Tag: Hannah Arendt

  • Bezreligijna liturgia chodzenia Bonhoeffera i Różewicza w mojej nowej publikacji

    Bezreligijna liturgia chodzenia Bonhoeffera i Różewicza w mojej nowej publikacji

    2025i: Bezreligijna niepiękna liturgia (od)chodzenia Tadeusza Różewicza, „Autobiografia Literatura Kultura Media”, 2025:1 (24), ss. 35-48, DOI: 10.18276/au.2025.1.24-03

    Tekst do przeczytania tutaj

    Streszczenie
    W eseju podjęto próbę interpretacji motywu „odejścia” w wierszu nauka chodzenia Tadeusza Różewicza w świetle myśli Dietricha Bonhoeffera i Hannah Arendt. Autor podejmuje refleksję nad znaczeniem słowa „odszedł” w kontekście ludzkiej kondycji w świecie, w którym transcendencja przestała być oczywista. Kluczowe słowo „odszedł” staje się tu punktem wyjścia do rozważań o odpowiedzialności, samotności i dorosłości człowieka, który w obliczu postnietzscheańskiej „śmierci Boga” musi samodzielnie odnaleźć swoją drogę. Choć Różewicz nie odwołuje się do Arendt wprost, w jego refleksji nad „światem dorosłym”
    Bonhoeffera pobrzmiewają pojęcia obecne w jej filozofii, co umożliwia powiązanie poetyckiej medytacji z pytaniami teologicznymi i antropologicznymi. Istotnym kontekstem interpretacyjnym staje się również kategoria „naśladowania”. Z przeprowadzonych rozważań wynika, że nauka chodzenia może być odczytana jako „nauka bezbożnej i bezreligijnej liturgii”.
    Słowa kluczowe
    Tadeusz Różewicz, Dietrich Bonhoeffer, bezreligijne chrześcijaństwo, niereligijna liturgia, chodzenie, odchodzenie

    The Irreligious and Unbeautiful Liturgy of Learning to Leave by Tadeusz Różewicz
    Abstract
    The essay offers an interpretation of the motif of “departure” in Tadeusz Różewicz’s poem Learning to Walk in light of the thought of Dietrich Bonhoeffer and Hannah Arendt. The author reflects on the meaning of the word “departed” within the context of the human condition in a world where transcendence is no longer self-evident. This keyword serves as a starting point for considerations of responsibility, solitude, and adulthood in a post-Nietzschean world, where one must
    find one’s path after the “death of God.” Although Różewicz does not explicitly refer to Arendt, his reflection on Bonhoeffer’s “adult world” resonates with Arendt’s concepts, allowing poetic meditation to merge with theological and philosophical inquiry. The notion of “following” also
    becomes an important context for the analysis. The essay concludes that “learning to walk is learning a godless and nonreligious liturgy.”
    Keywords
    Tadeusz Różewicz, Dietrich Bonhoeffer, non-religious Christianity, non-religious liturgy, walking, departing

  • Jaskinia filozofów w chmurze (czy w chmurach)?

    O kilku metaforach „ekonomii danych”

    Ostatnie The Economist z 22.02.2020 publikuje specjalny raport na temat „Zalewu danych, który powoduje powstanie nowej gospodarki”, gospodarki danych. Już nie znajdujemy się, jak głosiło słynne wyrażenie, w „społeczeństwie opartym na wiedzy”, nie ma już GOW, czyli gospodarki opartej na wiedzy. Według języka OECD, w takim starym paradygmacie myślenia, wiedza jest objęta ofertą (niezależnym bytem), który napędza rozwój. Powstają także rachunki kompetencji konkurencyjnych i finansowych kapitału intelektualnego. Redaktor amerykański do spraw techniki w The Economist, Ludwig Siegele, we wstępniaku „Lustrzane światy” pisze niezwykle interesująca analizę. A zaczyna tak:

    „Armia sobowtórów atakuje świat. Najpierw pojawiły się cyfrowe kopie silników lotniczych, turbin wiatrowych i innego ciężkiego sprzętu. Następnie elektroniczne duchy mniejszych i większych rzeczy dołączają do nich w wirtualnym królestwie, od szczoteczek do zębów i sygnalizacji świetlnej po całe sklepy i fabryki. Nawet ludzie zaczęli rozwijać te alter ego. W Ameryce National Football League planuje zaprojektować elektronicznego awatara dla każdego gracza.

