w tej rozmowie, jest prosta: opowiadanie historii nie jest ozdobnikiem kultury, lecz podstawową techniką poznawczą człowieka. Narracja to sposób, w jaki umysł porządkuje czas, przyczyny i cudze intencje — od Homera, przez sagi i baśnie, po serial oglądany wieczorem. Zmieniają się nośniki, nie zmienia się potrzeba. Grecy mieli aojdów, przednowocześni gawędziarzy przy ogniu, my mamy platformy streamingowe — a struktura doświadczenia pozostaje uparcie narracyjna.
Skąd w tym wszystkim Muminki? Tove Jansson była mistrzynią tego, co kognitywistyka nazywa symulacją cudzych umysłów: jej dolina to laboratorium emocji — lęku (Buka!), melancholii, gościnności, przywiązania do rzeczy i wolności od rzeczy. Rozmawiamy o tym, dlaczego te pozornie dziecięce opowieści tak dobrze modelują dorosłe życie psychiczne i co czytanie ich mówi o naszej zdolności do empatii.
Osobny wątek to rolki. Krótkie formy wideo także są opowieściami — tyle że skrajnie skompresowanymi, montowanymi pod kilkusekundową uwagę. Pytanie, które stawiają mi studenci, jest poważne: co się dzieje z obrazem siebie, gdy autonarracja — a więc to, jak opowiadamy sobie własne życie — zaczyna przypominać feed? Nie ma tu prostych odpowiedzi ani łatwego moralizowania; jest za to sporo do przemyślenia o uwadze, tożsamości i komunikacji.
I wreszcie sztuczna inteligencja — stały temat podcastu Cognito i, nie ukrywam, także mój. Maszyny nauczyły się generować narracje; tym ciekawsze staje się pytanie, co w opowiadaniu jest nieredukowalnie ludzkie — doświadczenie, ciało, stawka egzystencjalna — a co okazuje się techne, rzemiosłem, które można zautomatyzować.
Rozmowa ze studentami to zawsze test dla wykładowcy: pytają bez akademickiej kurtuazji i nie odpuszczają. Tak było i tym razem. Zachęcam do słuchania — link do odcinka poniżej.
Ukazał się nowy numer czasopisma Slavica litteraria (28/2025, z. 2), w całości poświęcony Michaiłowi Bachtinowi — pod hasłem Między dialogiem a władzą. Filozoficzne i estetyczne aspekty myślenia. To lektura obowiązkowa dla wszystkich, których interesują dialogiczność, polifonia, karnawał oraz etyczne i filozoficzne zaplecze myśli Bachtina. Numer jest w całości w otwartym dostępie — można go czytać i pobierać za darmo.
Mam w nim swój artykuł: How Relational and „Non-Western” is Bakhtin’s Theory of Mind?
O czym jest? Stawiam pytanie, na ile Bachtinowska koncepcja umysłu jest „relacyjna” i na ile „nie-zachodnia”. Zachodnia teoria literatury — zwłaszcza w nurcie postmodernizmu i poststrukturalizmu — przyswoiła Bachtina jako teoretyka wielogłosowości i oporu wobec monologicznej władzy (bliskiego Derridzie, Foucaultowi czy Barthes’owi). Pokazuję napięcie między tym Bachtinem a Bachtinem jako filozofem etycznej odpowiedzialności i uczestnictwa. Jego podmiot to nie kartezjańskie, samotne „ja myślące”, lecz ktoś, kto zawsze odpowiada innym w konkretnym, niepowtarzalnym zdarzeniu istnienia („brak alibi w bycie”).
