Tag: idea uniwersytetu

  • Uniwersytety w Szwecji, Polsce i Ameryce — prestiż czy polityka

    Uniwersytety w Szwecji, Polsce i Ameryce — prestiż czy polityka

    Obserwatorium Nordyckie | 6 maja 2026

    Jarosław Płuciennik


    Poniedziałkowy numer Svenska Dagbladet przynosi felieton, który inspiruje. Johannes Lindvall, profesor nauk politycznych na Uniwersytecie w Göteborgu, stawia w rubryce Under strecket pytanie, które coraz trudniej ignorować: dlaczego Szwedzi wciąż ufają swoim uniwersytetom, podczas gdy w Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii szkolnictwo wyższe stało się polem otwartej wojny kulturowej?

    Odpowiedź, jaką Lindvall konstruuje, jest precyzyjna i niepokojąca zarazem — bo pokazuje, że ów nordycki spokój nie jest stanem naturalnym, lecz kruchą równowagą, wymagającą nieustannej troski.

    Życie uniwersyteckie (lic. Depositphotos)

    Ameryka jako lustro

    Punktem wyjścia jest diagnoza sytuacji w USA. Od stycznia 2025 roku, gdy Donald Trump po raz drugi objął urząd prezydenta, kampania jego administracji przeciwko uczelniom nabrała cech systematycznej ofensywy, o czym Obserwatorium Nordyckie już pisało: groźby cofnięcia finansowania badań, kosztowne procesy sądowe, naciski na zmianę polityki kadrowej i programowej. W lutym 2026 roku rząd federalny złożył przeciwko Harvardowi pozew opiewający na miliard dolarów. Nie jest to tylko spór o pieniądze — to próba zmiany tego, czym w ogóle jest uniwersytet.

    Lindvall wskazuje, że w tle konfliktu leżą dwa fundamentalne pytania. Pierwsze dotyczy ekonomii: czy uczelnie są demokratycznym narzędziem awansu społecznego, czy też — jak twierdzą krytycy — głównie maszyną do reprodukowania uprzywilejowanych elit? Drugie dotyczy wartości: czego i w jakim duchu uczą? Odpowiedzi na oba pytania stały się w USA kwestią identyfikacji partyjnej. I to właśnie jest, zdaniem Lindvalla, scenariusz, którego Szwecja powinna za wszelką cenę uniknąć.

    Badania Gingrich: mapa poparcia

    Centralnym punktem odniesienia w felietonie są wyniki dużego badania porównawczego, opisanego w artykule naukowym Who backs universities? Public attitudes and contemporary backlash (Jane Gingrich, „Comparative Education”). Badanie — przeprowadzone jesienią 2024 roku na próbie około 1500 respondentów w każdym z pięciu tylko krajów: USA, Wielkiej Brytanii, Francji, Niemczech i Szwecji — miało na celu zmierzenie nie tylko ogólnego poziomu zaufania do uczelni, ale przede wszystkim mechanizmów, które za nim stoją lub które go podkopują.

    Gingrich, profesorka polityki społecznej w Oksfordzie, od lat bada politykę edukacyjną w perspektywie porównawczej, ze szczególnym uwzględnieniem tego, jak reformy rynkowe zmieniają postawy obywateli wobec instytucji publicznych. Jej projekt obejmował trzy eksperymenty osadzone w ankiecie: analizę conjoint dotyczącą postrzegania jakości edukacji, test gotowości wyborców do karania rządzących za słabe wyniki systemu edukacji, oraz — najważniejszy dla interesującej nas kwestii — badanie mechanizmów odpowiedzialnych za rosnący backlash wobec szkolnictwa wyższego wśród określonych grup społecznych.