    Ci „bliźniacy cyfrowi”, jak je nazywają geekowie, to znacznie więcej niż repliki oryginału. Pomyśl o nich bardziej jak o cieniach, które dzięki licznym czujnikom i łączności bezprzewodowej są ściśle powiązane z ich fizyczną jaźnią i wytwarzają oceany danych. Jeśli coś dzieje się w prawdziwym świecie, jest to szybko odzwierciedlane w tej sferze cienia. Niektóre cyfrowe bliźnięta już mają zaprogramowane prawa natury. Podwojone jako baza danych wszystkiego, co kiedykolwiek wydarzyło się w oryginale. To pozwala spojrzeć w ich przyszłość. Na przykład trenerzy sportowi będą mogli przeprowadzać symulacje, przewidywać, kiedy sportowiec dozna kontuzji i dostosowywać procedury treningowe, aby uniknąć problemów.”

    Język autora analizy jest niezwykle sugestywny i czyta się to jak początek fascynującej powieści science-fiction.

    Gospodarka danych to jest spełnienie przepowiedni ekscentrycznego informatyka Davida Gelerntera z Yale University, który już dawno przewidywał World Wide Web jako „lustrzane światy”, jako nowy wymiar życia ludzkiego opartego na danych i napędzany przez nie. Krok po kroku, coraz więcej części świata fizycznego ma być reprezentowanych i symulowanych w świecie wirtualnym.

    Sun light in a cave Khaoluang attractions. Phetchaburi Thailand (Depositphotos)

    Tutaj pojawia się metafora platońskiej jaskini, a właściwie jej odwrócenie, bo Platon twierdził, że rzeczywiste obiekty są niedoskonałymi kopiami ich prawdziwej istoty, którą człowiek może kontemplować jedynie w świecie idealnym. Natomiast teraz powstaje lustrzane odbicie tej niedoskonałe kopii platońskiej idei, odbicie, które może wytworzyć i napędzać całkiem realny świat ekonomii i twardego pieniądza. A jednocześnie to odbicie staje się jakby światem idealnym, sterylnym, czysto cyfrowym, niewidzialnym. Mimo że The Economist zajmuje się tym problemem ze względu na realną gospodarkę, to z punktu widzenia kulturoznawczego i filozoficznego proces ten jest także niezwykle ciekawy. Odbity świat jest odbity nie tylko tak jak ten platoński niedoskonale, ale także nierówno.

    Pamiętam, kiedy w pierwszej dekadzie XXI wieku podczas nieoficjalnego spotkania Marka Turnera, kognitywisty z Kalifornii, słuchałem jego opowieści o tym, jak to jego Uniwersytet rekrutuje w Second Life, czyli darmowym, wirtualnym świecie gry, udostępnionym publicznie w 2003 roku przez firmę Linden Research, Inc., z San Francisco. W szczycie popularności gra ta miała zarejestrowanych ponad 9 mln graczy. Second Life ma nawet swoją wirtualną walutę. Wiele firm i uniwersytetów nie tylko rekrutuje, ale także np. posiada wirtualne sale wykładowe, czy laboratoria do nauki języków obcych.

    Na marginesie zostawiam także problem rekrutacji do armii amerykańskiej poprzez gry walki (np. America’s Army).

    Jednak ten świat, o którym pisze The Economist, w którym dołączają się także dane przesyłane przez Internet Rzeczy (Internet of Things IOT) jest coraz większy i można powiedzieć, że na naszych oczach powstaje nowy byt.

    Jak zauważają autorzy The Economist, dane mają po angielsku jedynie formę liczby mnogiej. Istotnym pytaniem jest dlaczego? Jaka metaforyzacja leży u źródeł takiego faktu lingwistycznego?
    Mówimy na przykład: „przepływ danych”, co sugeruje, że dane to jakaś płynna substancja. Na pewno jest to substancja niepoliczalna, jak woda czy piasek w języku angielskim. O tym metaforach w języku pisałem w swoim czasie z Kennethem Holmqvistem w „Infinity in Language”.

    Dane to może być „paliwo przyszłości” (czyli benzyna czy olej napędowy), jednak dane mogą być wszędzie, jak „światło słoneczne”, mogą tworzyć „cyfrową infrastrukturę”. Co więcej, z jednej strony są one nierywalizujące, (dane mogą być używane przez wielość użytkowników), z drugiej zaś strony, mamy też nierówny do nich dostęp.

