Tag: buddyzm

  • Nowy numer o Bachtinie — i mój artykuł o „nie-zachodniej” teorii umysłu

    Nowy numer o Bachtinie — i mój artykuł o „nie-zachodniej” teorii umysłu

    Ukazał się nowy numer czasopisma Slavica litteraria (28/2025, z. 2), w całości poświęcony Michaiłowi Bachtinowi — pod hasłem Między dialogiem a władzą. Filozoficzne i estetyczne aspekty myślenia. To lektura obowiązkowa dla wszystkich, których interesują dialogiczność, polifonia, karnawał oraz etyczne i filozoficzne zaplecze myśli Bachtina. Numer jest w całości w otwartym dostępie — można go czytać i pobierać za darmo.

    Cały numer: https://digilib.phil.muni.cz/handle/11222.digilib/digilib.84252

    Mam w nim swój artykuł: How Relational and „Non-Western” is Bakhtin’s Theory of Mind?

    O czym jest? Stawiam pytanie, na ile Bachtinowska koncepcja umysłu jest „relacyjna” i na ile „nie-zachodnia”. Zachodnia teoria literatury — zwłaszcza w nurcie postmodernizmu i poststrukturalizmu — przyswoiła Bachtina jako teoretyka wielogłosowości i oporu wobec monologicznej władzy (bliskiego Derridzie, Foucaultowi czy Barthes’owi). Pokazuję napięcie między tym Bachtinem a Bachtinem jako filozofem etycznej odpowiedzialności i uczestnictwa. Jego podmiot to nie kartezjańskie, samotne „ja myślące”, lecz ktoś, kto zawsze odpowiada innym w konkretnym, niepowtarzalnym zdarzeniu istnienia („brak alibi w bycie”).

    Zestawiam też Bachtina z nie-zachodnimi modelami świadomości — głównie z tradycjami buddyjskimi — oraz ze współczesną kognitywistyką (poznanie ucieleśnione, 4E). Wniosek: Bachtin nie oferuje pełnej, „pozytywnej” ontologii umysłu i nie konkuruje ani z buddyzmem, ani z kognitywistyką. Jego rola jest raczej sokratejska — jak owad żądlący uśpione miasto, wybudza nowoczesność z samozadowolenia. Przypomina, że świadomość jest uczestnikiem, a nie obserwatorem, a prawdziwym sprawdzianem myśli nie jest jej spójność, lecz zdolność odpowiadania na żywe doświadczenie. W epoce coraz bardziej uwodzonej przez systemy, platformy i bezosobowe sieci taka filozofia obecności bez alibi jest chyba potrzebna bardziej niż kiedykolwiek.

    Artykuł (abstrakt + bibliografia): https://doi.org/10.5817/SL2025-2-7 PDF do pobrania: https://digilib.phil.muni.cz/en/_flysystem/fedora/pdf/SL2025-2-7.pdf

    Zachęcam do lektury całego numeru — i będę wdzięczny za komentarze i dyskusję.

  • Analiza Troski Ostatecznej i jej znaczenia kulturowego

    Analiza Troski Ostatecznej i jej znaczenia kulturowego

    go2025e: „Troska ostateczna” Paula Tillicha jako pojęcie formalne i wynikająca z niego teoria kultury, w: Fenomen troski, pod red. A. Grzegorczyk, S. Softy, E. Baum, Wydawnictwo Naukowe UAM, Poznań, 81-97.

  • Jak zwykłość staje się nadzwyczajnością

    Jak zwykłość staje się nadzwyczajnością

    czyli jak liść, pies i cisza stają się korelatem przedmiotowym

    Marie Howe podczas wykładu TEDex w 2018. Licencja CC BY-NC-ND 2.0 Fot. Ryan Lash / TED
    Marie Howe speaks at TED Salon: Belonging, December 11, 2018 at the TED World Theater, New York,

    Dziś dowiedziałem się, że Marie Howe otrzymała Nagrodę Pulitzera w maju tego roku. I choć nie śledzę wszystkich nagród literackich z zapartym tchem, ta wiadomość naprawdę mnie poruszyła.

    Dowiedziałem się, że Howe od lat pisze poezję cichą, skupioną, przenikliwą — taką, która nie krzyczy, ale zostaje w człowieku na długo. Dowiedziałem się także o jej nieobecności na polskim rynku książek poetyckich.

    Z rozmowy z nią, dostępnej w podcastach, wiem, że w jej poezji prawie nie ma metafor. Howe przyznaje, że bliska jest jej koncepcja przedmiotowego korelatu T.S. Eliota: próba wyrażenia emocji poprzez konkretne obrazy i sytuacje, które ją wywołują. Nie opowiada o uczuciach – pozwala, by mówiły rzeczy. Kiedy pyta klony: „Jak mam żyć?”, nie sięga po abstrakcję, tylko pokazuje liście, ptaki, wiewiórkę. Gdy pisze o swoim ukochanym psie w wierszu Jack and the Moon, nie idealizuje, lecz opisuje ciche rytuały codziennego bycia razem, które same stają się znakiem utraty i miłości.

    To poezja, która wymaga od czytelnika nie erudycji, lecz umysłu dziecka: uważnego, otwartego, niegotowego jeszcze na cynizm, zdolnego dostrzec w wiewiórce sens istnienia, a w oddechu – lekcję obecności.

    Wystarczy przeczytać jeden jej wiersz, The Maples, żeby poczuć, o co chodzi. To prosty obraz: drzewa za domem, szelest liści, ptaki, wiewiórka. A jednak w tej codzienności otwiera się przestrzeń na pytanie o sens życia.

    „Jak mam żyć?” – pyta podmiot. Drzewa odpowiadają szeptem. Niczego nie rozwiązują, ale też niczego nie unieważniają. Uczą milczenia, stania w miejscu, oddychania i oddychania światłem.

    Zwykłość staje się nadzwyczajna.

    Klonom

    Zapytałem gaj klonowy za domem:

    Jak mam żyć?

    Odpowiedziały: szu, szu, szu…

    Jak mam żyć? – spytałem raz jeszcze,

    a liście błysnęły i zadrżały.

    Ptak zawołał z gałęzi w swoim języku,

    i z drugiej strony podwórza

    odpowiedział mu inny głos.

    Wiewiórka wspięła się po pniu,

    przebiegła całą długość gałęzi.

    Stań nieruchomo – pomyślałem –

    zobacz, jak długo to wytrzymasz.

    Spróbuj choć na chwilę

    stać bez ruchu,

    pić światło,     oddychać.

    To jeden z tych tekstów, które uczą mnie czegoś, zanim się zorientuję, że czegoś potrzebowałem się nauczyć.

    Cieszę się, że dziś rano się o tym dowiedziałem.