    Wyniki są jednoznaczne: Szwecja wyróżnia się pozytywnie na tle wszystkich pozostałych krajów. Podziały ideologiczne wokół szkolnictwa wyższego są tu znacznie mniejsze niż w krajach pozostających pod wpływem anglo-amerykańskiego modelu; uczelnie są postrzegane jako instytucje użyteczne dla całego społeczeństwa, a nie tylko dla jednej jego klasy czy orientacji politycznej. Przeciętny wynik zaufania w Szwecji jest wyraźnie wyższy niż w USA czy Wielkiej Brytanii, gdzie polaryzacja osiągnęła poziom alarmujący.

    Trzy wyjaśnienia nordyckiej odporności

    Lindvall proponuje trzy wzajemnie uzupełniające się wyjaśnienia.

    Pierwsze: struktura ekonomiczna. W Szwecji różnica płac między osobami z wyższym i bez wyższego wykształcenia jest relatywnie niewielka — mniejsza niż w USA, Wielkiej Brytanii czy Polsce. System finansowania studiów oparty jest na państwowych pożyczkach studenckich, a nie na prywatnym zadłużeniu, co radykalnie obniża ekonomiczne ryzyko podjęcia studiów. W efekcie dostęp do uczelni jest powszechny, a resentyment wobec “wykształconych elit” — znacznie słabszy. Gdy dyplom nie jest wyrocznią klasową, trudniej go demonizować.

    Drugie: mniejsza intensywność konfliktów kulturowych. W Szwecji o programach nauczania, wykładowcach gościnnych czy polityce rekrutacyjnej toczy się mniej ostrych batalii niż w USA i Wielkiej Brytanii. Uczelnie są traktowane — i same się traktują — bardziej jako miejsca pracy i badań niż jako sceny dramatów ideologicznych. Kontrowersje wokół kursów czy języka akademickiego zdarzają się, ale mają znacznie mniejszy ładunek symboliczny i polityczny.

    Trzecie: reprezentatywność polityczna kadry. Powołując się na badania ekonomistów Niclas Berggren i Henrik Jordahl oraz socjolożki Charlotty Stern, Lindvall zauważa, że szwedzcy wykładowcy akademiccy są politycznie bliżsi ogółowi społeczeństwa niż ich odpowiednicy w USA czy Wielkiej Brytanii. To ogranicza wiarygodność narracji o “lewicowej bańce kampusowej” — bo gdy kadra jest mniej jednorodna politycznie, trudniej ją przedstawiać jako ideologiczną enklawę.

    Polska: między Stokholmem a Waszyngtonem

    Kiedy przykładamy ten analityczny szkielet do polskich realiów, obraz jest mniej optymistyczny — choć nie beznadziejny.

    Pod względem zaufania instytucjonalnego Polska plasuje się znacznie bliżej modelu anglo-amerykańskiego niż nordyckiego. Polacy generalnie są bardziej nieufni wobec instytucji publicznych (co potwierdzają systematycznie dane Eurobarometru i CBOS), a uczelnie nie są tu wyjątkiem. Towarzyszą temu trzy narracje, które wzajemnie się wzmacniają: uczelnie jako środowisko oderwane od rynku pracy i produkujące “bezużyteczne dyplomy” (słynna teza prezesa PZU Klesyka o fabrykach bezrobotnych); uczelnie jako bastion liberalno-lewicowej ideologii; uczelnie jako środowisko nepotyczne i zamknięte na zewnętrzną krytykę.

    Lata 2015–2023 były pod tym względem szczególnie napięte. Reforma Gowina (ustawa 2.0) zmieniła strukturę zarządzania uczelniami w sposób budzący uzasadnione obawy o ich autonomię. Atak na gender studies i “ideologię gender” stał się elementem szerszej polityki kulturowej państwa PiS. Ustawa o IPN z 2018 roku usiłowała ograniczyć swobodę badań historycznych a finansowanie tej instytucji odebrało nikłe finansowanie badań historycznych (gdyby te pieniądze trafiły do instytutów PAN…) W odpowiedzi środowisko akademickie — słusznie — zaangażowało się w obronę praworządności, aktywizując m.in. Komitet Kryzysowy Humanistyki Polskiej, który organizował strajki okupacyjne w całej Polsce.