Zestawiam też Bachtina z nie-zachodnimi modelami świadomości — głównie z tradycjami buddyjskimi — oraz ze współczesną kognitywistyką (poznanie ucieleśnione, 4E). Wniosek: Bachtin nie oferuje pełnej, „pozytywnej” ontologii umysłu i nie konkuruje ani z buddyzmem, ani z kognitywistyką. Jego rola jest raczej sokratejska — jak owad żądlący uśpione miasto, wybudza nowoczesność z samozadowolenia. Przypomina, że świadomość jest uczestnikiem, a nie obserwatorem, a prawdziwym sprawdzianem myśli nie jest jej spójność, lecz zdolność odpowiadania na żywe doświadczenie. W epoce coraz bardziej uwodzonej przez systemy, platformy i bezosobowe sieci taka filozofia obecności bez alibi jest chyba potrzebna bardziej niż kiedykolwiek.
J. Płuciennik, Immersja, afordancje i jakości metafizyczne Ingardena. W: Roczniki Humanistyczne T. LXXIII, 2025, z. 1 specjalny, 25-50.
Przy okazji tej publikacji byłem w Lublinie na Jubileuszu prof. Andrzeja Tyszczyka, wybitnego fenomenologa i literaturoznawcy. Księgą pamiątkową był — signum temporis — numer specjalny Roczników Humanistycznych, w którym miałem właśnie tą publikacją swój wkład, w którym traktuję dokonania Jubilata jako punkt wyjścia. Jak widać na zdjęciach jubilat był wzruszony, były wspomnienia, anegdoty i piosenki. Śmiechu było dużo, ale też powaga. Coś się zamyka. Jak widać, Jubilat dostał nowy rower z napisami dedykacyjnymi, bo jest zapalonym cyklistą…
Czy humanistyka jest nadzieją ludzkości? Czy STEM? A może AS (atention studies) okaże się superbohaterem walczącym z przesądami w świecie akademickim?
AS mogą stać się superbohaterem? (fot. lic. Depositphotos)
„Moim doświadczeniem staje się to, czemu zgadzam się przydzielić swoją uwagę”… powiedział na początku XX wieku William James. (‚My experience is what I agree to attend to’, tłum. moje JP, Zasady psychologii 1890, t. 1)
Badania nad Uwagą (Attention Studies, czyli w skrócie AS) to nazwa, którą nadaje się nowemu obszarowi badań, łączącemu naukowców z całego spektrum praktyk naukowych: ze sztuk i nauk humanistycznych, psychologii i psychiatrii, pielęgniarstwa, nauk społecznych, studiów nad biznesem i nauk politycznych. Według agendy specjalnego Centrum AS przy King’s College w Londynie, AS ma na celu nie tylko ustanowienie nowej dziedziny, ale także znalezienie nowych sposobów działania i nowych interdyscyplinarnych infrastruktur. Wszystko po to, żeby odpowiadać na fundamentalne wyzwania współczesnego świata.
Wydaje mi się, że AS jest świetnym przykładem ewolucji współpracy nauki i biznesu. Współcześnie w dobie kultury cyfrowej platformy cyfrowe walczą właśnie o naszą uwagę. Powszechnie pisze się o naszych czasach jako o „erze kapitalizowania uwagi”.
Kryzys pandemiczny spowodował nie tylko przyśpieszenie cyfryzacji (konieczność przy zamknięciu rzeczywistości analogowej), ale także powstanie refleksji, że potrzebna jest ludzkości radykalna interdyscyplinarność.
Marion Thain, profesorka literatury i kultury oraz dziekanka Wydziału Sztuk i Humanistyki w King’s College w Londynie prezentuje nowy obszar badań jako odpowiedź wydziału na potrzeby współczesności (https://www.timeshighereducation.com/blog/post-pandemic-recovery-requires-radical-interdisciplinarity). Śmiem twierdzić, że AS (Attention Studies) jest podobną do kognitywistyki postmodernistyczną, inter- i multi-dyscyplinarną dziedziną badań, która ewidentnie wynika z nieadekwatności tradycyjnych, nawet nowoczesnych podziałów dyscyplinarnych w świecie akademii. Pandemia jako obszar badań dla dyscypliny epidemiologii dostarcza dobrych przykładów dla wyłonienia się modeli współpracy wielu różnych nauk. Można powiedzieć, że nieszczęście pandemii wywołało pewne przełomowe zjawiska.
