Tag: zamach

  • „Zamach stanu” w cudzysłowie. Jak szwedzkie (i trochę fińskie) media opowiadają warszawską noc pod Trybunałem

    „Zamach stanu” w cudzysłowie. Jak szwedzkie (i trochę fińskie) media opowiadają warszawską noc pod Trybunałem

    Szwedzkie media główne – SvD, DN, Sveriges Radio, SVT – relacjonując noc pod Trybunałem Konstytucyjnym, piszą o „zamachu stanu” konsekwentnie w cudzysłowie. To są cytaty z jednej ze stron sporu, nigdy nie własna kwalifikacja. Kiedyś nazwałem takie zabiegi znacznikami iluzji. To nie tylko dziennikarska ostrożność. Jak zauważa w SvD lundzka profesorka Barbara Törnquist-Plewa, rosyjskie źródła już rozpowszechniają w mediach społecznościowych opowieść o „zamachu stanu” w Polsce – i to całkiem serio, bez żadnego cudzysłowu. Szwedzki cudzysłów jest więc granicą: oddziela polski spór o praworządność, w którym obie strony oskarżają się o łamanie Konstytucji, od rosyjskiej narracji, która ten spór chętnie przejmie jako dowód rozpadu państwa na wschodniej flance NATO.

    Ekot (SR) i SVT trzymają się modelu public service: kto, co, dlaczego, bez oceny. „Juridisk statskupp” to w Ekot słowa krytyków, Tusk cytowany jest zdaniem o konieczności działania, a relację zamyka konstatacja, że nie wiadomo, kto dziś kieruje Trybunałem. SVT dorzuca szczegół pomijany gdzie indziej: Nawrocki przyjechał pod Trybunał z pierwszym prezesem SN i sam deklaruje, że pomógł Święczkowskiemu wejść do budynku.

    Najbogatsze jest DN. Ramka tła w relacji Ulriki By przypomina rzecz w polskich opowieściach zwykle pomijaną: w 2015 roku ustępująca koalicja Tuska wybrała pięciu sędziów zamiast trzech, PiS odpowiedziało własnym obsadzaniem foteli – tyle że to PiS zostało za to skazane przez ETPCz i TSUE. Komentarz Michaela Winiarskiego nie oszczędza nikogo: prezydent łamie konstytucję, odmawiając zaprzysiężenia sędziów, ale i rząd idzie po krawędzi, bo pełniącą obowiązki prezesa TK wskazał minister, a nie prezydent. Tuskowe „cięcie mieczem” może się zemścić: pod jednym płotem stanęli Kaczyński, Morawiecki, Mentzen i Braun, a do wyborów został rok.

    Wspólna dla Szwedów i fińskiego Yle jest jedna klisza wynikająca jednak z dystansu: prezydent Polski jest przedstawiany jako urząd „w gruncie rzeczy ceremonialny”. Szwed zna tylko monarchę bez władzy i nie ma kategorii na kohabitację; Fin, którego prezydent po reformie z 2000 roku zachował mandat z wyborów powszechnych i wpływ na politykę zagraniczną, powinien wiedzieć lepiej. Prezydent z wetem, którego koalicja nie jest w stanie odrzucić, nie jest dekoracją – warszawska noc rozpychania się ciałem jest tego dowodem. Poza tym Finlandia patrzy na spór agencyjnie i z dystansu: na razie to dla niej wiadomość, nie temat.