    Ale tu pojawia się paradoks, który Lindvall — choć nie pisze o Polsce — diagnozuje precyzyjnie: zaangażowanie polityczne środowiska akademickiego w obronie wartości demokratycznych jest uzasadnione i potrzebne, ale niesie ze sobą ryzyko trwałego utożsamienia uczelni z jedną stroną podziału politycznego. Jeśli uniwersytet zaczyna być postrzegany nie jako instytucja “nad barykadą”, lecz “po jednej stronie barykady” — traci część swojej społecznej bazy zaufania.

    Polska ma ponadto jeden z wyższych w Europie współczynników premii płacowej za dyplom. Dyplom wciąż wyraźnie oddziela klasy społeczne, co tworzy podatny grunt dla populistycznej narracji obencnej wśród tradycyjnego elektoratu prawicowego o “wykształciuchach”. To głęboka różnica strukturalna w stosunku do Szwecji — i prawdopodobnie jeden z ważniejszych powodów, dla których polski backlash wobec uczelni ma większy potencjał mobilizacyjny niż szwedzki.

    Co można zachować, co zbudować

    Polska dysponuje jednak zasobami, których nie wolno lekceważyć. Tradycja inteligencji — pojęcie nieprzetłumaczalne na szwedzki ani angielski — oznaczała historycznie społeczną odpowiedzialność wykształconej warstwy za całą wspólnotę, nie tylko za własne interesy korporacyjne. To dziedzictwo nie zniknęło. Polskie uczelnie mają też, pomimo wszystkich kryzysów, stosunkowo wysoką pozycję w systemie wartości społecznych — dyplom wciąż jest ceniony, nawet gdy konkretne uczelnie są krytykowane.

    Lindvall w swoim felietonie formułuje trzy filary, na których opiera się szwedzki model: wolność badań, dydaktyka i zaangażowanie w życie społeczne — bez ostentacyjnego demonstrowania politycznych preferencji. To nie jest postulat apolityczności, bo apolityczność jest iluzją. To postulat wiarygodności: instytucja jest wiarygodna wtedy, gdy jej działania publiczne wynikają z racji epistemicznych i etycznych, a nie z lojalności partyjnej.

    Paradoks polega na tym, że w Polsce lat 2015–2023 demonstrowanie politycznych preferencji przez środowisko akademickie było moralnie konieczne — bo zagrożona była sama substancja instytucji. Ale w Polsce lat 2025 i kolejnych wyzwaniem jest coś innego: odbudowanie zaufania tych grup społecznych, które postrzegają uniwersytet jako instytucję obcą. A to wymaga czegoś więcej niż poprawności politycznej po właściwej stronie — wymaga odwagi intelektualnej, gotowości do stawiania pytań niewygodnych dla własnego środowiska i obecności w debacie publicznej, która nie ogranicza się do mediów jednej opcji.

    Addendum (6 maja 2026): Humanistyka i totalobronność

    Dwa dni po felietonie Lindvalla ta sama rubryka Under strecket przynosi tekst równie niepokojący, tyle że z innej strony. Susanne Dodillet — historyczka edukacji i dydaktyk pedagogiki na Uniwersytecie Sztokholmskim, autorka książki Historien om det moderna universitetet — stawia pytanie, które na pierwszy rzut oka brzmi zaskakująco: co ma wspólnego humanistyka z obronnością państwa?

    Więcej niż mogłoby się wydawać. I właśnie to “więcej” jest problematyczne.