    „W zależności od tego, gdzie ustawiono suwak kryptograficzny, dane mogą rzeczywiście być dobrami prywatnymi, takimi jak ropa naftowa lub dobrami publicznymi, takimi jak światło słoneczne, lub czymś pośrednim, znanym jako „dobro klubowe”.”

    Kliki są kupowalne i kupowane, dlatego metafora paliwa przyszłości jest najbardziej istotna dla ekonomii. Szkopuł w tym, że nie ma jednej prawdziwej wartości danych.

    Światła słonecznego się nie opadatkowuje, światłem się nie handluje i podobnie powinno być z danymi, powinny być otwarte. A nie są. Niektórzy postulują wymianę danych na zasadzie „fair play”. Handel i ekonomia na zasadach fair play powinien mieć miejsce w przypadku danych także.

    A tymczasem nierówności rosną wraz z ilością użytkowników. Jak można przeczytać w numerze The Economist, w ciągu ostatniej dekady liczba osób korzystających z Internetu wzrosła z 1,8 miliarda, czyli jednej czwartej świata, do 4,1 miliarda, czyli o ponad połowę. Coraz więcej nas chodzących w chmurach. I coraz więcej ludzi bezwolnych, rządzonych algorytmami.

    Gdzie się podziała idea pierwszych pionierów rewolucji cyfrowej o powstaniu olbrzymiej biblioteki cyfrowej, w której wszystko będzie za darmo dla wszystkich?

    Dane i informacja to nie jest wiedza. Wiedza musi mieć ludzi z opowieściami. Dlatego zakończę opowieścią z życia. Podczas ostatniego egzaminu z kulturowej historii nowoczesności na kulturoznawstwie Uniwersytetu Łódzkiego na pytanie, które treści wykładu najbardziej zmieniły twój sposób myślenia, najczęściej padały dwie odpowiedzi: Foucoultowska analiza panoptikonu, oraz Baumanowska analiza Zagłady.

    Dlatego warto wspomnieć, że to właśnie Michel Foucault przypominał, że wiedza to władza. Dziennikarstwo jeszcze Carlyle uznawał za bohatera swoich czasów i często nazywane one było czwartą władzą. Czasami świat akademicki także nazywany jest czwartą władzą. Czy na naszych oczach rośnie jaskinia filozofów w chmurach, nowa piąta władza?

    I jeśli Hannah Arendt w kontekście Zagłady mówi i pisze o banalności zła administratorów Holocaustu wykonujących bezwolnie rozkazy, to czy dziś mamy do czynienie ze spotęgowaniem zła niewyobrażalnych rozmiarów, kiedy rozproszeni przez świat cyfrowy ludzie wykonują rozkazy algorytmów „jaskini filozofów w chmurach”? Matrix.

    silhouette businessman who is appeared through the matrix background
  • Egzamin z kulturowej historii nowoczesności

    Niemiecki faszystowski obóz koncentracyjny w Auschwitz

    Jutro (28.01.20) na kulturoznawstwie Uniwersytetu Łódzkiego przeprowadzę egzamin z „Kulturowej historii nowoczesności”. Jedną z ważnych książek do przeczytania przez studentów jest esej Georgesa Didi-Hubermana

    Georges Didi Huberman By MACBA – https://www.flickr.com/photos/macba/15673481262/in/set-72157631418756248, CC BY-SA 2.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=36736103

    pt. Obrazy mimo wszystko. (Didi-Huberman, Georges. Obrazy mimo wszystko. Przetłumaczone przez Mai Kubiak Ho-Chi, Towarzystwo Autorów i Wydawców Prac Naukowych Universitas, 2008.)

    A dzisiaj jest smutna 75. ROCZNICA WYZWOLENIA NIEMIECKIEGO NAZISTOWSKIEGO OBOZU KONCENTRACYJNEGO I ZAGŁADY AUSCHWITZ . Przypomniało mi się, że na moich wykładach ta przejmująca i niezwykła książka Didi-Hubermana nie znalazła odpowiedniego miejsca, pomimo uwzględnienia na liście lektur obowiązkowych, bo było zbyt dużo innych pozycji do omówienia, np. „Nowoczesność i Zagłada” Baumana. (Bauman, Zygmunt. Nowoczesność i Zagłada. Przetłumaczone przez Tomasz Kunz, Wydawnictwo Literackie, 2012.)