Z kolei redaktor zajmujący się danymi w Times Higher Education, Simon Baker 19 sierpnia 2021 zastanawia się także nad interdyscyplinarnością, pytając, czy rozwój STEM (Science, Technology, Engineering, Mathematics) rzeczywiście hamuje nauki humanistyczne? Jest to powszechna narracja, że nauki humanistyczne uwierają studentów, finansowanie publiczne i polityków. Simon Baker, stwierdza, że dowody na zanik tej dziedziny są znacznie bardziej zniuansowane.
W okresie pandemii powszechne stała się refleksja, że nauki przyrodnicze może są świetne, jeśli idzie o doprowadzenie do produkcji szczepionek, jednak aby cała operacja szczepienia społeczeństw się powiodła potrzebne są badania nad „fake newsami”, teoriami spiskowymi, czy przekonywaniem ludzi (w Polsce jest to szczególnie widoczne). Nie tylko badania społeczne i psychologia mogą tutaj być przydatne.
Można zauważyć, że świetnym przykładem humanisty badającym od dawna „teorie spiskowe” zarówno teoretycznie jak i praktycznie (pisząc literaturę) jest np. Umberto Eco.
Dane zaprezentowane w artykule przez Simona Bakera czerpane z raportów m.in. Unesco wskazują raczej na fluktuację zainteresowania studiowania STEM w społeczeństwach rozwiniętych.
Zauważalna jest także tendencja rosnącej popularności studiów humanistycznych w niektórych społeczeństwach.
Na tym tle widać także wyraźnie, że odpływ następuje od kierunków wymagających długich, ekstensywnych lektur w językach narodowych. Ta tendencja wzmacniana jest także parametryczną oceną działalności naukowej: dyscypliny, w których dominuje jeden język narodowy, z konieczności mają mniej cytowań i mniejszy zasięg wpływu społecznego. Co nie znaczy, że ich znaczenie ogólne dla kultury i społeczeństwa jest mniejsze od klasycznych STEM, czy nauk biologicznych, które są w stanie wytworzyć we współpracy z biznesem szczepionki przeciwko wirusom.
Nadzieją główną dla humanistyki jest nie tylko interdyscyplinarność badań widoczna tak dobrze w superbohaterze Attention Studies, ale także coraz większa popularność idei studiowania przez całe życie i zbierania mikrokompetencji. Jeśli wszyscy będą układać swoje wykształcenie niekoniecznie podporządkowując się skostniałej strukturze kształcenia uniwersyteckiego, to powstawać będą nowe mikrostudia, które lepiej wpasują się w potrzeby edukacyjne poszczególnych ludzi, jak i społeczeństw. Innymi słowy: model, w którym młody człowiek specjalizuje się w matematyce od dzieciństwa i na niej kończy życie musi być zastąpiony modelem, w którym modelom matematycznym dokładane będą także inne modele z innych dyscyplin także humanistycznych. Kompetencje mogą się rozwijać także w inne strony. Sednem jest rozwój świata akademickiego, w którym nie będzie przesądów dotyczących zasadniczej lepszości bądź zła jakichś obszarów refleksji ludzkiej.