    Kampus na usługach totalobronności

    Od jesieni 2025 roku totalförsvaret — szwedzki system obrony totalnej, łączący wojsko z cywilną odpornością społeczeństwa — powrócił do programów szkół średnich. Rekruci uczą uczniów podstaw wojskowych. Szkoła ma “kształtować wartości” i “wzmacniać demokratyczną odporność”. Na poziomie wyższym działa projekt “Campus totalförsvar” — strategiczna współpraca między akademią, władzami, biznesem i społeczeństwem obywatelskim, w której uczestniczy ponad 30 uczelni. Jego strona internetowa deklaruje, że celem jest wyposażenie społeczeństwa w wiedzę i kompetencje potrzebne do stawienia czoła wyzwaniom “jutra”.

    “Humaniora ma w tej inicjatywie naturalne miejsce” — pisze Dodillet, cytując głos środowiska. Historycy i badacze idei mają wzmacniać “humanistyczną sprawność duchową” i budować “demokratyczną odporność”. Brzmi szlachetnie. Ale Dodillet drąży głębiej.

    Torsten Husén i paradoks demokratycznej propagandy

    Centralną postacią jej analizy jest Torsten Husén (1916–2009) — psycholog szkolny i wieloletni grand old man szwedzkiej polityki oświatowej. Husén badał propagandę pierwszej wojny światowej i zauważył, że zawołanie “Make the world safe for democracy” — z którym USA i Wielka Brytania weszły do konfliktu — było przez wojujące strony odczytywane jako ideologiczne uzasadnienie, nie zaś jako cel sam w sobie. Motywy geopolityczne zepchnęły ideały na drugi plan.

    Po wojnie Husén kontynuował badania jako psycholog wojskowy i trafił na paradoks, który go nie opuszczał: propaganda może być skuteczna jako wsparcie demokratycznego państwa, ale jeśli jest zbyt nachalna, staje się moralnie wątpliwa — i odwrotnie: naprawdę demokratyczne wychowanie zakłada krytyczne myślenie i autonomię jednostki, co jest złą podstawą do masowej mobilizacji. Długie wojny niszczą morale ludu; propaganda musi je uzupełniać — ale propaganda jest sprzeczna z tym, co demokracja głosi o samej sobie.

    Husén zaangażował się w prace komisji szkolnej z 1946 roku, która ustanowiła fundamenty “demokratycznej szkoły” w powojennej Szwecji. Komisja kładła nacisk na kształcenie “samodzielnych i krytycznych obywateli”, zdolnych do własnych ocen i odpornych na demagogię. Ale w tle zawsze była ta sama obsesja: jak wychować ludzi, którzy będą dobrowolnie bronić wspólnoty, nie tracąc przy tym wolności myślenia?

    Czym jest “demokratyczna odporność”?

    Dodillet dostrzega ciągłość tej debaty aż po dzień dzisiejszy. Rządowa strategia demokratyzacji z 2018 roku mówi o “wzmacnianiu odporności obywateli”. “Campus totalförsvar” obiecuje, że szkoła da uczniom “poczucie sprawczości i przynależności” oraz “wychowa ich do misji demokratycznej”. To — jak zauważa Dodillet — jest niemal dosłownie język Huséna sprzed siedemdziesięciu lat.

    I tu pojawia się pytanie, które czyni ten felieton tak intelektualnie drapieżnym: czy wysoki poziom zaufania Szwedów do swoich uczelni — ten sam, który Lindvall opisuje z podziwem — nie jest po części efektem osiemdziesięciu lat spokojnej, konsekwentnej “totalizacji” społeczeństwa przez system edukacji? Czy uczelnie cieszą się zaufaniem dlatego, że są instytucjami wolności — czy dlatego, że skutecznie wytworzyły wspólnotę wartości, która jest zarazem wspólnotą obronną?

    Co to znaczy dla roli humanistyki?

    To pytanie ma bezpośrednie implikacje dla humanistyki. Jeśli humanistyka jest “naturalnie” powołana do budowania demokratycznej odporności — kto definiuje jej treść? Kto decyduje, które narracje historyczne wzmacniają tę odporność, a które ją osłabiają? Kto ocenia, czy “krytyczne myślenie” jest właściwie wyważone między autonomią jednostki a lojalnością wobec wspólnoty?