    Zygmunt Bauman Forumlitfest [CC BY (https://creativecommons.org/licenses/by/3.0)%5D

    Odnosiłem się także do zmysłów i fotografii jako sztuki modernistycznej przy okazji Baudelaire’a i jego portretu Nadara a także pierwotnego selfika jakby w 3D autorstwa Felixa Nadara. („Photographs of the Famous by Felix Nadar”. The Public Domain Review. Udostępniono 27 styczeń 2020.) A przecież tyle jest tutaj do opowiedzenia przy okazji tych czterech fotografii świadectw omawianych przez Didi-Hubermana.

    Leni Riefenstahl By nieznany – https://utkgermancinema.files.wordpress.com/2014/01/113308-050-674a1883.jpg, Domena publiczna, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=76014214

    Mam przed sobą zachwyty Susan Sontag nad propagandowymi filmami Leni Riefenstahl (bardzo dobre obrazy sztuki filmowej) z jednej strony, oraz przejmujące opisy i interpretacje Georgesa Didi-Hubermana czterech fotografii wykradzionych rzeczywistości Zagłady w Auschwitz-Birkenau. Z jednej strony niemiecka reżyserka, autor-filmowiec, z drugiej — amator, więzień, członek Sonderkommando, który musi się śpieszyć, ukrywać i wykradać rzeczywistości zdjęcia — zapis światła. I mroku. I dymu. I wytapiającego się z palonych ciał tłuszczu. Z jednej strony mamy seksownych oficerów Waffen-SS ubieranych przez Hugo Bossa, z drugiej przerażające, dantejskie sceny wychudzonych kobiet zapędzanych na rzeź albo wyobrażone dźwięki wyrywania zwłokom złotych zębów.

    Susan Sontag portret z 1979 r. By Lynn Gilbert, CC BY-SA 4.0, https://commons.wikimedia.org/w/index.php?curid=63818412

    Na wykładzie mówiłem także o tezie Baumana z Nowoczesności i Zagłady, że problem Holokaustu nie jest problemem wyłącznie niemieckim, czy/i Żydowskim, ale jest to problem nowoczesnej cywilizacji i nowoczesnej kultury. O elementach tej nowoczesnej organizacji pisze także Didi-Huberman.

    Jednak Susan Sontag pytana o te swoje fragmenty książek, w których fascynuje się elementami sztuki faszystowskiej, odnajduje wrażliwość faszystowską w sobie samej i w otaczającej ją rzeczywistości społecznej:

    „Czy twoim zdaniem istnieje coś takiego jak wrażliwość nazistowska?” — pyta Jonathan Cott.

    SS: „Tak, sądzę, że taka wrażliwość istnieje i przenika wiele zjawisk. Dość wcześnie w życiu uświadomiłam sobie, że występuje nawet w wielu działaniach nowej lewicy. Bardzo mnie to zaniepokoiło. Było to coś, o czym nie mówiło się zbyt głośno pod koniec lat sześćdziesiątych i na początku siedemdziesiątych, kiedy skupiano się przede wszystkim na doprowadzeniu do zakończenia amerykańskiej wojny w Wietnamie. Było jednak zupełnie jasne, że wiele działań nowej lewicy nie ma nic wspólnego z socjaldemokracją. Przenikał je antyintelektualizm, który, jak sądzę, był jedną z cech składających się na ów faszystowski klimat – antykulturalny, brutalny, przeniknięty pewnym rodzajem nihilizmu. Niektóre elementy retoryki faszystowskiej brzmią jak hasła nowej lewicy. Nie chcę bynajmniej postawić znaku równości między nową lewicą a faszyzmem, jak to chętnie czynią różni konserwatyści czy inni reakcjoniści, ale trzeba sobie wyraźnie uświadomić, że nie rozmawiamy tu o przedmiotach, lecz o procesach, i znajdujemy się w bardzo skomplikowanej sytuacji, bo ludzki wymiar wszystkich spraw jest zawsze złożony. W każdym nurcie istnieją sprzeczne impulsy – należy nieustannie wypatrywać sprzeczności i próbować je rozwiązywać, usuwać.” (Susan Sontag, Jonathan Cott. Myśl to forma odczuwania (Kindle Location 708-719).)