Ostatnie The Economist z 22.02.2020 publikuje specjalny raport na temat „Zalewu danych, który powoduje powstanie nowej gospodarki”, gospodarki danych. Już nie znajdujemy się, jak głosiło słynne wyrażenie, w „społeczeństwie opartym na wiedzy”, nie ma już GOW, czyli gospodarki opartej na wiedzy. Według języka OECD, w takim starym paradygmacie myślenia, wiedza jest objęta ofertą (niezależnym bytem), który napędza rozwój. Powstają także rachunki kompetencji konkurencyjnych i finansowych kapitału intelektualnego. Redaktor amerykański do spraw techniki w The Economist, Ludwig Siegele, we wstępniaku „Lustrzane światy” pisze niezwykle interesująca analizę. A zaczyna tak:
„Armia sobowtórów atakuje świat. Najpierw pojawiły się cyfrowe kopie silników lotniczych, turbin wiatrowych i innego ciężkiego sprzętu. Następnie elektroniczne duchy mniejszych i większych rzeczy dołączają do nich w wirtualnym królestwie, od szczoteczek do zębów i sygnalizacji świetlnej po całe sklepy i fabryki. Nawet ludzie zaczęli rozwijać te alter ego. W Ameryce National Football League planuje zaprojektować elektronicznego awatara dla każdego gracza.
Ci „bliźniacy cyfrowi”, jak je nazywają geekowie, to znacznie więcej niż repliki oryginału. Pomyśl o nich bardziej jak o cieniach, które dzięki licznym czujnikom i łączności bezprzewodowej są ściśle powiązane z ich fizyczną jaźnią i wytwarzają oceany danych. Jeśli coś dzieje się w prawdziwym świecie, jest to szybko odzwierciedlane w tej sferze cienia. Niektóre cyfrowe bliźnięta już mają zaprogramowane prawa natury. Podwojone jako baza danych wszystkiego, co kiedykolwiek wydarzyło się w oryginale. To pozwala spojrzeć w ich przyszłość. Na przykład trenerzy sportowi będą mogli przeprowadzać symulacje, przewidywać, kiedy sportowiec dozna kontuzji i dostosowywać procedury treningowe, aby uniknąć problemów.”
Język autora analizy jest niezwykle sugestywny i czyta się to jak początek fascynującej powieści science-fiction.
Gospodarka danych to jest spełnienie przepowiedni ekscentrycznego informatyka Davida Gelerntera z Yale University, który już dawno przewidywał World Wide Web jako „lustrzane światy”, jako nowy wymiar życia ludzkiego opartego na danych i napędzany przez nie. Krok po kroku, coraz więcej części świata fizycznego ma być reprezentowanych i symulowanych w świecie wirtualnym.
Sun light in a cave Khaoluang attractions. Phetchaburi Thailand (Depositphotos)
Tutaj pojawia się metafora platońskiej jaskini, a właściwie jej odwrócenie, bo Platon twierdził, że rzeczywiste obiekty są niedoskonałymi kopiami ich prawdziwej istoty, którą człowiek może kontemplować jedynie w świecie idealnym. Natomiast teraz powstaje lustrzane odbicie tej niedoskonałe kopii platońskiej idei, odbicie, które może wytworzyć i napędzać całkiem realny świat ekonomii i twardego pieniądza. A jednocześnie to odbicie staje się jakby światem idealnym, sterylnym, czysto cyfrowym, niewidzialnym. Mimo że The Economist zajmuje się tym problemem ze względu na realną gospodarkę, to z punktu widzenia kulturoznawczego i filozoficznego proces ten jest także niezwykle ciekawy. Odbity świat jest odbity nie tylko tak jak ten platoński niedoskonale, ale także nierówno.
Pamiętam, kiedy w pierwszej dekadzie XXI wieku podczas nieoficjalnego spotkania Marka Turnera, kognitywisty z Kalifornii, słuchałem jego opowieści o tym, jak to jego Uniwersytet rekrutuje w Second Life, czyli darmowym, wirtualnym świecie gry, udostępnionym publicznie w 2003 roku przez firmę Linden Research, Inc., z San Francisco. W szczycie popularności gra ta miała zarejestrowanych ponad 9 mln graczy. Second Life ma nawet swoją wirtualną walutę. Wiele firm i uniwersytetów nie tylko rekrutuje, ale także np. posiada wirtualne sale wykładowe, czy laboratoria do nauki języków obcych.
Na marginesie zostawiam także problem rekrutacji do armii amerykańskiej poprzez gry walki (np. America’s Army).