    Dodillet nie odpowiada wprost — i słusznie. Stawia raczej diagnozę: przez całą powojenną historię Szwecji granica między “wolną humanistyką” a “humanistyką użyteczną dla państwa” była rozmyta. Uczelnie kształciły “demokratycznych obywateli” — co brzmiało jak projekt emancypacyjny, ale miało też zawsze wymiar mobilizacyjny. W czasach pokoju napięcie to pozostawało uśpione. W czasach zagrożenia — jak teraz, gdy Szwecja jest w NATO i realna obawa przed konfliktem z Rosją kształtuje debatę publiczną — napięcie to się ujawnia.

    Polskie echo

    Dla polskiego czytelnika te rozważania mają gorzki smak rozpoznania. Polska humanistyka przez dziesięciolecia była narzędziem “kształtowania świadomości narodowej” — w wersji komunistycznej i nacjonalistycznej, zależnie od okresu. Emancypacja od tej instrumentalizacji była jednym z głównych projektów środowiska humanistycznego po 1989 roku. Tymczasem felieton Dodillet przypomina, że nawet w liberalnej demokracji humanistyka nie istnieje w próżni — zawsze jest zakorzeniona w jakimś projekcie wspólnotowym.

    Pytanie nie brzmi więc: czy humanistyka ma służyć społeczeństwu? — bo oczywiście ma. Pytanie brzmi: jakiemu społeczeństwu, jakim wartościom i w jaki sposób? I kto ma prawo to rozstrzygnąć?

    Jeśli zestawimy oba felietony — Lindvalla i Dodillet — otrzymujemy obraz bardziej złożony niż prosty kontrast “dobrego nordyckiego modelu” wobec “złego modelu anglo-amerykańskiego”. Szwecja wypracowała instytucjonalne zaufanie do uczelni przez dekady — ale wypracowała je częściowo dlatego, że konsekwentnie integrowała edukację wyższą z projektem demokratycznej wspólnoty obronnej. To nie jest bezkosztowe. I to nie jest model, który można po prostu skopiować.

    Prawdziwa autonomia uczelni — ta, o którą warto walczyć — nie polega ani na izolacji od społeczeństwa, ani na bezrefleksyjnym służeniu jego doraźnym celom. Polega na zdolności do podtrzymywania namysłu, który jest jednocześnie głęboko zakorzeniony i nieustępliwie wolny. Humanistyka, która potrafi to pogodzić, jest wartością publiczną. Humanistyka, która wybiera tylko jedno z tych dwóch — albo staje się wieżą z kości słoniowej, albo maszyną ideologiczną.


    Felieton Johannesa Lindvalla „Därför litar vi ännu på våra universitet” ukazał się w Svenska Dagbladet 4 maja 2026 r. Felieton Susanne Dodillet „Demokratisk fostran – för totalförsvaret?” ukazał się w tym samym dzienniku 6 maja 2026 r. Badania Gingrich cytowane przez Lindvalla opisane są w artykule „Who backs universities? Public attitudes and contemporary backlash”,w: „Comparative Education”. Wcześniej Gingrich, Schools and Attitudes Toward Economic Equality,”Policy Studies Journal” 47, 2, 2019.

  • Alumni – tajna broń uniwersytetu?

    Alumni – tajna broń uniwersytetu?

    Sala wykładowa (lic. Depositphotos)

    W refleksjach nad ideą uniwersytetu zwykle skupiamy się na jego wewnętrznych funkcjach: dydaktyce, badaniach, produkcji i obiegu wiedzy. Rzadziej natomiast dostrzegamy, że o sile uczelni decydują także aktorzy stojący nieco z boku – absolwenci. To oni tworzą unikatowe sieci społeczne, które w niektórych systemach akademickich urastają do rangi strategicznej „tajnej broni”.