    To ważne rozpoznanie. Zobaczyć faszystę w sobie. Może zrobić sobie test autorytaryzmu propagowany w 1947 r. przez Theodora Adorno? (F-scale personalisty test, opisany w jego książce z 1950 r. The Authoritarian Personality).

    Kryteria tego testu to konwencjonalizm (albo konformizm): zgodność z tradycyjnymi normami społecznymi i wartościami klasy średniej; autorytarne podporządkowanie (czyli inaczej ślepe posłuszeństwo): pasywna koncepcja przestrzegania konwencjonalnych norm i wartości;
    autorytarna agresja: karanie i potępianie osób, które nie przestrzegają konwencjonalnych wartości, które są mi podporządkowane; zabobonność i przesądy; kult siły i „bycia twardym”; odrzucenie życia wewnętrznego tj. „Odrzucenie wszelkiej wewnętrzności, subiektywności, wyobraźni, czułości i samokrytyki”.

    Dlaczego zestawiam te fakty? Wydaje mi się, że trzeba zgodzić się z Adorno, Sontag i Baumanem, że namysł nad nowoczesnością to również namysł nad sobą samym i to także w wymiarach zbiorowości. (Pisałem o tym gdzie indziej: (2019) Religion, Enlightenment, Pluralism in Present Europe. W: Nach Der Reformation Deutsch-Polnische Beiträge Im Europäischen Kontext, zredagowane przez Michael Meyer-Blanck, 1. wyd., Evangelische Verlagsanstalt, Leipzig, s. 65–73.)

    Dzisiaj ukazał się w Svenska Dagbladet felieton okolicznościowy autorstwa Esther Pollack o relacjach z holokaustu w Szwecji oparty na jej oryginalnych badaniach opublikowanych w Social Semiotics. Tytuł tego felietonu jest znamienny: „Fakty o Holokauście to „propaganda okrucieństwa””…

    „Badanie relacji obecnych w Dagens Nyheter, największej szwedzkiej gazecie porannej, pokazuje, że media, które mogły przekazać społeczeństwu lepszą wiedzę o Zagładzie, zostały zniekształcone przez kapryśną politykę prasową rządu.” pisze felietonistka SvD.

    Esther Pollack jest profesorem dziennikarstwa na Wydziale Mediów Uniwersytetu Sztokholmskiego. Indywidualnie i wspólnie z kolegami ze Skandynawii, opublikowała kilka antologii i artykułów naukowych na temat badań porównawczych medialnych skandali w krajach nordyckich. Prowadziła również badania dotyczące procesów moskiewskich w prasie szwedzkiej, raportów szwedzkich gazet na temat Holokaustu w okresie drugiej wojny światowej oraz opisu Romów w prasie szwedzkiej. Kolejne prace dotyczyły także kwestii związanych z rolą dziennikarstwa w demokracji.

    Według jej dzisiejszego felietonu w latach po kryształowej nocy w 1938 r. liczba artykułów o obozach koncentracyjnych maleje i utrzymuje się na stosunkowo niskim poziomie do 1943–44, kiedy znów liczba artykułów się zwiększa.

    Opinia publiczna wedle Esther Pollack została wprowadzona w błąd przez radio i podporządkowaną rządowi prasę, które nie wspominały o niemieckich okrucieństwach. A przecież można znaleźć ślady, iż wiedza o tym była już dostępna w 1942 r. I to dzięki Polakom, bo ważnym, dostępnym w języki angielskim (a zatem międzynarodowym) źródłem o eksterminacji Żydów i innych ofiarach w obozach koncentracyjnych był raport „Nowy niemiecki porządek w Polsce”, opublikowany w Anglii w 1942 r. (New German Order in Poland) przez polski rząd emigracyjny. W Szwecji o raporcie wspomniały niektóre gazety, jedna z nich to publikacja w antynazistowskim tygodniku Trots Alt! („Mimo wszystko”). Magazyn opublikował również niewielki fragment raportu polskiego rządu na uchodźstwie – ówczesne szwedzkie władze szybko skonfiskowały nakład gazety. Redaktor Tura Nerman odpowiedział bardzo odważnie, tłumacząc i publikując cały raport w listopadzie 1942 r., pod tytułem Polens martyrium („Polskie męczeństwo”).