Jednak ten świat, o którym pisze The Economist, w którym dołączają się także dane przesyłane przez Internet Rzeczy (Internet of Things IOT) jest coraz większy i można powiedzieć, że na naszych oczach powstaje nowy byt.
Jak zauważają autorzy The Economist, dane mają po angielsku jedynie formę liczby mnogiej. Istotnym pytaniem jest dlaczego? Jaka metaforyzacja leży u źródeł takiego faktu lingwistycznego? Mówimy na przykład: „przepływ danych”, co sugeruje, że dane to jakaś płynna substancja. Na pewno jest to substancja niepoliczalna, jak woda czy piasek w języku angielskim. O tym metaforach w języku pisałem w swoim czasie z Kennethem Holmqvistem w „Infinity in Language”.
Dane to może być „paliwo przyszłości” (czyli benzyna czy olej napędowy), jednak dane mogą być wszędzie, jak „światło słoneczne”, mogą tworzyć „cyfrową infrastrukturę”. Co więcej, z jednej strony są one nierywalizujące, (dane mogą być używane przez wielość użytkowników), z drugiej zaś strony, mamy też nierówny do nich dostęp.
„W zależności od tego, gdzie ustawiono suwak kryptograficzny, dane mogą rzeczywiście być dobrami prywatnymi, takimi jak ropa naftowa lub dobrami publicznymi, takimi jak światło słoneczne, lub czymś pośrednim, znanym jako „dobro klubowe”.”
Kliki są kupowalne i kupowane, dlatego metafora paliwa przyszłości jest najbardziej istotna dla ekonomii. Szkopuł w tym, że nie ma jednej prawdziwej wartości danych.
Światła słonecznego się nie opadatkowuje, światłem się nie handluje i podobnie powinno być z danymi, powinny być otwarte. A nie są. Niektórzy postulują wymianę danych na zasadzie „fair play”. Handel i ekonomia na zasadach fair play powinien mieć miejsce w przypadku danych także.
A tymczasem nierówności rosną wraz z ilością użytkowników. Jak można przeczytać w numerze The Economist, w ciągu ostatniej dekady liczba osób korzystających z Internetu wzrosła z 1,8 miliarda, czyli jednej czwartej świata, do 4,1 miliarda, czyli o ponad połowę. Coraz więcej nas chodzących w chmurach. I coraz więcej ludzi bezwolnych, rządzonych algorytmami.
Gdzie się podziała idea pierwszych pionierów rewolucji cyfrowej o powstaniu olbrzymiej biblioteki cyfrowej, w której wszystko będzie za darmo dla wszystkich?
Dane i informacja to nie jest wiedza. Wiedza musi mieć ludzi z opowieściami. Dlatego zakończę opowieścią z życia. Podczas ostatniego egzaminu z kulturowej historii nowoczesności na kulturoznawstwie Uniwersytetu Łódzkiego na pytanie, które treści wykładu najbardziej zmieniły twój sposób myślenia, najczęściej padały dwie odpowiedzi: Foucoultowska analiza panoptikonu, oraz Baumanowska analiza Zagłady.
Dlatego warto wspomnieć, że to właśnie Michel Foucault przypominał, że wiedza to władza. Dziennikarstwo jeszcze Carlyle uznawał za bohatera swoich czasów i często nazywane one było czwartą władzą. Czasami świat akademicki także nazywany jest czwartą władzą. Czy na naszych oczach rośnie jaskinia filozofów w chmurach, nowa piąta władza?
I jeśli Hannah Arendt w kontekście Zagłady mówi i pisze o banalności zła administratorów Holocaustu wykonujących bezwolnie rozkazy, to czy dziś mamy do czynienie ze spotęgowaniem zła niewyobrażalnych rozmiarów, kiedy rozproszeni przez świat cyfrowy ludzie wykonują rozkazy algorytmów „jaskini filozofów w chmurach”? Matrix.
silhouette businessman who is appeared through the matrix background