    Na łamach Svenska Dagbladet Johan Östling, historyk wiedzy z Uniwersytetu w Lund, przywołał ostatnio przykład Harvardu. Uniwersytet ten dysponuje co roku nie tylko ogromnym kapitałem finansowym (ponad 53 miliardy dolarów), lecz także potężną siecią absolwencką. Harvard Alumni Association zrzesza obecnie ponad 420 tysięcy absolwentów – to liczba obejmująca wszystkich żyjących wychowanków uczelni na przestrzeni wielu dekad. Oczywiście nie wszyscy są równie aktywni: część angażuje się mocno w darowizny, mentoring i działania wizerunkowe, inni uczestniczą jedynie w spotkaniach rocznicowych, a wielu pozostaje bierna, po prostu widnieją „na liście”. Mimo to skala tej wspólnoty jest imponująca i stanowi o sile instytucji. Alumni działają jak globalna sieć prestiżu i wpływu – ambasadorzy, którzy przyciągają kolejnych studentów, wzmacniają wizerunek uniwersytetu i oddziałują na życie polityczne oraz kulturowe.

    W Europie tradycja alumni sięga Cambridge i Oksfordu, ale przez długi czas miała głównie charakter towarzyski, klubowy, pozbawiony strategicznego wymiaru. Przełomowe w tym kontekście są badania Pii Widén z Uniwersytetu w Helsinkach. W swojej obszernej rozprawie doktorskiej Developers and Advocators – Strategic Alumni Engagement at Cambridge, Uppsala, Harvard, Helsinki, and Penn State Universities, 1840–2018 (2025) analizuje ona, jak różne uniwersytety angażowały absolwentów przez ostatnie dwa stulecia. Jej porównania pokazują, że alumni mogą być zarówno źródłem finansowego wsparcia, jak i kapitału symbolicznego oraz kulturowego. Mogą działać jako rzecznicy uczelni, wzmacniając jej głos w przestrzeni publicznej.

    Pytanie, które wyłania się z tych badań, brzmi: w jakim stopniu europejskie uniwersytety powinny pójść śladem amerykańskim? Alumni to z pewnością ogromny potencjał. Ale też ryzyko: jeśli ich wpływ stanie się zbyt dominujący, priorytety uczelni mogą zacząć przesuwać się w stronę interesów donatorów i sieci, kosztem autonomii akademickiej.

    Idea uniwersytetu w XXI wieku musi więc objąć także tę sferę – globalną wspólnotę absolwentów. Prawdziwe wyzwanie polega nie na tym, by kopiować amerykański model, lecz na tym, by znaleźć równowagę: jak wykorzystać energię i lojalność alumnów w taki sposób, aby wspierali oni misję uniwersytetu, a nie ją ograniczali.

    Absolwenci podczas ceremonii (lic. Depositphotos)
  • Debata o przyszłości uniwersytetu na Uniwersytecie Łódzkim

    Debata o przyszłości uniwersytetu na Uniwersytecie Łódzkim

    Jaką rolę powinna pełnić Akademia w zmieniającym się dynamicznie świecie; jaka będzie przyszłość uniwersytetów i jak zmienią się ich podstawowe zadania, biorąc pod uwagę wyzwania współczesności; jak kształcić, by nadążać za postępem technologicznym, oczekiwaniami studentów i otoczenia (pracodawców, biznesu), a jednocześnie by niezmiennie budzić u młodych ludzi ciekawość świata i pasję naukowców docierania do prawdy – to zagadnienia, nad którymi zastanawia się dziś cały świat akademicki. Debata na ten temat z inicjatywy prorektora ds. popularyzacji nauki i kształcenia dr hab. Krzysztofa Pabisa odbyła się również na Uniwersytecie Łódzkim, obchodzącym 80-lecie swego istnienia.