    O tym, że fakty z Holokaustu miały miejsce wiedziano, bo od 1944 r. w Szwecji właśnie planowano akcję tamtejszego Czerwonego Krzyża (pod kieronictwem hrabiego Bernadotte) tzw. Białych autobusów, którymi wywieziono z terenów polskich przetrwałych Żydów skandynawskich do Szwecji i Danii. Artykuł z 4 kwietnia 1945 r. szwedzkiego historyka antysemityzmu Hugo Valentina w Dagens Nyheter właśnie wskazuje na niedoinformowanie społeczeństwa szwedzkiego.

    W Szwecji od tamtej pory wiele się zmieniło. Dzisiaj także przypomina prasa szwedzka nową definicję antysemityzmu z wieloma konkretnymi przykładami.

    antysemityzm
    W 2016 r. Szwecja przyjęła definicję za Międzynarodowym Sojuszem Pamięci o Holokauście:

    „Antysemityzm to pewien pogląd na Żydów, który można wyrazić jako nienawiść do Żydów. Retoryczne i fizyczne przejawy antysemityzmu są skierowane przeciwko Żydom lub nie-Żydom i / lub ich własności, a także instytucjom społeczności żydowskich i przestrzeniom przeznaczenia religijnego”

    W tym roku w Sztokholmie miały miejsce uroczystości upamiętniające na placu Raoula Wallenberga, Wielkiej Synagogi i w kościele św. Jakuba.

    Podczas uroczystości na placu Raoula Wallenberga, zorganizowanej przez Forum Żywej Historii, przemawiał minister spraw wewnętrznych Mikael Damberg.

    Specjalne uroczystości miały miejsce również w kilku innych miastach, w tym w Malmö i Göteborgu.

    Premier Stefan Löfven i księżniczka Wiktoria wzięli udział w ceremonii upamiętniającej w poniedziałek w Oświęcimiu, a zakończyli ceremonią ze świecami w Birkenau. Około 300 osób, które przeżyły Holokaust, uczestniczyło w różnych ceremoniach i kilku światowych przywódców było obecnych.

    Szwedzcy licealiści korzystają ze specjalnego programu wyjazdów szkolnych do Auschwitz, aby zapoznawać się z tą historią i żeby nie zapominać.

    Ważne w tym wszystkim jest doświadczenie. Nie ma myślenia bez doświadczenia. To jest kluczowe, aby zrozumieć ucieleśnienie myślenia.

    Susan Sontag pisze: „Jedyna metafora zdolna oddać, czym jest życie umysłu – pisze badaczka polityczna Hannah Arendt – musi się odwoływać do doznania życia. Bez oddechu życia ludzkie ciało jest trupem, bez myślenia umysł ludzki jest martwy” (Hannah Arendt, Myślenie , przeł. Hanna Buczyńska-Garewicz, Warszawa 1991, s. 179.). Susan Sontag zgadzała się z tym poglądem. W drugim tomie swych dzienników ( Jak świadomość związana jest z ciałem ) napisała: „Jako osoba inteligentna nie uważam, że robię coś »lepiej«. To jedyna forma mojego istnienia. […] Wiem, że boję się bierności (i zależności). Gdy używam umysłu, mam wrażenie, że jestem aktywna (niezależna). To dobrze” (Susan Sontag, Jak świadomość związana jest z ciałem , przeł. Dariusz Żukowski, Kraków 2013, s. 336, 403). (Susan Sontag, Jonathan Cott. Myśl to forma odczuwania (Kindle Locations 2145-2146).)

    Cytowana Hannah Arendt jest autorką słynnej formuły „banalności zła”.

    „Zło jest skrajne i nie posiada żadnej głębi ani jakiegokolwiek demonicznego wymiaru. Może ono wypełnić i spustoszyć cały świat, bo rozprzestrzenia się jak grzyb porastający powierzchnię. Urąga myśli (…)” – pisze Hannah Arendt, autorka „Korzeni totalitaryzmu”.

    Ludzie pragną widzieć zło w demonicznej formie, najlepiej w potworach, zbrodniarzach znaleźć bestię… Jednak ci zbrodniarze okazują się po prostu zwykłymi ludźmi, którzy zwyczajnie, codziennie wykonywali swoje obowiązki, byli posłuszni. Myślenie to cielesne nieposłuszeństwo.

    posłuszeństwo
    Trailer filmu biograficznego Hannah Arendt (2012) w reż. Margarethe von Trotta

    Dobre świadectwo – czytajcie koniecznie

    (więcej…)