    Uczestnicy debaty: dr hab. Agnieszka Kurczewska, prof. UŁ, z Wydziału Ekonomiczno-Socjologicznego UŁ; dr Joanna Miksa, adiunktka w Katedrze Etyki UŁ; prof. dr hab. Jarosław Płuciennik, kulturoznawca, literaturoznawca i kognitywista, profesor nauk humanistycznych na UŁ, dr hab. Krzysztof Pabis, prof. UŁ, zoolog, entomolog, i Jarosław Brodecki, student biologii na Wydziale Biologii i Ochrony Środowiska UŁ, młody naukowiec i przyrodnik, odpowiadali na pytania prowadzących debatę doktorantki Oleny Dubchak (SDNH UŁ) i Sebastiana Piskorskiego (SDNŚiP UŁ).

    Link do YouTube UŁ
  • Co to jest Uniwersytet Heterodoksji i jaką ma przyszłość

    Co to jest Uniwersytet Heterodoksji i jaką ma przyszłość

    W THE dzisiaj Ukazał się ciekawy artykuł Paula Baskena pt. Czy Akademia Heterodoksji zna swoją misję (Does the Heterodox Academy know what it stands for?)

    To jest fikcyjne logo HxA (powyżej)

    Artykuł analizuje rosnącą popularność Heterodox Academy (HxA), organizacji promującej różnorodność poglądów na uczelniach. Choć początkowo miała ograniczać ekstremizmy lewicowe, obecnie wzrost jej wpływów napędzany jest głównie przez konserwatywne siły. Autor podkreśla, że HxA, mimo deklarowanej misji promowania debaty i równowagi ideologicznej, jest wspierana finansowo przez grupy z konserwatywną agendą. W artykule omawiane są także wyzwania związane z realizacją celów HxA oraz wewnętrzne napięcia dotyczące kierunku, w jakim powinna zmierzać organizacja.

    Parafrazując główne tezy, można powiedzieć, że Heterodox Academy (HxA) miała na celu ograniczenie ekstremizmów lewicowych w akademii, jednak jej rozwój jest obecnie napędzany przez konserwatywne siły polityczne. Organizacja, której udało się zgromadzić 500 uczestników na trzydniowej konferencji w Chicago, choć promuje różnorodność poglądów, jest finansowana głównie przez grupy z konserwatywną agendą, co budzi pytania o jej rzeczywiste cele. Podczas konferencji w Chicago uwidoczniły się różnice w opiniach uczestników na temat roli HxA, a także jej podejścia do kwestii takich jak polityka DEI (różnorodność, równość i inkluzja). Mimo to, HxA przyciąga różnorodnych członków, co świadczy o jej skomplikowanej naturze i potencjalnym wpływie na przyszłość edukacji wyższej w USA.

    Ciekawa jest opinia Stanleya Fisha: znanego ze swojego sceptycznego podejścia do protestów studentów w latach 60., gdy był młodym członkiem wydziału Uniwersytetu Kalifornijskiego w Berkeley, ale także autora książki o akademickiej wolności (Chicago 2014) czy o mowie nienawiści i fake newsach (2019) – w wydarzeniu w Chicago zbyt często uczestniczyli zwolennicy HxA, którzy „wypowiadają wielkie abstrakcje, takie jak <<prawda>>, wierząc, że w ten sposób coś wypowiadają”.

  • Sprawa KUL

    Sprawa KUL

    W październiku 2020 roku opublikowaliśmy list otwarty do rektorów polskich uczelni z prośbą o reakcję.

    Tekst tutaj

    Jednak ostatnie wypadki na KUL skłoniły mnie do napisania artykułu 13 lipca 2021 opublikował go Więź.pl

    Tekst tutaj

    Odpowiedziała rzeczniczka KUL. Napisałem odpowiedź opublikowaną 15 lipca 2021

    Teksty tutaj

    Powtórzę raz jeszcze: szkoda uniwersytetu.